Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
   
Posłuch 8
Offline
Wiadomości: 6878
|
 |
« Odpowiedz #60 : Lutego 11, 2026, 01:58:15 » |
|
Bohater Ballada o Hermanie Pole Chłopcy Południa, chłopcy Północni, Dzisiaj Aralia użyła broni. Dzielnieśmy stali, kiepsko strzelali. Herman Pole już padł!
W strzępach ponieśli go krwawą plażą, Naprzeciw działom, naprzeciw tankom. Chłopcy PMOB-owcy -pomścijcie druha! Herman Pole już padł!
Huczą granaty, ścielą się gazy Na poborowych sypią się razy Padają ludzie, geje, kobiety Herman Pole już padł!
Jeden zraniony, drugi zabity, Krwi się zachciało podłym faszystom. To Diatte strzela do purpuraków, Herman Pole już padł!
Krwawy Gieorgij, to kat Arakny Przez niego giną młodzi, jowialni Poczekaj draniu, my cię dostaniem Herman Pole już padł!
PMOB-iści ze wsi, PMOB-iści z miasta Płyńcie do Drasna, skończona walka Świat się dowiedział, gówno powiedział Herman Pole już padł!
Nie płaczcie matki, to nie na darmo Na okręcie sztandar z czarną kokardą Za chleb i wolność, i za Aralię Herman Pole już padł!Zapis relacji Stimme TV z uroczystego pogrzebu Hermana Pole, wersja dla ślepych kalek. <Ujęcie na studio filmowe. Z tyłu stoją wycięte z kartonu bloki oraz wisi duży zegar w kształcie ZSKHiW wskazujący godzinę 9:37. Przy brudnym stole siedzi wąsaty prezenter „Nowawijek” Kemo Dutschok.> Kemo Dutchok: Tymczasem wracamy do stolicy naszego socjalistycznego królestwa, gdzie właśnie trwa, nie bójmy się tego powiedzieć, najważniejsze wydarzenie polityczne całego roku. Pochód z okazji dzisiejszego państwowego pogrzebu największego bohatera naszych narodów od… od zawsze wciąż przyciąga gigantyczne tłumy. Kemo Dutchok: Nasza stacja telewizyjna, jako jedyna w całym ZSKHiW uzyskała koncesje na pomoc organizacyjną i transmisję na żywo pokazując pełne zaufanie jakim darzy nas władza. Oczywiście uwzględniamy ustawowe opóźnienie 30 sekund, aby usunąć ewentualne obsceniczności do których mogłoby dochodzić. Na szczęście do tej pory jest to kilka przypadków dziennie. Pozdrawiam funkcjonariusza Urzędu Wolności Słowa Eugena Lipke, który od samych naszych początków dba, abyśmy pokazywali tylko prawdę! <Ujęcie odwraca się od prezentera i kieruje się na siedzącego za analogową konsoletą grubego mężczyznę w towarzystwie uzbrojonej ochrony. Ten zasłania twarz i macha drugą ręką, a kamera wraca ponownie na Kema Dutschoka> Kemo Dutchok: Dla tych z towarzyszy, którzy mają różne opóźnienia przypominamy, że trwa upamiętnienie dziesiętnika Hermana Pole, poborowego żołnierza Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira. <Mocno retuszowane zdjęcie Hermana Pole w mundurze wojskowym> Gdy generał PMOB, Mistrz Budzimir VII w swej mądrości wydał rozkaz do inwazji na odległą Aralię <Budzimir z drewnianym wskaźnikiem prezentuje dokładny plan nadchodzącego ataku na konferencji prasowej>, nikt nie spodziewał się, że ta sojusznicza interwencja okupiona zostanie krwią naszej ludowo-szlacheckiej młodzieży. <Płaczące dzieci z karabinami. Wygenerowane przez Tezobota ulegają dużym zniekształceniom w ruchu przez co wyrastają im dodatkowe kończyny, a karabiny zrastają się z ciałami> Równo miesiąc temu towarszysz Bohater Herman Pole poległ nie oddając ani jednego strzału podczas lądowania naszych dzielnych wojaków na aralskiej plaży <Ujęcia lądowania zapożyczone z zagranicznego filmu „Ratujemy Prywaciarza Romka” z przebarwionymi na purpurowo żołnierzami>. Jego ciało zostało dosłownie rozszarpane przez okrutnych bojówkarzy <Zdjęcia pokazujące zmielone mięso>. Nasze wojsko walczyło z najwyższą odwagą i poświęceniem. Mimo to opór Aralczyków zwiedzionych podszeptami monarchofaszystów całego świata był zbyt silny i PMOB musiał się wycofać <Uszkodzony okręt PMOB zawijający do portu w Draśnie>. Kemo Dutchok: JKM Arkadiusz II Filip jeszcze tego samego dnia ogłosił wciąż trwającą żałobę państwową wiążącą się z częściową prohibicją <Autopen stawiający podpis króla na dekrecie>, a hirschberscy robotnicy w czynie społecznym rozpoczęli budowę mauzoleum na Placu Arkopolitańskim <ludzie zaganiani na plac budowy przez milicję>. Od tego czasu przez plac przewija się nieskończony pochód Ludu Szlacheckiego wszystkich miast, wsi i lasów <Ujęcia na przekrój Ludu Szlacheckiego: eleganckich członków Partii, urzędników na delegacji, drwali z Neomezytu, weerlandzkich biedaszybników z hirschberskimi cukrogórnikami, kurtyzany, brudne Dziabaduchy, zataczających się Spirytualistów>. Każdy chce oddać cześć naszemu Bohaterowi i złożyć choćby najskromniejszy dar <Tłumy mijają podest zostawiając na nim jedzenie i kosztowności, a funkcjonariusze milicji wszystko na bieżąco zbierają. Do położonej przez urzędnika sztabki złota podchodzi Żymianin i szybkim ruchem zamienia ją na weksel o wyższej wartości, po czym rusza dalej>. <Ponownie ujęcie studia, ale tylko na połowie ekranu. Drugą zajmuje grzebiący w zębach reporter stojący na tle idącego tłumu kobiet ubranych w suknie z plastikowych śmieci> Kemo Dutchok: Oddajemy głos naszemu reporterowi Detlefowi Huntzowi stacjonującemu przy wejściu na plac. Jaka jest sytuacja towarzyszu Huntz? <Znika transmisja ze studia. Reporter wciąż grzebie w zębach, co jakiś czas wąchając palce. Trwa to ponad minutę. Na jego twarzy pojawia się zaskoczenie, cofa rękę i zaczyna mówić.> Detlef Huntz: Panuje naprawdę wzniosła atmosfera. Jestem tutaj już dwudziesty dzień, a tłum ani na chwile nie zwolnił, ani się nie rozrzedził. Według naszych szacunków cześć pamięci o Hermanie Pole oddało już ponad siedem milionów osób. Wzdłuż ulic towarzysze dobrej woli rozłożyli kramy na których z niską marżą oferują pieczone kiełbaski, gofry i watę cukrową. Wielu strudzonych pielgrzymów z całego Socjalistycznego Królestwa ma dzięki nim siłę, aby śpiewać Balladę o Hermanie Pole, a także krzyczeć „Święty Natychmiast”. Detlef Huntz: Właśnie minęła mnie grupa setek Entrunek niosących niezwykłości od samej Wasserfrau, a teraz zbliża się delegacja Elektrowni Jądrowej imienia Arkadiusza Filipa. <Reportera zaczyna mijać tłum w białych strojach i czapeczkach. Część niesie sztandary, których nie da się odczytać na telewizorze kineskopowym> Czyżby oczy mnie nie myliły? Sprawdźmy tylko ujęcie z drona. Tak, proszę tylko spojrzeć. <Z powietrza widać, że zwarta grupa delegacji ciągnie się aż do skrzyżowania setki metrów dalej> Przybyli wszyscy jej pracownicy, całe trzydzieści tysięcy towarzyszy od inżynierów nuklearnych, przez ochronę, aż po sprzątaczki. Tak wygląda szczery patriotyczny gest. Mają ze sobą zużyte moderatory grafitowe, które rozjaśnią mauzoleum nawet, jeśli prądu zabraknie. Trochę zajmie zanim przejdą. Może poproszę kogoś z obserwujących o komentarz. <Reporter podchodzi do stojących z boku gapiów, a kamerzysta idzie za nim. Ujęcie zwraca się na młodego człowieka z aparatem przed którym staje Detlef z mikrofonem> Detlef Huntz: Dzień dobry, Detlef Huntz, Stimme TV. Co towarzysz sądzi o delegacji z naszej miejskiej elektrowni? Rozmówca: Żeby tylko przez tych nierobów nie podwyższyli stopnia zasilania. <Młody człowiek spluwa.> Detlef Huntz: Słucham? <reporter wykonuje gest przerwania transmisji.> Rozmówca: Cztery wycieki w dwa lata, a się spaceru zachciewa. I jeszcze bimbru nie ma. Wie Pan co? Ja… <Transmisja zostaje nagle przerwana serią barwnych figur geometrycznych, które animacją 2D układają się w logo firmy budowlanej. Zaczyna grać muzyka, a zarówno ona, jak i lektor są znacznie głośniejsze niż inne elementy nagrania> Lektor: Firma ObrzyneX to krajowy lider sektora budowlanego. To my odpowiadamy za wasze drogi, kanalizację, domy <Ujęcia na starą i spękaną betonową autostradę, rdzewiejące rury, wystające sponad smogu spółdzielcze punktowce>. Nasi budowlańcy to sól tej ziemi. Czy kiedykolwiek powiedzieliście „dziękuję”? Najwyższa pora się odwdzięczyć. Nowa ustawa o zamówieniach publicznych obniżająca znaczenie kryterium koneksji poskutkuje napływem obcego kapitału i technologii inżynieryjnych <Czarnoskórzy robotnicy z kilofami kopią rów>. Jeśli chcecie zachować pracę i wspierać Lud Szlachecki, przyjdźcie do Domu Publicznego i wyraźcie swoje niezadowolenie podczas obrad <Brudny chłop pokrzykujący z parlamentarnej mównicy>. <Ponownie animacja z logo firmy.> Lektor: Czego ObrzyneX wam nie wybuduje, to wam ktoś nocą wyburzy. <Dzielone ujęcie, lewą stronę obrazu zajmuje studio z towarzyszem prezenterem, a prawą uśmiechnięta reporterka na tle estrady koncertowej.> Kemo Dutchok: Ja korzystam wyłącznie z usług ObrzyneXu i także wyrażę swój sprzeciw w Domie Publicznym. Wracając do pogrzebu. Połączyliśmy się właśnie z naszą reporterką Kathą Buhaj-Nepuś. Jak wyglądają przygotowania do głównej uroczystości? Katha Buhaj-Nepuś: Nasza najlepsza na świecie scena koncertowo-pogrzebowa jest już gotowa. Na miejsce przybyli JKM Arkadiusz II Filip, Arcypatriarcha Mistrz Budzimir VII, Premier Laszk Młynariew z całym rządem, a także wdowa po Hermanie Pole, Helga Pole. Rozmawiają właśnie w kuluarach z towarzyszem prezesem StimmeTV Siergiejem Makłowem, dzięki któremu możliwe było zorganizowanie tego wielkiego wydarzenia. Podobno omawiają zamówienia publiczne na przyszły rok, a nawet przebudowę stacji nadawczych, by umożliwić transmisję drugiego kanału! <Ujęcie odchodzi od reporterki na purpurowy dywan przy scenie. Tam podjeżdżają dwie limuzyny jednocześnie. Żadna nie chce puścić drugiej i zderzają się, rozjeżdżając kilku gapiów. Drzwi jednej z nich się otwierają> Katha Buhaj-Nepuś: Towarzysze, toż to sam Ciecierad Ciecieląg z Ramonem Serano oraz nasz medialny ulubieniec, Jan Charbuf! Wszyscy równiejsi Socjalistycznego Królestwa zbierają się w jednym miejscu! <Z jednego pojazdu wysiada dwóch Dziabaduchów w uroczystych strojach, a z drugiego przez okno wydostaje się śniady wyznawca Yslamu. Cała trójka rusza purpurowym dywanem machając do publiczności i fotografów. Każdy ich krok jest coraz szybszy, aż zaczynają biec i przepychać się na przód. Do wejścia pierwszy dociera Charbuf. Służby porządkowe zaczynają wyciągać ludzi spod limuzyn.> Katha Buhaj-Nepuś: Tyle się dzieje, że prawie już zapomniałam, kto jest dzisiaj najważniejszy. To ostatnia okazja żebyśmy tam podeszli. <Reporterka zmierza w kierunku piedestału na środku sceny. Na nim stoi purpurowa urna ozdobiona złotymi kwadratowymi kołami. Reporterka gładzi ją delikatnie i kieruje wzrok do kamery, zachowując swój stały uśmiech.> Katha Buhaj-Nepuś: Jesteśmy tu dzięki poświęceniu naszego Bohatera, towarzysza dziesiętnika Hermana Pole. To, co zostało z jego ciała umieszczono bez kremacji w tym darowanym przez Budzimira ossuarium. Proszę spojrzeć na te pozłocenia. Pytałam zaborców i powiedzieli mi, że wykonano je z kruszcu o próbie 0.111. Kemo Dutchok: Wielka szkoda, że aralscy bojówkarze rozerwali Bohatera na strzępy, zamiast wziąć go na jeńca i strzelić mu w potylicę zgodnie z konwencją Regiomontejską. Współczesna technologia pozwoliłaby na zakonserwowanie jego ciała i wystawienie go na widok publiczny. Katha Buhaj-Nepuś: Wszystkich tym zmartwionych mogę zapewnić, że przygotowaliśmy niespodziankę, która rozwiąże ten problem. Kemo Dutchok: Czy mogłaby Towarzyszka uchylić naszym widzom rąbka tajemnicy? Katha Buhaj-Nepuś: Nie. <Prawa strona obrazu robi się czarna. Po chwili pojawia się na niej transmisja ze stojącym na tle maszerujących ludzi reporterem> Kemo Dutchok: To była Katha Buhaj-Nepuś, a teraz wracamy do towarzysza Huntza. Jak wygląda sytuacja na froncie pochodu? Detlef Huntz: Po tym jak milicja rozpoczęła pościg za wywrotowcem, doszło do wybuchu paniki. Służby porządkowe pozbierały już zadeptane ofiary i pochód ponownie ruszył. Z uwagi na zbliżająca się właściwą uroczystość, milicja zablokowała ulicę kilkaset metrów dalej. To co za mną widzicie, to już ostatni z pielgrzymów. Po kołach gospodyń wiejskich przyszedł czas na rodziny żołnierzy PMOB. Widzę, że niosą oni portrety z czarnymi kokardami. Ale zaraz. To nie są zdjęcia Hermana Pole, tylko innych ludzi. Co to ma być? <Reporter zmierza w kierunku ostatniej grupy pochodu. Jej członkowie niosą zdjęcia różnych młodych żołnierzy PMOB obu płci. Towarzysz Huntz wbiega przed nich i zastawia im drogę> Detlef Huntz: Towarzysze, co to wszystko oznacza? Mężczyzna z pochodu 1: Jesteśmy rodzinami pozostałych 456 ofiar nieudanej inwazji na Aralię. Detlef Huntz: No i? <Reporter rozkłada ręce z wyraźnym zdziwieniem> Mężczyzna z pochodu 1: Chcemy wspólnie upamiętnić ich śmierć za nasz kraj. Mężczyzna z pochodu 2: Oni polegli w walce zupełnie tak jak Herman Pole. Detlef Huntz: A więc tak to wygląda. Chcą się trochę Towarzysze popławić w świetle poświęcenia naszego Bohatera. Umniejszyć jego zasługi i wyciągnąć lepkie łapska po zapomogi. A to tylko dlatego, że wasi słabi krewniacy dali się zabić? Mężczyzna z pochodu 1: Ale czym oni się różnią od Hermana? Detlef Huntz: Jak Towarzyszowi nie wstyd zadawać takie durne pytania? Herman Pole to Bohater, martwe uosobienie wszystkiego, do czego powinniśmy dążyć. Jego strata zabolała każdy z narodów. Może jeszcze towarzysz powtórzy to biednej wdówce? Kobieta z pochodu: Ja też straciłam męża! Detlef Huntz: Milcz kobieto, a nie własne prywatne sprawy w telewizji na żywo wyciągasz! Porównywać się do Helgi Pole w tak ciężkim dla niej dniu. Ty nie straciłaś Hermana Pole, to co możesz wiedzieć o jej bólu! <Wielu członków pochodu zaczyna krzyczeć jednocześnie i nie da się ich zrozumieć. Liczni patrioci wyrywają kostki brukowe, drzewka, deski ławek i rzucają nimi w kierunku bezwstydnych atencjuszy. Słychać z ich strony krzyki> Amoralni bezwstydnicy: Milicja! Pomocy! <Funkcjonariusze prawa szybko przystępują do interwencji. Pałują i zagazowują wywrotowców. Ci zaczynają uciekać jak ich tchórzliwi krewni z PMOB. Słychać strzały. Armatka naftowa SPE „Smok” tryska smugą ognia w tłum. Kilkunastu atencjuszy i jeden milicjant stają w płomieniach. Reporter przewraca kobietę, która bezczelnie porównała się do wdowy po Hermanie pole i zaczyna ją kopać. Nie przestając spogląda w kierunku kamery.> Detlef Huntz: Jak zawsze na <kop> sam koniec muszą <kop> pojawić się <kop> wrogowie Ludu Szlacheckiego <kop>. W niczym to nie umniejsza <kop> prawdziwym pielgrzymom <kop>. Z Hirschberg-Arkopolis <kop, obraz przysłania kilka kropli krwi> mówił do was Detlef Huntz <kop>. <Transmisja z ulicy znika i cały obraz wypełnia studio z prezenterem. Zegar z tyłu wciąż pokazuje 9:37.> Kemo Dutchok: Dziękuje i powodzenia towarzyszu. Już za kilka minut rozpocznie się główna uroczystość. Wracamy zatem na scenę i do towarzyszki Buhaj-Nepuś. <Połowę ekranu wypełnia uśmiechnięta reporterka, a drugą szerokie ujęcie sceny na której obsługa pucuje mównicę.> Katha Buhaj-Nepuś: Już za chwilę czeka nas wielki finał miesiąca smutku. Dowiedziałam się, że na sam początek planowana jest przemowa. Kto jest godzien stanąć tyłem do urny Bohatera i nałożyć wilgotny balsam na nasze suche z żalu wątroby? No kto? <Scena ciemnieje. Zapada cisza, którą przerywają budujące napięcie werble. Są coraz głośniejsze, aż w końcu nagle milkną, a reflektor oświetla pustą mównicę. Po chwili gaśnie. Ponownie wchodzą werble i reflektor, a przy mównicy nikt nie stoi. Reporterka wstrzymuje oddech z oczekiwania. Reflektor gaśnie, werble pracują, a wtedy światło pada w zupełnie inne miejsce, gdzie z mikrofonem stoi postać w koronie.> Katha Buhaj-Nepuś: Towarzysze, toż to Król Arkadiusz II Filip! <Król stoi w dumnej pozie. Słychać brawa publiczności. Wtedy ten przyjmuje inną pozycję, a potem kolejną. Oklaski są coraz głośniejsze. Jedna z figur uwzględnia trzymanie ręki przy uchu, drugą Arkadiusz zachęca do dalszych owacji. Ujęcie na reporterke zostaje zastąpione widokiem na publiczność z przepełnionego placu. Wszyscy klaszczą władcy. Nikt się nie uśmiecha z żalu za Hermanem Pole. Trwa to trzydzieści sześć minut. Pod koniec dźwięk robi się zniekształcony z powodu uszkodzeń nagrania.> <Ostatecznie król podchodzi do mównicy i cały obraz skupiony jest na nim. Mimo braku fonii widać, że płomiennie przemawia i płacze. Wyciąga rewolwer, kręci bębenkiem, przykłada sobie ku głowie i pociąga za spust. Kręci ponownie i celuje przed siebie, a tym razem rewolwer strzela. Dźwięk powoli powraca.> JKM Arkadiusz II Przejściowy: i <bzzt>, że przyszliście tu dla mnie <bzzt> będę o tym <bzzzt>. Towarzysz Bohater dziesiętnik <bzzt> wzorem do naśladowania. Był moim najlepszym przyjacielem i powiernikiem tajemnic. Ale nie był moim kochankiem. Ona straciła więcej niż ja, czy Wy. Ludu Szlachecki, Powitajcie towarzyszkę Helgę Pole! <Na scenę wkracza młoda kobieta w krótkiej spódniczce i z dużym dekoltem. Gdy zbliża się do mównicy z każdej strony strzelają efekty pirotechniczne. Z góry sypie się konfetti, które w dużej mierze się od nich przypala dając dużo ciężkiego, czarnego dymu. Widząc to wszystko wdowa łapie się za usta i nos nie kryjąc wzruszenia. Król do niech podchodzi i podprowadza ją do mównicy, trzymając ją za rękę.> Helga Pole: Na Prabudzimira! To najlepszy pogrzeb świata! Skandujący Tłum: Święty Natychmiast! Święty Natychmiast! <Król Arkadiusz unosi drugą rękę i natychmiast zapada cisza. Helga uśmiecha się i ociera łzy. Spogląda w kierunku widocznego w kącie ujęcia promptera.> Helga Pole: Towarzysze. Niech Was Prabudzimir pobłogosławi za przybycie z całego świata, by uhonorować mojego Hermusia. Półtora roku temu kiedy dostał powołanie do wojska, mógł się wymigać. Miał orzeczenie. Zacytował jednak swojego umiłowanego Świętego Człowieka, Śmiechobija: „Boli? Ma boleć”. To dlatego, że rozumiał swój obowiązek. Wiedział, że bycie Budzimirystą to przywilej śmierci za Arcypatriachę. I tak uczynił. Mój Hermuś. <Pauza. Owacje ze strony widowni. Urywają się natychmiast przy geście króla.> Helga Pole: Dwadzieścia osiem dni temu Aralczycy zaakceptowali bohaterstwo mojego męża. Hermuś bardziej niż wszystko inne chciał wypełnić wolę Budzimira. Oni pomogli mu odnaleźć ścieżkę chwały. On chciał im pokazać… Mój mąż, Herman. On chciał ocalić młodych mężczyzn, takich jak oni przed groźbą monarchofaszyzmu. Oczywiście im nie wybaczam. Kiedy spotka ich należyta kara, będę patrzeć na ich kaźń z rozkoszą większą niż zapewniał mi sam Hermuś. <Pauza. Kolejne owacje aż do sygnału od króla.> Helga Pole: Herman obrał dobrą drogę. Prostą ścieżkę, którą każdy z nas musi podążać. Odpowiedzą na nienawiść jest większa nienawiść. Znamy ją ze świętych ksiąg. Wypełnia ona nasze wątroby. Towarzyszy nam Towarzysze przez całe życie. Należy ją tylko odpowiednio ukierunkować na naszych wrogów! Świat potrzebuje PMOB. Potrzebuje grupy, która wyceluje w młodych ludzi zbaczających ze słusznej ścieżki. Potrzebuje kogoś, kto poprowadzi ich poza koszmar życia na tym świecie w grzechu. Z wielkim honorem ogłaszam, że, pomimo mojej niepełnoletności, zaciągnęłam się do PMOB w stopniu dziesiętnika. Wejdę w buty, onuce swojego męża i kontynuuję jego dzieło! <Wdowa wyciąga z kieszeni opaskę z Kwadratowym Kołem i zawiązuje ją sobie na głowie. Widownia spontanicznie odśpiewuje Balladę o Hermanie Pole.> Helga Pole: Walka Hermana będzie kontynuowana. To co wydarzyło się w Aralii odwróci bieg historii! To był cud! Uczyńcie go swoim własnym! Chciałabym Towarzyszom po… podziękować zzza… <Heldze łamie się głos, zaczyna płakać. Mikrofon przejmuje rozweselony król.> JKM Arkadiusz II Przejściowy: To takie przykre, gdy kobieta płacze. Na szczęście znam kogoś, kto rozweseli każdą. Towarzysze! Oto Premier Laszk Młynariew! <Zaczyna grać ludowa muzyka. Po chwili na scenę, tanecznym krokiem i tyłem wkracza Premier Młynariew w czapce z daszkiem z napisem MK. Ujęcie na widownie. Tłum szaleje.> Laszk Młynariew: Hajda Chłopy! <Na twarzach widzów widać ogromną radość. Część próbuje wedrzeć na scenę. Pomimo profesjonalnego zabezpieczenia jednemu rosłemu mężczyźnie się udaje. Kiedy podbiega do premiera, ten kopie go w krocze. Na twarzy mężczyzny widać zdziwienie, rozczarowanie, a potem złość. Sekundę później Laszk Młynariew leży na podłodze ze złamanym nosem. Intensywnie krwawi. Głowa mężczyzny rozpęka się od strzału snajpera, a ciało wynosi obsługa techniczna. Laszk wstaje i z uśmiechem podchodzi do wdowy, przejmując mikrofon od króla.> Laszk Młynariew: Ja tam jako premier mogę co najwyżej złożyć kondolencje. To je składam. Helga Pole: A dzię… dziękuję, doceniam bardzo. Laszk Młynariew: Ale jako prezes Mrocznej Korporacji mogę znacznie więcej. Na teraz oferuję bon o wysokości tysiąca loli na serwis artykułów gospodarstwa domowego naszej produkcji. Sam sprzęt będzie musiała Towarzyszka dokupić. Baby lubią zakupy. Czy to Towarzyszkę rozpogodzi? Helga Pole: Ja… nie wiem. Kiedy tak patrzę na urnę z gnijącymi kawałkami mojego Hermusia… to… Laszk Młynariew: Czy czegoś towarzyszka sobie życzy? Helga Pole: Bo tak sobie myślę, że mój Hermuś <Spojrzenie w kierunku promptera> bardzo lubił zespół „Der Einzige”. Laszk Młynariew: To się dobrze składa, bo akurat jest tutaj z nami i za chwile nam zagra! <Podświetlone zostają boczne fragmenty sceny, gdzie ustawiona jest cała orkiestra. Zza kulis wkracza na nią mężczyzna z włosami zabarwionymi na purpurowo. To Michael Apfel, jedyny stały członek „Der Einzige”. Obsługa puszcza nagranie popularnego utworu „Alles aus Liebe”, a po chwili Michael zaczyna ruszać ustami. Widać jednak, że jego mikrofon nie ma kabla.> <Helga Pole zaczyna skakać z radości i sama śpiewać tekst piosenki. Król podbiega do gitarzysty i stojąc obok udaje, że też gra. Laszk Młynariew wciąż stoi przy mównicy i ani drgnie. Ujęcia z powietrza na podskakującą widownię. Trwa to godzinę podczas której odtwarzane są kolejne hity zespołu. W pewnym momencie Helga chwyta urnę z Hermanem i długo z nią tańczy. Król rzuca się na tłum i spada na ręce ochrony, która niesie go po całym placu. Laszk Młynariew stoi bez ruchu, a krew z jego nosa cieknie ze stałą intensywnością. Po szóstym bis zespół schodzi ze sceny.> Laszk Młynariew: To był zespół „Der Einzige” opłacony przez dobroczynną Mroczną Korporacje. Kupujcie nasze produkty. <Helga odkłada urnę na miejsce i radośnie podbiega do premiera. Przytula go i zaczyna gładzić po włosach. Młynariew kładzie rękę w której wciąż trzyma mikrofon na jej talii. Dołącza do nich król, który łapie wdowę od tyłu. Zbliżenie na trzy głowy. Król nachyla się i wącha kark Helgi. Laszk styka się z jej twarzą złamanym nosem, a krew skapuje do jej dekoltu. Usta Helgi powoli się otwierają. Ujęcie idzie w dół pokazując talię i zgrabną pupę wdowy. Po niej sunie czule królewska dłoń, aż natrafia na mikrofon trzymany przez premiera. Na ujęciu ogólnym król przejmuje mikrofon, odłącza się i staje w kierunku widowni.> Arkadiusz II Przejściowy: Herman Pole był wielkim człowiekiem. Mężem. Patriotą! Bohaterem i męczennikiem nie mniejszym niż Lichwiarz! Wciąż jednak brakuje mu jednego przydomka. Wiecie Towarzysze jakiego. Skandujący Tłum: Święty Natychmiast! Święty Natychmiast! Arkadiusz II Przejściowy: Jako dobrotliwie panujący Towarzyszom władca znam kogoś, kto może to załatwić. Towarzysze. Oto Mistrz Budzimir VII! <Na scenę powolnym krokiem wchodzi Budzimir. Jego zdobna szata mieni się kolorami, których być nie powinno. Potężna, siedmiokoronna tiara zsunęła się mu na bok, trzymając się głowy na rzemieniu. Arcypatriarcha wyraźnie się kołysze. Obraz zostaje podzielony na trzy części. Lewa przedstawia ujęcie na oczekujący tłum, prawa uśmiechniętą reporterkę, a małe okienko w rogu pozostaje na Budzimirze. Podbiegają do niego król i premier. Wspólnie prowadzą go do mównicy.> Katha Buhaj-Nepuś: Spójrzcie Towarzysze do czego może doprowadzić żałoba. I to w trakcie prohibicji dla niespirytualistów wprowadzonej pod karą śmierci. Jak wielki musi być żal naszego duchowego przewodnika, że jest w takim stanie na trzeźwo! Wszyscy czekamy w zniecierpliwieniu na werdykt Mistrza Budzimira. Czy wydarzy się to, co musi? Czy Herman Pole zostanie ogłoszony Świętym Człowiekiem? Której Tezie Antagonistycznej będzie przede wszystkim podlegać? To niesamowite, że dowiemy się już za moment! <Budzimir dociera do mównicy i opiera się o nią dwoma rękami. Król podstawia mu mikrofon. Arcypatriarcha pochyla głowę i milczy. Po chwili tłum się odzywa.> Skandujący Tłum: Święty Natychmiast! Święty Natychmiast! <Budzimir wzdryga się i spogląda po widowni. Okienko z nim jest za małe, by widać było jego twarz> Mistrz Budzimir VII: He… Bohater. No ta… Święty, Święty…. <Następuje eksplozja radości. Tłum widzów jak i reporterka łapią się za głowy. Wznoszą okrzyki w religijnym uniesieniu. Katha podbiega do kamery. Łapie ją w ręce i zbliża twarz tak, że widać tylko nos. Katha Buhaj-Nepuś: Na Prabudzimira! To się naprawdę stało! Święty Człowiek Bohater! Cały świat czekał z zapartym tchem. Czujecie to Towarzysze? Wszyscy na nas patrzyli, bo jesteśmy centrum świata! Najważniejsi! Nie ma miejsca w którym nikt by nie świętował tego wydarzenia. To jest nowa era! Era Wszechbudzimiryzmu i Monarchosocjalizmu! <Z okrzyków tłumu powoli wyłania się inne hasło.> Skandujący Tłum: Której? Której?, Której? Której? Katha Buhaj-Nepuś: No właśnie? Której Tezy? <Budzimir pociera się po czole, odwraca i zaczyna powoli odchodzić. Król go łapie, coś szepcze mu do ucha i ponownie podprowadza do mównicy.> Mistrz Budzimir VII: A wszystkich! <Dotychczasowa ekstaza ustępuje czemuś nie do opisania. Każdy szanujący się budzimirysta powinien po prostu to obejrzeć. A jeśli nie może, to jest grzesznikiem.> Katha Buhaj-Nepuś: Ten moment będzie się wspominać do końca świata i jeden dzień dłużej! Bohater, który połączył wszystkie Tezy! Herman Pole jest dla nas wszystkich! <Król z premierem poklepują Arcypatriarchę po plecach i pokazują mu zejście ze sceny. Budzimir chwyta mikrofon i przemawia.> Mistrz Budzimir VII: A wiecie co Towarzysze? A ja się z nim spotkałem. I on jest baaardzo fajny gość. Wszystko już mamy na tip-top. Tak żeśmy ugadali. On zadzwoni do Króla. Aralia będzie z nami. Jedno państwo! Zobaczycie! <Radość tłumu powoli przygasa na rzecz zdziwienia zapowiedzią przewodnika duchowego. Król wyjmuje mikrofon z ręki Budzimira i próbuje zachęcić go gestem do odejścia. Zamiast tego Budzimir siada i opiera się o mównicę.> Katha Buhaj-Nepuś: Nauki Mistrza Budzimira bywają zawoalowane. Na pewno nie można intepretować tego wprost jako pojednanie z aralskim bydłem. Za to teraz nasz król będzie miał dla Towarzyszy niespodziankę. <Znikają ujęcia na reporterkę i tłum. Król Arkadiusz stoi za mównicą. Wystająca zza niej dłoń Budzimira łapie go za szaty i kilka razy ciągnie dopóki ten jej nie strąca.> Arkadiusz II Przejściowy: Tak właśnie dzięki mojemu osobistemu wstawiennictwu mamy nowego Świętego Człowieka. Bohater, Herman Pole to prawdziwy człowiek monarchosocjalistyczny. Posągowa figura, która niestety się nie zachowała. Prabudzimir dał nam jednak kolejny dar. Jest to brat bliźniak Hermana, Adolf Pole. Ten zgodził się na najwyższe poświęcenie i odda swe życie, aby stanąć w mauzoleum! Jego zakonserwowane szczątki będą wyglądać zupełnie jak prawdziwy Herman Pole! <Na scenę wkraczają doświadczeni guślarze z licznym sprzętem: rurkami, igłami, skalpelami i piłami. Za nimi na mobilnym stole operacyjnym wieziony jest brat Bohatera. Adolf wygląda dokładnie tak jak jego święty bliźniak. Jest unieruchomiony licznymi pasami. Usta ma zasłonięte, uniemożliwiając większą wokalizację. Łóżko zostaje ustawione prawie pionowo, aby dzielny ochotnik był dobrze widoczny podczas procedury. Ekran ponownie dzielony jest między scenę, a reporterkę.> Katha Buhaj-Nepuś: Spójrzcie tylko Towarzysze. Zupełnie jak żywy Herman Pole! To wspaniałe, że będzie miał okazje stanąć w mauzoleum. A jak się trzęsie z żalu za swym bratem! Z tego co wiem do studia został zaproszony ekspert od utrwalania, więc oddaje do niego głos. Mówiła do was Katha Buhaj-Nepuś. <Część ekranu z reporterką zanika, a zamiast tego powraca ujęcie studia, gdzie obok prezentera siedzi starszy mężczyzna. W międzyczasie guślarze rozcinają ubiór Adolfa i odsłaniają jego klatkę piersiową.> Kemo Dutchok: Dziękuje towarzyszko. Pragnę przywitać w naszym studiu znamienitego gościa. Członka Naczelnej Izby Guślarskiej, towarzysza profesora guślarza Huberta Parlickiego, zwanego także Krawcem z Lubawki. Nasze ukochane władze udzieliły mu przepustki, aby mógł nas odwiedzić! Hubert Parlicki: Dobry wieczór. Kemo Dutchok: Czy mógłby nam Towarzysz profesor opowiedzieć, co za chwilę nastąpi? Hubert Parlicki: Ja tam swoje dziewczyny obrabiałem inaczej. Chciałem móc je dotknąć, pogładzić, wypełnić, w pozę ułożyć, by mój dyplom trzymały. Ale na temat perfuzji co nieco wiem. Jak teraz widzicie, koledzy po fachu właśnie rozcinają bez znieczulenia klatkę piersiową przyszłego denata. <Skalpele wbijają się głęboko w ciało Adolfa Pole. Po wykonaniu cięć jeden z guślarzy pewnym ruchem odrywa kawał mięsa, odsłaniając mostek i żebra. Pomimo knebla słychać jęki rozpaczy Adolfa, który tęskni za swym Bohaterem. Prawa ręka Krawca znika pod stołem. Guślarze zaczynają piłować kości.> Kemo Dutchok: To wygląda dość boleśnie. Jaki jest tego cel? Hubert Parlicki: Otóż moi koledzy muszą mieć dostęp do serca denata. Robią to szybko, by te wciąż biło. W lewą komorę serca wbiją taką dużą igłę, odetną główne żyły wrotne by zbierać z nich krew, a następnie zaczną wprowadzać do serca tak zwany pebes. Serce rozprowadzi go po całym ciele usuwając jakąkolwiek juchę. <Po odcięciu kilku żeber guślarze odsłaniają serce. Wszystko odbywa się zgodnie ze słowami towarzysza Parlickiego. Kiedy za pomocą ręcznej pompki zaczynają wtłaczać bezbarwną ciecz do serca Adolfa, ten traci przytomność. Obsługa odpina pasy wcześniej podtrzymujące jego ręce.> Kemo Dutchok: A czym jest ten pebes. Jak się go robi? Hubert Parlicki: Ano to jest… To… To jest taka sól w tabletkach co się ją wody wrzuca, ona musuje i robi z niej pebes. W każdym razie po tym płukaniu nadchodzi czas na właściwe utrwalenie denata. Zamiast pebesu moi koledzy wpuszczają parufoldehamyd. To jest to co bogate kobiety w naszych klinikach wstrzykują sobie w twarze, by zachować młodość. Pozwoli to… Kemo Dutchok: Przepraszam, że przerywam, ale coś się dzieje. Adolf Pole się budzi! <Ciało Adolfa obejmują silne drgawki. Zaczyna kiwać głową na boki i ruszać żuchwą> Hubert Parlicki: Spazmy są norma… Kemo Dutchok: Towarzysze! To chyba jest prawdziwy cud! Na Prabudzimira… <Ręce utrwalanego Adolfa powoli się unoszą, aż całkiem wyprostowują się ponad jego głową.> Kemo Dutchok: Przecież to jest ten sam gest, który wykonał Herman Pole na chwilę przed śmiercią Bohatera! Duch Hermana Pole zstąpił do ciała jego brata! To nie ciało Adolfa! To nowe zwłoki Hermana! Umarł przed nami po raz drugi tak, abyśmy wszyscy tego doświadczyli! <Całość ekranu wypełnia ujęcie sceny. Drugi Herman Pole trzęsie się coraz intensywniej. Mimo to Bohater podtrzymuje swój dumny gest wysoko uniesionych rąk. Wszyscy obecni na scenie padają na kolana. Nawet Król Arkadiusz II. Na ich twarzach widać religijną ekstazę. Oni również unoszą ręce na znak bohaterstwa. Premier Młynariew traci przytomność i upada w kałużę własnej krwi. Część obrazu wypełnia ujęcie widowni. Wszyscy współdzielą gest będący kolejnym z niezliczonych darów towarzysza dziesiętnika Hermana Pole. Tłum krzyczy ile sił w gardłach.> Skandujący Tłum: Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy! <Król Arkadiusz, cały zapłakany, chwyta za mikrofon i zaczyna przemowę.> Arkadiusz II Przejściowy: Ludu Szlachecki. Ten znak…. <Ciemność. Koniec Transmisji.> <Dopisek: Awaria reaktora numer 2 w Elektrowni Jądrowej imienia Arkadiusza Filipa spowodowała miesięczną przerwę w dostawie prądu do miasta Hirschberg-Arkopolis. Według naocznych świadków reszta ceremonii odbyła się dzięki światłu ze zużytych moderatorów podarowanych przez pracowników elektrowni. Gdyby nie ich poświęcenie i delegacja, całe wydarzenie mogłoby zostać zrujnowane problemami technicznymi.>Fragment stenogramu z trzeciego posiedzenia komisji śledczej ds. śmierci Bohatera Ciecierad Ciecieląg: Dzień dobry Towarzysze. Otwieram posiedzenie komisji śledczej do spraw zbadania okoliczności śmierci Towarzysza Bohatera dziesiętnika Hermana Pole i udowodnienia prawdziwości oficjalnej wykładni państwowej. Skład komisji nie ulega zmianie. Przewodniczącym pozostaję ja, Ciecierad Ciecieląg. Członkami komisji są Towarzysz Erick Monde, Towarzysz Krzysztof Septimus, Towarzyszka Pancy Anclar, Towarzysz Tobiasz von Richtoffen-Deithven oraz Towarzysz Helmut von Hermann. Ciecierad Ciecieląg: Na przesłuchanie przez komisję wstawił się świadek numer 5, Towarzysz nadzorca Geralt Juggenberg. Proszę się przedstawić. Ma Towarzysz możliwość złożenia wniosku formalnego. ndz. Juggenberg: Członek Korpusu Dozorców Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira nadzorca Geralt Juggenberg, z łaski Generała PMOB dowódca bazy wojskowej „Zalewowa” przy Draśnie na Żuławach Rzeżuszych. Składam wniosek formalny o wykluczenie członka komisji Towarzysza Monde z przesłuchania z uwagi na jego narodowość aralską. Erick Monde: To skandaliczna prośba. Pies Budzimira boi się trudnych pytań. Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu Monde, nie udzielałem Towarzyszowi głosu. Pierwsze upomnienie w dniu dzisiejszym. Przyjmuję wniosek i poddaję go pod głosowanie. Uruchamiam urządzenie pomiarowe. Kto jest za wykluczeniem członka komisji z przesłuchania? Ciecierad Ciecieląg, Helmut von Hermann: ZA! ZA! ZA! ZA! Ciecierad Ciecieląg: Kto jest przeciw? Erick Monde, Pansy Anclar: PRZECIW! PRZECIW! PRZECIW! Ciecierad Ciecieląg: Głosy za osiągnęły 63 decybele. Głosy przeciw aż 116 decybeli. Towarzysz Monde umie donośnie wykazywać niezadowolenie, jak zawsze… Wniosek zatem zostaje odrzucony w około dwóch trzecich i w sposób losowy będzie unieważniana jedna trzecia pytań Towarzysza Monde. Erick Monde: Od kiedy coś takiego jest zgodne z regulaminem komisji? Ciecierad Ciecieląg: Drugie upomnienie dla towarzysza Monde. Towarzyszu Juggenberg, czy przysięga Towarzysz na konstytucję Zjednoczonego Socjalistycznego Królestwa Hirschbergii i Weerlandu oraz Wielkie Tezy Antagonistyczne odpowiadać na pytania zgodnie z interesem państwa? ndz. Juggenberg: Przysięgam. Ciecierad Ciecieląg: Dziękuję. Rozpoczynam jawną część przesłuchania. Daje czas członkom komisji na zadawanie pytań świadkowi. Erick Monde: To może ja pierwszy zadam pytanie w imieniu Aralskiego Regionu Autonomicznego. Dlaczego podczas pamiętnego sierpnia doszło do ataku PMOB na moją wówczas niepodległą ojczyznę? ndz. Juggenberg: Ponieważ otrzymaliśmy taki rozkaz. Erick Monde: Kto wydał rozkaz? ndz. Juggenberg: Otrzymałem rozkaz na piśmie od Generała PMOB. Erick Monde: A kto jest generałem PMOB? ndz. Juggenberg: Jedyny generał PMOB w służbie czynnej jakiego znam to Mistrz Budzimir. Erick Monde: Mistrz Budzimir. A może towarzysz powiedzieć który? ndz. Juggenberg: Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor <Śmiechy z sali> Erick Monde: Co w tym śmiesznego? Musimy ustalić wszystkie fakty. Ciecierad Ciecieląg: Unieważniam ostatnie pytanie. Proszę Towarzysza Monde, aby dał Towarzysz dojść do słowa innym członkom komisji. Helmut von Hermann: Czy jest Towarzysz nadzorca dumny, że to dowodzona przez Towarzysza jednostka wojskowa dała nam wszystkim Bohatera? ndz. Juggenberg: Jak najbardziej. To moje największe osiągnięcie życiowe. Helmut von Hermann: Czy mógłby Towarzysz opowiedzieć nam o Hermanie Pole? ndz. Juggenberg: Herman Pole był wzorcowym żołnierzem Korpusu Poborowych. Zawsze wykonywał wszystkie rozkazy. Był sprawny fizycznie jak i upośledzony intelektualnie w stopniu zaledwie lekkim z powodu nadmiernej świadomości politycznej. Jego liczne atrybuty ostatecznie zapewniły mu stopień dziesiętnika i własną dekurię podczas ostatniego roku służby poborowej. Osobiście wybrał swoich podwładnych spośród nowo zaciągniętych i zapewnił im adekwatną falę. Erick Monde: Zgodnie z moimi notatkami w dniu śmierci 17 sierpnia Herman Pole miał stopień starszego poborowego. Dlaczego przedstawia się go inaczej? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Proszę o pytania ze strony innych członków komisji. Pansy Anclar: Czy to prawda, że stopień dziesiętnika został nadany Hermanowi Pole już pośmiertnie? Tobiasz von Richtoffen-Deithven: To oburzające! Helmut von Hermann: Takie rzeczy na komisji? Towarzyszka by się wstydziła. ndz. Juggenberg: Herman Pole był dziesiętnikiem przed swoją śmiercią. Później został pośmiertnie awansowany do stopnia Generała PMOB dekretem JKM Arkadiusza II Filipa. Niedawno Mistrz Budzimir VII postanowił zdegradować go do stopnia poborowego, aby więcej członków Ludu Szlacheckiego mogło się z nim utożsamiać. Erick Monde: To dlaczego w moich notatkach jest napisane inaczej? ndz. Juggenberg: Bo jest w nich błąd. Herman Pole był dziesiętnikiem i jako Bohater poprowadził swoją dekurię na śmierć. Erick Monde: Czegoś tu nie rozumiem. Czy dekuria liczy dziesięciu żołnierzy, czy jedenastu wliczając dziesiętnika? ndz. Juggenberg: Dziesięciu łącznie z dziesiętnikiem. Dziesięć dekurii podlega żołnierzowi zawodowemu z Korpusu Dozorców w stopniu setnika. Erick Monde: Czyli dekuria liczy dziesięciu poborowych, ale setnik oraz podlegli mu poborowi to już sto i jeden żołnierzy? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Nie rozumiem związku między pytaniami Towarzysza, a meritum sprawy śmierci Bohatera. Erick Monde: Jakby sobie Towarzysz wyczyścił uszy i słuchał uważnie, to by Towarzysz zrozumiał do czego dążę. Ciecierad Ciecieląg: Nakładam na Towarzysza karę porządkową w wysokości 1000 loli. Może Towarzysz mnie oświeci? Erick Monde: Nie przyjmuję kary. Muszę w pełni znać strukturę siepaczy Budzimira, aby zrozumieć jaką rolę miał w tym wszystkim Herman Pole. Ciecierad Ciecieląg: Ta komisja ma na celu potwierdzenie bohaterstwa Bohatera, a nie edukowanie Towarzysza na temat naszej służby poborowej. Co do kary, złożę stosowny wniosek w Domie Prawa i Sprawiedliwości. Skończy się to tak jak poprzednio. Czy ktoś z komisji ma dalsze pytania? Pansy Anclar: Przede mną leży kopia dokumentu o nadaniu stopnia dziesiętnika w dniu 19 sierpnia. Bohater nie mógł być dowódcą dekurii dwa dni wcześniej w czasie swojej śmierci. Helmut von Hermann: To nie pytanie, to teza, i to na mój gust poboczna! Ciecierad Ciecieląg: Dziękuje Towarzyszowi za pomoc. Czy ma Towarzyszka pytanie, a nie oświadczenie? Pansy Anclar: Czy Herman Pole był dowódcą dekurii jako dziesiętnik podczas bitwy na Krwawej Plaży w dniu 17 sierpnia 2011 roku standardowego? ndz. Juggenberg: Tak. Był i wykazał się niezwykłym bohaterstwem jak prawdziwy Bohater. Gdyby nie jego poświęcenie nasze straty tamtego dnia byłyby sto razy większe. Pansy Anclar: Czyli mówi Towarzysz, że Herman Pole jako dziesiętnik od dwa dni po śmierci ocalił życie blisko pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy PMOB? ndz. Juggenberg: Zgadza się. Pansy Anclar: Cóż za niezwykły wyczyn kogoś awansowanego pośmiertnie! Ilu żołnierzy PMOB stacjonowało w tym czasie w bazie „Zalewowa”? ndz. Juggenberg: Łapie mnie Towarzyszka za słowa i próbuje mnie zmylić. Herman Pole był dziesiętnikiem. Ciecierad Ciecieląg: Wiemy to i tak ustalimy. Proszę odpowiedzieć na pytanie Towarzyszki Anclar. ndz. Juggenberg: Łącznie w bazie „Zalewowa” jak i bazie podległej „Z-Wyspa” na dzień 10 sierpnia stacjonowało 12 355 żołnierzy w tym 12 231 odbywało zasadniczą służbę wojskową. Dysponowaliśmy także pracownikami cywilnymi, którzy nie uczestniczą w misjach. Pansy Anclar: Czy podczas lądowania na Aralii uczestniczyło wojsko z innych baz? ndz. Juggenberg: Nie, rozkaz ataku otrzymaliśmy tylko my, a w bazach pozostało 236 żołnierzy, w celu ich zabezpieczenia. Pansy Anclar: Jak zatem… Erick Monde: Towarzyszko, już ja to dokończę! Nadzorco Juggenberg, dlaczego baza PMOB nazywa się „Zalewowa”? Ciecierad Ciecieląg: Proszę sobie nie wchodzić w słowo. Jesteśmy w Domu Publicznym. Myślę, że wystarczy pytań od Towarzyszki Anclar, dopóki wszyscy inni z komisji nie będą mieć okazji dojść do głosu. Proszę odpowiedzieć na pytanie Towarzysza Monde. ndz. Juggenberg: Ponieważ sąsiaduje ona z terenami zalewowymi. Erick Monde: A dlaczego z nimi sąsiaduje? Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu. To naprawdę nie ma związku z bohaterską śmiercią Hermana Pole. Wiemy już, że ocalił życie aż pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, co jest wartością większą niż w dotychczasowej oficjalnej propagandzie. Wprowadzone zostaną stosowne zmiany i osobiście zawnioskuję o dodatkowe odznaczenia dla Bohatera. Proszę o pytania ze strony pozostałych członków komisji. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Jakby Towarzysz nadzorca jednym słowem opisał śmierć Hermana Pole? ndz. Juggenberg: Inspirująca. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: A wieloma słowami? ndz. Juggenberg: Dziesiętnik Herman Pole wraz ze swoją dekurią wylądował na odcinku plaży desygnowanym jako Zgon-6. Pomimo zapewnień ze strony Korpusu Dozorców, że były to tylko ćwiczenia, co miało poprawić morale, dziesiętnik Herman Pole zachował pełen profesjonalizm i gotowość bojową. Zginął z ręki aralskich bojówkarzy w sposób wzorcowy. Każdy członek Ludu Szlacheckiego powinien brać z niego przykład. Erick Mondę: Jakich znowu bojówkarzy. Jeśli nadzorca ma na myśli pilnujących wybrzeża członków Ararlskiej Frakcji Młodych, to już wcześniej przedstawiłem dokumenty, że AFM od początku był organizacją nieuzbrojoną w broń palną i sieczną. W Aralii aż dotąd nie ma ani jednego sklepu z bronią. Kto miałby im dać? No chyba, że PMOB...? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję! Helmut von Hermann: Czy Herman Pole zabił wielu Aralczyków? Ndz. Juggenberg: Herman Pole nie musiał niczego udowadniać oddawaniem choćby pojedynczego strzału. Jego ewentualne ofiary strona aralska mogłaby uznać za pobłogosławione ręką prawdziwego Bohatera i użyć we wrogiej propagandzie. Erick Monde: A skąd pewność, że Herman Pole zginął z ręki moich rodaków? Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Towarzysz nie zna żadnych granic! ndz. Juggenberg: Gdy żołnierz atakuje inne państwo racjonalnym jest założyć, że poniósł śmierć ze strony wrogich sił. Erick Monde: Nie od dziś wiadomo, że w całych Królewskich Siłach Zbrojnych obowiązuje doktryna drugiej linii z której żołnierze strzelają do swoich kamratów z pierwszej, jeśli ci się wycofują. Czy aby na pewno Herman Pole nie został zabity przez siły PMOB? Helmut von Hermann: To niedopuszczalne! Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Towarzyszu Ciecieląg! Ciecierad Ciecieląg: Anuluję pytanie. Kara porządkowa rośnie do wysokości 10 000 loli. Ta komisja jest transmitowana w telewizji. Czy ma Towarzysz świadomość reperkusji swojej działalności wywrotowej? Erick Monde: Mi zależy tylko na prawdzie. ndz. Juggenberg: Gdy honor PMOB jest brukany, muszę odpowiedzieć. Twierdzenie o strzelaniu do naszych żołnierzy, jeśli ci się wycofują, to jest ordynarna kalumnia. Nasza druga linia, w tym przypadku żołnierze pozostający na okrętach, strzelała do pierwszej linii już podczas natarcia, aby rutynowo zwiększyć jej sprawność bojową. Są dowody na to, że kilka pocisków trafiło w kamizelkę kuloodporną Hermana Pole na odcinku lędźwiowym, ale ta zachęta wyłącznie mu pomogła. Przyczyną zgonu jest rozerwanie na strzępy gołymi rękami. Erick Monde: A właściwie dlaczego Aralczycy mieliby to robić? ndz. Juggenberg: Bo był żołnierzem atakującym ich kraj i mieli rozkazy jego obrony? Erick Monde: A co jeśliby Herman Pole by nie istniał? ndz. Juggenberg: Wtedy by go tam nie było, więc by nie zginął. Erick Monde: Moi rodacy nie mogliby nikogo tak okrutnie rozszarpać. To dowód na to, że Herman Pole nigdy nie istniał. A nawet jeśli, to może tak naprawdę napadł go tygrys, albo lew, a nie grupa Aralczyków. Czy to wszystko zostało sfabrykowane, by oczerniać Aralię? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Towarzyszu Monde. Może i Towarzysz sobie prywatnie uważa Aralczyków za słabych i niezdolnych do okrucieństwa, ale wszyscy inni obecni na sali mają o nich lepsze zdanie. Byli oni w stanie swobodnie terroryzować PMOB. Grzywna wzrasta do 50 000 loli. Erick Monde: Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz. Jak ich sterroryzowali- scyzorykiem, czy żyletką? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Uszom swoim nie wierzę. Przecież resztki ciała Bohatera zostały odzyskane. Jak można w ogóle sugerować, że nie istniał. Niech towarzysz Juggenberg o tym opowie. ndz. Juggenberg: Po bohaterskim poświęceniu Hermana Pole mającym na celu uratowanie jak największej ilości kamratów, dozorca Gwido Czerniecki wydał rozkaz odzyskania jego ciała. Czterdziestu siedmiu żołnierzy PMOB oddało swoje życie w nierównej walce o szczątki Bohatera. W końcu udało się wyrwać sprofanowane resztki z rąk zdziczałych bojówkarzy i zabrać je na ponton desantowy, którym zostały ewakuowane ze Zgonu-6. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Chwała Bohaterowi! Helmut von Hermann: Chwała! Erick Monde: Czy żołnierze PMOB nosili kamizelki kuloodporne? ndz. Juggenberg: Nie było to na ich wyposażeniu podczas misji. Pansy Anclar: Czy mogę już zadawać pytania? Ciecierad Ciecieląg: Ależ Towarzyszko. Wciąż nie było żadnego pytania od Towarzysza Septimusa. Nie może Towarzyszka tak po prostu zakrzykiwać pozostałych członków komisji. Zresztą niech wypowie się sam Towarzysz Septimus. Może ma jakieś pytania do świadka? <Cisza> Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu Septimus? No i widzi Towarzyszka do czego taka wyrywność prowadzi. Pansy Anclar: Skoro Towarzysz nie chce pytać, to uważam, że ja mogę. Dysponuje dokumentami z bazy „Zalewowa”. Znajdują się w nich akty urodzenia pozwalające na prowadzenie poboru. Nazwisko Pole pada tylko raz. Jest to Adolf Pole, oficjalnie brat Hermana, który urodził się 11 listopada… Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszka nie może teraz zadawać pytań. Pansy Anclar: Oj Ciecierad, słonko moje. Otóż mogę, bo nie został złożony żaden wniosek formalny o wykluczenie mnie z przesłuchania. Także proszę mi nie przerywać. Helmut von Hermann: Składam wniosek formalny o wykluczenie Towarzyszki Pansy Anclar z przesłuchania nadzorcy Juggenberga z uwagi na niepatriotyczną dociekliwość. Ciecierad Ciecieląg: Wniosek przyjmuję. Poddany zostanie pod głosowanie… Pansy Anclar: Zgodnie z paragrafem 53, ustępem czwartym regulaminu wewnętrznego komisji śledczych mam prawo dokończyć swoje pytanie przed głosowaniem. Helmut von Hermann: Jeszcze czego? Ciecierad Ciecieląg: Ja Towarzyszce nie przerywałem. Kara porządkowa w wysokości 1000 loli. Jeśli chodzi o regulamin to… prawda. Niech już Towarzyszka zada swoje pytanie. Pansy Anclar: W archiwach nie występuje akt urodzenia Hermana Pole, a wyłącznie Adolfa Pole. Nie ma też żadnej informacji w indeksie stanów cywilnych „Zalewowej” o małżeństwie między Hermanem Pole, a Helgą Pole. Pierwsze… Erick Monde: Ale dlaczego ktoś miałby budować bazę wojskową przy terenie zalewowym. To... Pansy Anclar: Ericku, pozwól. Ja to wszystko wyjaśnię. Erick Monde: Niech mi Towarzyszka nie przerywa. To tylko przeszkadza w dotarciu do prawdy. Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Pytanie zadaje teraz Towarzyszka Anclar. Erick Monde: Ona da się wpuścić w maliny! Pansy Anclar: Pierwsze wzmianki o Hermanie Pole to właśnie nadanie stopnia dziesiętnika dwa dni po dacie jego śmierci. Gdzie są te akta? Co się stało z tymi informacjami? ndz. Juggenberg: W dokumentacji PMOB panuje całkowity nieporządek na cześć Świętego Człowieka Śmiechobija, stąd można w niej dostrzec liczne braki. Jak Towarzyszka może zobaczyć, Adolf Pole urodził się jedenaście minut po północy. W ramach ciąży bliźniaczej Bohater urodził się wcześniej, czyli poprzedniego dnia. Dokumentacja z niego została zniszczona. Pansy Anclar: Jak, kiedy i dlaczego zniszczono tak ważne informacje? Ciecierad Ciecieląg: Było pytanie i odpowiedź. Proszę znać swoje miejsce pośród równych. Przystępujemy do głosowania w sprawie wykluczenia Towarzyszki Pansy Anclar z przesłuchania. Kto jest za? Ciecierad Ciecieląg, Helmut von Hermann, Tobiasz von Richtoffen-Deithven, Erick Monde: ZA! ZA! ZA! ZA! Ciecierad Ciecieląg: Kto jest przeciw? Pansy Anclar: PRZECIW! PRZECIW! PRZECIW! Ciecierad Ciecieląg: Głosy za osiągnęły 125 decybeli. Głosy przeciw zaledwie 55 decybeli. W związku z tym Towarzyszka Pansy Anclar wykluczona jest z dalszej części przesłuchania. Wszelkie jej dalsze wypowiedzi są uważane za nieistniejące. Odłączam mikrofon. Ciecierad Ciecieląg: Może i słowa Towarzyszki byłyby przejmujące, ale nikt ich nigdy nie pozna. Czy są jakieś pytania? Krzysztof Septimus: Ja chciałbym się jednak dowiedzieć jakie są okoliczności zniszczenia aktu urodzenia Hermana Pole. Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu, już Towarzyszowi tak dobrze szło, a wszystko Towarzysz rujnuje. Zagraniczne imię podejrzanych konotacji widać zobowiązuje. ndz. Juggenberg: Dzień po śmierci Hermana Pole Generał PMOB wydał słowne polecenie likwidacji wszystkich dokumentów związanych z Hermanem Pole dla dobra publicznego. Choć każdy mądry obywatel wie, że władzy należy ufać na słowo, wielu wciąż popełnia zbrodnie obiektywizmu i nadmiernie polega na słowie pisanym. Byle szaleniec może coś napisać i wydrukować. Czy to oznacza, że to prawda? Czasem lepiej, aby fałszywe treści nie kusiły. Więcej na ten temat nie mogę powiedzieć. Jestem tylko dumnym nadzorcą PMOB. Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszko Anclar. Tego i tak nie będzie w transkrypcie. Może Towarzyszka liczy, że inni członkowie komisji, mężczyźni, zadadzą te okropne pytania za Towarzyszkę? Doceniam zrozumienie prawdziwych ról płciowych, ale nie życzę sobie dalszego zaburzania przebiegu przesłuchania. Ciecierad Ciecieląg: Dość tego. Proszę o wyprowadzenie Pansy Anclar z sali. Czy są jeszcze jakieś pytania? Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości, aby każdy mógł to usłyszeć. Towarzyszu nadzorco. Proszę powiedzieć wprost. Czy Herman Pole to prawdziwy Święty Człowiek? ndz. Juggenberg: Herman Pole był osobą z krwi i kości zupełnia jak ja sam. Nie ma prawdziwszego spośród Świętych Ludzi i tylko Pierwszy Wielki Mistrz Budzimir może się z nim równać! Erick Monde: Dlaczego baza „Zalewowa” została zbudowana przy terenie zalewowym? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. To bez związku z tematem. Przyznam, że mnie suszy. Przed częścią niejawną przesłuchania proponuję godzinną przerwę libacyjną. Czy są głosy sprzeciwu? <Cisza> Ciecierad Ciecieląg: A zatem zarządzam przerwę. Po niej rozpocznie się część niejawna, a na koniec zostanie złożone sprawozdanie z przesłuchania świadka numer 5. <Przerwa> Ciecierad Ciecieląg: Witam ponownie, już na podsumowaniu przesłuchania świadka numer 5. Na członka sprawozdawcę jednogłośnie wybraliśmy Towarzysza Septimusa…. Oczywiście żartuję. Helmut, wygłaszaj. Helmut von Hermann: Dziękuje Towarzyszu przewodniczący. Wnioski z przesłuchania nadzorcy Geralta Juggenberga są następujące: Helmut von Hermann: Po pierwsze. Decyzja o podjęciu ataku na Aralię przez Mistrza Budzimira VII była słuszna, niezależnie od jej umotywowania. Precz z monarchofaszyzmem! Helmut von Hermann: Po drugie. Herman Pole jako dziesiętnik dowodził dekurią podczas lądowania na plaży. Data nadania mu tego stopnia zostanie odpowiednio zaktualizowana na wszystkich dokumentach z użyciem korektora. Helmut von Hermann: Po trzecie. Herman Pole dzięki swojemu bohaterstwu uratował aż 50 000 żołnierzy PMOB. Należy rozpisać przetarg na aktualizacje wszystkich stu czterdziestu tysięcy tablic pamiątkowych. Helmut von Hermann: Po czwarte. Wszystkie sugestie, że Herman Pole zginął z ręki innych żołnierzy PMOB, lub wręcz nie istniał są wrogą propagandą. Komisja wniesie o ich penalizacje w lokalnych kodeksach karnych. Helmut von Hermann: Po piąte. Informacje, które padły na części niejawnej na zawsze pozostaną ścisłą tajemnicą państwową. Stawką jest zaufanie Ludu Szlacheckiego do idei Monarchosocjalizmu i Wszechbudzimiryzmu. A bez tego zaufania nasza społeczność ulegnie pokusom ciemności, krawaciarstwa i monarchofaszyzmu. Helmut von Hermann: To wszystko. Dziękuje Towarzyszom. Ciecierad Ciecieląg: Dziękuję. W związku zakończeniem przesłuchania numer 5 ogłaszam przerwę w obradach komisji do dnia jutrzejszego, godziny 10:30. Odbędzie się wtedy wspólne przesłuchanie numer 6-7 przedstawicieli Aralskiej Frakcji Młodych oraz Aralskich Służb Porządkowych. Erick Monde: A dlaczego ich? Już wykazałem, że AFM nie miała ze śmiercią Polego nic wspólnego. A ASP nie istnieje od czasu rządów Gieorgija, ci ludzie rozeszli się po kraju, i z lupą ich szukać... Ciecierad Ciecieląg: Winni zawsze się znajdą Towarzyszu Monde. Wyłączam mikrofony.
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Lutego 12, 2026, 12:19:15 wysłane przez Mistrz Budzimir VII »
|
Zapisane
|
Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś! (-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor


|
|
|
Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
   
Posłuch 8
Offline
Wiadomości: 6878
|
 |
« Odpowiedz #61 : Lutego 11, 2026, 02:04:34 » |
|
Fragment oficjalnej nowelizacji hitu filmowego „Krwawa Plaża. Herman Pole już padł.” Sztorm przybierał na sile. Deszcz, łzy Prabudzimira nad nędznym losem Aralii, częściowo osłaniał desant. Jaskrawopurpurowe pontony 9 centurii mknęły po coraz wyższych falach z regulaminową prędkością. Morska woda zaczęła zmywać świeżo wymalowane na burtach oznaczenie Z-6 świadczące o miejscu lądowania, ale nikt się tym nie przejmował. Herman Pole poczuła na plecach pocisk od zachęcaczy i zakrzyknęła: -Sybcej. Cy chcece zyc wiecne? -Wskazała palcem na wprost, gdzie majaczyło wybrzeże tropikalnej wyspy. -Nabsud psebojem delni olnieze! Członkowie jej dekurii spoglądali na siebie nawzajem z trwogą. Mimo swej różnorodności etnicznej, wszyscy byli bladzi. Nawet hebanowa skóra poborowego Krzesąda straciła na swej barwie. Młodzi dorośli zmierzali krzewić monarchosocjalizm, ale czy byli na to gotowi? -Marcel! Nie słyszał? Towarzyszka Pole nakazała przyspieszyć. Musimy dobić do wybrzeża Aralii. Takie mamy rozkazy. -Dorzucił starszy poborowy Vram. -No kiedy silnik więcej nie uciągnie. Dotrzemy do wybrzeża Aralii zgodnie z rozkazami razem z pozostałymi. Nie mamy wyjątkowego pontonu. Jesteśmy tacy jak inni, równo i uczciwie traktowani. -Odpowiedział sternik, poborowy Marcel. Ryk fal, wiatru i silników motorowych dominował, jednak wraz ze zbliżającym się lądem dołączył inny dźwięk. Woda pomiędzy pontonami zaczęła eksplodować. -Moździerze! – Krzyknął poborowy Smetsch. -Jesteśmy pod ostrzałem artyleryjskim!- Dodał poborowy Hunk. Herman Pole poczuła, że spojrzenie w kierunku pontonu setnika da jej potrzebny komfort. Gdy skierowała ku niemu głowę w jej skośnych zongyjskich oczach odbiła się kula ognia. -Setnik nie żyje! Jego ponton wybuchł! - Jak zawsze informatywnie zakrzyknął poborowy Smetsch. -To oznacza, że nasza centuria nie ma oficera! – Ponownie dodał poborowy Hunk. -Ale to miały być tylko manewry! Towarzyszko dziesiętnik, co teraz? -Spytała starsza poborowa Wienkel. Twarze całej załogi skierowały się na Hermana Pole. Ta wiedziała, że wszystko zależy wyłącznie od niej. Musiała uratować morale swojej dekurii za pomocą płomiennej przemowy. -Towazyse! Moze i nas setnik nie jije. Moze i ceka nas pracifa bita, ale to dobze. To oznaca, ze mozemy dowiesc swoja wartosc. Ze razem ku chale Budimira mozemy pokazac swiatu potega PMOB. Aralia caji se nad przepasci. Monarchofasyscy i krafatase chco je zajac. A ne ma losu gorsego niz zyc pod nimy. Wspolne osalimy Aralia. Zabijem ich, aby oni ne byli fasyzm. Sam Budimir nas tu wysłał, a wiece dlacego? Bo on nie myli sie, a my jestemy najlepi. Nas nikt ne pokona. A jik kto umze w boj, to ne bede musial dluzej do baza, bo sluzba zasadnica koncy w chwala. Za Hirsberge, za Wyland! Z każdym słowem Hermana Pole lęk znikał z twarzy członków dekurii. Wiedzieli już jaka jest stawka. Byli dumnymi poborowymi Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira. Drobne niedogodności nie miały znaczenia. Celem ich życia było je oddać, kiedy Budzimir sobie zażyczył. Jeśli był to ten moment, to oznaczało chwilę chwały w próbie ocalenia Aralii. -Za Hirschbergię, Weerland i ocalenie Aralii przed monarchofaszyzmem! -Zakrzyczeli wszyscy, a wzrok skierowali do przodu. Miejsce lądowania Zgon-6 było coraz bliżej. Pontony płynęły, a kolejne pociski uderzały naokoło, czasem trafiając niektóre z nich. Świst pocisków zachęcających z okrętu dowodzenia stawał się coraz cichszy, jednak wkrótce dołączył do niego nowy, tym razem od kul ze strony lądu. -Strzelają do nas! -Poinformował starszy poborowy Vram. -Gofy wysoko! Ne damy se zasrasyc! – Nakazała Herman Pole, a wszyscy z dumą wyprostowali plecy. Błogosławieństwo Prabudzimira pomogło po raz kolejny. Wraz ze zbliżaniem się do brzegu, fale stawały się coraz wyższe. Za każdym razem, gdy ponton przełamywał wierzchołek jednej i schodził w dolinę przed kolejną, następowała chwila częściowego wytchnienia. Jednak w momencie wspięcia się na szczyt fali dekuria znów trafiała w krzyżowy ogień. W jednym z takich momentów pocisk dosięgnął poborowego Krzesąda. Weerlandczyk opadł na dno pontonu. -Krzesąd oberwał!- Krzyknęła poborowa Lutz i rzuciła się mu na pomoc. Po podniesieniu jego dredów odsłoniła się krwawiąca dziura w karku. – Trafił go zachęcacz! Sybcej mowilam! Widite jak to se koncy! – Herman Pole odepchnęła sternika i sama siadła za silnikiem, który od razu nabrał większej mocy. Wciąż jednak było to za mało. Przy szczycie kolejnej fali sama poczuła pocisk zachęcający, który rykoszetował od tyłu jej hełmu. -So z nym? Poborowa Lutz próbowała powstrzymać krwawienie. Jej dłonie kontrastowały na czarnej jak smoła skórze Weerlandczyka. Mimo skupienia na pomocy kamratowi, odpowiedziała.- Chyba w kręgosłup. -So se staje? -Zapytał słabo ranny poborowy. Balast sa burthe! -Rozkaz Hermana Pole był twardy, ale konieczny i wszyscy wiedzieli, że tak należy postąpić. Gdy poborowy Krzesąd trafił do wody, lżejszy ponton znacząco przyspieszył. Z każdą chwilą fale były nie tylko wyższe, ale ich zbocza stawały się stromsze. Wkrótce w niektórych miejscach zaczęły się załamywać, przewracając pontony. -Fale przewracają pontony! - Krzyknął poborowy Smetsch. -Jeśli fala załamie się na nas, to też tak skończymy! -Dodał poborowy Hunk. Tak się jednak nie stało. Wśród ognia i wody dzielna dekuria zbliżała się do plaży. Fala sztormowa docierała daleko, pozwalając przepłynąć nad większością pola minowego. Pontony PMOB jeden po drugim lądowały na brzegu, a purpurowi żołnierze wyskakiwali z nich z okrzykami chwały na ustach. Dekuria Hermana Pole dotarła jako jedna z pierwszych. Kiedy opuszczali ponton desantowy, odłamek pocisku moździerzowego urwał głowę poborowej Lutz. Jej ciało pochłonęła biała kipiel kolejnej fali, przyjmując purpurową barwę. Kolor PMOB, to był dobry omen. Gdy podbiegali do wydmy, poborowy Schtum nadepnął na minę. Zawsze chciał zostać lotnikiem. W ostatniej chwili, zanim dekuria schowała się za piaszczystą osłoną, poborowy Marcel dostał w ramię, ale zdążył paść na ziemię przed kolejnymi trafieniami. Medyk! -Krzyknęła starsza poborowa Wienkel. Razem z Hermanem Pole pociągnęły poborowego Marcela na bezpieczniejszą pozycję. Wspólnie trzymały go za ręce. -Czy ja umrę?- Spytał poborowy Marcel, a Herman Pole przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć. Postanowiła podążać za zaleceniami ze szkolenia. -Tak, po to się rodzimy. Medyk jest już w drodze. – Rzekła. -Czyli to naprawdę koniec? Przecież to tylko ręka, czy to na pewno śmiertelna rana? – Spytał znowu. -Tak, wszystko będzie dobrze. – Potwierdziła Pole. -Całe szczęście… -Westchnął Marcel. -A pamiętacie jak nam setnik kazał wymyć kibel w koszarach? W moim domu nikt tego nigdy nie robił. -Pamiętamy... -Zapewniła starsza poborowa Wienkel. -Albo jak pierwszy raz wspólnie wąchaliśmy onuce Very… Służba w PMOB pozwoliła nam rozszerzyć horyzonty. Spowodowała, że staliśmy się wzorcowymi przedstawicielami Ludu Szlacheckiego. Każdy obywatel powinien przez nią przejść, bo lepiej zginąć ku chwale Koronowanej Gwiazdy, niż żyć jak robak. To tutaj poznałem Was towarzysze, moich pierwszych prawdziwych przyjaciół. To tutaj zaznałem miłości, gdy nagle zgasły światła pod wspólnym prysznicem. To dzięki PMOB mogłem odwiedzić zagranicę. Spójrzcie tylko, jak jest tutaj pięknie. -Mówił cicho Marcel rozglądając się wokół. Cała plaża usłana była trupami w purpurowych mundurach. PMOB-iści szarżowali bez zastanowienia, ale nikt nie docierał do pozycji wroga. Nawałnica tworzyła w piasku potoki zbierające krew poległych, które łączyły się i meandrowały tworząc zmyślne wzory. Medyk z sąsiedniej dekurii powoli czołgał się, aby pomóc rannemu poborowemu. Dekurię Hermana Pole osłaniała wydma, jednak między nią, a stanowiskiem Aralczyków była otwarta przestrzeń, nie do przejścia pod ostrzałem. Kilkanaście metrów dalej wzdłuż wydmy wystawała pojedyncza rura kanalizacyjna. Wystarczająco duża, by pomieścił się w niej człowiek. Do niej dotarł starszy poborowy Vram z trójką towarzyszy. -To pewno rura z ich bazy! -Powiedział Vram. -Czyli idąc nią można do niej dotrzeć? - spytał poborowy Smetsch. -Się sprawdzi.- Odpowiedział starszy poborowy- Papke, do rury! Ekskrementy bystro wypływały z otworu do którego zbliżył się poborowy Papke. Ten spojrzał w milczeniu w smrodliwą ciemność i zatrzymał się bez ruchu. -No naprzód, na co się patrzy? -Zapytał Vram. - Nie wejdę, no ja się boje Dżuna no i… -Naprzód Żołnierz! -Krzyczał starszy poborowy, a Papke chwilę się wahał. -No na co liczy? Ja mam cię tam wepchnąć? Szybciej! Papke powoli zaczął wchodzić do rury z głową wystającą ponad brunatną ciecz. Kiedy zagłębił się na połowę długości ciała, szepnął -Nie… -Poborowy szybciej właź tam!- Krzyczał Vram, a Papke zamiast tego się wycofał. -Nie wejdę. -Orzekł Papke. – Po prostu boję się Dżuna, ja nie wejdę do kanalizacji. -Ile ma, dwa lata, czy pięć? -Nie no dwadzieścia, ale… -Dwadzieścia lat ma i się Dżuna z kibla boi? Sra też za stodołą? No naprzód! -Zapluwał się Vram, ale na nic się to nie zdało. -Nie wejdę towarzyszu starszy poborowy. W międzyczasie do rannego poborowego Marcela dotarł medyk, który pchał przed sobą apteczkę. Znajdujący się na niej symbol Kwadratowego Koła od razu dodał wszystkim otuchy. Medyk ją otworzył i za pomocą alkoholu wyczyścił czoło rannego. -Ale to na pewno konieczne? Może jeszcze trochę powalczę? -Spytał Marcel. -Ne ma takij poseby. Zarys dostaji towazys pomoc- Odpowiedziała Herman Pole i skinęła medykowi. -Prose kontynuwoac. Medyk wyciągnął z apteczki pistolet ubojowy. Załadował nabój i przyłożył narzędzie do czoła rannego poborowego -Może troszkę zaszczypać- Powiedział i pociągnął za spust, a bolec spenetrował czaszkę Marcela, przynosząc mu oczekiwaną ulgę. Po wykonanym zadaniu medyk spakował apteczkę i ruszył nieść pomoc innym rannym żołnierzom. -Chyba Vram ma problem z Papke. – Wskazała starsza poborowa Wienkel. Razem z Hermanem Pole ruszyły na czworakach do reszty dekurii. -Słuchaj abstynencie, właź tam i mnie nie denerwuj – Kontynuował Vram przy rurze do której wciąż nikt nie wszedł. -Ja nie denerwuje, ja się boję no… - Dalej mówił swoje poborowy Papke, a w tym czasie na miejsce dotarła Herman Pole. -Towarzyszko dziesiętniku. Nie chce wejść do rury za nic. Bo dwadzieścia lat ma i się boi Dżuna. -Poskarżył się bezradny starszy poborowy. -Napsut zolniez -Powiedziała stanowczo Herman Pole. -Nie wejdę towarzyszko dziesiętnik… -Papke wepchnoc- Orzekła Herman, ale nie było to konieczne. -Dobra już wejdę. - Papke natychmiast ruszył w głąb rury walcząc z odpadowym nurtem. Chwilę później wystawały tylko nogi, które starszy poborowy Vram na wszelki wypadek popchnął. -Towarzyszka dziesiętnik to jednak fachowiec jest. -Orzekł Vram z uśmiechem. -Widzi poborowy coś? -Nie, tylko śmierdzi- dobiegł głos z głębi rury. Gdy poborowy Papke zmierzał przez kanał, reszta dekurii oczekiwała na rezultat. W pewnym momencie usłyszeli dobiegający z otchłani ryk bestii, krzyk poborowego, który przeszedł w gulgotanie, a potem nastała cisza. Fekalia przestały wypływać, ustępując jedynie strużce krwi. -Dżun go dopadł. Ale przynajmniej zatkało to rurę i im tam szambo wybije. -Orzekł poborowy Smetsch. -Wiecie, że jak byłem mały, to myślałem, że dorośli po prostu je wymyślili dla straszenia dzieci? -Podzielił się anegdotką poborowy Hunk. Herman Pole musiała się zastanowić. Rura była jedyną szansą na przedarcie się. Zginęła już połowa dekurii, a nie pojawiły się żadne nowe perspektywy i możliwości. W takich sytuacjach jest tylko jedno słuszne rozwiązanie. Postanowiła się poradzić kogoś posadowionego wyżej w hierarchii. -Poborofy Hunk, prose skontatowac se z sentrum dowozenja. Powie jaka nasa pozysja i spytac o dalse rozkasy. – Po wydaniu polecenia Herman Pole wyciągnęła piersiówkę i wzięła duży łyk. Spytała gestem starszych poborowych, czy chcieliby sobie golnąć. Kiedy oboje skinęli potwierdzająco, wzięła kolejny haust, po czym odwróciła piersiówkę gwintem w dół, pokazując, że już nie ma. Nie godzi się, by ktoś ważniejszy dzielił się z gorszymi. Hunk zabierał się do roboty strasznie powoli, grzebiąc przy radiu, zupełnie jakby myślami był gdzieś indziej. -So jes Hunk. Tsemu ne robi rozkaz? -Spytała go Herman Pole, a Hunk się popłakał. -Bo ja, bo ja tak się zastanawiam. Bo nigdy nikomu o tym nie mówiłem, ale jestem. No jestem inny. Pamiętacie jak kociliśmy nowych pół roku temu? Ja wiem, że to tylko taka zabawa, ale… ja wtedy coś poczułem. I to nie przy kobitkach. Do nich ja no nigdy… ale był taki młody świeżak, taki ładny. Bo wiecie co, ja sobie poczytałem trochę o Trzeciej Tezie i porozmawiam z naszym tezanem. I… chyba… No jestem tym no… gejem jak Święty Człowiek doktor Feldorm. Czy... Zaakceptujecie mnie takiego? Plaża zamarła. Ani PMOB, ani Aralczycy nie oddawali choćby jednego strzału. Wszyscy patrzyli się w kierunku poborowego Hunka. Herman Pole wstała. Była dobrze widoczna z pozycji wroga, ale ten wyczekiwał jej decyzji. Powolnym krokiem ruszyła do Hunka i wyciągnęła w jego kierunku rękę. Gdy się zbliżała, ten się wzdrygnął i zamknął oczy, ale po chwili poczuł dobry dotyk klepania po ramieniu. Gdy spojrzał się na swoją dziesiętnik, ta się uśmiechnęła i powiedziała: -Osyfiscie! -A po niej do poklepywania dołączyła reszta dekurii: starsi poborowi Vram i Wienkel oraz poborowy Smetsch. Chwilę później z plaży dotarli inni żołnierze PMOB i ustawili się w kolejkę, by wyrazić uznanie wobec Hunka. Nawet z pozycji wroga zaczęli wychodzić wzruszeni aralscy bojówkarze, którzy dołączyli do pochodu gratulacyjnego. To wymagało nie lada odwagi przyznać się do Trzeciej Tezy w woju i nawet oni to wiedzieli. Kiedy już wszyscy skończyli, to niestety powrócili na swoje pierwotne pozycje. W ułamku sekundy na plaży rozległy się strzały i wybuchy niosące śmierć. Był to jednak pierwszy raz, kiedy narody weerlandzki, hirschberski i aralski połączył Wszechbudzimiryzm. Poborowy Hunk skontaktował się z centrum dowodzenia na kutrze torpedowym „Atares” i jego pokój ducha zniknął szybciej niż się pojawił. Spojrzał na Hermana Pole i rzekł: - Najpierw muszę powiedzieć, że urządzenia łącznościowe wyprodukowane przez Mroczną Korporację doskonale spełniają swoją rolę w warunkach polowych. Oprócz tego dozorca rozkazał nam umrzeć w boju, aby inne dekurie mogły się wycofać. Herman Pole wzięła głęboki oddech i przymknęła oczy. Przypomniała sobie swoich partnerów seksualnych każdej możliwej rasy i miejsca w których uprawiali seks takie jak łóżko, sofa, prysznic, półki Świętego Człowieka Menela. W końcu odetchnęła. -Roskas jes roskas i go fykonamy. Bo my jestesmy Psymusowe Modeowe Ociały Bujimira i wsyskich nas łacy wiara. – Dziesiętnik sięgnęła pod pancerz i szybkim ruchem ręki wyjęła na wierzch złoty naszyjnik z Kwadratowym Kołem – Pojemy wsyscy rasem! Za nasych kamratow, za wsecbujimirysm! Poborowy Hunk zakrzyknął i wyjął swój naszyjnik z symbolem Wszechbudzimiryzmu. Potem dołączyła starsza poborowa Wienkel i starszy poborowy Vram. Ku szyi zaczął sięgać i poborowy Smetsch, ale ręka podejrzanie mu drżała. W końcu zaczął powoli wyciągać swój łańcuszek, mówiąc: -Wiecie towarzysze? Ja też jestem taki trochę inny, bo ja… -Odgłos bliskiego strzału przerwał wypowiedź, a w miejscu jego prawego oka pojawiła się krwawiąca dziura. Martwy poborowy osunął się na ziemię trzymając w dłoni łańcuszek z krzyżem. -Co za obrzydliwy zwyrodnialec. Jak on się tak długo między nami ukrywał? -Spytał wściekły poborowy Hunk, a z lufy jego pistoletu maszynowego ulatywała strużka dymu. -No to tso? Ijem? -Spytała Herman Pole ostatnich członków swojej dekurii. -Tak jest Towarzyszko dziesiętnik! -Odkrzyknęli. Cała czwórka jednocześnie powstała zza wydmy i ruszyła w kierunku pozycji Aralczyków. Nie zdążyli na nią wejść, gdy pociski dopadły starszego poborowego Vrama i odleciał on do tyłu, by stoczyć się w dół plaży. Pozostała trójka biegła. Hunk i Wienkel strzelali na oślep z pistoletów maszynowych. Herman Pole wyciągnęła swój pistolet i już miała wycelować, gdy poczuła ból. Nie miała już broni w dłoni. Brakowało też kilku palców. To było jednak pozbawione znaczenia. Martwi ich nie potrzebują, a ona dostała jasny rozkaz. Poborowy Hunk został trafiony jako kolejny. Kula spenetrowała mu kolano i gdy na nie padał jego pistolet maszynowy zboczył na lewo. Prosto w kierunku starszej poborowej Wienkel. Herman Pole odwróciła się by zobaczyć co się stało. Gdy Hunk zrozumiał, co uczynił, odrzucił pistolet i wyjął granat. Dziesiętnik zaczęła biec w jego stronę. Zawleczka upadła na zakrwawiony piach. Widząc, że zabrakło czasu Herman Pole ponownie się odwróciła w kierunku Aralczyków, by dalej szarżować. Hunk niemalże czule wtulił się w przedmiot, który chwilę później rozerwał go na strzępy. Dziesiętnik była za blisko i jeden z odłamków trafił ją prosto w plecy, wywracając ją na brzuch. Z jej uszu ciekły strużki czerwieni. Wszystkie dźwięki zastąpił cichy pisk. Kamizelka kuloodporna zatrzymała odłamek. Mimo to ból był przytłaczający. Wątrobę Hermana Pole ogarnęły wątpliwości. Chciała już się poddać. Tak już sobie poleżeć. Jednak ktoś złapał ją za hełm i z całej siły pociągnął w górę. Ujrzała oblicze Pierwszego Budzimira, który postawił ją na nogi, coś zakrzyczał i kopnął w dupę, by biegła dalej. Czas wokół zwolnił. Dziesiątki Aralczyków w nią strzelało, ale kule albo odbijały się od jej pancerza, albo po prostu ją omijały. Poczuła siłę i błogosławieństwo Prabudzimira i uniosła ręce najwyżej, jak tylko potrafiła. Biegła dalej, a obok niej wybuchł pocisk artyleryjski. Metalowe kuleczki przeleciały przed nią, nad nią i za nią. Żadna jej nie dosięgła. Biegła dalej, a miny na które stąpała nie odpalały. Wkrótce wszyscy Aralczycy skoncentrowali ogień wyłącznie na niej, a ich twarze objęło czyste przerażenie. Biegła dalej. Dostrzegł to również nadzorca Juggenberg na czarno-białym monitorze w centrum dowodzenia. Ledwo widoczna sylwetka z uniesionymi rękami parła na nim do przodu, niesiona czystą wiarą. -Kto to jest? -Spytał dowódca misji, a jego usta pozostały otwarte zarówno z szoku jak i podziwu. -To jest dziesiętnik Herman Pole! - Odrzekł oficer siedzący przy monitorze. -Musimy ją uratować! Przekaż nowe rozkazy! -Zakrzyknął stojący obok dozorca Czerniecki. Herman Pole dostała zadyszki, więc po prostu szła dalej. Była już bardzo blisko wrogich pozycji. Z tyłu na plaży wielu PMOB-istów wsiadało na pontony desantowe, którymi wycofywali się na burzliwy ocean. Niektórzy dostali inne zadanie. Pięć dekurii ruszyło na odsiecz dziesiętnikowi. Część Aralczyków rzuciło broń i zaczęło uciekać. Jeden z bojówkarzy wyszedł naprzeciw Hermanowi Pole i wymierzył w nią miotacz ognia. Podmuch sztormowego wiatru obniżył smugę, która trafiła w ziemię przed Hermanem. Chwilę później dziesiętnik wyłoniła się z czarnego dymu po prostu przechodząc przez gorejącą trawę. Ręce miała uniesione wysoko, a jej oczy wyrażały żar, któremu nie mógł się równać żaden płomień. Szła dalej. Odsiecz mijała ciała członków jej dekurii. Aralczycy zrozumieli, że strzelanie do niej nie ma sensu. Kilkunastu rozwścieczonych bojówkarzy ruszyło na nią z gołymi rękami. Kilka sekund później dziesiętnik była otoczona zdziczałym tłumem. Bojówkarze szczerzyli zęby i ślinili się jak Dzicy ze Wschodu, ich paznokcie niczym pazury wbiły się w jej opancerzenie. Zaczęli ją intensywnie gryźć, szarpać i okładać pięściami. Herman Pole nie mogła już iść dalej i zakrzyknęła z całej siły: -Moarchosojaliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiis! Pochwycili ją za ręce, nogi, głowę i piersi. Każdy ciągnął w swoją stronę. Mięśnie Hermana Pole się napięły, a mundur pękał w szwach odsłaniając jej skórę. Wkrótce potem i na niej pojawiły się ślady rozstępów, a stawy rozrywały się z wyraźnymi trzaskami. Pierwsza oderwała się prawa ręka, później pękł jej brzuch. Krew która spadła na piach ułożyła się na kształt gwiazdy czerwonej. Pęcherz moczowy wyskoczył z trzewi dziesiętnika i rozpękł się jak balon formując plamę korony. Mimo okropnego cierpienia Herman Pole nie przestawała krzyczeć. -Moarchosojaliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiis! Dekurie odsieczy same znalazły się pod ostrzałem. Żołnierze byli jednak na tyle blisko, że dotarli do zbiegowiska i zaczęli odpychać bojówkarzy. W końcu kilku z nich uzyskało dostęp do dziesiętnika i sami złapali ją za nogi, by ciągnąć do siebie. W szarpaninie kolejne fragmenty ciała odrywane były od Hermana Pole. Część z nich PMOB-iści chowali po kieszeniach. Dziesiętnik próbowała krzyczeć, ale ktoś zerwał jej żuchwę i krtań. W ostatniej chwili swojego życia poczuła, że zrobiła wszystko, czego od niej oczekiwano. Była szczęśliwa. PMOB-iści wyrwali z rąk Aralczyków tyle Hermana, ile się dało i popędzili w kierunku oceanu. Wielu odniosło śmiertelne rany, jednak siła wiary w ustrój, przełożonych i Wszechbudzimiryzm zapewniła im siłę potrzebną by dobiec z resztkami Hermana do pontonów desantowych, by zginąć dopiero po ich zabezpieczeniu. Z pięciu dekurii tylko trzech żywych poborowych wróciło na okręt. Byli zmęczeni, ranni i brudni. Mimo to uśmiechali się z dumą podczas wchodzenia na pokład i prezentacji resztek bohaterskiej dziesiętnik. Nadzorca Juggenburg osobiście ich witał. -Czy to możliwe, że Herman Pole odmieniła losy bitwy? -Spytali go żołnierze. -Nie. -Odrzekł stanowczo dowódca. -Ona odmieniła losy świata.Towarzysz poborowy Herman Pole znany także jako Bohater, Towarzysz dziesiętnik Herman Pole, Towarzysz generał PMOB Herman Pole, Towarzysz starszy poborowy Herman Pole, Żołnierz, Rozszarpaniec, Dzielny, Desantowiec, Ten-Który-Unosi-Ręce. To jeden z trzech wszechtezowych Świętych Ludzi i tym samym powszechny patron najwyższych z atrybutów: odwagi, posłuszeństwa, poświęcenia i wiary w państwo, a także wojska ze szczególnym uwzględnieniem służby poborowej. Uważany za najważniejszego po Wielkim Mistrzu Budzimirze I. Wiele można by napisać o jego doczesnym żywocie. W jakiej mieścinie się urodził. Do jakich szkół uczęszczał i jakie oceny w nich otrzymywał. Kiedy po raz pierwszy kogoś pobił, albo pocałował. Jak poznał swoją żonę, Helgę Pole. Jakie relacje łączyły go z bliźniaczym bratem Adolfem. To wszystko jest jednak zupełnie nieważne. Jakiekolwiek dążenie do poznania szczegółów dotyczących życia Bohatera tak naprawdę tylko by mu zaszkodziło. Nikt, nawet Prabudzimir nie może uszczęśliwić wszystkich. Zawsze znajdzie się coś, co komuś się nie spodoba. Dlatego czasem warto pozostawić kartę czystą, aby zadowolony wierny wypełnił ją tak jak sobie życzy. Bohater jest bowiem w każdym z nas. My, Budzimiryści, rodzimy się z jednym najważniejszym celem: godną śmiercią dla tych, którzy są tego warci. W imię aktualnego monarchy i Budzimira, dla swojego dowódcy, rodzica, czy dyrektora zakładu pracy, ale także za ojczyznę w ogóle. Za wiarę naszą i ustrój (aktualnie monarchosocjalizm). Za Lud Szlachecki, niezależnie od jego narodowości. Herman Pole tak jak Ty urodził się na wsi lub w mieście. Chodził do szkoły, albo i nie, a oceny miał od najlepszych po najgorsze. Był sprawny fizycznie i umięśniony, a zarazem suchy jak trzcinka łamiąca się od najmniejszej bryzy. Mógł być niski jak i wysoki. Nosił długie włosy, blond, czarne i barwione, ale miał też krótkie, jak i był całkiem łysy. Widział dobrze swoimi oczami każdego koloru, ale miał też krótkowzroczność, nadwzroczność i astygmatyzm. Był zarówno mężczyzną, jak i kobietą, a gustował we wszystkim co możliwe. Choć nie miał okazji, głosowałby na kandydatów Jedynej Legalnej Partii, zupełnie jak każdy z nas. Jeśliś wyznawcą Tezy Weerlandzkiej, to on też nim był. Jeśli Tezy Hirschberskiej, to i również Herman Pole jest z Tobą. Tyczy się to także Trzeciej Tezy. Jeśli chcesz ujrzeć Bohatera, a nie stać cię na podróż do mauzoleum, gdzie z dumnie uniesionymi rękami stoi jego reinkarnacja, to nie jest żaden problem. Wszechudzimiryzm nie wyklucza żałosnych i biednych. Po prostu stań przed lustrem. Spójrz na swoje odbicie z uwagą. Wyobraź sobie jakiś bohaterski czyn, koniecznie okupiony śmiercią. Nie wstydź się, bo Bohater nie znał tego uczucia. Możesz zacząć skakać po pomieszczeniu, czy ulicy i wydawać onomatopeje odbywając wielką wyimaginowaną przygodę. Zapamiętaj, co zostało wymyślone, bo potrzebne to będzie w Domie Tez. Ale i samo rozmyślanie, to dobre ćwiczenie, gdyż pewnego dnia przyjdzie taki moment, że wiara i kraj będą Ciebie potrzebować. Tak można ujrzeć Bohatera w swym odbiciu. Pilnuj jednak swojej skromności. Bohater jest w Tobie i to on swym duchem dokona wielkich czynów Twoim ciałem. Nie można potem przypisywać sobie jego zasług. Nieliczne istotne teologicznie konkrety, to fakt odbywania przez Bohatera obowiązkowej służby wojskowej i śmierć z rąk aralskich bojówkarzy. Stanowi to wzór do naśladowania i uzasadnienie wiecznego utrzymania poboru. Powszechny militaryzm to jedyna droga do wolności prawdziwych Budzimirystów. Dalsze zagłębianie się zakrawa o herezję. Rozumiał to Wasław Bienke, reżyser wielkiej międzypaństwowej koprodukcji „Krwawa Plaża. Herman Pole już padł.”, gdzie do roli Bohatera zaangażował znaną zongyjską aktorkę filmów dla dorosłych, Po Sui. Film ten miał ogólnoświatowe uznanie, a w trakcie tygodnia premiery kinowej znalazł się w pierwszej dwudziestce najczęściej oglądanych produkcji w aż 4 krajach. Na nośnikach wideo-magnetycznych, gdzie był w tandemie z filmem krótkometrażowym „Cành cây màu tím đang cháy” sprzedał się tak znakomicie, że dwukrotnie zwrócił swój zawrotny budżet. Otrzymał liczne nagrody szacownych gremiów filmowych takie jak Brian za najlepszą rolę pierwszoplanową, czy Srebrny Wij w kategorii „Komedia lub Musical”. Czy gdyby nie podjęte w trakcie powstawania filmu decyzje obsadowe, to sukces miałby miejsce? Oczywiście, że nie! Rozumieli to król Arkadiusz II Przejściowy i Mistrz Budzimir VII kilkukrotnie zmieniając stopień wojskowy Bohatera, aby nie szufladkować go na jakiejkolwiek pozycji. Nikt już nie jest do końca pewny jaki stopień ma, lub miał Bohater, i bardzo dobrze. Rozumie to każdy religijny Budzimirysta. Wiele nas dzieli. Tezy, opinie o licznych Świętych Ludziach, narodowości. Jednak Bohater łączy nas wszystkich, bo jest nami w całej swej ogólności. Jego poświęcenie ostatecznie pozwoliło nam na włączenie Aralii w skład naszego socjalistycznego królestwa. Dlatego jakakolwiek choćby drobna krytyka jego wyobrażonych cech to tak naprawdę nic innego jak samobiczowanie się. Niektórzy lubią, czasem nawet trzeba, ale warto o tym pamiętać, bo obrażając Hermana Pole, szkalujesz tak naprawdę wszystkich wokół. Także tych ważniejszych od Ciebie. Symbolem Bohatera jest człowiek wysoko unoszący ręce. Ten powszechny znak odwagi towarzyszy nam w życiu codziennym na każdym kroku. Liczne badania wykazały, że samo jego regularne wykonywanie poprawia dobrostan psychiczny i zwiększa motywację. Rozpowszechnił się on także jako poza wykorzystywana podczas oficjalnych parad wojskowych. Tym znakiem oznaczone są stosowne półki w Domach Tez, sąsiadujące z tymi należącymi do Wielkiego Mistrza Budzimira I. Można znaleźć na nich liczne relacje, opracowania dotyczące bohaterskiej śmierci Towarzysza Hermana Pole i wszystkiego, co nastąpiło później. Nigdy tego, co było wcześniej. Półki te stale zapełniane są tak zwanymi bohaterofikcjami. Krótkimi tworami literackimi, które piszą Budzimiryści, zawierającymi opisy ich własnych wymarzonych bohaterskich śmierci. Mają one rozliczne formy, a bardzo często są to przygody spędzane wspólnie z samym Bohaterem. Ta forma bliskiego obcowania ze Świętym Człowiekiem wzbudza religijny zapał i szykuje wiernego na wyzwania w prawdziwym życiu. Napisanie takiego utworu jest jedną z powinności Wszechbudzimiryzmu. Z tego samego powodu przy półkach zawsze znajdują się lustra, a opiekunowie służą wsparciem osobom niepiśmiennym. W początkowej fazie kultu Bohatera kapliczkami były miejsca związane z jego doczesnym żywotem, takie jak baza PMOB „Zalewowa”. Zostało to całkowicie wyrugowane ze zrozumałych powodów. Obecnie pamięć o nim czci się właściwie na każdym kroku. Powstają dziesiątki piosenek, filmów, seriali, książek i przedstawień teatralnych o Hermanie Pole. Jego imię patronuje obiektom infrastrukturalnym: szkołom, szpitalom, ulicom, wysypiskom śmieci. Jedna z głównych dzielnic naszej stolicy nazywa się Hermania. W Nordhirschbergii znajduje się gmina Hermannerdorf. Jego najróżniejszymi wizerunkami okraszane są produkty użytku codziennego: talerze, butelki bimbru, paczki papierosów. Każde dziecko wie, że kondomy „Hermanki” nie strzelają. Jest tylko jedna oficjalna kapliczka, gdzie można oddawać cześć pamięci Bohatera. To rzecz jasna Mauzoleum Hermana Pole na Placu Joksopolitańskim (dawniej Arkopolitańskim). Zbudowane w czynie społecznym stanowi miejsce pochówku resztek Bohatera, a także jego utrwalonej reinkarnacji, która utrzyma swoją świętą pozę po wsze czasy. Pielgrzymka do mauzoleum zwana Herm daje odpust pozwalający na trzy dni w grzechu. Oczywiście dotyczy to tylko kwestii moralnych i duchowych, a łamanie lokalnych kodeksów karnych zawsze wiąże się z konsekwencjami. Przed Mauzoleum odbywają się liczne parady wojskowe. W ramach myśli monarchosocjalistycznej przywilej przemarszu mają jedynie żołnierze o dwóch lewych rękach.
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Lutego 12, 2026, 12:19:54 wysłane przez Mistrz Budzimir VII »
|
Zapisane
|
Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś! (-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor


|
|
|
Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
   
Posłuch 8
Offline
Wiadomości: 6878
|
 |
« Odpowiedz #62 : Lutego 12, 2026, 01:35:44 » |
|
Prawowity Artykuł z „Der echter Hirshberger“ Superjoxx znów ratuje Hirschbergię! Wczorajszy dzień dla mieszkańców gminy Krotoschinau w Nordhirshbergii zapowiadał się na kontynuację post-pseurewolucyjnego dramatu! W**rlandzkie siły wpływu pod pretekstem zatruć Salmonellą odcięły dostęp do wody pochodzącej z gminnych wodociągów i zakazały korzystania z lokalnych studni. Jest to haniebny przykład rozlicznych prześladowań Hirschbergów, którzy nie mogą wyżyć na samym alkoholu, tak jak podejrzanie rosnąca w całej Hirschbergii rządząca mniejszość w**rlandzka. (Przypominamy, że do każdego numeru dołączany jest dodatek „Jak rozpoznać w**rladzkiego osadnika”.) Po przeanalizowaniu pochodzenia przedstawicieli pracowników sanitarno-epidemiologicznych i wodociągowych okazało się, że gdy zagłębimy się tylko 6 pokoleń w tył, każdy z nich okazał się być skażony południową krwią. Felerną decyzję podpisał niejaki doktor Adolf Ciapka. Ciapka! Stąd też wszyscy trzeźwo myślący wiedzieli, że padają ofiarą spisku. „Moje dzieci usychają z pragnienia, ale się nie dam i nie kupię im Nozz-a-li napychając kabzę w**rlandzkiej Mrocznej Korporacji” – mówiła Ingeborg (17 l.). Na nasze szczęście hydro-koszmar szybko został ucięty przez bohatera wszystkich Hirschbergów, zamaskowanego mściciela znanego pod pseudonimiem Superjoxx. We wczesnych godzinach przedpołudniowych razem z komandem popleczników dokonał w pełni uzasadnionej interwencji w imieniu narodu w siedzibie wodociągów. Mimo wyraźnych odgłosów strzałów, nikt nie wzywał tak zwanych służb porządkowych, a raczej siłowników reżimu w**rlandzkiego pod saksońskim zarządem powierniczym. Pokazało to przyzwolenie społeczne dla słusznego działania Superjoxxa.  Po uporaniu się z karaluchami Superjoxx osobiście odkręcił kurek i do mieszkańców gminy ponownie popłynęła darmowa woda. Na miejscu interwencji Nasz Bohater tradycyjnie defekował. Ten symboliczny akt świadczy o jego zdaniu na temat stanu państwa gnębionego przez dyktat mniejszości w**rlandzkiej. Następnie Superjoxx zebrał od lokalnych mieszkańców liczne dary głównie w postaci gotówki i jedzenia oraz zastrzelił wskazanego przez sąsiadów w**elandzkiego osadnika, sprawiedliwie dzieląc jego majątek. Była to już trzecia interwencja obywatelska dokonana w tym miesiącu przez Superjoxxa po spaleniu wysypiska śmieci w gminie Hermannerdorf, co zwiększyło przestrzeń na ich składowanie oraz wykolejeniu pociągu linii Laszkberg-Grabben wiozącej nowych osadników. Wciąż jednak nie wiadomo jaka jest prawdziwa tożsamość Naszego Bohatera. Wszyscy dotychczasowi kandydaci zostali w ostatnim czasie porwani i poddani torturom przez reżim, bądź znaleźli azyl w krajach wciąż uznających prawowity rząd, a Superjoxx dalej prowadzi działalność. Niektórzy nawet w pewnej naiwnej nadziei sugerują, że może być on jednym z Dziedziców Ferdynanda. Faktem jest, że nie znamy obecnej lokalizacji Joksymila i Ametysta Faradobusów, jednak nawet jeśli nie mają z Superjoxxem nic wspólnego, to z pewnością go popierają. Niech Świetlisty Jeleń oświeci Hirhsbergię!Fragment oficjalnych wspomnień Króla Joksymila (…) zatem gdy dotarły do mnie pogłoski o tajemniczych wydarzeniach w Vergen, jako, jakby to rzec, prawdziwy reprezentant ludu, musiałem sprawę zbadać i ewentualnie zainterweniować. Majątek Krzysztofa Septimusa był już częściowo zabezpieczony przez niezmiernie dyletanckie służby (…), toteż nie stanowiło to dla mnie problemu, aby dotrzeć do samej anomalii wyglądającej jak lewitujący płynny pryzmat. Obserwując zaginanie i interferencje fal w samym spektrum widzialnym na bazie znanej mi literatury z dziedziny fizyki kwantowej zrozumiałem, że mam do czynienia z tak zwaną robaczą dziurą. Zakrzywieniem czasoprzestrzeni prowadzącym do zupełnie innej części wszechświata. Nim się obejrzałem zostałem otoczony przez kilkunastu żołnierzy, nie byli to jednak poborowi z PMOB, bo ci nie daliby rady mnie podejść, lecz przybysze z drugiej strony. Gestami zachęcili mnie bym wrócił razem z nimi. Po krótkim zastanowieniu, zważywszy na to, że nawet prowadzenie działalności pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie przynosiło oczekiwanych skutków, postanowiłem wraz z nimi wstąpić do portalu. Przy całej zwykłości mojej osoby, jako pierwszy budzimirysta opuściłem krainę na którą zesłano wiernych Prabudzimirowi, by poszukać odpowiedzi poza Polinem. Świat, który odwiedziłem, zwany Ziemią nie różnił się szczególnie od naszego. Grawitacja i czas trwania doby były identyczne. Mieszkańcy niemal nie do odróżnienia od ludów Polinu. (…) Początkową barierę językową przezwyciężyłem oglądając w ichniejszej telewizji niezwykły kanał oferujący zaskakująco drogie przedmioty codziennego użytku bez których Ziemianie nie są w stanie przeżyć, takie jak, dajmy na to, turboobieraczka do jadalnych bulw roślinnych. (…) Kiedy próbowałem moim gospodarzom wytłumaczyć dobrodziejstwa socjalizmu wywołałem duże poruszenie, po czym postanowili pokazać mi jak buduje się prawdziwe imperium. Przedstawili mi system w którym minimalna rola państwa finansowana jest wyłącznie z podatków klasy robotniczej. System degresywny i liczne ulgi inwestycyjne zapewniały, że osoby z kapitałem mogły go w najróżniejszy sposób nieskrępowanie pomnażać, wydajnie powiększając produkt krajowy brutto. Rosnące w ten sposób majątki osiągały rozmiary tak gargantuiczne, że klasa wyższa z czystej dobroci serca w ramach skapywania dzieliła się nimi z pracownikami, co niewątpliwie zapewniało ogólnokrajowy dobrobyt. Świat ten miał swoje wady takie jak niewydajny system dwupartyjny, a I sekretarz tej drugiej partii zgodnie z pewnymi hipotezami miał setki lat, co wskazywało na gierkemiaszowe konotacje. (…) Mimo wszystko zdecydowanie zrozumiałem jaką przyszłość widzę dla Hirschbergii i nawet Weerlandu. Dzięki pomnożeniu majątku uczciwie zdobytego na walce z nielegalnym rządem Arkadiusza Wettina w ciągu kilku tygodni dysponowałem prywatną armią na rozkazy, a także pomocą tamtejszego rządu. Tutaj warto zaznaczyć, iż dogmatem ich stylu życia jest zbrojne niesienie go reszcie świata, co dodatkowo przyczyniło się do mojego sukcesu. W takiej sytuacji byłem gotowy by ponownie przekroczyć portal. (…)Fragment dramatu „Narodziny Premiera Tysiąclecia” (…)Na scenie po jednej stoi Amestyst, Joksymil oraz związany Arkadiusz w otoczeniu amerykańskich żołnierzy. Jeden żołnierz jest pomalowany na czarno. Za nimi podświetlony jest portal do innego świata. Po drugiej stronie sceny za barykadą kryje Laszk Młynariew wraz z siłami PMOB. Król Joksymil: Naprzód przebojem dzielni żołnierze! Nawet w sytuacji całkowitej defensywy wciąż mamy uzurpatora! Uzurpator Arkadiusz: Poddaj się Laszku, bo nie warto walczyć za mnie, uzurpatora, gdy obok jest prawdziwy król! Książe Ametyst: Nie chcę tu być. Laszk Młynariew: Wyprowadzić żywe tarcze! Na scenę wbiega wielu cywili, żołnierze amerykańscy krzyczą pif-paf, a cywile padają na ziemię. Chórek: Jak on mógł tylu niewinnych poświęcić. Godność swoją tym bezcześcić. Król Joksymil: Nie znasz ty Laszku żadnego honoru. Być może dałbym radę zwyciężyć z ludźmi, ale nie z bestiami! Potrzebujemy wsparcia! Murzyn biegnij po nie. Pomalowany na czarno żołnierz Joksymila biegnie przez portal poza scenę. Laszk Młynariew: Szybko, musimy pokonać Joksymila nim wezwie wsparcie. Wszyscy do ataku! Osłaniajcie mnie! Tylko się nie mieszajcie, Joksymil jest mój! Król Joksymil: Niechaj wszyscy strzelają w kierunku Laszka, jeśli zginie on, to PMOB bez dowództwa nie będzie w stanie nacierać. Odbywa się wymiana ognia między żołnierzami poprzez okrzyki „Pif-Paf”. Po chwili padają wszyscy żołnierze Joksymila i część żołnierzy Laszka. Joksymil łapie Arkadiusza i się nim zasłania. Król Joksymil: Choć mam świadomość jakie to jest niskie zagranie, zmuszony jestem zagrozić, że jeśli podejdziecie, to zabiję uzurpatora. Uzurpator Arkadiusz: Na nic innego nie zasługuję. Laszk Młynariew: Nie, nie, nie, najpierw musisz się z kimś spotkać. Nadzorco Pumeks! Joksymil się stęsknił! Na scenę wkracza wysoki żołnierz ze szczypcami do urywania jąder. Chórek: Oto Pumeks okaleczyciel, jądra Joksymila pozbawiciel. Król Joksymil: Nieeeeee. On sie patrzy tato nieeeeee! Zabijta go no! On mnie części skarbu pozbawił! Wykorzystując chwilę nieuwagi Uzurpator Arkadiusz odwraca się, pluje na Joksymila i zaczyna uciekać skacząc na jednej nodze na stronę Laszka. Żołnierze PMOB krzyczą „Pif-Paf”, a portal zaczyna mienić się innymi kolorami. Trafiony Joksymil efektem pirotechnicznym traci rękę, ale drugą chwyta uciekającego Arkadiusza. Król Joksymil: No i co teraz uzurpatorze? Uzurpator Arkadiusz: Ja przynajmniej mam dwa. Po tych słowach Arkadiusz łapie zębami z podłogi odłamek i wbija go w twarz Joksymilowi. W tym czasie Laszk Młynariew schodzi ze sceny od frontu i przekrada się na drugą stronę spoglądając w stronę widowni, szelmowsko ruszając brwiami. Zakrada się za Joksymila i Arkadiusza. Król Joksymil: Moją wolą jest wola całego narodu Hirschbergii, całego zjednoczonego królestwa! Drobne urazy nie mają znaczenia. Laszk Młynariew: Kiedy tak sobie dyskutowaliście podszedłem do was. Joksymilu, nie mam innego wyboru. Laszk Młynariew wyciąga pistolet i mierzy w krocze Joksymila. Światło na scenie gaśnie. Laszk Młynariew: Pif-Paf Chwila ciszy. Chórek: Wojnę przegraną prawdziwy król toczył. Arkadiusz był głupi i w majtki się zmoczył. Światło wraca, na scenie znajdują się tylko Laszk Młynariew w zakrwawionym płaszczu i Król Joksymil, a także mrygający światłem portal. Joksymil podpięty do portalu linką leży, a jego głowa podtrzymywana jest przez Laszka. Król Joksymil: Cóżeś uczynił Laszku, jako dzieci byliśmy przyjaciółmi. Miałem wizję doskonałego świata i byłoby w niej miejsce dla ciebie i Weerlandczyków. Mogłeś mi pomóc naprawić błędy przeszłości, lecz wolałeś brnąć w koszty utopione i teraz nie ma już odwrotu. Laszk Młynariew: Składałem przysięgę królowi Arkadiuszowi, a jestem słownym człowiekiem. Wybór mają nieliczni i pozbawieni znaczenia. My, wielcy tego świata niesieni jesteśmy wiatrem historii, pozbawieni steru. Błędy to nie nasza wina i żadna komisja weryfikacyjna tego nie zmieni. Król Joksymil: Rozumiem i widzę w tobie zarówno dobro, jak i zło. Niechaj Zjednoczone Królestwo otrzyma ode mnie jeszcze jeden dar. Zabiore ze sobą to co złe w tobie i tylko dobre zostawię. Laszk Młynariew: Czy naprawdę to potrafisz? Król Joksymil: Potrafię i uczynię mój przyjacielu i kiedyś będziesz zapamiętany nie jako królobójca, lecz Premier Tysiąclecia. Tylko pamiętaj, uchroń Ametysta, on jest twoją nadzieją na wybawienie. Laszk Młynariew: Przysięgam, że nic mu się nie stanie. Joksymil tuli Laszka i zdejmuje z niego zakrwawiony płaszcz po czym zostaje przeciągnięty na lince i znika za portalem poza sceną. Światło na scenie gaśnie. Chór: Błędy Młynariew Popełnił, lecz bardzo ich potem żałował. Przysięgę swoją on spełnił, wkrótce Ametysta koronował Światło wraca, na scenie leży masa trupów. Arkadiusz siedzi w kałuży moczu. Ametyst płacze patrząc na portal obok którego stoi Laszk. Laszk spogląda na ametysta z zadumaniem. Koniec sceny 3 (…)Król Joksymil I Faradobus Znany jako Obfity, Superjoxx, Prawowity Król, Dziedzic Ferdynanda, Jego Obfitość, Obrońca, Myśliciel, Podróżnik Między Światami, Wieczny Senior oraz Drugi Syn. To patron walki o wolność, rodu królewskiego, a także umów bilateralnych na linii władza-struktury Wszechbudzimiryzmu. Dodatkowo jest on pierwszym, który udał się poza ten świat, a nawet wrócił. Joksymil urodził się jako drugi syn byłego króla, a ówcześnie I sekretarza Komitetu Centralnego Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, Ferdynanda Faradobusa. Ze względu na zasady dziedziczenia kompletnie niezwiązane z systemem feudalnym jego starszy brat Chłopacy wyznaczony był na następcę Ferdynanda, a sam Joksymil, obdarzony wyjątkowym talentem naukowym, desygnowany został na przyszłego dziekana wydziału chemii. Jego specjalizacją były polimery organiczne, a największym osiągnięciem jeszcze w czasach szkolnych było stworzenie popularnego materiału do torebek foliowych JF-1, który po zaledwie kilku dniach rozpada się na korzystny dla środowiska, rozpuszczalny mikroplastik. Na jego nieszczęście, zanim zdążył skończyć doktorat, co było planowane na 17 rok życia, doszło do wybuchu pseudorewolucji, która obaliła legalne władze, a na tronie królewskim usadziła zagranicznego uzurpatora, który tytułował siebie Arkadiuszem II. Podczas jej przebiegu zginął Chłopacy, a Joksymil uciekł za granicę z Ferdynandem i młodszym bratem Ametystem. Razem z ojcem prowadzili trudne życie handlując używanym sprzętem AGD. Gdy Ferdynand zmarł na wygnaniu, Joksymil zapewnił Ametystowi bezpieczeństwo i powrócił do ojczyzny jako zamaskowany mściciel o pseudonimie Superjoxx. Przez kilka lat prowadził nierówną walkę partyzancką głównie na terenie Hirschbergii, gdzie dbał przede wszystkim o interesy prześladowanych wówczas Hirschbergów. Znalazł w tym poparcie pewnych środowisk o charakterze narodowym, ale nie ma dowodów na to, by bezpośrednio z nimi współpracował. Jego czcigodna działalność spotykała się głównie z drwinami i niezrozumieniem ze strony Arkadiusza oraz jego niezidentyfikowanych pomagierów, więc ostatecznie ujawnił on swoją tożsamość. Niestety i to nie pomogło. Gdy w majątku Vergen na północy Hirschbergii otworzył się portal do innego świata, Joksymil jako jedyny znany nam człowiek z Polinu go przekroczył. Wkrótce potem wrócił z wielką armią, której udało zająć większość Hirschbergii, w tym Hirschberg-Joksopolis (zwane wtedy Arkopolis) i uwięzić uzurpatora Arkadiusza. Niestety siły pseudorewolucyjne były wówczas zbyt potężne. Pod wodzą Ciecierada Ciecieląga i Laszka Młynariewa -Psa Uzurpatora (nie mylić z Premierem Tysiąclecia) odzyskały wyzwolone wcześniej tereny, a sam Joksymil zginął w Vergen wpadając do uszkodzonego w trakcie bitwy portalu. Pamięć o nim jednak nigdy nie zaginęła, a trawiony poczuciem winy Laszk Młynariew podczas kolejnej kontr-pseudorewolucji bohatersko ogłosił się królem Weerlandu i porzucił Arkadiusza, dzięki czemu na tronie Hirschbergii zasiadł młodszy brat Joksymila, Ametyst I Faradobus. Wkrótce potem Laszk Młynariew ugiął kolana przed prawowitym władcą. W późniejszych latach w ramach normalizacji stosunków między Wszechbudzimiryzmem, a tronem, za drobną opłatą Joksymil został ogłoszony świętym człowiekiem Tezy Hirschberskiej. Jako wielki bojownik o wolność i równość jest on patronem wszystkich tych, którzy występują zbrojnie przeciwko nielegalnej władzy. Należy jednak pamiętać, że panowanie króla Ametysta oraz Jedynej Legalnej Partii jest niekwestionowane i jakiekolwiek występki przeciwko nim to ciężki grzech. Stąd też czczenie pamięci o tym aspekcie odbywa się w ramach obowiązkowych zajęć z historii najnowszej. Prowadzący opowiadają o prześladowaniach z takim ferworem, że słuchacze sami stają się ich ofiarami i wiedzą co zrobić, gdy tylko ktoś odważy się na obecną władzę podnieść rękę. Jako patron rodu królewskiego jest on zawsze obecny w prowadzeniu kraju jako Wieczny Senior. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji każdy członek rodu królewskiego zadaje sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji Król Joksymil? Czy wójt, czy król, udają się oni wtedy do Domu Tez i studiując życiorys i dzieła Joksymila odnajdują prawidłową odpowiedź. Dla wielu budzimirystów jest on symbolem nadchodzącego końca wygnania. Jako podróżnik między światami stanowi on inspiracje dla wiernych pragnących odzyskać Prawdziwy Weerland ze śmierdzących łapsk Gierkemiasza. Jest to jednak kwestia niezwykle trudna dla Weerlandczyków. Wielu z nich nie może się do końca pogodzić z faktem, że to nie przedstawiciel ich narodu, a Hirschberg jako pierwszy mógł opuścić Polin. Wskazują oni też na to, że świat za portalem nie mógł być Prawdziwym Weelandem. Mimo wszystko nie ulega wątpliwości, że taka podróż jest pewną formą duchowej transcendencji, której nikt inny dotychczas nie dostąpił. Symbolem Joksymila jest Portal, nim oznaczone są stosowne półki w domach tez. Opracowania i analizy historyczne, pamiętnik opisujący nawet uczucia oraz myśli jakie miał podczas śmierci, rozliczne tomy o chemii polimerów, poezja i inne dzieła autorstwa samego Joksymila, fakt podróży poza świat. To wszystko pozornie wydaje się idealną przestrzenią do niezliczonych dyskusji. Te są niestety niewskazane, a w wielu Domach Tez zakazane z uwagi na obecność plugawych dywersantów wiernych władzy Arkadiusza II. Potrafią oni czaić się w korytarzyku. Niczym jaszczurki czekać aż ktoś podejdzie do półek Joksymila, po czym podbiegają i rozpoczynają snucie kalumnii gadzimi językami. Że rządowa propaganda, że kłamstwo, że Joksymil wcale nie był osobą wybitnie inteligentną, | | |