Ciecierad Ciecieląg
Czcigodny Gubernator Wszechzachodu
Wielki Elektronik
Filar Monarchosocjalizmu
   
Posłuch 0
Offline
Wiadomości: 6128
Numer gg: 48274042
|
 |
« Odpowiedz #46 : Sierpnia 04, 2015, 08:09:01 » |
|
Relacja z 1 sierpnia
Po wygłoszeniu niezapomnianego przemówienia w Laszkbergu, premier przybył do gminy Kalarepa. Natychmiast przystąpił do badania stanu tutejszego rolnictwa. Początkowo sprawiał wrażenie niezadowolonego z postępów w tej dziedzinie ale po odwiedzinach w Makówce i poddaniu rygorystycznym próbom tamtejszych wyrobów spożywczych, uznał tutejsze rolnictwo za prawie tak rozwinięte jak hirschberskie, co, jak zapewniał, jest wynikiem najnowszej polityki jego rządu, a co za tym idzie Partii. Szczyt zadowolenia Lider Partii Równych Ludzi osiągnął jednak w Malinowym Dworze, gdzie bardzo długo zapoznawał się z codziennymi trudnymi sprawami lokalnych sprzedawczyń malin. Przyczyną niebywałego zadowolenia Geniusza Troski o Człowieka był fakt niezachwianego ich oddania Partii. Owa niezłomność i pełne posłuszeństwo pozwalają lokalnym kobietom żyć na poziomie, mimo że niezwykle tanio sprzedają... no te... maliny.
Następnie Sekretarz Generalny PRL zwiedził najciekawsze zabytki gminy, które przypomniały mu o tym, jak stary jest już monarchsocjalizm i od jak dawna nauki Wielkiego Sternika wskazują Ludowi Szlacheckiemu drogę do szczęścia.
Według utartego już kampanijnego zwyczaju, najważniejsza część miała miejsce w stolicy gminy - Pietruszce. Wychodząc z założenia, że przy zapowiadającej się frekwencji podczas wyborów każdy, kto nie jest przeciwko niemu, jest z nim, tow. Ciecieląg wystąpił publicznie razem z sołtysem Kalarepy, Kathą Joanną de Vill, kandydującą do Rady Najwyższej z ramienia... no nie z ramienia PRL ale może i tak z nadania Wielkiego Sternika. Oboje nawiązali w swoich mowach do jakiejś tam przyjaźni między gminami Kalarepą i Grabben. Obie strony wyraziły wzajemne zrozumienie i podkreśliły, że w rzeczywistości gminy są gminami siostrzanymi, że przecież tak naprawdę Weerlandczycy z Kalarepy tak samo zmagają się z dziczą Neomezytu, jak i Hirschbergowie z Grabben z dziczą weerlandzkości. Potępieni zostali wszyscy sołtysi, którzy odstąpili od troski o człowieka w swoich gminach. Pod koniec spotkania zgromadzeni napisali list do samorządowców z całego ZSKHiW, w którym przekonują, że tylko dobry sołtys może być dobrym deputowanym Rady Najwyższej. Spośród kilku propozycji demokratycznie wybrano tę najbardziej zgodną z oficjalną linią Partii. W głosowaniu wzięli udział wszyscy uprawnieni. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Na żadną propozycji alternatywnych wobec tej zaproponowanej przez tow. de Vill i tow. Ciecieląga nie oddano głosu, a za wersją mówców oddano dwa głosy.
Na pożegnanie kandydaci zdążyli jeszcze wypić łyk... trochę więcej niż łyk bimbru i [tu relacja zostaje zastąpiona blokiem reklamowym, po którym nie jest wznowiona].
|