Zjednoczone Socjalistyczne Królestwo Hirschbergii i Weerlandu
Stycznia 25, 2026, 05:06:07 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Niedokończone opowieści.  (Przeczytany 243 razy)
Mistrz Budzimir VII
Arcypatriarcha
Primus inter pares
Filar Monarchosocjalizmu
*****

Posłuch 8
Offline Offline

Wiadomości: 6875



Zobacz profil
« : Listopada 20, 2011, 02:15:56 »

Trzy niedokończone fragmenty z pierwszego forum. Brakuje końcówek z prostej przyczyny. Podczas pisania tych rzeczy skorzystałem z infobota na wypadek gdyby z tekstem coś się stało podczas jego pisania. Dzięki temu zachowała się choć ich część. Szkoda, że gąsienice zniknęły na zawsze. Smutny.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Za kolejnym zakrętem ukazał im się cel wędrówki. Wioska heretyków wyglądała tak jak wszystkie inne, rzec można, iż była wzorową miejscowością Nowego Weerlandu: Kilkanaście chat z krowiego kału otoczone polem minowym i codziennie ostrzeliwane przez dzielnych artylerzystów.
Dobry zamordyzm nie jest zły pomyślał król nie mogąc się doczekać wizytowania.

-- Jesteśmy na wiejskim rynku -- Pochwaliła się swą rozległą wiedzą kapłanka. Zachwycony król przestał biczować niewolników niosących jego dwutonową lektykę i rozejrzał się po opustoszałym placu.
-- Dlaczego nie spotkaliśmy, ani jednego mieszkańca?
-- W naszych wioskach nie ma ludzi. Wszyscy pracują w kopalniach azotu! Tutaj mamy wiejski ratusz-- mówiąc to wskazała na drewnianą chatkę w kształcie soczystej cebuli rosnącej na polach torfowych wśród topielców. Przynajmniej tak napisano w trzymanym przez nią przewodniku. Budynek był w rzeczywistości ziemianką na której rosły różne warzywa. -- Tam kulturalne centrum każdej wioski czyli sala tortur...
-- A tam? -- Spytał Arkadiusz wskazując na najwyraźniej celowo spaloną chatę.
-- To było przedszkole. Zniszczyliśmy je przed szkołą. Kapujesz? Przedszkole przed szkołą!
-- Muahahanhahahahahahahahahahahahahahahahahahhahahahaha-- Król się roześmiał. Piszę jakbyście tego nie wiedzieli.
-- Hihihihihihihihihihihihihihihihihihihihihihi-- a to chichot Kathy.
Rozradowany król zaczął się wiercić w lektyce, a niewolnicy, którzy stracili już siły upadli i zmiażdżyli się pod jej ciężarem. Ich krew oblała zarówno kapłankę jak i władcę, a Ci roześmiali się jeszcze głośniej. Potem śmiali się przez kilka godzin i ze względu na dynamikę akcji przedstawię tylko fragment:
-- Buhahahahahahahahahahah
-- Yhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyhyh
-- Ihihihihihoohohoohohohohohoh
-- Huhhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhu
-- Ha Ha Hą Hę

-- Słyszysz? - Spytał król/Katha wybierz właściwe.
Świst początkowo słaby i ledwo słyszalny stawał się coraz głośniejszy. Roześmiane towarzystwo spojrzało w niebo. Wielka ognista kula opadała z ogromną prędkością prosto na wioskę. Wydali z siebie okrzyk przerażenie o taki: AAAAAAAAAAA i próbowali uniknąć pocisku, lecz było już za późno. Całe szczęście, że pocisk okazał się mniejszy niż myśleli, a uderzył prosto w ratusz na drugim końcu rynku. Wybuch nie był duży, aczkolwiek bardzo widowiskowy. Król w przypływie negatywnych emocji aktywował bombę atomową i wykonał ucieczkowy manewr mylący. Została tylko Katha.
Usłyszała radosne okrzyki rozchodzące się z płonącego ratusza. Uderzenia. Jedno po drugim trafiało w najwyraźniej zaryglowane drzwi...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Niewiele na naszym kontynencie jest stworzeń groźnych, a występujących także poza Neomezytem. Jeszcze mniej zabija ludzi, a oni kojarzą je z czymś dobrym. Za sympatyczną nazwą kryją się zwierzę dziwne, lecz znane nam od czasów Pierwszego. Pływały w rzekach i jeziorach kiedy Gierkemiasz budował Weerland. Skrzelożrotki olbrzymie są zakorzenione w naszej kulturze jak wielkie drzewo, jakaś sosna, są ważne i tyle.
Są skorupiakami przechodzącymi rozwój prosty. Młode osobniki po wykluciu się z jaj są miniaturkami stadium dorosłego. Najczęściej można je spotkać w płytkich i zarośniętych wodach jezior, rzek i mokradeł. Przez pierwsze 3 miesiące życia mimo niemożności oddychania na powierzchni podczas deszczów bardzo często wychodzą na brzeg szukając nowych siedlisk wytrzymując nawet do dwudziestu minut. Wystarczy większa kałuża, aby mogły uzupełnić zapasy tlenu. Niestety bardzo często ich trasy przecinane są przez drogi. W takich miejscach ustawia się specjalne znaki:



Do czwartego miesiąca życia są roślinożercami. Dokładnie o godzinie 21 czasu lokalnego wchodzą w fazę dojrzewania. Nagła produkcja hormonów skłania je do polowań i rośnięcia. Jeśli żyją w małym zbiorniku wodnym to los tamtejszych ryb jest już przesądzony. Biada też temu, który wejdzie do wody. W tym etapie życia są najbardziej agresywne... i najsmaczniejsze. Dawniej relacje z ludźmi można było określić jednym zdaniem: My jemy je, a one jedzą nas.. Dzisiaj metody chwytania rozwinęły się ze zwykłego wskakiwania do wody z kijami do wykorzystywania elektryczności to i ofiar jakoś nie ma. Nadal jednak wędkarze unikają wpływania na ich teren, gdyż potrafią odbić się od dna i zniszczyć łódkę jednym uderzeniem. Osiągają monstrualne rozmiary dochodzące do dwóch i pół metra.
Po osiągnięciu dojrzałości płciowej ich zachowanie oraz smak znacznie się zmieniają. Są leniwe i muliste. Jeśli ktoś nie będzie się na siłę wpychał do ich szczęk to raczej nie grozi mu nic złego. Ożywiają się tylko w sezonie godowym. Samce rywalizują wtedy w jeden z najciekawszych wśród bezkręgowców sposobów. Ścigają się. Potrafią przebiec po dnie nawet trzydzieści kilometrów. Przez większość czasu stanowiło to tylko ciekawostkę. Zmieniło się to kiedy opatentowano technomagiczne urządzenie pozyskujące tlen rozpuszczony w wodzie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czołem Towarzysze!
Wiele dni upłynęło od mojego odejścia z ZSKHiW, jak widać tymczasowego. Czas ten spędziłem podróżując. Zachowałem przy tym skromność zwykłego człowieka, przemieszczałem się samolotem suborbitalnym, a moje zachcianki spełniało tylko dwudziestu niewolników pracowników kontraktowych... Właściwie to były dzieci porwane z Aralii PRZEZ KRÓLEWSKIE SŁUŻBY. Początkowo było ich czterdziestu, lecz połowa wyskoczyła z samolotu na wysokości ponad stu kilometrów. Nie martwcie się, uniknęły zderzenia z ziemią, spaliły się w atmosferze.
Wracając do [zapomniałem słowa] podczas jednego z lotów przypadkiem osiągnęliśmy piątą prędkość kosmiczną i trafiliśmy do alternatywnego świata lądując na planecie Ziemia. Początkowo miałem ochotę ją zniszczyć, lecz ze względu na odmienne prawa fizyki nie działała tam magia i jakoś nie wyszło. Skoro nie mogłem zniszczyć tamtego świata to uznałem, że warto go trochę pozwiedzać, a nuż by się trafiła okazja do zrealizowania moich chorych fantazji. Później zrezygnowałem ze względu na wspaniałość tamtejszych kultur. Aby mieć dłuższego posta trochę o nich poopowiadam.
Pierwszy kraj jaki poznałem zwał się Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna. Wspaniałość jego i rześkość niczym krystalicznej wody spuszczonej w klozecie nie może zostać opisana słowem nam znanym. Było tam tak dobrze, że aż źle. Lud powinien trochę cierpieć, a tam na każdą wieś przypadał aż jeden szalet! Zbędne luksusy powinno się ograniczać. Oto kilka fotografii:

Modlitwa wiernych o wiatr zachodni suchy i temperaturę dwudziestu stopni powyżej zera.



Wieśniak symbolizujący dbanie państwa o nawet najgłupszych obywateli. Widziałem go w ichniejszym parlamencie. Śmieszne dźwięki wydawał, ale to wina durnego języka.



Biblioteka przedstawiająca dzieła ów wieśniaka, które są równie oderwane od rzeczywistości jak nauki Budzimiryzmu Nikt ich nie czyta, a wszyscy wychwalają




Drugi kraj był położony w całości na wyspie, aczkolwiek wiele nie ustępował poprzednikowi.
Zapisane

Arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu
Władca Wielkiego Budzimiratu Apfelinsnel
Prawdziwy Weerlandczyk, a nie jakieś nieokreślone coś!
(-) Mistrz Budzimir VII Bartosz Derikor



Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.13 | SMF © 2006-2011, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!
Strona wygenerowana w 0.026 sekund z 18 zapytaniami.
Templates: 2: index (default), Display (default).
Sub templates: 4: init, main_above, main, main_below.
Language files: 2: index.polish-utf8 (default), Modifications.polish-utf8 (default).
Files included: 8 - 364KB. (show)
Queries used: 18.

[show queries]