Zjednoczone Socjalistyczne Królestwo Hirschbergii i Weerlandu
Sierpnia 10, 2026, 01:53:53 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
 11 
 : Sierpnia 24, 2025, 04:37:32  
Zaczęty przez Mistrz Budzimir VII - Nowe: wysłane przez Mistrz Budzimir VII
Wielki Mistrz Budzimir IV


 Przemowa Wielkiego Mistrza Budzimira po budzimiryzacji miasta Hirschberg i koronacji Chłopacego I na króla Hirschbergii, Kronika Hirschberska
(…) toteż, gdy przysięgę swą wiary lud Hirschbergu złożył i koronę na głowę swą Chłopacy usadowił, Mistrz Budzimir przemówił do tłumu po weerlandzku, lecz wigor i pasje każden zrozumiał:
O zebrani kmiotkowie. Myśli zapewne wśród was krążą. Jakiż jest cel tego zebrania? Czy życie me się odmieni? Czy grajkowie zaraz wyjdą, trunki i tańce się poczną? Ja wam powiem tak, ani grajków ani trunków ani tańców nie będzie, bowiem zbyt duży byłby to koszt. Ale radować się winniście, gdyż słowa, które za swym królem powtórzyliście wyznaniem wiary były. Jedynej prawdziwej, wszechbudzimirystycznej wiary!
Cóż to jest ten wszechbudzimiryzm? Tedy powiem wam, wszechbudzimiryzm to wolność, wszechbudzimiryzm to nadzieja. Wolność do służby wierze i nadzieja na podboje waszego króla. To spojenie waszych ziem, Klasydów, Grabiny, Sowich Wzgórz, Klasydów a nawet Weerlandu pod jedną ciepłą kiecą wiary. Każden z was będzie niczym brat z bratem, brat z siostrą i siostra z siostrą. Razem ziemie wszelkie zasiedlimy swym potomstwem. Przy wspólnym ogniu będziem zasiadać, a przy nim kiełbasek, chleba, a nawet niewiernego upieczem, a ucztom naszym kresu nie będzie. Lecz pamiętajcie, iże dziś uczty dla was nie ma.
 Jam jest Mistrz Budzimir IV, jedyny prawdziwy, choć oszustów mrowie i wystrzegać ich jest waszą powinnością, bowiem Gierkemiasza sługami oni są. Jakby kto nie rozumiał, to Gierkemiasz znaczy niedobrze i o wszystko co złe i nędzne jego należy obwiniać. Rzecz jasna, nigdy mnie, ni króla. Wyście przysięgę złożyli, to i ja też słowa wypowiem.
My, Witosz z Grochali, Mistrz Budzimir IV zaklinam się by do końca swych dni duchowym wzorem być dla was, drogę ślepym wskazać, dobre słowo głuchym przekazać, modlitw niemych przyuczyć. I przysięgam, że w łasce wszechbudzimiryzmu z pomocą waszą oszustów, szarlatanów, kurwich synów, co Weerland rozrywają zmiażdżę, zniszczę, na strzępy rozerwę, gdyż wy moim młotem jesteście. Na północ wyruszę, by więcej nas zebrać i w wierze zjednoczyć!
Ależ mi w gardle zaschło, chodź Chłopacy do pałacu, tedy się napijem.


Jak Mistrz Budzimir IV nawrócił Klasydów podczas swej wielkiej misji na północy, Kronika Hirschberska.
Stanął Mistrz Budzimir IV nad wulkanem Spitzberg, by spotkać się z kapłanami Klasydów, a tych ani widu, ani słychu. Kur zapiał raz, drugi, trzeci, aż zniecierpliwon Budzimir spytał gdzie oni są. I nikt do końca dnia się nie zjawił. Tak było i drugiego i trzeciego dnia i księżyc kolejny aż posłał po kapłanów Budzimir i nazajutrz przyszli.
Przemówił tedy najstarszy z nich, lecz mowy nikt jego nie rozumiał. Rzekł tedy Budzimir:
-Szprechen Srechen Dupechen, niechaj ktoś mi człeka w mowie ich uczonego przyprowadzi! -I słudzy swe zadanie wykonali.
Przybył uczony, by za krowę słowa w strony objaśnić, lecz ostrzegł, że kto w klasydzkim flitanie rym utraci, ten nikogo nie przekabaci. Trudności przekład mógł stanowić, a Budzimir powiedział, iż sam prozą mówić będzie, a uczony rym ma swymi słowami nadawać. Odrzekł on tedy, że za takie posługi to już będą trzy krowy, zaś Budzimir się zgodził.
Dnia kolejnego dysputa się poczęła, a ponownie przemówił najstarszy kapłan:
 -O czcigodny panie, nie rozumiemy, skąd to spotkanie. Wierność Klasydzi lata temu Hirschbergowi przysięgli i nieraz już tego dowiedli.
-Stan taki mi nie starczy. Tylko nawrócenie wierności dostarczy.
-Czemóż to wiarę swą mielibyśmy porzucić? W niwecz pamięć przodków obrócić?
-Gdyż wiara ma postęp krzewi i zło wszelkie przeplewi. Gdyż kapłani moi rachunku i pisma się przyuczą, a wodzowie z władania nigdy ich nie wykluczą. Gdyż wiara wszelkie plemiona zjednoczy i każde waśnie między wami przekroczy.
-A na cóż nam to całe ryzyko, by ciebie poczynić władyką? Zły Spitzer ognie swe na nas wyplunie, jeśli odważym się prawić na niego kalumnie.
-Wasz Spitzer jest jak kominek. Przepchać go ino i nie zaleje dolinek.
-Kominek to słowo, co jest mi nieznane. Za złamanie flitona otrzymasz naganę.
-To wy w kurnych chatach dalej mieszkacie? Jak szynka w dymie przebywacie?
-Cichaj wieprzu z południowej krainy, bo inaczej się z tobą policzymy!
-A w rzyć se wsadź te swoje groźby, bo o litość zrazu wystękasz prośby.
-To tyś dupę swemu mistrzowi podcierał. Nie raz zapewne w niej szperał.
-Czystszą ona była niż lico twoje, zaiste zanurzasz je w każde gnoje.
-Rzecze nędzarz, co z ojczyzny ucieka. Tchórz, co los swój odwleka.
-Nędzarzem mnie zowie, a spytam was przeto. Jakie wasi wodzowie dają wam myto?
 -Dzięsiątą część każdej daniny. Dość już tej niegodnej gderaniny.
 -Wszechbudzimiryzm trzy z dziesięciu części oddawać nakazuje. To jak się na to stan wasz zapatruje?
Padli tedy na kolana młodsi kapłani wszechbudzimiryzm swoją wiarą ogłaszając, to i starszy nóg ugiął, stopy Budzimira ozorem swym obmył. Razem do wodzów ruszyli i rzekli im, iż Spitzer przemówił przyjęcie nowej wiary nakazując, a wielki będzie jego gniew, jeśli tak się nie stanie. Nie cieszyła wodzów nowa danina, ale Budzimir dziury w dachach nad paleniskami wybijał, a Klasydzi cudem to zwali. Tak oto lud ten słuszną wiarę przyjął, a uczony dostał cztery krowy i dwie owce.


Fragment książki przygodowej „Mścisław Śmietana i Tajemnica Fuzli” autorstwa Idzisławy Wagner
-I pamiętaj, klucz do Komnaty Bimbrów Rektor ma zawsze przy sobie w złotym mieszku-powiedziała Hubysława, a na jej twarzy wypisane było niezadowolenie. Sama z chęcią by go zdobyła, ale kobiet nie wpuszczali do wielkiego audytorium. (…)
Mścisław szedł korytarzem i nabierał coraz większych wątpliwości. Na wszelki wypadek dodatkowo natarł się cytryną pod pachami. Dlaczego robią to akurat teraz, gdy na uniwersytet w Karstnopolu przyjechali wszyscy frarowie. Co jeśli rozpoznają, że jest tylko studentem? Frarowie mogą być młodzi, jeśli ich poprzednik wcześnie zmarł, ale przecież nie są zwykłymi ludźmi. Mścisław nigdy żadnego nie widział z bliska, ale uznał, że muszą chodzić inaczej niż zwykły człowiek. Spróbował odtworzyć ich krok z wyobraźni. Kiedy minął kilku starych profesorów, ci tylko spojrzeli smutno i zagadali między sobą o skutkach porażeń dziecięcych.
W końcu dotarł przed wejście do wielkiego audytorium. Dyskusja na temat wszechbudzimiryzmu nie przebiegała najlepiej. Tak przynajmniej można było wywnioskować z hałasu, krzyków i wyzwisk dobiegających zza zamkniętych drzwi. Pot strachu zalewał Mścisława i przytłumił już cytryny. Wielcy panowie zawsze się zapowiadają, więc jedynym sposobem, by nie zostać zauważonym jest zostać zauważonym.
Mścisław łyknął jeszcze bimberku na odwagę i pewnym ruchem otworzył drzwi. Gdy tylko wszedł na salę krzyknął najgłośniej jak potrafił: -Już jestem! -a na sali zapanowała grobowa cisza. Oczy wszystkich skierowały się na niego. Za katedrą siedzieli Mistrz Budzimir IV, ostatni z czterech o tym tytule, Rektor Wojciech Trąbiński, tym razem czerwony również ze złości, a także bogato odziany jegomość w koronie z dwiema nagimi kobietami siedzącymi mu na kolanach. To musiał być ten słynny król dzikich z północy, Chłopacy. Oni również patrzyli z wyraźną dezaprobatą.
-No teraz to już na pewno dojdziemy do porozumienia- przerwał cisze król mówiąc po ludzku, choć z dziwnym akcentem. Z całej sali słychać było drwiące śmiechy, po czym powrócono do kłótni. Mścisław odetchnął z ulgą po udanej infiltracji i ruszył do ław możliwie blisko katedry. Tam planował słuchać i czekać na okazję. Najgłośniej krzyczał sam rektor:
-Ja już powoli nie ręczę za siebie. Żeby takie zwierzęta wpuszczać do audytorium jak do stajni i zwać ich budzimirystami. Budzimirze, to czegoś ich tam w Hirschbergii nauczył to żaden budzimiryzm. Tylko Weerlandczyk może być budzimirystą. To my przybyliśmy z Prawdziwego Weerlandu i tylko nas dotyczy łaska Prabudzimira. Podludy mogą nam służyć, tak, ale nie być naszymi braćmi w wierze!
Rektor podczas przemowy intensywnie machał rękami, a siedzący obok Budzimir i król musieli wręcz się odsuwać, by ich nie trafił. Po każdym zdaniu rektora lewa strona sali pełna frarów z całego Weerlandu mu wtórowała. Z prawej, gdzie siedzieli egzotyczni freiherrowie północy dochodziło wtedy buczenie.
Mścisław dopiero wtedy się zorientował, że usiadł po złej stronie sali, a jegomość obok niego noszący wyłącznie maskę na twarzy, a co za tym idzie z przyrodzeniem na wierzchu chyba nie jest weerlandzkim frarem. W końcu Budzimir uderzył pięścią w stół i odpowiedział:
-Na Prabudzimira, Wojtku. Chcesz żeby to miejsce spłonęło jak Dom Publiczny? Jak to się wtedy skończyło dla Weerlandu? Lata podziału i wojen. Ja ich jednak nie zmarnowałem i zakończyłem niemal stulecie swady z północą. Czego oczekiwałeś, kiedy usłyszałeś, że nadchodzę po należną mi tiarę z armią Hirschbergii? Że po wszystkim, po tym jak zabijemy uzurpatorów to Chłopacy padnie przede mną na kolana jako sługa? Jesteśmy równorzędnymi partnerami, a przyjęcie wszechbudzimiryzmu przez północ to znak ustępstwa i dobrej woli. Wspólna wiara nas zjednoczy. Rotria pokazała…
-To twój czcigodny poprzednik pokazał Rotrii, co należy robić z takimi jak oni! – Przerwał Budzimirowi rektor. – Kto cudzą wiarę przyjmuje ten jest słaby i należy go sobie podporządkować zamiast zapraszać do stołu. A ty Budzimirze nie odzyskałeś tiary, została zjedzona. Czytałem twe nauki głoszone w Hirschbergii i pytam ciebie. Czy przypadkiem to ty nie przyjąłeś wiary północy? Gierkemiaszowych herezji? A teraz próbujesz nas do nich zmusić. My jesteśmy sferą tradycji!
W trakcie gadaniny dziki podzielił się z Mścisławem smacznym marynowanym mięsem prawiąc coś w niezrozumiałym języku. Mścisław zastanowił się, jak wielu gości z północy w ogóle rozumie dyskusje toczoną po ludzku. Budzimir zerwał się ze swojego miejsca i krzyknął:
-My jest Mistrz Budzimir IV, wybrany większością w Domie Publicznym nim uzurpatorzy go spalili! Mądrością i siłą władzę sobie zapewniłem. My jest arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu i wzór wszelkich cnot. Ty rok temu Wojciechu padłeś przede mną na kolana i przysiągłeś mi posłuszeństwo. Może żałujesz, że jako jedyny z uczniów Trzeciego sam nie sięgnąłeś po władzę? Chcesz mi ją teraz odebrać? Ośmieszyć mnie przy królu Chłopacym i przed frarami? Jak śmiesz!
Rektor również wstał i odwrócił się w kierunku Budzimira. Mścisław zauważył złoty mieszek przytroczony do tyłu jego pasa. Rektor rzekł:
-Ależ Budzimirze. Nie to jest mą intencją. Ja chcę tylko by Weeland był Weerlandem, a budzimirysta budzimirystą. Na słusznej wiary ścieżkę chce cię sprowadzić. Nie w głowie mi kolejne wojenki… - rektor gadał coś dalej, ale Mścisława rozbolała już głowa od tych wszystkich głupot. Miał dość czekania, gdy tajemnice Komnaty Bimbru były już tak blisko. Te trunki po prostu mu się należały. Zerwał się z ławy i zaszarżował. Wskoczył na katedrę, a z niej skoczył prosto na rektora próbując zerwać mieszek.
Kiedy padli na ziemie i zaczęli się siłować usłyszał, że cała reszta sali dołączyła. Frarowie i Freiherrowie rzucli się na siebie z pięściami. Mistrz Budzimir westchnął: -Ach gówno, tu idziemy znów. – po czym machnął do orkiestry, która zaczęła grać skoczną muzykę. Rektor się szamotał i nie dawał za wygraną. Budzimir założył na dłonie dwa kastety i zręcznie przeskoczył przez katedrę. W końcu Mścisław nie wytrzymał i ugryzł rektora w pośladek, a ten głośno zakrzyknął i trochę się uspokoił. Gdzieś kątem oka widać było, że król udał się z nagimi kobietami za kotarę. Wreszcie udało mu się oderwać mieszek, a w środku wyczuł klucz. Teraz pozostawało tylko uciec z audytorium.
Mścisław ruszył przez sale starając się ominąć chaos. Środek pomieszczenia był niemal pusty, gdyż nikt nie odważał się podejść do jednego z dzikich, który skądś wytrzasnął karła. Teraz używał go jako broni trzymając go za nogi i wirując. Wystarczyłoby złapać odpowiedni moment i… myśl Mścisława została przerwana gdy przed nim pojawił się sam Budzimir, a po chwili zobaczył metaliczny błysk zbliżający się do twarzy.
Gdy Mścisław doszedł do siebie był już trzymany za fraki przez Budzimira. W Sali panował już spokój, acz towarzyszyła mu atmosfera pewnej ekscytacji i spełnienia. Zapowiadało się na egzekucję i Mścisław czuł, że może być gościem honorowym. Wtedy przemówił Budzimir:
-Godni Panowie. Spójrzcie jaką pasję, jaki akt bezmyślnej wiary spowodowała nasza dysputa, gdy ten oto młodzieniec postanowił bronić mego honoru! A teraz spytam cię chłopcze, czy często chodzisz do Domów Prabudzimira, by się pomodlić? – Mścisławowi zabrakło głosu w gardle. Przenikliwe oczy Budzimira były zdolne wykryć każde kłamstwo. Musiał powiedzieć prawdę:
-No. Ja… no… nie chodzę.
-Tak jak myślałem. – Odpowiedział Budzimir i puścił Mścisława po czym wskazał ręką na kogoś innego. – A ty, frarze Grochali, co właśnie powybijałeś tyle cudzych zębów, kiedy ty ostatnio byłeś w Domie Prabudzimira. A frar odrzekł, że dobrych parę lat wcześniej na swoich zaślubinach. Budzimir odpytywał kolejnych frarów i mało który okazał się odwiedzać świątynie. Zwrócił się również w obcym języku do freiherrów, a ci również kiwali głowami na boki. – Widzicie panowie do czego zmierzam. Różnice między nami dają dysputy, dyskursy, kłótnie. Kłótnie i konflikt zaś są dla wiary tym, czym jest węgiel dla paleniska. To one zapewniają żar prawdziwej wiary. I choć czasem płomień wymyka się spod kontroli, to jego ciepło ogrzewa i chroni nas przed ciemnością, przed Gierkemiaszem! Widzę już że nie dojdziemy do porozumienia. Zgódźmy się, że się nie zgadzamy, jednak nie postrzegajmy tego jako porażki. Na tym zbudujmy Wszechbudzimiryzm. Niechaj każdy, czy Weerlandczyk, czy Hirschberg zostanie przy swoim i obie racje będą miały swe miejsce we Wszechbudzimiryzmie. Wierze w której będzie można wyrazić swoją opinię i jej bronić!
-To nie ma sensu! – Zakrzyknął jeden z frarów. Budzimir przejechał palcem po gardle i woj przebił go włócznią.
-Rzecz jasna, nie każdą. Te właściwe, wolne od Gierkemiasza zbierzemy w dwóch nurtach. Jeden z nich zachowa w sobie wszelkie Nauki Budzimira III, drugi zaś oparty będzie o moje Nauki Budzimira IV. Weerlandczyk będzie mógł między nimi wybrać, zaś Hirschberg będzie mógł oprzeć swą wiarę wyłącznie na moich. Nazwiemy to tak: Dwie Wielkie Tezy Antagonistyczne. Domy Prabudzimira zaś przemianujemy na Domy Tez. W nich zaś będą dysputy, kłótnie i żar wiary, nie zaś nudne modły, które żadnej pasji nie wywołują. Czy obie strony są gotowe taki układ zaakceptować?
Gdy Wiesław wymykał się z audytorium słychać było już wyłącznie głosy akceptacji. Komnata Bimbru była blisko.


Wielki Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali
To  religijny reformator i twórca Wszechbudzimiryzmu opartego na filarach Wielkich Tez Antagonistycznych. Ostatni władca Budzimiratu Weerlandu. Patron Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, dyskusji, podróży, krzewienia wiary, instalacji sanitarnych i donoszenia za granicę. Za swój udział w rozkwicie wiary i przekształceniu jej w formę, którą po niewielkich zmianach zachowuje po dziś dzień, jako jedyny po Pierwszym tytułował siebie z przydomkiem Wielki.
Witosz z Grochali był człowiekiem z gminu, dalekim od możnych frarów. Urodził w portowym burdelu, szczycącym się kilkoma wizytami Mistrza Budzimira III. Tam też spędził swoje dziecięce lata aż pewnego dnia sam Trzeci podczas wizyty wybrał go na swojego towarzysza stolcowego. Czy to było zaangażowanie Witosza, czy coś innego, Budzimir coś w nim ujrzał i zabrał go ze sobą do Nowodomu. Witosz kontynuował udzielania ablucji zamieszkując z Budzimirem III i jego czterema uczniami. Pozwoliło mu to na uzyskanie wielkiej wiedzy teologicznej i politycznej.
Mistrz Budzimir III był jednak sędziwy i już wkrótce na łożu śmierci wyraził swoją niepochlebną opinię o uczniach. Miał wtedy powiedzieć, że młody Witosz lepiej się od nich nadaje na władcę niż oni, co zostało uznane za wskazanie następcy. Nowego Mistrza miał wybrać Dom Publiczny w którym zebrało się 100 frarów z całego Weerlandu, Neomezytu i Zarzeżusza. Oprócz Witosza zgłosiło się trzech z czterech uczniów Budzimira III, jednak to właśnie Witosz wygrał otrzymując 27 głosów. Doszło wtedy do kłótni odnośnie reasumpcji głosowania. Podczas niej podpalono Dom Publiczny, a ogień strawił większość popleczników Witosza.
Nowo wybrany Mistrz Budzimir IV musiał zbiec na północ, gdy Weerland pogrążył się w wojnie między domenami antybudzimirów i tylko zarzeżusze weerlandzkie zachowało neutralność. Rozpoczęło to konflikt zwany wojną czterech czwartych. Wkrótce potem Budzimir IV trafił na dwór freiherra Hirschbergii, Chłopacego Faradobusa. Ten początkowo planował wykastrować gościa, jednak poznawszy jego historię dostrzegł w niej analogię do losów swego dziadka Przemysła. Między Budzimirem, a Chłopacym nawiązała się twarda męska przyjaźń. Spędzali ze sobą całe dnie wspólnie pijąc, polując, spacerując trzymając się za ręce, czy ujeżdżając konie.
Budzimir IV przekonał Chłopacego do przyjęcia budzimiryzmu. Nauki Budzimira III zabraniały nawracania, ale obeszło się to nowym podejściem do wiary. Chłopacy wraz z całym swym miastem wygłosili przysięgę zwaną dziś jako Hirschberska Teza Antagonistyczna, a następnie na wzór rotryjski Budzimir IV pobłogosławił Chłopacego na króla całej Hirschbergii. Roszczenia terytorialne królestwa wykraczały daleko poza władzę Chłopacego, więc Budzimir IV ruszył na wielką misję na północ, by wiarą zjednoczyć plemiona germańskie.
Misja ta była trudna, jednak Budzimirowi nie brakowało elastyczności. Nie mogąc po dobroci wyrugować lokalnych wierzeń postanowił synkretycznie włączyć je w skład Wszechbudzimiryzmu, a dawne plemienne bóstwa takie jak Lachtprügel, Spitzer czy Wasserfrau uznawane były za Świętych Ludzi. Kapłanom i szamanom plemiennym obiecywał rozliczne przywileje za nawrócenie się oraz spreparowanie wizji i proroctw mających skłonić wodzów do ugięcia kolan przed królem Chłopacym. Podczas swej misji pokazywał plemionom cuda inżynierii takie jak taczka, proch strzelniczy, czy chomąto, które założone na kobietę pozwalało oszczędzić konie. W kilka lat odmienił oblicze ziemi, tej już hirschberskiej ziemi, pokojowo zjednoczonej pod jednym ośrodkiem władzy królewskiej.
Aby odwdzięczyć się Budzimirowi IV król Chłopacy postanowił zebrać armię, która pozwoliłaby odzyskać mu Weerland. Zwaśnione od wieków plemiona miały trudności z utrzymaniem spokoju, toteż z chęcią przystały na jedną zorganizowaną wyprawę wojenną.
Wędrująca armia nie gwałciła, nie rabowała, ani nie paliła wiosek interesując się wyłącznie celami militarnymi. Takie barbarzyństwo kompletnie zbijało z tropu weerlandzkich frarów, którzy nie wiedzieli jakie kroki podejmować. Specjalny pas wiosek ze spichlerzami i ładnymi kobietami na granicy Weerlandu miał nasycać wroga, jednak Hirschbergowie po prostu je minęli. Ostatecznie armia królestwa pokonała osłabione latami wojny domowej siły antybudzimirów. Niestety jeden z nich tuż przed schwytaniem pożarł skradzioną tiarę Budzimira III. Chłopacy podarował Budzimirowi IV nową i większą, dodatkowo cementując przyjaźń.
Mistrz Budzimir IV zasiadł na tronie nowodomskim, antybudzimirów spotkał zasłużony los. Wojciech Trąbiński, jedyny inny żywy uczeń Trzeciego, rektor uczelni w Karstnopolu, a co za tym idzie Wielki Frar Zarzeżusza ugiął kolan. Za nim poszli pozostali frarowie. Szybko się jednak okazało, że nauki, które głosił Mistrz Budzimir IV i które przyjęła północ nieszczególnie się zgadzały z kazaniami jego poprzednika. Napięcia tym powodowane spowodowały, że rok później na Zarzeżuszu Weerlandzkim na uniwersytecie w Kartsnopolu zorganizowano Wielki Zjazd. Uczestniczyli w nim Mistrz Budzimir IV, król Chłopacy I oraz frarowie i freiherrowie Weerlandu i Hirschbergii.
Między Mistrzem Budzimirem IV, a rektorem Trąbińskim doszło wtedy do kłótni teologicznej. Tym razem jednak zapłonął nie budynek, lecz serca budzimirystów, gdy Budzimir znalazł rozwiązanie i ogłosił istnienie Wielkich Tez Antagonistycznych wyznaczających dwie pierwsze szkoły Wszechbudzimiryzmu. Pozwoliło to zachować Weerlandczykom dawne tradycje, ale i dalsze krzewienie oraz rozwój odmiennego nurtu wiary poza granicami Weerlandu. Dawne miejsca modłów, Domy Prabudzimira przekształcono w Domy Tez, miejsca rozwoju nurtów i dyskusji między ich zwolennikami. Mistrz Budzimir IV był z siebie tak zadowolony, że wydał edykt nakazujący tytułowanie go Wielkim pod karą wyrwania języka.
Dalsze losy to już bardziej polityka i nie ma co się rozpisywać o takich szczegółach. Że co, że Wielki Mistrz Budzimir IV w zamian za pomoc militarną obiecał na piśmie Chłopacemu I, iż po jego śmierci Weerland trafi pod panowanie królów Hirschbergii? Po co o tym mówić, to niedobre jest.


Symbolem Wielkiego Mistrza Budzimira IV są cztery palce. To nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Są one pełne zapisków dotyczących samej Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, stąd też zajmują dużo miejsca, a jeszcze więcej na terenach Królewskiej Guberni Hirschbergii. Wśród ksiąg wiele dotyczy politycznych aspektów dziedzictwa Wielkiego Mistrza. Zgodnie z zasadą czystości tez przedstawiają one przede wszystkim hirschberską narrację o słuszności wszystkich podjętych decyzji i niegodności Mistrza Budzimira V do objęcia władzy nad Weerlandem. Jako, że sam Mistrz Budzimir V nie jest Świętym Człowiekiem, wszelkie zapiski dotyczące jego rozlicznych manipulacji, spisków i innych okropieństw, których dokonał w trakcie swego magicznie przedłużonego życia można znaleźć właśnie w tej sekcji. Przy tych księgach umieszcza się darmowy bimber chroniący przed ich złych wpływem.
Strefy Wielkiego Mistrza Budzimira IV są wyposażone w liczne gaśnice, pozwalające chronić księgi przed zakusami ze strony co bardziej radykalnych zwolenników Tezy Weerlandzkiej. Ci dalej się kłócą jak Trąbiński na zjeździe, a nawet gorzej, więc jeśli ktoś chce porządnie podyskutować, to wiadomo gdzie iść. Na terenie Guberni Weerlandziej, gdzie może zabraknąć jego zwolenników często zatrudnia się wykwalifikowany personel gaśniczy.


Kapliczki Wielkiego Mistrza Budzimira IV przyjmują formę publicznych bidetów. Za ich pomocą wierni mogą dokonywać ablucji pozwalającej na głębokie przemyślenie jego nauk i zasług. Niestety często są wandalizowane nieprawidłowym wykorzystaniem przez weerlandzkich fanatyków i sprawne spotkać można niemal wyłącznie na terenach etnicznie hirschberskich. Wielu Hirschbergów stale nosi przy sobie specjalne przenośnie minibidety, by czcić pamięć o Wielkim Mistrzu w każdym miejscu i o każdym czasie.


 12 
 : Sierpnia 20, 2025, 04:51:42  
Zaczęty przez Mistrz Budzimir VII - Nowe: wysłane przez Mistrz Budzimir VII
A tam sobie zrobiłem poprawki zapowiadane od 2012. Szybko poszło.

 13 
 : Grudnia 23, 2024, 01:13:30  
Zaczęty przez Mistrz Budzimir VII - Nowe: wysłane przez Mistrz Budzimir VII
Król Joksymil I Faradobus


Artykuł z „Der echter Hirshberger“
Superjoxx znów ratuje Hirschbergię!
Wczorajszy dzień dla mieszkańców gminy Krotoschinau w Nordhirshbergii zapowiadał się na kontynuację post-pseurewolucyjnego dramatu! W**rlandzkie siły wpływu pod pretekstem zatruć Salmonellą odcięły dostęp do wody pochodzącej z gminnych wodociągów i zakazały korzystania z lokalnych studni. Jest to haniebny przykład rozlicznych prześladowań Hirschbergów, którzy nie mogą wyżyć na samym alkoholu, tak jak podejrzanie rosnąca w całej Hirschbergii rządząca mniejszość w**rlandzka. (Przypominamy, że do każdego numeru dołączany jest dodatek „Jak rozpoznać w**rladzkiego osadnika”.)
Po przeanalizowaniu pochodzenia przedstawicieli pracowników sanitarno-epidemiologicznych i wodociągowych okazało się, że gdy zagłębimy się tylko 6 pokoleń w tył, każdy z nich okazał się być skażony południową krwią.  Felerną decyzję podpisał niejaki doktor Adolf Ciapka. Ciapka! Stąd też wszyscy trzeźwo myślący wiedzieli, że padają ofiarą spisku. „Moje dzieci usychają z pragnienia, ale się nie dam i nie kupię im Nozz-a-li napychając kabzę w**rlandzkiej Mrocznej Korporacji” – mówiła Ingeborg (17 l.).
Na nasze szczęście hydro-koszmar szybko został ucięty przez bohatera wszystkich Hirschbergów, zamaskowanego mściciela znanego pod pseudonimiem Superjoxx. We wczesnych godzinach przedpołudniowych razem z komandem popleczników dokonał w pełni uzasadnionej interwencji w imieniu narodu w siedzibie wodociągów. Mimo wyraźnych odgłosów strzałów, nikt nie wzywał tak zwanych służb porządkowych, a raczej siłowników reżimu w**rlandzkiego pod saksońskim zarządem powierniczym. Pokazało to przyzwolenie społeczne dla słusznego działania Superjoxxa.



Po uporaniu się z karaluchami Superjoxx osobiście odkręcił kurek i do mieszkańców gminy ponownie popłynęła darmowa woda. Na miejscu interwencji Nasz Bohater tradycyjnie defekował. Ten symboliczny akt świadczy o jego zdaniu na temat stanu państwa gnębionego przez dyktat mniejszości w**rlandzkiej. Następnie Superjoxx zebrał od lokalnych mieszkańców liczne dary głównie w postaci gotówki i jedzenia oraz zastrzelił wskazanego przez sąsiadów w**elandzkiego osadnika, sprawiedliwie dzieląc jego majątek.
Była to już trzecia interwencja obywatelska dokonana w tym miesiącu przez Superjoxxa po spaleniu wysypiska śmieci w gminie Hermannerdorf, co zwiększyło przestrzeń na ich składowanie oraz wykolejeniu pociągu linii Laszkberg-Grabben wiozącej nowych osadników.
Wciąż jednak nie wiadomo jaka jest prawdziwa tożsamość Naszego Bohatera. Wszyscy dotychczasowi kandydaci zostali w ostatnim czasie porwani i poddani torturom przez reżim, bądź znaleźli azyl w krajach wciąż uznających prawowity rząd, a Superjoxx dalej prowadzi działalność. Niektórzy nawet w pewnej naiwnej nadziei sugerują, że może być on jednym z Dziedziców Ferdynanda. Faktem jest, że nie znamy obecnej lokalizacji Joksymila i Ametysta Faradobusów, jednak nawet jeśli nie mają z Superjoxxem nic wspólnego, to z pewnością go popierają.
Niech Świetlisty Jeleń oświeci Hirhsbergię!


Fragment oficjalnych wspomnień Króla Joksymila
(…) zatem gdy dotarły do mnie pogłoski o tajemniczych wydarzeniach w Vergen, jako, jakby to rzec, prawdziwy reprezentant ludu, musiałem sprawę zbadać i ewentualnie zainterweniować. Majątek Krzysztofa Septimusa był już częściowo zabezpieczony przez niezmiernie dyletanckie służby (…), toteż nie stanowiło to dla mnie problemu, aby dotrzeć do samej anomalii wyglądającej jak lewitujący  płynny pryzmat.
Obserwując zaginanie i interferencje fal w samym spektrum widzialnym na bazie znanej mi literatury z dziedziny fizyki kwantowej zrozumiałem, że mam do czynienia z tak zwaną robaczą dziurą. Zakrzywieniem czasoprzestrzeni prowadzącym do zupełnie innej części wszechświata.
Nim się obejrzałem zostałem otoczony przez kilkunastu żołnierzy, nie byli to jednak poborowi z PMOB, bo ci nie daliby rady mnie podejść, lecz przybysze z drugiej strony. Gestami zachęcili mnie bym wrócił razem z nimi. Po krótkim zastanowieniu, zważywszy na to, że nawet prowadzenie działalności pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie przynosiło oczekiwanych skutków, postanowiłem wraz z nimi wstąpić do portalu. Przy całej zwykłości mojej osoby, jako pierwszy budzimirysta opuściłem krainę na którą zesłano wiernych Prabudzimirowi, by poszukać odpowiedzi poza Polinem.
Świat, który odwiedziłem, zwany Ziemią nie różnił się szczególnie od naszego. Grawitacja i czas trwania doby były identyczne. Mieszkańcy niemal nie do odróżnienia od ludów Polinu. (…) Początkową barierę językową przezwyciężyłem oglądając w ichniejszej telewizji niezwykły kanał oferujący zaskakująco drogie przedmioty codziennego użytku bez których Ziemianie nie są w stanie przeżyć, takie jak, dajmy na to, turboobieraczka do jadalnych bulw roślinnych.
(…)
Kiedy próbowałem moim gospodarzom wytłumaczyć dobrodziejstwa socjalizmu wywołałem duże poruszenie, po czym postanowili pokazać mi jak buduje się prawdziwe imperium. Przedstawili mi system w którym minimalna rola państwa finansowana jest wyłącznie z podatków klasy robotniczej. System degresywny i liczne ulgi inwestycyjne zapewniały, że osoby z kapitałem mogły go w najróżniejszy sposób nieskrępowanie pomnażać, wydajnie powiększając produkt krajowy brutto. Rosnące w ten sposób majątki osiągały rozmiary tak gargantuiczne, że klasa wyższa z czystej dobroci serca w ramach skapywania dzieliła się nimi z pracownikami, co niewątpliwie zapewniało ogólnokrajowy dobrobyt.
Świat ten miał swoje wady takie jak niewydajny system dwupartyjny, a I sekretarz tej drugiej partii zgodnie z pewnymi hipotezami miał setki lat, co wskazywało na gierkemiaszowe konotacje. (…) Mimo wszystko zdecydowanie zrozumiałem jaką przyszłość widzę dla Hirschbergii i nawet Weerlandu.
Dzięki pomnożeniu majątku uczciwie zdobytego na walce z nielegalnym rządem Arkadiusza Wettina w ciągu kilku tygodni dysponowałem prywatną armią na rozkazy, a także pomocą tamtejszego rządu. Tutaj warto zaznaczyć, iż dogmatem ich stylu życia jest zbrojne niesienie go reszcie świata, co dodatkowo przyczyniło się do mojego sukcesu. W takiej sytuacji byłem gotowy by ponownie przekroczyć portal. (…)


Fragment dramatu „Narodziny Premiera Tysiąclecia”
(…)Na scenie po jednej stoi Amestyst, Joksymil oraz związany Arkadiusz w otoczeniu amerykańskich żołnierzy. Jeden żołnierz jest pomalowany na czarno. Za nimi podświetlony jest portal do innego świata. Po drugiej stronie sceny za barykadą kryje Laszk Młynariew wraz z siłami PMOB.
Król Joksymil: Naprzód przebojem dzielni żołnierze! Nawet w sytuacji całkowitej defensywy wciąż mamy uzurpatora!
Uzurpator Arkadiusz: Poddaj się Laszku, bo nie warto walczyć za mnie, uzurpatora, gdy obok jest prawdziwy król!
Książe Ametyst: Nie chcę tu być.
Laszk Młynariew: Wyprowadzić żywe tarcze!
Na scenę wbiega wielu cywili, żołnierze amerykańscy krzyczą pif-paf, a cywile padają na ziemię.
Chórek: Jak on mógł tylu niewinnych poświęcić. Godność swoją tym bezcześcić.
Król Joksymil: Nie znasz ty Laszku żadnego honoru. Być może dałbym radę zwyciężyć z ludźmi, ale nie z bestiami! Potrzebujemy wsparcia! Murzyn biegnij po nie.
Pomalowany na czarno żołnierz Joksymila biegnie przez portal poza scenę.
Laszk Młynariew: Szybko, musimy pokonać Joksymila nim wezwie wsparcie. Wszyscy do ataku! Osłaniajcie mnie! Tylko się nie mieszajcie, Joksymil jest mój!
Król Joksymil: Niechaj wszyscy strzelają w kierunku Laszka, jeśli zginie on, to PMOB bez dowództwa nie będzie w stanie nacierać.
Odbywa się wymiana ognia między żołnierzami poprzez okrzyki „Pif-Paf”. Po chwili padają wszyscy żołnierze Joksymila i część żołnierzy Laszka. Joksymil łapie Arkadiusza i się nim zasłania.
Król Joksymil: Choć mam świadomość jakie to jest niskie zagranie, zmuszony jestem zagrozić, że jeśli podejdziecie, to zabiję uzurpatora.
Uzurpator Arkadiusz: Na nic innego nie zasługuję.
Laszk Młynariew: Nie, nie, nie, najpierw musisz się z kimś spotkać. Nadzorco Pumeks! Joksymil się stęsknił!
Na scenę wkracza wysoki żołnierz ze szczypcami do urywania jąder.
Chórek: Oto Pumeks okaleczyciel, jądra Joksymila pozbawiciel.
Król Joksymil: Nieeeeee. On sie patrzy tato nieeeeee! Zabijta go no! On mnie części skarbu pozbawił!
Wykorzystując chwilę nieuwagi Uzurpator Arkadiusz odwraca się, pluje na Joksymila i zaczyna uciekać skacząc na jednej nodze na stronę Laszka. Żołnierze PMOB krzyczą „Pif-Paf”, a portal zaczyna mienić się innymi kolorami. Trafiony Joksymil efektem pirotechnicznym traci rękę, ale drugą chwyta uciekającego Arkadiusza.
Król Joksymil: No i co teraz uzurpatorze?
Uzurpator Arkadiusz: Ja przynajmniej mam dwa.
Po tych słowach Arkadiusz łapie zębami z podłogi odłamek i wbija go w twarz Joksymilowi. W tym czasie Laszk Młynariew schodzi ze sceny od frontu i przekrada się na drugą stronę spoglądając w stronę widowni, szelmowsko ruszając brwiami. Zakrada się za Joksymila i Arkadiusza.
Król Joksymil: Moją wolą jest wola całego narodu Hirschbergii, całego zjednoczonego królestwa! Drobne urazy nie mają znaczenia.
Laszk Młynariew: Kiedy tak sobie dyskutowaliście podszedłem do was. Joksymilu, nie mam innego wyboru.
Laszk Młynariew wyciąga pistolet i mierzy w krocze Joksymila. Światło na scenie gaśnie.
Laszk Młynariew: Pif-Paf
Chwila ciszy.
Chórek: Wojnę przegraną prawdziwy król toczył. Arkadiusz był głupi i w majtki się zmoczył.
Światło wraca, na scenie znajdują się tylko Laszk Młynariew w zakrwawionym płaszczu i Król Joksymil, a także mrygający światłem portal. Joksymil podpięty do portalu linką leży, a jego głowa podtrzymywana jest przez Laszka.
Król Joksymil: Cóżeś uczynił Laszku, jako dzieci byliśmy przyjaciółmi. Miałem wizję doskonałego świata i byłoby w niej miejsce dla ciebie i Weerlandczyków. Mogłeś mi pomóc naprawić błędy przeszłości, lecz wolałeś brnąć w koszty utopione i teraz nie ma już odwrotu.
Laszk Młynariew: Składałem przysięgę królowi Arkadiuszowi, a jestem słownym człowiekiem. Wybór mają nieliczni i pozbawieni znaczenia. My, wielcy tego świata niesieni jesteśmy wiatrem historii, pozbawieni steru. Błędy to nie nasza wina i żadna komisja weryfikacyjna tego nie zmieni.
Król Joksymil: Rozumiem i widzę w tobie zarówno dobro, jak i zło. Niechaj Zjednoczone Królestwo otrzyma ode mnie jeszcze jeden dar. Zabiore ze sobą to co złe w tobie i tylko dobre zostawię.
Laszk Młynariew: Czy naprawdę to potrafisz?
Król Joksymil: Potrafię i uczynię mój przyjacielu i kiedyś będziesz zapamiętany nie jako królobójca, lecz Premier Tysiąclecia. Tylko pamiętaj, uchroń Ametysta, on jest twoją nadzieją na wybawienie.
Laszk Młynariew: Przysięgam, że nic mu się nie stanie.
Joksymil tuli Laszka i zdejmuje z niego zakrwawiony płaszcz po czym zostaje przeciągnięty na lince i znika za portalem poza sceną. Światło na scenie gaśnie.
Chór: Błędy Młynariew Popełnił, lecz bardzo ich potem żałował. Przysięgę swoją  on spełnił, wkrótce Ametysta koronował
Światło wraca, na scenie leży masa trupów. Arkadiusz siedzi w kałuży moczu. Ametyst płacze patrząc na portal obok którego stoi Laszk. Laszk spogląda na ametysta z zadumaniem.
Koniec sceny 3 (…)


Król Joksymil I Faradobus
Znany jako Obfity, Superjoxx, Prawowity Król, Dziedzic Ferdynanda, Jego Obfitość, Obrońca, Myśliciel, Podróżnik Między Światami, Wieczny Senior oraz Drugi Syn. To patron walki o wolność, rodu królewskiego, a także umów bilateralnych na linii władza-struktury Wszechbudzimiryzmu. Dodatkowo jest on pierwszym, który udał się poza ten świat, a nawet wrócił.
Joksymil urodził się jako drugi syn byłego króla, a ówcześnie I sekretarza Komitetu Centralnego Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, Ferdynanda Faradobusa. Ze względu na zasady dziedziczenia kompletnie niezwiązane z systemem feudalnym jego starszy brat Chłopacy wyznaczony był na następcę Ferdynanda, a sam Joksymil, obdarzony wyjątkowym talentem naukowym, desygnowany został na przyszłego dziekana wydziału chemii. Jego specjalizacją były polimery organiczne, a największym osiągnięciem jeszcze w czasach szkolnych było stworzenie popularnego materiału do torebek foliowych JF-1, który po zaledwie kilku dniach rozpada się na korzystny dla środowiska, rozpuszczalny mikroplastik.
Na jego nieszczęście, zanim zdążył skończyć doktorat, co było planowane na 17 rok życia, doszło do wybuchu pseudorewolucji, która obaliła legalne władze, a na tronie królewskim usadziła zagranicznego uzurpatora, który tytułował siebie Arkadiuszem II. Podczas jej przebiegu zginął Chłopacy, a Joksymil uciekł za granicę z Ferdynandem i młodszym bratem Ametystem. Razem z ojcem prowadzili trudne życie handlując używanym sprzętem AGD. Gdy Ferdynand zmarł na wygnaniu, Joksymil zapewnił Ametystowi bezpieczeństwo i powrócił do ojczyzny jako zamaskowany mściciel o pseudonimie Superjoxx.
Przez kilka lat prowadził nierówną walkę partyzancką głównie na terenie Hirschbergii, gdzie dbał przede wszystkim o interesy prześladowanych wówczas Hirschbergów. Znalazł w tym poparcie pewnych środowisk o charakterze narodowym, ale nie ma dowodów na to, by bezpośrednio z nimi współpracował. Jego czcigodna działalność spotykała się głównie z drwinami i niezrozumieniem ze strony Arkadiusza oraz jego niezidentyfikowanych pomagierów, więc ostatecznie ujawnił on swoją tożsamość. Niestety i to nie pomogło.
Gdy w majątku Vergen na północy Hirschbergii otworzył się portal do innego świata, Joksymil jako jedyny znany nam człowiek z Polinu go przekroczył. Wkrótce potem wrócił z wielką armią, której udało zająć większość Hirschbergii, w tym Hirschberg-Joksopolis (zwane wtedy Arkopolis) i uwięzić uzurpatora Arkadiusza. Niestety siły pseudorewolucyjne były wówczas zbyt potężne. Pod wodzą Ciecierada Ciecieląga i Laszka Młynariewa -Psa Uzurpatora (nie mylić z Premierem Tysiąclecia) odzyskały wyzwolone wcześniej tereny, a sam Joksymil zginął w Vergen wpadając do uszkodzonego w trakcie bitwy portalu.
Pamięć o nim jednak nigdy nie zaginęła, a trawiony poczuciem winy Laszk Młynariew podczas kolejnej kontr-pseudorewolucji bohatersko ogłosił się królem Weerlandu i porzucił Arkadiusza, dzięki czemu na tronie Hirschbergii zasiadł młodszy brat Joksymila, Ametyst I Faradobus. Wkrótce potem Laszk Młynariew ugiął kolana przed prawowitym władcą.
W późniejszych latach w ramach normalizacji stosunków między Wszechbudzimiryzmem, a tronem, za drobną opłatą Joksymil został ogłoszony świętym człowiekiem Tezy Hirschberskiej.
Jako wielki bojownik o wolność i równość jest on patronem wszystkich tych, którzy występują zbrojnie przeciwko nielegalnej władzy. Należy jednak pamiętać, że panowanie króla Ametysta oraz Jedynej Legalnej Partii jest niekwestionowane i jakiekolwiek występki przeciwko nim to ciężki grzech. Stąd też czczenie pamięci o tym aspekcie odbywa się w ramach obowiązkowych zajęć z historii najnowszej. Prowadzący opowiadają o prześladowaniach z takim ferworem, że słuchacze sami stają się ich ofiarami i wiedzą co zrobić, gdy tylko ktoś odważy się na obecną władzę podnieść rękę.
Jako patron rodu królewskiego jest on zawsze obecny w prowadzeniu kraju jako Wieczny Senior. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji każdy członek rodu królewskiego zadaje sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji Król Joksymil? Czy wójt, czy król, udają się oni wtedy do Domu Tez i studiując życiorys i dzieła Joksymila odnajdują prawidłową odpowiedź.
Dla wielu budzimirystów jest on symbolem nadchodzącego końca wygnania. Jako podróżnik między światami stanowi on inspiracje dla wiernych pragnących odzyskać Prawdziwy Weerland ze śmierdzących łapsk Gierkemiasza. Jest to jednak kwestia niezwykle trudna dla Weerlandczyków. Wielu z nich nie może się do końca pogodzić z faktem, że to nie przedstawiciel ich narodu, a Hirschberg jako pierwszy mógł opuścić Polin. Wskazują oni też na to, że świat za portalem nie mógł być Prawdziwym Weelandem. Mimo wszystko nie ulega wątpliwości, że taka podróż jest pewną formą duchowej transcendencji, której nikt inny dotychczas nie dostąpił.


Symbolem Joksymila jest Portal, nim oznaczone są stosowne półki w domach tez. Opracowania i analizy historyczne, pamiętnik opisujący nawet uczucia oraz myśli jakie miał podczas śmierci, rozliczne tomy o chemii polimerów, poezja i inne dzieła autorstwa samego Joksymila, fakt podróży poza świat. To wszystko pozornie wydaje się idealną przestrzenią do niezliczonych dyskusji.
Te są niestety niewskazane, a w wielu Domach Tez zakazane z uwagi na obecność plugawych dywersantów wiernych władzy Arkadiusza II. Potrafią oni czaić się w korytarzyku. Niczym jaszczurki czekać aż ktoś podejdzie do półek Joksymila, po czym podbiegają i rozpoczynają snucie kalumnii gadzimi językami. Że rządowa propaganda, że kłamstwo, że Joksymil wcale nie był osobą wybitnie inteligentną, a prawda ukrywana jest w tajnych archiwach tez pobocznych.
Jako autor odżegnuje się od przedstawionych przykładów i stanowczo je potępiam, osoby od których autor usłyszał takie tezy zostały zgłoszone odpowiednim służbom
Kapliczkami  poświęconymi Królowi Joksymilowi są Ołowiane Stolce, zdobne krzesła ustawiane we wszelkiej maści urzędach i instytucjach publicznych. Są one zawsze perfekcyjnie odkurzone i gotowe, by na nich zasiąść, jednak w czasach pokoju dokonać tego nie może nawet panujący monarcha. Stanowią one bowiem symbol legalnej władzy na uchodźstwie. Władzy, która pomimo wszelkich praw nie może faktycznie objąć opieką swoich poddanych. Prawowity król może z nich korzystać w przypadku, odpukać, rebelii pozbawiających go dostępu do tronu w Pałacu Królewskim. Pierwotnie stolce były złote, ale znikały one tak często, że pochłaniało to większość lokalnych budżetów.
 

Pamięć o Joksymilu czczona jest także poprzez wędrówki do uszkodzonego portalu w Vergen. Obecnie mieli i pochłania on wszelką materię znajdującą się zbyt blisko, stąd stanowi także główny punkt recyklingu odpadów z całego kraju. Nie stanowi to problemu dla prawdziwych wiernych, którzy mogą przy okazji pozbyć się na przykład gabarytów.


 14 
 : Listopada 25, 2023, 12:14:27  
Zaczęty przez Mistrz Budzimir VII - Nowe: wysłane przez Ciecierad Ciecieląg
Ale czy to jakiś problem, że to ostatnie zajmie najwięcej czasu? Chyba nigdzie nam się nie spieszy, a ja byłbym zwolennikiem świeżego spojrzenia na takie kwestie. Także popieram trzeci wariant.


A to można i tak, że od razu trzeci. Faktycznie nigdzie się nam nie spieszy - ja po prostu lubię czasem sam przed sobą udawać, że jestem zorganizowany. Skoro już mam odpowiedź, to siadam do pracy powoli. Tymczasem jeszcze ponawiam pytania:
Czy FAQ jako takie miał charakter oficjalnego dokumentu? Czy było regulowane prawnie? Czy może to po prostu owoc praktyki działań administracji forum, który powszechnie zaakceptowaliśmy?

PS: To wprawdzie chyba kwestia do działu administracyjnego, ale skoro (jak się spodziewam) mogę być jedynym inicjującym działania, chciałbym się zorientować jak dużą swobodę moderatorską mam w zakresie potrzebnym do realizacji niektórych koniecznych przedsięwzięć.

 15 
 : Listopada 21, 2023, 01:36:59  
Zaczęty przez Mistrz Budzimir VII - Nowe: wysłane przez Ametyst
Ale czy to jakiś problem, że to ostatnie zajmie najwięcej czasu? Chyba nigdzie nam się nie spieszy, a ja byłbym zwolennikiem świeżego spojrzenia na takie kwestie. Także popieram trzeci wariant.

 16 
 : Listopada 13, 2023, 07:12:50  
Zaczęty przez Mistrz Budzimir VII - Nowe: wysłane przez Ciecierad Ciecieląg
Jako że nadal wertuję moje notatki na temat tego jako usprawnić forum, jak wszystko, z czasów zarazy w świecie realnym, znalazłem swoje ówczesne spostrzeżenia na temat FAQ. Część z nich pozostaje nadal aktualna. Królewska propozycja nowego tekstu choć z bardzo wartościowym komentarzem Arbuza, nie została ostatecznie dopracowana zgodnie z uwagami tow. premiera. Z tego względu postanowiłem, że w najbliższym czasie spróbuję dawne notatki swoje wykorzystać i przedstawić trzy zarysy nowego FAQ:

-to oficjalne ale uaktualnione tak, jak to sobie pomyślałem, żeby uaktualnić,
-propozycję Ametysta poprawioną w duchu uwag Arbuza,
-własny projekt pisany od zera.

To ostatnie zajmie mi siłą rzeczy najwięcej czasu. Nie ma sensu podawać terminów, bo ani się nikomu nie spieszy z niczym, ani ja nie umiem przewidywać ile mi z czymkolwiek zejdzie. Dlatego na razie chciałbym raczej dopytać o pewną ważną rzecz. Czy FAQ jako takie miał charakter oficjalnego dokumentu? Czy było regulowane prawnie? Czy może to po prostu owoc praktyki działań administracji forum, który powszechnie zaakceptowaliśmy? Pytam dlatego, że jeśli istniały jakiekolwiek regulacje w tej sprawie, będę chciał rozpocząć formalny proces zmiany FAQ a nie tylko luźną dyskusję nad nim i proces ten sfinalizować. Przy okazji moglibyśmy ogółem zrobić coś konkretnego w końcu - bo jak pokazuje praktyka, rozpoczynanie teoretycznych dyskusji poprzedzających działanie zamiast połączonych z nim nie przynosi efektu w postaci ożywienia kogokolwiek, a i same dyskusje bywają dość jałowe. Stąd też proszę o konkretne odpowiedzi na moje pytania co do prawnego statusu FAQ przede wszystkim i ewentualnie inne uwagi i komentarze.

PS: To wprawdzie chyba kwestia do działu administracyjnego, ale skoro (jak się spodziewam) mogę być jedynym inicjującym działania, chciałbym się zorientować jak dużą swobodę moderatorską mam w zakresie potrzebnym do realizacji niektórych koniecznych przedsięwzięć.

 17 
 : Października 11, 2023, 02:44:28  
Zaczęty przez Ametyst - Nowe: wysłane przez Ciecierad Ciecieląg
Nie ze wszystkimi - to na pewno. Ale czy te rzeczywiście wprowadzone nie są jego dziełem?

 18 
 : Października 11, 2023, 02:41:59  
Zaczęty przez Ametyst - Nowe: wysłane przez Ciecierad Ciecieląg
No tak... a żeby nie odgrzebywać  wątków wszelakich, po których ten temat i tak się już rozdrobnił - czy po powrocie z Doliny Muminków i okolic zacząłeś sondować możliwości finansowe dobrych ludzi?

 19 
 : Października 08, 2023, 07:13:53  
Zaczęty przez Ametyst - Nowe: wysłane przez Ametyst
Problem w tym, że i Budzimir sobie nie poradził z modyfikacjami tego forum.

 20 
 : Października 08, 2023, 07:13:24  
Zaczęty przez Ametyst - Nowe: wysłane przez Ametyst
Skupianie się na stronie jest o tyle dobre, że wystarczy tu zaangażowanie dwóch osób, ewentualnie pieniądze trzech.

Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.13 | SMF © 2006-2011, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!
Strona wygenerowana w 0.129 sekund z 16 zapytaniami.
Templates: 2: index (default), Recent (default).
Sub templates: 4: init, main_above, main, main_below.
Language files: 2: index.polish-utf8 (default), Modifications.polish-utf8 (default).
Files included: 8 - 360KB. (show)
Queries used: 16.

[show queries]