Wielki Mistrz Budzimir IV
Przemowa Wielkiego Mistrza Budzimira po budzimiryzacji miasta Hirschberg i koronacji Chłopacego I na króla Hirschbergii, Kronika Hirschberska
(…) toteż, gdy przysięgę swą wiary lud Hirschbergu złożył i koronę na głowę swą Chłopacy usadowił, Mistrz Budzimir przemówił do tłumu po weerlandzku, lecz wigor i pasje każden zrozumiał:
O zebrani kmiotkowie. Myśli zapewne wśród was krążą. Jakiż jest cel tego zebrania? Czy życie me się odmieni? Czy grajkowie zaraz wyjdą, trunki i tańce się poczną? Ja wam powiem tak, ani grajków ani trunków ani tańców nie będzie, bowiem zbyt duży byłby to koszt. Ale radować się winniście, gdyż słowa, które za swym królem powtórzyliście wyznaniem wiary były. Jedynej prawdziwej, wszechbudzimirystycznej wiary!
Cóż to jest ten wszechbudzimiryzm? Tedy powiem wam, wszechbudzimiryzm to wolność, wszechbudzimiryzm to nadzieja. Wolność do służby wierze i nadzieja na podboje waszego króla. To spojenie waszych ziem, Klasydów, Grabiny, Sowich Wzgórz, Klasydów a nawet Weerlandu pod jedną ciepłą kiecą wiary. Każden z was będzie niczym brat z bratem, brat z siostrą i siostra z siostrą. Razem ziemie wszelkie zasiedlimy swym potomstwem. Przy wspólnym ogniu będziem zasiadać, a przy nim kiełbasek, chleba, a nawet niewiernego upieczem, a ucztom naszym kresu nie będzie. Lecz pamiętajcie, iże dziś uczty dla was nie ma.
Jam jest Mistrz Budzimir IV, jedyny prawdziwy, choć oszustów mrowie i wystrzegać ich jest waszą powinnością, bowiem Gierkemiasza sługami oni są. Jakby kto nie rozumiał, to Gierkemiasz znaczy niedobrze i o wszystko co złe i nędzne jego należy obwiniać. Rzecz jasna, nigdy mnie, ni króla. Wyście przysięgę złożyli, to i ja też słowa wypowiem.
My, Witosz z Grochali, Mistrz Budzimir IV zaklinam się by do końca swych dni duchowym wzorem być dla was, drogę ślepym wskazać, dobre słowo głuchym przekazać, modlitw niemych przyuczyć. I przysięgam, że w łasce wszechbudzimiryzmu z pomocą waszą oszustów, szarlatanów, kurwich synów, co Weerland rozrywają zmiażdżę, zniszczę, na strzępy rozerwę, gdyż wy moim młotem jesteście. Na północ wyruszę, by więcej nas zebrać i w wierze zjednoczyć!
Ależ mi w gardle zaschło, chodź Chłopacy do pałacu, tedy się napijem.
Jak Mistrz Budzimir IV nawrócił Klasydów podczas swej wielkiej misji na północy, Kronika Hirschberska.
Stanął Mistrz Budzimir IV nad wulkanem Spitzberg, by spotkać się z kapłanami Klasydów, a tych ani widu, ani słychu. Kur zapiał raz, drugi, trzeci, aż zniecierpliwon Budzimir spytał gdzie oni są. I nikt do końca dnia się nie zjawił. Tak było i drugiego i trzeciego dnia i księżyc kolejny aż posłał po kapłanów Budzimir i nazajutrz przyszli.
Przemówił tedy najstarszy z nich, lecz mowy nikt jego nie rozumiał. Rzekł tedy Budzimir:
-Szprechen Srechen Dupechen, niechaj ktoś mi człeka w mowie ich uczonego przyprowadzi! -I słudzy swe zadanie wykonali.
Przybył uczony, by za krowę słowa w strony objaśnić, lecz ostrzegł, że kto w klasydzkim flitanie rym utraci, ten nikogo nie przekabaci. Trudności przekład mógł stanowić, a Budzimir powiedział, iż sam prozą mówić będzie, a uczony rym ma swymi słowami nadawać. Odrzekł on tedy, że za takie posługi to już będą trzy krowy, zaś Budzimir się zgodził.
Dnia kolejnego dysputa się poczęła, a ponownie przemówił najstarszy kapłan:
-O czcigodny panie, nie rozumiemy, skąd to spotkanie. Wierność Klasydzi lata temu Hirschbergowi przysięgli i nieraz już tego dowiedli.
-Stan taki mi nie starczy. Tylko nawrócenie wierności dostarczy.
-Czemóż to wiarę swą mielibyśmy porzucić? W niwecz pamięć przodków obrócić?
-Gdyż wiara ma postęp krzewi i zło wszelkie przeplewi. Gdyż kapłani moi rachunku i pisma się przyuczą, a wodzowie z władania nigdy ich nie wykluczą. Gdyż wiara wszelkie plemiona zjednoczy i każde waśnie między wami przekroczy.
-A na cóż nam to całe ryzyko, by ciebie poczynić władyką? Zły Spitzer ognie swe na nas wyplunie, jeśli odważym się prawić na niego kalumnie.
-Wasz Spitzer jest jak kominek. Przepchać go ino i nie zaleje dolinek.
-Kominek to słowo, co jest mi nieznane. Za złamanie flitona otrzymasz naganę.
-To wy w kurnych chatach dalej mieszkacie? Jak szynka w dymie przebywacie?
-Cichaj wieprzu z południowej krainy, bo inaczej się z tobą policzymy!
-A w rzyć se wsadź te swoje groźby, bo o litość zrazu wystękasz prośby.
-To tyś dupę swemu mistrzowi podcierał. Nie raz zapewne w niej szperał.
-Czystszą ona była niż lico twoje, zaiste zanurzasz je w każde gnoje.
-Rzecze nędzarz, co z ojczyzny ucieka. Tchórz, co los swój odwleka.
-Nędzarzem mnie zowie, a spytam was przeto. Jakie wasi wodzowie dają wam myto?
-Dzięsiątą część każdej daniny. Dość już tej niegodnej gderaniny.
-Wszechbudzimiryzm trzy z dziesięciu części oddawać nakazuje. To jak się na to stan wasz zapatruje?
Padli tedy na kolana młodsi kapłani wszechbudzimiryzm swoją wiarą ogłaszając, to i starszy nóg ugiął, stopy Budzimira ozorem swym obmył. Razem do wodzów ruszyli i rzekli im, iż Spitzer przemówił przyjęcie nowej wiary nakazując, a wielki będzie jego gniew, jeśli tak się nie stanie. Nie cieszyła wodzów nowa danina, ale Budzimir dziury w dachach nad paleniskami wybijał, a Klasydzi cudem to zwali. Tak oto lud ten słuszną wiarę przyjął, a uczony dostał cztery krowy i dwie owce.
Fragment książki przygodowej „Mścisław Śmietana i Tajemnica Fuzli” autorstwa Idzisławy Wagner
-I pamiętaj, klucz do Komnaty Bimbrów Rektor ma zawsze przy sobie w złotym mieszku-powiedziała Hubysława, a na jej twarzy wypisane było niezadowolenie. Sama z chęcią by go zdobyła, ale kobiet nie wpuszczali do wielkiego audytorium. (…)
Mścisław szedł korytarzem i nabierał coraz większych wątpliwości. Na wszelki wypadek dodatkowo natarł się cytryną pod pachami. Dlaczego robią to akurat teraz, gdy na uniwersytet w Karstnopolu przyjechali wszyscy frarowie. Co jeśli rozpoznają, że jest tylko studentem? Frarowie mogą być młodzi, jeśli ich poprzednik wcześnie zmarł, ale przecież nie są zwykłymi ludźmi. Mścisław nigdy żadnego nie widział z bliska, ale uznał, że muszą chodzić inaczej niż zwykły człowiek. Spróbował odtworzyć ich krok z wyobraźni. Kiedy minął kilku starych profesorów, ci tylko spojrzeli smutno i zagadali między sobą o skutkach porażeń dziecięcych.
W końcu dotarł przed wejście do wielkiego audytorium. Dyskusja na temat wszechbudzimiryzmu nie przebiegała najlepiej. Tak przynajmniej można było wywnioskować z hałasu, krzyków i wyzwisk dobiegających zza zamkniętych drzwi. Pot strachu zalewał Mścisława i przytłumił już cytryny. Wielcy panowie zawsze się zapowiadają, więc jedynym sposobem, by nie zostać zauważonym jest zostać zauważonym.
Mścisław łyknął jeszcze bimberku na odwagę i pewnym ruchem otworzył drzwi. Gdy tylko wszedł na salę krzyknął najgłośniej jak potrafił: -Już jestem! -a na sali zapanowała grobowa cisza. Oczy wszystkich skierowały się na niego. Za katedrą siedzieli Mistrz Budzimir IV, ostatni z czterech o tym tytule, Rektor Wojciech Trąbiński, tym razem czerwony również ze złości, a także bogato odziany jegomość w koronie z dwiema nagimi kobietami siedzącymi mu na kolanach. To musiał być ten słynny król dzikich z północy, Chłopacy. Oni również patrzyli z wyraźną dezaprobatą.
-No teraz to już na pewno dojdziemy do porozumienia- przerwał cisze król mówiąc po ludzku, choć z dziwnym akcentem. Z całej sali słychać było drwiące śmiechy, po czym powrócono do kłótni. Mścisław odetchnął z ulgą po udanej infiltracji i ruszył do ław możliwie blisko katedry. Tam planował słuchać i czekać na okazję. Najgłośniej krzyczał sam rektor:
-Ja już powoli nie ręczę za siebie. Żeby takie zwierzęta wpuszczać do audytorium jak do stajni i zwać ich budzimirystami. Budzimirze, to czegoś ich tam w Hirschbergii nauczył to żaden budzimiryzm. Tylko Weerlandczyk może być budzimirystą. To my przybyliśmy z Prawdziwego Weerlandu i tylko nas dotyczy łaska Prabudzimira. Podludy mogą nam służyć, tak, ale nie być naszymi braćmi w wierze!
Rektor podczas przemowy intensywnie machał rękami, a siedzący obok Budzimir i król musieli wręcz się odsuwać, by ich nie trafił. Po każdym zdaniu rektora lewa strona sali pełna frarów z całego Weerlandu mu wtórowała. Z prawej, gdzie siedzieli egzotyczni freiherrowie północy dochodziło wtedy buczenie.
Mścisław dopiero wtedy się zorientował, że usiadł po złej stronie sali, a jegomość obok niego noszący wyłącznie maskę na twarzy, a co za tym idzie z przyrodzeniem na wierzchu chyba nie jest weerlandzkim frarem. W końcu Budzimir uderzył pięścią w stół i odpowiedział:
-Na Prabudzimira, Wojtku. Chcesz żeby to miejsce spłonęło jak Dom Publiczny? Jak to się wtedy skończyło dla Weerlandu? Lata podziału i wojen. Ja ich jednak nie zmarnowałem i zakończyłem niemal stulecie swady z północą. Czego oczekiwałeś, kiedy usłyszałeś, że nadchodzę po należną mi tiarę z armią Hirschbergii? Że po wszystkim, po tym jak zabijemy uzurpatorów to Chłopacy padnie przede mną na kolana jako sługa? Jesteśmy równorzędnymi partnerami, a przyjęcie wszechbudzimiryzmu przez północ to znak ustępstwa i dobrej woli. Wspólna wiara nas zjednoczy. Rotria pokazała…
-To twój czcigodny poprzednik pokazał Rotrii, co należy robić z takimi jak oni! – Przerwał Budzimirowi rektor. – Kto cudzą wiarę przyjmuje ten jest słaby i należy go sobie podporządkować zamiast zapraszać do stołu. A ty Budzimirze nie odzyskałeś tiary, została zjedzona. Czytałem twe nauki głoszone w Hirschbergii i pytam ciebie. Czy przypadkiem to ty nie przyjąłeś wiary północy? Gierkemiaszowych herezji? A teraz próbujesz nas do nich zmusić. My jesteśmy sferą tradycji!
W trakcie gadaniny dziki podzielił się z Mścisławem smacznym marynowanym mięsem prawiąc coś w niezrozumiałym języku. Mścisław zastanowił się, jak wielu gości z północy w ogóle rozumie dyskusje toczoną po ludzku. Budzimir zerwał się ze swojego miejsca i krzyknął:
-My jest Mistrz Budzimir IV, wybrany większością w Domie Publicznym nim uzurpatorzy go spalili! Mądrością i siłą władzę sobie zapewniłem. My jest arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu i wzór wszelkich cnot. Ty rok temu Wojciechu padłeś przede mną na kolana i przysiągłeś mi posłuszeństwo. Może żałujesz, że jako jedyny z uczniów Trzeciego sam nie sięgnąłeś po władzę? Chcesz mi ją teraz odebrać? Ośmieszyć mnie przy królu Chłopacym i przed frarami? Jak śmiesz!
Rektor również wstał i odwrócił się w kierunku Budzimira. Mścisław zauważył złoty mieszek przytroczony do tyłu jego pasa. Rektor rzekł:
-Ależ Budzimirze. Nie to jest mą intencją. Ja chcę tylko by Weeland był Weerlandem, a budzimirysta budzimirystą. Na słusznej wiary ścieżkę chce cię sprowadzić. Nie w głowie mi kolejne wojenki… - rektor gadał coś dalej, ale Mścisława rozbolała już głowa od tych wszystkich głupot. Miał dość czekania, gdy tajemnice Komnaty Bimbru były już tak blisko. Te trunki po prostu mu się należały. Zerwał się z ławy i zaszarżował. Wskoczył na katedrę, a z niej skoczył prosto na rektora próbując zerwać mieszek.
Kiedy padli na ziemie i zaczęli się siłować usłyszał, że cała reszta sali dołączyła. Frarowie i Freiherrowie rzucli się na siebie z pięściami. Mistrz Budzimir westchnął: -Ach gówno, tu idziemy znów. – po czym machnął do orkiestry, która zaczęła grać skoczną muzykę. Rektor się szamotał i nie dawał za wygraną. Budzimir założył na dłonie dwa kastety i zręcznie przeskoczył przez katedrę. W końcu Mścisław nie wytrzymał i ugryzł rektora w pośladek, a ten głośno zakrzyknął i trochę się uspokoił. Gdzieś kątem oka widać było, że król udał się z nagimi kobietami za kotarę. Wreszcie udało mu się oderwać mieszek, a w środku wyczuł klucz. Teraz pozostawało tylko uciec z audytorium.
Mścisław ruszył przez sale starając się ominąć chaos. Środek pomieszczenia był niemal pusty, gdyż nikt nie odważał się podejść do jednego z dzikich, który skądś wytrzasnął karła. Teraz używał go jako broni trzymając go za nogi i wirując. Wystarczyłoby złapać odpowiedni moment i… myśl Mścisława została przerwana gdy przed nim pojawił się sam Budzimir, a po chwili zobaczył metaliczny błysk zbliżający się do twarzy.
Gdy Mścisław doszedł do siebie był już trzymany za fraki przez Budzimira. W Sali panował już spokój, acz towarzyszyła mu atmosfera pewnej ekscytacji i spełnienia. Zapowiadało się na egzekucję i Mścisław czuł, że może być gościem honorowym. Wtedy przemówił Budzimir:
-Godni Panowie. Spójrzcie jaką pasję, jaki akt bezmyślnej wiary spowodowała nasza dysputa, gdy ten oto młodzieniec postanowił bronić mego honoru! A teraz spytam cię chłopcze, czy często chodzisz do Domów Prabudzimira, by się pomodlić? – Mścisławowi zabrakło głosu w gardle. Przenikliwe oczy Budzimira były zdolne wykryć każde kłamstwo. Musiał powiedzieć prawdę:
-No. Ja… no… nie chodzę.
-Tak jak myślałem. – Odpowiedział Budzimir i puścił Mścisława po czym wskazał ręką na kogoś innego. – A ty, frarze Grochali, co właśnie powybijałeś tyle cudzych zębów, kiedy ty ostatnio byłeś w Domie Prabudzimira. A frar odrzekł, że dobrych parę lat wcześniej na swoich zaślubinach. Budzimir odpytywał kolejnych frarów i mało który okazał się odwiedzać świątynie. Zwrócił się również w obcym języku do freiherrów, a ci również kiwali głowami na boki. – Widzicie panowie do czego zmierzam. Różnice między nami dają dysputy, dyskursy, kłótnie. Kłótnie i konflikt zaś są dla wiary tym, czym jest węgiel dla paleniska. To one zapewniają żar prawdziwej wiary. I choć czasem płomień wymyka się spod kontroli, to jego ciepło ogrzewa i chroni nas przed ciemnością, przed Gierkemiaszem! Widzę już że nie dojdziemy do porozumienia. Zgódźmy się, że się nie zgadzamy, jednak nie postrzegajmy tego jako porażki. Na tym zbudujmy Wszechbudzimiryzm. Niechaj każdy, czy Weerlandczyk, czy Hirschberg zostanie przy swoim i obie racje będą miały swe miejsce we Wszechbudzimiryzmie. Wierze w której będzie można wyrazić swoją opinię i jej bronić!
-To nie ma sensu! – Zakrzyknął jeden z frarów. Budzimir przejechał palcem po gardle i woj przebił go włócznią.
-Rzecz jasna, nie każdą. Te właściwe, wolne od Gierkemiasza zbierzemy w dwóch nurtach. Jeden z nich zachowa w sobie wszelkie Nauki Budzimira III, drugi zaś oparty będzie o moje Nauki Budzimira IV. Weerlandczyk będzie mógł między nimi wybrać, zaś Hirschberg będzie mógł oprzeć swą wiarę wyłącznie na moich. Nazwiemy to tak: Dwie Wielkie Tezy Antagonistyczne. Domy Prabudzimira zaś przemianujemy na Domy Tez. W nich zaś będą dysputy, kłótnie i żar wiary, nie zaś nudne modły, które żadnej pasji nie wywołują. Czy obie strony są gotowe taki układ zaakceptować?
Gdy Wiesław wymykał się z audytorium słychać było już wyłącznie głosy akceptacji. Komnata Bimbru była blisko.
Wielki Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali
To religijny reformator i twórca Wszechbudzimiryzmu opartego na filarach Wielkich Tez Antagonistycznych. Ostatni władca Budzimiratu Weerlandu. Patron Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, dyskusji, podróży, krzewienia wiary, instalacji sanitarnych i donoszenia za granicę. Za swój udział w rozkwicie wiary i przekształceniu jej w formę, którą po niewielkich zmianach zachowuje po dziś dzień, jako jedyny po Pierwszym tytułował siebie z przydomkiem Wielki.Witosz z Grochali był człowiekiem z gminu, dalekim od możnych frarów. Urodził w portowym burdelu, szczycącym się kilkoma wizytami Mistrza Budzimira III. Tam też spędził swoje dziecięce lata aż pewnego dnia sam Trzeci podczas wizyty wybrał go na swojego towarzysza stolcowego. Czy to było zaangażowanie Witosza, czy coś innego, Budzimir coś w nim ujrzał i zabrał go ze sobą do Nowodomu. Witosz kontynuował udzielania ablucji zamieszkując z Budzimirem III i jego czterema uczniami. Pozwoliło mu to na uzyskanie wielkiej wiedzy teologicznej i politycznej.
Mistrz Budzimir III był jednak sędziwy i już wkrótce na łożu śmierci wyraził swoją niepochlebną opinię o uczniach. Miał wtedy powiedzieć, że młody Witosz lepiej się od nich nadaje na władcę niż oni, co zostało uznane za wskazanie następcy. Nowego Mistrza miał wybrać Dom Publiczny w którym zebrało się 100 frarów z całego Weerlandu, Neomezytu i Zarzeżusza. Oprócz Witosza zgłosiło się trzech z czterech uczniów Budzimira III, jednak to właśnie Witosz wygrał otrzymując 27 głosów. Doszło wtedy do kłótni odnośnie reasumpcji głosowania. Podczas niej podpalono Dom Publiczny, a ogień strawił większość popleczników Witosza.
Nowo wybrany Mistrz Budzimir IV musiał zbiec na północ, gdy Weerland pogrążył się w wojnie między domenami antybudzimirów i tylko zarzeżusze weerlandzkie zachowało neutralność. Rozpoczęło to konflikt zwany wojną czterech czwartych. Wkrótce potem Budzimir IV trafił na dwór freiherra Hirschbergii, Chłopacego Faradobusa. Ten początkowo planował wykastrować gościa, jednak poznawszy jego historię dostrzegł w niej analogię do losów swego dziadka Przemysła. Między Budzimirem, a Chłopacym nawiązała się twarda męska przyjaźń. Spędzali ze sobą całe dnie wspólnie pijąc, polując, spacerując trzymając się za ręce, czy ujeżdżając konie.
Budzimir IV przekonał Chłopacego do przyjęcia budzimiryzmu. Nauki Budzimira III zabraniały nawracania, ale obeszło się to nowym podejściem do wiary. Chłopacy wraz z całym swym miastem wygłosili przysięgę zwaną dziś jako Hirschberska Teza Antagonistyczna, a następnie na wzór rotryjski Budzimir IV pobłogosławił Chłopacego na króla całej Hirschbergii. Roszczenia terytorialne królestwa wykraczały daleko poza władzę Chłopacego, więc Budzimir IV ruszył na wielką misję na północ, by wiarą zjednoczyć plemiona germańskie.
Misja ta była trudna, jednak Budzimirowi nie brakowało elastyczności. Nie mogąc po dobroci wyrugować lokalnych wierzeń postanowił synkretycznie włączyć je w skład Wszechbudzimiryzmu, a dawne plemienne bóstwa takie jak Lachtprügel, Spitzer czy Wasserfrau uznawane były za Świętych Ludzi. Kapłanom i szamanom plemiennym obiecywał rozliczne przywileje za nawrócenie się oraz spreparowanie wizji i proroctw mających skłonić wodzów do ugięcia kolan przed królem Chłopacym. Podczas swej misji pokazywał plemionom cuda inżynierii takie jak taczka, proch strzelniczy, czy chomąto, które założone na kobietę pozwalało oszczędzić konie. W kilka lat odmienił oblicze ziemi, tej już hirschberskiej ziemi, pokojowo zjednoczonej pod jednym ośrodkiem władzy królewskiej.
Aby odwdzięczyć się Budzimirowi IV król Chłopacy postanowił zebrać armię, która pozwoliłaby odzyskać mu Weerland. Zwaśnione od wieków plemiona miały trudności z utrzymaniem spokoju, toteż z chęcią przystały na jedną zorganizowaną wyprawę wojenną.
Wędrująca armia nie gwałciła, nie rabowała, ani nie paliła wiosek interesując się wyłącznie celami militarnymi. Takie barbarzyństwo kompletnie zbijało z tropu weerlandzkich frarów, którzy nie wiedzieli jakie kroki podejmować. Specjalny pas wiosek ze spichlerzami i ładnymi kobietami na granicy Weerlandu miał nasycać wroga, jednak Hirschbergowie po prostu je minęli. Ostatecznie armia królestwa pokonała osłabione latami wojny domowej siły antybudzimirów. Niestety jeden z nich tuż przed schwytaniem pożarł skradzioną tiarę Budzimira III. Chłopacy podarował Budzimirowi IV nową i większą, dodatkowo cementując przyjaźń.
Mistrz Budzimir IV zasiadł na tronie nowodomskim, antybudzimirów spotkał zasłużony los. Wojciech Trąbiński, jedyny inny żywy uczeń Trzeciego, rektor uczelni w Karstnopolu, a co za tym idzie Wielki Frar Zarzeżusza ugiął kolan. Za nim poszli pozostali frarowie. Szybko się jednak okazało, że nauki, które głosił Mistrz Budzimir IV i które przyjęła północ nieszczególnie się zgadzały z kazaniami jego poprzednika. Napięcia tym powodowane spowodowały, że rok później na Zarzeżuszu Weerlandzkim na uniwersytecie w Kartsnopolu zorganizowano Wielki Zjazd. Uczestniczyli w nim Mistrz Budzimir IV, król Chłopacy I oraz frarowie i freiherrowie Weerlandu i Hirschbergii.
Między Mistrzem Budzimirem IV, a rektorem Trąbińskim doszło wtedy do kłótni teologicznej. Tym razem jednak zapłonął nie budynek, lecz serca budzimirystów, gdy Budzimir znalazł rozwiązanie i ogłosił istnienie Wielkich Tez Antagonistycznych wyznaczających dwie pierwsze szkoły Wszechbudzimiryzmu. Pozwoliło to zachować Weerlandczykom dawne tradycje, ale i dalsze krzewienie oraz rozwój odmiennego nurtu wiary poza granicami Weerlandu. Dawne miejsca modłów, Domy Prabudzimira przekształcono w Domy Tez, miejsca rozwoju nurtów i dyskusji między ich zwolennikami. Mistrz Budzimir IV był z siebie tak zadowolony, że wydał edykt nakazujący tytułowanie go Wielkim pod karą wyrwania języka.
Dalsze losy to już bardziej polityka i nie ma co się rozpisywać o takich szczegółach. Że co, że Wielki Mistrz Budzimir IV w zamian za pomoc militarną obiecał na piśmie Chłopacemu I, iż po jego śmierci Weerland trafi pod panowanie królów Hirschbergii? Po co o tym mówić, to niedobre jest.
Symbolem Wielkiego Mistrza Budzimira IV są cztery palce. To nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Są one pełne zapisków dotyczących samej Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, stąd też zajmują dużo miejsca, a jeszcze więcej na terenach Królewskiej Guberni Hirschbergii. Wśród ksiąg wiele dotyczy politycznych aspektów dziedzictwa Wielkiego Mistrza. Zgodnie z zasadą czystości tez przedstawiają one przede wszystkim hirschberską narrację o słuszności wszystkich podjętych decyzji i niegodności Mistrza Budzimira V do objęcia władzy nad Weerlandem. Jako, że sam Mistrz Budzimir V nie jest Świętym Człowiekiem, wszelkie zapiski dotyczące jego rozlicznych manipulacji, spisków i innych okropieństw, których dokonał w trakcie swego magicznie przedłużonego życia można znaleźć właśnie w tej sekcji. Przy tych księgach umieszcza się darmowy bimber chroniący przed ich złych wpływem.
Strefy Wielkiego Mistrza Budzimira IV są wyposażone w liczne gaśnice, pozwalające chronić księgi przed zakusami ze strony co bardziej radykalnych zwolenników Tezy Weerlandzkiej. Ci dalej się kłócą jak Trąbiński na zjeździe, a nawet gorzej, więc jeśli ktoś chce porządnie podyskutować, to wiadomo gdzie iść. Na terenie Guberni Weerlandziej, gdzie może zabraknąć jego zwolenników często zatrudnia się wykwalifikowany personel gaśniczy.
Kapliczki Wielkiego Mistrza Budzimira IV przyjmują formę publicznych bidetów. Za ich pomocą wierni mogą dokonywać ablucji pozwalającej na głębokie przemyślenie jego nauk i zasług. Niestety często są wandalizowane nieprawidłowym wykorzystaniem przez weerlandzkich fanatyków i sprawne spotkać można niemal wyłącznie na terenach etnicznie hirschberskich. Wielu Hirschbergów stale nosi przy sobie specjalne przenośnie minibidety, by czcić pamięć o Wielkim Mistrzu w każdym miejscu i o każdym czasie.
