Stary Wielki Dom Tez w Hirschbergu
(Schmülz)
Ze wszystkich świątyń Wszechbudzimiryzmu, to właśnie Stary Wielki Dom Tez w Hirschbergu jest najbardziej niezwykły. Jest to bowiem ostatnia pozostałość działalności dawnych magów. Pod koniec panowania króla Arkadiusza I zdecydowano, by w stolicy Hirschbergii powstał Wielki Dom Tez na wzór tego z Nowodomu. Budowa trwała 17 lat i dokończona została dopiero podczas regencji Mistrza Budzimira V. Ten chciał, by nowy Wielki Dom Tez udowadniał potęgę obu Królestw, więc zaprosił magów z Zarzeżusza Weerlandzkiego, by poczynili na nim swe inkantacje. Wielkie czary miały zabezpieczyć Dom i wszystkie znajdujące się w nim księgi przed zniszczeniem, a także spowodować, by ten pojawiał się zawsze tam, gdzie był potrzebny. Niestety pod koniec swych inkantacji magowie byli już bardzo pijani i pomieszali zaklęcia.
Wielki Dom Tez po prostu zniknął z miejsca pierwotnej budowy i począł się pojawiać tam, gdzie nie był potrzebny i nikt go nie chciał. Odtąd życie w stolicy zmieniło się na zawsze. Ktoś idzie do sklepu po alkohol, a zamiast sklepu potrafi stać Dom Tez. Ktoś jedzie przez miasto, a okazuje się, że zostało ono całkowicie zakorkowane przez Dom Tez, który pojawił się na środku głównej ulicy. Samolot z resztkami paliwa chce awaryjnie lądować na lotnisku, a zamiast pasu do lądowania stoi Dom Tez. Przykłady można mnożyć, a Dom stał się tak znaczący w życiu stoliczan, że nadali mu własne imię: Schmülz. Kiedy już Schmülz się pojawi, to nie zniknie, póki odpowiednia ilość ludzi do niego nie wejdzie, by spędzić długie godziny czytając Tezy i ich interpretacje. Dlatego niegrzeczne dzieci w stolicy straszy się, że Schmülz po nie przyjdzie i będą musiały czytać Tezy. Nie ulega wątpliwości, że dzięki temu stoliczanie znają Tezy najlepiej ze wszystkich budzimirystów, ale jeśli ktoś naprawdę z własnej woli chce poczytać święte księgi, to Schmülz po prostu znika, lub tworzy barierę kinetyczną blokującą możliwość wejścia takiemu gagatkowi.

Nie do końca wiadomo, co dzieje się z budynkami i ludźmi, którzy są zastępowani przez Schmülza. Kiedy Dom Tez znika w poszukiwaniu nowych ofiar, wszystko zazwyczaj wraca na swoje miejsce, a świadkowie, którzy byli zastąpieni przez Schmülza twierdzą, że tego nie zauważyli. Z drugiej strony osoby, które były w Schmülzu podczas jego kilkugodzinnego zniknięcia twierdzą, że spędzają w nim długie miesiące bez konieczności jedzenia i picia. Nie mogą wtedy wyjść z Domu Tez, a za oknami widzą tajemniczą krainę grzybów. Kiedy Ferdynand ogłosił, że magia jako praktyka z natury różnicująca na lepszych magów i gorszych niemagów jest niezgodna z myślą komunistyczną, poczęto jej eradykację z Hirschbergii i Weerlandu. Wypędzono magów, zniszczono magiczne urządzenia i budynki. Ostał się tylko Schmülz, ponieważ buldożery zwykle nie były w stanie zdążyć przed jego zniknięciem, a kiedy im się udawało, to Dom Tez nagle wstawał na kurzych nóżkach, zaczynał intensywnie kopać i uciekać tratując wszystko na swej drodze. Co gorsza pozostawiał wtedy po sobie pusty plac, a znikniętych ludzi i budynki nigdy już nie odnajdowano. Schmülza denerwowały próby zburzenia, więc począł się objawiać nie tylko jako budynek, ale pomieszczenia we wszelkiej innej zabudowie. Tysiące mieszkańców stolicy chcąc pójść do toalety zamiast niej za drzwiami zastawało księgozbiory, a niecna siła wciągała ich do Schmülza, by czytali święte pisma, póki nie popuszczali. Ferdynand zrozumiał, że tej walki nie wygra, a Schmülz z nami jest i Schmülz z nami będzie. Kiedy Dom Tez przestał czuć się zagrożony, to powrócił do zwykłego pojawiania się w mieście. Mimo wszystko Mistrz Budzimir VII zdecydował o budowie Nowego Wielkiego Domu Tez w Hirschbergu, pozbawionego magicznego wsiu bździu i wygodnego w użytkowaniu. Oby tylko Schmülz się nie zdenerwował...
