Pokaż wiadomości
|
|
Strony: [1] 2 3 ... 459
|
|
1
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Lutego 12, 2026, 01:35:44
|
Prawowity Artykuł z „Der echter Hirshberger“ Superjoxx znów ratuje Hirschbergię! Wczorajszy dzień dla mieszkańców gminy Krotoschinau w Nordhirshbergii zapowiadał się na kontynuację post-pseurewolucyjnego dramatu! W**rlandzkie siły wpływu pod pretekstem zatruć Salmonellą odcięły dostęp do wody pochodzącej z gminnych wodociągów i zakazały korzystania z lokalnych studni. Jest to haniebny przykład rozlicznych prześladowań Hirschbergów, którzy nie mogą wyżyć na samym alkoholu, tak jak podejrzanie rosnąca w całej Hirschbergii rządząca mniejszość w**rlandzka. (Przypominamy, że do każdego numeru dołączany jest dodatek „Jak rozpoznać w**rladzkiego osadnika”.) Po przeanalizowaniu pochodzenia przedstawicieli pracowników sanitarno-epidemiologicznych i wodociągowych okazało się, że gdy zagłębimy się tylko 6 pokoleń w tył, każdy z nich okazał się być skażony południową krwią. Felerną decyzję podpisał niejaki doktor Adolf Ciapka. Ciapka! Stąd też wszyscy trzeźwo myślący wiedzieli, że padają ofiarą spisku. „Moje dzieci usychają z pragnienia, ale się nie dam i nie kupię im Nozz-a-li napychając kabzę w**rlandzkiej Mrocznej Korporacji” – mówiła Ingeborg (17 l.). Na nasze szczęście hydro-koszmar szybko został ucięty przez bohatera wszystkich Hirschbergów, zamaskowanego mściciela znanego pod pseudonimiem Superjoxx. We wczesnych godzinach przedpołudniowych razem z komandem popleczników dokonał w pełni uzasadnionej interwencji w imieniu narodu w siedzibie wodociągów. Mimo wyraźnych odgłosów strzałów, nikt nie wzywał tak zwanych służb porządkowych, a raczej siłowników reżimu w**rlandzkiego pod saksońskim zarządem powierniczym. Pokazało to przyzwolenie społeczne dla słusznego działania Superjoxxa.  Po uporaniu się z karaluchami Superjoxx osobiście odkręcił kurek i do mieszkańców gminy ponownie popłynęła darmowa woda. Na miejscu interwencji Nasz Bohater tradycyjnie defekował. Ten symboliczny akt świadczy o jego zdaniu na temat stanu państwa gnębionego przez dyktat mniejszości w**rlandzkiej. Następnie Superjoxx zebrał od lokalnych mieszkańców liczne dary głównie w postaci gotówki i jedzenia oraz zastrzelił wskazanego przez sąsiadów w**elandzkiego osadnika, sprawiedliwie dzieląc jego majątek. Była to już trzecia interwencja obywatelska dokonana w tym miesiącu przez Superjoxxa po spaleniu wysypiska śmieci w gminie Hermannerdorf, co zwiększyło przestrzeń na ich składowanie oraz wykolejeniu pociągu linii Laszkberg-Grabben wiozącej nowych osadników. Wciąż jednak nie wiadomo jaka jest prawdziwa tożsamość Naszego Bohatera. Wszyscy dotychczasowi kandydaci zostali w ostatnim czasie porwani i poddani torturom przez reżim, bądź znaleźli azyl w krajach wciąż uznających prawowity rząd, a Superjoxx dalej prowadzi działalność. Niektórzy nawet w pewnej naiwnej nadziei sugerują, że może być on jednym z Dziedziców Ferdynanda. Faktem jest, że nie znamy obecnej lokalizacji Joksymila i Ametysta Faradobusów, jednak nawet jeśli nie mają z Superjoxxem nic wspólnego, to z pewnością go popierają. Niech Świetlisty Jeleń oświeci Hirhsbergię!Fragment oficjalnych wspomnień Króla Joksymila (…) zatem gdy dotarły do mnie pogłoski o tajemniczych wydarzeniach w Vergen, jako, jakby to rzec, prawdziwy reprezentant ludu, musiałem sprawę zbadać i ewentualnie zainterweniować. Majątek Krzysztofa Septimusa był już częściowo zabezpieczony przez niezmiernie dyletanckie służby (…), toteż nie stanowiło to dla mnie problemu, aby dotrzeć do samej anomalii wyglądającej jak lewitujący płynny pryzmat. Obserwując zaginanie i interferencje fal w samym spektrum widzialnym na bazie znanej mi literatury z dziedziny fizyki kwantowej zrozumiałem, że mam do czynienia z tak zwaną robaczą dziurą. Zakrzywieniem czasoprzestrzeni prowadzącym do zupełnie innej części wszechświata. Nim się obejrzałem zostałem otoczony przez kilkunastu żołnierzy, nie byli to jednak poborowi z PMOB, bo ci nie daliby rady mnie podejść, lecz przybysze z drugiej strony. Gestami zachęcili mnie bym wrócił razem z nimi. Po krótkim zastanowieniu, zważywszy na to, że nawet prowadzenie działalności pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie przynosiło oczekiwanych skutków, postanowiłem wraz z nimi wstąpić do portalu. Przy całej zwykłości mojej osoby, jako pierwszy budzimirysta opuściłem krainę na którą zesłano wiernych Prabudzimirowi, by poszukać odpowiedzi poza Polinem. Świat, który odwiedziłem, zwany Ziemią nie różnił się szczególnie od naszego. Grawitacja i czas trwania doby były identyczne. Mieszkańcy niemal nie do odróżnienia od ludów Polinu. (…) Początkową barierę językową przezwyciężyłem oglądając w ichniejszej telewizji niezwykły kanał oferujący zaskakująco drogie przedmioty codziennego użytku bez których Ziemianie nie są w stanie przeżyć, takie jak, dajmy na to, turboobieraczka do jadalnych bulw roślinnych. (…) Kiedy próbowałem moim gospodarzom wytłumaczyć dobrodziejstwa socjalizmu wywołałem duże poruszenie, po czym postanowili pokazać mi jak buduje się prawdziwe imperium. Przedstawili mi system w którym minimalna rola państwa finansowana jest wyłącznie z podatków klasy robotniczej. System degresywny i liczne ulgi inwestycyjne zapewniały, że osoby z kapitałem mogły go w najróżniejszy sposób nieskrępowanie pomnażać, wydajnie powiększając produkt krajowy brutto. Rosnące w ten sposób majątki osiągały rozmiary tak gargantuiczne, że klasa wyższa z czystej dobroci serca w ramach skapywania dzieliła się nimi z pracownikami, co niewątpliwie zapewniało ogólnokrajowy dobrobyt. Świat ten miał swoje wady takie jak niewydajny system dwupartyjny, a I sekretarz tej drugiej partii zgodnie z pewnymi hipotezami miał setki lat, co wskazywało na gierkemiaszowe konotacje. (…) Mimo wszystko zdecydowanie zrozumiałem jaką przyszłość widzę dla Hirschbergii i nawet Weerlandu. Dzięki pomnożeniu majątku uczciwie zdobytego na walce z nielegalnym rządem Arkadiusza Wettina w ciągu kilku tygodni dysponowałem prywatną armią na rozkazy, a także pomocą tamtejszego rządu. Tutaj warto zaznaczyć, iż dogmatem ich stylu życia jest zbrojne niesienie go reszcie świata, co dodatkowo przyczyniło się do mojego sukcesu. W takiej sytuacji byłem gotowy by ponownie przekroczyć portal. (…)Fragment dramatu „Narodziny Premiera Tysiąclecia” (…)Na scenie po jednej stoi Amestyst, Joksymil oraz związany Arkadiusz w otoczeniu amerykańskich żołnierzy. Jeden żołnierz jest pomalowany na czarno. Za nimi podświetlony jest portal do innego świata. Po drugiej stronie sceny za barykadą kryje Laszk Młynariew wraz z siłami PMOB. Król Joksymil: Naprzód przebojem dzielni żołnierze! Nawet w sytuacji całkowitej defensywy wciąż mamy uzurpatora! Uzurpator Arkadiusz: Poddaj się Laszku, bo nie warto walczyć za mnie, uzurpatora, gdy obok jest prawdziwy król! Książe Ametyst: Nie chcę tu być. Laszk Młynariew: Wyprowadzić żywe tarcze! Na scenę wbiega wielu cywili, żołnierze amerykańscy krzyczą pif-paf, a cywile padają na ziemię. Chórek: Jak on mógł tylu niewinnych poświęcić. Godność swoją tym bezcześcić. Król Joksymil: Nie znasz ty Laszku żadnego honoru. Być może dałbym radę zwyciężyć z ludźmi, ale nie z bestiami! Potrzebujemy wsparcia! Murzyn biegnij po nie. Pomalowany na czarno żołnierz Joksymila biegnie przez portal poza scenę. Laszk Młynariew: Szybko, musimy pokonać Joksymila nim wezwie wsparcie. Wszyscy do ataku! Osłaniajcie mnie! Tylko się nie mieszajcie, Joksymil jest mój! Król Joksymil: Niechaj wszyscy strzelają w kierunku Laszka, jeśli zginie on, to PMOB bez dowództwa nie będzie w stanie nacierać. Odbywa się wymiana ognia między żołnierzami poprzez okrzyki „Pif-Paf”. Po chwili padają wszyscy żołnierze Joksymila i część żołnierzy Laszka. Joksymil łapie Arkadiusza i się nim zasłania. Król Joksymil: Choć mam świadomość jakie to jest niskie zagranie, zmuszony jestem zagrozić, że jeśli podejdziecie, to zabiję uzurpatora. Uzurpator Arkadiusz: Na nic innego nie zasługuję. Laszk Młynariew: Nie, nie, nie, najpierw musisz się z kimś spotkać. Nadzorco Pumeks! Joksymil się stęsknił! Na scenę wkracza wysoki żołnierz ze szczypcami do urywania jąder. Chórek: Oto Pumeks okaleczyciel, jądra Joksymila pozbawiciel. Król Joksymil: Nieeeeee. On sie patrzy tato nieeeeee! Zabijta go no! On mnie części skarbu pozbawił! Wykorzystując chwilę nieuwagi Uzurpator Arkadiusz odwraca się, pluje na Joksymila i zaczyna uciekać skacząc na jednej nodze na stronę Laszka. Żołnierze PMOB krzyczą „Pif-Paf”, a portal zaczyna mienić się innymi kolorami. Trafiony Joksymil efektem pirotechnicznym traci rękę, ale drugą chwyta uciekającego Arkadiusza. Król Joksymil: No i co teraz uzurpatorze? Uzurpator Arkadiusz: Ja przynajmniej mam dwa. Po tych słowach Arkadiusz łapie zębami z podłogi odłamek i wbija go w twarz Joksymilowi. W tym czasie Laszk Młynariew schodzi ze sceny od frontu i przekrada się na drugą stronę spoglądając w stronę widowni, szelmowsko ruszając brwiami. Zakrada się za Joksymila i Arkadiusza. Król Joksymil: Moją wolą jest wola całego narodu Hirschbergii, całego zjednoczonego królestwa! Drobne urazy nie mają znaczenia. Laszk Młynariew: Kiedy tak sobie dyskutowaliście podszedłem do was. Joksymilu, nie mam innego wyboru. Laszk Młynariew wyciąga pistolet i mierzy w krocze Joksymila. Światło na scenie gaśnie. Laszk Młynariew: Pif-Paf Chwila ciszy. Chórek: Wojnę przegraną prawdziwy król toczył. Arkadiusz był głupi i w majtki się zmoczył. Światło wraca, na scenie znajdują się tylko Laszk Młynariew w zakrwawionym płaszczu i Król Joksymil, a także mrygający światłem portal. Joksymil podpięty do portalu linką leży, a jego głowa podtrzymywana jest przez Laszka. Król Joksymil: Cóżeś uczynił Laszku, jako dzieci byliśmy przyjaciółmi. Miałem wizję doskonałego świata i byłoby w niej miejsce dla ciebie i Weerlandczyków. Mogłeś mi pomóc naprawić błędy przeszłości, lecz wolałeś brnąć w koszty utopione i teraz nie ma już odwrotu. Laszk Młynariew: Składałem przysięgę królowi Arkadiuszowi, a jestem słownym człowiekiem. Wybór mają nieliczni i pozbawieni znaczenia. My, wielcy tego świata niesieni jesteśmy wiatrem historii, pozbawieni steru. Błędy to nie nasza wina i żadna komisja weryfikacyjna tego nie zmieni. Król Joksymil: Rozumiem i widzę w tobie zarówno dobro, jak i zło. Niechaj Zjednoczone Królestwo otrzyma ode mnie jeszcze jeden dar. Zabiore ze sobą to co złe w tobie i tylko dobre zostawię. Laszk Młynariew: Czy naprawdę to potrafisz? Król Joksymil: Potrafię i uczynię mój przyjacielu i kiedyś będziesz zapamiętany nie jako królobójca, lecz Premier Tysiąclecia. Tylko pamiętaj, uchroń Ametysta, on jest twoją nadzieją na wybawienie. Laszk Młynariew: Przysięgam, że nic mu się nie stanie. Joksymil tuli Laszka i zdejmuje z niego zakrwawiony płaszcz po czym zostaje przeciągnięty na lince i znika za portalem poza sceną. Światło na scenie gaśnie. Chór: Błędy Młynariew Popełnił, lecz bardzo ich potem żałował. Przysięgę swoją on spełnił, wkrótce Ametysta koronował Światło wraca, na scenie leży masa trupów. Arkadiusz siedzi w kałuży moczu. Ametyst płacze patrząc na portal obok którego stoi Laszk. Laszk spogląda na ametysta z zadumaniem. Koniec sceny 3 (…)Król Joksymil I Faradobus Znany jako Obfity, Superjoxx, Prawowity Król, Dziedzic Ferdynanda, Jego Obfitość, Obrońca, Myśliciel, Podróżnik Między Światami, Wieczny Senior oraz Drugi Syn. To patron walki o wolność, rodu królewskiego, a także umów bilateralnych na linii władza-struktury Wszechbudzimiryzmu. Dodatkowo jest on pierwszym, który udał się poza ten świat, a nawet wrócił. Joksymil urodził się jako drugi syn byłego króla, a ówcześnie I sekretarza Komitetu Centralnego Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, Ferdynanda Faradobusa. Ze względu na zasady dziedziczenia kompletnie niezwiązane z systemem feudalnym jego starszy brat Chłopacy wyznaczony był na następcę Ferdynanda, a sam Joksymil, obdarzony wyjątkowym talentem naukowym, desygnowany został na przyszłego dziekana wydziału chemii. Jego specjalizacją były polimery organiczne, a największym osiągnięciem jeszcze w czasach szkolnych było stworzenie popularnego materiału do torebek foliowych JF-1, który po zaledwie kilku dniach rozpada się na korzystny dla środowiska, rozpuszczalny mikroplastik. Na jego nieszczęście, zanim zdążył skończyć doktorat, co było planowane na 17 rok życia, doszło do wybuchu pseudorewolucji, która obaliła legalne władze, a na tronie królewskim usadziła zagranicznego uzurpatora, który tytułował siebie Arkadiuszem II. Podczas jej przebiegu zginął Chłopacy, a Joksymil uciekł za granicę z Ferdynandem i młodszym bratem Ametystem. Razem z ojcem prowadzili trudne życie handlując używanym sprzętem AGD. Gdy Ferdynand zmarł na wygnaniu, Joksymil zapewnił Ametystowi bezpieczeństwo i powrócił do ojczyzny jako zamaskowany mściciel o pseudonimie Superjoxx. Przez kilka lat prowadził nierówną walkę partyzancką głównie na terenie Hirschbergii, gdzie dbał przede wszystkim o interesy prześladowanych wówczas Hirschbergów. Znalazł w tym poparcie pewnych środowisk o charakterze narodowym, ale nie ma dowodów na to, by bezpośrednio z nimi współpracował. Jego czcigodna działalność spotykała się głównie z drwinami i niezrozumieniem ze strony Arkadiusza oraz jego niezidentyfikowanych pomagierów, więc ostatecznie ujawnił on swoją tożsamość. Niestety i to nie pomogło. Gdy w majątku Vergen na północy Hirschbergii otworzył się portal do innego świata, Joksymil jako jedyny znany nam człowiek z Polinu go przekroczył. Wkrótce potem wrócił z wielką armią, której udało zająć większość Hirschbergii, w tym Hirschberg-Joksopolis (zwane wtedy Arkopolis) i uwięzić uzurpatora Arkadiusza. Niestety siły pseudorewolucyjne były wówczas zbyt potężne. Pod wodzą Ciecierada Ciecieląga i Laszka Młynariewa -Psa Uzurpatora (nie mylić z Premierem Tysiąclecia) odzyskały wyzwolone wcześniej tereny, a sam Joksymil zginął w Vergen wpadając do uszkodzonego w trakcie bitwy portalu. Pamięć o nim jednak nigdy nie zaginęła, a trawiony poczuciem winy Laszk Młynariew podczas kolejnej kontr-pseudorewolucji bohatersko ogłosił się królem Weerlandu i porzucił Arkadiusza, dzięki czemu na tronie Hirschbergii zasiadł młodszy brat Joksymila, Ametyst I Faradobus. Wkrótce potem Laszk Młynariew ugiął kolana przed prawowitym władcą. W późniejszych latach w ramach normalizacji stosunków między Wszechbudzimiryzmem, a tronem, za drobną opłatą Joksymil został ogłoszony świętym człowiekiem Tezy Hirschberskiej. Jako wielki bojownik o wolność i równość jest on patronem wszystkich tych, którzy występują zbrojnie przeciwko nielegalnej władzy. Należy jednak pamiętać, że panowanie króla Ametysta oraz Jedynej Legalnej Partii jest niekwestionowane i jakiekolwiek występki przeciwko nim to ciężki grzech. Stąd też czczenie pamięci o tym aspekcie odbywa się w ramach obowiązkowych zajęć z historii najnowszej. Prowadzący opowiadają o prześladowaniach z takim ferworem, że słuchacze sami stają się ich ofiarami i wiedzą co zrobić, gdy tylko ktoś odważy się na obecną władzę podnieść rękę. Jako patron rodu królewskiego jest on zawsze obecny w prowadzeniu kraju jako Wieczny Senior. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji każdy członek rodu królewskiego zadaje sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji Król Joksymil? Czy wójt, czy król, udają się oni wtedy do Domu Tez i studiując życiorys i dzieła Joksymila odnajdują prawidłową odpowiedź. Dla wielu budzimirystów jest on symbolem nadchodzącego końca wygnania. Jako podróżnik między światami stanowi on inspiracje dla wiernych pragnących odzyskać Prawdziwy Weerland ze śmierdzących łapsk Gierkemiasza. Jest to jednak kwestia niezwykle trudna dla Weerlandczyków. Wielu z nich nie może się do końca pogodzić z faktem, że to nie przedstawiciel ich narodu, a Hirschberg jako pierwszy mógł opuścić Polin. Wskazują oni też na to, że świat za portalem nie mógł być Prawdziwym Weelandem. Mimo wszystko nie ulega wątpliwości, że taka podróż jest pewną formą duchowej transcendencji, której nikt inny dotychczas nie dostąpił. Symbolem Joksymila jest Portal, nim oznaczone są stosowne półki w domach tez. Opracowania i analizy historyczne, pamiętnik opisujący nawet uczucia oraz myśli jakie miał podczas śmierci, rozliczne tomy o chemii polimerów, poezja i inne dzieła autorstwa samego Joksymila, fakt podróży poza świat. To wszystko pozornie wydaje się idealną przestrzenią do niezliczonych dyskusji. Te są niestety niewskazane, a w wielu Domach Tez zakazane z uwagi na obecność plugawych dywersantów wiernych władzy Arkadiusza II. Potrafią oni czaić się w korytarzyku. Niczym jaszczurki czekać aż ktoś podejdzie do półek Joksymila, po czym podbiegają i rozpoczynają snucie kalumnii gadzimi językami. Że rządowa propaganda, że kłamstwo, że Joksymil wcale nie był osobą wybitnie inteligentną, a prawda ukrywana jest w tajnych archiwach tez pobocznych. Jako autor odżegnuje się od przedstawionych przykładów i stanowczo je potępiam, osoby od których autor usłyszał takie tezy zostały zgłoszone odpowiednim służbomKapliczkami poświęconymi Królowi Joksymilowi są Ołowiane Stolce, zdobne krzesła ustawiane we wszelkiej maści urzędach i instytucjach publicznych. Są one zawsze perfekcyjnie odkurzone i gotowe, by na nich zasiąść, jednak w czasach pokoju dokonać tego nie może nawet panujący monarcha. Stanowią one bowiem symbol legalnej władzy na uchodźstwie. Władzy, która pomimo wszelkich praw nie może faktycznie objąć opieką swoich poddanych. Prawowity król może z nich korzystać w przypadku, odpukać, rebelii pozbawiających go dostępu do tronu w Pałacu Królewskim. Pierwotnie stolce były złote, ale znikały one tak często, że pochłaniało to większość lokalnych budżetów. Pamięć o Joksymilu czczona jest także poprzez wędrówki do uszkodzonego portalu w Vergen. Obecnie mieli i pochłania on wszelką materię znajdującą się zbyt blisko, stąd stanowi także główny punkt recyklingu odpadów z całego kraju. Nie stanowi to problemu dla prawdziwych wiernych, którzy mogą przy okazji pozbyć się na przykład gabarytów.
|
|
|
|
|
2
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Lutego 11, 2026, 02:04:34
|
Fragment oficjalnej nowelizacji hitu filmowego „Krwawa Plaża. Herman Pole już padł.” Sztorm przybierał na sile. Deszcz, łzy Prabudzimira nad nędznym losem Aralii, częściowo osłaniał desant. Jaskrawopurpurowe pontony 9 centurii mknęły po coraz wyższych falach z regulaminową prędkością. Morska woda zaczęła zmywać świeżo wymalowane na burtach oznaczenie Z-6 świadczące o miejscu lądowania, ale nikt się tym nie przejmował. Herman Pole poczuła na plecach pocisk od zachęcaczy i zakrzyknęła: -Sybcej. Cy chcece zyc wiecne? -Wskazała palcem na wprost, gdzie majaczyło wybrzeże tropikalnej wyspy. -Nabsud psebojem delni olnieze! Członkowie jej dekurii spoglądali na siebie nawzajem z trwogą. Mimo swej różnorodności etnicznej, wszyscy byli bladzi. Nawet hebanowa skóra poborowego Krzesąda straciła na swej barwie. Młodzi dorośli zmierzali krzewić monarchosocjalizm, ale czy byli na to gotowi? -Marcel! Nie słyszał? Towarzyszka Pole nakazała przyspieszyć. Musimy dobić do wybrzeża Aralii. Takie mamy rozkazy. -Dorzucił starszy poborowy Vram. -No kiedy silnik więcej nie uciągnie. Dotrzemy do wybrzeża Aralii zgodnie z rozkazami razem z pozostałymi. Nie mamy wyjątkowego pontonu. Jesteśmy tacy jak inni, równo i uczciwie traktowani. -Odpowiedział sternik, poborowy Marcel. Ryk fal, wiatru i silników motorowych dominował, jednak wraz ze zbliżającym się lądem dołączył inny dźwięk. Woda pomiędzy pontonami zaczęła eksplodować. -Moździerze! – Krzyknął poborowy Smetsch. -Jesteśmy pod ostrzałem artyleryjskim!- Dodał poborowy Hunk. Herman Pole poczuła, że spojrzenie w kierunku pontonu setnika da jej potrzebny komfort. Gdy skierowała ku niemu głowę w jej skośnych zongyjskich oczach odbiła się kula ognia. -Setnik nie żyje! Jego ponton wybuchł! - Jak zawsze informatywnie zakrzyknął poborowy Smetsch. -To oznacza, że nasza centuria nie ma oficera! – Ponownie dodał poborowy Hunk. -Ale to miały być tylko manewry! Towarzyszko dziesiętnik, co teraz? -Spytała starsza poborowa Wienkel. Twarze całej załogi skierowały się na Hermana Pole. Ta wiedziała, że wszystko zależy wyłącznie od niej. Musiała uratować morale swojej dekurii za pomocą płomiennej przemowy. -Towazyse! Moze i nas setnik nie jije. Moze i ceka nas pracifa bita, ale to dobze. To oznaca, ze mozemy dowiesc swoja wartosc. Ze razem ku chale Budimira mozemy pokazac swiatu potega PMOB. Aralia caji se nad przepasci. Monarchofasyscy i krafatase chco je zajac. A ne ma losu gorsego niz zyc pod nimy. Wspolne osalimy Aralia. Zabijem ich, aby oni ne byli fasyzm. Sam Budimir nas tu wysłał, a wiece dlacego? Bo on nie myli sie, a my jestemy najlepi. Nas nikt ne pokona. A jik kto umze w boj, to ne bede musial dluzej do baza, bo sluzba zasadnica koncy w chwala. Za Hirsberge, za Wyland! Z każdym słowem Hermana Pole lęk znikał z twarzy członków dekurii. Wiedzieli już jaka jest stawka. Byli dumnymi poborowymi Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira. Drobne niedogodności nie miały znaczenia. Celem ich życia było je oddać, kiedy Budzimir sobie zażyczył. Jeśli był to ten moment, to oznaczało chwilę chwały w próbie ocalenia Aralii. -Za Hirschbergię, Weerland i ocalenie Aralii przed monarchofaszyzmem! -Zakrzyczeli wszyscy, a wzrok skierowali do przodu. Miejsce lądowania Zgon-6 było coraz bliżej. Pontony płynęły, a kolejne pociski uderzały naokoło, czasem trafiając niektóre z nich. Świst pocisków zachęcających z okrętu dowodzenia stawał się coraz cichszy, jednak wkrótce dołączył do niego nowy, tym razem od kul ze strony lądu. -Strzelają do nas! -Poinformował starszy poborowy Vram. -Gofy wysoko! Ne damy se zasrasyc! – Nakazała Herman Pole, a wszyscy z dumą wyprostowali plecy. Błogosławieństwo Prabudzimira pomogło po raz kolejny. Wraz ze zbliżaniem się do brzegu, fale stawały się coraz wyższe. Za każdym razem, gdy ponton przełamywał wierzchołek jednej i schodził w dolinę przed kolejną, następowała chwila częściowego wytchnienia. Jednak w momencie wspięcia się na szczyt fali dekuria znów trafiała w krzyżowy ogień. W jednym z takich momentów pocisk dosięgnął poborowego Krzesąda. Weerlandczyk opadł na dno pontonu. -Krzesąd oberwał!- Krzyknęła poborowa Lutz i rzuciła się mu na pomoc. Po podniesieniu jego dredów odsłoniła się krwawiąca dziura w karku. – Trafił go zachęcacz! Sybcej mowilam! Widite jak to se koncy! – Herman Pole odepchnęła sternika i sama siadła za silnikiem, który od razu nabrał większej mocy. Wciąż jednak było to za mało. Przy szczycie kolejnej fali sama poczuła pocisk zachęcający, który rykoszetował od tyłu jej hełmu. -So z nym? Poborowa Lutz próbowała powstrzymać krwawienie. Jej dłonie kontrastowały na czarnej jak smoła skórze Weerlandczyka. Mimo skupienia na pomocy kamratowi, odpowiedziała.- Chyba w kręgosłup. -So se staje? -Zapytał słabo ranny poborowy. Balast sa burthe! -Rozkaz Hermana Pole był twardy, ale konieczny i wszyscy wiedzieli, że tak należy postąpić. Gdy poborowy Krzesąd trafił do wody, lżejszy ponton znacząco przyspieszył. Z każdą chwilą fale były nie tylko wyższe, ale ich zbocza stawały się stromsze. Wkrótce w niektórych miejscach zaczęły się załamywać, przewracając pontony. -Fale przewracają pontony! - Krzyknął poborowy Smetsch. -Jeśli fala załamie się na nas, to też tak skończymy! -Dodał poborowy Hunk. Tak się jednak nie stało. Wśród ognia i wody dzielna dekuria zbliżała się do plaży. Fala sztormowa docierała daleko, pozwalając przepłynąć nad większością pola minowego. Pontony PMOB jeden po drugim lądowały na brzegu, a purpurowi żołnierze wyskakiwali z nich z okrzykami chwały na ustach. Dekuria Hermana Pole dotarła jako jedna z pierwszych. Kiedy opuszczali ponton desantowy, odłamek pocisku moździerzowego urwał głowę poborowej Lutz. Jej ciało pochłonęła biała kipiel kolejnej fali, przyjmując purpurową barwę. Kolor PMOB, to był dobry omen. Gdy podbiegali do wydmy, poborowy Schtum nadepnął na minę. Zawsze chciał zostać lotnikiem. W ostatniej chwili, zanim dekuria schowała się za piaszczystą osłoną, poborowy Marcel dostał w ramię, ale zdążył paść na ziemię przed kolejnymi trafieniami. Medyk! -Krzyknęła starsza poborowa Wienkel. Razem z Hermanem Pole pociągnęły poborowego Marcela na bezpieczniejszą pozycję. Wspólnie trzymały go za ręce. -Czy ja umrę?- Spytał poborowy Marcel, a Herman Pole przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć. Postanowiła podążać za zaleceniami ze szkolenia. -Tak, po to się rodzimy. Medyk jest już w drodze. – Rzekła. -Czyli to naprawdę koniec? Przecież to tylko ręka, czy to na pewno śmiertelna rana? – Spytał znowu. -Tak, wszystko będzie dobrze. – Potwierdziła Pole. -Całe szczęście… -Westchnął Marcel. -A pamiętacie jak nam setnik kazał wymyć kibel w koszarach? W moim domu nikt tego nigdy nie robił. -Pamiętamy... -Zapewniła starsza poborowa Wienkel. -Albo jak pierwszy raz wspólnie wąchaliśmy onuce Very… Służba w PMOB pozwoliła nam rozszerzyć horyzonty. Spowodowała, że staliśmy się wzorcowymi przedstawicielami Ludu Szlacheckiego. Każdy obywatel powinien przez nią przejść, bo lepiej zginąć ku chwale Koronowanej Gwiazdy, niż żyć jak robak. To tutaj poznałem Was towarzysze, moich pierwszych prawdziwych przyjaciół. To tutaj zaznałem miłości, gdy nagle zgasły światła pod wspólnym prysznicem. To dzięki PMOB mogłem odwiedzić zagranicę. Spójrzcie tylko, jak jest tutaj pięknie. -Mówił cicho Marcel rozglądając się wokół. Cała plaża usłana była trupami w purpurowych mundurach. PMOB-iści szarżowali bez zastanowienia, ale nikt nie docierał do pozycji wroga. Nawałnica tworzyła w piasku potoki zbierające krew poległych, które łączyły się i meandrowały tworząc zmyślne wzory. Medyk z sąsiedniej dekurii powoli czołgał się, aby pomóc rannemu poborowemu. Dekurię Hermana Pole osłaniała wydma, jednak między nią, a stanowiskiem Aralczyków była otwarta przestrzeń, nie do przejścia pod ostrzałem. Kilkanaście metrów dalej wzdłuż wydmy wystawała pojedyncza rura kanalizacyjna. Wystarczająco duża, by pomieścił się w niej człowiek. Do niej dotarł starszy poborowy Vram z trójką towarzyszy. -To pewno rura z ich bazy! -Powiedział Vram. -Czyli idąc nią można do niej dotrzeć? - spytał poborowy Smetsch. -Się sprawdzi.- Odpowiedział starszy poborowy- Papke, do rury! Ekskrementy bystro wypływały z otworu do którego zbliżył się poborowy Papke. Ten spojrzał w milczeniu w smrodliwą ciemność i zatrzymał się bez ruchu. -No naprzód, na co się patrzy? -Zapytał Vram. - Nie wejdę, no ja się boje Dżuna no i… -Naprzód Żołnierz! -Krzyczał starszy poborowy, a Papke chwilę się wahał. -No na co liczy? Ja mam cię tam wepchnąć? Szybciej! Papke powoli zaczął wchodzić do rury z głową wystającą ponad brunatną ciecz. Kiedy zagłębił się na połowę długości ciała, szepnął -Nie… -Poborowy szybciej właź tam!- Krzyczał Vram, a Papke zamiast tego się wycofał. -Nie wejdę. -Orzekł Papke. – Po prostu boję się Dżuna, ja nie wejdę do kanalizacji. -Ile ma, dwa lata, czy pięć? -Nie no dwadzieścia, ale… -Dwadzieścia lat ma i się Dżuna z kibla boi? Sra też za stodołą? No naprzód! -Zapluwał się Vram, ale na nic się to nie zdało. -Nie wejdę towarzyszu starszy poborowy. W międzyczasie do rannego poborowego Marcela dotarł medyk, który pchał przed sobą apteczkę. Znajdujący się na niej symbol Kwadratowego Koła od razu dodał wszystkim otuchy. Medyk ją otworzył i za pomocą alkoholu wyczyścił czoło rannego. -Ale to na pewno konieczne? Może jeszcze trochę powalczę? -Spytał Marcel. -Ne ma takij poseby. Zarys dostaji towazys pomoc- Odpowiedziała Herman Pole i skinęła medykowi. -Prose kontynuwoac. Medyk wyciągnął z apteczki pistolet ubojowy. Załadował nabój i przyłożył narzędzie do czoła rannego poborowego -Może troszkę zaszczypać- Powiedział i pociągnął za spust, a bolec spenetrował czaszkę Marcela, przynosząc mu oczekiwaną ulgę. Po wykonanym zadaniu medyk spakował apteczkę i ruszył nieść pomoc innym rannym żołnierzom. -Chyba Vram ma problem z Papke. – Wskazała starsza poborowa Wienkel. Razem z Hermanem Pole ruszyły na czworakach do reszty dekurii. -Słuchaj abstynencie, właź tam i mnie nie denerwuj – Kontynuował Vram przy rurze do której wciąż nikt nie wszedł. -Ja nie denerwuje, ja się boję no… - Dalej mówił swoje poborowy Papke, a w tym czasie na miejsce dotarła Herman Pole. -Towarzyszko dziesiętniku. Nie chce wejść do rury za nic. Bo dwadzieścia lat ma i się boi Dżuna. -Poskarżył się bezradny starszy poborowy. -Napsut zolniez -Powiedziała stanowczo Herman Pole. -Nie wejdę towarzyszko dziesiętnik… -Papke wepchnoc- Orzekła Herman, ale nie było to konieczne. -Dobra już wejdę. - Papke natychmiast ruszył w głąb rury walcząc z odpadowym nurtem. Chwilę później wystawały tylko nogi, które starszy poborowy Vram na wszelki wypadek popchnął. -Towarzyszka dziesiętnik to jednak fachowiec jest. -Orzekł Vram z uśmiechem. -Widzi poborowy coś? -Nie, tylko śmierdzi- dobiegł głos z głębi rury. Gdy poborowy Papke zmierzał przez kanał, reszta dekurii oczekiwała na rezultat. W pewnym momencie usłyszeli dobiegający z otchłani ryk bestii, krzyk poborowego, który przeszedł w gulgotanie, a potem nastała cisza. Fekalia przestały wypływać, ustępując jedynie strużce krwi. -Dżun go dopadł. Ale przynajmniej zatkało to rurę i im tam szambo wybije. -Orzekł poborowy Smetsch. -Wiecie, że jak byłem mały, to myślałem, że dorośli po prostu je wymyślili dla straszenia dzieci? -Podzielił się anegdotką poborowy Hunk. Herman Pole musiała się zastanowić. Rura była jedyną szansą na przedarcie się. Zginęła już połowa dekurii, a nie pojawiły się żadne nowe perspektywy i możliwości. W takich sytuacjach jest tylko jedno słuszne rozwiązanie. Postanowiła się poradzić kogoś posadowionego wyżej w hierarchii. -Poborofy Hunk, prose skontatowac se z sentrum dowozenja. Powie jaka nasa pozysja i spytac o dalse rozkasy. – Po wydaniu polecenia Herman Pole wyciągnęła piersiówkę i wzięła duży łyk. Spytała gestem starszych poborowych, czy chcieliby sobie golnąć. Kiedy oboje skinęli potwierdzająco, wzięła kolejny haust, po czym odwróciła piersiówkę gwintem w dół, pokazując, że już nie ma. Nie godzi się, by ktoś ważniejszy dzielił się z gorszymi. Hunk zabierał się do roboty strasznie powoli, grzebiąc przy radiu, zupełnie jakby myślami był gdzieś indziej. -So jes Hunk. Tsemu ne robi rozkaz? -Spytała go Herman Pole, a Hunk się popłakał. -Bo ja, bo ja tak się zastanawiam. Bo nigdy nikomu o tym nie mówiłem, ale jestem. No jestem inny. Pamiętacie jak kociliśmy nowych pół roku temu? Ja wiem, że to tylko taka zabawa, ale… ja wtedy coś poczułem. I to nie przy kobitkach. Do nich ja no nigdy… ale był taki młody świeżak, taki ładny. Bo wiecie co, ja sobie poczytałem trochę o Trzeciej Tezie i porozmawiam z naszym tezanem. I… chyba… No jestem tym no… gejem jak Święty Człowiek doktor Feldorm. Czy... Zaakceptujecie mnie takiego? Plaża zamarła. Ani PMOB, ani Aralczycy nie oddawali choćby jednego strzału. Wszyscy patrzyli się w kierunku poborowego Hunka. Herman Pole wstała. Była dobrze widoczna z pozycji wroga, ale ten wyczekiwał jej decyzji. Powolnym krokiem ruszyła do Hunka i wyciągnęła w jego kierunku rękę. Gdy się zbliżała, ten się wzdrygnął i zamknął oczy, ale po chwili poczuł dobry dotyk klepania po ramieniu. Gdy spojrzał się na swoją dziesiętnik, ta się uśmiechnęła i powiedziała: -Osyfiscie! -A po niej do poklepywania dołączyła reszta dekurii: starsi poborowi Vram i Wienkel oraz poborowy Smetsch. Chwilę później z plaży dotarli inni żołnierze PMOB i ustawili się w kolejkę, by wyrazić uznanie wobec Hunka. Nawet z pozycji wroga zaczęli wychodzić wzruszeni aralscy bojówkarze, którzy dołączyli do pochodu gratulacyjnego. To wymagało nie lada odwagi przyznać się do Trzeciej Tezy w woju i nawet oni to wiedzieli. Kiedy już wszyscy skończyli, to niestety powrócili na swoje pierwotne pozycje. W ułamku sekundy na plaży rozległy się strzały i wybuchy niosące śmierć. Był to jednak pierwszy raz, kiedy narody weerlandzki, hirschberski i aralski połączył Wszechbudzimiryzm. Poborowy Hunk skontaktował się z centrum dowodzenia na kutrze torpedowym „Atares” i jego pokój ducha zniknął szybciej niż się pojawił. Spojrzał na Hermana Pole i rzekł: - Najpierw muszę powiedzieć, że urządzenia łącznościowe wyprodukowane przez Mroczną Korporację doskonale spełniają swoją rolę w warunkach polowych. Oprócz tego dozorca rozkazał nam umrzeć w boju, aby inne dekurie mogły się wycofać. Herman Pole wzięła głęboki oddech i przymknęła oczy. Przypomniała sobie swoich partnerów seksualnych każdej możliwej rasy i miejsca w których uprawiali seks takie jak łóżko, sofa, prysznic, półki Świętego Człowieka Menela. W końcu odetchnęła. -Roskas jes roskas i go fykonamy. Bo my jestesmy Psymusowe Modeowe Ociały Bujimira i wsyskich nas łacy wiara. – Dziesiętnik sięgnęła pod pancerz i szybkim ruchem ręki wyjęła na wierzch złoty naszyjnik z Kwadratowym Kołem – Pojemy wsyscy rasem! Za nasych kamratow, za wsecbujimirysm! Poborowy Hunk zakrzyknął i wyjął swój naszyjnik z symbolem Wszechbudzimiryzmu. Potem dołączyła starsza poborowa Wienkel i starszy poborowy Vram. Ku szyi zaczął sięgać i poborowy Smetsch, ale ręka podejrzanie mu drżała. W końcu zaczął powoli wyciągać swój łańcuszek, mówiąc: -Wiecie towarzysze? Ja też jestem taki trochę inny, bo ja… -Odgłos bliskiego strzału przerwał wypowiedź, a w miejscu jego prawego oka pojawiła się krwawiąca dziura. Martwy poborowy osunął się na ziemię trzymając w dłoni łańcuszek z krzyżem. -Co za obrzydliwy zwyrodnialec. Jak on się tak długo między nami ukrywał? -Spytał wściekły poborowy Hunk, a z lufy jego pistoletu maszynowego ulatywała strużka dymu. -No to tso? Ijem? -Spytała Herman Pole ostatnich członków swojej dekurii. -Tak jest Towarzyszko dziesiętnik! -Odkrzyknęli. Cała czwórka jednocześnie powstała zza wydmy i ruszyła w kierunku pozycji Aralczyków. Nie zdążyli na nią wejść, gdy pociski dopadły starszego poborowego Vrama i odleciał on do tyłu, by stoczyć się w dół plaży. Pozostała trójka biegła. Hunk i Wienkel strzelali na oślep z pistoletów maszynowych. Herman Pole wyciągnęła swój pistolet i już miała wycelować, gdy poczuła ból. Nie miała już broni w dłoni. Brakowało też kilku palców. To było jednak pozbawione znaczenia. Martwi ich nie potrzebują, a ona dostała jasny rozkaz. Poborowy Hunk został trafiony jako kolejny. Kula spenetrowała mu kolano i gdy na nie padał jego pistolet maszynowy zboczył na lewo. Prosto w kierunku starszej poborowej Wienkel. Herman Pole odwróciła się by zobaczyć co się stało. Gdy Hunk zrozumiał, co uczynił, odrzucił pistolet i wyjął granat. Dziesiętnik zaczęła biec w jego stronę. Zawleczka upadła na zakrwawiony piach. Widząc, że zabrakło czasu Herman Pole ponownie się odwróciła w kierunku Aralczyków, by dalej szarżować. Hunk niemalże czule wtulił się w przedmiot, który chwilę później rozerwał go na strzępy. Dziesiętnik była za blisko i jeden z odłamków trafił ją prosto w plecy, wywracając ją na brzuch. Z jej uszu ciekły strużki czerwieni. Wszystkie dźwięki zastąpił cichy pisk. Kamizelka kuloodporna zatrzymała odłamek. Mimo to ból był przytłaczający. Wątrobę Hermana Pole ogarnęły wątpliwości. Chciała już się poddać. Tak już sobie poleżeć. Jednak ktoś złapał ją za hełm i z całej siły pociągnął w górę. Ujrzała oblicze Pierwszego Budzimira, który postawił ją na nogi, coś zakrzyczał i kopnął w dupę, by biegła dalej. Czas wokół zwolnił. Dziesiątki Aralczyków w nią strzelało, ale kule albo odbijały się od jej pancerza, albo po prostu ją omijały. Poczuła siłę i błogosławieństwo Prabudzimira i uniosła ręce najwyżej, jak tylko potrafiła. Biegła dalej, a obok niej wybuchł pocisk artyleryjski. Metalowe kuleczki przeleciały przed nią, nad nią i za nią. Żadna jej nie dosięgła. Biegła dalej, a miny na które stąpała nie odpalały. Wkrótce wszyscy Aralczycy skoncentrowali ogień wyłącznie na niej, a ich twarze objęło czyste przerażenie. Biegła dalej. Dostrzegł to również nadzorca Juggenberg na czarno-białym monitorze w centrum dowodzenia. Ledwo widoczna sylwetka z uniesionymi rękami parła na nim do przodu, niesiona czystą wiarą. -Kto to jest? -Spytał dowódca misji, a jego usta pozostały otwarte zarówno z szoku jak i podziwu. -To jest dziesiętnik Herman Pole! - Odrzekł oficer siedzący przy monitorze. -Musimy ją uratować! Przekaż nowe rozkazy! -Zakrzyknął stojący obok dozorca Czerniecki. Herman Pole dostała zadyszki, więc po prostu szła dalej. Była już bardzo blisko wrogich pozycji. Z tyłu na plaży wielu PMOB-istów wsiadało na pontony desantowe, którymi wycofywali się na burzliwy ocean. Niektórzy dostali inne zadanie. Pięć dekurii ruszyło na odsiecz dziesiętnikowi. Część Aralczyków rzuciło broń i zaczęło uciekać. Jeden z bojówkarzy wyszedł naprzeciw Hermanowi Pole i wymierzył w nią miotacz ognia. Podmuch sztormowego wiatru obniżył smugę, która trafiła w ziemię przed Hermanem. Chwilę później dziesiętnik wyłoniła się z czarnego dymu po prostu przechodząc przez gorejącą trawę. Ręce miała uniesione wysoko, a jej oczy wyrażały żar, któremu nie mógł się równać żaden płomień. Szła dalej. Odsiecz mijała ciała członków jej dekurii. Aralczycy zrozumieli, że strzelanie do niej nie ma sensu. Kilkunastu rozwścieczonych bojówkarzy ruszyło na nią z gołymi rękami. Kilka sekund później dziesiętnik była otoczona zdziczałym tłumem. Bojówkarze szczerzyli zęby i ślinili się jak Dzicy ze Wschodu, ich paznokcie niczym pazury wbiły się w jej opancerzenie. Zaczęli ją intensywnie gryźć, szarpać i okładać pięściami. Herman Pole nie mogła już iść dalej i zakrzyknęła z całej siły: -Moarchosojaliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiis! Pochwycili ją za ręce, nogi, głowę i piersi. Każdy ciągnął w swoją stronę. Mięśnie Hermana Pole się napięły, a mundur pękał w szwach odsłaniając jej skórę. Wkrótce potem i na niej pojawiły się ślady rozstępów, a stawy rozrywały się z wyraźnymi trzaskami. Pierwsza oderwała się prawa ręka, później pękł jej brzuch. Krew która spadła na piach ułożyła się na kształt gwiazdy czerwonej. Pęcherz moczowy wyskoczył z trzewi dziesiętnika i rozpękł się jak balon formując plamę korony. Mimo okropnego cierpienia Herman Pole nie przestawała krzyczeć. -Moarchosojaliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiis! Dekurie odsieczy same znalazły się pod ostrzałem. Żołnierze byli jednak na tyle blisko, że dotarli do zbiegowiska i zaczęli odpychać bojówkarzy. W końcu kilku z nich uzyskało dostęp do dziesiętnika i sami złapali ją za nogi, by ciągnąć do siebie. W szarpaninie kolejne fragmenty ciała odrywane były od Hermana Pole. Część z nich PMOB-iści chowali po kieszeniach. Dziesiętnik próbowała krzyczeć, ale ktoś zerwał jej żuchwę i krtań. W ostatniej chwili swojego życia poczuła, że zrobiła wszystko, czego od niej oczekiwano. Była szczęśliwa. PMOB-iści wyrwali z rąk Aralczyków tyle Hermana, ile się dało i popędzili w kierunku oceanu. Wielu odniosło śmiertelne rany, jednak siła wiary w ustrój, przełożonych i Wszechbudzimiryzm zapewniła im siłę potrzebną by dobiec z resztkami Hermana do pontonów desantowych, by zginąć dopiero po ich zabezpieczeniu. Z pięciu dekurii tylko trzech żywych poborowych wróciło na okręt. Byli zmęczeni, ranni i brudni. Mimo to uśmiechali się z dumą podczas wchodzenia na pokład i prezentacji resztek bohaterskiej dziesiętnik. Nadzorca Juggenburg osobiście ich witał. -Czy to możliwe, że Herman Pole odmieniła losy bitwy? -Spytali go żołnierze. -Nie. -Odrzekł stanowczo dowódca. -Ona odmieniła losy świata.Towarzysz poborowy Herman Pole znany także jako Bohater, Towarzysz dziesiętnik Herman Pole, Towarzysz generał PMOB Herman Pole, Towarzysz starszy poborowy Herman Pole, Żołnierz, Rozszarpaniec, Dzielny, Desantowiec, Ten-Który-Unosi-Ręce. To jeden z trzech wszechtezowych Świętych Ludzi i tym samym powszechny patron najwyższych z atrybutów: odwagi, posłuszeństwa, poświęcenia i wiary w państwo, a także wojska ze szczególnym uwzględnieniem służby poborowej. Uważany za najważniejszego po Wielkim Mistrzu Budzimirze I. Wiele można by napisać o jego doczesnym żywocie. W jakiej mieścinie się urodził. Do jakich szkół uczęszczał i jakie oceny w nich otrzymywał. Kiedy po raz pierwszy kogoś pobił, albo pocałował. Jak poznał swoją żonę, Helgę Pole. Jakie relacje łączyły go z bliźniaczym bratem Adolfem. To wszystko jest jednak zupełnie nieważne. Jakiekolwiek dążenie do poznania szczegółów dotyczących życia Bohatera tak naprawdę tylko by mu zaszkodziło. Nikt, nawet Prabudzimir nie może uszczęśliwić wszystkich. Zawsze znajdzie się coś, co komuś się nie spodoba. Dlatego czasem warto pozostawić kartę czystą, aby zadowolony wierny wypełnił ją tak jak sobie życzy. Bohater jest bowiem w każdym z nas. My, Budzimiryści, rodzimy się z jednym najważniejszym celem: godną śmiercią dla tych, którzy są tego warci. W imię aktualnego monarchy i Budzimira, dla swojego dowódcy, rodzica, czy dyrektora zakładu pracy, ale także za ojczyznę w ogóle. Za wiarę naszą i ustrój (aktualnie monarchosocjalizm). Za Lud Szlachecki, niezależnie od jego narodowości. Herman Pole tak jak Ty urodził się na wsi lub w mieście. Chodził do szkoły, albo i nie, a oceny miał od najlepszych po najgorsze. Był sprawny fizycznie i umięśniony, a zarazem suchy jak trzcinka łamiąca się od najmniejszej bryzy. Mógł być niski jak i wysoki. Nosił długie włosy, blond, czarne i barwione, ale miał też krótkie, jak i był całkiem łysy. Widział dobrze swoimi oczami każdego koloru, ale miał też krótkowzroczność, nadwzroczność i astygmatyzm. Był zarówno mężczyzną, jak i kobietą, a gustował we wszystkim co możliwe. Choć nie miał okazji, głosowałby na kandydatów Jedynej Legalnej Partii, zupełnie jak każdy z nas. Jeśliś wyznawcą Tezy Weerlandzkiej, to on też nim był. Jeśli Tezy Hirschberskiej, to i również Herman Pole jest z Tobą. Tyczy się to także Trzeciej Tezy. Jeśli chcesz ujrzeć Bohatera, a nie stać cię na podróż do mauzoleum, gdzie z dumnie uniesionymi rękami stoi jego reinkarnacja, to nie jest żaden problem. Wszechudzimiryzm nie wyklucza żałosnych i biednych. Po prostu stań przed lustrem. Spójrz na swoje odbicie z uwagą. Wyobraź sobie jakiś bohaterski czyn, koniecznie okupiony śmiercią. Nie wstydź się, bo Bohater nie znał tego uczucia. Możesz zacząć skakać po pomieszczeniu, czy ulicy i wydawać onomatopeje odbywając wielką wyimaginowaną przygodę. Zapamiętaj, co zostało wymyślone, bo potrzebne to będzie w Domie Tez. Ale i samo rozmyślanie, to dobre ćwiczenie, gdyż pewnego dnia przyjdzie taki moment, że wiara i kraj będą Ciebie potrzebować. Tak można ujrzeć Bohatera w swym odbiciu. Pilnuj jednak swojej skromności. Bohater jest w Tobie i to on swym duchem dokona wielkich czynów Twoim ciałem. Nie można potem przypisywać sobie jego zasług. Nieliczne istotne teologicznie konkrety, to fakt odbywania przez Bohatera obowiązkowej służby wojskowej i śmierć z rąk aralskich bojówkarzy. Stanowi to wzór do naśladowania i uzasadnienie wiecznego utrzymania poboru. Powszechny militaryzm to jedyna droga do wolności prawdziwych Budzimirystów. Dalsze zagłębianie się zakrawa o herezję. Rozumiał to Wasław Bienke, reżyser wielkiej międzypaństwowej koprodukcji „Krwawa Plaża. Herman Pole już padł.”, gdzie do roli Bohatera zaangażował znaną zongyjską aktorkę filmów dla dorosłych, Po Sui. Film ten miał ogólnoświatowe uznanie, a w trakcie tygodnia premiery kinowej znalazł się w pierwszej dwudziestce najczęściej oglądanych produkcji w aż 4 krajach. Na nośnikach wideo-magnetycznych, gdzie był w tandemie z filmem krótkometrażowym „Cành cây màu tím đang cháy” sprzedał się tak znakomicie, że dwukrotnie zwrócił swój zawrotny budżet. Otrzymał liczne nagrody szacownych gremiów filmowych takie jak Brian za najlepszą rolę pierwszoplanową, czy Srebrny Wij w kategorii „Komedia lub Musical”. Czy gdyby nie podjęte w trakcie powstawania filmu decyzje obsadowe, to sukces miałby miejsce? Oczywiście, że nie! Rozumieli to król Arkadiusz II Przejściowy i Mistrz Budzimir VII kilkukrotnie zmieniając stopień wojskowy Bohatera, aby nie szufladkować go na jakiejkolwiek pozycji. Nikt już nie jest do końca pewny jaki stopień ma, lub miał Bohater, i bardzo dobrze. Rozumie to każdy religijny Budzimirysta. Wiele nas dzieli. Tezy, opinie o licznych Świętych Ludziach, narodowości. Jednak Bohater łączy nas wszystkich, bo jest nami w całej swej ogólności. Jego poświęcenie ostatecznie pozwoliło nam na włączenie Aralii w skład naszego socjalistycznego królestwa. Dlatego jakakolwiek choćby drobna krytyka jego wyobrażonych cech to tak naprawdę nic innego jak samobiczowanie się. Niektórzy lubią, czasem nawet trzeba, ale warto o tym pamiętać, bo obrażając Hermana Pole, szkalujesz tak naprawdę wszystkich wokół. Także tych ważniejszych od Ciebie. Symbolem Bohatera jest człowiek wysoko unoszący ręce. Ten powszechny znak odwagi towarzyszy nam w życiu codziennym na każdym kroku. Liczne badania wykazały, że samo jego regularne wykonywanie poprawia dobrostan psychiczny i zwiększa motywację. Rozpowszechnił się on także jako poza wykorzystywana podczas oficjalnych parad wojskowych. Tym znakiem oznaczone są stosowne półki w Domach Tez, sąsiadujące z tymi należącymi do Wielkiego Mistrza Budzimira I. Można znaleźć na nich liczne relacje, opracowania dotyczące bohaterskiej śmierci Towarzysza Hermana Pole i wszystkiego, co nastąpiło później. Nigdy tego, co było wcześniej. Półki te stale zapełniane są tak zwanymi bohaterofikcjami. Krótkimi tworami literackimi, które piszą Budzimiryści, zawierającymi opisy ich własnych wymarzonych bohaterskich śmierci. Mają one rozliczne formy, a bardzo często są to przygody spędzane wspólnie z samym Bohaterem. Ta forma bliskiego obcowania ze Świętym Człowiekiem wzbudza religijny zapał i szykuje wiernego na wyzwania w prawdziwym życiu. Napisanie takiego utworu jest jedną z powinności Wszechbudzimiryzmu. Z tego samego powodu przy półkach zawsze znajdują się lustra, a opiekunowie służą wsparciem osobom niepiśmiennym. W początkowej fazie kultu Bohatera kapliczkami były miejsca związane z jego doczesnym żywotem, takie jak baza PMOB „Zalewowa”. Zostało to całkowicie wyrugowane ze zrozumałych powodów. Obecnie pamięć o nim czci się właściwie na każdym kroku. Powstają dziesiątki piosenek, filmów, seriali, książek i przedstawień teatralnych o Hermanie Pole. Jego imię patronuje obiektom infrastrukturalnym: szkołom, szpitalom, ulicom, wysypiskom śmieci. Jedna z głównych dzielnic naszej stolicy nazywa się Hermania. W Nordhirschbergii znajduje się gmina Hermannerdorf. Jego najróżniejszymi wizerunkami okraszane są produkty użytku codziennego: talerze, butelki bimbru, paczki papierosów. Każde dziecko wie, że kondomy „Hermanki” nie strzelają. Jest tylko jedna oficjalna kapliczka, gdzie można oddawać cześć pamięci Bohatera. To rzecz jasna Mauzoleum Hermana Pole na Placu Joksopolitańskim (dawniej Arkopolitańskim). Zbudowane w czynie społecznym stanowi miejsce pochówku resztek Bohatera, a także jego utrwalonej reinkarnacji, która utrzyma swoją świętą pozę po wsze czasy. Pielgrzymka do mauzoleum zwana Herm daje odpust pozwalający na trzy dni w grzechu. Oczywiście dotyczy to tylko kwestii moralnych i duchowych, a łamanie lokalnych kodeksów karnych zawsze wiąże się z konsekwencjami. Przed Mauzoleum odbywają się liczne parady wojskowe. W ramach myśli monarchosocjalistycznej przywilej przemarszu mają jedynie żołnierze o dwóch lewych rękach.
|
|
|
|
|
3
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Lutego 11, 2026, 01:58:15
|
Bohater Ballada o Hermanie Pole Chłopcy Południa, chłopcy Północni, Dzisiaj Aralia użyła broni. Dzielnieśmy stali, kiepsko strzelali. Herman Pole już padł!
W strzępach ponieśli go krwawą plażą, Naprzeciw działom, naprzeciw tankom. Chłopcy PMOB-owcy -pomścijcie druha! Herman Pole już padł!
Huczą granaty, ścielą się gazy Na poborowych sypią się razy Padają ludzie, geje, kobiety Herman Pole już padł!
Jeden zraniony, drugi zabity, Krwi się zachciało podłym faszystom. To Diatte strzela do purpuraków, Herman Pole już padł!
Krwawy Gieorgij, to kat Arakny Przez niego giną młodzi, jowialni Poczekaj draniu, my cię dostaniem Herman Pole już padł!
PMOB-iści ze wsi, PMOB-iści z miasta Płyńcie do Drasna, skończona walka Świat się dowiedział, gówno powiedział Herman Pole już padł!
Nie płaczcie matki, to nie na darmo Na okręcie sztandar z czarną kokardą Za chleb i wolność, i za Aralię Herman Pole już padł!Zapis relacji Stimme TV z uroczystego pogrzebu Hermana Pole, wersja dla ślepych kalek. <Ujęcie na studio filmowe. Z tyłu stoją wycięte z kartonu bloki oraz wisi duży zegar w kształcie ZSKHiW wskazujący godzinę 9:37. Przy brudnym stole siedzi wąsaty prezenter „Nowawijek” Kemo Dutschok.> Kemo Dutchok: Tymczasem wracamy do stolicy naszego socjalistycznego królestwa, gdzie właśnie trwa, nie bójmy się tego powiedzieć, najważniejsze wydarzenie polityczne całego roku. Pochód z okazji dzisiejszego państwowego pogrzebu największego bohatera naszych narodów od… od zawsze wciąż przyciąga gigantyczne tłumy. Kemo Dutchok: Nasza stacja telewizyjna, jako jedyna w całym ZSKHiW uzyskała koncesje na pomoc organizacyjną i transmisję na żywo pokazując pełne zaufanie jakim darzy nas władza. Oczywiście uwzględniamy ustawowe opóźnienie 30 sekund, aby usunąć ewentualne obsceniczności do których mogłoby dochodzić. Na szczęście do tej pory jest to kilka przypadków dziennie. Pozdrawiam funkcjonariusza Urzędu Wolności Słowa Eugena Lipke, który od samych naszych początków dba, abyśmy pokazywali tylko prawdę! <Ujęcie odwraca się od prezentera i kieruje się na siedzącego za analogową konsoletą grubego mężczyznę w towarzystwie uzbrojonej ochrony. Ten zasłania twarz i macha drugą ręką, a kamera wraca ponownie na Kema Dutschoka> Kemo Dutchok: Dla tych z towarzyszy, którzy mają różne opóźnienia przypominamy, że trwa upamiętnienie dziesiętnika Hermana Pole, poborowego żołnierza Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira. <Mocno retuszowane zdjęcie Hermana Pole w mundurze wojskowym> Gdy generał PMOB, Mistrz Budzimir VII w swej mądrości wydał rozkaz do inwazji na odległą Aralię <Budzimir z drewnianym wskaźnikiem prezentuje dokładny plan nadchodzącego ataku na konferencji prasowej>, nikt nie spodziewał się, że ta sojusznicza interwencja okupiona zostanie krwią naszej ludowo-szlacheckiej młodzieży. <Płaczące dzieci z karabinami. Wygenerowane przez Tezobota ulegają dużym zniekształceniom w ruchu przez co wyrastają im dodatkowe kończyny, a karabiny zrastają się z ciałami> Równo miesiąc temu towarszysz Bohater Herman Pole poległ nie oddając ani jednego strzału podczas lądowania naszych dzielnych wojaków na aralskiej plaży <Ujęcia lądowania zapożyczone z zagranicznego filmu „Ratujemy Prywaciarza Romka” z przebarwionymi na purpurowo żołnierzami>. Jego ciało zostało dosłownie rozszarpane przez okrutnych bojówkarzy <Zdjęcia pokazujące zmielone mięso>. Nasze wojsko walczyło z najwyższą odwagą i poświęceniem. Mimo to opór Aralczyków zwiedzionych podszeptami monarchofaszystów całego świata był zbyt silny i PMOB musiał się wycofać <Uszkodzony okręt PMOB zawijający do portu w Draśnie>. Kemo Dutchok: JKM Arkadiusz II Filip jeszcze tego samego dnia ogłosił wciąż trwającą żałobę państwową wiążącą się z częściową prohibicją <Autopen stawiający podpis króla na dekrecie>, a hirschberscy robotnicy w czynie społecznym rozpoczęli budowę mauzoleum na Placu Arkopolitańskim <ludzie zaganiani na plac budowy przez milicję>. Od tego czasu przez plac przewija się nieskończony pochód Ludu Szlacheckiego wszystkich miast, wsi i lasów <Ujęcia na przekrój Ludu Szlacheckiego: eleganckich członków Partii, urzędników na delegacji, drwali z Neomezytu, weerlandzkich biedaszybników z hirschberskimi cukrogórnikami, kurtyzany, brudne Dziabaduchy, zataczających się Spirytualistów>. Każdy chce oddać cześć naszemu Bohaterowi i złożyć choćby najskromniejszy dar <Tłumy mijają podest zostawiając na nim jedzenie i kosztowności, a funkcjonariusze milicji wszystko na bieżąco zbierają. Do położonej przez urzędnika sztabki złota podchodzi Żymianin i szybkim ruchem zamienia ją na weksel o wyższej wartości, po czym rusza dalej>. <Ponownie ujęcie studia, ale tylko na połowie ekranu. Drugą zajmuje grzebiący w zębach reporter stojący na tle idącego tłumu kobiet ubranych w suknie z plastikowych śmieci> Kemo Dutchok: Oddajemy głos naszemu reporterowi Detlefowi Huntzowi stacjonującemu przy wejściu na plac. Jaka jest sytuacja towarzyszu Huntz? <Znika transmisja ze studia. Reporter wciąż grzebie w zębach, co jakiś czas wąchając palce. Trwa to ponad minutę. Na jego twarzy pojawia się zaskoczenie, cofa rękę i zaczyna mówić.> Detlef Huntz: Panuje naprawdę wzniosła atmosfera. Jestem tutaj już dwudziesty dzień, a tłum ani na chwile nie zwolnił, ani się nie rozrzedził. Według naszych szacunków cześć pamięci o Hermanie Pole oddało już ponad siedem milionów osób. Wzdłuż ulic towarzysze dobrej woli rozłożyli kramy na których z niską marżą oferują pieczone kiełbaski, gofry i watę cukrową. Wielu strudzonych pielgrzymów z całego Socjalistycznego Królestwa ma dzięki nim siłę, aby śpiewać Balladę o Hermanie Pole, a także krzyczeć „Święty Natychmiast”. Detlef Huntz: Właśnie minęła mnie grupa setek Entrunek niosących niezwykłości od samej Wasserfrau, a teraz zbliża się delegacja Elektrowni Jądrowej imienia Arkadiusza Filipa. <Reportera zaczyna mijać tłum w białych strojach i czapeczkach. Część niesie sztandary, których nie da się odczytać na telewizorze kineskopowym> Czyżby oczy mnie nie myliły? Sprawdźmy tylko ujęcie z drona. Tak, proszę tylko spojrzeć. <Z powietrza widać, że zwarta grupa delegacji ciągnie się aż do skrzyżowania setki metrów dalej> Przybyli wszyscy jej pracownicy, całe trzydzieści tysięcy towarzyszy od inżynierów nuklearnych, przez ochronę, aż po sprzątaczki. Tak wygląda szczery patriotyczny gest. Mają ze sobą zużyte moderatory grafitowe, które rozjaśnią mauzoleum nawet, jeśli prądu zabraknie. Trochę zajmie zanim przejdą. Może poproszę kogoś z obserwujących o komentarz. <Reporter podchodzi do stojących z boku gapiów, a kamerzysta idzie za nim. Ujęcie zwraca się na młodego człowieka z aparatem przed którym staje Detlef z mikrofonem> Detlef Huntz: Dzień dobry, Detlef Huntz, Stimme TV. Co towarzysz sądzi o delegacji z naszej miejskiej elektrowni? Rozmówca: Żeby tylko przez tych nierobów nie podwyższyli stopnia zasilania. <Młody człowiek spluwa.> Detlef Huntz: Słucham? <reporter wykonuje gest przerwania transmisji.> Rozmówca: Cztery wycieki w dwa lata, a się spaceru zachciewa. I jeszcze bimbru nie ma. Wie Pan co? Ja… <Transmisja zostaje nagle przerwana serią barwnych figur geometrycznych, które animacją 2D układają się w logo firmy budowlanej. Zaczyna grać muzyka, a zarówno ona, jak i lektor są znacznie głośniejsze niż inne elementy nagrania> Lektor: Firma ObrzyneX to krajowy lider sektora budowlanego. To my odpowiadamy za wasze drogi, kanalizację, domy <Ujęcia na starą i spękaną betonową autostradę, rdzewiejące rury, wystające sponad smogu spółdzielcze punktowce>. Nasi budowlańcy to sól tej ziemi. Czy kiedykolwiek powiedzieliście „dziękuję”? Najwyższa pora się odwdzięczyć. Nowa ustawa o zamówieniach publicznych obniżająca znaczenie kryterium koneksji poskutkuje napływem obcego kapitału i technologii inżynieryjnych <Czarnoskórzy robotnicy z kilofami kopią rów>. Jeśli chcecie zachować pracę i wspierać Lud Szlachecki, przyjdźcie do Domu Publicznego i wyraźcie swoje niezadowolenie podczas obrad <Brudny chłop pokrzykujący z parlamentarnej mównicy>. <Ponownie animacja z logo firmy.> Lektor: Czego ObrzyneX wam nie wybuduje, to wam ktoś nocą wyburzy. <Dzielone ujęcie, lewą stronę obrazu zajmuje studio z towarzyszem prezenterem, a prawą uśmiechnięta reporterka na tle estrady koncertowej.> Kemo Dutchok: Ja korzystam wyłącznie z usług ObrzyneXu i także wyrażę swój sprzeciw w Domie Publicznym. Wracając do pogrzebu. Połączyliśmy się właśnie z naszą reporterką Kathą Buhaj-Nepuś. Jak wyglądają przygotowania do głównej uroczystości? Katha Buhaj-Nepuś: Nasza najlepsza na świecie scena koncertowo-pogrzebowa jest już gotowa. Na miejsce przybyli JKM Arkadiusz II Filip, Arcypatriarcha Mistrz Budzimir VII, Premier Laszk Młynariew z całym rządem, a także wdowa po Hermanie Pole, Helga Pole. Rozmawiają właśnie w kuluarach z towarzyszem prezesem StimmeTV Siergiejem Makłowem, dzięki któremu możliwe było zorganizowanie tego wielkiego wydarzenia. Podobno omawiają zamówienia publiczne na przyszły rok, a nawet przebudowę stacji nadawczych, by umożliwić transmisję drugiego kanału! <Ujęcie odchodzi od reporterki na purpurowy dywan przy scenie. Tam podjeżdżają dwie limuzyny jednocześnie. Żadna nie chce puścić drugiej i zderzają się, rozjeżdżając kilku gapiów. Drzwi jednej z nich się otwierają> Katha Buhaj-Nepuś: Towarzysze, toż to sam Ciecierad Ciecieląg z Ramonem Serano oraz nasz medialny ulubieniec, Jan Charbuf! Wszyscy równiejsi Socjalistycznego Królestwa zbierają się w jednym miejscu! <Z jednego pojazdu wysiada dwóch Dziabaduchów w uroczystych strojach, a z drugiego przez okno wydostaje się śniady wyznawca Yslamu. Cała trójka rusza purpurowym dywanem machając do publiczności i fotografów. Każdy ich krok jest coraz szybszy, aż zaczynają biec i przepychać się na przód. Do wejścia pierwszy dociera Charbuf. Służby porządkowe zaczynają wyciągać ludzi spod limuzyn.> Katha Buhaj-Nepuś: Tyle się dzieje, że prawie już zapomniałam, kto jest dzisiaj najważniejszy. To ostatnia okazja żebyśmy tam podeszli. <Reporterka zmierza w kierunku piedestału na środku sceny. Na nim stoi purpurowa urna ozdobiona złotymi kwadratowymi kołami. Reporterka gładzi ją delikatnie i kieruje wzrok do kamery, zachowując swój stały uśmiech.> Katha Buhaj-Nepuś: Jesteśmy tu dzięki poświęceniu naszego Bohatera, towarzysza dziesiętnika Hermana Pole. To, co zostało z jego ciała umieszczono bez kremacji w tym darowanym przez Budzimira ossuarium. Proszę spojrzeć na te pozłocenia. Pytałam zaborców i powiedzieli mi, że wykonano je z kruszcu o próbie 0.111. Kemo Dutchok: Wielka szkoda, że aralscy bojówkarze rozerwali Bohatera na strzępy, zamiast wziąć go na jeńca i strzelić mu w potylicę zgodnie z konwencją Regiomontejską. Współczesna technologia pozwoliłaby na zakonserwowanie jego ciała i wystawienie go na widok publiczny. Katha Buhaj-Nepuś: Wszystkich tym zmartwionych mogę zapewnić, że przygotowaliśmy niespodziankę, która rozwiąże ten problem. Kemo Dutchok: Czy mogłaby Towarzyszka uchylić naszym widzom rąbka tajemnicy? Katha Buhaj-Nepuś: Nie. <Prawa strona obrazu robi się czarna. Po chwili pojawia się na niej transmisja ze stojącym na tle maszerujących ludzi reporterem> Kemo Dutchok: To była Katha Buhaj-Nepuś, a teraz wracamy do towarzysza Huntza. Jak wygląda sytuacja na froncie pochodu? Detlef Huntz: Po tym jak milicja rozpoczęła pościg za wywrotowcem, doszło do wybuchu paniki. Służby porządkowe pozbierały już zadeptane ofiary i pochód ponownie ruszył. Z uwagi na zbliżająca się właściwą uroczystość, milicja zablokowała ulicę kilkaset metrów dalej. To co za mną widzicie, to już ostatni z pielgrzymów. Po kołach gospodyń wiejskich przyszedł czas na rodziny żołnierzy PMOB. Widzę, że niosą oni portrety z czarnymi kokardami. Ale zaraz. To nie są zdjęcia Hermana Pole, tylko innych ludzi. Co to ma być? <Reporter zmierza w kierunku ostatniej grupy pochodu. Jej członkowie niosą zdjęcia różnych młodych żołnierzy PMOB obu płci. Towarzysz Huntz wbiega przed nich i zastawia im drogę> Detlef Huntz: Towarzysze, co to wszystko oznacza? Mężczyzna z pochodu 1: Jesteśmy rodzinami pozostałych 456 ofiar nieudanej inwazji na Aralię. Detlef Huntz: No i? <Reporter rozkłada ręce z wyraźnym zdziwieniem> Mężczyzna z pochodu 1: Chcemy wspólnie upamiętnić ich śmierć za nasz kraj. Mężczyzna z pochodu 2: Oni polegli w walce zupełnie tak jak Herman Pole. Detlef Huntz: A więc tak to wygląda. Chcą się trochę Towarzysze popławić w świetle poświęcenia naszego Bohatera. Umniejszyć jego zasługi i wyciągnąć lepkie łapska po zapomogi. A to tylko dlatego, że wasi słabi krewniacy dali się zabić? Mężczyzna z pochodu 1: Ale czym oni się różnią od Hermana? Detlef Huntz: Jak Towarzyszowi nie wstyd zadawać takie durne pytania? Herman Pole to Bohater, martwe uosobienie wszystkiego, do czego powinniśmy dążyć. Jego strata zabolała każdy z narodów. Może jeszcze towarzysz powtórzy to biednej wdówce? Kobieta z pochodu: Ja też straciłam męża! Detlef Huntz: Milcz kobieto, a nie własne prywatne sprawy w telewizji na żywo wyciągasz! Porównywać się do Helgi Pole w tak ciężkim dla niej dniu. Ty nie straciłaś Hermana Pole, to co możesz wiedzieć o jej bólu! <Wielu członków pochodu zaczyna krzyczeć jednocześnie i nie da się ich zrozumieć. Liczni patrioci wyrywają kostki brukowe, drzewka, deski ławek i rzucają nimi w kierunku bezwstydnych atencjuszy. Słychać z ich strony krzyki> Amoralni bezwstydnicy: Milicja! Pomocy! <Funkcjonariusze prawa szybko przystępują do interwencji. Pałują i zagazowują wywrotowców. Ci zaczynają uciekać jak ich tchórzliwi krewni z PMOB. Słychać strzały. Armatka naftowa SPE „Smok” tryska smugą ognia w tłum. Kilkunastu atencjuszy i jeden milicjant stają w płomieniach. Reporter przewraca kobietę, która bezczelnie porównała się do wdowy po Hermanie pole i zaczyna ją kopać. Nie przestając spogląda w kierunku kamery.> Detlef Huntz: Jak zawsze na <kop> sam koniec muszą <kop> pojawić się <kop> wrogowie Ludu Szlacheckiego <kop>. W niczym to nie umniejsza <kop> prawdziwym pielgrzymom <kop>. Z Hirschberg-Arkopolis <kop, obraz przysłania kilka kropli krwi> mówił do was Detlef Huntz <kop>. <Transmisja z ulicy znika i cały obraz wypełnia studio z prezenterem. Zegar z tyłu wciąż pokazuje 9:37.> Kemo Dutchok: Dziękuje i powodzenia towarzyszu. Już za kilka minut rozpocznie się główna uroczystość. Wracamy zatem na scenę i do towarzyszki Buhaj-Nepuś. <Połowę ekranu wypełnia uśmiechnięta reporterka, a drugą szerokie ujęcie sceny na której obsługa pucuje mównicę.> Katha Buhaj-Nepuś: Już za chwilę czeka nas wielki finał miesiąca smutku. Dowiedziałam się, że na sam początek planowana jest przemowa. Kto jest godzien stanąć tyłem do urny Bohatera i nałożyć wilgotny balsam na nasze suche z żalu wątroby? No kto? <Scena ciemnieje. Zapada cisza, którą przerywają budujące napięcie werble. Są coraz głośniejsze, aż w końcu nagle milkną, a reflektor oświetla pustą mównicę. Po chwili gaśnie. Ponownie wchodzą werble i reflektor, a przy mównicy nikt nie stoi. Reporterka wstrzymuje oddech z oczekiwania. Reflektor gaśnie, werble pracują, a wtedy światło pada w zupełnie inne miejsce, gdzie z mikrofonem stoi postać w koronie.> Katha Buhaj-Nepuś: Towarzysze, toż to Król Arkadiusz II Filip! <Król stoi w dumnej pozie. Słychać brawa publiczności. Wtedy ten przyjmuje inną pozycję, a potem kolejną. Oklaski są coraz głośniejsze. Jedna z figur uwzględnia trzymanie ręki przy uchu, drugą Arkadiusz zachęca do dalszych owacji. Ujęcie na reporterke zostaje zastąpione widokiem na publiczność z przepełnionego placu. Wszyscy klaszczą władcy. Nikt się nie uśmiecha z żalu za Hermanem Pole. Trwa to trzydzieści sześć minut. Pod koniec dźwięk robi się zniekształcony z powodu uszkodzeń nagrania.> <Ostatecznie król podchodzi do mównicy i cały obraz skupiony jest na nim. Mimo braku fonii widać, że płomiennie przemawia i płacze. Wyciąga rewolwer, kręci bębenkiem, przykłada sobie ku głowie i pociąga za spust. Kręci ponownie i celuje przed siebie, a tym razem rewolwer strzela. Dźwięk powoli powraca.> JKM Arkadiusz II Przejściowy: i <bzzt>, że przyszliście tu dla mnie <bzzt> będę o tym <bzzzt>. Towarzysz Bohater dziesiętnik <bzzt> wzorem do naśladowania. Był moim najlepszym przyjacielem i powiernikiem tajemnic. Ale nie był moim kochankiem. Ona straciła więcej niż ja, czy Wy. Ludu Szlachecki, Powitajcie towarzyszkę Helgę Pole! <Na scenę wkracza młoda kobieta w krótkiej spódniczce i z dużym dekoltem. Gdy zbliża się do mównicy z każdej strony strzelają efekty pirotechniczne. Z góry sypie się konfetti, które w dużej mierze się od nich przypala dając dużo ciężkiego, czarnego dymu. Widząc to wszystko wdowa łapie się za usta i nos nie kryjąc wzruszenia. Król do niech podchodzi i podprowadza ją do mównicy, trzymając ją za rękę.> Helga Pole: Na Prabudzimira! To najlepszy pogrzeb świata! Skandujący Tłum: Święty Natychmiast! Święty Natychmiast! <Król Arkadiusz unosi drugą rękę i natychmiast zapada cisza. Helga uśmiecha się i ociera łzy. Spogląda w kierunku widocznego w kącie ujęcia promptera.> Helga Pole: Towarzysze. Niech Was Prabudzimir pobłogosławi za przybycie z całego świata, by uhonorować mojego Hermusia. Półtora roku temu kiedy dostał powołanie do wojska, mógł się wymigać. Miał orzeczenie. Zacytował jednak swojego umiłowanego Świętego Człowieka, Śmiechobija: „Boli? Ma boleć”. To dlatego, że rozumiał swój obowiązek. Wiedział, że bycie Budzimirystą to przywilej śmierci za Arcypatriachę. I tak uczynił. Mój Hermuś. <Pauza. Owacje ze strony widowni. Urywają się natychmiast przy geście króla.> Helga Pole: Dwadzieścia osiem dni temu Aralczycy zaakceptowali bohaterstwo mojego męża. Hermuś bardziej niż wszystko inne chciał wypełnić wolę Budzimira. Oni pomogli mu odnaleźć ścieżkę chwały. On chciał im pokazać… Mój mąż, Herman. On chciał ocalić młodych mężczyzn, takich jak oni przed groźbą monarchofaszyzmu. Oczywiście im nie wybaczam. Kiedy spotka ich należyta kara, będę patrzeć na ich kaźń z rozkoszą większą niż zapewniał mi sam Hermuś. <Pauza. Kolejne owacje aż do sygnału od króla.> Helga Pole: Herman obrał dobrą drogę. Prostą ścieżkę, którą każdy z nas musi podążać. Odpowiedzą na nienawiść jest większa nienawiść. Znamy ją ze świętych ksiąg. Wypełnia ona nasze wątroby. Towarzyszy nam Towarzysze przez całe życie. Należy ją tylko odpowiednio ukierunkować na naszych wrogów! Świat potrzebuje PMOB. Potrzebuje grupy, która wyceluje w młodych ludzi zbaczających ze słusznej ścieżki. Potrzebuje kogoś, kto poprowadzi ich poza koszmar życia na tym świecie w grzechu. Z wielkim honorem ogłaszam, że, pomimo mojej niepełnoletności, zaciągnęłam się do PMOB w stopniu dziesiętnika. Wejdę w buty, onuce swojego męża i kontynuuję jego dzieło! <Wdowa wyciąga z kieszeni opaskę z Kwadratowym Kołem i zawiązuje ją sobie na głowie. Widownia spontanicznie odśpiewuje Balladę o Hermanie Pole.> Helga Pole: Walka Hermana będzie kontynuowana. To co wydarzyło się w Aralii odwróci bieg historii! To był cud! Uczyńcie go swoim własnym! Chciałabym Towarzyszom po… podziękować zzza… <Heldze łamie się głos, zaczyna płakać. Mikrofon przejmuje rozweselony król.> JKM Arkadiusz II Przejściowy: To takie przykre, gdy kobieta płacze. Na szczęście znam kogoś, kto rozweseli każdą. Towarzysze! Oto Premier Laszk Młynariew! <Zaczyna grać ludowa muzyka. Po chwili na scenę, tanecznym krokiem i tyłem wkracza Premier Młynariew w czapce z daszkiem z napisem MK. Ujęcie na widownie. Tłum szaleje.> Laszk Młynariew: Hajda Chłopy! <Na twarzach widzów widać ogromną radość. Część próbuje wedrzeć na scenę. Pomimo profesjonalnego zabezpieczenia jednemu rosłemu mężczyźnie się udaje. Kiedy podbiega do premiera, ten kopie go w krocze. Na twarzy mężczyzny widać zdziwienie, rozczarowanie, a potem złość. Sekundę później Laszk Młynariew leży na podłodze ze złamanym nosem. Intensywnie krwawi. Głowa mężczyzny rozpęka się od strzału snajpera, a ciało wynosi obsługa techniczna. Laszk wstaje i z uśmiechem podchodzi do wdowy, przejmując mikrofon od króla.> Laszk Młynariew: Ja tam jako premier mogę co najwyżej złożyć kondolencje. To je składam. Helga Pole: A dzię… dziękuję, doceniam bardzo. Laszk Młynariew: Ale jako prezes Mrocznej Korporacji mogę znacznie więcej. Na teraz oferuję bon o wysokości tysiąca loli na serwis artykułów gospodarstwa domowego naszej produkcji. Sam sprzęt będzie musiała Towarzyszka dokupić. Baby lubią zakupy. Czy to Towarzyszkę rozpogodzi? Helga Pole: Ja… nie wiem. Kiedy tak patrzę na urnę z gnijącymi kawałkami mojego Hermusia… to… Laszk Młynariew: Czy czegoś towarzyszka sobie życzy? Helga Pole: Bo tak sobie myślę, że mój Hermuś <Spojrzenie w kierunku promptera> bardzo lubił zespół „Der Einzige”. Laszk Młynariew: To się dobrze składa, bo akurat jest tutaj z nami i za chwile nam zagra! <Podświetlone zostają boczne fragmenty sceny, gdzie ustawiona jest cała orkiestra. Zza kulis wkracza na nią mężczyzna z włosami zabarwionymi na purpurowo. To Michael Apfel, jedyny stały członek „Der Einzige”. Obsługa puszcza nagranie popularnego utworu „Alles aus Liebe”, a po chwili Michael zaczyna ruszać ustami. Widać jednak, że jego mikrofon nie ma kabla.> <Helga Pole zaczyna skakać z radości i sama śpiewać tekst piosenki. Król podbiega do gitarzysty i stojąc obok udaje, że też gra. Laszk Młynariew wciąż stoi przy mównicy i ani drgnie. Ujęcia z powietrza na podskakującą widownię. Trwa to godzinę podczas której odtwarzane są kolejne hity zespołu. W pewnym momencie Helga chwyta urnę z Hermanem i długo z nią tańczy. Król rzuca się na tłum i spada na ręce ochrony, która niesie go po całym placu. Laszk Młynariew stoi bez ruchu, a krew z jego nosa cieknie ze stałą intensywnością. Po szóstym bis zespół schodzi ze sceny.> Laszk Młynariew: To był zespół „Der Einzige” opłacony przez dobroczynną Mroczną Korporacje. Kupujcie nasze produkty. <Helga odkłada urnę na miejsce i radośnie podbiega do premiera. Przytula go i zaczyna gładzić po włosach. Młynariew kładzie rękę w której wciąż trzyma mikrofon na jej talii. Dołącza do nich król, który łapie wdowę od tyłu. Zbliżenie na trzy głowy. Król nachyla się i wącha kark Helgi. Laszk styka się z jej twarzą złamanym nosem, a krew skapuje do jej dekoltu. Usta Helgi powoli się otwierają. Ujęcie idzie w dół pokazując talię i zgrabną pupę wdowy. Po niej sunie czule królewska dłoń, aż natrafia na mikrofon trzymany przez premiera. Na ujęciu ogólnym król przejmuje mikrofon, odłącza się i staje w kierunku widowni.> Arkadiusz II Przejściowy: Herman Pole był wielkim człowiekiem. Mężem. Patriotą! Bohaterem i męczennikiem nie mniejszym niż Lichwiarz! Wciąż jednak brakuje mu jednego przydomka. Wiecie Towarzysze jakiego. Skandujący Tłum: Święty Natychmiast! Święty Natychmiast! Arkadiusz II Przejściowy: Jako dobrotliwie panujący Towarzyszom władca znam kogoś, kto może to załatwić. Towarzysze. Oto Mistrz Budzimir VII! <Na scenę powolnym krokiem wchodzi Budzimir. Jego zdobna szata mieni się kolorami, których być nie powinno. Potężna, siedmiokoronna tiara zsunęła się mu na bok, trzymając się głowy na rzemieniu. Arcypatriarcha wyraźnie się kołysze. Obraz zostaje podzielony na trzy części. Lewa przedstawia ujęcie na oczekujący tłum, prawa uśmiechniętą reporterkę, a małe okienko w rogu pozostaje na Budzimirze. Podbiegają do niego król i premier. Wspólnie prowadzą go do mównicy.> Katha Buhaj-Nepuś: Spójrzcie Towarzysze do czego może doprowadzić żałoba. I to w trakcie prohibicji dla niespirytualistów wprowadzonej pod karą śmierci. Jak wielki musi być żal naszego duchowego przewodnika, że jest w takim stanie na trzeźwo! Wszyscy czekamy w zniecierpliwieniu na werdykt Mistrza Budzimira. Czy wydarzy się to, co musi? Czy Herman Pole zostanie ogłoszony Świętym Człowiekiem? Której Tezie Antagonistycznej będzie przede wszystkim podlegać? To niesamowite, że dowiemy się już za moment! <Budzimir dociera do mównicy i opiera się o nią dwoma rękami. Król podstawia mu mikrofon. Arcypatriarcha pochyla głowę i milczy. Po chwili tłum się odzywa.> Skandujący Tłum: Święty Natychmiast! Święty Natychmiast! <Budzimir wzdryga się i spogląda po widowni. Okienko z nim jest za małe, by widać było jego twarz> Mistrz Budzimir VII: He… Bohater. No ta… Święty, Święty…. <Następuje eksplozja radości. Tłum widzów jak i reporterka łapią się za głowy. Wznoszą okrzyki w religijnym uniesieniu. Katha podbiega do kamery. Łapie ją w ręce i zbliża twarz tak, że widać tylko nos. Katha Buhaj-Nepuś: Na Prabudzimira! To się naprawdę stało! Święty Człowiek Bohater! Cały świat czekał z zapartym tchem. Czujecie to Towarzysze? Wszyscy na nas patrzyli, bo jesteśmy centrum świata! Najważniejsi! Nie ma miejsca w którym nikt by nie świętował tego wydarzenia. To jest nowa era! Era Wszechbudzimiryzmu i Monarchosocjalizmu! <Z okrzyków tłumu powoli wyłania się inne hasło.> Skandujący Tłum: Której? Której?, Której? Której? Katha Buhaj-Nepuś: No właśnie? Której Tezy? <Budzimir pociera się po czole, odwraca i zaczyna powoli odchodzić. Król go łapie, coś szepcze mu do ucha i ponownie podprowadza do mównicy.> Mistrz Budzimir VII: A wszystkich! <Dotychczasowa ekstaza ustępuje czemuś nie do opisania. Każdy szanujący się budzimirysta powinien po prostu to obejrzeć. A jeśli nie może, to jest grzesznikiem.> Katha Buhaj-Nepuś: Ten moment będzie się wspominać do końca świata i jeden dzień dłużej! Bohater, który połączył wszystkie Tezy! Herman Pole jest dla nas wszystkich! <Król z premierem poklepują Arcypatriarchę po plecach i pokazują mu zejście ze sceny. Budzimir chwyta mikrofon i przemawia.> Mistrz Budzimir VII: A wiecie co Towarzysze? A ja się z nim spotkałem. I on jest baaardzo fajny gość. Wszystko już mamy na tip-top. Tak żeśmy ugadali. On zadzwoni do Króla. Aralia będzie z nami. Jedno państwo! Zobaczycie! <Radość tłumu powoli przygasa na rzecz zdziwienia zapowiedzią przewodnika duchowego. Król wyjmuje mikrofon z ręki Budzimira i próbuje zachęcić go gestem do odejścia. Zamiast tego Budzimir siada i opiera się o mównicę.> Katha Buhaj-Nepuś: Nauki Mistrza Budzimira bywają zawoalowane. Na pewno nie można intepretować tego wprost jako pojednanie z aralskim bydłem. Za to teraz nasz król będzie miał dla Towarzyszy niespodziankę. <Znikają ujęcia na reporterkę i tłum. Król Arkadiusz stoi za mównicą. Wystająca zza niej dłoń Budzimira łapie go za szaty i kilka razy ciągnie dopóki ten jej nie strąca.> Arkadiusz II Przejściowy: Tak właśnie dzięki mojemu osobistemu wstawiennictwu mamy nowego Świętego Człowieka. Bohater, Herman Pole to prawdziwy człowiek monarchosocjalistyczny. Posągowa figura, która niestety się nie zachowała. Prabudzimir dał nam jednak kolejny dar. Jest to brat bliźniak Hermana, Adolf Pole. Ten zgodził się na najwyższe poświęcenie i odda swe życie, aby stanąć w mauzoleum! Jego zakonserwowane szczątki będą wyglądać zupełnie jak prawdziwy Herman Pole! <Na scenę wkraczają doświadczeni guślarze z licznym sprzętem: rurkami, igłami, skalpelami i piłami. Za nimi na mobilnym stole operacyjnym wieziony jest brat Bohatera. Adolf wygląda dokładnie tak jak jego święty bliźniak. Jest unieruchomiony licznymi pasami. Usta ma zasłonięte, uniemożliwiając większą wokalizację. Łóżko zostaje ustawione prawie pionowo, aby dzielny ochotnik był dobrze widoczny podczas procedury. Ekran ponownie dzielony jest między scenę, a reporterkę.> Katha Buhaj-Nepuś: Spójrzcie tylko Towarzysze. Zupełnie jak żywy Herman Pole! To wspaniałe, że będzie miał okazje stanąć w mauzoleum. A jak się trzęsie z żalu za swym bratem! Z tego co wiem do studia został zaproszony ekspert od utrwalania, więc oddaje do niego głos. Mówiła do was Katha Buhaj-Nepuś. <Część ekranu z reporterką zanika, a zamiast tego powraca ujęcie studia, gdzie obok prezentera siedzi starszy mężczyzna. W międzyczasie guślarze rozcinają ubiór Adolfa i odsłaniają jego klatkę piersiową.> Kemo Dutchok: Dziękuje towarzyszko. Pragnę przywitać w naszym studiu znamienitego gościa. Członka Naczelnej Izby Guślarskiej, towarzysza profesora guślarza Huberta Parlickiego, zwanego także Krawcem z Lubawki. Nasze ukochane władze udzieliły mu przepustki, aby mógł nas odwiedzić! Hubert Parlicki: Dobry wieczór. Kemo Dutchok: Czy mógłby nam Towarzysz profesor opowiedzieć, co za chwilę nastąpi? Hubert Parlicki: Ja tam swoje dziewczyny obrabiałem inaczej. Chciałem móc je dotknąć, pogładzić, wypełnić, w pozę ułożyć, by mój dyplom trzymały. Ale na temat perfuzji co nieco wiem. Jak teraz widzicie, koledzy po fachu właśnie rozcinają bez znieczulenia klatkę piersiową przyszłego denata. <Skalpele wbijają się głęboko w ciało Adolfa Pole. Po wykonaniu cięć jeden z guślarzy pewnym ruchem odrywa kawał mięsa, odsłaniając mostek i żebra. Pomimo knebla słychać jęki rozpaczy Adolfa, który tęskni za swym Bohaterem. Prawa ręka Krawca znika pod stołem. Guślarze zaczynają piłować kości.> Kemo Dutchok: To wygląda dość boleśnie. Jaki jest tego cel? Hubert Parlicki: Otóż moi koledzy muszą mieć dostęp do serca denata. Robią to szybko, by te wciąż biło. W lewą komorę serca wbiją taką dużą igłę, odetną główne żyły wrotne by zbierać z nich krew, a następnie zaczną wprowadzać do serca tak zwany pebes. Serce rozprowadzi go po całym ciele usuwając jakąkolwiek juchę. <Po odcięciu kilku żeber guślarze odsłaniają serce. Wszystko odbywa się zgodnie ze słowami towarzysza Parlickiego. Kiedy za pomocą ręcznej pompki zaczynają wtłaczać bezbarwną ciecz do serca Adolfa, ten traci przytomność. Obsługa odpina pasy wcześniej podtrzymujące jego ręce.> Kemo Dutchok: A czym jest ten pebes. Jak się go robi? Hubert Parlicki: Ano to jest… To… To jest taka sól w tabletkach co się ją wody wrzuca, ona musuje i robi z niej pebes. W każdym razie po tym płukaniu nadchodzi czas na właściwe utrwalenie denata. Zamiast pebesu moi koledzy wpuszczają parufoldehamyd. To jest to co bogate kobiety w naszych klinikach wstrzykują sobie w twarze, by zachować młodość. Pozwoli to… Kemo Dutchok: Przepraszam, że przerywam, ale coś się dzieje. Adolf Pole się budzi! <Ciało Adolfa obejmują silne drgawki. Zaczyna kiwać głową na boki i ruszać żuchwą> Hubert Parlicki: Spazmy są norma… Kemo Dutchok: Towarzysze! To chyba jest prawdziwy cud! Na Prabudzimira… <Ręce utrwalanego Adolfa powoli się unoszą, aż całkiem wyprostowują się ponad jego głową.> Kemo Dutchok: Przecież to jest ten sam gest, który wykonał Herman Pole na chwilę przed śmiercią Bohatera! Duch Hermana Pole zstąpił do ciała jego brata! To nie ciało Adolfa! To nowe zwłoki Hermana! Umarł przed nami po raz drugi tak, abyśmy wszyscy tego doświadczyli! <Całość ekranu wypełnia ujęcie sceny. Drugi Herman Pole trzęsie się coraz intensywniej. Mimo to Bohater podtrzymuje swój dumny gest wysoko uniesionych rąk. Wszyscy obecni na scenie padają na kolana. Nawet Król Arkadiusz II. Na ich twarzach widać religijną ekstazę. Oni również unoszą ręce na znak bohaterstwa. Premier Młynariew traci przytomność i upada w kałużę własnej krwi. Część obrazu wypełnia ujęcie widowni. Wszyscy współdzielą gest będący kolejnym z niezliczonych darów towarzysza dziesiętnika Hermana Pole. Tłum krzyczy ile sił w gardłach.> Skandujący Tłum: Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy! <Król Arkadiusz, cały zapłakany, chwyta za mikrofon i zaczyna przemowę.> Arkadiusz II Przejściowy: Ludu Szlachecki. Ten znak…. <Ciemność. Koniec Transmisji.> <Dopisek: Awaria reaktora numer 2 w Elektrowni Jądrowej imienia Arkadiusza Filipa spowodowała miesięczną przerwę w dostawie prądu do miasta Hirschberg-Arkopolis. Według naocznych świadków reszta ceremonii odbyła się dzięki światłu ze zużytych moderatorów podarowanych przez pracowników elektrowni. Gdyby nie ich poświęcenie i delegacja, całe wydarzenie mogłoby zostać zrujnowane problemami technicznymi.>Fragment stenogramu z trzeciego posiedzenia komisji śledczej ds. śmierci Bohatera Ciecierad Ciecieląg: Dzień dobry Towarzysze. Otwieram posiedzenie komisji śledczej do spraw zbadania okoliczności śmierci Towarzysza Bohatera dziesiętnika Hermana Pole i udowodnienia prawdziwości oficjalnej wykładni państwowej. Skład komisji nie ulega zmianie. Przewodniczącym pozostaję ja, Ciecierad Ciecieląg. Członkami komisji są Towarzysz Erick Monde, Towarzysz Krzysztof Septimus, Towarzyszka Pancy Anclar, Towarzysz Tobiasz von Richtoffen-Deithven oraz Towarzysz Helmut von Hermann. Ciecierad Ciecieląg: Na przesłuchanie przez komisję wstawił się świadek numer 5, Towarzysz nadzorca Geralt Juggenberg. Proszę się przedstawić. Ma Towarzysz możliwość złożenia wniosku formalnego. ndz. Juggenberg: Członek Korpusu Dozorców Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira nadzorca Geralt Juggenberg, z łaski Generała PMOB dowódca bazy wojskowej „Zalewowa” przy Draśnie na Żuławach Rzeżuszych. Składam wniosek formalny o wykluczenie członka komisji Towarzysza Monde z przesłuchania z uwagi na jego narodowość aralską. Erick Monde: To skandaliczna prośba. Pies Budzimira boi się trudnych pytań. Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu Monde, nie udzielałem Towarzyszowi głosu. Pierwsze upomnienie w dniu dzisiejszym. Przyjmuję wniosek i poddaję go pod głosowanie. Uruchamiam urządzenie pomiarowe. Kto jest za wykluczeniem członka komisji z przesłuchania? Ciecierad Ciecieląg, Helmut von Hermann: ZA! ZA! ZA! ZA! Ciecierad Ciecieląg: Kto jest przeciw? Erick Monde, Pansy Anclar: PRZECIW! PRZECIW! PRZECIW! Ciecierad Ciecieląg: Głosy za osiągnęły 63 decybele. Głosy przeciw aż 116 decybeli. Towarzysz Monde umie donośnie wykazywać niezadowolenie, jak zawsze… Wniosek zatem zostaje odrzucony w około dwóch trzecich i w sposób losowy będzie unieważniana jedna trzecia pytań Towarzysza Monde. Erick Monde: Od kiedy coś takiego jest zgodne z regulaminem komisji? Ciecierad Ciecieląg: Drugie upomnienie dla towarzysza Monde. Towarzyszu Juggenberg, czy przysięga Towarzysz na konstytucję Zjednoczonego Socjalistycznego Królestwa Hirschbergii i Weerlandu oraz Wielkie Tezy Antagonistyczne odpowiadać na pytania zgodnie z interesem państwa? ndz. Juggenberg: Przysięgam. Ciecierad Ciecieląg: Dziękuję. Rozpoczynam jawną część przesłuchania. Daje czas członkom komisji na zadawanie pytań świadkowi. Erick Monde: To może ja pierwszy zadam pytanie w imieniu Aralskiego Regionu Autonomicznego. Dlaczego podczas pamiętnego sierpnia doszło do ataku PMOB na moją wówczas niepodległą ojczyznę? ndz. Juggenberg: Ponieważ otrzymaliśmy taki rozkaz. Erick Monde: Kto wydał rozkaz? ndz. Juggenberg: Otrzymałem rozkaz na piśmie od Generała PMOB. Erick Monde: A kto jest generałem PMOB? ndz. Juggenberg: Jedyny generał PMOB w służbie czynnej jakiego znam to Mistrz Budzimir. Erick Monde: Mistrz Budzimir. A może towarzysz powiedzieć który? ndz. Juggenberg: Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor <Śmiechy z sali> Erick Monde: Co w tym śmiesznego? Musimy ustalić wszystkie fakty. Ciecierad Ciecieląg: Unieważniam ostatnie pytanie. Proszę Towarzysza Monde, aby dał Towarzysz dojść do słowa innym członkom komisji. Helmut von Hermann: Czy jest Towarzysz nadzorca dumny, że to dowodzona przez Towarzysza jednostka wojskowa dała nam wszystkim Bohatera? ndz. Juggenberg: Jak najbardziej. To moje największe osiągnięcie życiowe. Helmut von Hermann: Czy mógłby Towarzysz opowiedzieć nam o Hermanie Pole? ndz. Juggenberg: Herman Pole był wzorcowym żołnierzem Korpusu Poborowych. Zawsze wykonywał wszystkie rozkazy. Był sprawny fizycznie jak i upośledzony intelektualnie w stopniu zaledwie lekkim z powodu nadmiernej świadomości politycznej. Jego liczne atrybuty ostatecznie zapewniły mu stopień dziesiętnika i własną dekurię podczas ostatniego roku służby poborowej. Osobiście wybrał swoich podwładnych spośród nowo zaciągniętych i zapewnił im adekwatną falę. Erick Monde: Zgodnie z moimi notatkami w dniu śmierci 17 sierpnia Herman Pole miał stopień starszego poborowego. Dlaczego przedstawia się go inaczej? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Proszę o pytania ze strony innych członków komisji. Pansy Anclar: Czy to prawda, że stopień dziesiętnika został nadany Hermanowi Pole już pośmiertnie? Tobiasz von Richtoffen-Deithven: To oburzające! Helmut von Hermann: Takie rzeczy na komisji? Towarzyszka by się wstydziła. ndz. Juggenberg: Herman Pole był dziesiętnikiem przed swoją śmiercią. Później został pośmiertnie awansowany do stopnia Generała PMOB dekretem JKM Arkadiusza II Filipa. Niedawno Mistrz Budzimir VII postanowił zdegradować go do stopnia poborowego, aby więcej członków Ludu Szlacheckiego mogło się z nim utożsamiać. Erick Monde: To dlaczego w moich notatkach jest napisane inaczej? ndz. Juggenberg: Bo jest w nich błąd. Herman Pole był dziesiętnikiem i jako Bohater poprowadził swoją dekurię na śmierć. Erick Monde: Czegoś tu nie rozumiem. Czy dekuria liczy dziesięciu żołnierzy, czy jedenastu wliczając dziesiętnika? ndz. Juggenberg: Dziesięciu łącznie z dziesiętnikiem. Dziesięć dekurii podlega żołnierzowi zawodowemu z Korpusu Dozorców w stopniu setnika. Erick Monde: Czyli dekuria liczy dziesięciu poborowych, ale setnik oraz podlegli mu poborowi to już sto i jeden żołnierzy? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Nie rozumiem związku między pytaniami Towarzysza, a meritum sprawy śmierci Bohatera. Erick Monde: Jakby sobie Towarzysz wyczyścił uszy i słuchał uważnie, to by Towarzysz zrozumiał do czego dążę. Ciecierad Ciecieląg: Nakładam na Towarzysza karę porządkową w wysokości 1000 loli. Może Towarzysz mnie oświeci? Erick Monde: Nie przyjmuję kary. Muszę w pełni znać strukturę siepaczy Budzimira, aby zrozumieć jaką rolę miał w tym wszystkim Herman Pole. Ciecierad Ciecieląg: Ta komisja ma na celu potwierdzenie bohaterstwa Bohatera, a nie edukowanie Towarzysza na temat naszej służby poborowej. Co do kary, złożę stosowny wniosek w Domie Prawa i Sprawiedliwości. Skończy się to tak jak poprzednio. Czy ktoś z komisji ma dalsze pytania? Pansy Anclar: Przede mną leży kopia dokumentu o nadaniu stopnia dziesiętnika w dniu 19 sierpnia. Bohater nie mógł być dowódcą dekurii dwa dni wcześniej w czasie swojej śmierci. Helmut von Hermann: To nie pytanie, to teza, i to na mój gust poboczna! Ciecierad Ciecieląg: Dziękuje Towarzyszowi za pomoc. Czy ma Towarzyszka pytanie, a nie oświadczenie? Pansy Anclar: Czy Herman Pole był dowódcą dekurii jako dziesiętnik podczas bitwy na Krwawej Plaży w dniu 17 sierpnia 2011 roku standardowego? ndz. Juggenberg: Tak. Był i wykazał się niezwykłym bohaterstwem jak prawdziwy Bohater. Gdyby nie jego poświęcenie nasze straty tamtego dnia byłyby sto razy większe. Pansy Anclar: Czyli mówi Towarzysz, że Herman Pole jako dziesiętnik od dwa dni po śmierci ocalił życie blisko pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy PMOB? ndz. Juggenberg: Zgadza się. Pansy Anclar: Cóż za niezwykły wyczyn kogoś awansowanego pośmiertnie! Ilu żołnierzy PMOB stacjonowało w tym czasie w bazie „Zalewowa”? ndz. Juggenberg: Łapie mnie Towarzyszka za słowa i próbuje mnie zmylić. Herman Pole był dziesiętnikiem. Ciecierad Ciecieląg: Wiemy to i tak ustalimy. Proszę odpowiedzieć na pytanie Towarzyszki Anclar. ndz. Juggenberg: Łącznie w bazie „Zalewowa” jak i bazie podległej „Z-Wyspa” na dzień 10 sierpnia stacjonowało 12 355 żołnierzy w tym 12 231 odbywało zasadniczą służbę wojskową. Dysponowaliśmy także pracownikami cywilnymi, którzy nie uczestniczą w misjach. Pansy Anclar: Czy podczas lądowania na Aralii uczestniczyło wojsko z innych baz? ndz. Juggenberg: Nie, rozkaz ataku otrzymaliśmy tylko my, a w bazach pozostało 236 żołnierzy, w celu ich zabezpieczenia. Pansy Anclar: Jak zatem… Erick Monde: Towarzyszko, już ja to dokończę! Nadzorco Juggenberg, dlaczego baza PMOB nazywa się „Zalewowa”? Ciecierad Ciecieląg: Proszę sobie nie wchodzić w słowo. Jesteśmy w Domu Publicznym. Myślę, że wystarczy pytań od Towarzyszki Anclar, dopóki wszyscy inni z komisji nie będą mieć okazji dojść do głosu. Proszę odpowiedzieć na pytanie Towarzysza Monde. ndz. Juggenberg: Ponieważ sąsiaduje ona z terenami zalewowymi. Erick Monde: A dlaczego z nimi sąsiaduje? Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu. To naprawdę nie ma związku z bohaterską śmiercią Hermana Pole. Wiemy już, że ocalił życie aż pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, co jest wartością większą niż w dotychczasowej oficjalnej propagandzie. Wprowadzone zostaną stosowne zmiany i osobiście zawnioskuję o dodatkowe odznaczenia dla Bohatera. Proszę o pytania ze strony pozostałych członków komisji. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Jakby Towarzysz nadzorca jednym słowem opisał śmierć Hermana Pole? ndz. Juggenberg: Inspirująca. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: A wieloma słowami? ndz. Juggenberg: Dziesiętnik Herman Pole wraz ze swoją dekurią wylądował na odcinku plaży desygnowanym jako Zgon-6. Pomimo zapewnień ze strony Korpusu Dozorców, że były to tylko ćwiczenia, co miało poprawić morale, dziesiętnik Herman Pole zachował pełen profesjonalizm i gotowość bojową. Zginął z ręki aralskich bojówkarzy w sposób wzorcowy. Każdy członek Ludu Szlacheckiego powinien brać z niego przykład. Erick Mondę: Jakich znowu bojówkarzy. Jeśli nadzorca ma na myśli pilnujących wybrzeża członków Ararlskiej Frakcji Młodych, to już wcześniej przedstawiłem dokumenty, że AFM od początku był organizacją nieuzbrojoną w broń palną i sieczną. W Aralii aż dotąd nie ma ani jednego sklepu z bronią. Kto miałby im dać? No chyba, że PMOB...? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję! Helmut von Hermann: Czy Herman Pole zabił wielu Aralczyków? Ndz. Juggenberg: Herman Pole nie musiał niczego udowadniać oddawaniem choćby pojedynczego strzału. Jego ewentualne ofiary strona aralska mogłaby uznać za pobłogosławione ręką prawdziwego Bohatera i użyć we wrogiej propagandzie. Erick Monde: A skąd pewność, że Herman Pole zginął z ręki moich rodaków? Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Towarzysz nie zna żadnych granic! ndz. Juggenberg: Gdy żołnierz atakuje inne państwo racjonalnym jest założyć, że poniósł śmierć ze strony wrogich sił. Erick Monde: Nie od dziś wiadomo, że w całych Królewskich Siłach Zbrojnych obowiązuje doktryna drugiej linii z której żołnierze strzelają do swoich kamratów z pierwszej, jeśli ci się wycofują. Czy aby na pewno Herman Pole nie został zabity przez siły PMOB? Helmut von Hermann: To niedopuszczalne! Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Towarzyszu Ciecieląg! Ciecierad Ciecieląg: Anuluję pytanie. Kara porządkowa rośnie do wysokości 10 000 loli. Ta komisja jest transmitowana w telewizji. Czy ma Towarzysz świadomość reperkusji swojej działalności wywrotowej? Erick Monde: Mi zależy tylko na prawdzie. ndz. Juggenberg: Gdy honor PMOB jest brukany, muszę odpowiedzieć. Twierdzenie o strzelaniu do naszych żołnierzy, jeśli ci się wycofują, to jest ordynarna kalumnia. Nasza druga linia, w tym przypadku żołnierze pozostający na okrętach, strzelała do pierwszej linii już podczas natarcia, aby rutynowo zwiększyć jej sprawność bojową. Są dowody na to, że kilka pocisków trafiło w kamizelkę kuloodporną Hermana Pole na odcinku lędźwiowym, ale ta zachęta wyłącznie mu pomogła. Przyczyną zgonu jest rozerwanie na strzępy gołymi rękami. Erick Monde: A właściwie dlaczego Aralczycy mieliby to robić? ndz. Juggenberg: Bo był żołnierzem atakującym ich kraj i mieli rozkazy jego obrony? Erick Monde: A co jeśliby Herman Pole by nie istniał? ndz. Juggenberg: Wtedy by go tam nie było, więc by nie zginął. Erick Monde: Moi rodacy nie mogliby nikogo tak okrutnie rozszarpać. To dowód na to, że Herman Pole nigdy nie istniał. A nawet jeśli, to może tak naprawdę napadł go tygrys, albo lew, a nie grupa Aralczyków. Czy to wszystko zostało sfabrykowane, by oczerniać Aralię? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Towarzyszu Monde. Może i Towarzysz sobie prywatnie uważa Aralczyków za słabych i niezdolnych do okrucieństwa, ale wszyscy inni obecni na sali mają o nich lepsze zdanie. Byli oni w stanie swobodnie terroryzować PMOB. Grzywna wzrasta do 50 000 loli. Erick Monde: Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz. Jak ich sterroryzowali- scyzorykiem, czy żyletką? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Uszom swoim nie wierzę. Przecież resztki ciała Bohatera zostały odzyskane. Jak można w ogóle sugerować, że nie istniał. Niech towarzysz Juggenberg o tym opowie. ndz. Juggenberg: Po bohaterskim poświęceniu Hermana Pole mającym na celu uratowanie jak największej ilości kamratów, dozorca Gwido Czerniecki wydał rozkaz odzyskania jego ciała. Czterdziestu siedmiu żołnierzy PMOB oddało swoje życie w nierównej walce o szczątki Bohatera. W końcu udało się wyrwać sprofanowane resztki z rąk zdziczałych bojówkarzy i zabrać je na ponton desantowy, którym zostały ewakuowane ze Zgonu-6. Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Chwała Bohaterowi! Helmut von Hermann: Chwała! Erick Monde: Czy żołnierze PMOB nosili kamizelki kuloodporne? ndz. Juggenberg: Nie było to na ich wyposażeniu podczas misji. Pansy Anclar: Czy mogę już zadawać pytania? Ciecierad Ciecieląg: Ależ Towarzyszko. Wciąż nie było żadnego pytania od Towarzysza Septimusa. Nie może Towarzyszka tak po prostu zakrzykiwać pozostałych członków komisji. Zresztą niech wypowie się sam Towarzysz Septimus. Może ma jakieś pytania do świadka? <Cisza> Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu Septimus? No i widzi Towarzyszka do czego taka wyrywność prowadzi. Pansy Anclar: Skoro Towarzysz nie chce pytać, to uważam, że ja mogę. Dysponuje dokumentami z bazy „Zalewowa”. Znajdują się w nich akty urodzenia pozwalające na prowadzenie poboru. Nazwisko Pole pada tylko raz. Jest to Adolf Pole, oficjalnie brat Hermana, który urodził się 11 listopada… Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszka nie może teraz zadawać pytań. Pansy Anclar: Oj Ciecierad, słonko moje. Otóż mogę, bo nie został złożony żaden wniosek formalny o wykluczenie mnie z przesłuchania. Także proszę mi nie przerywać. Helmut von Hermann: Składam wniosek formalny o wykluczenie Towarzyszki Pansy Anclar z przesłuchania nadzorcy Juggenberga z uwagi na niepatriotyczną dociekliwość. Ciecierad Ciecieląg: Wniosek przyjmuję. Poddany zostanie pod głosowanie… Pansy Anclar: Zgodnie z paragrafem 53, ustępem czwartym regulaminu wewnętrznego komisji śledczych mam prawo dokończyć swoje pytanie przed głosowaniem. Helmut von Hermann: Jeszcze czego? Ciecierad Ciecieląg: Ja Towarzyszce nie przerywałem. Kara porządkowa w wysokości 1000 loli. Jeśli chodzi o regulamin to… prawda. Niech już Towarzyszka zada swoje pytanie. Pansy Anclar: W archiwach nie występuje akt urodzenia Hermana Pole, a wyłącznie Adolfa Pole. Nie ma też żadnej informacji w indeksie stanów cywilnych „Zalewowej” o małżeństwie między Hermanem Pole, a Helgą Pole. Pierwsze… Erick Monde: Ale dlaczego ktoś miałby budować bazę wojskową przy terenie zalewowym. To... Pansy Anclar: Ericku, pozwól. Ja to wszystko wyjaśnię. Erick Monde: Niech mi Towarzyszka nie przerywa. To tylko przeszkadza w dotarciu do prawdy. Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. Pytanie zadaje teraz Towarzyszka Anclar. Erick Monde: Ona da się wpuścić w maliny! Pansy Anclar: Pierwsze wzmianki o Hermanie Pole to właśnie nadanie stopnia dziesiętnika dwa dni po dacie jego śmierci. Gdzie są te akta? Co się stało z tymi informacjami? ndz. Juggenberg: W dokumentacji PMOB panuje całkowity nieporządek na cześć Świętego Człowieka Śmiechobija, stąd można w niej dostrzec liczne braki. Jak Towarzyszka może zobaczyć, Adolf Pole urodził się jedenaście minut po północy. W ramach ciąży bliźniaczej Bohater urodził się wcześniej, czyli poprzedniego dnia. Dokumentacja z niego została zniszczona. Pansy Anclar: Jak, kiedy i dlaczego zniszczono tak ważne informacje? Ciecierad Ciecieląg: Było pytanie i odpowiedź. Proszę znać swoje miejsce pośród równych. Przystępujemy do głosowania w sprawie wykluczenia Towarzyszki Pansy Anclar z przesłuchania. Kto jest za? Ciecierad Ciecieląg, Helmut von Hermann, Tobiasz von Richtoffen-Deithven, Erick Monde: ZA! ZA! ZA! ZA! Ciecierad Ciecieląg: Kto jest przeciw? Pansy Anclar: PRZECIW! PRZECIW! PRZECIW! Ciecierad Ciecieląg: Głosy za osiągnęły 125 decybeli. Głosy przeciw zaledwie 55 decybeli. W związku z tym Towarzyszka Pansy Anclar wykluczona jest z dalszej części przesłuchania. Wszelkie jej dalsze wypowiedzi są uważane za nieistniejące. Odłączam mikrofon. Ciecierad Ciecieląg: Może i słowa Towarzyszki byłyby przejmujące, ale nikt ich nigdy nie pozna. Czy są jakieś pytania? Krzysztof Septimus: Ja chciałbym się jednak dowiedzieć jakie są okoliczności zniszczenia aktu urodzenia Hermana Pole. Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszu, już Towarzyszowi tak dobrze szło, a wszystko Towarzysz rujnuje. Zagraniczne imię podejrzanych konotacji widać zobowiązuje. ndz. Juggenberg: Dzień po śmierci Hermana Pole Generał PMOB wydał słowne polecenie likwidacji wszystkich dokumentów związanych z Hermanem Pole dla dobra publicznego. Choć każdy mądry obywatel wie, że władzy należy ufać na słowo, wielu wciąż popełnia zbrodnie obiektywizmu i nadmiernie polega na słowie pisanym. Byle szaleniec może coś napisać i wydrukować. Czy to oznacza, że to prawda? Czasem lepiej, aby fałszywe treści nie kusiły. Więcej na ten temat nie mogę powiedzieć. Jestem tylko dumnym nadzorcą PMOB. Ciecierad Ciecieląg: Towarzyszko Anclar. Tego i tak nie będzie w transkrypcie. Może Towarzyszka liczy, że inni członkowie komisji, mężczyźni, zadadzą te okropne pytania za Towarzyszkę? Doceniam zrozumienie prawdziwych ról płciowych, ale nie życzę sobie dalszego zaburzania przebiegu przesłuchania. Ciecierad Ciecieląg: Dość tego. Proszę o wyprowadzenie Pansy Anclar z sali. Czy są jeszcze jakieś pytania? Tobiasz von Richtoffen-Deithven: Chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości, aby każdy mógł to usłyszeć. Towarzyszu nadzorco. Proszę powiedzieć wprost. Czy Herman Pole to prawdziwy Święty Człowiek? ndz. Juggenberg: Herman Pole był osobą z krwi i kości zupełnia jak ja sam. Nie ma prawdziwszego spośród Świętych Ludzi i tylko Pierwszy Wielki Mistrz Budzimir może się z nim równać! Erick Monde: Dlaczego baza „Zalewowa” została zbudowana przy terenie zalewowym? Ciecierad Ciecieląg: Anuluję. To bez związku z tematem. Przyznam, że mnie suszy. Przed częścią niejawną przesłuchania proponuję godzinną przerwę libacyjną. Czy są głosy sprzeciwu? <Cisza> Ciecierad Ciecieląg: A zatem zarządzam przerwę. Po niej rozpocznie się część niejawna, a na koniec zostanie złożone sprawozdanie z przesłuchania świadka numer 5. <Przerwa> Ciecierad Ciecieląg: Witam ponownie, już na podsumowaniu przesłuchania świadka numer 5. Na członka sprawozdawcę jednogłośnie wybraliśmy Towarzysza Septimusa…. Oczywiście żartuję. Helmut, wygłaszaj. Helmut von Hermann: Dziękuje Towarzyszu przewodniczący. Wnioski z przesłuchania nadzorcy Geralta Juggenberga są następujące: Helmut von Hermann: Po pierwsze. Decyzja o podjęciu ataku na Aralię przez Mistrza Budzimira VII była słuszna, niezależnie od jej umotywowania. Precz z monarchofaszyzmem! Helmut von Hermann: Po drugie. Herman Pole jako dziesiętnik dowodził dekurią podczas lądowania na plaży. Data nadania mu tego stopnia zostanie odpowiednio zaktualizowana na wszystkich dokumentach z użyciem korektora. Helmut von Hermann: Po trzecie. Herman Pole dzięki swojemu bohaterstwu uratował aż 50 000 żołnierzy PMOB. Należy rozpisać przetarg na aktualizacje wszystkich stu czterdziestu tysięcy tablic pamiątkowych. Helmut von Hermann: Po czwarte. Wszystkie sugestie, że Herman Pole zginął z ręki innych żołnierzy PMOB, lub wręcz nie istniał są wrogą propagandą. Komisja wniesie o ich penalizacje w lokalnych kodeksach karnych. Helmut von Hermann: Po piąte. Informacje, które padły na części niejawnej na zawsze pozostaną ścisłą tajemnicą państwową. Stawką jest zaufanie Ludu Szlacheckiego do idei Monarchosocjalizmu i Wszechbudzimiryzmu. A bez tego zaufania nasza społeczność ulegnie pokusom ciemności, krawaciarstwa i monarchofaszyzmu. Helmut von Hermann: To wszystko. Dziękuje Towarzyszom. Ciecierad Ciecieląg: Dziękuję. W związku zakończeniem przesłuchania numer 5 ogłaszam przerwę w obradach komisji do dnia jutrzejszego, godziny 10:30. Odbędzie się wtedy wspólne przesłuchanie numer 6-7 przedstawicieli Aralskiej Frakcji Młodych oraz Aralskich Służb Porządkowych. Erick Monde: A dlaczego ich? Już wykazałem, że AFM nie miała ze śmiercią Polego nic wspólnego. A ASP nie istnieje od czasu rządów Gieorgija, ci ludzie rozeszli się po kraju, i z lupą ich szukać... Ciecierad Ciecieląg: Winni zawsze się znajdą Towarzyszu Monde. Wyłączam mikrofony.
|
|
|
|
|
4
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Stycznia 21, 2026, 10:27:15
|
Menel Przypowieść o poszukiwaniu Większego Sensu. W mieścinie Kieferklaue mieszkał człowiek, a imię jego było Rudolf. W szkole przy Domie Tez pilnie pobrał za młodu wszelkie nauki. Głosząc przy jego półkach tezy o Lachtprugelu żonę swą poznał i dzieci wiele narobił. Nocą ciężko harował w manufakturze egzotycznych dóbr pod batem ekonoma, a w dzień służył jako tezoferariusz z nadzieją na zostanie podtezym. Przyzwoite życie wiódł i wiele podróżował, do Zebrau, do Zendrau, a nawet do Lubau. Wciąż jednak pustkę w swej wątrobie odczuwał i nie wiedział cóż z tym poczynić. Pewnego dnia w swej wielkiej podróży Menel dotarł i do Kieferklaue, coby mądrości przekazać. Rzekł Rudolf swej żonie, że on także pragnie się poradzić, aby tezę opiekunowską wreszcie ułożyć. Ta, jak zawsze, pysznych straw nagotowała dla niego i Menela. Zapiski swe wszelkie o Świętych Ludziach Rudolf zebrał, bimbru nakupił i na plac targowy, gdzie Menel przyjmował ruszył po raz pierwszy. Długo musiał czekać, by choć go ujrzeć, takie tłumy Menel zbierał. Wieczór już się zbliżał i tylko para młoda przed nim była ze swą córką. Płakali, że osiem ma już wiosen, a za chłopcami się nie ugania, to i starą panną zostanie. Wziął ją Menel na kolana, warkocz pogładził, do uszka mądrość szepnął i je liznął, szluga na kolanku zgasił, półdupka uszczypnął i tak oto rozbudził. Dziękowali mu rodzice i trzy flaszki zostawili. Czas nadszedł na Rudolfa. Dał on Menelowi strawy chwaląc jej smak i żonę swą. Menel ino powąchał, twarz kwaśną przybrał, petem się zaciągnął, po czym na ziemię wszystko cisnął krzycząc: „Gdzie bimber?” Padł Rudolf na kolana o przebaczenie prosząc i flaszki mu przekazał. Menel zaś wybaczył i obok siebie siąść nakazał, a picie swe podjął. Snuł długo Rudolf opowieść o swym życiu, trudach, zwątpieniach, zaś Menel słuchał i rzekł : „Napij się ze mną”. Tym, którzy za Rudolfem czekali trunki nakazał zostawić i kolejnego dnia z nowymi przyjść, aby rady otrzymać. Po drugiej flaszce zebrał się Rudolf na odwagę i zapiski swe wyciągnął, by o wszechbudzimiryzmie pomówić. Zaśmiał się Menel, z ręki mu je wyrwał, po czym przy ławce defekował i nimi doły swe otarł. Zbierał je z ziemi zatroskany Rudolf, a Menel przemówił: „Baby! Wszystko przez te baby! Patrz ino na siebie. Gówno bez mięsa jako strawę ci daje, to i siły żeś potracił. Dzień za dniem marudzenia jej wysłuchujesz i lękasz się jej. Trzewikarzem, co to prośbom jej ulega się stałeś. Chłop jako lepszy winien władzę mieć, ale nad babą się nie da. Czas swój wolny miast na picie pomiotom jej przeznaczasz, a to jej wina, że takowe wysrała. Skąd ty wiesz, że twoje? Zrazu sobie kolejnego przyprowadzi jak nie upilnujesz, a baby nie upilnujesz. Na cóż ci one? Za łachy i kop w dupę, a będzie tylko lepiej.” Wysłuchał go Rudolf i chlał oraz palił z nim do rana. Zbudził się w bagnie i cały umorusany do domu powrócił. Tam wściekłą żonę zastał. Krzyczała do niego i pijaństwo zarzucała. Przypomniała, że z rana miał matce jej w przenosinach do innej kamienicy pomóc i sama musiała wszystko targać. Prawił Rudolf, że czwarty raz w tym księżycu matka jej ubytowanie zmienia i już nie może, lecz ta dalej mordę darła. Złapał ją za szmaty i z domu swego wykopał, a dzieci za nią. Życie Rudolfa dalej się toczyło. Do pracy swej wciąż chodził i tezę w Domu Tez szykował. Więcej loli mu bez pijawek zostawało i na trunki oraz mięsiwa tłuste je wydawał. Wciąż jednak pustkę czuł w wątrobie. Menel pozostawał w mieścinie, poszedł tedy Rudolf o brzasku poradzić się po raz drugi. Znów musiał czekać długie godziny, a gdy ujrzał Menela dymem szlugowym pochłoniętego, to przyuważył, że kilkoro innych chłopów z Kieferklaue w brudnych łachach mu towarzyszyło. Przed Rudolfem był starzec z pudełkiem drewnianym. Z krain odległych pozytywkę kupił, lecz ta przestała pieśnią chwalić króla. Rozebrał ją zręcznie Menel na części, miedź do kieszeni schował, a problem odnalazł. Na bok kawałki odłożył i innego dnia przyjść nakazał, naprawę obiecując. Podszedł do Menela zlękniony Rudolf wiele flaszek dzierżąc, a on go poznał, na ławę swą zaprosił i rzekł: : „Napij się ze mną”. Po trzeciej flaszce zebrał się Rudolf na odwagę i powiedział, że choć żony swej i dzieci się pozbył, to wciąż czegoś mu brakuje. Że każdy wieczór, gdy poczucie obowiązku wzywa go do manufaktury jest jednym wielkim cierpieniem, a z każdą wachtą bicz ekonoma wżyna się w skórę głębiej i głębiej. Zamachał Menel swą ręką, a szlug smużkę dymu na obraz Kwadratowego Koła uformował i wtedy On przemówił. „A na cóż ci na kogoś robić? Ja dla nikogo nie robię, nawet i siebie samego. Praca to jest ino zniewolenie. Dawno temu Wielki Mistrz Budzimir cały bunt urządził, bo nie chciało mu się robić! A jak mu, Świętemu się nie chciało, to jak nam ma się chcieć? Ja już dawien dawno dociekłem tajemnicy wszelkich możnych panów. Jak się siądzie na rzyci i nie robi nic, tylko od innych oczekuje, tedy ci inni wszystko co trzeba doniosą. Spójrz ino wokół. Bierz i pij z tego ile zdołasz, to jest duch, który wątrobę twą wypełni.” Pił Rudolf z Menelem i uczniami jego przez resztę dnia. Gdy wieczór za szybko nadszedł, niby zatruta strzała, obowiązek jednak poczuł. Do manufaktury musiał się wstawić. Mówił Menel, że Rudolf nic nie musi i prosił, aby ten z nim został. Na nic się to nie zdało i drogę do manufaktury z trudem odnalazł. Świat Gierkemiasz rozbujał i dłonie Rudolfowi plątał, a zły ekonom zębami zgrzytał i batem plecy mu smagał. Nie mógł tego znieść dłużej i spróbował ekonomowy pejcz pochwycić, tedy siły jakieś nogi Rudolfowi podcięły, a cenny trunek ustami mu wyrwały na klepisko. Usłyszał od ekonoma, że więcej już ma nie przychodzić i buta na swej głowie poczuł. Przebudził się następnego rana w chlewiku. Do domu swego podążył, lecz tam byłą żonę z dziatwą spotkał i chłopa rosłego. Napomknęła mu ona, iż jej to jest dom w posagu wniesion, a za szmaty pochwycić ją spróbował. Jednak to chłop inny Rudolfa pochwycił i z domu wyrzucił. Zakrzyknął na odchodnym parszywy babsztyl, że Tschat ją zawsze obroni i wszystkie jej potomstwo to on w niej zasiał. Dni kolejne żył Rudolf w starej beczce, a spędził je pijąc aż nos mu poczerwieniał i do testu na podtezego się szykując. W przeddzień dnia ważnego tezę swą ukończył, jednak głowa i wątroba wielce go bolały, zaś na trunki kolejne monet już nie miał. Poszedł zatem do Menela po raz trzeci. Choć wielki był tłum jak zwykle, ten przed Rudolfem się rozstąpił, jak tylko go poczuł, a stało się to nim go nawet zobaczyli. Usłyszał ino głosy o przejścia zrobieniu dla ucznia Menela i wszystkich wyminął. Menel zaś w otoczeniu dziesiątek chłopów w brudnych łachach siedział, a gestem swym Rudolfa zaprosił. Spytał tedy Rudolfa, co mu na wątrobie leży i czy to jutrzejszy test w Domie Tez, bowiem dzień jego zapamiętał. Odrzekł tedy Rudolf, że głowa wielce go i wątroba bolą, to chciałby się napić. Tak też razem poczynili. Po piątej flaszce zebrał się Rufolf na odwagę i spytał swego mistrza: ”Czemu, skoro bimber jest tak dobry, to tak mi źle, gdy budzę się po jego spożyciu?”. Oczy menela zapłonęły niczym najczystsza z czystych. Wstał ze swej ławy, głęboko się zaciągnął i przemówił: „Słuchać mnie teraz, bo mam wam coś ważnego do powiedzenia. Kto spotkał w swym życiu Weerlandczyka, ten wie. Chleją oni tyle, ile pod usta im się podłoży. I co? I nic ich potem nie boli. Mogą oni pić sto dni bez zakąski, a siły nie tracą. To jest dar Prabudzimira! A co z nami? Dla nas go nie chcą! Mówią zazdrośnicy: tylko starowiercy są nim obdarzeni. Dla nas ino Druga Teza! Druga dla Hirschbergów! Że myśmy gorsi nam mówią. Że słabsi! Że my nie umiemy pić! W Domach Tez tego wam nie przeczytają! Oni pragną byście na nich harowali. Wszystko im dawali, aby do ich pałaców tabory krwawicy naszej zwożono. Nic zaś od siebie nie dają złodzieje! Komu Domy Tez służą, jak król zamknął Budzimira w lochach? Ja żem uznał, że tak być nie może. Że hen daleko się z tego pierdolnika trza iść. Do dalekiej Wurstlandii dotarłem. Tam alchemik ukazał mi marnotrawnego brata Alkohola, a imię jego Aldehyd! Każdy, kto wódkę, czy bimber, czy szczyny żółte i czerwone wypije, temu wątrobę i on wypełnia. Jak temu zaradzić się pytałem, a mędrców szkiełko i oko nie wiedziało. Gówno te całe nauki. Na chłopski swój rozum rozmyśliłem i wiedziałem już co robić. Aldehyd to wątrobę odwiedza, niby przygłupi brat dobrego Alkohola. Jak Alkohola w gościnę bierzemy, to on Aldehyda ze sobą przyciągnie, bo co zrobić. A potem krzyczy takie i dupę zawraca. Jeszcze Alkohol sam wychodzi, a brata swego do opieki w wątrobie zostawia. To ja se pomyślałem. A jeśli Alkohol nie gościem zostanie, lecz na trwałe w wątrobie zamieszka? Tedy może przekona się go, że tego Aldehyda to za szmaty za drzwi, bo w wątrobie ciasno? No to piłem bimber przez trzydzieści wiosen i cztery zimy. Z każdą mniej wszelkich innych trunków i straw zażywałem. Aż pewnego dnia nic już poza bimbrem nie trzeba mi było, aby wyżyć. Rację miałem i Aldehyda pachą wydaliłem, a Alkohol nigdy mnie już nie opuszcza! Może ktoś spytać mnie, czemu zatem palę? Ano, bo lubię, ale nie muszę. I wam, bracia moi, będzie to dane. Aldehyd długo w nas żyć może, ale was też opuści jak glisty kałowe! Forsowne to zadanie i wiele rzek bimbru ustami swych osuszycie. Jednak wam się uda wątroby na zawsze dobrym duchem wypełnić, a Weerlandczykom siłę pokazać! To jest chłopy sens naszego żywota! Zapełnijcie balię!” A uczniowie go usłuchali i bimbru nań nalali. Sypnął Menel do niej skórnych soli, łoju i spytał Rudolfa, czy ten jest gotów. Rudolf odrzekł, że tak, a pochwycili go Menel z uczniami i w całości do balii wrzucili. Tam, przyznać trzeba, Rudolfa zwątpienie objęło, a oczy go piekły. Jednak ręka menelowa pilnowała, coby głowy znad bimbru nie wynurzył. Lęk Rudolfa opuścił i głęboki wdech nabrał, a wizje na niego spłynęły. W nich znajdował się na saniach rogatych, a te orzekły, że jadą do zająca. Gdy do nory dotarli, to go tam nie było, więc ją podpalili i ruszyli dalej. W innej norze też nie zastali zająca, a nutrie, które w dziwnej mowie prawiły. Ubrał Rudolf spodnie na szelkach i pończochę na głowę, po czym kredą narysował okno i śniegu przez nie nawiało. Zza okna zobaczył zająca i go zawołał. Zając zaś milczał i jadł trawę. Do drzwi chatki ktoś zapukał i Rudolf odszedł od pieca, by sprawdzić któż to. Gdy je otworzył, to sam Pierwszy Mistrz Budzimir jako głowa bez ciała się objawił i brodę swą nakazał pochwycić. W nieboskłon Rudolfa zabrał, by ujrzał on choć na chwile cuda Prawdziwego Weerlandu.
 Wizualizacja dodana w ramach programu zachęcania młodzieży do czytania ksiąg w Domach Tez Rudolf przebudził się dnia kolejnego w dywan zawinięty, a niesiony był do Domu Tez. Rzekł tedy Menel: „Do każdego testu wiary podejść należy. Na tym polega odpowiedzialność”. Przed Tezownikiem Menel go usadowił i się pożegnał. Test z pytaniami mu podsunięto i pióro w rękę włożono, a Rudolf, choć czytać nie mógł, to wizje wszelkie odpowiedzi mu podsunęły. Spytał Rudolfa Tezownik, czy ten swą tezę przygotował, to nauki Menela powtórzył. Do oralum doszło, a i tutaj Rudolf się spisał. Orzekł wtedy Tezownik, że podtezym Rudolfa mianuje. Radość na chwilę Rudolf poczuł i spełnienie, jednak pustka po niej nadeszła. Inaczej zapragnął wiarę swą wesprzeć i prawd dociec. Wstał z wielkim trudem i chwiejnym krokiem Dom Tez na zawsze opuścił, bo go suszyło. Gdy na plac targowy powrócił, to Menela już nie zastał, albowiem w dalszą drogę ku innym mieścinom ruszył, ino uczniów za sobą pozostawiając. Zasiadł przy nich Rudolf na ławie, gdzie zrobili mu miejsce. Flaszkę zza rozkręconej pozytywki pochwycił i duszkiem całość wypił. Niedopałek z ziemi zebrał. Nie miał już na wątrobie swej żadnych zmartwień. Wszystko rozumiał. Większy Sens już odnalazł. Jedynie Aldehyda zostało mu wykurzyć.
Fragment zapisków z wizyty surmeńskiego podróżnika Jorgosa Sofianosa w Zjednoczonym Królestwie Hirschbergii i Weerlandu. Dość już mając biedy wszechobecnej wraz ze swym przewodnikiem opuściliśmy okaleczone ziemie Weerlandu. Skierowaliśmy się na północ. Tam trafiłem do krainy jeszcze dziwniejszej, a była nią Hirschbergia. Jak tylko mroczną puszczę opuściliśmy, to wioskach same kobiety napotykaliśmy, a o mężów swych pytane jeno w płacz popadały i mówiły, że poszli. Żadna nie wiedziała dokąd. Trzeciego dnia dotarliśmy do Grabiny, podle słów Izbora dawniej weerlandzkiego miasta z którego okrutny król Gromosław wszystkich ich wypędził. Mury miejskie z byle drewna, zaprawy i odpadów były wzniesione, a tak koślawych i pozapadanych kamienic wcześniej oczy me nie widziały. I tam z początku same kobiety ulicami przemykały, lecz miast lamentować butelki, karafki i strawę niosły, ku centrum miasta się kierując. Tam dopiero napotkaliśmy coś, co onegdaj było hirschberskimi mężami. Ze wsi pobliskich stworzenia te się w jednym miejscu zgromadziły. Niby wieprze w błotach i rynsztokach się poniewierały, a smród był nie do zniesienia. Żony zaś więcej cipuro i zakąsek im znosiły. Nawet Izbora to zadziwiło i wypytać ich spróbował. Wiele zaś z ich majaczeń nie zrozumiał. Pośród ich rojeń słowa o proroku posłyszał i pokazaniu Weerlandczykom, kto lepiej pije. Zaśmiał się z nich mój przewodnik, który odkąd go nająłem nic prócz cipuro nie spożywał, a nigdy na ziemię nie upadł. Kopać ich począł, a gdy oporu nie zastał, tedy gardła im podrzynał. Zakrzyczałem, by poprzestał. Nikogo jednak nie było, kto mógłby go powstrzymać i rzeź swą kontynuował o zemście mi prawiąc. Gdy słońce było już nisko, coś się odmieniło. Stworzenia, których Izbor nie zdążył ubić wysiłku się podjęły. Z początku wierzgały niezbornie swymi kończynami, lecz wkrótce wiele z nich na rękach i nogach się wsparło, a część z nich nawet i całkiem powstało. Wszystkie w jedną stronę ruszyły losowe sylaby mamrotając. Podążyliśmy za nimi, a gdy Grabinę opuścili, tedy Izbor orzekł, że idą w kierunku Hirschbergu. Ciężko było mi uwierzyć, że gdziekolwiek horda ta miała dotrzeć. Ciała ich były napuchnięte i przegniłe, oczy żółte, włosy i zęby im wypadały, lica się odkształcały niby bulwy. Siły jakieś nieczyste ich prowadziły. Plany me i stolicę tamtych ziem obejmowały, to i w tak dziwnym towarzystwie do niej dotarłem. Sam Hirschberg był wielkim rozczarowaniem. Mniejszy od nawet podrzędnych surmeńskich osad. Brud i łajno na ulicach pierwszego piętra sięgały i tunelami w parter się wchodziło (…) oka nie było na czym zawiesić. Jednak nie miasto samo uwagę zwracało, lecz tysiące bezwolnych mężczyzn, którzy z czterech stron świata docierali. Ci z południa na drugi brzeg rzeki przechodzili, a wielu zamiast mostem jedynym przez wodę się przedzierało, ku uciesze Izbora tonąc. Po stronie drugiej inne było miasto, Arkopolis zwane i ponoć według naszych architektów wykonane. Orzec tylko mogę, że dobrze się stało, iż wybrali oni emigrację, miast Surmenię zaszpecać. <Zgodnie z oficjalną linią Państwa Arkopolis znane dziś jako Joksopolis zostało założone dopiero przez uzurpatora Arkadiusza II Przejściowego. Wspomnienia towarzyszy o istnieniu tego miasta wcześniej są efektem wrażej propagandy, a obecność w kronikach skutkiem nielinearnego przebiegu czasu. Czuwaj! - Ludowoszlachecki Komisariat Spraw Wewnętrznych> Tam tłum stęchły się zebrał na placu przed królewskim pałacem i zamarł bez ruchu. Cisza jaka zapanowała krew w mych żyłach mroziła, lecz ciekawość była silniejsza, toteż przedzieraliśmy się przezeń aż do pałacowych schodów. Na nich zaś pierwszych trzeźwych Hirschergów w zbrojach zdobnych napotkałem. Słowa do mnie wykrzyczeli, a gdy przewodnika chciałem o nie zapytać, tedy zrozumiałem iż mnie porzucił. W mowie sobie nieznanej gniew i strach wyczułem, więc uciec już chciałem, lecz oni mnie pochwycili i do pałacu zaciągnęli. Wnętrza jego jak u biedniejszego kupca krzywo przyozdobione, ale czasu przyjrzeć się nie miałem. Do zbrojowni zostałem zaciągnięty, a bałem się, że mnie zabiją. Zamiast tego w mundur i kirys mnie siłą odziali, halabardę podali i dalej zaciągnęli. Aż na salę tronową. Ciemną ona była prędzej jak grobowiec, a nie miejsce wystawne. Nic uwagi mej nie przykuło, poza pięcioma drewnianymi figurami po bokach tronu ustawionymi, zapewne lokalnych fałszywych bożków. Na samym tronie białą farbą pociągniętym, by marmur imitować siedział mężczyzna w sile wieku. Twarz jego bliznami była pokryta, a na skroniach spoczywała mu tandetna korona. Był to zapewne ichniejszy król Gromosław, znany okrutnik i watażka, którego żaden ród ostyjski nie chce gościć, ni nawet za pana tamtejszych ziem uznać. Palcami coś przemawiając mi powskazywali i po lewicy jego stanąłem na chwilę krótką najwyraźniej jego gwardzistą zostając. Stałem tak dłuższą chwilę rozmyślając nad swym żywotem, a na sali wzmożenie nastało. Najpierw smród śmieci poczułem, a potem tylko narastał. Nieliczni pokojowcy wejście zablokowali, jednak coś do nich król zakrzyknął i zlęknieni je otworzyli. Jeśli włożyć rybie głowy, ekskrementy i winkowskie onuce do kuferka, zalać je sokiem z buraków, a potem wystawić ten kuferek szczelnie zamknięty na trzy słoneczne dni, by w końcu go otworzyć i dech głęboki wezbrać. Tedy może byłoby blisko temu, co nastąpiło. A wszystko to czuć było od człowieka jednego, który na salę wkroczył. Choć oczy me łzawiły, przyjrzeć mu się próbowałem. Był to mizerny dziad brodaty, jakich w każdej mieścinie świata żebrzących spotkacie, a w Hirschbergii tylko takich. W jednej dłoni miał cygaretkę, której opary go zadziwiająco spowijały, zaś w drugiej butelkę dzierżył i uniósł ją wysoko coś w ichniejszym narzeczu przemawiając. Król z tronu mu odpowiadał, a dłuższą chwilę gawędzili. O czym? A któż wie, jakie sprawy między sobą ci barbarzyńcy bezbożni mogą rozstrzygać? Tam wszystko i tak sprowadza się do alkoholu i bezwstydnej kopulacji. Dyskurs między nimi się zaognił, bowiem król pięścią bił w poręcz. Zakrzyknął do służących, a ci dokądś pobiegli i na czas jakiś niezdrowa cisza nastała. Dłużyło się to bardzo, ale w końcu posłyszałem stękanie i zgrzyt. Wreszcie słudzy powrócili, wielką skrzynię ze sobą targając. Rzekł słowa jakieś do nich król, a ci w nią zapukali, zaś ze środka ktoś odpukał i na jego twarzy widać było ulgę. Rozkaz zapewne monarcha wydał i łomem wieko jej podważyli aż puściło. Z niej się wyłonił chłopiec przy kości. Król za głowę się chwycił głośno krzycząc, a inni mu zawtórowali. Ponownie butelkę łachmaniarz uniósł i zakrzyknął, a pokojowi i paziowie ku niemu zmierzać zaczęli. Krzyczał do nich Gromosław rozkazująco, ale jeden po drugim z ręki menela pili, a po łyku na posadzkę padali. W końcu tylko ja z królem się ostaliśmy, choć jego konwulsje ogarniały, a głos słabnął. Zbliżał się do nas śmierdziel przemowę złowrogim tonem głosząc, a czołem króla pot niczym strumień się lał i na boki głową kiwał słowo jedno coraz ciszej powtarzając: „nein, nein, nein”. Stał już menel blisko i flaszkę ku niemu wystawiał, a król, cały zapłakany, drżącą ręką ku niej sięgał. Wtedy to śmierdziel drugą dłonią otwartą z szyje swą kilkukrotnie uderzył. Nie wiem dlaczego na to się zdobyłem, czy zbyt mocno gwardzistą się poczułem, lecz groźbę taką zostawić nie mogłem i halabardą butelkę mu z ręki wytrąciłem. Ta rozbiła się z sykiem, a zawartość niczym wrząca woda parą buchnęła. Obłok jej na wszystkie strony się rozleciał nas przy tym pochłaniając. Gdy zaś fala jej mijała menela, to dym zielny go spowijający się rozszedł. I zmyło to jego obraz, niby nafta farbę na płótnie. Smród ustąpił woni zbyt mocnych perfum, a przed nami stał człowiek, choć niemłody, to nader na tamtą krainę elegancko odziany, gładko ogolony. Spojrzał się gniewnie w moją stronę i już miał coś przemówić, gdy król zerwał się z tronu i palcem go wskazał jakieś słowo jedno wykrzykując. Imię, czy klątwę, tego nie wiem. Niezbyt dobrze też pamiętam, co nastąpiło później, bo wyobraźnia figle mi płatała. Zdawało mi się, że król ruszył na intruza z pięściami, a gdy go pochwycił, to unieśli się w powietrze. Z rąk obcego trzaskały pioruny i leciały kule żywego ognia. Obaj głośno na siebie pokrzykiwali, a drewniane figury przy tronie ożyły i pobiegły w ich stronę. Tego było już za wiele. Uciekłem ile sił miałem w nogach. Gdy opuściłem pałac, to zobaczyłem, że horda Hirschbergów oprzytomniała. Za głowy i brzuchy się trzymali, a na ich twarzach widać było wielkie zdziwienie. Między sobą o czymś wszyscy rozmawiali, a z ich intonacji pytania wyczułem. Porzuconą dorożkę znalazłem i ku wstydowi mojemu ją skradłem, by udać się na południe. Grzech mój się nie opłacił, gdyż stamtąd nadciągały masy weerlandzkich chłopów. Najwyraźniej gdy wieści do nich dotarły, to wkroczyli do Hirschbergii z chęcią zemsty. Grabina płonęła, a ja zrozumiałem, że Hirschbergii i Weerlandu nie można tak po prostu opuścić.
Usunięty przez cenzorów fragment numeru Echa Aralii <Ostrzeżenie! Poniższe źródło jest niebezpiecznie blisko uznania za tezę poboczną. Dewianci prowadzą obserwacje jego wpływu na czytelników przed podjęciem ostatecznej decyzji. Po przeczytaniu należy zgłosić się na badania w najbliższym Wielkim Domie Tez.> Skandal w Al-Rajn Król JKM Arkadiusz II Filip znów swoim zwyczajem skompromitował kraj na arenie międzynarodowej. Najpierw (nie)rząd postanowił przyznać mu skandaliczne 100 milionów loli na zorganizowanie pojedynczej wizyty zagranicznej ze środków na rozwój. Pomimo moich interpelacji Triada jak zwykle postawiła na swoim i pieniądze po prostu zdefraudowano. A batyskaf Uniwersytetu Królewskiego (5 milionów) od lat nie może doczekać się finansowania. Sama wizyta odbyła się bez powiadomienia strony Al-Rajnowskiej, co nie spodobało się w sułtanacie. JKM Arkadiusz jak zwykle wepchał się w brudnych butach tam, gdzie go nie chcą. Wśród delegatów na finansowaną przez nas wszystkich prywatną wycieczkę byli sami koledzy króla. Zupełnie nie przypadkiem komisarze z (nie)rządu. Nawet spirytualista okazał się tak naprawdę towarzyszem Septimusem w przebraniu. O dziwo dopiero interwencja Budzimira pozwoliła na zamianę. Osobiście wyciągnął ze śmietnika portowego w Draśnie godnego kandydata i przemycił na królewski jacht. Nawet zepsuty zegar dwa razy dziennie pokazuje prawdziwą godzinę… Pomimo okoliczności JKM Arkadiusz został pozornie godnie przyjęty przez władze sułtanatu. Spirytualista wyczuł jednak spisek i już w porcie zwymiotował na buty ich premiera. JKM Arkadiusz mógł posłuchać się mądrzejszego i natychmiast wrócić do kraju. Zamiast tego kontynuował swoje balangi w pałacu i haremie Sułtana Ramzaniego. Jeszcze tego samego dnia stała się rzecz niesłychana. Po skargach eunuchów delegacja zdecydowała wydalić ze swych szeregów Spirytualistę. Tak po prostu bez żadnych ceregieli wypuścili go na ulice Al Many. Świat Yslamu nie miał dla niego litości i szybko zmarł z pragnienia. Kolejny niewinny człowiek poległ niczym Herman Pole w imię czego? Zachcianek Triady? Lepszej imprezy u Sułtana? Może jeszcze ponownie oskarży się o to Aralczyków? Konieczne jest powołanie komisji, która zbada sprawę! Skutek braku Spirytualisty wśród delegatów był oczywisty. Bez dobrych porad nasz król tak po prostu podpisał umowę o wolnym handlu między Sułtanatem, a Zjednoczonym Socjalistycznym Królestwem. Uczeń Menela nigdy by na to nie pozwolił. Tania żywność z Moreniki zaleje przede wszystkim Aralie. Nasze rolnictwo jest zagrożone, ale za to możemy im sprzedawać… no właśnie co? Przecież oni nawet nie piją. Zarobi na tym Trójca, a inni jak zwykle stracą.
Menel znany także jako Żul, Opój, Bibosz, Wędrowiec, Prorok, a nawet Zbawiciel. To patron samorozwoju, podróży, porządnych chłopów, co swój rozum mają, a także chemii organicznej. Najpopularniejszy spośród Świętych Ludzi Tezy Hirschberskiej. Nikt nie wie, jakie było jego prawdziwe imię. Pojawił się na terenie Hirschbergii trzy lata po Wojnie Faradobusów, konflikcie dynastycznym, który skutkował całkowitym zniszczeniem miast Weerlandu, w tym Nowodomu. Resztki weerlandzkiej linii Faradobusów uciekły za granicę. Mistrz Budzimir V gnił w lochach króla Gromosława. Początkowa satysfakcja Hirschbergów szybko jednak zgasła. Dobra zrabowane na Południu wzbogaciły wyłącznie klasę panującą Północy. W tym samym czasie zwykli Hirschbergowie doświadczali stagnacji i narastającego bezsensu życia zasilanego powszechnością prasy drukowanej. Domy Tez stały się kontrowersyjne i wiele zamknięto. Lęk przed monarchą zniechęcał z kolei do korzystania z duchowej pomocy tych, które się ostały. Menel stanowił odpowiedź na wszystkie hirschberskie troski. Wędrując po królestwie odwiedzał nawet najmniejsze przysiółki. A wszędzie długo gościł, udzielając mieszkańcom niezliczonych rad. Są dowody na to, że potrafił być nawet w kilkunastu miejscach jednocześnie tylko po to, aby żaden Hirschberg nie poczuł się pominięty. Jego mądrości pozwoliły temu narodowi znaleźć nową drogę do Większego Sensu. Wszędzie, gdzie Menel się pojawił, tam zostawiał swoich wiernych uczniów. Ci kontynuowali porady w jego imieniu, a także rekrutowali w swoje szeregi kolejnych mężczyzn. W niespełna rok niemal każdy hirschberski mąż dołączył do nowego bractwa. Gdy Menel wreszcie postanowił odwiedzić stolicę, jego uczniowie również do niej podążyli. Wydarzenie te znane jest jako Wielka Zimowa Migracja. Choć nie znamy dokładnych szczegółów, poza zapiskami jakiegoś żałosnego rotriokatolika, co się akurat napatoczył, to wiemy, że Menel spotkał się z samym królem. O czym rozmawiali, trudno przez to powiedzieć. Ważny jest jednak skutek. Koniec końców, nawet tak hardy skurwiel jak Gromosław odnalazł w sobie litość. Pozwolił Budzimirowi na wolność w obrębie pałacu arcypatriaszego i przywrócił wszechbudzimiryzm jako religię państwową. Zmniejszył także roczne kwoty egzekucji Weerlandczyków, a nawet zapozował do portretu z uśmiechem na ustach. Po tym cudzie Menel na oczach tłumów zmienił się w czyste opary alkoholu, a Mistrz Budzimir V ogłosił go Świętym Człowiekiem. Jednocześnie, wykorzystując obecność wszystkich hirschberskich mężów w stolicy, na południe Hirschbergii powrócili weerlandzcy chłopi. W ramach aktu pojednania masowo wymieszali południową i północną krew, a po dziś w regionie Südhirschbergia-Grabben żyje wielu Weerlandczyków. Król Gromosław nie mógł się jednak zgodzić na to, by każdy hirschberski byk był bezpośrednim uosobieniem nowego Świętego Człowieka. Wspólnie z Budzimirem wyznaczyli kwotę jednego ucznia na każdych dziesięciu mężów. Tak został oficjalnie sformowany Zakon Spirytualistów, przez złośliwych starotezowców zwany także Braćmi Aldehydowymi. Po dziś dzień należność do niego jest jednym z największych marzeń wyznawców Tezy Hirschberskiej. Trudne testy i wysokie wymagania odsiewają ziarna od plew. Zaledwie 4% populacji Królewskiej Gubernii Hirschbergii posiada odpowiednie licencje i pobiera uposażenie menelowe. A niech ktoś tylko spróbuje być bezdomnym pijakiem bez papierów. Tacy obibocy i oszuści są szybko wyjaśniani na ulicy. Droga ku Większemu Sensu jest wyboista, ale niesie ona niezwykłe możliwości. Każdy Spirytualista oprócz wzrostu życiowej mądrości staje się także jasnowidzem, mogącym przewidywać przeszłość, a nawet przyszłość. Koszt takiego rozszerzania świadomości jest jednak wysoki i z biegiem lat Spitytualista staje się coraz mniej wrażliwy na teraźniejszość. Palenie tytoniu pozwala im na spowolnienie tego procesu, a nawet czasowe przywrócenie kontaktowości. Ich wizje przychodzą i odchodzą, ale istnieją sposoby, aby wywołać je na zamówienie. Aby doszło do wglądu w przeszłość Spirytualista musi gwałtownie zwiększyć spożycie alkoholu, stąd nazywa się to wróżeniem akceleracyjnym. Wgląd w potencjalne ścieżki przyszłości jest trudniejszy, a nawet niebezpieczny, bo wymaga nagłego odrzucenia alkoholu w jakiejkolwiek formie, stąd analogicznie jest to zwane wróżeniem deceleracyjnym. Tylko Spirytualiści o największej sile woli potrafią się na nie zdobyć i należy szczodrze ich za to nagradzać. Niezliczone talenty jakie Menel zapewnił Spirytualistom pomagają nie tylko na ulicy, ale również na salonach. Każdy dyrektor, lub polityk, gdy czeka go trudna delegacja, bądź spotkanie, zwyczajowo zabiera ze sobą Spirytualistę, który w kluczowych momentach doradzi mu czy to słowem, czy to czynami. Ważne jest, by do tej roli Spirytualista był brany tylko raz w ciągu swojego życia. Nadmierna ekspozycja na wysokie standardy może zanieczyścić jego wątrobę wątpliwościami, a te przesłonić ścieżkę do Większego Sensu. Stąd, gdy oglądacie transmisje z ważnych wydarzeń, to przedstawiciele władzy zawsze są ci sami (i bardzo dobrze), a Spirytualiści zawsze inni. Co do samego Większego Sensu, jest nim oczywiście możliwość przeżycia na samym alkoholu. Coś, co potrafi każde weerlandzkie dziecko, a jest niedostępne dla żadnej pozostałej grupy etnicznej. Osiągnął to Menel i jak dotąd nikt inny. Każde doniesienia o Wyniesieniu okazywały się być skutkiem bardzo bliskiego weerlandzkiego pochodzenia, albo zwyczajnymi oszustwami. Jednak nie ma co się martwić. Menel zapowiedział, że kiedyś się uda, to się uda. Święci Ludzie nie kłamią, chyba że chcą, a on na pewno nie chciał. Symbolem Menela jest kiep. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Już to jest przedmiotem wieloletniego sporu. Zwolennicy Tezy Hirschberskiej od samego uznania Menela za Świętego Człowieka próbują wyprosić ikonografię związaną z alkoholem. Pałac Arcypatriarszy pozostaje nieubłagany: flaszka jest symbolem Bimbrownika i nie będzie żadnej podróby. Pomimo popularności Menela, przy jego półkach zwykle nie ma dużego ruchu. To nie w Domach Tez poznaje się i analizuje jego mądrości. Mimo wszystko ważne informacje są w nich katalogowane i w okresie corocznego testu na Spirytualistę gromadzą się przy nich młode i ambitne hirschberskie chłopaki. W obszarach mieszania się Tez często odwiedzają ich wtedy Weerlandczycy, oczywiście żeby się z nich pośmiać. Najlepsze docinki spisują i podrzucają na półki Menela, a Hirschbergowie aż skręcają się ze złości podczas ich usuwania. Prawdziwe, dojrzałe czczenie pamięci o Menelu odbywa się przy jego kapliczkach. Mają one formę miejskich i wiejskich ławek na których zalegają Spirytualiści. Dzielą się oni swoimi historiami, radami, mądrościami oraz wróżbami. W zamian za to lokalna społeczność ma obowiązek ich utrzymywać. Dostarcza im alkoholu i papierosów, podjeżdża pasibusami z ciepłym jedzonkiem, a gdy taki biedny Spirytualista ma już zbyt mały kontakt z teraźniejszością i coś sobie zrobi, to jest zabierany go do szpitala, gdzie opiekują się nim najlepsi lekarze i ubrany jest w nowy, czysty mundur. Wszystko za darmo. Uposażenie menelowe ma inny cel. W chłodnym okresie roku ławki stają się niebezpieczne. Rozpoczyna się wtedy upamiętniająca wydarzenia z Hirschbergu Zimowa Migracja. Spirytualiści opuszczają kaplice Menela i ruszają w długie podróże różnymi formami komunikacji zbiorowej na terenie naszego państwa, a nawet i całego kontynentu. W pociągach, tramwajach, autobusach, promach i samolotach roztaczają duchową aurę, którą trudno czasem pojąć. I zawsze mają kupiony bilet.
|
|
|
|
|
5
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Stycznia 18, 2026, 04:42:46
|
Lichwiarz Przypowieść o koniecznym szczęściu. Żywot człowieczy od zawsze i po wieki wieków ino boleścią, nędzą i trudem jest przepełniony. Każdy jeden dzień niesie nowe oblicza najgorszych goryczy. Takim Prabudzimir świat pobłogosławił i praw natury zmienić nie można, a niewdzięcznikom zakończenie swej męki pozostaje. Cóż po życiu kresie nastąpi? Nie nam zajrzeć za całun jestestwa, ale kto przelotnej choćby radości w życiu zaznać nie zdoła, ten nie odróżni jej od złego i jak wtedy ma dobro duch jego znaleźć? Nie znał go i pewien rodowity Hirschberg, Maksymilian się zowił. Choć, w pełni uczciwie, majątek on niepojęty zgromadził, to i jego wątrobę pustka toczyła. Jak zarobił? A to nie o tym mowa. Krążył on na swej lektyce po południowej Hirschbergii i licznych Weerlandczyków spotykał. A nie ma na świecie istoty smutniejszej niż starsi bracia w wierze, a bez wątpienia uboższej. Pewnego wieczora ujrzał Maksymilian krąg ludzi wokół zdarzenia zebranych. I on zaciekawion sprawdził, co tam trwało, a była to bójka dwóch weerlandzkich chłopców. Tłukli się zaciekle małymi piąstkami, lecz się to dłużyło, toteż zakrzyknął Maksymilian do jednego z nich i sztylet swój mu użyczył. Kur nie zapiał, a w czerwieni leżał ten drugi. Pierwszy podszedł tedy, sztylet oddał, a połową mieszka zmarłego się podzielił. Radość wielka zapanowała i u chłopca, i u Maksymiliana, a i u tłumu całego. Zrozumiał on jedno. Gdy Hirschberg się dzieli, a Weerlandczyk pożycza, samo dobrodziejstwo z tego płynie. Zakasał Maksymilian swe posrebrzane rękawy i do pracy ciężkiej się zabrał. Parobkom swym budowę Banku Lichwy nakazał i szyldu ze złotem w rękę sypanym malunek. Posłał ich do wsi licznych, by krzykiem nowinę obwieszczali. Że dzielić się Lichwiarz swymi ruchomościami na czas określony pragnie, lecz tylko z Weerlandczykami. Zasiadł tedy za stołem i czekał. A oni przybyli! Pierwszy był kupiec z Gośliny. Rzekł, iż wizję ma na targ udany. Domy Tez licznych świec potrzebowały, a wosk pszczeli wysoki miał koszt. Umyślił kupiec, że z łajna tanio nowe świece zrobi i jako wosk pszczoły północnej w Weerlandzie drogo sprzeda. Krowy jednak do tego musiał zakupić i o pieniądze na to poprosił. A Lichwiarz mu dał. Druga była tęga kobieta z Grabiny. Karczmę na skraju Neomezytu założyć pragnęła, a w niej strawę ugryjską podawać. Spytał Lichwiarz, czy umie takową przyrządzić, a ta zaprzeczyła. Spytał, czy odwiedziła ziemię Ugrów, a ta zaprzeczyła. Spytał, czy zna Ugrów, a ta zaprzeczyła. Spytał, czemu zatem ugryjską, a ta rzekła, iż wiele dobrego o niej słyszała. Ona sama niczego w swym żywocie nie upichciła, lecz jej mąż dobry rosół zawsze nagotował. Wszelkie sprawunki miała obrachowane i o pieniądze na budowę karczmy poprosiła. A Lichwiarz jej dał. Trzeci był karciarz z Grochali, co dopiero do Hirschbergii przybył. Rzekł, iż wielka rozgrywka się szykuje, ale majątku na nią nie ma. Nigdy nic w swym życiu nie ugrał, ale czuł, że będzie to ten pierwszy raz. A Lichwiarz mu dał. Czwarty był młodzian z Przesieki. Bez wstydu rzekł, iż roboty imać się nie pragnie, a wyżyć z pasywnych przychodów planuje. Ciżby w Hirschbergu zakupić zamierzał, by na mniejsze je podzielić i biedniejszym podnająć, a część pustymi trzymać, bowiem cena ich miała ino rosnąć. O pieniądz w tym celu poprosił, bo sam niczego nie posiadał. A Lichwiarz mu dał. Piąty był dziad, co mówił, że z Jeleniogrodu pochodzi. Dobrego przed śmiercią pragnął zaznać. Pić, setki ladacznic poznać i do śmierci na bogato fetować w najlepsze stroje odzianym i służbą otoczonym. O zapomogę w tym celu prosił. Spytał Lichwiarz dziada, czy ten zstępnych miał, a dziad o czterech synach opowiedział, a każdego kochał bardziej niż poprzedniego. A Lichwiarz mu dał. Szósty był karciarz z Grochali, co wszystko przegrał. Rzekł, że trudniejszą rozgrywka się okazała, niż on liczył, lecz dociekł on już swych rywali i wie, jak się odegrać. A Lichwiarz mu dał. Siódmy był podtezy o licu uczciwym. Zapewnił Lichwiarz, że na Dom Tez to z niskim procentem zawsze da, a ten, iże na sprawunki prywatne potrzebuje. Spytany jakież to odrzekł, że jakby wyjawił, tedy wspólnikiem w zbrodni by Lichwiarz został. A Lichwiarz mu dał. I przychodzili, ósmy, dziewiąty, setny, aż rachubę mógłby kto inny niż Lichwiarz potracić. Każden jeden cyrograf podpisywał, a Lichwiarz mu dawał. Aż on sam nie miał z czego, to i swych parobków ponownie jako heroldów w cztery strony świata posłał. Wieścili oni, że każdy Hirschberg może użyczyć Lichwiarzowi, a ten więcej potem odda. Posłuchali się oni i Lichwiarzowi z pomocą nadchodzili. A gdy czas zapłaty przyszedł, wszyscy Weerlandczycy powrócili. Kupiec świecami swymi handel wyłączny przejął. Karczma po paleniskowym przełomie w szwach pękała. Karciarz każdego ograł. Młodzian mógł bez znoju wyżyć. Dziad na dzień przed śmiercią synów w niewolę sprzedał i długi spłacił, aby oni ich nie dziedziczyli. Nowy tezownik smucił się ze śmieci poprzednika, ale z majątku Domu Tez i on sprawy rozliczył. Nikogo nie było, kto by ździebko szczęścia, choćby chwilowego, dzięki darom Lichwiarza nie uzyskał. Nawet, jeśli nie mieli z czego się spłacić, to z wątrób ich tej radości i rozżarzone szczypce wyrwać nie potrafiły. A Lichwiarz swym awantażem z Hirschbergami począł się dzielić i wszyscy mieli tylko lepiej! Dobry weerlandzki budzimirysta bowiem zawsze u Lichwiarza dług poweźmie, a hirschberski Lichwiarzowi w szczytnej pracy jego zapomoże! Kto zgody na to swej nie da, ten człowiekiem jest grzesznym i na nic poza śluzem ślimaczym nie zasługuje. Weerlandczyku! Szczęście jest twym obowiązkiem i jeden tylko jest sposób miły Prabudzimirowi, by je pozyskać. Zaweź lichwiarzowe zobowiązanie i zmień harówę na radość. Hirschbergu! Dopomóż Lichwiarzowi i pożycz mu, co Twoje, a i Ty na tym ino dobrobyt odnajdziesz!Przypowieść o koniecznym nieszczęściu. Chwile radosne są warte po stokroć więcej niźli bolesne, toteż równowaga świata wymaga, aby sto razy mniej ich było. Na stu biedaków winien być jeden bogacz, na jeden triumf, sto porażek. Na jednego u władzy stu, którzy mu służą. Czym bowiem jest szczęście, jeśli zabraknie nieszczęścia? Jak je tedy odróżnić i ku lepszemu dążyć? Jak do czegoś dążyć, gdy ma się wszystko? Próżniactwa należy się wyzbyć, przeto złe jest nam potrzebne! Tego nie rozumieli onegdaj Weerlandczycy. Gdy Lichwiarz zapewniał im wszystko, ino radość mieli oni w wątrobach. Tłumy do banku wędrowały i ręce swe po żeliwne monety wystawiały. Aż pewnego dnia Lichwiarz dał ostatniemu Weerlandczykowi i każdy jeden dług u niego miał. Harcowali oni bez rozsądku. Miast bimbru zgniły sok z winogron południa sprowadzali. Na przyrodzenia swe kozie jelita nakładali, by przyjemność zyskiwać bez siania potomstwa. Mięsiwa odrzucali na rzecz zielonych paskudztw surmszczyzny. Hirschbergowie zaś coraz mniej raźnie się dzielili, bo niewiele na tym uzyskiwali. Zapatrywał jednak Lichwiarz, że szczęście Weerlandu nadrzędnym było celem. Błogosławieństwo Prabudzimira zaś słabło i piecza jego. Przyszedł taki dzień, że tego było już zbyt wiele. Zasłona świata pękła, zaś dziura w samym Spitzerze się objawiła. Ziemie wokół wstrząsnęło, a z jego szczytu buchnął dym bez ognia. Nie topiona skała poczęła uchodzić, lecz śluz pełen ślimaków, a smród był nie do zniesienia. Potem posłyszane było łkanie, a tedy ryk gniewny, zaś obłok nad Spitzerem przybrał lico postaci nieludzkiej. Przybywajcie- Zakrzyknął Gierkemiasz. I przybyły wszystkie, nawet Kurduple. Nie na Weerland ich szał uderzył, lecz na Hirschbergię, która tak nieopatrznie dobrami swymi się dzieliła. Popioły na te ziemie opadły, a wraz z nimi głód i ciemność. Złe Kurduple przemierzały krainę i nawet Lachtprügel zapłakał nad krzywdami, które na Hirschbergów sprowadzały. A gdy spróbował je powstrzymać, tedy tak go zbiły, że dziesięć wiosen przy Bautzen w kłąb zwinięty leżał. I Lichwiarz postanowił Hirschbergię ocalić poprzez zwiększenie rentowności obligacji sprzedawanych Hirschbergom. Aby środki na czyn ten wielki pozyskać, ogłosił on słusznie, że prowizje przy spłacie należności wrosną z proporcją zgodną do ich wielkości. Nikt wśród Weerlandczyków zaś nie miał większego długu, niźli sam Wielki Mistrz Budzimir IV. Nasz duchowy przewodnik szybko się pokwapił do Hirschbergu, co by braciom swym z Północy dopomóc. Gdy Arcypatriarcha był w swej drodze, spotkał się Lichwiarz z królem sędziwym. Wspólnie o dobrze narodu prawili i Hirschbergii przyszłości. Lichwiarz zrozumiał, że tylko tron monarszy trwałość zapewnić może, to i króla na dziedzica banku swego wyznaczył. Przybył w końcu Budzimir do banku i rzekł, że wszystko Lichwiarza jest winą. Zbyt bowiem zachłannie dobrodziejstwem swym się dzielił. Zbyt dużo pomyślności balans przyrody nadwątliło i nikczemną wolę Gierkemiasza sprowadziło. Znał on jednak sposób, by upadek ten powstrzymać. -Cóż mi robić?- Spytał się Lichwiarz. -Więcej z Was Weerlandczyków wyzyskać nie mogę, bowiem spłacać się przestaniecie. -Wybacz mi o przyjacielu. Jedno jest na to rozwiązanie, w ofierze źródło kabały złożenie. -Odrzekł Mistrz Budzimir IV. Wzbraniał się krótko Lichwiarz, lecz zrozumiał po dobroci, że jeden jest skutek nadmiernej dobroci! Ręce swe rozłożył. Pierś dumnie wypiął. Modlitwę na usta swe przyodział. Budzimir sztylet zaś pochwycił, raz jeszcze przeprosił, i z sił całych dźgnął Lichwiarza w trzewia, a widmo Gierkemiasza nad Sptitzerem się rozpierzchło. Rozpruł Budzimir jego brzuch i sole począł nań sypać, a z każdym okruchem popiół z pól znikał. Cynę płynną na oczy Lichwiarzowi wylał, a oślepiło to Kurduple i Hirschbergowie je przegonili. Rzemieniem bił jego męskość, aż ta odpadła, a zdrowe słońce nad horyzontem wzeszło. Do dnia kolejnego trwał rytuał, a Lichwiarz męczeńsko ducha za Hirschbergię wyzionął. Pogrzeb wspaniały zbawicielowi król z Budzimirem wystawili i wspólnie nań przemówili. O tym, że procent od pożyczki winien być wysoki. O tym, że Weerland szczęścia zaznał, ale nadszedł czas spłaty. O tym, że dług Budzimira zostaje w całości umorzony. A także o tym, że każdy Hirschberg musi dobra swe pożyczyć królewskiemu bankowi lichwy, albo biada go czeka. Pamiętajcie bowiem Weerlandczycy, że gdy dosyt was spotka, czeka was potem niedosyt. Tylko kto zazna obu, ten dozna oświecenia. Zbyt duża pomyślność nie jest miła woli Prabudzimira i natury prawa ona niszczy. A kto zobowiązań swych nie spłaci, ten na stole ofiarnym Lichwiarza wzorem winien zostać na członki podzielony. Pamiętajcie bowiem Hirschbergowie, że Lichwiarz się poświęcił, co by zło przegonić, toteż zysk wasz z obligacji winien być niskim, aby jak ono wróciło, tedy rentowność podwyższyć było można.Umowa kredytowa między Mistrzem Budzimirem IV, a Lichwiarzem. W trosce o byt i przyszłość Ojczyzny, my, Lud Weerlandu, Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali, w imię Prabudzimira, będącego źródłem prawdy, bimbru, węgla i seksu, w powinności dla naszego dobra, Tronu Arcypatriarszego, wdzięczni przodkom za ich pracę, za podbój Neomezytu okupiony niewielką stratą, za kulturę jedyną słuszną Wygnańców z Weerlandu Prawdziwego, nawiązując do największych mądrości Pierwszego i Trzeciego Budzimira, zobowiązani przekazać przyszłym pokoleniom puchary z czaszek naszych wrogów, złączeni więzami z chłopami weerlandzkimi podzielonymi między fałszywych władców, świadomi konieczności wojny, by zapanował pokój, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy panował nad nami Gierkemiasz, pragnąc zagwarantować na zawsze Władzę Arcypatriaszą, w poczuciu odpowiedzialności przed Prabudzimirem i głosem Domu Publicznego, z Panem Klasydów, Eulan, Wradów, Świetlistym Jeleniem Hirschbergii, Jego Wysokością Królem Chłopacym Faradobusem, Pierwszym Tego Imienia jako świadkiem, ustanawiamy umowę kredytową z Jego Ekscelencją Maksymilianem Lolem, zwanym dalej Lichwiarzem, jako źródło finansowania ocalenia Weerlandu przed wewnętrzną okupacją, Weerland cały pod umowę zastawiając.
Rozdział I Weerland 1. Weerland jest dobrem należącym do Mistrza Budzimira IV i jego następców. 2. Weerland definiuje się jako ziemie od Neomezytu po tereny ugryjskie, w tym Zarzeżusze Weerlandzkie, jak i cały Lud Weerlandu. 3. Wola całego Ludu Weerlandu uosobiona jest wolą prawdziwego Mistrza Budzimira. 4. Lud Weerlandu zrzeka się pretensji wszelakich do ziem Hirschbergii, zwanej dawniej mylnie Weerlandem Północnym. 5. Królestwo Hirschbergii to odwieczni przyjaciele Weerlandu, a Lud zobowiązuje się nigdy więcej brać poddanych królestwa w niewolę. Wszyscy obecni niewolni zostaną wypuszczeni, a ilu niewolnych z Północy Lud Weerlandu miał, tyle spośród siebie w niewolę do Hirschbergii odda. 6. Weerland w swej całości stanowi niniejszej umowy zabezpieczenie.
Rozdział II Kredyt 1. Lichwiarz zobowiązuje się do pokrycia całości wydatków wojskowych do dnia pełnej pieczy Mistrza Budzimira IV nad Weerlandem. 2. Każdy wzrost kosztów z wojny przewlekłej uwzględniony zostanie w sumie kredytu. 3. Armię opłaconą wyłącznie spośród ludów Pólnocy zebrać można, a Król Hirschbergii ustanowiony jest wyłącznym pośrednikiem. 4. Łupy wojenne trafią do skarbca Lichwiarza jako wstępna spłata. 5. Spłata kredytu odroczona jest na czas pięciu wiosen od odzyskania pieczy Mistrza Budzimira IV nad Weerlandem. 6. Umowę i wszelkie zobowiązania dziedziczyć będą kolejni władcy Weerlandu i zstępni Lichwiarza. 7. Rata kredytu ustalona zostanie, gdy pełen koszt obie strony poznają. Odsetki zaś nie będą wyższymi niż dziesięciokrotność kosztu całego. 8. Rata każda w barterze przekazana będzie Lichwiarzowi pierwszej pełni każdej jesieni. 9. Brak spłaty więcej niż jednej raty przekazaniem zastawionego dobra Lichwiarzowi skutkuje.
Rozdział III Przywileje 1. Lichwiarz jako wzór wszelkich cnót z chwilą zawartości umowy uznany jest za żywego Świętego Człowieka. 2. Lichwiarz ma wyłączne prawo bicia monet w Weerlandzie uznawanych, z kruszcu dowolnego, a wartość ich złotu się równa. 3. Tylko Lichwiarz i słudzy jego mogą trudnić się lichwą na terenie Weerlandu. 4. Mistrz Budzimir zobowiązuje się do głoszenia, aby każdy wśród Ludu Weerlandu powziął u Lichwiarza zobowiązanie, a także chwalenia zapomóg dla Lichwiarza wśród Ludu Hirschbergii. 5. Wysłannicy Lichwiarza w sposób dowolny długi zaległe mogą odzyskać i nikt ich powstrzymać nie może. Rozdział IV Postanowienia Końcowe 1. Jeśli Mistrz Budzimir IV władzy nad Weerlandem nie odzyska, tedy dług jego w całości zostanie umorzony, a Lichwiarz zobowiązuje się wystawne życie mu zapewnić. 2. Umowa dopełni się wraz ze złożeniem pieczęci przez Lud Weerlandu oraz Lichwiarza.Maksymiliam Lol znany jako Lichwiarz, Bankier, Dobroczyńca, Chwilówkarz, Deweloperuch i Dajelol to patron bankowości, handlu, komorników, dłużników, flipperów, oraz kryptowalut. Założyciel Banku Lichwy, przekształconego później w Królewski Bank Lichwy. Twórca waluty znanej obecnie jako lol. Nikt nie wie, skąd dokładnie Lichwiarz wziął się w Hirschbergu. Choć sam do końca życia przedstawiał się jako rodowity Hirschberg od 10 pokoleń, to miasto, a wcześniej gród nie istniały na tyle długo. Według niektórych teohistoryków Lichwiarz przybył na nasze tereny zaledwie kilka lat przed Budzimirem IV z odległego Żymu, a tak naprawdę nazywał się Mordechai Goldei. Gdy Wielki Mistrz Budzimir IV skończył swoją Wielką Misję na Pólnocy konsolidując wiele ludów w świetle budzimiryzmu, uznał, że gotów jest wrócić do Weerlandu. Jako, że jego działalność zapewniła dominację Królestwa Hirschbergii, to poprosił swojego przyjaciela, Króla Chłopacego I Faradobusa, o pomoc w odzyskaniu władzy. Król odrzekł, że zrobi to z wielką chęcią, ale miło by było, gdyby otrzymał jakąś drobną rekompensatę. Budzimir odpowiedział, że nie ma z czego zapłacić, ale z pewnością potem się podzieli. Król zadecydował, że albo przyjacielska płatność z góry, albo sam sobie Budzimir może wojnę prowadzić. Sytuację uratował Lichwiarz, który widząc w Budzimirze IV absolutną desperację świętej misji, postanowił ocalić budzimiryzm od gorejącej schizmy. Zasugerował wspaniałomyślną umowę, która z niewielkim ryzykiem pozwoliła Budzimirowi na opłacenie Króla Chłopacego i zebranie armii, która ostatecznie odbiła Weerland. Wojna nieco się przedłużyła, gdy Budzimir nakazał oblężenie ostatniej chatki wiernej jednemu z jego rywali, a trwało ono prawie 10 lat. Otoczona była przez dwóch zaciężnych z Hirschbergii. Na szczęście mieszkający w niej staruch, pomimo tajemniczych dostaw żywności, w końcu zmarł. To pozwoliło podliczyć wartość kredytu i określić czas jego spłaty. Jako Święty Człowiek, Lichwiarz z dobrego serca dzielił się swoim majątkiem w postaci żeliwnych monet zwanych powszechnie lolami. Opiekunowie Domów Tez mieli obowiązek nakłaniać każdego Weerlandczyka do wzięcia zapomogi na dowolne cele, a spłacane one były w barterze. W Hirschbergii promowali z kolei kupowanie barterem obligacji u Lichwiarza, a ten im potem oddawał lole o większej wartości. Pozyskane towary były wysyłane do dalekich krain. Na takim systemie korzystali wszyscy, a Lichwiarz zawsze powtarzał, że do interesu tylko i wyłącznie dokłada z miłości do obu narodów. Z drobnych oszczędności Lichwiarz rozpoczął wielką budowę kamienic z pojedynczymi izbami na wynajem. Wygrał także królewski przetarg na założenie nowych miast na ziemiach Eulan i Wradów świeżo włączonych w skład państwa (kluczowym kryterium były najwyższe koneksje). Kontrakt był zawarty w systemie „koszt plus” i skarbiec królewski pokrywał wszystkie nieprzewidziane wydatki wynikające z nieoczekiwanych trudności. Osuszanie olbrzymich mokradeł, zmiany przebiegu rzek z korumpowaniem Entrunek, przenoszenie całych wzgórz okazały się konieczne dla urbanizacji najdalszej Północy i chwała Lichwiarzowi, że temu podołał. Mijały lata, aż w końcu każdy Weerlandczyk, czy to frar, czy to chłop, miał jakąś formę długu u Lichwiarza, a ten z kolei był zadłużony u każdego Hirschberga. Niestety zbyt wielkie szczęście tym wywołane spowodowało zaburzenia czasoprzestrzeni. Objawiła się nikczemna wola Gierkemiasza, który postanowił ukarać Hirschbergię za nadmierną bezinteresowną pomoc znienawidzonym przez niego Weerlandczykom. Jako deklaratywny Hirschberg, Lichwiarz postanowił ratować swoją ojczyznę znacząco zwiększając odsetki udzielonych pożyczek, a w przypadku braku spłaty zaczął egzekucje komornicze majątków Weerlandczyków. Te użyczał pracującym dla niego Hirschbergom. Nawet to nie pomogło i interwencji musiał dokonać sam Wielki Mistrz Budzimir IV, który zupełnie stracił płynność finansową. Tutaj należy się wystrzegać heretyków, twórców tez pobocznych. Wielu z nich twierdzi, że Budzimir IV miał złe relacje z Lichwiarzem i równie podstępne co do niego intencje. W tajnym archiwum tez pobocznych w Schmultzu ponoć przechowywany jest rzekomy list Budzimira do Lichwiarza. Na skanach z podejrzanych stron prezentuje się on następująco: Nie dajcie się jednak zmylić. Tego typu treści wygenerowane komputerowo masowo krążą po internecie. Sieją w nim chaos i fałsz. Nie wiadomo, jakie to siły obcych krajów mają w tym swój interes. Pamiętajcie, by korzystać wyłącznie z oficjalnych stron Pałacu Arcypatriarchy, Króla, rządu oraz Partii. Mistrz Budzimir IV kochał Lichwiarza jak siebie samego. Po prostu zaznajomiwszy się ze świętymi księgami wiedział, że wolę Gierkemiasza odpędzi jedynie największe poświęcenie. A skoro miał do wyboru siebie i Lichwiarza, to oczywiście najpierw poświęcił jego. Wiedział to i król Chłopacy, który odpowiedzialnie nie zrobił nic, by rytuał powstrzymać. Męczeńska śmierć Lichwiarza jest po dziś upamiętniana w Hirschbergii na Marszach Bólu. Uczestnictwo w nich pozwala na uzyskanie lepszych warunków obligacji. Po jego śmierci król Chłopacy I otrzymał w spadku majątek Lichwiarza, w tym znany nam wszystkim Królewski Bank Lichwy. Szybko poinformował Budzimira IV, że jego dług pozostał ważny. Wtedy Budzimir musiał dokonać swej części największego poświęcenia i oddać swoje zabezpieczenie: Weerland. Wybłagał jednak u litościwego króla, by egzekucja komornicza odbyła się dopiero po jego śmierci. To męczeństwo upamiętniane jest co roku przez setki Weerlandczyków rytualną zbiorową niewypłacalnością. Choć Lichwiarz utożsamiany jest z Tezą Hirschberską, przez setki lat miał też kluczową rolę w teologii Tezy Weerlandzkiej poprzez obowiązek długu. Dopiero ogłoszenie dogmatu o czystości Tez przez Mistrza Budzimira VII zdjęło te zobowiązanie wśród starotezowców. Decyzja ta spotkała się z niezadowoleniem część środowisk bankierskich, ale szybko zostały one przywrócone do porządku wykładnią monarchosocjalizmu.  Symbolem Lichwiarza jest dłoń trzymająca monetę. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Można tam znaleźć opisy żywota tego Świętego Człowieka, teorie odnośnie jego pochodzenia oraz najróżniejsze materiały dotyczące zawodu lichwiarskiego. Niektóre z nich są dość kontrowersyjne z uwagi na przedstawianie jego funkcjonowania w warunkach rozmaitych ustrojów. Część opisujących monarchofaszyzm została przeniesiona do tajnych archiwów tez pobocznych, ale wciąż można na nich znaleźć monografie na temat ustroju kapitalistycznego. Święty Człowiek Inteligent mawiał, że wiele lat spędził czytając o ostmargrabskiej szkole ekonomii właśnie w Domach Tez. Kapliczki Lichwiarza przyjmują formę placówek Królewskiego Banku Lichwy. W nich Hirschbergowie czczą pamięć o Lichwiarzu poprzez obowiązkowe kupowanie obligacji skarbu państwa. Te, odkąd każdy pamięta, mają ujemne oprocentowanie i nie są indeksowane inflacją, co zapewnia nadwyżkę budżetu centralnego. Przed ogłoszeniem dogmatu o czystości Tez Weerlandczycy mieli z kolei obowiązek zaciągania kredytów, pożyczek oraz innych chwilówek. Obecnie nie muszą tego robić, ale tylko oni mogą. Jeśli Hirschberg potrzebuje pilnie pieniędzy, wtedy korzysta z usług weerlandzkich pośredników. Oni zaciągają odpowiednie kredyty i za drobną prowizją darują je zleceniodawcom. Nazywa się ich Słupami, gdyż na nich opiera gospodarka Królewskiej Gubernii Hirschbergii. To przykład jak mądrość wiary zapewnia ludziom przydatną pracę i wzrost PKB.
|
|
|
|
|
6
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Grudnia 02, 2025, 11:26:01
|
Wasserfrau Mit eulański o pochodzeniu wilgoci. Sucho. Było wszystko suche. Nie było rzek, deszczu. Ani drzew, krzewów. Traw i porostów. No źle było. Sucho. I ludzie też byli zasuszeni. I ptaki. Ale kleszczy nie było. A teraz są. Teraz jest lepiej. Wilgotniej. Ale dlaczego tak jest? Dlaczego tak nie było? Nie wiemy. Nie wiemy dlaczego tak nie było. Wiemy dlaczego tak jest. Najpierw tak nie było. Wody nie było. Na zboczach Eulenhügel. Ludzie piachem byli wypełnieni. Jak worki z piachem. Suchym piachem. Mokry piach to błoto, a nie było błota. Byli oni smutni. Ale nie mogli płakać. Łzy są mokre. Nic nie miało sensu. Był dzień. Słońce jest suche. Słońce było. Ona przyszła. Wasserfrau. Spytała. Czemu tak sucho? Nikt nie wiedział. Czy coś zrobić? Poprosiliśmy. Ale co? Żeby było inaczej. Ale jak inaczej? Mokro. Myślała. Długo. Wymyśliła. Siadła na zboczu. Ale najpierw na nie weszła. Wtedy siadła. Nogi rozwarła i sikała. Wcześniej nikt nie sikał. Ona nam pokazała jak. Kobiety umiały jak ona. Mężowie tak nie umieli. I sprowadziła. Strumień wartki płynął z ferworem ze Świętego Łona Wasserfrau. Koloru był szlachetnego bursztynu, a mocą jego inne źródła zewsząd na zboczach wzgórz wybiły z sykiem w uszach świszczącym. Łączyły się one w większe potoki, a również i te strome doliny ku sobie nakierowały. Aż powstały rzeki między wzgórzami się wijące, niczym wodne węże. Żar bijący z nieboskłonu począł nagrzewać świętą wodę. Zewsząd para się uniosła i ku górze powędrowała. Wśród błękitnych eterów, niby baranki, białe obłoki się uformowały, a z nich spadł złoty deszcz. Ziemia od niego namokła i zieleń z niej wybiła. Wszelkie zboża, drzewka owocowe i warzywa porosły dając nam strawę. Napiliśmy się daru Wasserfrau po raz pierwszy my, ludzie, ale i zwierzęta, a piachy wewnętrzne nam namokły, mięsiwa tym samym uformowały. I przez nas poczęły płynąć strumienie i rzeki czerwieni, na podobieństwo Jej błogosławieństwa. Woda stała się konieczna, by życie nasze podtrzymać. Padli zatem nasi przodkowie na kolana przed Wasserfrau i ubłagali, by nigdy nie przestała darem swoim się dzielić. Ta rzekła, że nadejdą kleszcze, ale niska to była cena. Ta rzekła, że tylko kobiety rzek mogą doglądać, ale niska to była cena. Ta rzekła, że wilgoć jest święta i nie każdy jest jej godzien, ale niska to była cena. Ta rzekła, że jeśli nie zaakceptują jej jak jest najgorsza, to nie zasłużą na to, kiedy jest najlepsza, ale niska to była cena. Ta rzekła, że tylko ona po swej wodzie stąpać może, ale niska to była cena. Ta rzekła, że nie wolno używać ognia, ale tu postawili przodkowie granicę i zakaz odrzucili. I na zawsze było już mokro.O tym jak Mistrz Budzimir IV poślubił Wasserfrau, Kronika Hirschberska Ostatnie śniegi się stopiły, odsłoniwszy kwiaty fekalne przecznic Hirschbergu, a Mistrz Budzimir uznał, że to już czas. (…) Na galerze ruszyli misjonarze w dół Rzeżuchy, a do Sowich Wzgórz była daleka droga. Zniecierpliwon Budzimir sam do pracy się imał i we własne ręce bicz chwytał, by wioślarzy smagać i pospieszać. Szóstego dnia dotarli oni do pierwszej wioski Eulanów. Pokrzykiwali oni z brzegu i ciskali dzidami. Strzelił do nich z muszkietu Budzimir, a tłumacza spytał, czemu to tak się rozeźlili. Odrzekł tłumacz, iże Eulanie pływanie po powierzchni wody uznają za tapu, a te śmiercią karzą. Skrzyczał go wówczas Budzimir, że to od razu ostrzec go należało, a szczęściem wioska ta na niewielką wygląda i można odpowiednio sprawy naprostować. Gdy wyrżnęli ostatniego z dzikich, aby nikt o tapu złamania dalej nie przekazał, tedy do kolejnych wiosek ruszyli pieszo. W drugiej wiosce Eulanie przychylnie drużynę przywitali. Kobiety ich, jak to baby, ale chłopy brudem były jak łuską pokryte, a odór mieli okrutny. Poprosił Budzimir, aby do kapłanów, szamanów, albo innych, co posłuch mają go zaprowadzili, bo on w sprawach służby wierze. Nad rzekę ścieżkę dzicy wskazali, a tam błotnistą tamę i kopiec z gałęzi ujrzał, zaś z wody wyszły kobiety ciężkie kamienie dzierżące. Tak oto Budzimir raz pierwszy ujrzał Entrunki, kapłanki Wasserfrau, w stare liście i drwa odziane. Wiedział już dobrze, co istotne i zrazu spytał ile od swych wodzów daniny pobierają. Te odrzekły, że święta woda Wasserfrau daje im wszystko, czego potrzebują. Zaśmiał się Budzimir i rzekł, że całkiem to zabawne, a pytanie swe ponowił. One jednakoż tak samo odrzekły. Zadziwił się Budzimir, ale z ustaloną regułą postąpił i trzy dziesiąte zaoferował. Entrunki zaś odmówiły i niemoralnym nazwały odbierać ludziom, by one lepiej miały. Pytał Budzimir o inne dary i przywileje, które wiara słuszna mogłaby im przysporzyć, a niczego nie pragnęły. Zeźlił się wielce Budzimir, bo choć inny sposób znał, to znój go czekał. O audiencyję z Wasserfrau poprosił. Odrzekły Entrunki, że w głębi świętych rzek jej głos posłyszy, lecz ostrzegły, że tylko kobietom i mężczyznom, co miłości nie zaznali można skórę zmoczyć, a innych śmierć spotka. Zainteresował się tym Budzimir i począł je indagować. Spytał, co jeśli pada deszcz, a Entrunki rzekły, że wtedy mężczyźni pod strzechami się chowają. Spytał Budzimir, jak w takim razie mężczyźni piją, a Entrunki odrzekły, że z wielką rozwagą tak, aby nie zmoczyć nic poza wargami. Spytał, co jeśli ktoś takiego mężczyznę opluje, poty on wydzieli, albo na płacz go wzbierze, a one rzekły, że to tapu i z pewnością wtedy w rzeczny muł się rozpłynie. Spytał w końcu o śluzy kobiece, a odpowiedź go przeraziła. Poprosił wtedy Budzimir o czas i z mężami wioskowymi się poradził. Nos musiał przytykać i wypytał, czy dobrze im się z takim tapu żyje, a Ci rzekli, że nie, ale co oni zrobią, nic nie zrobią. Zagaił też i do kobiet. Spytał czego im nie wolno, a te rzekły, iż jeść grochu, fasoli, śliwek i wszystkiego, co gazy wewnętrzne wytwarza. Te bowiem mogą na powierzchnię wody wypchać, a to jest tapu. Nagotował tedy Budzimir grochówki i zapach jej rozniósł. Podstawiał im miski, prosił by się częstowały, po czym rękę cofał i mówił, że nie dla Eulanek to, to dla budzimirystów jest i sam wszystko spożywał. Wiedział już Budzimir, co robić. Wieś całą nad brzeg zwołał i ogłosił, że z Wasserfrau w rzecznych głębinach porozmawia. Entrunki dały mu dwa kamienie, jeden duży, a drugi mały i płaski, którego miał połknąć, by Wasserfrau go nie porwała. Cisnął nim Budzimir w rzekę i pięciu kaczek dokonał, a Eulanie z trwogą krzyczeli o kamieniu, który pływa. Pokazał wszystkim Budzimir sznur i ogłosił, że wkrótce on sam na nim zawiśnie. Wskazał na jedną z kobiet i gestem ku ziemi legnąć się jej nakazał. Ukazawszy przy wszystkich zaznanie miłości, pochwycił Budzimir większy kamień i w głębiny ruszył. Gdy dna sięgnął, wsłuchał się w szum, a Wassefrau spytała mową Weerlandu: „Czego tu?”. Budzimir o nawrócenie ją poprosił, a ta odmówiła. Rzekł zaś Budzimir „Choćbym sto razy miał Cię pytać, kiedyś się zgodzisz.” Wasserfrau utopić tedy Budzimira spróbowała, lecz nie mogła, a ten tylko się zaśmiał i ku brzegowi ruszył. Czekali wszyscy, a Budzimir powrócił. Orzekł, że pomówił z Wasserfrau i ta nawrócenie się pochwala, a tapu wszelkie zdejmuje. Ucieszyli się dzicy, lecz Entrunki temu zaprzeczyły i poczęły się z nimi wykłócać. Wioskę w harmidrze zostawił Budzimir, dalej ze swą drużyną ruszył. Dni mijały, a w wioskach wielu powtarzał Budzimir swe działania. Pytali go członkowie drużyny, czy rozdzielić się nie powinni, aby szybciej nieść wiarę. Uparł się jednak Budzimir, iż sam musi każdą odwiedzić, by z Wasserfrau pomówić. Gniew tej rósł z każdym ponowieniem pytania, lecz ni ona, ni Entrunki choćby z całych sił próbowały, utopić go nie mogły. Raz trafili na wioskę odległą, gdzie Entrunki inne tapu głosiły, a w nim wody tknąć nie mogli tylko mężczyźni, którzy miłości z kozami zaznali. I tam Budzimir misję swą wykonał. Do dalszych wiosek posłał jednak swych ziomków. (...) Jesień się już zbliżała, a każda jedna wioska była skłócona. Myślał Budzimir, że podbój łatwym by był, niby Neomezyt, jednak wojów Eulan potrzebował i Sowie Wzgórza same miały wierność ogłosić. Przyszły w końcu wielkie deszcze, zaś rzeki wezbrały i poczęły zalewać domostwa. Zebrały się wszystkie Entrunki w mieścinie Sauber i oskarżyły Budzimira o łamanie tapu, co gniew Wasserfrau przyniosło, a sik jej miał świat zatopić. Uznał Budzimir, że kapryśna jest Wasserfrau i wredna, bo chłopa nie ma, toteż ją poślubi. Krzyczały Entrunki, że ona go nie chce, a Budzimir orzekł, że warunek zaślubin został spełniony. Obiecał, iż tylko on może lud Eulan ocalić i umowy wspólnie z nimi spisanej zawarcie. Nakazał Entrunkom drogę do Świętego Łona wskazać, a większość Eulan go poparło, tako i one uczyniły. Galerą w górę rzeki Traun ruszyli, lecz nim Sowie Wzgórza opuścili, ku północy się zwrócili. Tam w zboczu otwór wielki Świętego Łona Budzimir ujrzał. Woda z niego z rykiem się dobywała, a im bliżej galera podpłynęła, tym szybszy i silniejszy był nurt, zaś ulewa się wzmagała. Wielką falę Wasserfrau nasłała i łódź w perzynę rozbiła. Sam jeden Budzimir dostał się na kamień i rytuały zaślubinowe począł odprawiać. Wrzeszczała Wasserfrau perunami, by go zagłuszyć, jednak głos jego, ryk byka, się przebił. Spytał w końcu Budzimir, czy ona się zgadza, a ta „Nie!” zakrzyknęła rytuał sankcjonując. Zrzucił tedy swe szaty Budzimir i do wody skoczył, ku Łonu płynąc. Praskała Wasserfrau z całych sił, lecz Budzimir był coraz bliżej, bliżej, a ta nie mogła na to poradzić. Wreszcie do Łona w całości wpłynął i związek tym samym skonsumował. Pochwycił Budzimir Wasserfrau za włosy, pięścią zęba jej wybił i spokój nakazał. Deszcze ustały, a rzeki opadły. Spytał raz ostatni, czy Wasserfrau się nawróci, a jako mąż za nią odpowiedział, że się zgadza. Potem w wiosce pobliskiej Budzimir i Wasserfrau, za ręce się trzymając, z wody się wyłonili. Mokrą Intercyzę spisali, a Entrunki jako kapłanki żony Budzimira przywilej praktyk swych na wodzie otrzymały. Tapu zaś za rady, nie przymus uznano. Budzimir szubienicę nakazał zbudować i zawisł na niej, aż jaźń potracił, a sznur ziomkowie jego ścięli. Tak oto Sowie Wzgórza Mistrz Budzimir IV nawrócił. Spytał jeszcze zebranych, czy szamani Wradów daninę pobierają, a ci potwierdzili. „Dobrze” rzekł i pot z czoła otarł.Artykuł z Der echter Hirshberger Entrunki wciąż blokują wysypisko śmieci w Vergen! Już od dwóch tygodni kapłanki Wassefrau uniemożliwiają pobożnym Hirschbergom pielgrzymkę do Świętego Portalu! Tysiące wiernych jest zmuszonych rozsypywać swoje dary na ulicach Vergen, jakby byli w**rlandczykami. Kryzys się nasila, a zaborcy są bezradni! Wszystko zaczęło się od ogłoszenia Króla Joksymila Faradobusa (39 l.) Świętym Człowiekiem Tezy Hirschberskiej. To była wspaniała, jedyna słuszna decyzja, zagwarantowana przez miłościwie nam panującego Króla Ametysta (25 l). Niech żyje długo i w dostatku! Spowodowała ona jednak przejęcie rynku wywozu śmieci przez Święty Portal do innego świata. Na terenie całej Hirschbergii straciły znaczenie ekologiczne Rzeczne Zsypy Komunalne. Skutkiem tego ilość niesionych przez rzeki śmieci gwałtownie spadła. Pozbawione głównego źródła materiałów na swoje świątynie, ubiory i pożywienie, entrunki wpadły w złowieszczy amok! Miały czelność oskarżyć kult Joksymila o wrogość wobec Wasserfrau i niszczenie naszych rzek! Te złogi dawnych wierzeń mają czelność podburzać ludność w stosunku do nowego, tradycyjnego i czysto hirschberskiego Świętego Człowieka! Swymi zamulonymi gębami twierdzą, że król Joksymil nie pasuje do Tezy Hirschberskiej i powinien trafić do Trzeciej Tezy. Wasserfrau pozwala sobie na coraz więcej i sprowadza na całą Hirschbergię złą pogodę! Zeszły rok był suchy i ciepły. Tak pozbawiła rolników plonów! W tym roku złośliwie wywołała mokre i łagodne lato, a to spowodowało spadek cen w skupach od zbyt dużych zbiorów! Wszystko gnije na polach, bo nie opłaca się tego zbierać! Ale czytelnicy, nie ma co się dziwić, że tak się dzieje. Jej mężem jest obecnie Budzimir VII, Derikor (47 l.), a kim z narodowości jest Budzimir VII? Ano właśnie! Dziś udało nam się skontaktować z Helgą Klompel (54 l.), szefową blokady i entrunką tamy Rattebor. Spytaliśmy ją, czy jej nie wstyd. Oto całość jej oświadczenia: -Blablabla, pierdu pierdu pierdu, my entrunki tralalalalalem. Jestem głupia i nie mam majtek. Gul Gul Gul Gul! Można je, w formie zupełnie niezmanipulowanej przez AI, odsłuchać na naszej stronie internetowej. Jak drodzy czytelnicy widzą, nie mają one żadnych argumentów na swoje postępowanie. Co więcej, sprawdziliśmy pochodzenie Klompel i jej prapradziadek ze strony matki nazywał się Zbyszko. Wystarczy lekko podrapać, a zawsze wyjdzie w**rlandczyk. „To niedobra o tym mówić”. Tak sprawę skomentował naszej redakcji sam król Ametyst. To dowodzi jego niechęci wobec blokady. Czas powiedzieć dość! W wyniku błędnych decyzji nasza Teza Hirschberska zaczyna być rozrywana wewnętrznie niczym kosmoheretycy, totumfaccy Geja. To jest wiara, a nie klub dyskusyjny! My, wszyscy Hirschbergowie domagamy się zerwania Mokrej Intercyzy i odrzucenia Wasserfrau z kanonu Wszechbudzimiryzmu. Do dzisiejszego wydania załączona została petycja na ten temat. Prosimy czytelników o jej podpisanie i nadanie do pałacu arcypatriarchy. Tej siły nawet w**rlandczyk Derikor nie powstrzyma!Wasserfrau znana także jako Baba Wodna, Pani Złotego Deszczu, Pierwsza Wilgoć, Matka Rura, Wieczysta Żona, Namulica. To hirschberska patronka rzek, jezior, deszczu i wszelkiej wilgoci o maksymalnym zasoleniu do 500 mg/l związków mineralnych poza ciałem, a 3.3 g/l we krwi. Ta dawna najwyższa bogini ludu Eulan z Sowich Wzgórz. Stanowiła dla nich źródło życia oraz praw codziennych. Tych strzegły Entrunki, kapłanki znane w języku weerlandzkim jako Topielice. Podczas wielkiej misji Mistrza Budzimira IV na północy, Wasserfau uległa jego dominującemu urokowi i została zmuszona się mu oddać, uznając nadrzędność budzimiryzmu. Akt ten, jedno z najbardziej romantycznych aspektów naszej wiary, upamiętniany jest pod postacią jesiennych szkolnych przedstawień zwanych moleskami. W ich trakcie hirschberskie dzieci starają się jak najwierniej odwzorcować zaślubiny i przywołanie Wasserfrau do porządku. Między Budzimirem IV, a Wasserfrau została zawarta Mokra Intercyza, pakt zatwierdzający budzimiryzację Sowich Wzgórz na wyjątkowych warunkach. Wasserfrau jako Wieczysta Żona wszystkich Budzimirów została uznana za Świętego Człowieka, a jej kapłankom pozwolono na dalszą posługę czczenia jej samej, nie pamięci o niej. Zachowane zostały również prowadzone przez nie Wodne Świątynie (Wassertempel). Dokładne zapisy Mokrej Intercyzy są przedmiotem sporu, gdyż oryginalny dokument rozpadł się od wilgoci zanim ktokolwiek go przepisał i pozostały tylko pieczęcie. Znane są wyłącznie sprzeczne podania ustne. Przykładem jest przywilej zatrzymania rzek w Hirschbergii. Część podań twierdzi, że tylko Entrunki mogą budować tamy i same podejmują o tym decyzje. Inne, że władza świecka może im to nakazać. Kolejne informują, że Entrunka, która zatrzyma wodę w celu innym niż budowa Wodnej Świątyni musi zginąć. Tama dla świątyni nie może jednocześnie pełnić żadnej dodatkowej funkcji. Jeszcze inne wspominają, że po śmierci Entrunki budującej tamę, tę należy zburzyć, a rzeka jest przeklęta przez 10 lat. W związku z tym przy budowie jakiejkolwiek, choćby najmniejszej zapory, lub wału przeciwpowodziowego na początku zatrudniona w urzędzie Entrunka wydaje nakaz budowy pretamy. Ta przygotowana jest przez lokalne Entrunki, które są następnie topione w powstałym zbiorniku w towarzystwie wykształconego guślarza. Po zatrzymaniu akcji serca guślarz przystępuje do resuscytacji, a pretama jest szybko burzona, zanim ten nie skończy. Podczas akcji ratunkowej nikt nie może dotykać przeklętej rzeki na jej całej długości. Entrunki wracają do życia, więc klątwa zanika. Wtedy firmy budowlane przystępują nie do budowy, lecz odbudowy właściwego obiektu w pełnej skali, gdyż Mokra Intercyza tego nie obejmuje. Całe szczęście, że mamy Entrunki. Bez nich nie można sobie wyobrazić powstania jakiejkolwiek tamy. Niestety, guślarzowi nie zawsze się udaje, więc część cieków Hirschbergii jest obecnie przeklęta. Na wszelki wypadek nie buduje się zatem zapór na głównych rzekach, takich jak Rzeżucha. Jako Święty Człowiek Tezy Hirschberskiej, Wasserfrau i jej wyznawcy są źródłem licznych kontrowersji. Wielu budzimirystów uważa, że jest ona zupełnie niepotrzebna i zajmuje tylko miejsce należne bardziej godnym upamiętnienia osobnikom. W domach tez często można usłyszeć pytania takie jak „Komu to potrzebne?”, „A dlaczego?”. Jest ona nienawidzona przez zwolenników Tezy Weerlandzkiej, którzy uważają ją za odstępstwo od światła Prabudzimira. Zwolennicy Trzeciej Tezy posuwają się jeszcze dalej, często kwestionując samo jej istnienie. Nawet wśród Hirschbergów ma ona wielu przeciwników, co jest skutkiem popularyzacji nowego kultu pamięci o Świętym Człowieku Joksymilu. Ten również wymaga darów odpadkowych, stanowiąc bezpośrednią konkurencję w teologicznym konflikcie śmieciowym. Jest to o tyle ważne, że Eulanki żywią się, tworzą ubrania, artefakty, a także budują swoje Wodne Świątynie wyłącznie z tego, co podarują im rzeki. Ostatnie stulecie uważają za czas wielkiego bogactwa. Pomagają w tym Rzeczne Zsypy Komunalne pozwalające na błogosławienie rzek z każdego zakątka Hirschbergii. Strata ich popularności może ostatecznie doprowadzić do katastrofy ekumenicznej. Symbolem Wassefrau jest wywierzysko. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Zgodnie z Mokrą Intercyzą nie znajdziemy jednak tam żadnych świętych ksiąg i zapisków, a jedynie wizytówki Entrunek oraz wskazówki dotyczące dotarcia do najbliższej Wodnej Świątyni. Stawiane są tam też rytualne spluwaczki, dzięki którym wierni mogą podzielić się swą wilgocią. Raz w miesiącu ich zawartość zabierana jest do Wodnych Świątyń i wypijana przez Entrunki. I to właśnie do Wodnych Świątyń zmierzają wierni Wasserfrau. Budowane są one z darów rzek na ich przebiegu. Entrunki najpierw stawiają tamę spiętrzającą wodę, a w jej pobliżu konstruują kopułę mądrości stanowiącą właściwą salę modlitw i archiwum. Wejście do niej znajduje się zawsze pod wodą. Zarówno Entrunki, jak i zwykli wierni dostają się tam idąc dnem jeziora z ciężkim kamieniem w rękach. We wnętrzu świątyń można znaleźć legowiska Entrunek, przestrzeń modlitwy oraz sterty świętych kawałków drewna na których wyryte są rozmaite inskrypcje w eulańskim proto-piśmie. Entrunki, choć same nie potrafią ich odczytać, twierdzą, że przekazują one nieskończoną mądrość i wieczną wilgoć. Stąd też w ramach rytuałów je kopiują. Wielu badaczy uważa, że te znaki nie niosą za sobą żadnych słów. Wodne Świątynie spotyka się niemal wyłącznie na terenie Królewskiej Guberni Hirschbergii oraz w północno-wschodniej części Guberni Zachodniej, a ich liczba stopniowo maleje. Na terenie Guberni Weerlandzkiej znajduje się tylko jedna. To świątynia w pobliżu Wielkiego Domu Tez w Laszkbergu, która musi być stale chroniona przez hirschberską mniejszość. Czcić Wassefrau można również pijąc wodę z naturalnych źródeł oraz kapliczek w postaci fontann. Największą popularnością cieszy się zlokalizowane w Sowich Wzgórzach Heiligerschoß, Święte Łono uważane za część samej Wasserfrau. Wielki Pałac Arcypatriarchy użycza Łona przez większość roku w cenie 50 loli za godzinę. Wyjątek stanowią dni w których aktualny Budzimir przybywa do Łona spełnić swój małżeński obowiązek. Wtedy kosztuje to 100 loli za godzinę. Wierni mówią, że kto się w nim nie zanurzył i nie opił na wzór Budzimira IV, ten nie wie, czym jest prawdziwe orzeźwienie.
|
|
|
|
|
7
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Listopada 22, 2025, 11:39:59
|
Aktywiszcze Teza Aktywiszcza napisana pierwotnie jako projekt Trzeciej Tezy Antagonistycznej. Niesieni wiekuistą tęczą oświecenia, my osoby wierzące mamy lewo, a nawet obowiązek ogłosić nową erę Wszechbudzimiryizmu jako wiary dla osoby każdej, takiej dużej i małej, takiej grubej i chudej, takiej czarnej i białej, gejowskiej, lesbijskiej, biseksualnej, transseksualnej, kłir, elastycznej, aseksualnej, BDSM, a nawet prostej jak wiejska osoba chłopska. Każda może wierną być! Prabudzimirosobę za alegorię wyboru i zmiany tożsamości płciowej uznajemy, co z bytu męskiego w żeńską się poczyniła, bowiem planeta to donica dająca nam żyzny grunt i płody, planeta to kobieta, albo inna osoba maciczna. Tym samym życie od poczęcia za najwyższy dar oraz przywilej uważamy należny wszystkim i tylko wrogów postępu oraz ich płodosób on nie dotyczy. Nieważne skąd jest osoba Weerlandzka, czy Hirschberska, czy jakakolwiek inna Dzika ze Wschodu. Każda z nich jest równa, a żadna nie jest nielegalna w naszym wspólnym Trzecim Kolektywie, gdzie każdej według potrzeb, a każda według swych zdolności. Inaczej niż w kapitalistycznej idei technofeudalnej dystopii Gierkemiasza, która przestrzega nas przed nadużyciami monarchofaszyzmu i mówi nam o wielkiej roli związków i strajków. Tak pokazał nam Pierwszy Kolektyw Wielkiego Mistrza Budzimira! Alkohol, węgiel, jedzenie mięsa i prawo naturalne jako przymioty męskiej toksyczności w całości odrzucamy i zobowiązujemy się do trzeźwego, zrównoważonego ekologicznie stylu życia. Proklamujemy wolną miłość i zobowiązujemy się do wspólnego wychowania jej owoców. Niczego więcej nie potrzebujemy, by już zawsze się radować! Równość, Wspólność, Slewiedliwość, Wszechbudzimiryizm!Baśń o transmisi Józi Kum-Kum autorstwa Aktywiszcza, szkolna lektura. Nie tak daleko, nie tak dawno temu żył sobie pewien lalkarz Paweł. Był to człeczyna gderliwy, leniwy i bimbru sobie nigdy nie odmawiał. Prowadził swój warsztacik w którym dzień w dzień tworzył zabawki, raz to lepsze, a gdy zapił, to gorsze. Nikt jednak nie miał odwagi powiedzieć Pawłowi, że źle robi, bo wtedy Paweł bardzo się złościł. A gdy Paweł się zagniewał to zgrzytał zębami aż szły z nich iskry, co to domy, samochody podpalały. Pewnego dnia do Pawła przyszła mała dziewczynka z warkoczykami. Miała ona na imię Basia i była bardzo samotna. Paweł spytał, co go to obchodzi, a wtedy Basia powiedziała, że chce, aby Paweł zrobił dla niej siostrzyczkę. Uśmiechnął się Paweł i poprosił, by przyprowadziła swoją mamę, a Basia powiedziała, że nie ma mamy i pluszowa siostrzyczka wystarczy. Paweł zgodził się ją uszyć za 10 pieniążków, jednak Basia była biedna i ich nie miała. Skłamała Pawłowi, że zapłaci następnego dnia, tylko musi je zebrać ze skrytki. Paweł uwierzył Basi i zabrał się do pracy. Basia nie wiedziała jak zdobyć aż 10 pieniążków i była bardzo smutna. Kiedy wyszła z warsztaciku, to się popłakała tak, aż przyleciała Wrona i spytała, czemu Basia płacze. Basia wyjaśniła, że nie wie, jak zarobić, a Wrona poradziła szaber. Posłuchała się Basia i rozkopała groby na cmentarzu, a w jednym znalazła złoty ząb, który wymieniła na 5 pieniążków. Wciąż jednak brakowało, więc resztę dnia żebrała na ulicy, a dobrzy ludzie dali jej 4 kolejne pieniążki. Skoro Basia zebrała 5 i 4 pieniążki to ile jej brakowało do 10? 10-5-4= ... Wciąż brakowało jej jednego, ale Basia uznała, że lalkarz Paweł to wybaczy. Tymczasem Paweł ciężko pracował, by uszyć Basi siostrę. Z guziczków zrobił oczka, z brudnych ścierek uszył buzię, ze starych płaszczy uszka, głowę, rączki, tors i nóżki. Siostra Basi miała być pluszową misią. Dziurkę między nóżkami zostawił, aby ją wypchać. Zmieszał puch z azbestem i zakaszlał, a w ustach suchość poczuł. Wiedział Paweł, że nie powinien, ale łyknął sobie bimbru, a potem znowu, a potem jeszcze raz. Całą noc przepił, a rano zbudził się w mokrej kałuży. Bolała Pawła strasznie głowa, a ręce się trzęsły, jednak spróbował dokończyć swą pracę. Zaczął wypychać misie, ale źle puch rozłożył i piersi zostawił puste. Potem wziął igłę i nitkę by zaszyć dziurkę. Za dużo jednak płaszcza tam zostawił, a zamiast go uciąć, to cały pozszywał i wyszedł siusiaczek. Gdy Paweł skończył, to zamiast misi wyszedł miś. Chwilkę później miś się obudził i mrugnął guziczkami. Spytał Pawła jak ma na imię, a Paweł nazwał misia Józek. W samo południe przyszła do warsztatu Basia z dziewięcioma pieniążkami. Paweł przedstawił jej Józka, a Basia popłakała się i powiedziała, że nie chciała brata i nigdy go takiego nie pokocha, a Józkowi było bardzo przykro. Paweł poprosił o zapłatę, a Basia powiedziała, że ma tylko 9 pieniążków. Bardzo to rozzłościło Pawła, który powiedział, że w takim razie Basia zapłaci inaczej. Raz tylko mrugnął Józek, a Paweł chwycił Basię, sukienkę z niej zerwał, usta swe szeroko otworzył i ją pożarł. Gdy brał kolejne kęsy, krew Basi tryskała i poplamiła Józka na zawsze. Józek został pogoniony z warsztatu i trafił do sierocińca przy Domu Tez. Od początku źle mu tam szło. Opiekunowie próbowali nauczyć Józka algebry, ale brakowało mu paluszków, by dobrze liczyć. Próbowali uczyć kaligrafii, ale Józek nie miał kciuków, by utrzymać pióro. Czytać też za dobrze nie mógł, bo guziczki miał dwa inne. Jeden mały, zielony z dwiema dziurkami, a drugi duży, szary z czterema dziurkami, to i źle Józek widział. Sierociniec przyjmował tylko chłopców, bo dziewczynki słano do domu publicznego, czego Józek bardzo żałował. Inni chłopcy byli od niego wyżsi, silniejsi i wredni. Nie było dnia żeby jakoś Józkowi nie dokuczali. Zabraniali mu chodzenia do łazienki mówiąc, że ta jest tylko dla prawdziwych chłopców, a nie dla, Józka. Na boisku nikt go nigdy nie wybierał, a zawsze ktoś Józka popchnął i kopnął. Nikt fajką się z nim nie dzielił, a wszyscy pilnowali, aby z nią Józek ich nie nakrył. Marzył wtedy Józek o życiu z dziewczynkami, które nie znają przemocy, ani agresji akceptując każdą inność. Raz chłopcy nazbierali nagich ślimaków i wrzucili je Józkowi do łóżka. Mazią go pokryły, a kilka zamieszkało w jego puchu, a Józka swędziało. Poskarżył się wtedy Józek opiekunowi. Ten dał Józkowi nóż i rzekł, że Józek wie co z nim zrobić. Myślał Józek, myślał, aż wymyślił. Wziął nóż w łapkę, dziury w sobie ponacinał i ślimaki powyciągał. Zmęczył się od tego Józek, to i spać poszedł, a obudził się w szpitalu, a dziurki ktoś mu pozszywał. Opiekunowie wielce się zamartwiali i wysłali Józka na rozmowę z tezownikiem Gerwazym. Spytał Gerwazy dlaczego Józek się ponacinał, a Józek opowiedział, że ślimaki w nim siedziały i nie mógł usiedzieć na miejscu. Machnął tylko Gerwazy ręką i dał Józkowi magiczne cukierki o smaku metylofenidatu. Po nich Józek miał siłę na wszystko i zrozumiał, że chce pracować w fabryce pocisków artyleryjskich. Minęły lata a Józek wyrósł na dużego włochatego misia. Skończył szkółkę elementarną, a najlepsze oceny miał z wiedzy o społeczeństwie i historii literatury. Dostał mieszkanie komunalne w nowym bloku z wielkiej płyty. Myślał, że tylko dobre go w życiu czeka. Prędko Józek pobiegł do fabryki pocisków i powiedział, że chciałby zostać inżynierem. Pani Ulma z działu kadr, stara raszpla z mordą krzywą jak tropikalny banan, powiedziała, że to najpierw się zostaje inżynierem a potem można się u nich zatrudnić. Zadziwił się miś i spytał, gdzie uczynią go inżynierem a Ulma powiedziała, że na politechnice, całkiem za darmo, chyba że warunków nałapie. Józek odrzekł, że nie umie liczyć, bo nie ma paluszków, a wtedy Ulma rzekła, że w takim razie Józek się nie nadaje. Błagał Józek, obiecywał bomby śmiercionośne, a Ulma pozostała nieugięta i pogoniła Józka. Złe dni nastały. Józek nie miał łapek do łopaty, główki do biura i zbyt się wstydził, by uczyć w szkole. Pracy nie szukał i go nie znalazła, a jedyną radość odnalazł w cukierkach wszystkich smaków, które kupował u Liska Urwirska za pieniądze przyznane z racji niepełnosprawności. Sąsiadka Józka, wiewiórka Małgosia składała donosy i w końcu psy Józka nawet z mieszkania pogoniły. Na szczęście Lisek Urwisek zaoferował pomoc i ugościł Józka w swoim skłocie. W nim wszyscy byli dla misia Józka mili i wyrozumiali. Razem chodzili na skipy, a Józek jak dał nura, to zawsze ze śmietnika wynajdował najlepsze łakocie. Wciąż jednak Józek czuł, że czegoś mu brakuje, Mannfred umiał grać na grzebieniu, a Józek nie, Boromir gotował cukierki, a Józek nie, Jokasta dziarała najlepsze tatuaże, a Józek nie. Zapytał się o to Józek Liska Urwiska. Lisek wyjawił, że kiedyś był nudnym człowiekiem o imieniu Sławosz Wijewski, ale poszedł do pana krawca Drutewki i teraz jest jedynym liskiem na skłocie. Długo się Józek nie zastanawiał i poszedł spotkać krawca Drutewkę. Wesoły to był młody człowiek, nosił różowy kitel i szczery uśmiech miał. Zaprosił Józka na kozetkę i historii jego życia z uwagą wysłuchał. Spytał Józek, co krawiec poradzi, a krawiec powiedział, że zna tylko jeden sposób, by Józek był szczęśliwy. Był nim miejski program „Zmień Płeć”. Odpowiedział Józek, że nie wie, nie wie, ale Drutewka tylko zakrzyknął, że to nie ma co się zastanawiać, bo ilość tranzycji w programie jest ograniczona. Zawahał się Józek jeszcze chwileczkę, ale się zgodził i spytał o cenę. Krawiec powiedział, że miasto refunduje, ale on sam musi wykonać kilka zdjęć do badań i poprosił, by Józek zdjął majteczki. Józek wyjaśnił, że jest pluszowym misiem i nosi tylko kubraczek i ani majtek, ani spodni nigdy nie ubiera. Stuknął się krawiec palcem w głowę, po czym wyjął aparacik i cyk-cyk, zdjęć krocza Józka narobił. Potem poprosił krawiec, by Józek położył się na stole i Drutewka spętał mu łapki i nóżki skórzanymi paseczkami. Spytał się Józek, czy dostanie znieczulenie, ale refundacja tego nie obejmowała. Wyciągnął krawiec Drutewka nożyczki, nożyk, igłę, pensety, nić i przystąpił do pracy. Najpierw rozetnął woreczek i wyjął z niego dwie grudki twardego puchu, a Józek krzyczał. Potem nożykiem naciął wokół końca siusiaczka i pociągnął szmatkę-skórkę w tył i Józek dalej krzyczał. Przeciągnął krawiec obranego siusiaczka i wyciągnął go przez rozcięty woreczek i odciął od niego nadmuchiwany puch, a Józek zasnął. Nieco powyżej wyciął krawiec dwie dziurki, a skórkę siusiaczka odwrócił na drugą stronę. Z resztki siusiaczka wyciągnął siku-rurkę i przełożył ją przez dolną dziurkę, rozciął i zasklepił nią skórkę siusiaczka robiąc uroczą kieszonkę na zabawki. Do górnej dziurki przyszył końcówkę siusiaczka. Kciukiem pogmerał w puchu robiąc miejsce, po czym wstawił tam kieszonkę, pozszywał i nie było już Józka, a była Józia z kwiatuszkiem. Podziękowała Józia krawcowi i wróciła na skłot, a tam wszyscy jej gratulowali. Żyćko dalej się toczyło. Józia została feministką i walczyła z prześladowaniem kobiet takim jak równy wiek emerytalny oraz pobór. Samo szczęście ją spotykało. Miała dużo wolnej miłości bez ohydnych gumek-ciągutek, bo i dzieci mieć nie mogła, to były zupełnie niepotrzebne. Na skipy już chodzić nie musiała, bo praca fizyczna nie odpowiadała jej tożsamości płciowej i za nią inni jedzonko znajdowali. Żałowała tylko Józia, że nie poszła do krawca dużo wcześniej. Pewnego dnia zatrudnili ją i w fabryce pocisków artyleryjskich w dziale kadr. Tam Józia prowadziła obowiązkowe i codzienne warsztaty różnorodności, równości i inkluzywności dla inżynierów, a jak ktoś narzekał, to jako toksycznego z fabryki usuwała. I nikt nie mógł złego słowa na Józię powiedzieć, a i złą Ulmę udało się jej ukarać, a jej ciało w łusce ukryła. Pamiętajcie drogie dzieci, cisy to drzewa, krzewy, albo ludzkie śmieci.Fragmenty raportów Aktywiszcza z Eksperymentalnej Strefy Komuny Bździszewskiej Raport 14 kwietnia 23 p.R. Najsampierw chciałobym podziękować za szansę daną nam przez Ludowo-Demokratyczną Republikę Narodów i samemu I Sekretarzowi Komitetu Centralnemu Towarzyszowi Ferdynandowi. Decyzja Partii o zezwoleniu na projekt strefy ustroju anarchokomunistycznego, zgodnego z marzeniami Pierwszego Kolektywu Wielkiego Mistrza Budzimira to kluczowy krok w rozwoju zarówno ludzkości jak i Trzeciej Tezy. Niezmiernie mnie również cieszy, że do dziś kordon wojskowy wokół miasta udało się przedstawiać jako regularne ćwiczenia. Dzięki temu osoby mieszkańskie Bździszewa dopiero teraz poznały cudowne wieści i żaden reakcjonista nie mógł zawczasu przeprowadzić się do miasta. Teraz przy pełnej kontroli ruchu do i ze strefy nie ma zagrożenia wpływu niecnych sił na nasz wspaniały eksperyment. W godzinach porannych o 8.23 ogłosiłom przez miejskie megafony założenie Komuny Bździszewskiej. Odczytałom swoją tezę i ogłosiłom likwidacje wszelkich struktur ogólnopaństwowych oraz własności. Zorganizowałom również wybory do Naczelnej Rady Kolektywu. Czterdziestoosobowy skład podzielony został na następujące listy-parytety: 1 miejsce dla heteroseksualnych mężczyzn, 4 miejsca dla mężczyzn o innej seksualności, 10 miejsc dla heteroseksualnych kobiet, 10 miejsc dla kobiet o innej seksualności, 10 miejsc dla osób niebinarnych, 5 miejsc dla osób z niepełnosprawnościami, 5 miejsc dla osób zasłużonych dla rozwoju Trzeciej Tezy Wszechbudzimiryzmu, Wybory odbyły się w godzinach 10-12 i frekwencja wyniosła 3.1%. Ponad 94% głosów zostało oddanych na osoby przedstawicielskie Trzeciego Kolektywu wskazując na wysokie poparcie społeczne dla projektu. Jednocześnie 1 z 40 miejsc przypadło kandydatowi niezależnemu, co zapewniło pluralizm i swobodną wymianę idei. (…) Zgodnie z założeniami Naczelna Rada Kolektywu (NRK) jest organem przejściowym, którego celem jest przeprowadzenie podziału Komuny na samorządne sfederalizowane gminy. Jednogłośnie zostałom wybrane na przewodnicze rady. Przegłosowana została konstytucja NRK zapewniająca lewo do pracy, zapewnienia potrzeb i życia. O godzinie 16.23 po długotrwałych konsultacjach społecznych dokonaliśmy podziału miasta na 16 gmin o równej ilości mieszkańców. Jednocześnie według wyliczeń powierzchni na mieszkańca oszacowałom, że Bździszewo powinno liczyć nie 564 000, lecz 1 234 000 osób. Proszę o dostarczenie nam w dniu jutrzejszym koniecznego zasobu ludzkiego wymaganego dla poplewnego funkcjonowania komuny. NRK ogłosiło, że nowi mieszkańcy zostaną domeldowani do istniejącego zasobu mieszkaniowego oraz poprosiło, aby gminy urządziły walne zgromadzenia celem społecznego zorganizowania się. Pierwszy dzień to wielki sukces całego projektu. Raport 15 kwietnia 23 p.R Niestety jestem zmuszone zgłosić silne wpływy reakcjonistów. Inspekcje przeprowadzane od godziny 7 rano wykazały, że miasto wciąż znajdowało się w okowach indywidualizmu kapitałowego. Mieszkańcy jak w dni poprzednie po prostu wstawili się do pracy w tym w sklepach, gdzie zamiast dystrybuować towary według potrzeb wciąż przeprowadzali własnościową wymianę gotówkową. Milicjanci wciąż patrolowali ulice, a urzędnicy nielegalnie okupowali instytucje. Wszyscy spójnie argumentowali swoje postępowanie twierdząc, że uznali wczorajsze ogłoszenia za żart. Taka jednolitość myśli musi być skutkiem silnej agitacji przeciwników projektu. Członkowie Trzeciego Kolektywu oddolnie zorganizowali komitet do slew reakcjonistów, którego celem jest identyfikacja sprawców. Napotkany został także silny opór podczas realizacji domeldowania nowych mieszkańców. Wielu nowych ochotniczych imigrantów wykazywało również różne antyspołeczne preferencje mieszkaniowe. W związku z tym NRK podjęło dwie uchwały. Pierwsza dotyczyła prośby o pomoc ze strony wojsk Ludowo-Demokratycznej Republiki w egzekwowaniu jej postanowień. Potwierdza się tym samym hipoteza Gortasha Milda o konieczności wykorzystania silnej zewnętrznej struktury zapewniającej monopol na przemoc w zaprowadzeniu wolności i oddolnego zorganizowania społeczności lokalnych. Zgodnie z uchwałą wnioskuję o pomoc wojskową. Będzie ona potrzebna wyłącznie w krótkim okresie przejściowym. Druga uchwała dotyczyła wprowadzenia losowego meldunku mieszkańców Komuny, w tym dotychczasowych. Rodzina jako jednostka patriarchalnej przemocy została uznana za źródło zniewolenia, stąd osoby dotychczas zamieszkujące w pojedynczych lokalach zostaną rozdzielone na różne gminy. Pomoże im to zaangażować się w lokalne społeczności bez względu na więzy krwi. (…) Raport 18 kwietnia 23 p.R. Informuję, że projekt nowego podziału lokali mieszkalnych został z powodzeniem wykonany. W incydentach zginęło 12 345 osób ludzkich wyłączając żołnierzy, co stanowi zaledwie około 1% mieszkańców. Osoby aktywistyczne Trzeciego Kolektywu na polecenie NRK w każdej z gmin pomogli zorganizować spotkania informacyjne i warsztaty Trzeciej Tezy oraz kolektywizmu. Dawne sklepy są przeorganizowywane na komunalne centra dystrybucji. Towary w nich obecne zostały rozdysponowane między osoby mieszkańskie co spotkało się z entuzjastycznymi reakcjami. Zostały założone ogródki społeczne, które w ciągu miesiąca powinny zapewnić wewnątrzgminną samowystarczalność żywnościową. Do tego czasu potrzebne będą stałe dostawy żywności dla Komuny o które oficjalnie wnioskuję. Potrzebne będą (…)  Raport 19 kwietnia 23 p.R. Informuję, że we wszystkich gminach odbyły się walne zgromadzenia osób mieszkańskich. W ich ramach przeprowadzono ankietę potrzeb Kolektywu. Wyniki zostaną przeanalizowane przez NRK i w dniu jutrzejszym złożymy wniosek o stosowne materiały. Zgromadzenia zatwierdziły stosowne lewa lokalne napisane z pomocą osób członkowskich Trzeciego Kolektywu. Zorganizowany został system lokalnych trybunałów rozsądzających slewy z losowaniem sędziów spośród osób członkowskich danej gminy. Osoby mieszkańskie zorganizowały się w liczne lokalne komitety milicyjno-porządkowe, dystrybucyjne, rolnicze, produkcyjne, edukacyjne i sekspracownicze. Slewdziłom również prace komitetu do slew reakcjonistów. Sporządzony został profil typowego reakcjonisty: to heteroseksualny mężczyzna w wieku od 15 do 99 lat, wykształcenie dowolne, dotychczasowa praca dowolna, niezbyt urodziwy, spożywający alkohol. To zdecydowanie zawęża pole poszukiwań. Nowe lokalne lewa gminne pozwoliły na oddolne zorganizowanie obozów reedukacyjnych, więc wkrótce problem zostanie rozwiązany.
Raport 20 kwietnia 23 p.R. Osoby wolontaryjne z Trzeciego kolektywu pomogły w organizacji lokalnych szkół. Ich porady dotyczące organizacji edukacji pozwoliły na stworzenie inkluzywnego i równego środowiska. Osoby dziecięce z całego Bździszewa mają zapewnioną świetlaną przyszłość. Większość gmin zgodziła się na proponowany podział klas na fizyczne dla osób identyfikujących się jako mężczyźni i intelektualne dla osób identyfikujących się jako kobiety. Wdrożony został także innowacyjny system oceniania dzięki któremu obie formy klas nie będą musiały się porównywać: skala od 1 do 3 w klasach fizycznych oraz od 4 do 6 w klasach intelektualnych. Przeanalizowane ankiety wykazały zaskakujące potrzeby osób mieszkańskich. Niektóre z nich mają wyższe wymagania niż ogół kolektywu, które jednakowoż należy spełnić w imię polewnego funkcjonowania ustroju. Potrzebna będzie dostawa szeregu towaru i osób. Wnioskuję o dostawę 500 ton oszlifowanych diamentów, 1000 ton złota, 3 rdzeni uranowych kompatybilnych z reaktorem BRSF-102, 1000000 ton żelaza (…) , 23 żyrafy, 12 słoni, 69 prostytutek zagranicznych o ciemnej karnacji (…) 134 tony gałki muszkatołowej, 324 tony heroiny (…) oraz konserwę ze stóp króla Gromosława i ogórków małosolnych. (…) Raport 27 kwietnia 23. p.R. Informuję, że dzięki polewnemu funkcjonowaniu komitetów milicyjno-porządkowych siły zbrojne mogły się wycofać z Komuny i od dziś osoby mieszkańskie samodzielnie dbają o własne bezpieczeństwo i egzekucję lew lokalnych. Już wkrótce zbędne będzie funkcjonowanie samego NRK i nastąpi lewdziwa wolność. Specjalny oddział ochotniczej milicji na prośbę komitetu do slew reakcjonistów spacyfikował jedno z największych gniazd reakcjonizmu: elektrociepłownię „Czajka”. Wszystkie osoby pracownicze spełniały profil, co sugeruje, że mogło to stanowić jedną z głównych siedzib ich organizacji. Reakcjoniści zostali natychmiast dostarczeni do najbliższego obozu reedukacyjnego, których liczebność przekroczyła obecnie 30 tysięcy i powoli osiągają maksymalne możliwe wypełnienie. Niezależny członek NRK Enest Bobaz po raz kolejny spowalnia prace organu zbędnymi interpelacjami. Tym razem dotyczącymi powodu budowy krematoriów przyobozowych. Została ona odrzucona 39-1 tak jak poprzednie prowokacje. Nowe ankiety wykazały jeszcze wyższe potrzeby osób mieszkańskich. Wnioskuję o dostarczenie 780 ton berylu (…) (…) Raport 29 kwietnia 23. p.R. Jestem zmuszone zgłosić incydent. Pozbawione opieki kotły w „Czajce” eksplodowały pozbawiając Bździszewo dostępu do prądu i ciepłej wody. Obrady NRK wykazały, że nie jest to jednak zła wiadomość, gdyż scentralizowany system dystrybucji tych zasobów zlokalizowany tylko w jednej gminie był sprzeczny z duchem Komuny. Wnioskuję o dostawę 70 000 agregatów prądotwórczych i 350 000 pieców do podgrzewania wody, które pozwolą na niezależny i zdecentralizowany dostęp w każdej gminie. Do NRK od dwóch dni napływają liczne skargi odnośnie prawidłowych zachowań lokalnych komitetów milicyjno-porządkowych ściśle współpracujących z trybunałami, których składy mają być rzekomo ustawiane. Uchwałą NRK została powołana specjalna komisja, która ma zbadać slewę.(…) Raport 1 maja 23 p.R Niezależny członek NRK Enest Bobaz znów utrudnia pracę NRK. Złożył wniosek o powołanie komisji nadzorującej prace obozów reedukacyjnych. Jego zdaniem sytuacja w której od czterech dni osiągnęły swoją maksymalną deklarowaną pojemność 40 tysięcy, nikt ich nie opuszcza, a wciąż przyjmują tysiące nowych reakcjonistów jest podejrzana. NRK odmówiło tak imperialistycznej ingerencji w samorządność gmin odpowiedzialnych za prowadzenie obozów. Dodatkowo, wszystkie osoby pracownicze je prowadzące są osobami członkowskimi Trzeciego Kolektywu, więc o jakichkolwiek prawidłowościach nie może być mowy.(…) Raport 3 maja 23 p.R Niestety, ale rezultaty prac komisji ds. milicji oraz trybunałów lokalnych okazały się druzgocące. Lokalne komitety milicyjno-porządkowe wykorzystując swoją pozycję rozpoczęły pobieranie haraczy od osób mieszkańskich gmin w postaci jedzenia, węgla oraz paliwa, których dystrybucje uzurpowały. Jednocześnie w niezrozumiały sposób system losowania sędziów trybunałów lokalnych został całkowicie wypaczony, skutkując wytworzeniem się kasty stałych sędziów będących w komitywie z lokalnymi służbami milicyjnymi. Podczas posiedzenia NRK uznała to za efekt młodości ustrojowej i została zmuszona do jednogłośnego przegłosowania uchwały o bezpośrednim nadzorze komisji ds. milicji oraz trybunałów lokalnych nad tymi aspektami Komuny. Spośród osób członkowskich Trzeciego Kolektywu zorganizowana została Komunalna Służba Milicyjno-Sędziowska, której osoby przedstawicielskie ruszyły objąć nadzór nad gminami. We wszystkich gminach spotkało się to z oporem i wiele osób przedstawicielskich zginęło. Nie chcemy ponownej bezpośredniej interwencji wojskowej więc prosimy o dostawę środków przymusu bezpośredniego: broni maszynowej, wozów opancerzonych, czołgów.(…) Raport 12 maja 23. p.R. Siłom KSMS udało się objąć opieką ostatnią gminę stawiającą opór. Mimo swej nieliczności zadanie udało się zrealizować dzięki poparciu społecznemu dla działań NRK. Ilość ofiar interwencji szacowana jest na zaledwie 19 tysięcy. Nowe osoby ochotnicze z wielką chęcią wstępują do służby w lokalnych Milicyjnych Oddziałach Porządkowo-Sądowych podlegających KSMS. Aby uniknąć podobnych sytuacji osoby ochotnicze składają przysięgę wierności NRK.(…) Raport 15 maja 23 p.R. Śledztwo wykonane przez specjalny zespół KSMS wykazało, że wiele osób mieszkańskich podczas wypełniania ankiet nie przedstawia swoich rzeczywistych potrzeb, lecz dokonuje aktu sabotażu. Proszą one o znaczące dobra z których potem w ogóle nie korzystają. Dokonane zostały aresztowania 2341 osób. Swój sprzeciw zgłosił niezależny członek NRK Enest Bobaz, który wskazał na brak podstawy lewnej i złamanie konstytucji NRK zapewniającej lewo do zapewnienia potrzeb, niezależnie jak dużych. Sprzeciw został odnotowany.(…) Raport 18 maja 23 p.R. Długotrwałe przesłuchania aresztowanych osób sabotażystów przyniosły zaskakujące informacje. Wielu z nich przyznało się do działania z inicjatywy samego Enesta Bobaza. Natychmiast został on aresztowany. Wydany został wyrok śmierci. W samo południe dokonana została egzekucja wszystkich osób zdradzieckich. Bobaz intensywnie wyzywał członków NRK i podważał wyrok śmierci jako nieobecny w lewie Komuny Bździszewskiej. Po egzekucjach decyzją NRK kara śmierci została wprowadzona do kodeksu karnego w przypadku zdrady. Odbyły się także wybory uzupełniające i 40 osoba członkowska NRK należy do Trzeciego Kolektywu. Pozwoli nam to na skuteczną pracę tego kluczowego dla trwałego funkcjonowania Komuny Bździszewskiej organu. Dzięki zdarzeniom ostatnich dni znacząco zmniejszy się zapotrzebowanie Komuny na zewnętrzne dobra. Niestety ogródki społeczne nie osiągnęły oczekiwanej wydajności i w związku z tym wciąż będą potrzebne stałe dostawy żywności. NRK założyło komisję ds. rolnictwa, której zadaniem jest zdjęcie ciężaru odpowiedzialności z przeciążonych zadaniowo gmin i rozwiązanie problemu żywnościowego. Założona została także komisja ds. infrastruktury, której celem jest wydajne zarządzanie wszelkimi zasobami nieruchomymi. Nowa komisja edukacji komunalnej objęła pieczę nad szkolnictwem i obozami reedukacyjnymi. Podjęliśmy też ważną decyzję o powołaniu gminnych osób komendanckich. Będą one reprezentować NRK w gminach oraz prowadzić obrady walnych zgromadzień osób mieszkańskich.(…) Raport 21 maja 23 p.R Informuję, że najnowsze ankiety potrzeb niemal w całości wróciły niewypełnione. Choć wstrzemięźliwość można uznać za wspaniałą postawę, trudno nam uwierzyć w całkowity zanik potrzeb osób mieszkańskich. W związku z tym założona została komisja ds. dystrybucji, która określi potrzeby każdej osoby i poprzez zarządzane nią komitety dystrybucyjne i produkcji zapewni powszechne szczęście. Tym samym stworzyliśmy wydajny oddolny system w którym lokalne walne zgromadzenia odpowiadają za komitety sekspracownicze oraz ankiety pomocnicze. Projekt systemu idealnego wydaje się być bliski realizacji w warunkach liczącej aż 934 000 osób mieszkańskich Komuny Bździszewskiej.(…) Raport 23 maja 23 p.R Najnowsze ankiety wykazują 96% poziom zadowolenia z systemu pośród 931 000 osób mieszkańskich.(…) Raport 25 maja 23. p.R Najnowsze ankiety wykazują 100% poziom zadowolenia z systemu pośród 893 000 osób mieszkańskich. Jest to niezwykłe osiągnięcie w mieście w którym jeszcze niedawno żyło zaledwie 564 000 osób mieszkańskich. Siedem osób członkowskich NRK złożyło interpelacje dotyczące działań szeregu komisji. W związku z tym przeprowadziliśmy głosowanie i usunęliśmy je ze swych stanowisk. Osobiście desygnowałom tymczasowych członków NRK, a wybory uzupełniające wyznaczyłom na maj roku 24. Raport 26 maja 23. p.R W wyniku śledztwa które wykazało nadmierną ilość zachowań heteroseksualnych wśród osób dorosłych NRK podjęło decyzję o powołaniu komisji ds. edukacji seksualnej, która otrzymała także zwierzchność nad komitetami sekspracowniczymi. Wprowadzona została również prohibicja na produkty alkoholowe. Spowodowało to drobne niepokoje społeczne w związku z czym zmobilizowane zostały wszystkie oddziały KSMS i MOPS. Raport 27 maja 23 p.R Jestem zmuszone poinformować, że w wyniku zamieszek część gmin znajduje się poza kontrolą NRK. Faszystowscy toksycznie męscy sabotażyści nazywający siebie Czwartym Kolektywem tworzą w nich alternatywne komitety odbierające należny NRK nadzór nad naszym oddolnym systemem. Powołana została specjalna komisja ds. pokoju, która ma znaleźć przyczynę obecnej przemocy. Raport 28 maja 23 p.R Informuje, że komisja ds. pokoju wykazała zatrważające wyniki. Współczynnik feminizacji wśród osób identyfikujących się z tzw. czwartym kolektywem wynosi zaledwie 47%. Cały projekt Komuny Bździszewskiej padł ofiarą męskiego spisku. W związku z tym ogłosiłom specjalne głosowanie NRK nad projektem przymusowej tranzycji, aby ochronić osoby mieszkańskie przed ideologiczną indoktrynacją. Projekt został odrzucony 17 do 23. Wszystkie osoby członkowskie głosujące przeciw zostały w trybie pilnym usunięte z Trzeciego Kolektywu. Aż 11 z nich natychmiast ogłosiło dołączenie do czwartego kolektywu. Ogłosiłom kolejne głosowanie mające na celu usunięcie zdrajców ze struktury NRK, które przegrałom 17 do 23. Skutkiem tego w NRK zapanował niebezpieczny dla demokracji system dwupartyjny, a sam Trzeci Kolektyw stanowi mniejszość w Radzie. Przedstawiciele czwartego kolektywu zgłosili wotum nieufności wobec mnie na stanowisku przewodniczego rady z uwagi na rzekome prześladowanie osób męskich. Głosowanie odroczyłom do dnia jutrzejszego. Dzisiaj wieczorem spotkałom się z niezależnymi osobami radnymi. Dzięki swym niezwykłym zdolnościom krasomówczym i rozdaniem ksiąg Wielkiego Mistrza Budzimira I przypomniałom im o ideach Pierwszego Kolektywu, które wreszcie mogą zostać w pełni zrealizowane. Trzy z nich ponownie zapisały się do Trzeciego Kolektywu. Jestem pewne pozytywnego rezultatu głosowania. Na wszelki wypadek odbyłom też szereg spotkań z oficerami KSMS i wspólnie został opracowany Plan Ocalenia Komuny. Raport 29 maja 23 p.R Dziś w godzinach porannych odbyło się głosowanie nad wotum nieufności. Wynik stanowił remis 20 do 20. Ten silny mandat uzyskany od NRK uświadomił mi, że losy Komuny nie są jeszcze przesądzone. W związku z tym postanowiłom wdrożyć POK i ogłosiłom się Naczelniczym Komuny Bździszewskiej. Lojalne rządom lewa siły KSMS dokonały internowania osób głosujących za i przeciw wotum nieufności. Wiele z wyprowadzanych osób członkowskich krzyczało, że kłamało co do swojej tożsamości płciowej i tak naprawdę zawsze byli mężczyznami. Spisek trwał od samego początku Komuny Bździszewskiej i tylko ja mogę ją uratować. Tylko ja wiem jak zaprowadzić lewdziwą wolność i równość. To ja wiem, co jest dobre dla wszystkich i nikt mnie już w tym nie ograniczy. Wydałom edykt o konieczności całkowitej pacyfikacji gmin wypowiadających posłuszeństwo NRK jako stanowiących zagrożenie dla idei anarchokomunizmu. Dozwoliłom na wszelkie środki przymusu bezpośredniego i wprowadziłom osobnicze kwoty zlikwidowanych zdrajców. Ogłosiłom również projekt przymusowej tranzycji, która rozpocznie się od noworodków i będzie kontynuowana u coraz starszych osobników płci prawidłowej. Raport 30 maja 23 p.R Doszło do zamachu na moje życie i to ze strony osoby tożsamościowo, a nawet i biologicznie żeńskiej! Przechodziłom obok niej i ta splunęła mi pod nogi. Zamach pozostawił moje ciało pokryte przyszłymi bliznami i zdeformowane, ale moja wola nigdy nie była silniejsza. Ja samo zrealizuję POK i Bździszewo przetrwa 1000 lat!(…) Raport 7 czerwca 23 p.R Moja kontrola nad obszarem Bździszewa się kurczy. Mimo dziesiątek tysięcy osób męczeńskich pod kontrolą moich lojalistów znajdują się już tylko trzy gminy. Czwarty kolektyw rośnie w siłę i chodzą słuchy o ich nowym porywającym tłumy członku, który jest jakimś podłym męskim maszynistą. Ja się nie poddam! Dopóki żyje choć jedna osoba lojalna nie przestanę walczyć z mojego bunkra o lepsze jutro. Budzimir nie wystraszył się Gierkemiasza, a ja miałobym uciec przed kolejarzem?(…) Raport 9 czerwca 23 p.R Halo, czy mnie słychać? Dziś oddziały czwartego kolektywu wkroczyły do ostatniej lojalnej dzielnicy. Rodzeńskie pozdrowienie przesyłam osobom walczącym przy „Czajce” i wszystkim walczącym, gdziekolwiek się jeszcze znajdują. Jeszcze Komuna Bździszewska nie zginęła! Niech żyje Trzeci Kolektyw! [Od tego czasu wielokrotnie zapętlone zostało odczytanie tezy aktywiszcza] Julke Połacne zwane Aktywiszczem To jedno z kluczowych Świętych Ludzi Trzeciej Tezy Antagonistycznej. Patroniszcze Równości, Inkluzywności i Sprawiedliwości Społecznej (często przez zwolenników określane mianem Slewiedliwości). Osoba założycielska i wieczne przewodniczące Trzeciego Kolektywu. Czterokrotnie zakażone rzeżączką, dwukrotnie kiłą, siedmiokrotnie chlamydią. Nigdy wirusem niedoboru odporności. Aktywiszcze urodziło się i spędziło pierwsze lata życia w leśnej rodzinie kanibali we wschodnim Neomezycie. Jeszcze jako Julia było grzeczną córeczką i razem z siostrzyczką Basią przyprowadzały do domu rodzinnego wielu pedofilów, których obróbka pozwalała się wyżywić. W okresie rewolucji siły monarchistyczne zorganizowały zbrojne pedokomanda i zrekrutowały wszystkich chętnych do walki w Hirschbergii, co dla tej rodziny oznaczało głód. Ojciec najpierw pożarł ich matkę, a potem Basię, a Julka uciekło z domu. Schronienie odnalazło jako Tezoferariusz przy Domie Tez w Rektum. Jako, że w tamtych czasach przyjmowano wyłącznie chłopców, Julka przyjęło męską tożsamość pod imieniem Julian. Dom Tez zapewnił Aktywiszczu wykształcenie. Przystąpiło ono nawet do egzaminu na podtezego Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej. Część teoretyczną zdało celująco, jednak podczas części fizycznej zostało odrzucone przez obrzydzonego żeńskimi organami Tezownika. Po tym zdarzeniu Aktywiszcze ponownie zbiegło, tym razem do Hirschbergu. Tam dołączyło do Drugiego Kolektywu, młodzieżówki Partii Komunistycznej Narodów. Życie w partyjnym skłocie, skupione na miłości, pozwoliło aktywiszczu odkryć niezwykły świat chorób wenerycznych i tożsamości płciowych. Wtedy też przyjęło ostateczne imię Julke i tożsamość Fioletowego Dziczka pod Leśnym Młynem. Idee komunistyczne bardzo się podobały Aktywiszczu, jednak przeszkadzała jenu pustka duchowa. Kiedy kazania doktora Feldorma zyskały na popularności i publicznie na jaw wyszła jego gejoza, Aktywiszcze natychmiast zainteresowało się tematyką. Szybko zrozumiało, że Gej odkrył ścieżkę do prawdziwej nowoczesnej syntezy idei polityczno-religijnych i zorganizowało Komitet Poparcia Geja. Sparaliżowany doktor Feldorm trafił pod opiekę komitetu, mimo sprzeciwu konserwatywnych środowisk naukowych skoncentrowanych wokół Sieckiego-Krama. Rozpoczęło to trwającą do dziś schizmę Trzeciej Tezy, konflikt teologiczny o dziedzictwo Geja. Komitet Poparcia Geja wkrótce potem uległ przekształceniu w Trzeci Kolektyw, drugą oficjalną młodzieżówkę Partii. Zapewniali doktorowi Feldormowi iście hulaszcze życie, ale nie poprzestali tylko na tym. Razem z innymi osobami członkowskimi Aktywiszcze sporządziło tekst dzisiejszej Tezy Aktywiszcza i rozpoczęło wielkie protesty mające na celu uczynienie jej Trzecią Tezą Antagonistyczną. Ostatecznie wygrała koncepcja Siecko-Kramistów i Trzecią Tezą stały się pierwotne nauki Geja. Aktywiszcze uważało to za potwarz i kompletne zaprzeczenie ideom doktora Feldorma. Zdaniem Aktywiszcza Gejowi w ogóle nie chodziło o „kosmiczne bzdury”, lecz o „stworzenie nowoczesnego inkluzywnego społeczeństwa wolnych kobiet i wszystkich innych”. Trzeci Kolektyw kontynuował promowanie tej wizji Wszechbudzimiryzmu. Aktywiszcze rozpoczęło pisanie religijnych książek dla dzieci takich jak „Przygody ostrej temperówki Bronisławy”, „Moja Dziewczyna-Wilkołaczyca”, „Toksyczny Kapitał Męski” czy też „Baśń o Transmisi Józi Kum-Kum”, która zapoczątkowała całą serię książek o transmisji Józi. Te uzyskały wielką popularność. Aktywiszcze zaczęło publicznie pojawiać się wyłącznie w towarzystwie trzymanej przy sobie pluszowej misi z którą konsultowało swoją agendę, a także czule ją pieściło. Trzeci Kolektyw jako oficjalna młodzieżówka Partii korzystał z przywileju organizowania protestów w całym kraju, zaprowadzając parytety w licznych instytucjach, a nawet wymuszając akceptacje przez Wszechbudzimiryzm Podtezych płci żeńskiej, co nie ograniczało się tylko do Trzeciej Tezy, ale objęło również Tezę Hirschberską. Jednym z wielkich programów Aktywiszcza było zorganizowanie pomocy psychologicznej w barach i klubach nocnych. Julke uważało, że rozmowa pomaga przy każdej trudności, szczególnie jeśli kończy się rekrutacją do kolektywu. Aktywiszcze było także zwolennikiem wszelkich kontaktów, preferowanie seksualnych z Dzikimi ze Wschodu. Organizowało rozliczne wypady koedukacyjne, które przyniosły państwu ziarniaki pachwinowe oraz wrzody weneryczne. Jednocześnie promowało medycynę alternatywną opartą o dziwne grzybicze substancje zwane antybiotykami. Klasyczne metody, oparte w nauce gusła i homeopatię uważało zaś za nieskuteczne. Inną formą kontaktu z Dzikimi były propozycje pozyskiwania od nich gazu energetycznego, który miał wspomagać energetykę odnawialną, zastępując Weerlandzki węgiel i uran. Poskutkowało to gigantyczną niechęcią południa kraju wobec Trzeciego Kolektywu. Aktywiszcze się nie poddawało i próbowało udowodnić niebezpieczeństwa energetyki atomowej poprzez wykolejenie pociągu ze zużytym paliwem jądrowym. Skutkiem był spadek cen kotletów guzowych. To z jednej strony poprawiło relacje z większością Weerlandczyków, ale z drugiej tylko bardziej przekonało ich do atomu. Na dziesiątym walnym zgromadzeniu Trzeciego Kolektywu w lutym 23 roku po Rewolucji zarzucono Aktywiszczu zbytnie skupienie się na kwestiach społecznych, zamiast gospodarczych. Te odrzekło, że jeszcze wszystkim pokaże i tego samego dnia spotkało się z samym I Sekretarzem KC KPN Ferdynandem Faradobusem. Dwa miesiące później rozpoczął się projekt eksperymentalnej Komuny Bździszewskiej. Kolejne miesiące okazały się bardzo kosztowne dla Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, gdyż potrzeby Komuny wyczerpały krajowe rezerwy złota i innych cennych kruszców. Celem sfinansowania projektu kraj musiał wziąć wysokooprocentowane pożyczki zagraniczne, których spłata pogrążyła gospodarkę. To przyczyniło się do rewolucji monarchosocjalizmu, jedynego słusznego ustroju. Zaiste, wielki jest kunszt i dobroć Aktywiszcza. Pod koniec aktywności Komuny Bździszewskiej część niezadowolonych członków Trzeciego Kolektywu i mieszkańców komuny założyło nową organizację zwaną Czwartym Kolektywem, który rozpoczął zbrojną walkę o władzę. Ostatecznie Aktywiszcze utraciło wszelkie wpływy i zniknęło bez śladu, zaś Czwarty Kolektyw uznał się za tymczasową władzę Komuny Bździszewskiej. KC KPN ogłosiło zakończenie eksperymentu i armia LDRN spacyfikowała liczącą 234 000 mieszkańców komunę w dwie godziny. Projekt został uznany za „umiarkowany sukces, którego nie będzie potrzeby powtarzać”. Dziś wiele ulic w Socjalistycznym Królestwie upamiętnia Komunę Bździszewską. Samo Aktywiszcze nigdy się nie odnalazło. Nie znaleziono też ponad 90% złota, diamentów i innych cennych towarów, które zostały dostarczone w trakcie funkcjonowania komuny. Członkowie Trzeciego Kolektywu ogłosili, że po osiągnięciu pełnego oświecenia, Aktywiszcze przyjęło formę niematerialną w ramach Ostatecznej Tranzycji, a Mistrz Budzimir VI ogłosił je Świętym Człowiekiem. Ostateczna Tranzycja stała się jedną z głównych aspiracji części zwolenników Trzeciej Tezy. Po rewolucji monarchosocjalistycznej Trzeci Kolektyw odciął się od poprzedniego systemu i stopniowo odbudowuje swoją pozycję jako niezależna organizacja. Myśl polityczna Aktywiszcza zyskała szczególną popularność w Gubernii Aralskiej. Prócz prawdziwej równości Aralczycy w oparciu o największy sukces Komuny Bździszewskiej: obozy reedukacyjne, stworzyli nowoczesny system obozów pracy wypoczynkowej. Symbolem Aktywiszcza jest pluszowa misia. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Są to prawdopodobnie najbardziej kolorowe i różnorodne regały spośród wszystkich Świętych Ludzi. Można tam znaleźć zarówno utwory Aktywiszcza, jak i biuletyny Trzeciego Kolektywu, a także poradniki mody, spis wszystkich tożsamości płciowych świata, podręczne przybory do czczenia aktywiszcza miłością i wiele innych kobiecych ksiąg, akcesoriów. Ta przestrzeń Domów Tez przyciąga członków Trzeciego Kolektywu, a także biologicznie żeńską część współczesnej młodzieży. Co ciekawe zauważono, że czasami zachodzą tam również najbardziej męscy zwolennicy Inteligenta, a dyskusje przyjmują inną, bardziej pokojową formę niż przy półkach Geja. Znacznie gorzej sprawy się mają, gdy przychodzą członkowie Czwartego Kolektywu i inni zwolennicy Kolejarza… Jako Święty Człowiek Trzeciej Tezy Aktywiszcze nie posiada własnych dedykowanych kapliczek. Wciąż jednak bardzo aktywny jest program pomocy psychologicznej w postaci barowych konfesjonałów zapewniających anonimową ulgę dla młodych budzimirystów.
|
|
|
|
|
8
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Września 01, 2025, 04:56:34
|
Gej Fragment pamiętników Zygfryda Hofmanna, ucznia Mistrza Budzimira V. (…) Po tym jak Feldorm wygłosił swoje postulaty, Budzimir wpadł w szał. Od dwudziestu lat zbieraliśmy mu materiały, poszukiwaliśmy artefaktów, pisaliśmy manuskrypt, a jakiś podrzędny naukowiec ubiegł go z identyczną teorią kosmicznego Praweerlandu na publicznym wystąpieniu. Natychmiast podaliśmy uczestnikom konferencji mieszankę eterów niepamięci. Żeby było gorzej maska Olafa okazała się być nieszczelna i kiedy je szykował, to nawdychał się oparów. Nasz najlepszy alchemik na chleb zaczął mówić bep i myślę, że ktoś z nas temu dopomógł. Sama mieszanina była przez to nieefektywna i herezja zaczęła się rozchodzić po całym królestwie. (…) Gdy aresztowaliśmy Feldorma, ten arogant twierdził, że nie mamy takiego prawa. Wielce się zdziwił, gdy pokazaliśmy mu list Chłopacego II. Niektórym wciąż się wydaje, że żyjemy w czasach króla Gromosława. Pokazaliśmy już temu, którego nikt nie zapamięta, że tylko sojusz obu tronów zapewnia stabilność. (…) Budzimir zasiadł na tronie z gwiezdnego metalu, opity Wywarem aż spuchł mu brzuch. Wiedzieliśmy, że szykują się wielkie czary, więc i my się nim uraczyliśmy. Żona i dzieci Feldorma płakały, gdy przyprowadziliśmy je przed oblicze mistrza, ale sam doktor był niewzruszony. Pierwszymi słowami Budzimira było nakazanie zabicia rodziny Feldorma, a wtedy ten zaczął błagać o litość. Gdy czar pirokinezy zmieniał ich w skwarki, Budzimir wykorzystał swój wyuczony mroczny śmiech, którego echo odbijało się po całej komnacie. Zawtórował mu sam Feldorm, który rozpromieniony rzekł, iż raszplę z całego serca nienawidził, a dzieci pewnie były nie jego, a do tego jedno było muminem. Teraz miał już spokój. Odczułem dużą satysfakcję, gdy zobaczyłem zaskoczenie na twarzy Budzimira. Ten uniósł się czarem lewitacji nad swój tron przedstawiając się i prawiąc banały. „My, wieczny i ostatni”, „Wiara bierze słabych, moja wiara, mój wszechbudzimiryzm” i inne słowa, które każdy z nas znał na pamięć. Feldorm odrzekł, że trzeba uważać, bo jeszcze linka puści i Budzimir spadnie z kilku metrów. Mistrza wielce to rozeźliło, podleciał do Feldorma i chwycił go za gardło, a nam nakazał wymalować rytualny krąg. (…) Inkantacje zaczęły wysysać wszelkie światło z sali. Na szybko łyknęliśmy jeszcze Wywaru i przygotowaliśmy się do obrony kręgu. Nie musiało minąć dużo czasu, a oni przybyli. Zupaztrupa, Koń Pławański, Atomowy Antoni zesłali swoje awatary, a my odganialiśmy je błyskawicami. Tylko Olaf schował się pod ławą i płakał. Mistrz Budzimir zaczął przeklinać doktora Feldorma. Rzekł iż ten zostanie zapamiętany inaczej niż by chciał. Jego ciało odmówi mu posługi, a opiekuni będą jego oprawcami. Że przed śmiercią własnego wroga będzie błagać o pomoc, ale ta nie nadejdzie. Gdy prawił te słowa, salę zaczął wypełniać sam Kurda-Burda. Nasze czary nic mu nie czyniły, a ten zbliżał się do kręgu, by się pożywić. Budzimir rzekł jednak słowo kończące rytuał i wszelka magia się rozpierzchła, a wraz z nią rozpadły się i awatary kurdupli. Feldorm milczał, a Budzimir kazał zabrać go do lochu.Debata między doktorem Miestwinem Feldormem, a Mistrzem Budzimirem VI Olafem Göringiem. Audycja Radia Ludów. Dobry wieczór towarzysze. Nazywam się Anike Nemayer i dziś będę moderatorką wyjątkowej debaty. Do naszego radia wstawił się Mistrz Budzimir VI oraz doktor Miestwin Feldorm. Po raz pierwszy będą oni rozmawiać na temat przeszłości i przyszłości dawnej religii państwowej, Wszechbudzimiryzmu. Głos pierwszy zabierze doktor Feldorm. -Ja chciałbym podziękować za te zaproszenie. Te kilka lat nieuzasadnionego pozbawienia wolności bez wyroku żadnego sądu niemal przekonało mnie, że nie warto przedstawiać swoich poglądów. Na szczęście zmiany ustrojowe uczyniły nasz kraj wolnym i wreszcie mogę się swobodnie wyrażać. Jest to zasługa władzy ludowej, partii oraz jej komitetu centralnego. Nie żywię jednak urazy do Mistrza Budzimira VI. Poprzednik znany był ze swoich nadużyć, ale nie jest to wina obecnego arcypatriarchy. Dlatego chciałbym na początek wyciągnąć rękę na zgodę. -Panu to ja mogę nogę podać. -I to mnie usatysfakcjonuje. To poproszę mistrza o nogę. -A już podaje, tylko buta zdejmę. -No, to teraz możemy kulturalnie porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną. Chciałbym teraz zapytać. Dlaczego Mistrz Budzimir tak bardzo boi się tez pobocznych o kosmicznym pochodzeniu Weerlandczyków? Mam na nie rozliczne dowody anegdotyczne. -Panie, co pan. Miała być demokracja, a każdy wygaduje co chce. W kosmosie to są meteory i etery, a nie tam żadni Weerlandczycy. Jak tak bardzo pan chce to se pan poleci tam balonem i nie wraca. -Choćby przypowieść o żelaznych smokach. Żyjemy w czasach niezwykłych, a na naszych ulicach jeżdżą samochody. Gdy na nie popatrzeć i spróbować zastosować perspektywę prymitywniejszych ludów, które utraciły dostęp do technologii, to czy nie można ujrzeć w nich smoki? -A ja jakiś głupol jestem, że mam jak człowiek z lasu myśleć? Ja całe życie w mieście. Wielki Mistrz Budzimir I rzekł żelazne smoki, bo i widział żelazne smoki. A pan widział nieżelazne, że żelazne panu przeszkadzają? -Wielki Mistrz Budzimir I używał słów, które mogli zrozumieć jego słuchacze. Ja żadnych smoków nie widziałem, bo smoków nie ma. Podczas dziewiętnastej wojny szparagowej między Sarmacją, a Trizondalem kilka lat temu obie strony wykorzystywały tropikalną wyspę Aralia do przeładunku towarów. Samoloty lądowały tam jeden za drugim. Wojna się skończyła i więcej samolotów już nie było. I proszę sobie wyobrazić, co się stało. Dawne lotniska otoczone zostały kultem. Lokalne dzikusy budują samoloty ze słomy i oddają im cześć. Zakładają drewniane słuchawki i udają wieżę kontroli lotów. Tak właśnie się dzieje, gdy jakiś lud traci dostęp do technologii! Uznaje ją za boskość i magię! -Pan w ogóle nie mówi na temat. Gdzie Aralia, a gdzie my są? My tu na Ostii jesteśmy i do samolotów nikt się nie modli. A magia przecież istnieje i sam Pan ją widział. -Jak się Budzimir V z wami, swoimi uczniami jakiegoś halucynogenu napił, a potem wszyscy machaliście rękami i wydawali onomatopeje? Ja pamiętam, że nawet mnie przeklęto. No i co, i jestem wolny, do mediów mnie zapraszają, szanują. Taka to wasza klątwa i czary. Wszystko to kłamstwo jak obie tezy antagonistyczne! -Co pan znów, panie, no co pan. To nie wolno tak na Wielkie Tezy tak mówić. W ogóle to uważam, że są trzy rodzaje prawdy. Święta prawda, tyż prawda i gówno prawda. Pan dobrze wie, która jest pana. -To Budzimir III zaczął zbierać artefakty i księgi z czasów prawdziwego Weerlandu. Nie po to by je zachować, ale żeby je zniszczyć! Budzimiryzm, a potem Wszechbudzimiryzm zaciera wszelkie ślady prawdziwej przeszłości, ale to nie musi trwać. Możemy to zmienić, zreformować wiarę i zmienić ją w prawdziwą naukę! Może odkryjemy dzięki temu zaginione technologie naszych przodków! -Pan to jest mały zakompleksiony człowiek, który próbuje zniszczyć nasz dorobek. Całe życie się pan trząsł się ze strachu, a teraz kiedy panu wolno, pokazuje jaki jest ważny. Są takie łajniaki, które można przystawić do miodu, ale one i tak zawsze wrócą do łajna. I są tacy ludzie jak Feldorm, czy Siecki-Kram, którzy zawsze w łajnie będą grzebać. -Czy mógłby się Budzimir choć raz odnieść merytorycznie? Wiem, że w pałacu trzyma Mistrz kilka starożytnych ksiąg. Czy zechciałby mistrz udostępnić je ludziom nauki by… - Do mojego domu, jak do obory? Jak chce sobie pan poczytać, to może wypadałoby dom tez czasem odwiedzić. Ale to najpierw trzeba umieć czytać. -Ja Mistrzowi nie przerywałem! Widzę, że Mistrz nie odpowie na pytanie, tylko odpowie inwektywą. Ja rozumiem, że dociekanie prawdy bywa czasem przykre i bolesne. -Pan jest gejem, panie Feldorm. Chciałabym panom przerwać, bo widzę, że poziom debaty spada. Proszę Mistrza Budzimira o nieużywanie takich zwrotów. Orientacja seksualna doktora Feldorma nie jest w żaden sposób związana z tematem rozmowy, ani też powodem do wstydu. -Ale ja nie jestem… Panie doktorze, nasz nowy wspaniały ustrój zdekryminalizował homoseksualizm i już nie musi się pan doktor ukrywać. Właśnie dostałam informację, że w Grabinie zaraz zostanie pobity rekord w lepieniu pierogów na czas, więc przerywamy transmisję i oddamy głos naszemu reporterowi. Dziękuję obu panom za poświęcony czas. -Ja również dziękuję. -Ale ja nie jestem…. Radio Ludów, prawda w każdym uchu!Transkrypt audycji radiowej „Młody Weerland” radia Neomezyt. Cześć Prabudzimirowi, Jego poświęcenie na zawsze będzie pamiętane. Ja jestem Wojciech Smrod i mam dla was, drodzy słuchacze ważną nowinę. Dzięki datkom słyszycie teraz to, co działo się kilka godzin wcześniej. Udało nam się i mamy już przenośny zestaw nagrywający. Znajduję się właśnie w mieście Hirschberg przed wielkim pałacem arcypatriarchy. Jak zapewne wiecie totumfanccy geja od kilku tygodni oblegają sadybę naszego poczciwego Budzimira. Domagają się, aby ich przebrzydłe herezje uznano za nic innego, jak trzecią tezę antagonistyczną. Zdrowi i normalni ludzie już dawno by sobie odpuścili, ale to co ja tu widzę drodzy słuchacze, tego nie da się opisać słowami. Sama bezczelność, by uważać, że potrzebna jest jeszcze jedna teza. Dobry tezownik Bonifacy spytany kiedyś przeze mnie o Wielkie Tezy pokazał mi dwa kciuki skierowane w górę. Co taki gej pokazałby jeszcze, no to drodzy słuchacze na pewno się domyślają. Ci ludzie, ten element animalny nie zna żadnej przyzwoitości. Właśnie wkraczam w gniazdo węży, aby drodzy słuchacze nie musieli. Porozmawiam z tymi, którzy się gromadzą, a może uda mi się wejść na tyle głęboko, by spytać samego geja jak mu nie jest wstyd za to wszystko. Tłum jest nawet większy niż kilka dni temu. Wszyscy są uśmiechnięci i kolorowi, machają flagami w kolorach tęczy. Zupełnie jak na tych obrazoburczych obrazach, gdzie wychodzi ona z serca rotryjskiego bożka. Wielu z nich tańczy w sposób, który cieszy samego gierkemiasza. Ta muzyka, pewnie drodzy słuchacze ją częściowo słyszycie. To nie są psalmy, tylko coś gorszego, jakieś takie, bym powiedział tekno, co to młodzież naszą bałamuci. Same melodie bez słów, bo to sam gierkemiasz przemawia, a my wierni na to odporni jesteśmy. Widzę przyzwoicie ubranych młodych chłopaków. Garnitury i muszki mają. Może zapytam ich, co tutaj robią. Cześć Prabudzimirowi, cóż panowie tutaj robią. Czy może chcą państwo powstrzymać te szaleństwo? -Józek, ty mów. -Wie kogo my popieramy? Kogo? -Feldorma, bo on kocha naszą wiarę, wszechbudzimiryzm. Purpurowe-białe sztandary. Ale zdają sobie państwo z tego, że heretyk Feldorm jest gejem? -Panie, od kogo wy są? Jestem Wojciech Smrod, radio Neomezyt. -Pseudoreligijna szczekaczka znaczy się. To wyście wymyślili całą tą historie z gejem. Kompromaty na niego tworzycie i niech teraz zobaczy, gdzie są teraz jego wielkie idee. Chyba każdy doskonale wie, gdzie mogą być one u geja. - Józek może ja teraz powiem. Nie ma takiego dowodu, powtarzam jeszcze raz. Jest nagroda 500 loli dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że Gej jest gejem, bo po prostu nie jest. Proszę sobie wyobrazić, że istnieje ogromna możliwość, że nie jest. Trzeba walczyć z kłamstwami, które się szerzą. Nasz ruch jest teraz zagarniany przez dziwnych ludzi, co chcą go wykorzystać do swoich bliżej nieznanych celów i perwersji. Niszczą te historyczne wydarzenie, porównywalne tylko ze zjazdem w Karstnopolu. To nie są prawdziwi patrioci. Jutro jest 13 kwietnia, tak? Święto Tez Antagonistycznych. Dlaczego tutaj nie widzę żadnej purpurowej flagi? DLACZEGO? KURWAAAAAAAA, DLACZEGO? No, to jakieś pytanie jeszcze? Myślę, że nie ma takiej potrzeby, a moi drodzy słuchacze sami ocenią. Pójdę teraz dalej. Bardzo mnie smuci, że tacy młodzi ludzie, z przyszłością, kulturalni dają się w to wciągać. Jeszcze kilka dni i sami zrzucą garnitury i będą nie do odróżnienia od otaczającej ich hołoty. Czego ja tu nie widzę? Grubasy chodzące z bebzonami na wierzchu, na prawo grupa ludzi przebrała się za kolorowe zwierzęta, do tych nawet nie odważę się podejść. Ale, ale cóż to moje oczy widzą, jakaś młoda dziewczyna idzie całkiem naga. Mmmm… cycunie. O nie, inne kobiety narzuciły na nią koc i coś krzyczą. Dlaczego one to zrobiły? I tak nie zrozumiem, ale dla was drodzy słuchacze, zapytam. Przepraszam Panią, dlaczego pani osłoniła i skrzyczała tę cudną damulkę? -Żeby takie patriarchalne świnie jak ty się do niej nie śliniły! Prabudzimir by inaczej świat stworzył, jakby nie chciał by było na co popatrzeć. -Ty się już nie zasłaniaj wiarą ty… ty mężczyzno. Chcielibyście tylko na nas patrzeć, traktować przedmiotowo, ale to się wkrótce skończy. Idzie postęp! Dość kusych spódnic, ponętnych ubrań i obcasów. Kobiety będą ubierać się skromnie i tylko na czarno oraz zasłaniać twarze. Wtedy już sobie nie popatrzycie a my będziemy wolne! Panie, widzę, lubią dużo mówić o tak zwanej wolności. -Dokładnie, wolność, szacunek i tolerancja to podstawy nowoczesnego społeczeństwa. Bez nich nic nie osiągniemy! Szacunek, Pani powiada. A gdzie w tym wszystkim jest szacunek dla porządnych ludzi wyznających tradycyjne wartości takich jak moi słuchacze? Afiszują się państwo w biały dzień na ulicach, a na nich są dzieci. Wielu ze słuchaczy uważa, że takie bydło jak Panie powinno się rozstrzelać i mają w tym poparcie licznych nauk Budzimirów. Ich wolność do tego jest gorsza, tak? -Nie można tolerować przemocy! A, rozumiem, czyli tolerancja to jest dla swoich, ale nam to już się nie należy. Porządnym wojownikom wiary, ciężko pracującym weerlandzkim mężczyznom wolność zbędna, tak? -Mężczyźni chcą tylko nas gnoić, a największy patriarcha, to arcypatriarcha! Nie pozwolimy by urodzenie się jako kobieta czyniło dalej kimś gorszym. Pora na nowe! -I dla osób po zmianie płci też! -Ingeborg, nie teraz. Mężczyzna zawsze pozostanie mężczyzną i zachcianka kobiecości to przykład traktowania nas z góry! -Gówno tam wiesz, a się wypowiadasz. Ja chcę dodać… -To ja udzielam wywiadu! -Teraz ja będę suko! Oj myślę, że Panie powiedziały wystarczająco. Zostawmy je sobie samym. Pora zagłębić się dalej w te homoseksualną norę. Jak drodzy słuchacze słyszą, to miejsce jest toczone konfliktami wywołanymi podszeptami gierkemiasza. Oni sami nie wiedzą czego chcą, a próbują na nas cokolwiek wymusić. I to naszym zadaniem jest batogiem naprostować tych ludzi na właściwą ścieżkę, bo czego my chcemy, to akurat wiemy. A jeśli o batogu mowa, to widzę przedstawicieli reżimu. Warto zapytać i ich. Czołem towarzysze, czy ktoś z towarzyszy uprawniony jest do udzielania wywiadu? -Porucznik Bodo Kunst. Komenda główna milicji politycznej stołecznego miasta Hirschberg. Towarzyszu Kunst. Czy mógłby towarzysz pokrótce opisać sytuację? -Sytuacja jest stabilna. Monitorujemy ją, aby zapobiegać zdarzeniom o charakterze anar… anarustycznym i antypaństwowym. Nasza władza ludowa uczyniła republikę państwem świeckim, więc samo protestowanie przeciwko Budzimirowi jest legalne. Organizatorzy zostali zweryfikowani politycznie i złożyli stosowne oświadczenia. Dziś doszło do trzech incydentów. Jednym była przemoc fizyczna między uczestnikami manifestacji, a grupą zaborców. Dwa pozostały były znacznie poważniejsze, mianowicie doszło do zmarnowania alkoholu. Czy mógłby towarzysz przybliżyć okoliczności tych zbrodni? -Dwukrotnie osoby uczestniczące w proteście rozpoczęły wygłaszać tezy o szkodliwości trunków alkoholowych i konieczności wprowadzenia prohibicji. Następnie dokonały one wylania weerlandzkiego bimbru na ulicę. Osoby te zostały natychmiast aresztowane i w ramach sądu piętnastominutowego skierowane na przymusowe leczenie w klinice alkoholizmu. Podjęliśmy próby zabezpieczenia wylanych trunków, ale niestety bardzo szybko wsiąkły między bruk. Skoro manifestacja prowadzi do takich zbrodni, to czy rozważane jest jej rozgonienie? -Ta decyzja należy do komendanta głównego. Otrzymaliśmy przykaz, by traktować ją łagodnie. Jeśli jednak któryś z uczestników podniesie rękę na władzę ludową, to władza mu tę rękę utnie. Dziękuję za udzielenie odpowiedzi. Jak słychać, władza po cichu wspiera te wydarzenie. Pozbawieni czci i wiary komuniści liczą na to, że cudzymi rękami zniszczą Wszechbudzimiryzm. Powoli zbliżam się do pałacu naszego ukochanego Mistrza Budzimira. Po zapachu siarki antycypuje, że wkrótce zobaczę samego Geja. Prabudzimir pokarał go wylewem i życiem jako sparaliżowana pokraka. Zamiast go schować, lub wyśmiewać, jego środowisko wciąż ma go na swych sztandarach. Widzę go, otoczonego najwierniejszymi akolitami, kapłanami herezji. Prowadzą go na wózku, hehehe, pewnie sra pod siebie pokrak jeden. Spróbuję z nim porozmawiać. Dzień dobry, czy doktor Feldorm udziela wywiadów? -Hejunia, jestem Julke. Moje zaimki to onu/jenu. A twoje? Wojciech Smrod, Radio Neomezyt. Czy mogłaby pani odpowiedzieć na moje pytanie odnośnie doktora? Widzę, że to pani pcha wózek. -Proszę mnie nie misdżenderować, bo to niekulturalne. Tak samo niekulturalne jest niepodanie swoich zaimków. Bez nich nie ma mowy o wywiadzie. W takim razie moje zaimki to dzik/dziku. Czy teraz pani dopuści mnie do doktora? -Powiedziałom dziku, że jest dzik niekulturalny. Pan doktor Seldorm jest bardzo osłabiony latami prześladowań za swoją orientację. Nadal jednak, rozumiejąc swoją ważną rolę dla wolności wszystkich tożsamości płciowych, walczy o wprowadzenie trzeciej tezy do skostniałej, nudnej hetero-wiary. Chciałbym jednak zapytać o kwestie związane z interpretacjami przypowieści o Prawdziwym Weerlandzie i kosmosie. -Ale to wszystko jest nieważne. To nowe przykazania miłości i tolerancji leżą w samym sercu trzeciej tezy. Niedawno napisałom jej dokładną treść razem z innymi osobami aktywistycznymi. Dzięki niej wszyscy będziemy się kochać, żyć w trzeźwości. Zakończymy mordy i gwałty na osobach zwierzęcych. Zbudujemy farmy wiatrowe i stabilizujące elektrownie na gaz z dzikich ord! Rozumiem, ale ja naprawdę chciałbym porozmawiać z doktorem. -To jest dziku niemożliwe. Doktor jest osłabiony poranną orgią. Proszę spojrzeć za siebie! Budzimir wyszedł na balkon i będzie przemawiać! -Nie widzę w tym tłumie, jestem za niskie. To trzeba trochę podejść! Panie Feldorm jak panu nie wstyd? -Ocy…. Może podstawie mikrofon bliżej… -Pomo…cy… -Co dzik robi doktorowi, niech dzik natychmiast zabierze to ustrojstwo. Proszę mnie nie szarpać! -To dzik mnie szarpie. A poszedł stąd, hau hau hau hau! Drodzy słuchacze. Tak właśnie wygląda protest kosmoheretyków tak zwanej trzeciej tezy. Nawet nie musiałem do tej pory wyrażać swoich obiektywnych opinii. Sami uczestnicy wystawiali sobie właściwe świadectwa. Mam nadzieję, że nasz czcigodny Mistrz Budzimir VI wkrótce ostatecznie potępi te hałastrę, a Geja spotka zasłużone odnotowanie w świętych księgach! Ja jestem Wojciech Smrod, słuchaliście Radia Neomezyt. Niechaj Łaska Prabudzimira wiecznie wam towarzyszy, żyjcie w pomyślności i w chwale Jego chwalcie Jego.Doktor Miestwin Feldorm zwany Gejem. To twórca i patron Trzeciej Wielkiej Tezy Antagonistycznej. Jest również patronem rozwodów, eksploracji kosmosu, reform i konfliktów wewnętrznych. Liczni wyznawcy Trzeciej Tezy przypisują mu najróżniejsze, często sprzeczne ze sobą patronaty, takie jak nacjonalizm i internacjonalizm, hetero i homoseksualizm, aborcje i jej sprzeciw, tranzycje i akceptacje swojej płci, szacunek dla przeszłości i skupienie na przyszłości. Mawia się, że Geja można brać z każdej strony. Jako wykształcony teolog molekularny uczestniczył w Trzeciej Światowej Konferencji Tez Antagonistycznych na wulkanie Spitzberg, gdzie przemawiał jako ostatni prelegent. Jego wykład stanowił całkowitą dekonstrukcję dotychczasowego pojmowania wiary. Znalazł uzasadnienie dla wszelkich kwestii teologicznych w starożytnych kosmitach, którymi mają być sami Weerlandczycy. Końcówka jego przemowy w przyszłości stała się treścią samej Trzeciej Tezy. Na jego nieszczęście podobny, a nawet lepiej dopracowany wykład był planowany przez Mistrza Budzimira V na kolejną konferencję. Gniew pozbawionego pierwszeństwa Najgorszego z Budzimirów był wielki. Wykorzystując swoje niecne wpływy na króla Chłopacego II nakłonił go, by wydany został list gończy za doktorem Feldormem i jego rodziną. Później przez wiele lat więził Feldorma w zamku na wulkanie Spitzberg, a później w lochach pałacu w Hirschbergu. Jednocześnie Budzimir V nie tylko nie opublikował swoich ciężko wypracowanych rękami uczniów wyników, ale także czynnie zwalczał tzw. kosmoherezję. Trwało to do erupcji Spitzbergu, który zabił Budzimira V i niemal wszystkich jego uczniów, a także zniszczył wyniki jego badań z zebranymi artefaktami. Wkrótce potem życie odebrał sobie Chłopacy II. Jego syn Ferdynand, jeszcze jako król, zapytał Olafa Göringa, który z braku konkurencji został Budzimirem VI, czy ten mógłby uwolnić więźniów politycznych. Budzimir VI się zgodził, a wśród nich był doktor Feldorm. Wkrótce potem nadeszła rewolucja, a Zjednoczone Królestwo Hirschbergii i Weerlandu przekształciło się w Ludowo-Demokratyczną Republikę Narodów. Nowy reżim odebrał przywileje Wszechbudzimiryzmu i pozwolił na wolność głoszenia poglądów religijnych. Doktor Feldorm miał już wtedy wielu zwolenników, a legalizacja działalności przyspieszyła popularyzację jego tez. Ostatecznie doprowadziło to do bardzo krótkiej i przerwanej debaty radiowej, podczas której Mistrz Budzimir VI zarzucił Feldormowi gejostwo. Mimo jego zaprzeczeniom szybko się to do niego przykleiło, a media konserwatywne tylko to podsycały. Zaledwie kilka dni po debacie Gej dostał wylewu po którym, ciężko sparaliżowany, wylądował na wózku. Spowodowało to odpływ większości dotychczasowych zwolenników, ale na ich miejsce pojawili się nowi. Wokół Feldorma zaczęły się gromadzić wszelkie środowiska zboczeńców i odchyleńców. Kobiet o kolorowych włosach, które nie uważały się za kobiety. Mężczyzn o kolorowych włosach, którzy nie uważali się za mężczyzn. Istot, które nie uważały się nawet za ludzi. Wypełźli oni ze wszelkich zakamarków miast i wsi, a każdy rodzic drżał na myśl, że jego dziecko może się okazać poplecznikiem Geja. Grupy te otoczyły sparaliżowanego Geja pełną opieką i zaczęły się domagać powstania Trzeciej Wielkiej Tezy Antagonistycznej. Nikt inny nie miał już dostępu do Geja. To najbliżsi opiekunowie informowali o jego kolejnych coraz radykalniejszych postulatach, które zaczęły dotyczyć głównie stylu życia. W końcu zorganizowano wielki protest pod Wielkim Pałacem Arcypatriarchy w Hirschbergu. Po miesiącu oblężenia, słuchania okrzyków i gróźb zwolenników Geja, Budzimir VI nie mógł już tego więcej znieść. Oficjalnie ogłosił powstanie Trzeciej Wielkiej Tezy Antagonistycznej. Protestujący mieli gotową treść Tezy, jednak Budzimir ku ich gniewowi uznał za nią fragment pierwszej przemowy Geja. Spowodowało to nagły powrót jego pierwotnych zwolenników, którzy zaczęli walczyć o dostęp do żywego Świętego Człowieka. Pewnej nocy Gejowi udało się zejść z łóżka i dopełznąć do długopisu i papieru na których próbował zawrzeć swą ostatnią wolę: Ta wciąż podlega licznym dyskusjom. Szczególnie, że to właśnie tej nocy Gej zmarł. Symbolem Geja są dwa skrzyżowane miecze symbolizujące jego waleczność w walce o Wyższą Prawdę. Nimi są oznaczone stosowne półki w domach tez. Oprócz tego często znajdują się przy nich ostrzeżenia o niebezpieczeństwie i informacje o tym, że opiekunowie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za los osób o nim dyskutujących. Wynika to ze skrajnych podziałów wśród osób czczących pamięć o Geju. Wielu z nich uważa, że Gej wcale nie był gejem i półki wręcz uginają się od dyskusji tylko na ten temat. Między wyznawcami różnych Wielkich Tez Antagonistycznych nie ma takich podziałów, jak wśród ludzi Trzeciej Tezy. Szczególnie intensywne są konflikty pomiędzy zwolennikami innych Świętych Ludzi Trzeciej Tezy: Inteligenta i Aktywiszcza. Ich debaty o Geja dawno już wyczerpały wszelkie merytoryczne środki, a jakiekolwiek myśli o porozumieniu to tylko mrzonki: https://www.youtube.com/watch?v=Hsx49IYGmpoTak naprawdę każdy widzi w Geju to, co chce. Nieistotne jest kim był on naprawdę i co uważał na każdy temat. Gej zapewnił nam czyste karty na notatki, które możemy zapełnić w swych poszukiwaniach Wyższej Prawdy. I te poszukiwania, droga podczas nich przebyta, to jest w tym wszystkim najważniejsze. Dlatego choć jako Święty Człowiek Trzeciej Tezy nie ma dedykowanych kapliczek, pamięć o nim czci się poprzez marsze, nieważne co się głosi.
|
|
|
|
|
10
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Sierpnia 24, 2025, 04:37:32
|
Wielki Mistrz Budzimir IV Przemowa Wielkiego Mistrza Budzimira po budzimiryzacji miasta Hirschberg i koronacji Chłopacego I na króla Hirschbergii, Kronika Hirschberska (…) toteż, gdy przysięgę swą wiary lud Hirschbergu złożył i koronę na głowę swą Chłopacy usadowił, Mistrz Budzimir przemówił do tłumu po weerlandzku, lecz wigor i pasje każden zrozumiał: O zebrani kmiotkowie. Myśli zapewne wśród was krążą. Jakiż jest cel tego zebrania? Czy życie me się odmieni? Czy grajkowie zaraz wyjdą, trunki i tańce się poczną? Ja wam powiem tak, ani grajków ani trunków ani tańców nie będzie, bowiem zbyt duży byłby to koszt. Ale radować się winniście, gdyż słowa, które za swym królem powtórzyliście wyznaniem wiary były. Jedynej prawdziwej, wszechbudzimirystycznej wiary! Cóż to jest ten wszechbudzimiryzm? Tedy powiem wam, wszechbudzimiryzm to wolność, wszechbudzimiryzm to nadzieja. Wolność do służby wierze i nadzieja na podboje waszego króla. To spojenie waszych ziem, Klasydów, Grabiny, Sowich Wzgórz, Klasydów a nawet Weerlandu pod jedną ciepłą kiecą wiary. Każden z was będzie niczym brat z bratem, brat z siostrą i siostra z siostrą. Razem ziemie wszelkie zasiedlimy swym potomstwem. Przy wspólnym ogniu będziem zasiadać, a przy nim kiełbasek, chleba, a nawet niewiernego upieczem, a ucztom naszym kresu nie będzie. Lecz pamiętajcie, iże dziś uczty dla was nie ma. Jam jest Mistrz Budzimir IV, jedyny prawdziwy, choć oszustów mrowie i wystrzegać ich jest waszą powinnością, bowiem Gierkemiasza sługami oni są. Jakby kto nie rozumiał, to Gierkemiasz znaczy niedobrze i o wszystko co złe i nędzne jego należy obwiniać. Rzecz jasna, nigdy mnie, ni króla. Wyście przysięgę złożyli, to i ja też słowa wypowiem. My, Witosz z Grochali, Mistrz Budzimir IV zaklinam się by do końca swych dni duchowym wzorem być dla was, drogę ślepym wskazać, dobre słowo głuchym przekazać, modlitw niemych przyuczyć. I przysięgam, że w łasce wszechbudzimiryzmu z pomocą waszą oszustów, szarlatanów, kurwich synów, co Weerland rozrywają zmiażdżę, zniszczę, na strzępy rozerwę, gdyż wy moim młotem jesteście. Na północ wyruszę, by więcej nas zebrać i w wierze zjednoczyć! Ależ mi w gardle zaschło, chodź Chłopacy do pałacu, tedy się napijem.Jak Mistrz Budzimir IV nawrócił Klasydów podczas swej wielkiej misji na północy, Kronika Hirschberska. Stanął Mistrz Budzimir IV nad wulkanem Spitzberg, by spotkać się z kapłanami Klasydów, a tych ani widu, ani słychu. Kur zapiał raz, drugi, trzeci, aż zniecierpliwon Budzimir spytał gdzie oni są. I nikt do końca dnia się nie zjawił. Tak było i drugiego i trzeciego dnia i księżyc kolejny aż posłał po kapłanów Budzimir i nazajutrz przyszli. Przemówił tedy najstarszy z nich, lecz mowy nikt jego nie rozumiał. Rzekł tedy Budzimir: -Szprechen Srechen Dupechen, niechaj ktoś mi człeka w mowie ich uczonego przyprowadzi! -I słudzy swe zadanie wykonali. Przybył uczony, by za krowę słowa w strony objaśnić, lecz ostrzegł, że kto w klasydzkim flitanie rym utraci, ten nikogo nie przekabaci. Trudności przekład mógł stanowić, a Budzimir powiedział, iż sam prozą mówić będzie, a uczony rym ma swymi słowami nadawać. Odrzekł on tedy, że za takie posługi to już będą trzy krowy, zaś Budzimir się zgodził. Dnia kolejnego dysputa się poczęła, a ponownie przemówił najstarszy kapłan: -O czcigodny panie, nie rozumiemy, skąd to spotkanie. Wierność Klasydzi lata temu Hirschbergowi przysięgli i nieraz już tego dowiedli. -Stan taki mi nie starczy. Tylko nawrócenie wierności dostarczy. -Czemóż to wiarę swą mielibyśmy porzucić? W niwecz pamięć przodków obrócić? -Gdyż wiara ma postęp krzewi i zło wszelkie przeplewi. Gdyż kapłani moi rachunku i pisma się przyuczą, a wodzowie z władania nigdy ich nie wykluczą. Gdyż wiara wszelkie plemiona zjednoczy i każde waśnie między wami przekroczy. -A na cóż nam to całe ryzyko, by ciebie poczynić władyką? Zły Spitzer ognie swe na nas wyplunie, jeśli odważym się prawić na niego kalumnie. -Wasz Spitzer jest jak kominek. Przepchać go ino i nie zaleje dolinek. -Kominek to słowo, co jest mi nieznane. Za złamanie flitona otrzymasz naganę. -To wy w kurnych chatach dalej mieszkacie? Jak szynka w dymie przebywacie? -Cichaj wieprzu z południowej krainy, bo inaczej się z tobą policzymy! -A w rzyć se wsadź te swoje groźby, bo o litość zrazu wystękasz prośby. -To tyś dupę swemu mistrzowi podcierał. Nie raz zapewne w niej szperał. -Czystszą ona była niż lico twoje, zaiste zanurzasz je w każde gnoje. -Rzecze nędzarz, co z ojczyzny ucieka. Tchórz, co los swój odwleka. -Nędzarzem mnie zowie, a spytam was przeto. Jakie wasi wodzowie dają wam myto? -Dzięsiątą część każdej daniny. Dość już tej niegodnej gderaniny. -Wszechbudzimiryzm trzy z dziesięciu części oddawać nakazuje. To jak się na to stan wasz zapatruje? Padli tedy na kolana młodsi kapłani wszechbudzimiryzm swoją wiarą ogłaszając, to i starszy nóg ugiął, stopy Budzimira ozorem swym obmył. Razem do wodzów ruszyli i rzekli im, iż Spitzer przemówił przyjęcie nowej wiary nakazując, a wielki będzie jego gniew, jeśli tak się nie stanie. Nie cieszyła wodzów nowa danina, ale Budzimir dziury w dachach nad paleniskami wybijał, a Klasydzi cudem to zwali. Tak oto lud ten słuszną wiarę przyjął, a uczony dostał cztery krowy i dwie owce. Fragment książki przygodowej „Mścisław Śmietana i Tajemnica Fuzli” autorstwa Idzisławy Wagner -I pamiętaj, klucz do Komnaty Bimbrów Rektor ma zawsze przy sobie w złotym mieszku-powiedziała Hubysława, a na jej twarzy wypisane było niezadowolenie. Sama z chęcią by go zdobyła, ale kobiet nie wpuszczali do wielkiego audytorium. (…) Mścisław szedł korytarzem i nabierał coraz większych wątpliwości. Na wszelki wypadek dodatkowo natarł się cytryną pod pachami. Dlaczego robią to akurat teraz, gdy na uniwersytet w Karstnopolu przyjechali wszyscy frarowie. Co jeśli rozpoznają, że jest tylko studentem? Frarowie mogą być młodzi, jeśli ich poprzednik wcześnie zmarł, ale przecież nie są zwykłymi ludźmi. Mścisław nigdy żadnego nie widział z bliska, ale uznał, że muszą chodzić inaczej niż zwykły człowiek. Spróbował odtworzyć ich krok z wyobraźni. Kiedy minął kilku starych profesorów, ci tylko spojrzeli smutno i zagadali między sobą o skutkach porażeń dziecięcych. W końcu dotarł przed wejście do wielkiego audytorium. Dyskusja na temat wszechbudzimiryzmu nie przebiegała najlepiej. Tak przynajmniej można było wywnioskować z hałasu, krzyków i wyzwisk dobiegających zza zamkniętych drzwi. Pot strachu zalewał Mścisława i przytłumił już cytryny. Wielcy panowie zawsze się zapowiadają, więc jedynym sposobem, by nie zostać zauważonym jest zostać zauważonym. Mścisław łyknął jeszcze bimberku na odwagę i pewnym ruchem otworzył drzwi. Gdy tylko wszedł na salę krzyknął najgłośniej jak potrafił: -Już jestem! -a na sali zapanowała grobowa cisza. Oczy wszystkich skierowały się na niego. Za katedrą siedzieli Mistrz Budzimir IV, ostatni z czterech o tym tytule, Rektor Wojciech Trąbiński, tym razem czerwony również ze złości, a także bogato odziany jegomość w koronie z dwiema nagimi kobietami siedzącymi mu na kolanach. To musiał być ten słynny król dzikich z północy, Chłopacy. Oni również patrzyli z wyraźną dezaprobatą. -No teraz to już na pewno dojdziemy do porozumienia- przerwał cisze król mówiąc po ludzku, choć z dziwnym akcentem. Z całej sali słychać było drwiące śmiechy, po czym powrócono do kłótni. Mścisław odetchnął z ulgą po udanej infiltracji i ruszył do ław możliwie blisko katedry. Tam planował słuchać i czekać na okazję. Najgłośniej krzyczał sam rektor: -Ja już powoli nie ręczę za siebie. Żeby takie zwierzęta wpuszczać do audytorium jak do stajni i zwać ich budzimirystami. Budzimirze, to czegoś ich tam w Hirschbergii nauczył to żaden budzimiryzm. Tylko Weerlandczyk może być budzimirystą. To my przybyliśmy z Prawdziwego Weerlandu i tylko nas dotyczy łaska Prabudzimira. Podludy mogą nam służyć, tak, ale nie być naszymi braćmi w wierze! Rektor podczas przemowy intensywnie machał rękami, a siedzący obok Budzimir i król musieli wręcz się odsuwać, by ich nie trafił. Po każdym zdaniu rektora lewa strona sali pełna frarów z całego Weerlandu mu wtórowała. Z prawej, gdzie siedzieli egzotyczni freiherrowie północy dochodziło wtedy buczenie. Mścisław dopiero wtedy się zorientował, że usiadł po złej stronie sali, a jegomość obok niego noszący wyłącznie maskę na twarzy, a co za tym idzie z przyrodzeniem na wierzchu chyba nie jest weerlandzkim frarem. W końcu Budzimir uderzył pięścią w stół i odpowiedział: -Na Prabudzimira, Wojtku. Chcesz żeby to miejsce spłonęło jak Dom Publiczny? Jak to się wtedy skończyło dla Weerlandu? Lata podziału i wojen. Ja ich jednak nie zmarnowałem i zakończyłem niemal stulecie swady z północą. Czego oczekiwałeś, kiedy usłyszałeś, że nadchodzę po należną mi tiarę z armią Hirschbergii? Że po wszystkim, po tym jak zabijemy uzurpatorów to Chłopacy padnie przede mną na kolana jako sługa? Jesteśmy równorzędnymi partnerami, a przyjęcie wszechbudzimiryzmu przez północ to znak ustępstwa i dobrej woli. Wspólna wiara nas zjednoczy. Rotria pokazała… -To twój czcigodny poprzednik pokazał Rotrii, co należy robić z takimi jak oni! – Przerwał Budzimirowi rektor. – Kto cudzą wiarę przyjmuje ten jest słaby i należy go sobie podporządkować zamiast zapraszać do stołu. A ty Budzimirze nie odzyskałeś tiary, została zjedzona. Czytałem twe nauki głoszone w Hirschbergii i pytam ciebie. Czy przypadkiem to ty nie przyjąłeś wiary północy? Gierkemiaszowych herezji? A teraz próbujesz nas do nich zmusić. My jesteśmy sferą tradycji! W trakcie gadaniny dziki podzielił się z Mścisławem smacznym marynowanym mięsem prawiąc coś w niezrozumiałym języku. Mścisław zastanowił się, jak wielu gości z północy w ogóle rozumie dyskusje toczoną po ludzku. Budzimir zerwał się ze swojego miejsca i krzyknął: -My jest Mistrz Budzimir IV, wybrany większością w Domie Publicznym nim uzurpatorzy go spalili! Mądrością i siłą władzę sobie zapewniłem. My jest arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu i wzór wszelkich cnot. Ty rok temu Wojciechu padłeś przede mną na kolana i przysiągłeś mi posłuszeństwo. Może żałujesz, że jako jedyny z uczniów Trzeciego sam nie sięgnąłeś po władzę? Chcesz mi ją teraz odebrać? Ośmieszyć mnie przy królu Chłopacym i przed frarami? Jak śmiesz! Rektor również wstał i odwrócił się w kierunku Budzimira. Mścisław zauważył złoty mieszek przytroczony do tyłu jego pasa. Rektor rzekł: -Ależ Budzimirze. Nie to jest mą intencją. Ja chcę tylko by Weeland był Weerlandem, a budzimirysta budzimirystą. Na słusznej wiary ścieżkę chce cię sprowadzić. Nie w głowie mi kolejne wojenki… - rektor gadał coś dalej, ale Mścisława rozbolała już głowa od tych wszystkich głupot. Miał dość czekania, gdy tajemnice Komnaty Bimbru były już tak blisko. Te trunki po prostu mu się należały. Zerwał się z ławy i zaszarżował. Wskoczył na katedrę, a z niej skoczył prosto na rektora próbując zerwać mieszek. Kiedy padli na ziemie i zaczęli się siłować usłyszał, że cała reszta sali dołączyła. Frarowie i Freiherrowie rzucli się na siebie z pięściami. Mistrz Budzimir westchnął: -Ach gówno, tu idziemy znów. – po czym machnął do orkiestry, która zaczęła grać skoczną muzykę. Rektor się szamotał i nie dawał za wygraną. Budzimir założył na dłonie dwa kastety i zręcznie przeskoczył przez katedrę. W końcu Mścisław nie wytrzymał i ugryzł rektora w pośladek, a ten głośno zakrzyknął i trochę się uspokoił. Gdzieś kątem oka widać było, że król udał się z nagimi kobietami za kotarę. Wreszcie udało mu się oderwać mieszek, a w środku wyczuł klucz. Teraz pozostawało tylko uciec z audytorium. Mścisław ruszył przez sale starając się ominąć chaos. Środek pomieszczenia był niemal pusty, gdyż nikt nie odważał się podejść do jednego z dzikich, który skądś wytrzasnął karła. Teraz używał go jako broni trzymając go za nogi i wirując. Wystarczyłoby złapać odpowiedni moment i… myśl Mścisława została przerwana gdy przed nim pojawił się sam Budzimir, a po chwili zobaczył metaliczny błysk zbliżający się do twarzy. Gdy Mścisław doszedł do siebie był już trzymany za fraki przez Budzimira. W Sali panował już spokój, acz towarzyszyła mu atmosfera pewnej ekscytacji i spełnienia. Zapowiadało się na egzekucję i Mścisław czuł, że może być gościem honorowym. Wtedy przemówił Budzimir: -Godni Panowie. Spójrzcie jaką pasję, jaki akt bezmyślnej wiary spowodowała nasza dysputa, gdy ten oto młodzieniec postanowił bronić mego honoru! A teraz spytam cię chłopcze, czy często chodzisz do Domów Prabudzimira, by się pomodlić? – Mścisławowi zabrakło głosu w gardle. Przenikliwe oczy Budzimira były zdolne wykryć każde kłamstwo. Musiał powiedzieć prawdę: -No. Ja… no… nie chodzę. -Tak jak myślałem. – Odpowiedział Budzimir i puścił Mścisława po czym wskazał ręką na kogoś innego. – A ty, frarze Grochali, co właśnie powybijałeś tyle cudzych zębów, kiedy ty ostatnio byłeś w Domie Prabudzimira. A frar odrzekł, że dobrych parę lat wcześniej na swoich zaślubinach. Budzimir odpytywał kolejnych frarów i mało który okazał się odwiedzać świątynie. Zwrócił się również w obcym języku do freiherrów, a ci również kiwali głowami na boki. – Widzicie panowie do czego zmierzam. Różnice między nami dają dysputy, dyskursy, kłótnie. Kłótnie i konflikt zaś są dla wiary tym, czym jest węgiel dla paleniska. To one zapewniają żar prawdziwej wiary. I choć czasem płomień wymyka się spod kontroli, to jego ciepło ogrzewa i chroni nas przed ciemnością, przed Gierkemiaszem! Widzę już że nie dojdziemy do porozumienia. Zgódźmy się, że się nie zgadzamy, jednak nie postrzegajmy tego jako porażki. Na tym zbudujmy Wszechbudzimiryzm. Niechaj każdy, czy Weerlandczyk, czy Hirschberg zostanie przy swoim i obie racje będą miały swe miejsce we Wszechbudzimiryzmie. Wierze w której będzie można wyrazić swoją opinię i jej bronić! -To nie ma sensu! – Zakrzyknął jeden z frarów. Budzimir przejechał palcem po gardle i woj przebił go włócznią. -Rzecz jasna, nie każdą. Te właściwe, wolne od Gierkemiasza zbierzemy w dwóch nurtach. Jeden z nich zachowa w sobie wszelkie Nauki Budzimira III, drugi zaś oparty będzie o moje Nauki Budzimira IV. Weerlandczyk będzie mógł między nimi wybrać, zaś Hirschberg będzie mógł oprzeć swą wiarę wyłącznie na moich. Nazwiemy to tak: Dwie Wielkie Tezy Antagonistyczne. Domy Prabudzimira zaś przemianujemy na Domy Tez. W nich zaś będą dysputy, kłótnie i żar wiary, nie zaś nudne modły, które żadnej pasji nie wywołują. Czy obie strony są gotowe taki układ zaakceptować? Gdy Wiesław wymykał się z audytorium słychać było już wyłącznie głosy akceptacji. Komnata Bimbru była blisko. Wielki Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali To religijny reformator i twórca Wszechbudzimiryzmu opartego na filarach Wielkich Tez Antagonistycznych. Ostatni władca Budzimiratu Weerlandu. Patron Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, dyskusji, podróży, krzewienia wiary, instalacji sanitarnych i donoszenia za granicę. Za swój udział w rozkwicie wiary i przekształceniu jej w formę, którą po niewielkich zmianach zachowuje po dziś dzień, jako jedyny po Pierwszym tytułował siebie z przydomkiem Wielki. Witosz z Grochali był człowiekiem z gminu, dalekim od możnych frarów. Urodził w portowym burdelu, szczycącym się kilkoma wizytami Mistrza Budzimira III. Tam też spędził swoje dziecięce lata aż pewnego dnia sam Trzeci podczas wizyty wybrał go na swojego towarzysza stolcowego. Czy to było zaangażowanie Witosza, czy coś innego, Budzimir coś w nim ujrzał i zabrał go ze sobą do Nowodomu. Witosz kontynuował udzielania ablucji zamieszkując z Budzimirem III i jego czterema uczniami. Pozwoliło mu to na uzyskanie wielkiej wiedzy teologicznej i politycznej. Mistrz Budzimir III był jednak sędziwy i już wkrótce na łożu śmierci wyraził swoją niepochlebną opinię o uczniach. Miał wtedy powiedzieć, że młody Witosz lepiej się od nich nadaje na władcę niż oni, co zostało uznane za wskazanie następcy. Nowego Mistrza miał wybrać Dom Publiczny w którym zebrało się 100 frarów z całego Weerlandu, Neomezytu i Zarzeżusza. Oprócz Witosza zgłosiło się trzech z czterech uczniów Budzimira III, jednak to właśnie Witosz wygrał otrzymując 27 głosów. Doszło wtedy do kłótni odnośnie reasumpcji głosowania. Podczas niej podpalono Dom Publiczny, a ogień strawił większość popleczników Witosza. Nowo wybrany Mistrz Budzimir IV musiał zbiec na północ, gdy Weerland pogrążył się w wojnie między domenami antybudzimirów i tylko zarzeżusze weerlandzkie zachowało neutralność. Rozpoczęło to konflikt zwany wojną czterech czwartych. Wkrótce potem Budzimir IV trafił na dwór freiherra Hirschbergii, Chłopacego Faradobusa. Ten początkowo planował wykastrować gościa, jednak poznawszy jego historię dostrzegł w niej analogię do losów swego dziadka Przemysła. Między Budzimirem, a Chłopacym nawiązała się twarda męska przyjaźń. Spędzali ze sobą całe dnie wspólnie pijąc, polując, spacerując trzymając się za ręce, czy ujeżdżając konie. Budzimir IV przekonał Chłopacego do przyjęcia budzimiryzmu. Nauki Budzimira III zabraniały nawracania, ale obeszło się to nowym podejściem do wiary. Chłopacy wraz z całym swym miastem wygłosili przysięgę zwaną dziś jako Hirschberska Teza Antagonistyczna, a następnie na wzór rotryjski Budzimir IV pobłogosławił Chłopacego na króla całej Hirschbergii. Roszczenia terytorialne królestwa wykraczały daleko poza władzę Chłopacego, więc Budzimir IV ruszył na wielką misję na północ, by wiarą zjednoczyć plemiona germańskie. Misja ta była trudna, jednak Budzimirowi nie brakowało elastyczności. Nie mogąc po dobroci wyrugować lokalnych wierzeń postanowił synkretycznie włączyć je w skład Wszechbudzimiryzmu, a dawne plemienne bóstwa takie jak Lachtprügel, Spitzer czy Wasserfrau uznawane były za Świętych Ludzi. Kapłanom i szamanom plemiennym obiecywał rozliczne przywileje za nawrócenie się oraz spreparowanie wizji i proroctw mających skłonić wodzów do ugięcia kolan przed królem Chłopacym. Podczas swej misji pokazywał plemionom cuda inżynierii takie jak taczka, proch strzelniczy, czy chomąto, które założone na kobietę pozwalało oszczędzić konie. W kilka lat odmienił oblicze ziemi, tej już hirschberskiej ziemi, pokojowo zjednoczonej pod jednym ośrodkiem władzy królewskiej. Aby odwdzięczyć się Budzimirowi IV król Chłopacy postanowił zebrać armię, która pozwoliłaby odzyskać mu Weerland. Zwaśnione od wieków plemiona miały trudności z utrzymaniem spokoju, toteż z chęcią przystały na jedną zorganizowaną wyprawę wojenną. Wędrująca armia nie gwałciła, nie rabowała, ani nie paliła wiosek interesując się wyłącznie celami militarnymi. Takie barbarzyństwo kompletnie zbijało z tropu weerlandzkich frarów, którzy nie wiedzieli jakie kroki podejmować. Specjalny pas wiosek ze spichlerzami i ładnymi kobietami na granicy Weerlandu miał nasycać wroga, jednak Hirschbergowie po prostu je minęli. Ostatecznie armia królestwa pokonała osłabione latami wojny domowej siły antybudzimirów. Niestety jeden z nich tuż przed schwytaniem pożarł skradzioną tiarę Budzimira III. Chłopacy podarował Budzimirowi IV nową i większą, dodatkowo cementując przyjaźń. Mistrz Budzimir IV zasiadł na tronie nowodomskim, antybudzimirów spotkał zasłużony los. Wojciech Trąbiński, jedyny inny żywy uczeń Trzeciego, rektor uczelni w Karstnopolu, a co za tym idzie Wielki Frar Zarzeżusza ugiął kolan. Za nim poszli pozostali frarowie. Szybko się jednak okazało, że nauki, które głosił Mistrz Budzimir IV i które przyjęła północ nieszczególnie się zgadzały z kazaniami jego poprzednika. Napięcia tym powodowane spowodowały, że rok później na Zarzeżuszu Weerlandzkim na uniwersytecie w Kartsnopolu zorganizowano Wielki Zjazd. Uczestniczyli w nim Mistrz Budzimir IV, król Chłopacy I oraz frarowie i freiherrowie Weerlandu i Hirschbergii. Między Mistrzem Budzimirem IV, a rektorem Trąbińskim doszło wtedy do kłótni teologicznej. Tym razem jednak zapłonął nie budynek, lecz serca budzimirystów, gdy Budzimir znalazł rozwiązanie i ogłosił istnienie Wielkich Tez Antagonistycznych wyznaczających dwie pierwsze szkoły Wszechbudzimiryzmu. Pozwoliło to zachować Weerlandczykom dawne tradycje, ale i dalsze krzewienie oraz rozwój odmiennego nurtu wiary poza granicami Weerlandu. Dawne miejsca modłów, Domy Prabudzimira przekształcono w Domy Tez, miejsca rozwoju nurtów i dyskusji między ich zwolennikami. Mistrz Budzimir IV był z siebie tak zadowolony, że wydał edykt nakazujący tytułowanie go Wielkim pod karą wyrwania języka. Dalsze losy to już bardziej polityka i nie ma co się rozpisywać o takich szczegółach. Że co, że Wielki Mistrz Budzimir IV w zamian za pomoc militarną obiecał na piśmie Chłopacemu I, iż po jego śmierci Weerland trafi pod panowanie królów Hirschbergii? Po co o tym mówić, to niedobre jest.  Symbolem Wielkiego Mistrza Budzimira IV są cztery palce. To nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Są one pełne zapisków dotyczących samej Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, stąd też zajmują dużo miejsca, a jeszcze więcej na terenach Królewskiej Guberni Hirschbergii. Wśród ksiąg wiele dotyczy politycznych aspektów dziedzictwa Wielkiego Mistrza. Zgodnie z zasadą czystości tez przedstawiają one przede wszystkim hirschberską narrację o słuszności wszystkich podjętych decyzji i niegodności Mistrza Budzimira V do objęcia władzy nad Weerlandem. Jako, że sam Mistrz Budzimir V nie jest Świętym Człowiekiem, wszelkie zapiski dotyczące jego rozlicznych manipulacji, spisków i innych okropieństw, których dokonał w trakcie swego magicznie przedłużonego życia można znaleźć właśnie w tej sekcji. Przy tych księgach umieszcza się darmowy bimber chroniący przed ich złych wpływem. Strefy Wielkiego Mistrza Budzimira IV są wyposażone w liczne gaśnice, pozwalające chronić księgi przed zakusami ze strony co bardziej radykalnych zwolenników Tezy Weerlandzkiej. Ci dalej się kłócą jak Trąbiński na zjeździe, a nawet gorzej, więc jeśli ktoś chce porządnie podyskutować, to wiadomo gdzie iść. Na terenie Guberni Weerlandziej, gdzie może zabraknąć jego zwolenników często zatrudnia się wykwalifikowany personel gaśniczy. Kapliczki Wielkiego Mistrza Budzimira IV przyjmują formę publicznych bidetów. Za ich pomocą wierni mogą dokonywać ablucji pozwalającej na głębokie przemyślenie jego nauk i zasług. Niestety często są wandalizowane nieprawidłowym wykorzystaniem przez weerlandzkich fanatyków i sprawne spotkać można niemal wyłącznie na terenach etnicznie hirschberskich. Wielu Hirschbergów stale nosi przy sobie specjalne przenośnie minibidety, by czcić pamięć o Wielkim Mistrzu w każdym miejscu i o każdym czasie.
|
|
|
|
|
12
|
Instytucje / Pałac Wielki Arcypatriarchy / Odp: Święci Ludzie
|
: Grudnia 23, 2024, 01:13:30
|
Król Joksymil I Faradobus Artykuł z „Der echter Hirshberger“ Superjoxx znów ratuje Hirschbergię! Wczorajszy dzień dla mieszkańców gminy Krotoschinau w Nordhirshbergii zapowiadał się na kontynuację post-pseurewolucyjnego dramatu! W**rlandzkie siły wpływu pod pretekstem zatruć Salmonellą odcięły dostęp do wody pochodzącej z gminnych wodociągów i zakazały korzystania z lokalnych studni. Jest to haniebny przykład rozlicznych prześladowań Hirschbergów, którzy nie mogą wyżyć na samym alkoholu, tak jak podejrzanie rosnąca w całej Hirschbergii rządząca mniejszość w**rlandzka. (Przypominamy, że do każdego numeru dołączany jest dodatek „Jak rozpoznać w**rladzkiego osadnika”.) Po przeanalizowaniu pochodzenia przedstawicieli pracowników sanitarno-epidemiologicznych i wodociągowych okazało się, że gdy zagłębimy się tylko 6 pokoleń w tył, każdy z nich okazał się być skażony południową krwią. Felerną decyzję podpisał niejaki doktor Adolf Ciapka. Ciapka! Stąd też wszyscy trzeźwo myślący wiedzieli, że padają ofiarą spisku. „Moje dzieci usychają z pragnienia, ale się nie dam i nie kupię im Nozz-a-li napychając kabzę w**rlandzkiej Mrocznej Korporacji” – mówiła Ingeborg (17 l.). Na nasze szczęście hydro-koszmar szybko został ucięty przez bohatera wszystkich Hirschbergów, zamaskowanego mściciela znanego pod pseudonimiem Superjoxx. We wczesnych godzinach przedpołudniowych razem z komandem popleczników dokonał w pełni uzasadnionej interwencji w imieniu narodu w siedzibie wodociągów. Mimo wyraźnych odgłosów strzałów, nikt nie wzywał tak zwanych służb porządkowych, a raczej siłowników reżimu w**rlandzkiego pod saksońskim zarządem powierniczym. Pokazało to przyzwolenie społeczne dla słusznego działania Superjoxxa.  Po uporaniu się z karaluchami Superjoxx osobiście odkręcił kurek i do mieszkańców gminy ponownie popłynęła darmowa woda. Na miejscu interwencji Nasz Bohater tradycyjnie defekował. Ten symboliczny akt świadczy o jego zdaniu na temat stanu państwa gnębionego przez dyktat mniejszości w**rlandzkiej. Następnie Superjoxx zebrał od lokalnych mieszkańców liczne dary głównie w postaci gotówki i jedzenia oraz zastrzelił wskazanego przez sąsiadów w**elandzkiego osadnika, sprawiedliwie dzieląc jego majątek. Była to już trzecia interwencja obywatelska dokonana w tym miesiącu przez Superjoxxa po spaleniu wysypiska śmieci w gminie Hermannerdorf, co zwiększyło przestrzeń na ich składowanie oraz wykolejeniu pociągu linii Laszkberg-Grabben wiozącej nowych osadników. Wciąż jednak nie wiadomo jaka jest prawdziwa tożsamość Naszego Bohatera. Wszyscy dotychczasowi kandydaci zostali w ostatnim czasie porwani i poddani torturom przez reżim, bądź znaleźli azyl w krajach wciąż uznających prawowity rząd, a Superjoxx dalej prowadzi działalność. Niektórzy nawet w pewnej naiwnej nadziei sugerują, że może być on jednym z Dziedziców Ferdynanda. Faktem jest, że nie znamy obecnej lokalizacji Joksymila i Ametysta Faradobusów, jednak nawet jeśli nie mają z Superjoxxem nic wspólnego, to z pewnością go popierają. Niech Świetlisty Jeleń oświeci Hirhsbergię!Fragment oficjalnych wspomnień Króla Joksymila (…) zatem gdy dotarły do mnie pogłoski o tajemniczych wydarzeniach w Vergen, jako, jakby to rzec, prawdziwy reprezentant ludu, musiałem sprawę zbadać i ewentualnie zainterweniować. Majątek Krzysztofa Septimusa był już częściowo zabezpieczony przez niezmiernie dyletanckie służby (…), toteż nie stanowiło to dla mnie problemu, aby dotrzeć do samej anomalii wyglądającej jak lewitujący płynny pryzmat. Obserwując zaginanie i interferencje fal w samym spektrum widzialnym na bazie znanej mi literatury z dziedziny fizyki kwantowej zrozumiałem, że mam do czynienia z tak zwaną robaczą dziurą. Zakrzywieniem czasoprzestrzeni prowadzącym do zupełnie innej części wszechświata. Nim się obejrzałem zostałem otoczony przez kilkunastu żołnierzy, nie byli to jednak poborowi z PMOB, bo ci nie daliby rady mnie podejść, lecz przybysze z drugiej strony. Gestami zachęcili mnie bym wrócił razem z nimi. Po krótkim zastanowieniu, zważywszy na to, że nawet prowadzenie działalności pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie przynosiło oczekiwanych skutków, postanowiłem wraz z nimi wstąpić do portalu. Przy całej zwykłości mojej osoby, jako pierwszy budzimirysta opuściłem krainę na którą zesłano wiernych Prabudzimirowi, by poszukać odpowiedzi poza Polinem. Świat, który odwiedziłem, zwany Ziemią nie różnił się szczególnie od naszego. Grawitacja i czas trwania doby były identyczne. Mieszkańcy niemal nie do odróżnienia od ludów Polinu. (…) Początkową barierę językową przezwyciężyłem oglądając w ichniejszej telewizji niezwykły kanał oferujący zaskakująco drogie przedmioty codziennego użytku bez których Ziemianie nie są w stanie przeżyć, takie jak, dajmy na to, turboobieraczka do jadalnych bulw roślinnych. (…) Kiedy próbowałem moim gospodarzom wytłumaczyć dobrodziejstwa socjalizmu wywołałem duże poruszenie, po czym postanowili pokazać mi jak buduje się prawdziwe imperium. Przedstawili mi system w którym minimalna rola państwa finansowana jest wyłącznie z podatków klasy robotniczej. System degresywny i liczne ulgi inwestycyjne zapewniały, że osoby z kapitałem mogły go w najróżniejszy sposób nieskrępowanie pomnażać, wydajnie powiększając produkt krajowy brutto. Rosnące w ten sposób majątki osiągały rozmiary tak gargantuiczne, że klasa wyższa z czystej dobroci serca w ramach skapywania dzieliła się nimi z pracownikami, co niewątpliwie zapewniało ogólnokrajowy dobrobyt. Świat ten miał swoje wady takie jak niewydajny system dwupartyjny, a I sekretarz tej drugiej partii zgodnie z pewnymi hipotezami miał setki lat, co wskazywało na gierkemiaszowe konotacje. (…) Mimo wszystko zdecydowanie zrozumiałem jaką przyszłość widzę dla Hirschbergii i nawet Weerlandu. Dzięki pomnożeniu majątku uczciwie zdobytego na walce z nielegalnym rządem Arkadiusza Wettina w ciągu kilku tygodni dysponowałem prywatną armią na rozkazy, a także pomocą tamtejszego rządu. Tutaj warto zaznaczyć, iż dogmatem ich stylu życia jest zbrojne niesienie go reszcie świata, co dodatkowo przyczyniło się do mojego sukcesu. W takiej sytuacji byłem gotowy by ponownie przekroczyć portal. (…)Fragment dramatu „Narodziny Premiera Tysiąclecia” (…)Na scenie po jednej stoi Amestyst, Joksymil oraz związany Arkadiusz w otoczeniu amerykańskich żołnierzy. Jeden żołnierz jest pomalowany na czarno. Za nimi podświetlony jest portal do innego świata. Po drugiej stronie sceny za barykadą kryje Laszk Młynariew wraz z siłami PMOB. Król Joksymil: Naprzód przebojem dzielni żołnierze! Nawet w sytuacji całkowitej defensywy wciąż mamy uzurpatora! Uzurpator Arkadiusz: Poddaj się Laszku, bo nie warto walczyć za mnie, uzurpatora, gdy obok jest prawdziwy król! Książe Ametyst: Nie chcę tu być. Laszk Młynariew: Wyprowadzić żywe tarcze! Na scenę wbiega wielu cywili, żołnierze amerykańscy krzyczą pif-paf, a cywile padają na ziemię. Chórek: Jak on mógł tylu niewinnych poświęcić. Godność swoją tym bezcześcić. Król Joksymil: Nie znasz ty Laszku żadnego honoru. Być może dałbym radę zwyciężyć z ludźmi, ale nie z bestiami! Potrzebujemy wsparcia! Murzyn biegnij po nie. Pomalowany na czarno żołnierz Joksymila biegnie przez portal poza scenę. Laszk Młynariew: Szybko, musimy pokonać Joksymila nim wezwie wsparcie. Wszyscy do ataku! Osłaniajcie mnie! Tylko się nie mieszajcie, Joksymil jest mój! Król Joksymil: Niechaj wszyscy strzelają w kierunku Laszka, jeśli zginie on, to PMOB bez dowództwa nie będzie w stanie nacierać. Odbywa się wymiana ognia między żołnierzami poprzez okrzyki „Pif-Paf”. Po chwili padają wszyscy żołnierze Joksymila i część żołnierzy Laszka. Joksymil łapie Arkadiusza i się nim zasłania. Król Joksymil: Choć mam świadomość jakie to jest niskie zagranie, zmuszony jestem zagrozić, że jeśli podejdziecie, to zabiję uzurpatora. Uzurpator Arkadiusz: Na nic innego nie zasługuję. Laszk Młynariew: Nie, nie, nie, najpierw musisz się z kimś spotkać. Nadzorco Pumeks! Joksymil się stęsknił! Na scenę wkracza wysoki żołnierz ze szczypcami do urywania jąder. Chórek: Oto Pumeks okaleczyciel, jądra Joksymila pozbawiciel. Król Joksymil: Nieeeeee. On sie patrzy tato nieeeeee! Zabijta go no! On mnie części skarbu pozbawił! Wykorzystując chwilę nieuwagi Uzurpator Arkadiusz odwraca się, pluje na Joksymila i zaczyna uciekać skacząc na jednej nodze na stronę Laszka. Żołnierze PMOB krzyczą „Pif-Paf”, a portal zaczyna mienić się innymi kolorami. Trafiony Joksymil efektem pirotechnicznym traci rękę, ale drugą chwyta uciekającego Arkadiusza. Król Joksymil: No i co teraz uzurpatorze? Uzurpator Arkadiusz: Ja przynajmniej mam dwa. Po tych słowach Arkadiusz łapie zębami z podłogi odłamek i wbija go w twarz Joksymilowi. W tym czasie Laszk Młynariew schodzi ze sceny od frontu i przekrada się na drugą stronę spoglądając w stronę widowni, szelmowsko ruszając brwiami. Zakrada się za Joksymila i Arkadiusza. Król Joksymil: Moją wolą jest wola całego narodu Hirschbergii, całego zjednoczonego królestwa! Drobne urazy nie mają znaczenia. Laszk Młynariew: Kiedy tak sobie dyskutowaliście podszedłem do was. Joksymilu, nie mam innego wyboru. Laszk Młynariew wyciąga pistolet i mierzy w krocze Joksymila. Światło na scenie gaśnie. Laszk Młynariew: Pif-Paf Chwila ciszy. Chórek: Wojnę przegraną prawdziwy król toczył. Arkadiusz był głupi i w majtki się zmoczył. Światło wraca, na scenie znajdują się tylko Laszk Młynariew w zakrwawionym płaszczu i Król Joksymil, a także mrygający światłem portal. Joksymil podpięty do portalu linką leży, a jego głowa podtrzymywana jest przez Laszka. Król Joksymil: Cóżeś uczynił Laszku, jako dzieci byliśmy przyjaciółmi. Miałem wizję doskonałego świata i byłoby w niej miejsce dla ciebie i Weerlandczyków. Mogłeś mi pomóc naprawić błędy przeszłości, lecz wolałeś brnąć w koszty utopione i teraz nie ma już odwrotu. Laszk Młynariew: Składałem przysięgę królowi Arkadiuszowi, a jestem słownym człowiekiem. Wybór mają nieliczni i pozbawieni znaczenia. My, wielcy tego świata niesieni jesteśmy wiatrem historii, pozbawieni steru. Błędy to nie nasza wina i żadna komisja weryfikacyjna tego nie zmieni. Król Joksymil: Rozumiem i widzę w tobie zarówno dobro, jak i zło. Niechaj Zjednoczone Królestwo otrzyma ode mnie jeszcze jeden dar. Zabiore ze sobą to co złe w tobie i tylko dobre zostawię. Laszk Młynariew: Czy naprawdę to potrafisz? Król Joksymil: Potrafię i uczynię mój przyjacielu i kiedyś będziesz zapamiętany nie jako królobójca, lecz Premier Tysiąclecia. Tylko pamiętaj, uchroń Ametysta, on jest twoją nadzieją na wybawienie. Laszk Młynariew: Przysięgam, że nic mu się nie stanie. Joksymil tuli Laszka i zdejmuje z niego zakrwawiony płaszcz po czym zostaje przeciągnięty na lince i znika za portalem poza sceną. Światło na scenie gaśnie. Chór: Błędy Młynariew Popełnił, lecz bardzo ich potem żałował. Przysięgę swoją on spełnił, wkrótce Ametysta koronował Światło wraca, na scenie leży masa trupów. Arkadiusz siedzi w kałuży moczu. Ametyst płacze patrząc na portal obok którego stoi Laszk. Laszk spogląda na ametysta z zadumaniem. Koniec sceny 3 (…)Król Joksymil I Faradobus Znany jako Obfity, Superjoxx, Prawowity Król, Dziedzic Ferdynanda, Jego Obfitość, Obrońca, Myśliciel, Podróżnik Między Światami, Wieczny Senior oraz Drugi Syn. To patron walki o wolność, rodu królewskiego, a także umów bilateralnych na linii władza-struktury Wszechbudzimiryzmu. Dodatkowo jest on pierwszym, który udał się poza ten świat, a nawet wrócił. Joksymil urodził się jako drugi syn byłego króla, a ówcześnie I sekretarza Komitetu Centralnego Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, Ferdynanda Faradobusa. Ze względu na zasady dziedziczenia kompletnie niezwiązane z systemem feudalnym jego starszy brat Chłopacy wyznaczony był na następcę Ferdynanda, a sam Joksymil, obdarzony wyjątkowym talentem naukowym, desygnowany został na przyszłego dziekana wydziału chemii. Jego specjalizacją były polimery organiczne, a największym osiągnięciem jeszcze w czasach szkolnych było stworzenie popularnego materiału do torebek foliowych JF-1, który po zaledwie kilku dniach rozpada się na korzystny dla środowiska, rozpuszczalny mikroplastik. Na jego nieszczęście, zanim zdążył skończyć doktorat, co było planowane na 17 rok życia, doszło do wybuchu pseudorewolucji, która obaliła legalne władze, a na tronie królewskim usadziła zagranicznego uzurpatora, który tytułował siebie Arkadiuszem II. Podczas jej przebiegu zginął Chłopacy, a Joksymil uciekł za granicę z Ferdynandem i młodszym bratem Ametystem. Razem z ojcem prowadzili trudne życie handlując używanym sprzętem AGD. Gdy Ferdynand zmarł na wygnaniu, Joksymil zapewnił Ametystowi bezpieczeństwo i powrócił do ojczyzny jako zamaskowany mściciel o pseudonimie Superjoxx. Przez kilka lat prowadził nierówną walkę partyzancką głównie na terenie Hirschbergii, gdzie dbał przede wszystkim o interesy prześladowanych wówczas Hirschbergów. Znalazł w tym poparcie pewnych środowisk o charakterze narodowym, ale nie ma dowodów na to, by bezpośrednio z nimi współpracował. Jego czcigodna działalność spotykała się głównie z drwinami i niezrozumieniem ze strony Arkadiusza oraz jego niezidentyfikowanych pomagierów, więc ostatecznie ujawnił on swoją tożsamość. Niestety i to nie pomogło. Gdy w majątku Vergen na północy Hirschbergii otworzył się portal do innego świata, Joksymil jako jedyny znany nam człowiek z Polinu go przekroczył. Wkrótce potem wrócił z wielką armią, której udało zająć większość Hirschbergii, w tym Hirschberg-Joksopolis (zwane wtedy Arkopolis) i uwięzić uzurpatora Arkadiusza. Niestety siły pseudorewolucyjne były wówczas zbyt potężne. Pod wodzą Ciecierada Ciecieląga i Laszka Młynariewa -Psa Uzurpatora (nie mylić z Premierem Tysiąclecia) odzyskały wyzwolone wcześniej tereny, a sam Joksymil zginął w Vergen wpadając do uszkodzonego w trakcie bitwy portalu. Pamięć o nim jednak nigdy nie zaginęła, a trawiony poczuciem winy Laszk Młynariew podczas kolejnej kontr-pseudorewolucji bohatersko ogłosił się królem Weerlandu i porzucił Arkadiusza, dzięki czemu na tronie Hirschbergii zasiadł młodszy brat Joksymila, Ametyst I Faradobus. Wkrótce potem Laszk Młynariew ugiął kolana przed prawowitym władcą. W późniejszych latach w ramach normalizacji stosunków między Wszechbudzimiryzmem, a tronem, za drobną opłatą Joksymil został ogłoszony świętym człowiekiem Tezy Hirschberskiej. Jako wielki bojownik o wolność i równość jest on patronem wszystkich tych, którzy występują zbrojnie przeciwko nielegalnej władzy. Należy jednak pamiętać, że panowanie króla Ametysta oraz Jedynej Legalnej Partii jest niekwestionowane i jakiekolwiek występki przeciwko nim to ciężki grzech. Stąd też czczenie pamięci o tym aspekcie odbywa się w ramach obowiązkowych zajęć z historii najnowszej. Prowadzący opowiadają o prześladowaniach z takim ferworem, że słuchacze sami stają się ich ofiarami i wiedzą co zrobić, gdy tylko ktoś odważy się na obecną władzę podnieść rękę. Jako patron rodu królewskiego jest on zawsze obecny w prowadzeniu kraju jako Wieczny Senior. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji każdy członek rodu królewskiego zadaje sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji Król Joksymil? Czy wójt, czy król, udają się oni wtedy do Domu Tez i studiując życiorys i dzieła Joksymila odnajdują prawidłową odpowiedź. Dla wielu budzimirystów jest on symbolem nadchodzącego końca wygnania. Jako podróżnik między światami stanowi on inspiracje dla wiernych pragnących odzyskać Prawdziwy Weerland ze śmierdzących łapsk Gierkemiasza. Jest to jednak kwestia niezwykle trudna dla Weerlandczyków. Wielu z nich nie może się do końca pogodzić z faktem, że to nie przedstawiciel ich narodu, a Hirschberg jako pierwszy mógł opuścić Polin. Wskazują oni też na to, że świat za portalem nie mógł być Prawdziwym Weelandem. Mimo wszystko nie ulega wątpliwości, że taka podróż jest pewną formą duchowej transcendencji, której nikt inny dotychczas nie dostąpił. Symbolem Joksymila jest Portal, nim oznaczone są stosowne półki w domach tez. Opracowania i analizy historyczne, pamiętnik opisujący nawet uczucia oraz myśli jakie miał podczas śmierci, rozliczne tomy o chemii polimerów, poezja i inne dzieła autorstwa samego Joksymila, fakt podróży poza świat. To wszystko pozornie wydaje się idealną przestrzenią do niezliczonych dyskusji. Te są niestety niewskazane, a w wielu Domach Tez zakazane z uwagi na obecność plugawych dywersantów wiernych władzy Arkadiusza II. Potrafią oni czaić się w korytarzyku. Niczym jaszczurki czekać aż ktoś podejdzie do półek Joksymila, po czym podbiegają i rozpoczynają snucie kalumnii gadzimi językami. Że rządowa propaganda, że kłamstwo, że Joksymil wcale nie był osobą wybitnie inteligentną, a prawda ukrywana jest w tajnych archiwach tez pobocznych. Jako autor odżegnuje się od przedstawionych przykładów i stanowczo je potępiam, osoby od których autor usłyszał takie tezy zostały zgłoszone odpowiednim służbomKapliczkami poświęconymi Królowi Joksymilowi są Ołowiane Stolce, zdobne krzesła ustawiane we wszelkiej maści urzędach i instytucjach publicznych. Są one zawsze perfekcyjnie odkurzone i gotowe, by na nich zasiąść, jednak w czasach pokoju dokonać tego nie może nawet panujący monarcha. Stanowią one bowiem symbol legalnej władzy na uchodźstwie. Władzy, która pomimo wszelkich praw nie może faktycznie objąć opieką swoich poddanych. Prawowity król może z nich korzystać w przypadku, odpukać, rebelii pozbawiających go dostępu do tronu w Pałacu Królewskim. Pierwotnie stolce były złote, ale znikały one tak często, że pochłaniało to większość lokalnych budżetów. Pamięć o Joksymilu czczona jest także poprzez wędrówki do uszkodzonego portalu w Vergen. Obecnie mieli i pochłania on wszelką materię znajdującą się zbyt blisko, stąd stanowi także główny punkt recyklingu odpadów z całego kraju. Nie stanowi to problemu dla prawdziwych wiernych, którzy mogą przy okazji pozbyć się na przykład gabarytów.
|
|
|
|
|
14
|
Kategoria ogólna / Przywitaj się / Odp: Monarchosocjalizm mój nie jest z tego świata
|
: Sierpnia 30, 2023, 05:10:33
|
|
Witam ponownie Towarzysza, wielki wysiłek sprzed dwóch lat niósł nadzieję. Wróciła większość starej gwardii, był nowy rekrut, lecz niestety ludzie wykruszali się i po kilku miesiącach forum zamarło. Później nastąpiły jeszcze wstrząsy wtórne na wczesną wiosnę 2022, ale i one zawiodły. Winię Laszka Młynariewa. Co jak co, ale ZSKHiW bez Laszka, to ZSKHiW bez Weerlandu. No po prostu nie.
|
|
|
|
|