Po zakończonym długotrwałym leczeniu w Weerelandzkim zakładzie psychiatrycznym wysiada z wozu drabiniastego na placu Joksopolitańskim.
-Ach , powietrze, wolność!, Piękny zapach azbestu!Próbuje zrobić kilka kroków do przodu, ale wozak łapie go za brudne posklejane włosy i obala na ziemię
-Cukiereczku?, nie zapomniałeś o naszej umówie?, Nie miałeś kasy, nie miałes bimbru... a ja oczekuje na zapłatę za przewózArbuz zrezygnowany zabiera sie do psotków-gilgotków w których jest niekwestionowanym mistrzem. Po tym jak wozak zaczał skręcać sie ze śmiechu po połechtaniu małego palca u lewej stopy usługa jest wykonana, i zadowolony przewoźnik odjeżdża.
Arbuz patrzy jeszcze za nim aż ten znika we wszechobecnej w Hirschbergii mgle.
Zaczyna się przechadzać po placu joksopolitańskim w poszukiwaniu jakiejś gospody bądź noclegu, niestety , cale miasto wydaje sie wymarłe.
-Halo, czy jest tu kto?!
Arbuz zaczął rozglądać się nerwowo wokół siebie
-Halo?!Mgła wokół niego zaczeła się zagęszczać...
