Na teren baronii zaczęli przybywać łachmyciarze z całego kraju. Odziani w skąpą odzież przypominającą worki na kartofle, ze spiczastymi kapeluszami, wytatuowani w dziwne, geometryczne wzory. Zaczęli grupować się na bagnach powstałych w ubiegłym roku - tak naprawdę lokalni browarnicy wylewali tam swoje nieudane wyroby (oficjalnie bagna). Rozstawili drewniane chaty, namioty, ogrodzili się palami. Łachmyciarzy jest nie więcej, niż pięćdziesięciu.
Jeżeli ktoś z wracających, pijanych rolników z pobliskiego KGRu mógł spytać wędrujących łachmyciarzy, po co tak wędrują mogliby usłyszeć, że 'przyciąga ich niewyjaśniona moc'. Nic dziwnego - na terenie baronii, tak małym terenie, zgrupowała się moc wielu pogańskich kultów, które tu obowiązywały a odprawiane tu modły przez kilka rodzin kurduplyjskich skumulowały ją.
Grupie łachmyciarzy przewodniczy jakiś człowiek - wołają na niego 'Ojciec'. Twierdzi, że próbuje wskrzesić ducha Arkadiusza II Filipa, który jest obecnie jednym z bogów, ale nie wiadomo jakiego kultu. Według niego wskrzeszenie ducha Arkadiusza II Filipa pozwoli na przejście sekciarzom i innym ludziom w jakiś spokojny wymiar. Jednakże aby wskrzesić boskiego ducha potrzeba kilku artefaktów, których szukają po całej okolicy, a niektórzy nawet po całym kraju - również potrzebna jest duża ilość bagiennego ziela, które łachmyciarze zasadzili na bagnach. Podobno bagienne ziele daje moce magiczne, którymi starsi łachmyciarze mogą się posługiwać.