Widok od zewnątrz, z naprzeciwka.
Na skraju wsi znanej jako Szybowice, na pograniczu Hutniczej Poręby, Zaciboru i Neomezytu Zachodniego (stamtąd pewnie pochodzi drewno) kiedyś jakiś hirschberski leśnik przybyły do Weerlandu wybudował sobie chatę. Mieści się ona tuż przy wypalonym lesie, który cieszy oko bogactwem przyrody - we wnętrzu tegoż są wszędzie spalone lipy, spalone dęby, spalone buki, spalone kasztany, spalone modrzewie i bardzo wiele przeróżnych odmian spalonych krzaczków. Co prawda połać wypalonego lasu nie jest jakaś ogromna, liczy sobie bowiem jedynie pół hektara, jest jednak częstym celem wycieczek badaczy - miejsce to bowiem jest niezwykle specyficzne, bo stwierdzono, że statystycznie występuje tam pewna aberracja - las w tych okolicach płonie o około 17% częściej niż jakikolwiek inny las na terenie Guberni Weerlandzkiej. To zwabiło badaczy ze wszystkich możliwych uniwersytetów, a przynajmniej z okolicznych sklepów monopolowych, którzy chcieli potwierdzić te plotki - poskutkowało to wysypem przeróżnych różnokolorowych butelek i szkieł na terenie wypalonej części lasu, co dodało mu tylko uroku.
W związku z tym, że Hirschberg ów wyjechał dawno temu do stolicy, bo co niby miałby robić Hirschberg w Weerlandzie, po dziesiątkach lat nieużytkowania zdecydowałem się
zabezpieczyć jego mienie do czasu jego ewentualnego powrotu. Lokalizacja jest sprzyjająca, bo mogę teraz kursować na swoim składaku pomiędzy Hutniczą Porębą i Laszkbergiem.
I pewnie zrobię sobie jakiś ogródek. Zobaczymy.