Witajcie Towarzysze!
Zapewne nie wiecie, że ja i Laszk jesteśmy spokrewnieni. No, to teraz już wiecie, ale warto się na ten temat rozpisać.
Historia ta ma początek jeszcze za króla Chłopacego II zanim ziemie weerlandzkie i Hirschberskie objęła plaga komunizmu. Niegodoma Młynariew wbrew tradycji swego rodu postanowił wydać swą pierworodną: Sobodanę za potentata przemysłu serowego i Hirshberga Wolframa Derikora. Zdarzenie to wywołało wielki skandal. Ludzie szeptali między sobą:
Jak to? Druga w kolejności do władzy nad Weerlandem wydana za kogoś zza Neomezytu? Jeszcze Laszka za jakąś dzikuskę ze wschodu wydadzą. Szczęściem do tego nie doszło, a dziedzic Laszkbergu ożenił się z przedstawicielką zubożałego, acz wciąż poważanego weerlandzkiego rodu.
Kolejne lata nie należały do zbytnio ciekawych. Jeśli Wolframowi zależało na uzyskaniu pieczy nad Weerlandem to nie osiągnął celu, gdyż zarówno on jak i Laszk doczekali się pojedynczych męskich potomków. Wkrótce z ich pokolenia nieszczęśliwym biegiem okoliczności przeżyła jedynie żona Laszka Kazimiera. Alfred Derikor i młodszy od niego o sześć lat Stiopa Młynariew traktowali się niemal jak bracia. Szczególnie, że ten pierwszy odziedziczył wygląd z południa. Wkrótce jednak pewne zdarzenie miało ich na zawsze skłócić.
Bogata rodzina Żarnych mająca żeńską dziedziczkę postanowiła, że czas, aby wyszła za mąż. Co prawda miało miejsce spotkanie Rosławy Żarnej z Alfredem Derikorem, ale temu znacznie bardziej spodobała się jej młodsza siostra. Niestety dopóki Rosława była wolna o ślubie z Mileną nie było mowy, zatem Derikor postanowił wykorzystać wrodzoną ambicję swojej ciotki. Warto wspomnieć, że Kazimiera Młynariew była twardą sztuką i mimo podeszłego wieku mocno dominowała nad swoim synem.
Złośliwa anegdotka twierdzi, że dorosły wszak Stiopa Młynariew był ciągnięty za ucho przez ponad trzy godziny zanim zgodził się na poślubienie dziedziczki Żarnych. Już wtedy kuzyni bardzo się pokłócili, a gdy Alfred poślubił młodszą i co najważniejsze piękniejszą Milenę (niektóre dość wiarygodne źródła twierdzą jednakże, że była głupsza) sprawa nabrała takiego kolorytu, że przez lata się nie spotkali. U Derikorów panowała sielanka, zaś Stiopa nie brał Rosławy do łoża licząc na śmierć matki umożliwiającą rozwód.
Oczywiście przez ten czas nie był wstrzemięźliwy, wyjątkowo głośna była afera w związku z nieślubną córką: Tarją Turunen. O jej matce nie wiemy nic poza tym jak się nazywała. Niektórzy sądzą, że była luksusową kurtyzaną, ale raczej to była zwykła kochanka.
Po dziesięciu latach Stiopa stracił nadzieję i w końcu skonsumował małżeństwo. Kilka tygodni później okazało się, iż Rosława zaszła w ciążę. Gdy Stiopa powiedział o tym swej bardzo sędziwej już matce ta złapała się za serce i umarła. Na pogrzebie doszło do ponownego spotkania Stiopy i Alfreda, który podobno nie szczędził złośliwości, które często były dość obrzydliwe. Pobili się na oczach wielu zacnych gości i dziewięcioletniego Mieczysława Derikora.
Warto wspomnieć, iż wydarzenia z poprzedniego akapitu działy się już za króla Ferdynanda, który po paru latach rządów postanowił zrealizować większość postulatów panoszących się komunistów w zamian za dożywotnią funkcję przewodniczącego KC (sprawa zostanie dokładnie przedstawiona w stosownym rozdziale historii ZSKHiW). Derikorzy stracili swe fabryki sera. Stiopa Młynariew umiał sobie poradzić i pomimo utraty dziedziczności zarządzania Weerlandem piastował tę funkcję już z ramienia Partii.
Laszk, syn Stiopy dorastał we względnie normalnych warunkach pomijając psychopatyczną przyrodnią siostrę i trucie propagandą, która popsuła mu zęby. Mieczysław zaś wraz ze swoim ojcem żyli w jedynym pozostawionym im domu w Neomezycie. Derikor ożenił się ze zwykłą kobietą, Laszkowi do zaślubin spieszno nie było. Młode małżeństwo zaczęło czynnie uczestniczyć w nielegalnej opozycji, zaś Laszk zapisał się do Parii.
Niestety za wieloletnią działalność w opozycji Małżeństwo Derikorów spotkały przykre konsekwencje. Pężyrka miała wypadek, a Mieczysław nie mogąc pogodzić się z jej śmiercią popełnił samobójstwo. Szkoda tylko, że według protokołów sekcji zwłok zgon mego ojca nastąpił 3 godziny przed śmiercią matki. Ja (uważam się za Weerlandczyka) i mój młodszy brat (uważa się za Hirshberga zakała jedna, ile problemów mi przez to narobił) mając po kilkanaście lat ukryliśmy się pod fałszywymi tożsamościami w Domie Tez z Przesieki. Pewnego dnia pełniąc funkcje opiekunów tegoż domu mieliśmy wyjątkowego gościa. Mianowicie Mistrz Budzimir VI przewał swe grzybobranie, aby zająć się jakąś lekturą. Pamiętam, że wziął do rąk jakieś opasłe tomiszcze i zaczął sobie na głos literować jego tytuł. Nie mogąc patrzeć na tę kompromitację jako jedyny ośmieliłem się podejść i przeczytać go na głos. Budzimir VI zachwycony mą
wybitną wiedzą, śmiałością i umiejętnościami powiedział, że mogę zostać jego uczniem. Siedzenie w Domu Tez mnie nudziło więc postanowiłem się zgodzić. To była najlepsza decyzja w moim życiu.
Gdy Stiopa umarł Weerland niejako otrzymał najstarszy i straszliwie otyły syn Ferdynanda Chłopacy. Laszk zaś piął się w szczeblach kariery aż na stanowisko Premiera Ludowo-Demokradycznej Republiki Narodów. Ja dzięki Budzimirowi VI i byciu potomkiem ofiar mordu politycznego szybko zdobywałem wpływy w opozycji. To były ostatnie lata rządów Ferdynanda i w kraju źle się działo.
Nie będę się rozpisywał na temat rewolucji. Ja uczestniczyłem w brawurowej akcji pojmania i dokonania egzekucji na pierworodnym Ferdynanda Chłopacym, która ją zapoczątkowała. Żeby nie było, tylko pilnowałem czy wszystko potoczy się zgodnie z planem i patrzyłem, a ten wpieprz zarządzając Weerlandem i stojąc jednocześnie na czele sądownictwa podpisywał niesłuszne wyroki na wielu moich rodaków. Laszk równie pragmatyczny jak ojciec postanowił biernie wesprzeć rewolucję nic nie robiąc, a już po niej sprowadził nowego króla z Saksonii czym się zrehabilitował, ale według mnie na pewną rzecz nie zasłużył.
I tu tkwi główna przyczyna naszych dzisiejszych waści. Oczywiście za swój udział i jako rekompensatę za wszelkie krzywdy otrzymałem duże wpływy, zostałem także Mistrzem Budzimirem VII, ale to Laszk otrzymał większą nagrodę. Gubernie Laszkberską, którą potem dzięki mym staraniom przemianowano na Weerlandzką i przywrócono jej historyczne kształty. MOJĄ KURWA GUBERNIĘ! TO BYŁO KUR... Ech... Uważam, że bardziej zasługiwałem na to stanowisko i niech nie zmyli Was nazwa Laszberg, gdyż nie należy to do chlubnych kart historii moich i Laszka przodków. Dobra, mleko się rozlało i nie mam ochoty o tym mówić. Laszk jest pod czterdziestkę, a stan uzębienia mu nie pomaga w znalezieniu żony.
Oto cała historia pokrewieństwa mnie i Laszka. Dodam jeszcze drzewo genealogiczne bo bez niego nie w sposób się nie pogubić:

Dziękuję za uwagę!