Zjednoczone Socjalistyczne Królestwo Hirschbergii i Weerlandu
Sierpnia 10, 2026, 01:50:07 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 2 3 [4] 5   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Święci Ludzie  (Przeczytany 6265 razy)
Sołtys Gnojna Gulliver 'Goose' de Juus
Sołtys Gnojna, Baron ZSKHiW, Ludowoszlachecki Komisarz Spraw Wewnętrznych
Przodownik
**

Posłuch 5
Offline Offline

Wiadomości: 173



Zobacz profil
« Odpowiedz #45 : Marca 17, 2022, 12:21:42 »

Mimo wszystko chętnie przyjąłbym go w Gnojnie, na pewno spodoba mu się to, co trzymam w piwnicy!
Zapisane
Arbuz Dumbledore
Premier ZSKHIW. Gubernator Aralii. Pan na Araknie
Moderator Globalny
Człowiek Pracy
****

Posłuch 3
Offline Offline

Wiadomości: 1423



Zobacz profil
« Odpowiedz #46 : Marca 20, 2022, 08:04:00 »

Za młodu gdy spałem do mego łoża wkradł się śmiechobij, zmieniło mnie to na zawsze...to bolesna sprawa. Chyba będe musiał ustawić śmiechobija jako swoje trigger warning.
Zapisane

pre/mier , osoba premiernicza, psoba
Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 8
Offline Offline

Wiadomości: 6878



Zobacz profil
« Odpowiedz #47 : Marca 20, 2022, 10:16:09 »

Nikt nie zna słowa bezpieczeństwa Śmiechobija. Najpewniej takiego w ogóle nie ma.
Zapisane

Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu
Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel
Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś!
(-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor



Arbuz Dumbledore
Premier ZSKHIW. Gubernator Aralii. Pan na Araknie
Moderator Globalny
Człowiek Pracy
****

Posłuch 3
Offline Offline

Wiadomości: 1423



Zobacz profil
« Odpowiedz #48 : Marca 20, 2022, 10:17:41 »

A czy da sie jakoś ochronić przed śmiechobijem? Oddział wyspecjalizowanego wojska, miny, zasieki, lasery bunkier od ziemią?
Zapisane

pre/mier , osoba premiernicza, psoba
Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 8
Offline Offline

Wiadomości: 6878



Zobacz profil
« Odpowiedz #49 : Marca 20, 2022, 10:24:10 »

Śmiechobija należy jakoś rozbawić raniącym słowem, lub czynem, ale to trzeba mieć kogoś pod ręką. Wtedy Śmiechobij może odpuścić. Znam to z doświadczenia, kiedy polował na uczniów Budzimira VI.
Zapisane

Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu
Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel
Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś!
(-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor



Ametyst
Rex Ambulans Serenissimus
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 16
Offline Offline

Wiadomości: 5286



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #50 : Marca 20, 2022, 10:27:22 »

Dobrze, że ja mam licznych po mo gerów.
Zapisane

prof. dr net. dr h. c. mgr generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów

Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu oraz Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika,
Organizator Zjazdu Partii i Wykonawca Jego Wskazań, Senior – Protektor Stepów Wewnętrznych i Żuław Rzeżuszych,
Protektor Budzimiryzmu, Promotor Cywilizacji Aktywności, Głosiciel Nowej Kolektywizacji, Uosobienie Pracowitości

Ametyst
Rex Ambulans Serenissimus
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 16
Offline Offline

Wiadomości: 5286



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #51 : Kwietnia 18, 2022, 05:59:15 »

Donosiciel

Z Pierwszego Listu Donosiciela do Centralnej Instytucji Antykryminalistycznej:

Zawiadamiam, że dało mi się wykryć jednego pana który rozwozi broszurki tajnych radiostacji z Hirszbergu jest nim niejakiś agient portretowy który pracuje w firmie Sex-Styl. (…) Zawsze jeździ w kierunku Grabben z teczką skurzaną i inne pakunki. Proszę o skuteczne załatwienie tej sprawy. Proszę go przycisnąć do ściany to on wyśpiewa wszystko, bo on dużo szkodzi wielkiemu państwo Monarchosocjalistycznemu.

Z Trzeciego Listu Donosiciela do Hirschberskiej Ochotniczej Milicji Obywatelskiej:

W domu przy ul. Koszykowej nr 53 m. 38 mieszka aralczyk zhirszbergyzowany W. Pajong. (…) Mimo że fizjognomia jego zdradza semitę (jasny blondyn z dużym nosem) to jednak uchodzi za hirszberga i nie nosi opaski aralskiej. Czuję się w obowiązku powiadomić o tem Władze.

Z Ósmego Listu Donosiciela do Służby Bezpieczeństwa LDRN:

Szyja Epsztejn zamieszkały Laszkberska 12 wrócił z Ałstro-Wyngiel. W zeszłym roku był poszukiwany przez władze tutejszą to drapnoł do Zacheumia. Nie dawno wrócił. Posiada dużo korón i złota.

Przypowieść o Turystach:

Do hotelu w Draśnie późną porą przybył Donosiciel:
- Poproszę o pokój na jedną noc.
- Niestety, mamy tylko wolne jedno miejsce w pokoju pięcioosobowym.
- Może być, w końcu to tylko jedna noc - odpowiedział Donosiciel i pomaszerował do wskazanego pokoju. Ułożył się wygodnie i zamierzał zasnąć, ale współtowarzysze grali w brydża, opowiadali sobie kawały i co chwila wybuchali głośnym śmiechem. Donosiciel ubrał się i zszedł do recepcji:
- Poproszę 5 herbat na górę za jakieś 10 minut.
Wrócił do pokoju i mówi:
- Towarzysze, tak swobodnie opowiadacie sobie dowcipy, a przecież tutaj może być założony podsłuch!
- Co Towarzysz! W hotelu?
- Możemy to łatwo sprawdzić
- Towarzyszu Hauptmann! poproszę 5 herbat pod 14-stkę.
Rzeczywiście, w tym momencie przynoszą herbatę. Współtowarzysze z lekką obawą kładą się spać. Rano podróżny wstaje i widzi że prócz niego w pokoju nie ma nikogo. Schodzi do recepcji:
- Co się stało z moimi współlokatorami?
- Rano zabrało ich HOMO.
- A mnie dlaczego nie zabrali?
- Bo Hauptmannowi spodobał się ten dowcip z herbatą.




Bolko Judasz Kabel von Danzig zwany Donosicielem, Informatorem lub Życzliwym

Święty Człowiek popularny przede wszystkim w Hirschbergii i wśród wyznawców Tezy Hirschberskiej oraz w kręgach związanych ze służbami bezpieczeństwa, głównie wśród partyjnych bonzów, milicjantów, żołnierzy i ich rodzin. Przez jednych nienawidzony jako kapuś, a doceniany i kochany jako patriota przez nielicznych. Niestrudzony strażnik ładu społecznego, promotor prawa i sprawiedliwości. Według tradycji był on długowiecznym informatorem: donosił za Gromosława, donosił za Ferdynanda, a pod koniec życia załapała się także jako tajny współpracownik tajnych służb w czasach Arkadiusza Przejściowego. Został za to odznaczony licznymi odznaczeniami, a po śmierci doczekał się statusu Świętego Człowieka. Postać ta stanowi odpowiedź na pytania o zniknięcie wichrzycieli i o to, skąd HOMO, CIA oraz ONI wiedzą o wszystkim i słyszą wszystko. Jest swego rodzaju łącznikiem pomiędzy Ludem Szlacheckim i tymi, którzy świadczą mu pomoc i dbają nieustannie o jego bezpieczeństwo. Przedstawia się go jako wąsatego mężczyznę.


Tak jak wspomniano wyżej: kult Donosiciela ma charakter niszowy. Jego kaplice umieszcza się przy posterunkach milicyjnych oraz urzędach. Mają one postać skrzynek na listy, gdzie umieszcza się wiadomości, a także tradycyjne ofiary w postaci trzydziestu srebrnych monet jednololowych. Symbolem Donosiciela jest kabel – nim oznacza się zarówno kaplice, jak i półki w Domach Tez z pisanymi jego ręką autentycznymi donosami oraz przypowieściami o jego życiu.

Zapisane

prof. dr net. dr h. c. mgr generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów

Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu oraz Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika,
Organizator Zjazdu Partii i Wykonawca Jego Wskazań, Senior – Protektor Stepów Wewnętrznych i Żuław Rzeżuszych,
Protektor Budzimiryzmu, Promotor Cywilizacji Aktywności, Głosiciel Nowej Kolektywizacji, Uosobienie Pracowitości

Ametyst
Rex Ambulans Serenissimus
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 16
Offline Offline

Wiadomości: 5286



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #52 : Października 04, 2022, 06:04:27 »

Prawdomówny

Odpowiedź Prawdomównego z dnia 10 kwietnia 2010 roku

Zapytano Prawdomównego.
- Jakie miasto w ZSKHiW jest najważniejsze?
Odpowiadają mu:
- Oczywiście Bździszewo.
Po kilku dniach do Prawdomównego dzwoni ktoś z Muratyki:
- Ile potrzeba bomb atomowych, aby zniszczyć Bździszewo?
- Hirschberg-Joksopolis to też ważne miasto...


Odpowiedź Prawdomównego z dnia 2 kwietnia 2005 roku

Zapytano Prawdomównego:
- Czy to prawda, że wkrótce będzie u nas jeszcze gorzej?
- To nieprawda, gdyby mogło być gorzej to by już było.


Odpowiedź Prawdomównego z dnia 24 grudnia 2017 roku

Pytanie do Prawdomównego:
- Czy to prawda, że w Hirschbergu-Joksopolis przed Pałacem Joksopolitańskim rozdają za darmo samochody?
- Tak, to prawda z tym, że nie w Hirschbergu-Joksopolis, a w Bździszewie, nie przed Pałacem Joksopolitańskim, a przed Westpalast, nie samochody a rowery, i nie rozdają, ale kradną.


Odpowiedź Prawdomównego z dnia 14 lutego 2015 roku

Zapytali Prawdomównego:
- Czy lepiej ożenić się z dziewczyną brzydką, ale wierną, czy też z ładną, ale niewierną?
- A co byście woleli? Jeść tort razem z kolegami, czy gówno samemu?




Urban Georg zwany Prawdomównym lub Uszatym

Gdy powstała Gubernia Zachodnia było tam niczego. Mimo to dosyć szybko na miejsce budowy nowego miasta Bździszewa zaczęli ściągać ludzie przyciągnięci wieścią o Prawdomównym, znanym też jako Uszaty. Człowiek ten, noszący imię Urban, słynął z daru głoszenia prawdy przez odwrotność. Ponoć w czasach Ferdynanda był dysydentem i już wówczas obywatele prosili go o wskazówki. Słowa Urbana rozumiane na wspak niemal zawsze okazywały się prawdą. Tę cechę doceniono po ustanowieniu systemu monarchosocjalistycznego, gdy Prawdomównego uczyniono rzecznikiem prasowym rządu. Mieszkając w Bździszewie korzystał on z sowitych dotacji Narodowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych i wydawał opiniotwórcze pismo o nazwie „Tak”. Pod koniec życia do jego domu przybywali notable, komisarze, aparatczycy średniego szczebla, przedsiębiorcy i zwykli obywatele. Za drobną opłatą pokazywał on, jak skuteczne radzić sobie z głodem, biurokracją i dobrobytem. Jego kult rozwinął się jeszcze za życia. Funkcjonuje on jako patron dziennikarzy oraz święty wieszcz. Wszystkie udzielane przez niego odpowiedzi były skrupulatnie spisywane i można je odnaleźć na półkach oznaczonych znakiem uszu, które są symbolem wsłuchiwania się w żywotne problemy Ludu Szlacheckiego.


W przeciwieństwie do większości Świętych Ludzi Prawdomówny nie ma jednego, określonego rodzaju miejsca kultu. Jego pamięć czczona jest wszędzie tam, gdzie czytane są Jego słowa spisane przez naśladowców.

Zapisane

prof. dr net. dr h. c. mgr generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów

Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu oraz Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika,
Organizator Zjazdu Partii i Wykonawca Jego Wskazań, Senior – Protektor Stepów Wewnętrznych i Żuław Rzeżuszych,
Protektor Budzimiryzmu, Promotor Cywilizacji Aktywności, Głosiciel Nowej Kolektywizacji, Uosobienie Pracowitości

Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 8
Offline Offline

Wiadomości: 6878



Zobacz profil
« Odpowiedz #53 : Grudnia 23, 2024, 01:13:30 »

Król Joksymil I Faradobus


Artykuł z „Der echter Hirshberger“
Superjoxx znów ratuje Hirschbergię!
Wczorajszy dzień dla mieszkańców gminy Krotoschinau w Nordhirshbergii zapowiadał się na kontynuację post-pseurewolucyjnego dramatu! W**rlandzkie siły wpływu pod pretekstem zatruć Salmonellą odcięły dostęp do wody pochodzącej z gminnych wodociągów i zakazały korzystania z lokalnych studni. Jest to haniebny przykład rozlicznych prześladowań Hirschbergów, którzy nie mogą wyżyć na samym alkoholu, tak jak podejrzanie rosnąca w całej Hirschbergii rządząca mniejszość w**rlandzka. (Przypominamy, że do każdego numeru dołączany jest dodatek „Jak rozpoznać w**rladzkiego osadnika”.)
Po przeanalizowaniu pochodzenia przedstawicieli pracowników sanitarno-epidemiologicznych i wodociągowych okazało się, że gdy zagłębimy się tylko 6 pokoleń w tył, każdy z nich okazał się być skażony południową krwią.  Felerną decyzję podpisał niejaki doktor Adolf Ciapka. Ciapka! Stąd też wszyscy trzeźwo myślący wiedzieli, że padają ofiarą spisku. „Moje dzieci usychają z pragnienia, ale się nie dam i nie kupię im Nozz-a-li napychając kabzę w**rlandzkiej Mrocznej Korporacji” – mówiła Ingeborg (17 l.).
Na nasze szczęście hydro-koszmar szybko został ucięty przez bohatera wszystkich Hirschbergów, zamaskowanego mściciela znanego pod pseudonimiem Superjoxx. We wczesnych godzinach przedpołudniowych razem z komandem popleczników dokonał w pełni uzasadnionej interwencji w imieniu narodu w siedzibie wodociągów. Mimo wyraźnych odgłosów strzałów, nikt nie wzywał tak zwanych służb porządkowych, a raczej siłowników reżimu w**rlandzkiego pod saksońskim zarządem powierniczym. Pokazało to przyzwolenie społeczne dla słusznego działania Superjoxxa.



Po uporaniu się z karaluchami Superjoxx osobiście odkręcił kurek i do mieszkańców gminy ponownie popłynęła darmowa woda. Na miejscu interwencji Nasz Bohater tradycyjnie defekował. Ten symboliczny akt świadczy o jego zdaniu na temat stanu państwa gnębionego przez dyktat mniejszości w**rlandzkiej. Następnie Superjoxx zebrał od lokalnych mieszkańców liczne dary głównie w postaci gotówki i jedzenia oraz zastrzelił wskazanego przez sąsiadów w**elandzkiego osadnika, sprawiedliwie dzieląc jego majątek.
Była to już trzecia interwencja obywatelska dokonana w tym miesiącu przez Superjoxxa po spaleniu wysypiska śmieci w gminie Hermannerdorf, co zwiększyło przestrzeń na ich składowanie oraz wykolejeniu pociągu linii Laszkberg-Grabben wiozącej nowych osadników.
Wciąż jednak nie wiadomo jaka jest prawdziwa tożsamość Naszego Bohatera. Wszyscy dotychczasowi kandydaci zostali w ostatnim czasie porwani i poddani torturom przez reżim, bądź znaleźli azyl w krajach wciąż uznających prawowity rząd, a Superjoxx dalej prowadzi działalność. Niektórzy nawet w pewnej naiwnej nadziei sugerują, że może być on jednym z Dziedziców Ferdynanda. Faktem jest, że nie znamy obecnej lokalizacji Joksymila i Ametysta Faradobusów, jednak nawet jeśli nie mają z Superjoxxem nic wspólnego, to z pewnością go popierają.
Niech Świetlisty Jeleń oświeci Hirhsbergię!


Fragment oficjalnych wspomnień Króla Joksymila
(…) zatem gdy dotarły do mnie pogłoski o tajemniczych wydarzeniach w Vergen, jako, jakby to rzec, prawdziwy reprezentant ludu, musiałem sprawę zbadać i ewentualnie zainterweniować. Majątek Krzysztofa Septimusa był już częściowo zabezpieczony przez niezmiernie dyletanckie służby (…), toteż nie stanowiło to dla mnie problemu, aby dotrzeć do samej anomalii wyglądającej jak lewitujący  płynny pryzmat.
Obserwując zaginanie i interferencje fal w samym spektrum widzialnym na bazie znanej mi literatury z dziedziny fizyki kwantowej zrozumiałem, że mam do czynienia z tak zwaną robaczą dziurą. Zakrzywieniem czasoprzestrzeni prowadzącym do zupełnie innej części wszechświata.
Nim się obejrzałem zostałem otoczony przez kilkunastu żołnierzy, nie byli to jednak poborowi z PMOB, bo ci nie daliby rady mnie podejść, lecz przybysze z drugiej strony. Gestami zachęcili mnie bym wrócił razem z nimi. Po krótkim zastanowieniu, zważywszy na to, że nawet prowadzenie działalności pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie przynosiło oczekiwanych skutków, postanowiłem wraz z nimi wstąpić do portalu. Przy całej zwykłości mojej osoby, jako pierwszy budzimirysta opuściłem krainę na którą zesłano wiernych Prabudzimirowi, by poszukać odpowiedzi poza Polinem.
Świat, który odwiedziłem, zwany Ziemią nie różnił się szczególnie od naszego. Grawitacja i czas trwania doby były identyczne. Mieszkańcy niemal nie do odróżnienia od ludów Polinu. (…) Początkową barierę językową przezwyciężyłem oglądając w ichniejszej telewizji niezwykły kanał oferujący zaskakująco drogie przedmioty codziennego użytku bez których Ziemianie nie są w stanie przeżyć, takie jak, dajmy na to, turboobieraczka do jadalnych bulw roślinnych.
(…)
Kiedy próbowałem moim gospodarzom wytłumaczyć dobrodziejstwa socjalizmu wywołałem duże poruszenie, po czym postanowili pokazać mi jak buduje się prawdziwe imperium. Przedstawili mi system w którym minimalna rola państwa finansowana jest wyłącznie z podatków klasy robotniczej. System degresywny i liczne ulgi inwestycyjne zapewniały, że osoby z kapitałem mogły go w najróżniejszy sposób nieskrępowanie pomnażać, wydajnie powiększając produkt krajowy brutto. Rosnące w ten sposób majątki osiągały rozmiary tak gargantuiczne, że klasa wyższa z czystej dobroci serca w ramach skapywania dzieliła się nimi z pracownikami, co niewątpliwie zapewniało ogólnokrajowy dobrobyt.
Świat ten miał swoje wady takie jak niewydajny system dwupartyjny, a I sekretarz tej drugiej partii zgodnie z pewnymi hipotezami miał setki lat, co wskazywało na gierkemiaszowe konotacje. (…) Mimo wszystko zdecydowanie zrozumiałem jaką przyszłość widzę dla Hirschbergii i nawet Weerlandu.
Dzięki pomnożeniu majątku uczciwie zdobytego na walce z nielegalnym rządem Arkadiusza Wettina w ciągu kilku tygodni dysponowałem prywatną armią na rozkazy, a także pomocą tamtejszego rządu. Tutaj warto zaznaczyć, iż dogmatem ich stylu życia jest zbrojne niesienie go reszcie świata, co dodatkowo przyczyniło się do mojego sukcesu. W takiej sytuacji byłem gotowy by ponownie przekroczyć portal. (…)


Fragment dramatu „Narodziny Premiera Tysiąclecia”
(…)Na scenie po jednej stoi Amestyst, Joksymil oraz związany Arkadiusz w otoczeniu amerykańskich żołnierzy. Jeden żołnierz jest pomalowany na czarno. Za nimi podświetlony jest portal do innego świata. Po drugiej stronie sceny za barykadą kryje Laszk Młynariew wraz z siłami PMOB.
Król Joksymil: Naprzód przebojem dzielni żołnierze! Nawet w sytuacji całkowitej defensywy wciąż mamy uzurpatora!
Uzurpator Arkadiusz: Poddaj się Laszku, bo nie warto walczyć za mnie, uzurpatora, gdy obok jest prawdziwy król!
Książe Ametyst: Nie chcę tu być.
Laszk Młynariew: Wyprowadzić żywe tarcze!
Na scenę wbiega wielu cywili, żołnierze amerykańscy krzyczą pif-paf, a cywile padają na ziemię.
Chórek: Jak on mógł tylu niewinnych poświęcić. Godność swoją tym bezcześcić.
Król Joksymil: Nie znasz ty Laszku żadnego honoru. Być może dałbym radę zwyciężyć z ludźmi, ale nie z bestiami! Potrzebujemy wsparcia! Murzyn biegnij po nie.
Pomalowany na czarno żołnierz Joksymila biegnie przez portal poza scenę.
Laszk Młynariew: Szybko, musimy pokonać Joksymila nim wezwie wsparcie. Wszyscy do ataku! Osłaniajcie mnie! Tylko się nie mieszajcie, Joksymil jest mój!
Król Joksymil: Niechaj wszyscy strzelają w kierunku Laszka, jeśli zginie on, to PMOB bez dowództwa nie będzie w stanie nacierać.
Odbywa się wymiana ognia między żołnierzami poprzez okrzyki „Pif-Paf”. Po chwili padają wszyscy żołnierze Joksymila i część żołnierzy Laszka. Joksymil łapie Arkadiusza i się nim zasłania.
Król Joksymil: Choć mam świadomość jakie to jest niskie zagranie, zmuszony jestem zagrozić, że jeśli podejdziecie, to zabiję uzurpatora.
Uzurpator Arkadiusz: Na nic innego nie zasługuję.
Laszk Młynariew: Nie, nie, nie, najpierw musisz się z kimś spotkać. Nadzorco Pumeks! Joksymil się stęsknił!
Na scenę wkracza wysoki żołnierz ze szczypcami do urywania jąder.
Chórek: Oto Pumeks okaleczyciel, jądra Joksymila pozbawiciel.
Król Joksymil: Nieeeeee. On sie patrzy tato nieeeeee! Zabijta go no! On mnie części skarbu pozbawił!
Wykorzystując chwilę nieuwagi Uzurpator Arkadiusz odwraca się, pluje na Joksymila i zaczyna uciekać skacząc na jednej nodze na stronę Laszka. Żołnierze PMOB krzyczą „Pif-Paf”, a portal zaczyna mienić się innymi kolorami. Trafiony Joksymil efektem pirotechnicznym traci rękę, ale drugą chwyta uciekającego Arkadiusza.
Król Joksymil: No i co teraz uzurpatorze?
Uzurpator Arkadiusz: Ja przynajmniej mam dwa.
Po tych słowach Arkadiusz łapie zębami z podłogi odłamek i wbija go w twarz Joksymilowi. W tym czasie Laszk Młynariew schodzi ze sceny od frontu i przekrada się na drugą stronę spoglądając w stronę widowni, szelmowsko ruszając brwiami. Zakrada się za Joksymila i Arkadiusza.
Król Joksymil: Moją wolą jest wola całego narodu Hirschbergii, całego zjednoczonego królestwa! Drobne urazy nie mają znaczenia.
Laszk Młynariew: Kiedy tak sobie dyskutowaliście podszedłem do was. Joksymilu, nie mam innego wyboru.
Laszk Młynariew wyciąga pistolet i mierzy w krocze Joksymila. Światło na scenie gaśnie.
Laszk Młynariew: Pif-Paf
Chwila ciszy.
Chórek: Wojnę przegraną prawdziwy król toczył. Arkadiusz był głupi i w majtki się zmoczył.
Światło wraca, na scenie znajdują się tylko Laszk Młynariew w zakrwawionym płaszczu i Król Joksymil, a także mrygający światłem portal. Joksymil podpięty do portalu linką leży, a jego głowa podtrzymywana jest przez Laszka.
Król Joksymil: Cóżeś uczynił Laszku, jako dzieci byliśmy przyjaciółmi. Miałem wizję doskonałego świata i byłoby w niej miejsce dla ciebie i Weerlandczyków. Mogłeś mi pomóc naprawić błędy przeszłości, lecz wolałeś brnąć w koszty utopione i teraz nie ma już odwrotu.
Laszk Młynariew: Składałem przysięgę królowi Arkadiuszowi, a jestem słownym człowiekiem. Wybór mają nieliczni i pozbawieni znaczenia. My, wielcy tego świata niesieni jesteśmy wiatrem historii, pozbawieni steru. Błędy to nie nasza wina i żadna komisja weryfikacyjna tego nie zmieni.
Król Joksymil: Rozumiem i widzę w tobie zarówno dobro, jak i zło. Niechaj Zjednoczone Królestwo otrzyma ode mnie jeszcze jeden dar. Zabiore ze sobą to co złe w tobie i tylko dobre zostawię.
Laszk Młynariew: Czy naprawdę to potrafisz?
Król Joksymil: Potrafię i uczynię mój przyjacielu i kiedyś będziesz zapamiętany nie jako królobójca, lecz Premier Tysiąclecia. Tylko pamiętaj, uchroń Ametysta, on jest twoją nadzieją na wybawienie.
Laszk Młynariew: Przysięgam, że nic mu się nie stanie.
Joksymil tuli Laszka i zdejmuje z niego zakrwawiony płaszcz po czym zostaje przeciągnięty na lince i znika za portalem poza sceną. Światło na scenie gaśnie.
Chór: Błędy Młynariew Popełnił, lecz bardzo ich potem żałował. Przysięgę swoją  on spełnił, wkrótce Ametysta koronował
Światło wraca, na scenie leży masa trupów. Arkadiusz siedzi w kałuży moczu. Ametyst płacze patrząc na portal obok którego stoi Laszk. Laszk spogląda na ametysta z zadumaniem.
Koniec sceny 3 (…)


Król Joksymil I Faradobus
Znany jako Obfity, Superjoxx, Prawowity Król, Dziedzic Ferdynanda, Jego Obfitość, Obrońca, Myśliciel, Podróżnik Między Światami, Wieczny Senior oraz Drugi Syn. To patron walki o wolność, rodu królewskiego, a także umów bilateralnych na linii władza-struktury Wszechbudzimiryzmu. Dodatkowo jest on pierwszym, który udał się poza ten świat, a nawet wrócił.
Joksymil urodził się jako drugi syn byłego króla, a ówcześnie I sekretarza Komitetu Centralnego Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, Ferdynanda Faradobusa. Ze względu na zasady dziedziczenia kompletnie niezwiązane z systemem feudalnym jego starszy brat Chłopacy wyznaczony był na następcę Ferdynanda, a sam Joksymil, obdarzony wyjątkowym talentem naukowym, desygnowany został na przyszłego dziekana wydziału chemii. Jego specjalizacją były polimery organiczne, a największym osiągnięciem jeszcze w czasach szkolnych było stworzenie popularnego materiału do torebek foliowych JF-1, który po zaledwie kilku dniach rozpada się na korzystny dla środowiska, rozpuszczalny mikroplastik.
Na jego nieszczęście, zanim zdążył skończyć doktorat, co było planowane na 17 rok życia, doszło do wybuchu pseudorewolucji, która obaliła legalne władze, a na tronie królewskim usadziła zagranicznego uzurpatora, który tytułował siebie Arkadiuszem II. Podczas jej przebiegu zginął Chłopacy, a Joksymil uciekł za granicę z Ferdynandem i młodszym bratem Ametystem. Razem z ojcem prowadzili trudne życie handlując używanym sprzętem AGD. Gdy Ferdynand zmarł na wygnaniu, Joksymil zapewnił Ametystowi bezpieczeństwo i powrócił do ojczyzny jako zamaskowany mściciel o pseudonimie Superjoxx.
Przez kilka lat prowadził nierówną walkę partyzancką głównie na terenie Hirschbergii, gdzie dbał przede wszystkim o interesy prześladowanych wówczas Hirschbergów. Znalazł w tym poparcie pewnych środowisk o charakterze narodowym, ale nie ma dowodów na to, by bezpośrednio z nimi współpracował. Jego czcigodna działalność spotykała się głównie z drwinami i niezrozumieniem ze strony Arkadiusza oraz jego niezidentyfikowanych pomagierów, więc ostatecznie ujawnił on swoją tożsamość. Niestety i to nie pomogło.
Gdy w majątku Vergen na północy Hirschbergii otworzył się portal do innego świata, Joksymil jako jedyny znany nam człowiek z Polinu go przekroczył. Wkrótce potem wrócił z wielką armią, której udało zająć większość Hirschbergii, w tym Hirschberg-Joksopolis (zwane wtedy Arkopolis) i uwięzić uzurpatora Arkadiusza. Niestety siły pseudorewolucyjne były wówczas zbyt potężne. Pod wodzą Ciecierada Ciecieląga i Laszka Młynariewa -Psa Uzurpatora (nie mylić z Premierem Tysiąclecia) odzyskały wyzwolone wcześniej tereny, a sam Joksymil zginął w Vergen wpadając do uszkodzonego w trakcie bitwy portalu.
Pamięć o nim jednak nigdy nie zaginęła, a trawiony poczuciem winy Laszk Młynariew podczas kolejnej kontr-pseudorewolucji bohatersko ogłosił się królem Weerlandu i porzucił Arkadiusza, dzięki czemu na tronie Hirschbergii zasiadł młodszy brat Joksymila, Ametyst I Faradobus. Wkrótce potem Laszk Młynariew ugiął kolana przed prawowitym władcą.
W późniejszych latach w ramach normalizacji stosunków między Wszechbudzimiryzmem, a tronem, za drobną opłatą Joksymil został ogłoszony świętym człowiekiem Tezy Hirschberskiej.
Jako wielki bojownik o wolność i równość jest on patronem wszystkich tych, którzy występują zbrojnie przeciwko nielegalnej władzy. Należy jednak pamiętać, że panowanie króla Ametysta oraz Jedynej Legalnej Partii jest niekwestionowane i jakiekolwiek występki przeciwko nim to ciężki grzech. Stąd też czczenie pamięci o tym aspekcie odbywa się w ramach obowiązkowych zajęć z historii najnowszej. Prowadzący opowiadają o prześladowaniach z takim ferworem, że słuchacze sami stają się ich ofiarami i wiedzą co zrobić, gdy tylko ktoś odważy się na obecną władzę podnieść rękę.
Jako patron rodu królewskiego jest on zawsze obecny w prowadzeniu kraju jako Wieczny Senior. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji każdy członek rodu królewskiego zadaje sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji Król Joksymil? Czy wójt, czy król, udają się oni wtedy do Domu Tez i studiując życiorys i dzieła Joksymila odnajdują prawidłową odpowiedź.
Dla wielu budzimirystów jest on symbolem nadchodzącego końca wygnania. Jako podróżnik między światami stanowi on inspiracje dla wiernych pragnących odzyskać Prawdziwy Weerland ze śmierdzących łapsk Gierkemiasza. Jest to jednak kwestia niezwykle trudna dla Weerlandczyków. Wielu z nich nie może się do końca pogodzić z faktem, że to nie przedstawiciel ich narodu, a Hirschberg jako pierwszy mógł opuścić Polin. Wskazują oni też na to, że świat za portalem nie mógł być Prawdziwym Weelandem. Mimo wszystko nie ulega wątpliwości, że taka podróż jest pewną formą duchowej transcendencji, której nikt inny dotychczas nie dostąpił.


Symbolem Joksymila jest Portal, nim oznaczone są stosowne półki w domach tez. Opracowania i analizy historyczne, pamiętnik opisujący nawet uczucia oraz myśli jakie miał podczas śmierci, rozliczne tomy o chemii polimerów, poezja i inne dzieła autorstwa samego Joksymila, fakt podróży poza świat. To wszystko pozornie wydaje się idealną przestrzenią do niezliczonych dyskusji.
Te są niestety niewskazane, a w wielu Domach Tez zakazane z uwagi na obecność plugawych dywersantów wiernych władzy Arkadiusza II. Potrafią oni czaić się w korytarzyku. Niczym jaszczurki czekać aż ktoś podejdzie do półek Joksymila, po czym podbiegają i rozpoczynają snucie kalumnii gadzimi językami. Że rządowa propaganda, że kłamstwo, że Joksymil wcale nie był osobą wybitnie inteligentną, a prawda ukrywana jest w tajnych archiwach tez pobocznych.
Jako autor odżegnuje się od przedstawionych przykładów i stanowczo je potępiam, osoby od których autor usłyszał takie tezy zostały zgłoszone odpowiednim służbom
Kapliczkami  poświęconymi Królowi Joksymilowi są Ołowiane Stolce, zdobne krzesła ustawiane we wszelkiej maści urzędach i instytucjach publicznych. Są one zawsze perfekcyjnie odkurzone i gotowe, by na nich zasiąść, jednak w czasach pokoju dokonać tego nie może nawet panujący monarcha. Stanowią one bowiem symbol legalnej władzy na uchodźstwie. Władzy, która pomimo wszelkich praw nie może faktycznie objąć opieką swoich poddanych. Prawowity król może z nich korzystać w przypadku, odpukać, rebelii pozbawiających go dostępu do tronu w Pałacu Królewskim. Pierwotnie stolce były złote, ale znikały one tak często, że pochłaniało to większość lokalnych budżetów.
 

Pamięć o Joksymilu czczona jest także poprzez wędrówki do uszkodzonego portalu w Vergen. Obecnie mieli i pochłania on wszelką materię znajdującą się zbyt blisko, stąd stanowi także główny punkt recyklingu odpadów z całego kraju. Nie stanowi to problemu dla prawdziwych wiernych, którzy mogą przy okazji pozbyć się na przykład gabarytów.



* Obraz1.jpg (305.8 KB, 1393x838 - wyświetlony 897 razy.)

* Obraz2.png (2.89 KB, 90x90 - wyświetlony 797 razy.)

* Obraz3.jpg (9.34 KB, 248x175 - wyświetlony 96 razy.)

* Obraz4.png (332.15 KB, 294x430 - wyświetlony 757 razy.)

* Obraz5.jpg (10.62 KB, 232x232 - wyświetlony 877 razy.)
« Ostatnia zmiana: Grudnia 23, 2024, 01:29:47 wysłane przez Mistrz Budzimir VII » Zapisane

Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu
Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel
Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś!
(-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor



Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 8
Offline Offline

Wiadomości: 6878



Zobacz profil
« Odpowiedz #54 : Sierpnia 24, 2025, 04:37:32 »

Wielki Mistrz Budzimir IV


 Przemowa Wielkiego Mistrza Budzimira po budzimiryzacji miasta Hirschberg i koronacji Chłopacego I na króla Hirschbergii, Kronika Hirschberska
(…) toteż, gdy przysięgę swą wiary lud Hirschbergu złożył i koronę na głowę swą Chłopacy usadowił, Mistrz Budzimir przemówił do tłumu po weerlandzku, lecz wigor i pasje każden zrozumiał:
O zebrani kmiotkowie. Myśli zapewne wśród was krążą. Jakiż jest cel tego zebrania? Czy życie me się odmieni? Czy grajkowie zaraz wyjdą, trunki i tańce się poczną? Ja wam powiem tak, ani grajków ani trunków ani tańców nie będzie, bowiem zbyt duży byłby to koszt. Ale radować się winniście, gdyż słowa, które za swym królem powtórzyliście wyznaniem wiary były. Jedynej prawdziwej, wszechbudzimirystycznej wiary!
Cóż to jest ten wszechbudzimiryzm? Tedy powiem wam, wszechbudzimiryzm to wolność, wszechbudzimiryzm to nadzieja. Wolność do służby wierze i nadzieja na podboje waszego króla. To spojenie waszych ziem, Klasydów, Grabiny, Sowich Wzgórz, Klasydów a nawet Weerlandu pod jedną ciepłą kiecą wiary. Każden z was będzie niczym brat z bratem, brat z siostrą i siostra z siostrą. Razem ziemie wszelkie zasiedlimy swym potomstwem. Przy wspólnym ogniu będziem zasiadać, a przy nim kiełbasek, chleba, a nawet niewiernego upieczem, a ucztom naszym kresu nie będzie. Lecz pamiętajcie, iże dziś uczty dla was nie ma.
 Jam jest Mistrz Budzimir IV, jedyny prawdziwy, choć oszustów mrowie i wystrzegać ich jest waszą powinnością, bowiem Gierkemiasza sługami oni są. Jakby kto nie rozumiał, to Gierkemiasz znaczy niedobrze i o wszystko co złe i nędzne jego należy obwiniać. Rzecz jasna, nigdy mnie, ni króla. Wyście przysięgę złożyli, to i ja też słowa wypowiem.
My, Witosz z Grochali, Mistrz Budzimir IV zaklinam się by do końca swych dni duchowym wzorem być dla was, drogę ślepym wskazać, dobre słowo głuchym przekazać, modlitw niemych przyuczyć. I przysięgam, że w łasce wszechbudzimiryzmu z pomocą waszą oszustów, szarlatanów, kurwich synów, co Weerland rozrywają zmiażdżę, zniszczę, na strzępy rozerwę, gdyż wy moim młotem jesteście. Na północ wyruszę, by więcej nas zebrać i w wierze zjednoczyć!
Ależ mi w gardle zaschło, chodź Chłopacy do pałacu, tedy się napijem.


Jak Mistrz Budzimir IV nawrócił Klasydów podczas swej wielkiej misji na północy, Kronika Hirschberska.
Stanął Mistrz Budzimir IV nad wulkanem Spitzberg, by spotkać się z kapłanami Klasydów, a tych ani widu, ani słychu. Kur zapiał raz, drugi, trzeci, aż zniecierpliwon Budzimir spytał gdzie oni są. I nikt do końca dnia się nie zjawił. Tak było i drugiego i trzeciego dnia i księżyc kolejny aż posłał po kapłanów Budzimir i nazajutrz przyszli.
Przemówił tedy najstarszy z nich, lecz mowy nikt jego nie rozumiał. Rzekł tedy Budzimir:
-Szprechen Srechen Dupechen, niechaj ktoś mi człeka w mowie ich uczonego przyprowadzi! -I słudzy swe zadanie wykonali.
Przybył uczony, by za krowę słowa w strony objaśnić, lecz ostrzegł, że kto w klasydzkim flitanie rym utraci, ten nikogo nie przekabaci. Trudności przekład mógł stanowić, a Budzimir powiedział, iż sam prozą mówić będzie, a uczony rym ma swymi słowami nadawać. Odrzekł on tedy, że za takie posługi to już będą trzy krowy, zaś Budzimir się zgodził.
Dnia kolejnego dysputa się poczęła, a ponownie przemówił najstarszy kapłan:
 -O czcigodny panie, nie rozumiemy, skąd to spotkanie. Wierność Klasydzi lata temu Hirschbergowi przysięgli i nieraz już tego dowiedli.
-Stan taki mi nie starczy. Tylko nawrócenie wierności dostarczy.
-Czemóż to wiarę swą mielibyśmy porzucić? W niwecz pamięć przodków obrócić?
-Gdyż wiara ma postęp krzewi i zło wszelkie przeplewi. Gdyż kapłani moi rachunku i pisma się przyuczą, a wodzowie z władania nigdy ich nie wykluczą. Gdyż wiara wszelkie plemiona zjednoczy i każde waśnie między wami przekroczy.
-A na cóż nam to całe ryzyko, by ciebie poczynić władyką? Zły Spitzer ognie swe na nas wyplunie, jeśli odważym się prawić na niego kalumnie.
-Wasz Spitzer jest jak kominek. Przepchać go ino i nie zaleje dolinek.
-Kominek to słowo, co jest mi nieznane. Za złamanie flitona otrzymasz naganę.
-To wy w kurnych chatach dalej mieszkacie? Jak szynka w dymie przebywacie?
-Cichaj wieprzu z południowej krainy, bo inaczej się z tobą policzymy!
-A w rzyć se wsadź te swoje groźby, bo o litość zrazu wystękasz prośby.
-To tyś dupę swemu mistrzowi podcierał. Nie raz zapewne w niej szperał.
-Czystszą ona była niż lico twoje, zaiste zanurzasz je w każde gnoje.
-Rzecze nędzarz, co z ojczyzny ucieka. Tchórz, co los swój odwleka.
-Nędzarzem mnie zowie, a spytam was przeto. Jakie wasi wodzowie dają wam myto?
 -Dzięsiątą część każdej daniny. Dość już tej niegodnej gderaniny.
 -Wszechbudzimiryzm trzy z dziesięciu części oddawać nakazuje. To jak się na to stan wasz zapatruje?
Padli tedy na kolana młodsi kapłani wszechbudzimiryzm swoją wiarą ogłaszając, to i starszy nóg ugiął, stopy Budzimira ozorem swym obmył. Razem do wodzów ruszyli i rzekli im, iż Spitzer przemówił przyjęcie nowej wiary nakazując, a wielki będzie jego gniew, jeśli tak się nie stanie. Nie cieszyła wodzów nowa danina, ale Budzimir dziury w dachach nad paleniskami wybijał, a Klasydzi cudem to zwali. Tak oto lud ten słuszną wiarę przyjął, a uczony dostał cztery krowy i dwie owce.


Fragment książki przygodowej „Mścisław Śmietana i Tajemnica Fuzli” autorstwa Idzisławy Wagner
-I pamiętaj, klucz do Komnaty Bimbrów Rektor ma zawsze przy sobie w złotym mieszku-powiedziała Hubysława, a na jej twarzy wypisane było niezadowolenie. Sama z chęcią by go zdobyła, ale kobiet nie wpuszczali do wielkiego audytorium. (…)
Mścisław szedł korytarzem i nabierał coraz większych wątpliwości. Na wszelki wypadek dodatkowo natarł się cytryną pod pachami. Dlaczego robią to akurat teraz, gdy na uniwersytet w Karstnopolu przyjechali wszyscy frarowie. Co jeśli rozpoznają, że jest tylko studentem? Frarowie mogą być młodzi, jeśli ich poprzednik wcześnie zmarł, ale przecież nie są zwykłymi ludźmi. Mścisław nigdy żadnego nie widział z bliska, ale uznał, że muszą chodzić inaczej niż zwykły człowiek. Spróbował odtworzyć ich krok z wyobraźni. Kiedy minął kilku starych profesorów, ci tylko spojrzeli smutno i zagadali między sobą o skutkach porażeń dziecięcych.
W końcu dotarł przed wejście do wielkiego audytorium. Dyskusja na temat wszechbudzimiryzmu nie przebiegała najlepiej. Tak przynajmniej można było wywnioskować z hałasu, krzyków i wyzwisk dobiegających zza zamkniętych drzwi. Pot strachu zalewał Mścisława i przytłumił już cytryny. Wielcy panowie zawsze się zapowiadają, więc jedynym sposobem, by nie zostać zauważonym jest zostać zauważonym.
Mścisław łyknął jeszcze bimberku na odwagę i pewnym ruchem otworzył drzwi. Gdy tylko wszedł na salę krzyknął najgłośniej jak potrafił: -Już jestem! -a na sali zapanowała grobowa cisza. Oczy wszystkich skierowały się na niego. Za katedrą siedzieli Mistrz Budzimir IV, ostatni z czterech o tym tytule, Rektor Wojciech Trąbiński, tym razem czerwony również ze złości, a także bogato odziany jegomość w koronie z dwiema nagimi kobietami siedzącymi mu na kolanach. To musiał być ten słynny król dzikich z północy, Chłopacy. Oni również patrzyli z wyraźną dezaprobatą.
-No teraz to już na pewno dojdziemy do porozumienia- przerwał cisze król mówiąc po ludzku, choć z dziwnym akcentem. Z całej sali słychać było drwiące śmiechy, po czym powrócono do kłótni. Mścisław odetchnął z ulgą po udanej infiltracji i ruszył do ław możliwie blisko katedry. Tam planował słuchać i czekać na okazję. Najgłośniej krzyczał sam rektor:
-Ja już powoli nie ręczę za siebie. Żeby takie zwierzęta wpuszczać do audytorium jak do stajni i zwać ich budzimirystami. Budzimirze, to czegoś ich tam w Hirschbergii nauczył to żaden budzimiryzm. Tylko Weerlandczyk może być budzimirystą. To my przybyliśmy z Prawdziwego Weerlandu i tylko nas dotyczy łaska Prabudzimira. Podludy mogą nam służyć, tak, ale nie być naszymi braćmi w wierze!
Rektor podczas przemowy intensywnie machał rękami, a siedzący obok Budzimir i król musieli wręcz się odsuwać, by ich nie trafił. Po każdym zdaniu rektora lewa strona sali pełna frarów z całego Weerlandu mu wtórowała. Z prawej, gdzie siedzieli egzotyczni freiherrowie północy dochodziło wtedy buczenie.
Mścisław dopiero wtedy się zorientował, że usiadł po złej stronie sali, a jegomość obok niego noszący wyłącznie maskę na twarzy, a co za tym idzie z przyrodzeniem na wierzchu chyba nie jest weerlandzkim frarem. W końcu Budzimir uderzył pięścią w stół i odpowiedział:
-Na Prabudzimira, Wojtku. Chcesz żeby to miejsce spłonęło jak Dom Publiczny? Jak to się wtedy skończyło dla Weerlandu? Lata podziału i wojen. Ja ich jednak nie zmarnowałem i zakończyłem niemal stulecie swady z północą. Czego oczekiwałeś, kiedy usłyszałeś, że nadchodzę po należną mi tiarę z armią Hirschbergii? Że po wszystkim, po tym jak zabijemy uzurpatorów to Chłopacy padnie przede mną na kolana jako sługa? Jesteśmy równorzędnymi partnerami, a przyjęcie wszechbudzimiryzmu przez północ to znak ustępstwa i dobrej woli. Wspólna wiara nas zjednoczy. Rotria pokazała…
-To twój czcigodny poprzednik pokazał Rotrii, co należy robić z takimi jak oni! – Przerwał Budzimirowi rektor. – Kto cudzą wiarę przyjmuje ten jest słaby i należy go sobie podporządkować zamiast zapraszać do stołu. A ty Budzimirze nie odzyskałeś tiary, została zjedzona. Czytałem twe nauki głoszone w Hirschbergii i pytam ciebie. Czy przypadkiem to ty nie przyjąłeś wiary północy? Gierkemiaszowych herezji? A teraz próbujesz nas do nich zmusić. My jesteśmy sferą tradycji!
W trakcie gadaniny dziki podzielił się z Mścisławem smacznym marynowanym mięsem prawiąc coś w niezrozumiałym języku. Mścisław zastanowił się, jak wielu gości z północy w ogóle rozumie dyskusje toczoną po ludzku. Budzimir zerwał się ze swojego miejsca i krzyknął:
-My jest Mistrz Budzimir IV, wybrany większością w Domie Publicznym nim uzurpatorzy go spalili! Mądrością i siłą władzę sobie zapewniłem. My jest arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu i wzór wszelkich cnot. Ty rok temu Wojciechu padłeś przede mną na kolana i przysiągłeś mi posłuszeństwo. Może żałujesz, że jako jedyny z uczniów Trzeciego sam nie sięgnąłeś po władzę? Chcesz mi ją teraz odebrać? Ośmieszyć mnie przy królu Chłopacym i przed frarami? Jak śmiesz!
Rektor również wstał i odwrócił się w kierunku Budzimira. Mścisław zauważył złoty mieszek przytroczony do tyłu jego pasa. Rektor rzekł:
-Ależ Budzimirze. Nie to jest mą intencją. Ja chcę tylko by Weeland był Weerlandem, a budzimirysta budzimirystą. Na słusznej wiary ścieżkę chce cię sprowadzić. Nie w głowie mi kolejne wojenki… - rektor gadał coś dalej, ale Mścisława rozbolała już głowa od tych wszystkich głupot. Miał dość czekania, gdy tajemnice Komnaty Bimbru były już tak blisko. Te trunki po prostu mu się należały. Zerwał się z ławy i zaszarżował. Wskoczył na katedrę, a z niej skoczył prosto na rektora próbując zerwać mieszek.
Kiedy padli na ziemie i zaczęli się siłować usłyszał, że cała reszta sali dołączyła. Frarowie i Freiherrowie rzucli się na siebie z pięściami. Mistrz Budzimir westchnął: -Ach gówno, tu idziemy znów. – po czym machnął do orkiestry, która zaczęła grać skoczną muzykę. Rektor się szamotał i nie dawał za wygraną. Budzimir założył na dłonie dwa kastety i zręcznie przeskoczył przez katedrę. W końcu Mścisław nie wytrzymał i ugryzł rektora w pośladek, a ten głośno zakrzyknął i trochę się uspokoił. Gdzieś kątem oka widać było, że król udał się z nagimi kobietami za kotarę. Wreszcie udało mu się oderwać mieszek, a w środku wyczuł klucz. Teraz pozostawało tylko uciec z audytorium.
Mścisław ruszył przez sale starając się ominąć chaos. Środek pomieszczenia był niemal pusty, gdyż nikt nie odważał się podejść do jednego z dzikich, który skądś wytrzasnął karła. Teraz używał go jako broni trzymając go za nogi i wirując. Wystarczyłoby złapać odpowiedni moment i… myśl Mścisława została przerwana gdy przed nim pojawił się sam Budzimir, a po chwili zobaczył metaliczny błysk zbliżający się do twarzy.
Gdy Mścisław doszedł do siebie był już trzymany za fraki przez Budzimira. W Sali panował już spokój, acz towarzyszyła mu atmosfera pewnej ekscytacji i spełnienia. Zapowiadało się na egzekucję i Mścisław czuł, że może być gościem honorowym. Wtedy przemówił Budzimir:
-Godni Panowie. Spójrzcie jaką pasję, jaki akt bezmyślnej wiary spowodowała nasza dysputa, gdy ten oto młodzieniec postanowił bronić mego honoru! A teraz spytam cię chłopcze, czy często chodzisz do Domów Prabudzimira, by się pomodlić? – Mścisławowi zabrakło głosu w gardle. Przenikliwe oczy Budzimira były zdolne wykryć każde kłamstwo. Musiał powiedzieć prawdę:
-No. Ja… no… nie chodzę.
-Tak jak myślałem. – Odpowiedział Budzimir i puścił Mścisława po czym wskazał ręką na kogoś innego. – A ty, frarze Grochali, co właśnie powybijałeś tyle cudzych zębów, kiedy ty ostatnio byłeś w Domie Prabudzimira. A frar odrzekł, że dobrych parę lat wcześniej na swoich zaślubinach. Budzimir odpytywał kolejnych frarów i mało który okazał się odwiedzać świątynie. Zwrócił się również w obcym języku do freiherrów, a ci również kiwali głowami na boki. – Widzicie panowie do czego zmierzam. Różnice między nami dają dysputy, dyskursy, kłótnie. Kłótnie i konflikt zaś są dla wiary tym, czym jest węgiel dla paleniska. To one zapewniają żar prawdziwej wiary. I choć czasem płomień wymyka się spod kontroli, to jego ciepło ogrzewa i chroni nas przed ciemnością, przed Gierkemiaszem! Widzę już że nie dojdziemy do porozumienia. Zgódźmy się, że się nie zgadzamy, jednak nie postrzegajmy tego jako porażki. Na tym zbudujmy Wszechbudzimiryzm. Niechaj każdy, czy Weerlandczyk, czy Hirschberg zostanie przy swoim i obie racje będą miały swe miejsce we Wszechbudzimiryzmie. Wierze w której będzie można wyrazić swoją opinię i jej bronić!
-To nie ma sensu! – Zakrzyknął jeden z frarów. Budzimir przejechał palcem po gardle i woj przebił go włócznią.
-Rzecz jasna, nie każdą. Te właściwe, wolne od Gierkemiasza zbierzemy w dwóch nurtach. Jeden z nich zachowa w sobie wszelkie Nauki Budzimira III, drugi zaś oparty będzie o moje Nauki Budzimira IV. Weerlandczyk będzie mógł między nimi wybrać, zaś Hirschberg będzie mógł oprzeć swą wiarę wyłącznie na moich. Nazwiemy to tak: Dwie Wielkie Tezy Antagonistyczne. Domy Prabudzimira zaś przemianujemy na Domy Tez. W nich zaś będą dysputy, kłótnie i żar wiary, nie zaś nudne modły, które żadnej pasji nie wywołują. Czy obie strony są gotowe taki układ zaakceptować?
Gdy Wiesław wymykał się z audytorium słychać było już wyłącznie głosy akceptacji. Komnata Bimbru była blisko.


Wielki Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali
To  religijny reformator i twórca Wszechbudzimiryzmu opartego na filarach Wielkich Tez Antagonistycznych. Ostatni władca Budzimiratu Weerlandu. Patron Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, dyskusji, podróży, krzewienia wiary, instalacji sanitarnych i donoszenia za granicę. Za swój udział w rozkwicie wiary i przekształceniu jej w formę, którą po niewielkich zmianach zachowuje po dziś dzień, jako jedyny po Pierwszym tytułował siebie z przydomkiem Wielki.
Witosz z Grochali był człowiekiem z gminu, dalekim od możnych frarów. Urodził w portowym burdelu, szczycącym się kilkoma wizytami Mistrza Budzimira III. Tam też spędził swoje dziecięce lata aż pewnego dnia sam Trzeci podczas wizyty wybrał go na swojego towarzysza stolcowego. Czy to było zaangażowanie Witosza, czy coś innego, Budzimir coś w nim ujrzał i zabrał go ze sobą do Nowodomu. Witosz kontynuował udzielania ablucji zamieszkując z Budzimirem III i jego czterema uczniami. Pozwoliło mu to na uzyskanie wielkiej wiedzy teologicznej i politycznej.
Mistrz Budzimir III był jednak sędziwy i już wkrótce na łożu śmierci wyraził swoją niepochlebną opinię o uczniach. Miał wtedy powiedzieć, że młody Witosz lepiej się od nich nadaje na władcę niż oni, co zostało uznane za wskazanie następcy. Nowego Mistrza miał wybrać Dom Publiczny w którym zebrało się 100 frarów z całego Weerlandu, Neomezytu i Zarzeżusza. Oprócz Witosza zgłosiło się trzech z czterech uczniów Budzimira III, jednak to właśnie Witosz wygrał otrzymując 27 głosów. Doszło wtedy do kłótni odnośnie reasumpcji głosowania. Podczas niej podpalono Dom Publiczny, a ogień strawił większość popleczników Witosza.
Nowo wybrany Mistrz Budzimir IV musiał zbiec na północ, gdy Weerland pogrążył się w wojnie między domenami antybudzimirów i tylko zarzeżusze weerlandzkie zachowało neutralność. Rozpoczęło to konflikt zwany wojną czterech czwartych. Wkrótce potem Budzimir IV trafił na dwór freiherra Hirschbergii, Chłopacego Faradobusa. Ten początkowo planował wykastrować gościa, jednak poznawszy jego historię dostrzegł w niej analogię do losów swego dziadka Przemysła. Między Budzimirem, a Chłopacym nawiązała się twarda męska przyjaźń. Spędzali ze sobą całe dnie wspólnie pijąc, polując, spacerując trzymając się za ręce, czy ujeżdżając konie.
Budzimir IV przekonał Chłopacego do przyjęcia budzimiryzmu. Nauki Budzimira III zabraniały nawracania, ale obeszło się to nowym podejściem do wiary. Chłopacy wraz z całym swym miastem wygłosili przysięgę zwaną dziś jako Hirschberska Teza Antagonistyczna, a następnie na wzór rotryjski Budzimir IV pobłogosławił Chłopacego na króla całej Hirschbergii. Roszczenia terytorialne królestwa wykraczały daleko poza władzę Chłopacego, więc Budzimir IV ruszył na wielką misję na północ, by wiarą zjednoczyć plemiona germańskie.
Misja ta była trudna, jednak Budzimirowi nie brakowało elastyczności. Nie mogąc po dobroci wyrugować lokalnych wierzeń postanowił synkretycznie włączyć je w skład Wszechbudzimiryzmu, a dawne plemienne bóstwa takie jak Lachtprügel, Spitzer czy Wasserfrau uznawane były za Świętych Ludzi. Kapłanom i szamanom plemiennym obiecywał rozliczne przywileje za nawrócenie się oraz spreparowanie wizji i proroctw mających skłonić wodzów do ugięcia kolan przed królem Chłopacym. Podczas swej misji pokazywał plemionom cuda inżynierii takie jak taczka, proch strzelniczy, czy chomąto, które założone na kobietę pozwalało oszczędzić konie. W kilka lat odmienił oblicze ziemi, tej już hirschberskiej ziemi, pokojowo zjednoczonej pod jednym ośrodkiem władzy królewskiej.
Aby odwdzięczyć się Budzimirowi IV król Chłopacy postanowił zebrać armię, która pozwoliłaby odzyskać mu Weerland. Zwaśnione od wieków plemiona miały trudności z utrzymaniem spokoju, toteż z chęcią przystały na jedną zorganizowaną wyprawę wojenną.
Wędrująca armia nie gwałciła, nie rabowała, ani nie paliła wiosek interesując się wyłącznie celami militarnymi. Takie barbarzyństwo kompletnie zbijało z tropu weerlandzkich frarów, którzy nie wiedzieli jakie kroki podejmować. Specjalny pas wiosek ze spichlerzami i ładnymi kobietami na granicy Weerlandu miał nasycać wroga, jednak Hirschbergowie po prostu je minęli. Ostatecznie armia królestwa pokonała osłabione latami wojny domowej siły antybudzimirów. Niestety jeden z nich tuż przed schwytaniem pożarł skradzioną tiarę Budzimira III. Chłopacy podarował Budzimirowi IV nową i większą, dodatkowo cementując przyjaźń.
Mistrz Budzimir IV zasiadł na tronie nowodomskim, antybudzimirów spotkał zasłużony los. Wojciech Trąbiński, jedyny inny żywy uczeń Trzeciego, rektor uczelni w Karstnopolu, a co za tym idzie Wielki Frar Zarzeżusza ugiął kolan. Za nim poszli pozostali frarowie. Szybko się jednak okazało, że nauki, które głosił Mistrz Budzimir IV i które przyjęła północ nieszczególnie się zgadzały z kazaniami jego poprzednika. Napięcia tym powodowane spowodowały, że rok później na Zarzeżuszu Weerlandzkim na uniwersytecie w Kartsnopolu zorganizowano Wielki Zjazd. Uczestniczyli w nim Mistrz Budzimir IV, król Chłopacy I oraz frarowie i freiherrowie Weerlandu i Hirschbergii.
Między Mistrzem Budzimirem IV, a rektorem Trąbińskim doszło wtedy do kłótni teologicznej. Tym razem jednak zapłonął nie budynek, lecz serca budzimirystów, gdy Budzimir znalazł rozwiązanie i ogłosił istnienie Wielkich Tez Antagonistycznych wyznaczających dwie pierwsze szkoły Wszechbudzimiryzmu. Pozwoliło to zachować Weerlandczykom dawne tradycje, ale i dalsze krzewienie oraz rozwój odmiennego nurtu wiary poza granicami Weerlandu. Dawne miejsca modłów, Domy Prabudzimira przekształcono w Domy Tez, miejsca rozwoju nurtów i dyskusji między ich zwolennikami. Mistrz Budzimir IV był z siebie tak zadowolony, że wydał edykt nakazujący tytułowanie go Wielkim pod karą wyrwania języka.
Dalsze losy to już bardziej polityka i nie ma co się rozpisywać o takich szczegółach. Że co, że Wielki Mistrz Budzimir IV w zamian za pomoc militarną obiecał na piśmie Chłopacemu I, iż po jego śmierci Weerland trafi pod panowanie królów Hirschbergii? Po co o tym mówić, to niedobre jest.


Symbolem Wielkiego Mistrza Budzimira IV są cztery palce. To nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Są one pełne zapisków dotyczących samej Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, stąd też zajmują dużo miejsca, a jeszcze więcej na terenach Królewskiej Guberni Hirschbergii. Wśród ksiąg wiele dotyczy politycznych aspektów dziedzictwa Wielkiego Mistrza. Zgodnie z zasadą czystości tez przedstawiają one przede wszystkim hirschberską narrację o słuszności wszystkich podjętych decyzji i niegodności Mistrza Budzimira V do objęcia władzy nad Weerlandem. Jako, że sam Mistrz Budzimir V nie jest Świętym Człowiekiem, wszelkie zapiski dotyczące jego rozlicznych manipulacji, spisków i innych okropieństw, których dokonał w trakcie swego magicznie przedłużonego życia można znaleźć właśnie w tej sekcji. Przy tych księgach umieszcza się darmowy bimber chroniący przed ich złych wpływem.
Strefy Wielkiego Mistrza Budzimira IV są wyposażone w liczne gaśnice, pozwalające chronić księgi przed zakusami ze strony co bardziej radykalnych zwolenników Tezy Weerlandzkiej. Ci dalej się kłócą jak Trąbiński na zjeździe, a nawet gorzej, więc jeśli ktoś chce porządnie podyskutować, to wiadomo gdzie iść. Na terenie Guberni Weerlandziej, gdzie może zabraknąć jego zwolenników często zatrudnia się wykwalifikowany personel gaśniczy.


Kapliczki Wielkiego Mistrza Budzimira IV przyjmują formę publicznych bidetów. Za ich pomocą wierni mogą dokonywać ablucji pozwalającej na głębokie przemyślenie jego nauk i zasług. Niestety często są wandalizowane nieprawidłowym wykorzystaniem przez weerlandzkich fanatyków i sprawne spotkać można niemal wyłącznie na terenach etnicznie hirschberskich. Wielu Hirschbergów stale nosi przy sobie specjalne przenośnie minibidety, by czcić pamięć o Wielkim Mistrzu w każdym miejscu i o każdym czasie.



* Bidet.png (512.28 KB, 611x360 - wyświetlony 647 razy.)

* MBIV.png (1669.94 KB, 976x903 - wyświetlony 695 razy.)

* Logo Budzimira IV.png (5.49 KB, 200x200 - wyświetlony 751 razy.)

* Braun.png (277.9 KB, 356x474 - wyświetlony 704 razy.)
« Ostatnia zmiana: Grudnia 02, 2025, 11:23:18 wysłane przez Mistrz Budzimir VII » Zapisane

Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu
Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel
Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś!
(-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor



Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 8
Offline Offline

Wiadomości: 6878



Zobacz profil
« Odpowiedz #55 : Września 01, 2025, 04:56:34 »

Gej



Fragment pamiętników Zygfryda Hofmanna, ucznia Mistrza Budzimira V.
(…) Po tym jak Feldorm wygłosił swoje postulaty, Budzimir wpadł w szał. Od dwudziestu lat zbieraliśmy mu materiały, poszukiwaliśmy artefaktów, pisaliśmy manuskrypt, a jakiś podrzędny naukowiec ubiegł go z identyczną teorią kosmicznego Praweerlandu na publicznym wystąpieniu. Natychmiast podaliśmy uczestnikom konferencji mieszankę eterów niepamięci. Żeby było gorzej maska Olafa okazała się być nieszczelna i kiedy je szykował, to nawdychał się oparów. Nasz najlepszy alchemik na chleb zaczął mówić bep i myślę, że ktoś z nas temu dopomógł. Sama mieszanina była przez to nieefektywna i herezja zaczęła się rozchodzić po całym królestwie. (…)
Gdy aresztowaliśmy Feldorma, ten arogant twierdził, że nie mamy takiego prawa. Wielce się zdziwił, gdy pokazaliśmy mu list Chłopacego II. Niektórym wciąż się wydaje, że żyjemy w czasach króla Gromosława. Pokazaliśmy już temu, którego nikt nie zapamięta, że tylko sojusz obu tronów zapewnia stabilność.  (…)
Budzimir zasiadł na tronie z gwiezdnego metalu, opity Wywarem aż spuchł mu brzuch. Wiedzieliśmy, że szykują się wielkie czary, więc i my się nim uraczyliśmy. Żona i dzieci Feldorma płakały, gdy przyprowadziliśmy je przed oblicze mistrza, ale sam doktor był niewzruszony. Pierwszymi słowami Budzimira było nakazanie zabicia rodziny Feldorma, a wtedy ten zaczął błagać o litość. Gdy czar pirokinezy zmieniał ich w skwarki, Budzimir wykorzystał swój wyuczony mroczny śmiech, którego echo odbijało się po całej komnacie.
Zawtórował mu sam Feldorm, który rozpromieniony rzekł, iż raszplę z całego serca nienawidził, a dzieci pewnie były nie jego, a do tego jedno było muminem. Teraz miał już spokój.
Odczułem dużą satysfakcję, gdy zobaczyłem zaskoczenie na twarzy Budzimira. Ten uniósł się czarem lewitacji nad swój tron przedstawiając się i prawiąc banały. „My, wieczny i ostatni”, „Wiara bierze słabych, moja wiara, mój wszechbudzimiryzm” i inne słowa, które każdy z nas znał na pamięć. Feldorm odrzekł, że trzeba uważać, bo jeszcze linka puści i Budzimir spadnie z kilku metrów. Mistrza wielce to rozeźliło, podleciał do Feldorma i chwycił go za gardło, a nam nakazał wymalować rytualny krąg.
(…)
Inkantacje zaczęły wysysać wszelkie światło z sali. Na szybko łyknęliśmy jeszcze Wywaru i przygotowaliśmy się do obrony kręgu. Nie musiało minąć dużo czasu, a oni przybyli. Zupaztrupa, Koń Pławański, Atomowy Antoni zesłali swoje awatary, a my odganialiśmy je błyskawicami. Tylko Olaf schował się pod ławą i płakał.
Mistrz Budzimir zaczął przeklinać doktora Feldorma. Rzekł iż ten zostanie zapamiętany inaczej niż by chciał. Jego ciało odmówi mu posługi, a opiekuni będą jego oprawcami. Że przed śmiercią własnego wroga będzie błagać o pomoc, ale ta nie nadejdzie.
Gdy prawił te słowa, salę zaczął wypełniać sam Kurda-Burda. Nasze czary nic mu nie czyniły, a ten zbliżał się do kręgu, by się pożywić. Budzimir rzekł jednak słowo kończące rytuał i wszelka magia się rozpierzchła, a wraz z nią rozpadły się i awatary kurdupli.
Feldorm milczał, a Budzimir kazał zabrać go do lochu.


Debata między doktorem Miestwinem Feldormem, a Mistrzem Budzimirem VI Olafem Göringiem. Audycja Radia Ludów.
Dobry wieczór towarzysze. Nazywam się Anike Nemayer i dziś będę moderatorką wyjątkowej debaty. Do naszego radia wstawił się Mistrz Budzimir VI oraz doktor Miestwin Feldorm. Po raz pierwszy będą oni rozmawiać na temat przeszłości i przyszłości dawnej religii państwowej, Wszechbudzimiryzmu. Głos pierwszy zabierze doktor Feldorm.
-Ja chciałbym podziękować za te zaproszenie. Te kilka lat nieuzasadnionego pozbawienia wolności bez wyroku żadnego sądu niemal przekonało mnie, że nie warto przedstawiać swoich poglądów. Na szczęście zmiany ustrojowe uczyniły nasz kraj wolnym i wreszcie mogę się swobodnie wyrażać. Jest to zasługa władzy ludowej, partii oraz jej komitetu centralnego. Nie żywię jednak urazy do Mistrza Budzimira VI. Poprzednik znany był ze swoich nadużyć, ale nie jest to wina obecnego arcypatriarchy. Dlatego chciałbym na początek wyciągnąć rękę na zgodę.
-Panu to ja mogę nogę podać.
-I to mnie usatysfakcjonuje. To poproszę mistrza o nogę.
-A już podaje, tylko buta zdejmę.
-No, to teraz możemy kulturalnie porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną. Chciałbym teraz zapytać. Dlaczego Mistrz Budzimir tak bardzo boi się tez pobocznych o kosmicznym pochodzeniu Weerlandczyków? Mam na nie rozliczne dowody anegdotyczne.
-Panie, co pan. Miała być demokracja, a każdy wygaduje co chce. W kosmosie to są meteory i etery, a nie tam żadni Weerlandczycy. Jak tak bardzo pan chce to se pan poleci tam balonem i nie wraca.
-Choćby przypowieść o żelaznych smokach. Żyjemy w czasach niezwykłych, a na naszych ulicach jeżdżą samochody. Gdy na nie popatrzeć i spróbować zastosować perspektywę prymitywniejszych ludów, które utraciły dostęp do technologii, to czy nie można ujrzeć w nich smoki?
-A ja jakiś głupol jestem, że mam jak człowiek z lasu myśleć? Ja całe życie w mieście. Wielki Mistrz Budzimir I rzekł żelazne smoki, bo i widział żelazne smoki. A pan widział nieżelazne, że żelazne panu przeszkadzają?
-Wielki Mistrz Budzimir I używał słów, które mogli zrozumieć jego słuchacze. Ja żadnych smoków nie widziałem, bo smoków nie ma. Podczas dziewiętnastej wojny szparagowej między Sarmacją, a Trizondalem kilka lat temu obie strony wykorzystywały tropikalną wyspę Aralia do przeładunku towarów. Samoloty lądowały tam jeden za drugim. Wojna się skończyła i więcej samolotów już nie było. I proszę sobie wyobrazić, co się stało. Dawne lotniska otoczone zostały kultem. Lokalne dzikusy budują samoloty ze słomy i oddają im cześć. Zakładają drewniane słuchawki i udają wieżę kontroli lotów. Tak właśnie się dzieje, gdy jakiś lud traci dostęp do technologii! Uznaje ją za boskość i magię!
-Pan w ogóle nie mówi na temat. Gdzie Aralia, a gdzie my są? My tu na Ostii jesteśmy i do samolotów nikt się nie modli. A magia przecież istnieje i sam Pan ją widział.
-Jak się Budzimir V z wami, swoimi uczniami jakiegoś halucynogenu napił, a potem wszyscy machaliście rękami i wydawali onomatopeje? Ja pamiętam, że nawet mnie przeklęto. No i co, i jestem wolny, do mediów mnie zapraszają, szanują. Taka to wasza klątwa i czary. Wszystko to kłamstwo jak obie tezy antagonistyczne!
-Co pan znów, panie, no co pan. To nie wolno tak na Wielkie Tezy tak mówić. W ogóle to uważam, że są trzy rodzaje prawdy. Święta prawda, tyż prawda i gówno prawda. Pan dobrze wie, która jest pana.
-To Budzimir III zaczął zbierać artefakty i księgi z czasów prawdziwego Weerlandu. Nie po to by je zachować, ale żeby je zniszczyć! Budzimiryzm, a potem Wszechbudzimiryzm zaciera wszelkie ślady prawdziwej przeszłości, ale to nie musi trwać. Możemy to zmienić, zreformować wiarę i zmienić ją w prawdziwą naukę! Może odkryjemy dzięki temu zaginione technologie naszych przodków!
-Pan to jest mały zakompleksiony człowiek, który próbuje zniszczyć nasz dorobek. Całe życie się pan trząsł się ze strachu, a teraz kiedy panu wolno, pokazuje jaki jest ważny. Są takie łajniaki, które można przystawić do miodu, ale one i tak zawsze wrócą do łajna. I są tacy ludzie jak Feldorm, czy Siecki-Kram, którzy zawsze w łajnie będą grzebać.
-Czy mógłby się Budzimir choć raz odnieść merytorycznie? Wiem, że w pałacu trzyma Mistrz kilka starożytnych ksiąg. Czy zechciałby mistrz udostępnić je ludziom nauki by…
- Do mojego domu, jak do obory? Jak chce sobie pan poczytać, to może wypadałoby dom tez czasem odwiedzić. Ale to najpierw trzeba umieć czytać.
-Ja Mistrzowi nie przerywałem! Widzę, że Mistrz nie odpowie na pytanie, tylko odpowie inwektywą. Ja rozumiem, że dociekanie prawdy bywa czasem przykre i bolesne.
-Pan jest gejem, panie Feldorm.
Chciałabym panom przerwać, bo widzę, że poziom debaty spada. Proszę Mistrza Budzimira o nieużywanie takich zwrotów. Orientacja seksualna doktora Feldorma nie jest w żaden sposób związana z tematem rozmowy, ani też powodem do wstydu.
-Ale ja nie jestem…
Panie doktorze, nasz nowy wspaniały ustrój zdekryminalizował homoseksualizm i już nie musi się pan doktor ukrywać. Właśnie dostałam informację, że w Grabinie zaraz zostanie pobity rekord w lepieniu pierogów na czas, więc przerywamy transmisję i oddamy głos naszemu reporterowi. Dziękuję obu panom za poświęcony czas.
-Ja również dziękuję.
-Ale ja nie jestem….  
Radio Ludów, prawda w każdym uchu!


Transkrypt audycji radiowej „Młody Weerland” radia Neomezyt.
Cześć Prabudzimirowi, Jego poświęcenie na zawsze będzie pamiętane. Ja jestem Wojciech Smrod i mam dla was, drodzy słuchacze ważną nowinę. Dzięki datkom słyszycie teraz to, co działo się kilka godzin wcześniej. Udało nam się i mamy już przenośny zestaw nagrywający.
Znajduję się właśnie w mieście Hirschberg przed wielkim pałacem arcypatriarchy. Jak zapewne wiecie totumfanccy geja od kilku tygodni oblegają sadybę naszego poczciwego Budzimira. Domagają się, aby ich przebrzydłe herezje uznano za nic innego, jak trzecią tezę antagonistyczną. Zdrowi i normalni ludzie już dawno by sobie odpuścili, ale to co ja tu widzę drodzy słuchacze, tego nie da się opisać słowami. Sama bezczelność, by uważać, że potrzebna jest jeszcze jedna teza. Dobry tezownik Bonifacy spytany kiedyś przeze mnie o Wielkie Tezy pokazał mi dwa kciuki skierowane w górę. Co taki gej pokazałby jeszcze, no to drodzy słuchacze na pewno się domyślają. Ci ludzie, ten element animalny nie zna żadnej przyzwoitości.
Właśnie wkraczam  w gniazdo węży, aby drodzy słuchacze nie musieli. Porozmawiam z tymi, którzy się gromadzą, a może uda mi się wejść na tyle głęboko, by spytać samego geja jak mu nie jest wstyd za to wszystko. Tłum jest nawet większy niż kilka dni temu. Wszyscy są uśmiechnięci i kolorowi, machają flagami w kolorach tęczy. Zupełnie jak na tych obrazoburczych obrazach, gdzie wychodzi ona z serca rotryjskiego bożka. Wielu z nich tańczy w sposób, który cieszy samego gierkemiasza. Ta muzyka, pewnie drodzy słuchacze ją częściowo słyszycie. To nie są psalmy, tylko coś gorszego, jakieś takie, bym powiedział tekno, co to młodzież naszą bałamuci. Same melodie bez słów, bo to sam gierkemiasz przemawia, a my wierni na to odporni jesteśmy.
Widzę przyzwoicie ubranych młodych chłopaków. Garnitury i muszki mają. Może zapytam ich, co tutaj robią. Cześć Prabudzimirowi, cóż panowie tutaj robią. Czy może chcą państwo powstrzymać te szaleństwo?
-Józek, ty mów.
-Wie kogo my popieramy?
Kogo?
-Feldorma, bo on kocha naszą wiarę, wszechbudzimiryzm. Purpurowe-białe sztandary.
Ale zdają sobie państwo z tego, że heretyk Feldorm jest gejem?
-Panie, od kogo wy są?
Jestem Wojciech Smrod, radio Neomezyt.
-Pseudoreligijna szczekaczka znaczy się. To wyście wymyślili całą tą historie z gejem. Kompromaty na niego tworzycie i niech teraz zobaczy, gdzie są teraz jego wielkie idee.
Chyba każdy doskonale wie, gdzie mogą być one u geja.
- Józek może ja teraz powiem. Nie ma takiego dowodu, powtarzam jeszcze raz. Jest nagroda 500 loli dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że Gej jest gejem, bo po prostu nie jest. Proszę sobie wyobrazić, że istnieje ogromna możliwość, że nie jest. Trzeba walczyć z kłamstwami, które się szerzą. Nasz ruch jest teraz zagarniany przez dziwnych ludzi, co chcą go wykorzystać do swoich bliżej nieznanych celów i perwersji. Niszczą te historyczne wydarzenie, porównywalne tylko ze zjazdem w Karstnopolu. To nie są prawdziwi patrioci. Jutro jest 13 kwietnia, tak? Święto Tez Antagonistycznych. Dlaczego tutaj nie widzę żadnej purpurowej flagi? DLACZEGO? KURWAAAAAAAA, DLACZEGO? No, to jakieś pytanie jeszcze?
Myślę, że nie ma takiej potrzeby, a moi drodzy słuchacze sami ocenią. Pójdę teraz dalej. Bardzo mnie smuci, że tacy młodzi ludzie, z przyszłością, kulturalni dają się w to wciągać. Jeszcze kilka dni i sami zrzucą garnitury i będą nie do odróżnienia od otaczającej ich hołoty. Czego ja tu nie widzę? Grubasy chodzące z bebzonami na wierzchu, na prawo grupa ludzi przebrała się za kolorowe zwierzęta, do tych nawet nie odważę się podejść. Ale, ale cóż to moje oczy widzą, jakaś młoda dziewczyna idzie całkiem naga. Mmmm… cycunie. O nie, inne kobiety narzuciły na nią koc i coś krzyczą. Dlaczego one to zrobiły? I tak nie zrozumiem, ale dla was drodzy słuchacze, zapytam. Przepraszam Panią, dlaczego pani osłoniła i skrzyczała tę cudną damulkę?
-Żeby takie patriarchalne świnie jak ty się do niej nie śliniły!
Prabudzimir by inaczej świat stworzył, jakby nie chciał by było na co popatrzeć.
-Ty się już nie zasłaniaj wiarą ty… ty mężczyzno. Chcielibyście tylko na nas patrzeć, traktować przedmiotowo, ale to się wkrótce skończy. Idzie postęp! Dość kusych spódnic, ponętnych ubrań i obcasów. Kobiety będą ubierać się skromnie i tylko na czarno oraz zasłaniać twarze. Wtedy już sobie nie popatrzycie a my będziemy wolne!
Panie, widzę, lubią dużo mówić o tak zwanej wolności.
-Dokładnie, wolność, szacunek i tolerancja to podstawy nowoczesnego społeczeństwa. Bez nich nic nie osiągniemy!
Szacunek, Pani powiada. A gdzie w tym wszystkim jest szacunek dla porządnych ludzi wyznających tradycyjne wartości takich jak moi słuchacze? Afiszują się państwo w biały dzień na ulicach, a na nich są dzieci. Wielu ze słuchaczy uważa, że takie bydło jak Panie powinno się rozstrzelać i mają w tym poparcie licznych nauk Budzimirów. Ich wolność do tego jest gorsza, tak?
-Nie można tolerować przemocy!
A, rozumiem, czyli tolerancja to jest dla swoich, ale nam to już się nie należy. Porządnym wojownikom wiary, ciężko pracującym weerlandzkim mężczyznom wolność zbędna, tak?
-Mężczyźni chcą tylko nas gnoić, a największy patriarcha, to arcypatriarcha! Nie pozwolimy by urodzenie się jako kobieta czyniło dalej kimś gorszym. Pora na nowe!
-I dla osób po zmianie płci też!
-Ingeborg, nie teraz. Mężczyzna zawsze pozostanie mężczyzną i zachcianka kobiecości to przykład traktowania nas z góry!
-Gówno tam wiesz, a się wypowiadasz. Ja chcę dodać…
-To ja udzielam wywiadu!
-Teraz ja będę suko!
Oj myślę, że Panie powiedziały wystarczająco. Zostawmy je sobie samym. Pora zagłębić się dalej w te homoseksualną norę. Jak drodzy słuchacze słyszą, to miejsce jest toczone konfliktami wywołanymi podszeptami gierkemiasza. Oni sami nie wiedzą czego chcą, a próbują na nas cokolwiek wymusić. I to naszym zadaniem jest batogiem naprostować tych ludzi na właściwą ścieżkę, bo czego my chcemy, to akurat wiemy. A jeśli o batogu mowa, to widzę przedstawicieli reżimu. Warto zapytać i ich. Czołem towarzysze, czy ktoś z towarzyszy uprawniony jest do udzielania wywiadu?
-Porucznik Bodo Kunst. Komenda główna milicji politycznej stołecznego miasta Hirschberg.
Towarzyszu Kunst. Czy mógłby towarzysz pokrótce opisać sytuację?
-Sytuacja jest stabilna. Monitorujemy ją, aby zapobiegać zdarzeniom o charakterze anar… anarustycznym i antypaństwowym. Nasza władza ludowa uczyniła republikę państwem świeckim, więc samo protestowanie przeciwko Budzimirowi jest legalne. Organizatorzy zostali zweryfikowani politycznie i złożyli stosowne oświadczenia. Dziś doszło do trzech incydentów. Jednym była przemoc fizyczna między uczestnikami manifestacji, a grupą zaborców. Dwa pozostały były znacznie poważniejsze, mianowicie doszło do zmarnowania alkoholu.
Czy mógłby towarzysz przybliżyć okoliczności tych zbrodni?
-Dwukrotnie osoby uczestniczące w proteście rozpoczęły wygłaszać tezy o szkodliwości trunków alkoholowych i konieczności wprowadzenia prohibicji. Następnie dokonały one wylania weerlandzkiego bimbru na ulicę. Osoby te zostały natychmiast aresztowane i w ramach sądu piętnastominutowego skierowane na przymusowe leczenie w klinice alkoholizmu. Podjęliśmy próby zabezpieczenia wylanych trunków, ale niestety bardzo szybko wsiąkły między bruk.
Skoro manifestacja prowadzi do takich zbrodni, to czy rozważane jest jej rozgonienie?
-Ta decyzja należy do komendanta głównego. Otrzymaliśmy przykaz, by traktować ją łagodnie. Jeśli jednak któryś z uczestników podniesie rękę na władzę ludową, to władza mu tę rękę utnie.
Dziękuję za udzielenie odpowiedzi. Jak słychać, władza po cichu wspiera te wydarzenie. Pozbawieni czci i wiary komuniści liczą na to, że cudzymi rękami zniszczą Wszechbudzimiryzm. Powoli zbliżam się do pałacu naszego ukochanego Mistrza Budzimira. Po zapachu siarki antycypuje, że wkrótce zobaczę samego Geja. Prabudzimir pokarał go wylewem i życiem jako sparaliżowana pokraka. Zamiast go schować, lub wyśmiewać, jego środowisko wciąż ma go na swych sztandarach. Widzę go, otoczonego najwierniejszymi akolitami, kapłanami herezji. Prowadzą go na wózku, hehehe, pewnie sra pod siebie pokrak jeden. Spróbuję z nim porozmawiać. Dzień dobry, czy doktor Feldorm udziela wywiadów?
-Hejunia, jestem Julke. Moje zaimki to onu/jenu. A twoje?
Wojciech Smrod, Radio Neomezyt. Czy mogłaby pani odpowiedzieć na moje pytanie odnośnie doktora? Widzę, że to pani pcha wózek.
-Proszę mnie nie misdżenderować, bo to niekulturalne. Tak samo niekulturalne jest niepodanie swoich zaimków. Bez nich nie ma mowy o wywiadzie.
W takim razie moje zaimki to dzik/dziku. Czy teraz pani dopuści mnie do doktora?
-Powiedziałom dziku, że jest dzik niekulturalny. Pan doktor Seldorm jest bardzo osłabiony latami prześladowań za swoją orientację. Nadal jednak, rozumiejąc swoją ważną rolę dla wolności wszystkich tożsamości płciowych, walczy o wprowadzenie trzeciej tezy do skostniałej, nudnej hetero-wiary.
Chciałbym jednak zapytać o kwestie związane z interpretacjami przypowieści o Prawdziwym Weerlandzie i kosmosie.
-Ale to wszystko jest nieważne. To nowe przykazania miłości i tol