|
Tytuł: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Czerwca 07, 2021, 08:01:44 Łowca (https://i.ibb.co/BZZMwbx/201948721-937615116814089-86599715174237243-n.jpg) Przypowieść o początkach Łowcy: Wiele zim temu lud weerlandzki przez dzikie pola ku lepszej krainie wędrował. Starzy i młodzi, silni i kobiety, a wśród nich wędrował i Zdzisiek. Chłop to był chwatny i choć wiosen miał niewiele żony dwie se przysposobił. By rodzinę swą wykarmić każden dzień w pola ruszał zwierzynę upolować. Wiewiórki ziemne łapał, sarny, ale taki inne niż te nasze, dobrym on myśliwym był. Mu starczało, a i babom swym czasem coś dał. Zima jednak nadeszła sroga, spadły śniegi i złe dni nastały. Poszedł Zdzisiek raz na polowanie i z pustymi rękoma powrócił. Poszedł i drugi raz dnia kolejnego, by znowuż z niczym wrócić. Dnia dziesiątego baby swe do nagonki zapędził, ale i tedy zwierz mu czmychnął. Zły był Zdzisiek, ale bab mocno nie bił, lecz do Mistrza Budzimira popędził i o swym złym losie mu powiedział. O pomoc poprosił. Tedy Wielki orzekł: ‘Cóż ma mnie los jednego poruszyć? Dobro jednego niczym jest wobec dobra wielu i mego. Sam ty się wykaraskaj, bądź zdychaj.’ Przemyślał Zdzisiek te mądrości, łuk swój wziął i w dzikie pole ruszył po raz wtóry. Dnia następnego zwierzynę taszcząc powrócił. A było nią dzikiego człeka truchło. Nakarmił nim siebie. Nakarmił nim żony i pomioty swe. Życie jednego wielu uratowało. Mięso też Wielkiemu podarował, a ten orzekł, że dobre. Wiele razy tamtej zimy i każdej kolejnej pory dzikich upolował dla rodziny swej, a i z innymi się dzielił, a ci go Łowcą obwołali. Przypowieść o zalotach: Mieszkali od wiosen kilku Weerlandczycy na nowych ziemiach, a Zdzisław Łowca nad Rzeżuchą żywot swój usadowił, by do zwierzyny mieć blisko. Trzecią babę już miał, a bachorów tyle, że buty do zliczenia musiał zdejmować. Pewnego dnia do innej wsi z mięsiwem zajechał. Tam piękną dziewuszkę upatrzył. Ruchomości swe zliczył i do ojca jej poszedł, ‘Ile’ zapytał. Ojciec tedy orzekł: „Ty trzy baby już masz, a córę moją Bieńko chce, a on żadnej jeszcze nie ma i nie miał.” Zły był Zdzisław, to i dziewoję bez zgody ojca wziąć postanowił. Krzyczała ona i wierzgała ona jak na wóz ją zaciągał, lecz dla niego nie pierwszyzna była i sobie poradził. Księżyc później Bieńko do wsi Zdzisława przybył miłość swą poratować. Zbił go Zdzisław, a potem spytał swej nowej baby czy z nim chce być, czy z Bieńkiem. A ona, że jego woli od Bieńka. Bieniek zapytał: „Jak tak być może? Ja nie mam jednej, a ty masz wiele!’ Stanął Zdzisław naprzeciw Bieńka i o głowę go przewyższał. Zaśmiał się ino i kopniakiem Bieńka ze swej wsi pogonił. Wiosny kolejnej żona nowa mu troje dzieci powiła. Złapał się tedy Łowca za głowę, bo palców mu już brakło. Wygnał przeto swą czwartą żonę i dzieci jej, a ci u Bieńka się schronili, a ten był szczęśliwy. Przypowieść o potomstwie: Gdy zło w Nowym Mezycie się zalęgło w Nowodomie o wielkim Łowcy sobie przypomniano. Ruszył poseł z drużyną do wsi, gdzie ten mieszkał. O Zdzisława pytali, lecz potomstwo jego i wnuki tylko znaleźli. Wnuk jeden, co się Wszerad zowił powiedział posłowi, że Zdzisław na suchoty zmarł i pod mogilną brzózką leży. Tam też drużyna podążyła, grób rozkopała, truchło kijem potrącała i nie ożyło, więc martwy Zdzisław prawdziwie był. Zapłakał się poseł, bo śmierć go w Nowodomie czekała. Pomyślał tedy, że wnuka Zdzisława wezmą, bowiem jaki dziad, taki pewnie i wnuk. Wszerad zrazu się zgodził i pojechał z drużyną na Nowego Mezytu skraj. Podał poseł Wszeradowi łuk, a Wszerad odrzekł, że z łuku nie umie. Podał poseł Wszeradowi miecz i topór, a on, że nimi też nie umie. Podał poseł Wszeradowi poseł rusznice, a ten do lufy nabitej zrazu zajrzał. Spytał tedy poseł Wszerada co on umie, a Wszerad na to: „Ja żem lubię żaby trzcinką dmuchać, na rzekę je i potem kamieniami rzucać, to pękają.” Dostał zatem Wszerad kamień i do Nowego Mezytu z nim wkroczył. Drugie pianie kura nie nastało, a drużyna ryki bestii posłyszała i Wszerada krzyki. Więcej go nie ujrzeli. Wrócili przeto do wsi Zdzisława i każdego jednego potomka Łowcy do Nowego Mezytu zagonili. Żaden nie powrócił, zatem i truchło Łowcy do Mezytu Nowego zatargali. Bestia truchło zjadła, potruła się i zmarła. Zdzisław zwany Łowcą To ważny Święty Człowiek w tradycji Tezy Weerlandzkiej, lecz pamięć o nim bywa czczona również pośród Hirschbergów. Jest on patronem polowań, przetrwania, kuchni weerlandzkiej i czynnego poszukiwania miłości. Postać ta uosabia ważne dla Wszechbudzimirystów cechy. Potrafi o siebie zadbać pomimo braku bezpośredniej pomocy władz. Potrafi być jednak wdzięczny władzy za jej mądrość i tym samym dzieli się z nią owocami swoich sukcesów, lecz oszczędza jej owoców porażek, tak jak to być powinno. Rozumie tradycyjną drabinę społeczną w zaspokajaniu potrzeb. Najpierw zapewnia dobry byt sobie, tradycyjnemu ojcu rodziny, potem samej rodzinie, potem duchowemu i realnemu przywódcy, a dopiero na koniec współrodakom. Kiedy czegoś pragnie, to brutalną siłą sobie to bierze bez żadnych wątpliwości i zbędnego dywagowania. Wie jak powinno się zdobyć i utrzymać przy sobie kobietę stanowiąc wzór dla każdego młodego Weerlandczyka. Potrafi jednak odpuścić i oddać żonę innemu. Historie o nim pokazują również, że nie powinniśmy oceniać ludzi po ich przodkach. Żadne z jego potomstwa nie dało rady bestii, a on sam, choć martwy, nie miał z nią problemów. (https://i.ibb.co/ZWGG8Dh/202160133-937615576814043-4529606246300834232-n.jpg) Symbolem Łowcy jest Łuk. W Domach Tez tym symbolem oznaczone są półki z tezami zawierającymi przypowieści o Łowcy i ich interpretacje. Są one bardzo popularne wśród myśliwych, ale ostatnimi laty zauważa się, że są często czytane przez co bardziej lichych młodych Weerlandczyków, takich bez dziewczyny i przyjaciół. Nie wiemy jeszcze z czego wynika to zjawisko. Nad brzegiem Rzeżuchy i w Neomezycie można napotkać kapliczki czczące pamięć o Łowcy. (https://i.ibb.co/7W0PQv1/201277745-937615406814060-208295388919217305-n.jpg) Bimbrownik (https://i.ibb.co/K2qNNHd/comment-ko26-E4-Em08-Gp4-S5er-Ytsz-Ptp-Zg-R8o-Xdg.jpg) Przypowieść o powstaniu weerlandzkiego bimbru. Były onegdaj czasy, gdy Weerland podbił Sarmię, ażeby bimbru skalnego tajniki poznać. Mężów wielu zginęło, a tajemnicy nie odkryto. O destylacji Sarmianie przed ich wyrżnięciem powiedzieli, lecz jak z kamieni bimber pozyskać już nie. Dziwaczne przyrządy zabrali do domów weerlandzcy mężowie, lecz nie mieli z nich pożytku. Nastały mroczne lata. Bez Sarmii nie było bimbru. Bez bimbru zaś chłopi dzień i noc na polu pracowali. Żaden nie podszeptywał ni przerwy, ni zabawy. Domostwa coraz to większe i piękniejsze niestrudzenie budowali. Bab nie bili, bo z trzeźwą głową jakoś szkoda było. Inwentarza coraz więcej mieli. Każden dzień znojem był i weerlandzki lud cierpiał nieznośne katusze. Czekać go mogła tylko zagłada. Wielu nie mogło patrzeć na tę niedolę i bimber próbowali uzyskać. Próbowali z granitów i hornfelsów. Bimbru nie było. Próbowali z piaskowców i wapieni. Bimbru nie było. Próbowali z zieleńców i fliszu. Bimbru nie było. Księżyce mijały, a bimbru nie było, zaś chłopi poczęli padać z wyczerpania. Jeden jednak Laszk z Sosnówki z Wielkim Mistrzem Budzimirem w sercu ostatnią próbę podjął. Ziemi nazbierał, a z nią buraków, bo czasu już na przebieranie nie było. Wojciech, żona jego przeżuła to wszystek i do garnca wypluła. Modły Laszk odprawił i na dni kilka to zostawił. Łaska Prabudzimira spłynęła i smród dobył się z garnca. Spróbował tego Laszk i ducha Weerlandu w tym poczuł, lecz za słaby on był. O destylacji jednak pomniał, chłopów zwołał, aby sarmijskie przyrządy przynieśli. Prób wiele podjęli. Buraki jako ducha źródło uznali i w końcu ze świętej maszyny bimber się polał. Księżyce minęły, a w całej krainie chłopy ino biby odprawiały. Domostwa się zapadały. Baby w kątach płakały. Tak oto Laszk Bimbronik cały Weerland ocalił. Przypowieść o ognisku domowym. Laszk wraz z żoną swoją, Wojciechem bimber dla Weerlandu pędzili. Żonie jednak to nie starczało. Od Mietka garbarza garbniki dostawała i je wąchała. Krzyczał na nią Bimbrownik, wąchaczem ją zwał, lecz ta nie słuchała. Dnia pewnego, po ciężkim pędzeniu wszedł Laszk do ciżby, a tam strawy gotowej nie było, zaś Wojciech, niby chłop na klepisku leżała. Zakrzyknął wówczas Laszk: „Won!”, a żona pyskować poczęła. Krzyczał toteż Laszk dalej: ‘Won!’ aż żona sadybę opuściła. Dni mijały i poczuł Laszk się opuszczony. Łzy mu do oczu naciekły i nie mógł mówić. Bimber swój smak potracił. Łoże zimnym było. Dzieciory uwagi wymagały, a on przecie imion ich nie znał. Wojciech zaś do lasu uciekła. W gnoju i smrodzie ślimaczym pośród psów żyła. Laszk tedy głos odzyskał. Z chlewika się wydostał i ‘Wróć’ zakrzyknął, a ona powróciła. Uprzątnęli razem ciżbę. Naparu z pokrzyw Laszk dał Wojciechowi. Zrozumieli bowiem, że dom prawdziwy stanowi mąż i własność jego, żona, a z osobna żyć oni nie mogą. Miesiąca kolejnego znów kłótnia nastała i Wojciecha wygonił, atoli również powróciła i tak zawsze było. Przypowieść o pomocy bliźniemu. Niestrudzenie Bimbrownik pracował, by swój lud przy życiu podtrzymać. Żadnemu pomocy nie odmawiał. Przybył frar Sosnówki i bimber otrzymał. Przyszedł kowal i bimber otrzymał. Dziatwa lokalna przyszła i bimber otrzymała. Zawołali go do Jaśka, bo ten na polu zaniemógł i pracować począł, to w te pędy się tam zabrał i go spił nim ten krzywdę se zrobił. Rzepicha poród długi miała, toteż bimbrem berbecia z niej wywabił i kafarek w niego wlał, a ten zaprzestał płaczu. Przysiągł sobie dnia pewnego Laszk, że czas odpoczynku nastał i spędzi noc jedną ino z Wojciechem. Kur już nie piał, gdy hałas przy sadybie posłyszeli. W kurniku zastali kowala, a ten bełtał. Pełzał on po ziemi i jęki tylko wydawał, a smród fekaliów się od niego dobywał. Spytał przeto Laszk kowala, czy on po bimber, a ten uśmiech przybrał i głową skinął. Odrzekł tedy Bimbronik: „Dziś nie ma.” Grymas na licu kowala się objawił i głośniejsze jęki wydawał. Skręcał się kowal i pełzał za Laszkiem do sadyby jego, a Laszk mówił: „No nie ma kurna.” Zamknął Bimbronik swe odrzwia, a kowal bił w nie pięścią jęki z wyzwiskami mieszając. Zlitował się podówczas Laszk i beczkę bimbru podarował kowalowi. Dnia kolejnego martwym kowala przy pustej beczce zastał i ulgę poczuł. Wiedział bowiem, że bez łaski jego kowal by zginął, a bimbru by se nie popił. Laszk z Sosnówki zwany Bimbrownikiem To patron alkoholu, ogniska domowego, pomocy bliźnim. Dla niektórych odszczepieńców Trzeciej Tezy zupełnie nie wiedzieć dlaczego również tego no… pedalstwa. Nie jest to oficjalnie uznane. Choć Wielki Mistrz Budzimir I jest największym spośród Świętych Ludzi, to dla każdego prawdziwego Weerlandczyka Bimbrownik jest tuż za nim, a czasem nawet na równi. Czym byłby bowiem Weerland bez bimbru? Pustkowiem pozbawionym życia. Krainą z koszmaru, gdzie wszyscy by się dziś zastanawiali nad ambicjami, marzeniami, prawami człowieka. Największym celem młodego Weerlandczyka byłoby zrobienie kariery i życie w dobrobycie. Przecież gdyby każdy chciał żyć w dobrobycie, to jeszcze by zaczęto się domagać od władz by te pomogły w jego zapewnieniu! Tym samym Bimbrownik stanowi czystą i bez fuzli, istotę samego Weerlandu. Bimbrownik prezentuje typową dla Weerlandczyków siłę woli i pomysłowość, gdy trzeba zdobyć alkohol i które tylko temu służą. Prawdziwy Weerlandczyk nie podda się, nie poniecha, a bimber zdobędzie. Prawdziwy Weerlandczyk nie odmówi też pomocy innemu i podzieli się swoim zapasem. Bimbrownik nam to pokazał ratując kowala przed smutną śmiercią w trzeźwości. Może was dziwić, że Bimbrownik tak ciężko pracował, a to przecież u mężczyzn niepożądane. Zgadza się, ale dla bimbru warto. Bimbrownik stanowi również uosobienie ogniska domowego. Nawet jeśli baba nie spełnia wszystkich oczekiwań. Ma swoje problemy. Wydaje jej się, że może nic nie robić, leżeć pijana i naćpana na ziemi, krótko mówiąc żyć jakby była mężczyzną. Lepsza jednak taka baba niż żadna. Gdy tylko Bimbrownik jej się pozbywa całe jego życie traci sens, a ona bez cywilizacyjnej roli męża ląduje w lesie jak zwykłe zwierze. Każdy chłop powinien mieć babę. Każda baba powinna mieć chłopa. (https://i.ibb.co/f4LY9Tb/201122836-937615646814036-4988835329297612106-n.jpg) Symbolem Bimbrownika jest flaszka. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez zawierające przypowieści o nim i ich interpretacje. Te zajmują zwykle całe osobne pomieszczenie. Mimo olbrzymiej popularności Bimbrownika rzadko spotyka się osoby czytające o nim. Pamięć o nim czczona jest poprzez degustacje wystawionego przy półkach alkoholu. Czasem jakieś takie pedalstwo próbuje się dobrać do świętych ksiąg, ale prawdziwi wyznawcy ich gonią. W każdym bloku, w każdej większej weerlandzkiej sadybie znajduje się zwykle przynajmniej jedna kapliczka służąca czczeniu pamięci o Bimbrowniku. Czasem można je znaleźć w każdym mieszkaniu. (https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_1619345454MK9Wq191Aa2KTYP8dp4tq6.jpg) Biedaszybnik (https://i.ibb.co/kXH9s9s/Minstrel-Poster-Billy-Van-Ware.jpg) Przypowieść o ocaleniu biedaszybnictwa. Lata pewnego do Nowodomu przybył z Południa uczony. W ziemi tedy badylem pogrzebał i frarom Nowodomu ogłosił, że wielkie dobra zalegają pod całym Weerlandem. O kopalniach opowiedział, ich organizacyi i górnikach. Złapał się tedy Mistrz Budzimir III za głowę i prościej cuda podziemi wydobyć postanowił. Dnia następnego w Weerlandzie roztrąbiono, iże wszystek co poniżej głębokości pługa należy do tego, kto to dobył, ino Budzimirowi tylko zbyć to można. Gońce chłopom kilofy rozdały i chłopy biedaszybnikami zostali. Kopać w całym Weerlandzie poczęto. Każden jeden pod chatą sąsiada fedrował, by czarne dobro, czy żelazo i inne kruszce pozyskać. Chaty czasem się waliły, tunele zapadały, lecz waśni nie było, bowiem nikt nie wiedział czyje to tunele, a każdego tyczyło to po równo. Urobek cały trafiał do Nowodomu, gdzie flaszką bimbru za tysiąc kamieni węgla płacono. Dnia jednego pałac Budzimira cały pod ziemię się zapadł do dołu na 100 karłów nowodomskich, a 112 karłów przesieckich głębokiego. Wielce się tedy Budzimir rozeźlił i biedaszybnictwa zakazał. Zjechało się kilku biedaszybników do Nowodomu w pokoju dysputować, lecz straż ich ubiła. Zjechało się kilkadziesiąt o litość błagać, lecz straż ich ubiła, a ciałami mury miasta przyozdobiła. Zjechało się kilkuset łagodnie, acz stanowczo niezadowolenie wyrazić, a straż ich ubiła i płaszcze dla możnych z ich skór uszyto. Zjechało się tysiące i straż ubić ich miała, lecz jeden na sam przód wyszedł. Cały czarny był, węglem umazany i kilof w dłoniach dzierżył. Zakrzyknął tedy: ‘Więcej biedaszybników nie ubijecie, bo my się nie damy! Prawda chłopy?’ Biedaszybników zdziwienie ogarnęło, że tak można, lecz potwierdzili, więc straż ich nie ubiła. Skrzyknął ich Czarny Człowiek, by głośni byli, w trąby dęli, a z Neomezytu drzewa gumowe przytargali, aby je palić oraz ludzi w Nowodomie bili. Dnia setnego zawieruch sam Budzimir przed tłumem stanął i Wielkiego Biedaszybnika wezwał. Dysputę długą toczyli, lecz Budzimir się ugiął, przeto na fedrowanie na nowo pozwolił. Biedaszybnik zaś ogłosił, że za zasługi swe dwie części z trzech części zysku wszelakiego z urobku każdego mu się należy. I bohaterem inni go ogłosili, na rękach go nosili. Mógł im tylko nogi podać i stopy mu wylizali. Przypowieść o czuwającym Biedaszybniku. Dawno, dawno temu Weerland też cały w biedaszybach był, a Biedaszybnik nad wszystkim czuwał ze swego pałacu. Frarem ziemskim został i wiele wsi posiadał, lecz jemu się należało, bowiem tylko on biedaszybnictwo dobrocią swoją w istnieniu podtrzymywał. Gdy ktoś doli odpowiedniej Biedaszybnikowi nie przekazywał, to biedaszyb jego bez błogosławieństwa zrazu się walił i wodą był zalany. Pierwsza w miejscu tragedyj drużyna Biedaszybnika zawsze była, lecz za późno, by życie dłużnika ocalić. Bywał też Biedaszybnik częstokroć w Nowodomie z Budzimirem na ucztach wystawnych, aby o złym losie prostych ludzi mówić i ulg im szukać. Po ucztach takowych daniny, które lud Budzimirowi miał płacić wielce rosły i któż wie, jak ogromne by były, gdyby nie dobre słowo Biedaszybnika. Ucztę jedną poseł przerwał i ogłosił, że w Pyzdrach węgiel pod ziemią począł się palić. Popędził tam Czarny Człowiek zmartwiony losem ludzi i kopcące tunele zastał. Żaden, kto w nie wkroczył już nie powracał. Zapytano tedy Biedaszybnika co robić, a ten im w swej mądrości pomyśleć nakazał. Pomyśleli prostaczkowie i z rzeki Frotawy kanał wykopali i tunele wodą zalali. Gdy dymy ustały kanał zakopano, a wodę z tuneli wiadrami dobywano, a Biedaszybnik szybciej im robić kazał, toteż jednego dnia się uwinęli. Poprosili Biedaszybnika, by sam tunele obaczył, czy dobre, a ten odrzekł: ‘Zbyt kocham świat podziemny, by znów go ujrzeć. Jeszcze bym zapragnął nie wrócić i cóż byście beze mnie zrobili?’ Sami więc prości kopacze tunele sprawdzili i do fedrowania zdatnymi byli. Podziękowali Biedaszybnikowi za wielką pomoc, a ten niczego nie chciał, toteż tylko stu krów, pięćdziesięciu beczek bimbru i dwudziestu niewolnych zażądał. Przypowieść o śmierci Biedaszybnika Raz jeden kopacze ze wsi Gnojno daniny dla Czarnego Człowieka odmówili, oszustem go nazwali i darmozjadem. Zasmuciło to Biedaszybnika, gdyż tak wiele dla ludzi robił, a Ci na niego złorzeczyli. Płakał nad złym losem oszalałej wsi i drużynę posłał, by ją uratowała. Jednakże ta do pałacu nie wróciła, lecz wściekła hałastra przybyła z Gnojna. Otworzył im Biedaszybnik bramę, by z nimi pomówić. Same okropności posłyszał, iże on tylko o swe dobro się troszczy. Rzekł tedy: ‘Furman nie może być koniem i odwrotnie!’ A ci go spętali, węgiel mu z twarzy zmyli blade lico ujawniając. Zakrzyknęli z trwogą, gdyż twarz tę poznali i go z pałacem spalili. Wrócili do swej wsi kopacze nowinę o rzekomej wolności niosąc. Trzy dni minęły, a zbrojna banda do wsi przybyła i trybutu za ochronę zażądała. Niższy niż ten Czarnego Człowieka był, toteż zapłacili. Jednak dnia kolejnego przybyli inni i potem jeszcze inni, każdy czegoś pragnął. Oddawać musieli kopacze więcej, niż mogli. Tunele ciągle się waliły, złoża lichymi się okazywały, Budzimir daniny podnosił szybciej niż dawniej. Gorycz w nich narastała i zbrodni swej żałowali. W biedzie żyli i bimbru nie mieli. Nie tylko im krzywda się działa, lecz w całym Weerlandzie los kopaczy marnością obrósł. Modły do Prabudzimira wznoszono, by Biedaszybnik powrócił. Gdy kolejny raz bandyctwo po swą dolę do Gnojna przybyło, sylwetkę z zachodu nadchodzącą ujrzano. Człek ów cały czarny był, węglem umazany. Spytali go bandyci któż on, a ten jako Biedaszybnik przez Prabudzimira odrodzony się przedstawił. Zaśmiał się herszt i spytał prostaczków, czy to prawda, bowiem posłyszał, jakoby oni prawdziwego ubili. Potwierdzili tedy kopacze, że to Biedaszybnik, zaś hersztowi dech nagle ujęło i martwym spadł z konia. Klękli inni bandyci przed Biedaszybnikiem i wierność mu poprzysięgli. Ruszył Czarny Człowiek przez Weerland głosząc swój powrót i wszelkie zbrojne bandy przeganiając. Dobrze się stało, że źle się stało, bowiem każdy jeden kopacz umiał już Biedaszybnika docenić. Przez sto lat kolejnych biedaszybnictwo chronił, a gdy świat go znużył wziemiowstąpił i z tuneli się wyłowi, gdy Weerland pomocy będzie potrzebować. Biedaszybnik znany też jako Czarny Człowiek To patron sektora wydobywczego i przemysłu, stópkarstwa, przedsiębiorczości, związków zawodowych, skromności, zamieszek, Pan Podziemi i Ten-Który-Powróci. Nie znamy jego prawdziwego imienia. Teologowie Tezy Weerlandzkiej twierdzą, że był to sam Budzimir III, istniejący w wielu osobach dyskutujących ze sobą, ale inteligenciki od Trzeciej Tezy twierdzą, że był to nie kto inny, a Krost Narowski, kronikarz z dworu Budzimira III. Mają na potwierdzenie dowody takie jak zniknięcie Krosta tego samego dnia, gdy pojawił się Biedaszybnik oraz inne nudne źródła. Teologowie Weerlandzcy w dysputach zatykają uszy i krzyczą, więc ich wersja ma silniejsze uargumentowanie.Biedaszybnik z uwagi na niezwykle mistyczny charakter jest czczony przede wszystkim przez Weerlandczyków, choć swoją rolę ma również w bardziej industrialnych częściach Hirschbergii. Uosabia on skromność Ludzkiego Pana, który robi wszystko, co osoba wyższa może, by pomóc prostym ludziom, niemal nie oczekując niczego w zamian. Pokazuje on, że anarchia zwana przez niektórych odszczepieńców wolnością jest tak naprawdę większym zniewoleniem i szczęśliwy Weerlandczyk to taki, który komuś podlega. Biedaszybnik jednak nie zastępuje prostaczków w ich pośledniej i niegodnej pracy, lecz podobnie jak Wielki Mistrz Budzimir I w przypowieści o początkach Łowcy służy radą. Dobremu Weerlandczykowi to powinno wystarczyć. Istnieją dość duże dysputy odnośnie tego, czy Biedaszybnik to, tfu, liberał, czy też przyzwoity socjalista. Duża część ohydnej konserwatywno-liberalnej młodzieży płci męskiej uważa, że biedaszybnictwo to ucieleśnienie idei wolnego rynku, a Czarny Człowiek brzydziłby się monarchosocjalizmem. Monarchosocjalistyczna młodzież płci żeńskiej twierdzi zaś, że Biedaszybnik to ojciec wszelkich związków zawodowych pokazujący jak zjednoczenie ludu pracującego w porozumieniu z władzą wynosi społeczeństwo na nowy poziom. Dyskusje te czasem toczą się na ulicach. (https://www.youtube.com/watch?v=ov9Xb4woeBQ) (https://i.ibb.co/rZfrb1x/Pickaxe-icon-silhouette-on-white-background.jpg) Symbolem Biedaszybnika jest kilof. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Zazwyczaj w ich pobliżu ścierają się strony wolnorynkowa i monarchosocjalistyczna, a po podłodze pełzają stópkarze liżący stopy obu stron tak zajętych kłótnią, że tego nie zauważają. W każdej przyzwoitej firmie, państwowej fabryce, biedaszybie i innych obiektach usługowych i przemysłowych znajdują się kapliczki służące czczeniu pamięci o Biedaszybniku. Mają one na celu przyniesienie szczęścia w interesie. Ich typowa forma to kopciuch przyjmujący różne dary, ale najbardziej pożądane są węgiel i pęczki banknotów. (https://i.ibb.co/7nbZZ04/przed-20200618-112226.jpg) Wielki Mistrz Budzimir I (https://i.ibb.co/sCg8pYj/68098-3-zoom.jpg) Przypowieść o żelaznych smokach. Dawno, dawno temu, frunął Budzimir na żelaznym smoku poprzez Weerland Prawdziwy, bowiem zacną karczmę z niewiastami rytuał rur odprawiającymi chciał znaleźć. Smok jednak spragnionym był i w Domie Wód napić się musiał. Gdy ziemi tknęli i wodę magiczną smok przyjmował, odszedł Budzimir na ubocze ziół zdrowotnych zapalić tam, gdzie inne smoki spały. Ukojenia zaznawał, gdy postrzegł ludzi z szatami ciemnymi między smokami czmychających. Podążył za nimi i ujrzał, że nie swojego smoka ujarzmić próbowali. Wielce się zestrachali, gdy Budzimira przyuważyli i tłumaczyć się poczęli, że gierkemiaszowych sług to smok jest. Broń już wyciągali, lecz Budzimir zrazu ich uspokoił i rzekł: „Oczy widzą, uszy słyszą, usta milczą. Popatrzeć ino pragnę.” Spokój poskramiaczy objął i do pracy swej wrócili. Widział Budzimir, iż prosta ona była i spytał, czy chleb z niej godziwy i czy smoki często wyją swych panów wzywając. Z estymą odpowiedzi usłuchał. Smok ujarzmiony został i cztery paszcze swe otworzył, poskramiacze doń weszli i odlecieli. Wrócił tedy Budzimir do smoka swego, a ten zaryczał i wzniósł się w niebiosa. Nocy tamtej dobrą karczmę znalazł i o sprawie całej zapomniał, bowiem bardziej ważkie sprawy jego głowę wypełniały. Dni kilka minęło, a słudzy Gierkiemiasza Budzimira do swej sadyby zaciągnęli. Tam na światłobrazie ukazali, że czujne oko Go w smoczym leżu wypatrzyło. Spytali Budzimira, czy poskramiaczy rozpozna, a ten potwierdził. Wielu Mu ukazano, a ten winnych wskazał, a słudzy Gierkiemiasza podziękowali i Go wolnym puścili. Przypowieść o górze i otylcu. Lata pewnego niedługo po Weerlandu Prawdziwego opuszczeniu wędrowali Weerlandzcy wygnańcy ku zachodowi, a Wielki Mistrz Budzimir ich prowadził. Raz człek jeden na zwiad posłany, wielce rad powrócił. Spytał go tedy Budzimir o powód, a zwiadowca rzekł, że górę odnalazł, a widok z niej tak piękny, że każdy winien go ujrzeć. Przemyślał te słowa Budzimir i uznał, że wszyscy Weerlandczycy na górę wejdą. Trudna była to jednak góra była i stroma. Pięli się na nią wszyscy, i starzy, i młodzi, i zdrowi, i ślepi, bowiem Budzimir tak nakazał, by widok każden ujrzał. Wielu nie podołało i w przepaść spadło, wielu kamienie obruszyło, a te tych za nimi miażdżyły. Zabraniał Budzimir zawracania, toteż Weerlandczycy dalej w górę kroczyli. Na końcu szedł otylec Olech i cały pochód opóźniał. Stanął Budzimir przed szczytem samym i zatrzymać się nakazał, zapragnął bowiem, by widok lud cały naraz ujrzał. Czekali tam jedno pianie kura i starsi dotarli, czekali drugie i baby dotarły, czekali trzecie i dziatwa dotarła. W oddali jednak Olech dalej majaczył i sapanie jego słychać było. Złorzeczyli na niego inni, bowiem widok chcieli już ujrzeć, a Budzimir rękę uniósł i ciszę nakazał. Krzyknął tedy do Olecha słowa otuchy: „Szybciej Prosiaku, słuchy mię doszły, że na szczycie jest dużo strawy!” Kolejne trzy piania kura minęły, a otylec wciąż nie dotarł. Za czwartym dopiero do reszty dołączył i na szczyt już wejść Weerlandczycy mieli, lecz mgła naszła i z niego widoku żadnego nie ujrzeli. Klątwy tedy na Olecha rzucać poczęli i kamienie, bowiem on był winny. Kazał Budzimir Olechowi życie swe zakończyć, toteż ten w przepaść się rzucił. Ta jednak płytką się okazała i tylko nogi miał otylec złamane i piszczeć począł. Śmiali się podówczas Budzimir i lud jego, lecz zrazu zaprzestali. Z jamy obok Olecha ogromny ślimak bowiem się wyłonił. Próbował Olech ucieczki, lecz zbyt rannym był. Ślimak okrągłą paszczę rozwarł i pochłaniać otylca począł. Miotał się Olech i o łaskę błagał, a gdy na wpół wessany już był, ciało jego, niczym ser się topiło. Obejrzał te zdarzenie Budzimir w milczeniu i przyznał zwiadowcy, że zaiste piękny widok z góry był i dobrze się stało, iż każden go zobaczył. Przypowieść o przypowieści. Wędrował lud Weerlandu przez step dziki, a Budzimir postój nakazał. Zasiadł On po zmierzchu przy ognisku, przy ludziach prostych i zażyczył sobie strawy. Strawę dostał. Zażyczył sobie trunku. Trunek dostał. Zażyczył sobie dziatwy. Dziatwę dostał. Wielce był rad i nauki swe przekazać postanowił. Tako rzekł Budzimir: ‘Dawniej za Weerlandu Prawdziwego wielkie kramy były i każde dobro można było tak kupić. Zmienne jednak były ich ceny. Chciałem żem kupić raz jeden nowe łoże, taką skórę do spoczynku, lepszą ino. Ruszyłem po kramach i w pierwszym wysokie koszta były, więc inny odnalazłem, tam było taniej. Pomyślałem tedy, że i taniej odnajdę i kolejne kramy obaczałem. Raz było taniej, raz drożej, łoża różne były, namyślić się nie mogłem. Ku kolejnemu wędrowałem, ale piękne dziołchy pojrzałem i ku nim poszedłem. Niestety też drogo było, Gierkemiasza wina. Wiecie bowiem, baba weerlandzka, to dobra jest, przy kości. Taką się ceni. Dwie wiosny temu jak dzikich pochwyciliśmy, to jedną dziką sobie wziąłem, lecz ta odór dziwny miała. Wykąpać ją nakazałem, końskim włosiem ją słudzy szorowali, cały bród z niej szedł, skóra jej jednak wciąż ciemną była i konia woń dalej miała. Próbowałem, lecz przemóc się nie mogłem. Dzicy, zwierzęta te woń inną mają, co nawzajem ich do pokrycia wzywa, lecz nas, ludzi odrzuca. Dlatego żaden Weerlandczyk z dziką się nie sparuje i dziki z Weerlandką.” Skończył tedy mówić Budzimir, i sen go niemal zmorzył, a zapytano Go, czy łoże zakupił. Rzekł tedy Budzimir: ‘Nie pamiętam.’ Wielki Mistrz Budzimir I Znany także jako Najświętszy, Ojciec i Matka, Wielki Pielgrzym, Pierwszy i Najważniejszy, Pradawny, Pamiętający Przeszłość, Noszący Szaty, Wygnaniec, Przewodnik, Dalekowidz, Miłośnik Dzieci, Góral, Grający na Grubym Flecie, Pijący Wodę, Jedzący Strawę, Śpiący Nocą, Ten, Który Się Nie Wypróżnia, Smoczy Jeździec, Stoczniowiec, Pomazaniec Prabudzimira, Założyciel, Pan Nowego Domu, Stary Mędrzec i wiele innych. To patron całego Weerlandu i Weerlandczyków, ale w sumie to całego Wszechbudzimiryzmu. Najważniejszy i pierwszy Święty Człowiek, któremu zawdzięczamy swoje istnienie. On wyzwolił nas z niewoli Gierkemiasza i poprowadził ku nowej przyszłości na kontynencie Ostia. Oprócz tego swym patronatem obejmuje piesze wędrówki, burdele i opiekę nad małymi dziećmi. Jego niezachwiana moralność stanowi w dużej mierze wzór dla każdego budzimirysty. Jeśli coś nam grozi, mamy prawo skłamać, wyrzec się swej wiary, by przeżyć i móc dalej ją krzewić, gdy znów jest to bezpieczne. Jeśli władza bierze nas na spytki, kapujemy jak leci, jakkolwiek zła by ona nie była. Gardzimy słabością, otyłością, kalectwem, bowiem tylko siła nadaje sens, jest celem samym w sobie i czymś godnym szacunku. Unikamy zbędnych kontaktów z pośledniejszymi stworzeniami człekopodobnymi z drobną dyspensą dla kwestii przodków Hirschbergów, lecz to zaszłość historyczna. Oprócz tego Budzimir pokazuje nam jaki powinien być władca. Pewny siebie, rozważny, bezlitosny, ale nie złośliwy i umiejący się śmiać z poddanymi, gdy dzieje się coś dobrego. Władca stanowi ostateczne źródło wszelkiej mądrości i tylko on może kwestionować swe własne słowa. Gdy prostaczek uważa, że władza się myli, to zwyczajnie nie może jej pojąć i winien milczeć. Pamięć Wielkim Mistrzu Budzimirze I jest czczona przez wszystkich budzimirystów. (https://i.ibb.co/8rbWjqD/4304554.png) Symbolem Budzimira I jest jeden palec u dłoni. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Zwykle te są zdobione złotem, diamentami i innymi kosztownościami kupionymi na wieloletni kredyt miejscowości, gdzie Dom się znajduje. Historie o Budzimirze I i ich interpretacje są tak święte, że nie powinno się ich czytać i analizować, więc porządni Weerlandczycy i Hirschbergowie od nich stronili, oddając im tylko pokłony z oddali. Dlatego czasem na półkach, szczególnie weerlandzich Domów Tez, znajdują się wyłącznie złote atrapy ksiąg. Rozkwit Trzeciej Tezy spowodował gwałtowny wzrost poczytności historii o Budzimirze I. Czytane są one przez tzw. retrofuturystów, którzy często spierają się nad ukrytymi znaczeniami tych przypowieści. Pamięć o Wielkim Mistrzu Budzimirze I jest czczona samym faktem naszego istnienia, więc bałwochwalstwem byłoby stawianie mu kapliczek. Część Budzimirystów jednakże dodatkowo czci pamięć o Wygnaniu poprzez pielgrzymkę przez Ostię, śladami wędrówki Weerlandczyków. Obowiązkowym punktem tej pielgrzymki jest wejście na szczyt Świętej Góry. Dawniej uważano że jest to szczyt o dumnej nazwie Nutrokrutonut, ale analizy archeologiczne wykazały, że prawdopodobnie jest to jednak Góra Wysranki, a jej nazwy już nie można zmienić. Wejście odbywa się bez sztucznych ułatwień. (https://i.ibb.co/Lv3PJXB/OLYMPUS-DIGITAL-CAMERA.jpgg) Atares, Następca Budzimira (https://i.ibb.co/qy525cQ/a-V0gnwv-460s.jpg) Przypowieść o waleczności. Dawno, dawno temu, gdy Weerlandem razem rządzili Atares z Gniewomirem, do Nowodomu chłop przybył, a lico jego krwią okapane. Mieszko się zowił i na kolana padłszy wydał z siebie skowyt i rzekł: „O Dobrzy Panowie, wieś ma, Jedyne Grochale suszy ofiarą padła. Rzeżucha całkiem niemal wyschła i Dzicy zza niej wkrótce przybędą. Pomordują! Pomóżcie nam!” Spytał tedy Atares, czy będzie zabijanie i Mieszko potwiedził. Wtem Atares swe cztery topory pochwycił i ku Grochalom popędził, a za nim Gniewomir wojów posłał. Trzy dni i siedem nocy biegł niestrudzenie Kolejny Po Budzimirze nim o brzasku do Grochali dotarł. Ciemno jeszcze było, lecz wielu ludzi biegających postrzegł Atares, toteż krzyk bitewny wydał i począł wrogów ubijać. Choć był on jeden, a ich cała wieś, to słabymi oni byli i toporom ulegli. Zasiekał Atares mężów, a ci oporu nie stawiali. Zasiekał Atares kobiety, a te walczyć próbowały. Zasiekał Atares dzieci, a te dzielnie się broniły, lecz kim one były wobec Następcy? Dnia tamtego żaden Weerlandczyk z rąk Dzikich nie zginął. Skończył swą walkę Atares i do Grochali przbyli wojowie z Mieszkiem, a ten zapłakał, bowiem to ze wsi jego chłopi, nie Dzicy usiekani zostali. Wskazał Mieszko Rzeżuchę, a za nią na koniach swych Dzicy czatowali. Lica ich jednak grozą objęte były, a gdy Atares ryknął i i Mieszka ubił, a ku nim głowę jego cisnął, to w popłochu uciekli. Nigdy już Dzicy odwagi atakować Grochali nie mieli. Przypowieść o wieży. Pewnego razu Atares ryciny ksiąg podziwiał i wieżę postrzegł: wpierw jak stu chłopa wysoką, a potem na trzydziestu w boki, lewy i prawy skierowaną. Zażyczył sobie Atares takowej wieży w Nowodomie i czworo wyszkolonych inżynierów swe pracę poczęło. Plany patykami po ziemi wyrysowali, chłopów do roboty zagarnęli, a kamień z murów Nowodomu wzięli. Pięła się wieża ku górze i problemów nie było, wżdy na boki rosnąć miała, lecz tedy się zawaliła. Wściekły był Atares i budować na nowo kazał. Zastanowili się inżynierowie, wzmocnienia żelazne w swych planach dodali i przetopić wszystkie miecze Nowodomu nakazali. I za drugim razem wieża jednak się zapadła, gdy na boki budowana była. Następcy gniew był wielki, lecz nakazał jeszcze raz wieżę zbudować. Poprosili tedy inżynierowie, by księgę im Atares ukazał, a Ten usłuchał. Dni wiele stronice studiowali, lecz wieży nie odnaleźli. Spytali toteż Ataresa, by Ten im rycinę wskazał. Otworzył Atares księgę i tak uczynił, a inżynierowie milczeli. Wtem jeden z nich rzekł: „Ależ Kolejny Po Budzimirze, toż to zdobna litera stronicę początkująca! Wieży takowej zbudować się nie da!” Krzyk i raban dwór ogarnął, bowiem takiego braku szacunku i wiary wobec Ataresa dawno Nowodom nie ujrzał. Proponowali frarowie, by inżyniera końmi rozerwać, lecz sam Następca go pochwycił i siłą własną na dwoje podzielił. Pięciu było zatem inżynierów i plany nowe wyrysowali, a wieżę taką jak Atares pragnął chłopi zbudowali. Stała ona po kres samego Nowodomu. Przypowieść o starości i młodości. Lata Jego panowania mijały, a Atares siły swe tracił. Niegdyś wołu ręką podrzucał, a toporów swych utrzymać nie mógł. Niegdyś grozę swym okrzykiem wzbudzał, a szeptem tylko mówił. Niegdyś siłę na lata marszu miał, a z tronu sam powstać nie mógł. Wezwał toteż medyków, by młodym go ponownie uczynili, gdyż nie godziło się, by los zwykłego człeka go spotkał. Medyk z zachodu krew młodych pić nakazał, toteż tak Atares czynił i krew stu młodzieńców wypił, lecz ta mu nie pomogła. Inne młodzieńcze soki ssać toteż medyk nakazał, lecz i te nie pomogły. Na pal medyka nabito, by znój Ataresa uświadczył w swej śmierci. Medyk ze wschodu okazał się być Dzikim, więc zginął nim jedno słowo powiedział. Medyk z północy prawił, jakoby młodym duchem być trzeba. Iż wierzyć w siebie należy, a tedy wszystko jest możliwe. Być robem, nie nierobem nakazał, a z radością witać nowy dzień. Uwierzył w te słowa Atares i powstać z tronu spróbował, lecz ból Go objął i sen zmorzył. Utopić oszusta toteż nakazał, by woda zatrute słowa jego oczyściła. Medyk z południa nakazał przyprowadzić silnego sługę, sznuru przynieść, a Ataresa na ziemi ułożyć. Takoż uczyniono, a medyk sługę na Następcy położył i sznurem, ręka do ręki, noga do nogi, tors do torsu, głowa do głowy obu razem uwiązał. Wstać tedy Ataresowi nakazał, a słudze ruchy Następcy powtarzać. Powstał Atares i przez izbę całą siłą sługi przeszedł. Topory swe sługi dłońmi pochwycił i kilku frarów usiekł. Radość wielka była jego, bowiem znów młodości siłę poczuł. Dziękował też sługa za swą przydatność, a medyk orzekł, że jednością z Ataresem miał być, toteż oczy, język i uszy mu ujęto. Żyć już bez Ataresa nie mógł i jednym z nim się stał wszelką jego wolę wykonując. Podziękował Atares medykowi i złotem go obsypał. Szybko jednak zrozumiał, że prawdziwej młodości mu to nie zwróciło, lecz dzięki sile sługi ze starością się pogodził. Atares, Następca Budzimira, zwany też Budzimirem II. To patron męstwa, siły, wojny, ludobójstw, gwałtów, impotencji, teatru kukiełkowego. Pamięć o nim jest czczona przez żołnierzy, morderców i artystów w całym Weerlandzie, ale również Hirschbergii. Ten Święty Człowiek władał Weerlandem po Wielkim Mistrzu Budzimirze I. Najpierw wspólnie z Gniewomirem, a później samodzielnie. Jego potęga i prostota ducha od zawsze rozpalały wyobraźnię budzimirystów. Uosabia on wszystko to, czego pragnie porządny żołnierz, czyli tę no... potęgę, prostotę? Przypowieści o jego bohaterstwie, licznych starciach z Dzikimi ze wschodu ukazują wyższość naszego ludu nad tymi barbarzyńcami, którzy w swoim prymitywizmie nie mogli stawić czoła naszemu nieskończonemu szałowi. Za jego rządów Weerland ekspresowo przyjął nowinki techniczne z południa zmieniając się z zacofanego brutalnego plemienia w używającą prochu strzelniczego brutalną cywilizację. Jego architektoniczne wizjonerstwo nie stało granic i smutek mnie ogarnia jak myślę o zniszczeniu Nowodomu. Przypowieść o wieży jako kolejna już pokazuje, że władzy należy oddać szacunek, bowiem ta ostatecznie zawsze ma rację. Przypowieść o starości i młodości zaś ukazuje, że nawet tak wielki Święty Człowiek jest tylko człowiekiem. Oznacza to, że podlega prawom natury w czym mogą znaleźć ukojenie rozżaleni prostaczkowie. Starości uciekł tylko Mistrz Budzimir V i stąd w tym poczcie go nie ujrzycie. Ludziom starym należy jednak ulżyć w życiu: biednych dobić, bogatym i wpływowym pomagać. (https://i.ibb.co/L6sFdJX/png-clipart-peace-sign-illustration-computer-icons-hand-peace-symbols-peace-symbol-text-photography.png) Symbolem Ataresa są dwa palce w weerlandzkim geście wojennym. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Księgi i interpretacje są zwykle bardzo grube. Wynika to z tego, że oddając cześć niepiśmiennemu Świętemu Człowiekowi wszystkie święte pisma oprócz tekstu zawierają szczegółowe ryciny przedstawiające jego losy jak i filozoficzne dywagacje nad ich znaczeniem. Zdjęcie jednej z takich rycin zamieściłem powyżej. Księgi te są często czytane tj. oglądane przez żołnierzy, czy osoby planujące brutalne zbrodnie. Poborowi Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira obowiązkowo czytają je 5 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu przez cały czas trwania swej służby. Razem z przypowieściami o innym Świętym Człowieku, Hermanie Pole, czyni ich to odpowiednio bezwzględnymi i bezmyślnymi maszynami do zabijania. Oprócz tego przypowieści o ostatnich latach życia Ataresa są popularne wśród artystów zawodowo zajmujących się marionetkami. Kapliczki służące czczeniu pamięci o Ataresie są nietypowe. Nie są bowiem miejscem, lecz zdarzeniem. Nim jest oczywiście przelewanie krwi w boju. Stąd w Weerlandzie i w jednostkach wojskowych popularne są areny gladiatorów. Areny to nie kapliczki, bowiem nimi są same wystawiane walki. Te stanowią kapliczkę, póki krew nie zakrzepnie. (https://i.ibb.co/hRKW3PC/pobrane.jpg) Mistrz Budzimir III (https://i.ibb.co/Wpvs8F0/238411476-364584888494710-7786447827293034038-n.png) Przypowieść o Tiarze. Odkąd Sarmia wiarę wschodnią przyjęła i do Weerlandu poczęli docierać jej przebrzydli głosiciele. Radość początkowo nieśli, bowiem w ich kaźniach każden frar się prześcigiwał. To jednego jurnej bestii z Neomezytu oddano, to innego szorstkim kamieniem od pięt ku górze powoli ścierano, a jeszcze innych razem zszyto w nibykonia, a frar go dosiadał. Więcej jednak głosicieli przybywało i więcej, a pomysłów frarom brakowało i prostaczkowie uwagę swą stracili, na kaźnie nie chodzili. Męczyli tylko chrzestowi każdego i czas cenny zabierali. Dnia pewnego do Nowodomu poseł przybył z Rotrii dalekiej i o litość, łaskę, miłosierdzie i inne obrzydlistwa wobec głosicieli prosił światłego Budzimira III. Zakrzyknęli frarowie, by ubić haniebnika, lecz Budzimir miast tego rękę mu podał, chrzestowym na głoszenie przyzwolił, a władcę Rotrii do Weerlandu zaprosił. Na życie swe poprzysiągł, że obcy władca złego słowa po swej wizycie nie powie. Burzyli się wówczas frarowie i uczniowie Jego, lecz On o zaufanie poprosił i cierpliwość. Trzy księżyce minęły, a syn konia z Rotrii, patriarchą w karocy ze złota przybył, a z nim wszelcy głosiciele. Zacnie tegoż psa brudnego Budzimir przyjął i ucztę wystawił. Żarł na niej bez umiaru Rotrianin, a fekalia tą samą stroną, którą strawę pochłaniał raz po raz wypadały i niczym ślimaki pełzły. Począł po tym głosem ni kobiety, ni człowieka o chrzcie Weerlandu opowiadać, o bogu swym i do bliźniego miłości. Chwytali się Weerlandczycy za swe uszy i z bólu jęczeli ropę z nich tocząc, a jeden Budzimir był niewzruszony. W milczeniu słuchał i patrzył. Uwagę całą Jego przykuło bowiem niezwykłe nakrycie głowy patriarchy. Niby hełm, lecz trzy złote korony go otaczały. Skończył akurat Rotrianin swe bajania i o pytania poprosił, a tedy o czapę tę Budzimir zapytał. Tiarą ją patriarcha nazwał i jako symbol swej nadludzkiej władzy określił. Spytał tedy, czy Budzimir chrzest gotowy jest przyjąć, a Ten tylko tiarę nakazał sobie oddać, bowiem wielce mu się przypodobała. Odmówił patriarcha, a Budzimir i dwór Jego śmiać się poczęli, bowiem nie prośba, lecz groźba to była. Pochwycili frarowie piszczącego wschodniego kłamce i tiarę mu odebrali. Pochwycił ją Budzimir, na głowę swą założył i przemówił: „Niczym jest tu władza twa gnojówko skisła, bowiem ja jestem Budzimir. Kiedy tyś miłujesz, ja wojuje, kiedy tyś pytasz, ja nakazuje, kiedy tyś patriarchą, ja Arcypatriarchą. Złego słowa po pobycie u mnie miał żeś nie powiedzieć i tak się stanie!” Schwytali Weerlandczycy też głosicieli. I ich i patriarchę podtapiali, na krzyżach ich wieszali. Napletki im ściąć mieli, lecz gdy ubiór im zerwano ino gnijące nory robacze miast lędźwi ujrzeli, toteż oczyszczającym bimbrem je zalano. Na koniec sam język patriarsze ujęto i ten złego słowa już w swym życiu nie powiedział. List Budzimira III do Goślinian. Cześć Prabudzimirowi, Jego poświęcenie na zawsze będzie pamiętane. Niechaj waszych wrogów parchy obrosną, wasze kobiety posłuszne będą, a wasz bimber nigdy się nie skończył. W Łasce Prabudzimira chwałę Jego tylko chwała Prabudzimira samego przyćmiewa! Z anxietum wielkim ogłosić muszę, że słuchy mię doszły, jakoby Budziboj z Goślinki śmierć Prabudzimira rozgłaszał, iże w niełasce lud mój weerlandzki jest, a Grycanie mają lepiej. Nimże do do słów tych parszywych się w swej inteligencyji odniosę, do frara Ludomira samego się zwracam. Czy prawda mię doszła, czy też nie, niechaj Budziboj tak ma zostać potraktowanym, by o śmierć ku swej uldze błagać. Ludu Gośliński, podłe to kalumnie przyszło wam wysłuchiwać. Nieprawdą jest, jakoby Prabudzimir miał zginąć, a tylko sługi Gierkemiaszowe śmią tak twierdzić. Wam, którym kaganek oświecenia jeszcze nieprzyniesion dopowiem, iże Gierkemiasz to taki pradawny zły pan i nienawiścią wielką macie go darzyć. Jak bowiem świat miałby umrzeć? Bo Tym wszak jest Prabudzimir. Prabudzimir to nieboskłon nad nami i ziemia pod nami. Prabudzimir to węgiel, to antracytum, to wody rzek i odległe góry. Gdy z Weerlandu Prawdziwego wygnanim byliśmy, tedy ostatecznego poświęcenia Prabudzimir dokonał i z ciała swego własnego nowy świat nam utworzył i niemal wszystko, co na nim. Niestety pewne zło Gierkemiaszowe się tutaj zakradło. Dzicy ze wschodu i niecne myśli Budziboja! Wystrzegać się go musicie! Ten czyn Prabudzimira wielką dla was, prostatum, ludzi prostych łaską był, łaską życia. A kim jest Prabudzimir, jak nie najwyższym władcą, którego Pierwszym Sługą jestem ja, Budzimir, a sługami mymi frarowie. Ten wielki dar Siły Najwyższej sprawia w zgodzie z regułą Credo quia absurdum est, iż niczego więcej otrzymać nie możecie, toteż i My wam niczego od siebie dać już nigdy nie musimy i nie możemy. Wasza wdzięczność zaś winna być nieskończona i Ludomira słuchać się macie, a ja się dowiem jak nie będziecie. Pytacie się zapewne, skąd zatem tegoroczny głód i śnieżyce letnie, skąd cierpienie w świecie z Łaski Prabudzimira powstałym. Czy to słudzy Gierkemiasza? Tak, lecz nie w nich cała wina, lecz po części w was. Prabudzimir jest niczym dobra ulicznica. Kiedy otrzyma swą zapłatę nie tylko vaginum i anoestum swe odda, lecz i stopami popieści i ustami swemi czary poczyni, na klatę urynum swe poleje i fecalium do ust przyjmie. Im więcej jednak żądamy, tym wyższa będzie cena. Chcecie jeść, to róbta w polu, a nie płacze wasze i jęki nieomal w Nowodomie słyszę. Jeśliście godni, Prabudzimir plon wam da. Grycanie mają lepiej? To opasłe robactwo okrada Prabudzira swoim jestestwem. Nie po to świat zwierzętami na kształt ludzi stworzonymi przyoprawił, by wolnymi żyli nam nie służąc. Zbierzcie wojów i splądrujcie ich ziemie, a będą mieli gorzej, zaś Wy lepiej. Pracować na chwałę Prabudzimira, na dobro frara Ludomira macie, to i wy szczęśliwi będziecie. Pamiętajcie ino, by najpóźniej za księżyc łeb Budziboja przed mój tron zawlec, alboż Goślina krwią spłynie. Cierpieć będziecie pełzając po truchłach swych zgwałconych dzieci, a oczy i uszy wam wypalimy i z kości waszych pucharki poczynimy. Niechaj Łaska Prabudzimira wiecznie wam towarzyszy, żyjcie w pomyślności i w chwale Jego chwalcie Jego. Mistrz Budzimir III Czysty Weerland autorstwa Mistrza Budzimira III 1) Gdy ciało pokryje się potem zmywać go nie należy, bowiem zapach jego miłym każdemu jest, a podszepty Gierkemiasza ino inaczej każą myśleć. Kto błotem i pyłem się pokryje winien je zmyć chwaląc Prabudzimira, bowiem nikt nie jest godzien w Jego ciele się pławić. Kto kałem się zanieczyści, ten weźmie cegłę prawą ręką i nią się oczyści. Kto moczem się własnym i cudzym pokryje, ten psa odnajdzie, a pies to zliże. 2) Kto włos spod pach i lędźwi ostrzyże, tego czyraki pokryją, a lędźwia obschną. 3) Kto kołtun na głowie nie zapuści, tego nic dobrego w życiu nie spotka. Kto kołtun zetnie, ten niechybnie dokona żywota. 4) Gdy miesięczna krew kobiecie spłynie jest ona czysta, a soki jej zebrać należy i do bimbru dodać Prabudzimira chwaląc. 5) Gdy zęby czernią się pokryją i ból sprawiają należy powziąć kamień i żuć go, aż te się rozpadną. 6) Kogo wybroczyny na ciele pokryją, tego Gierkemiasz posiadł i spalić go należy. 7) Gdy anoestum bolesne hemorosy nawiedzą, tedy smalcem z Dzikiego ze wschodu smarować je należy. (...) Mistrz Budzimir III Miłogost Chowicki To patron tradycyjnych myślicieli, dyplomacji, gościnności, hucznych imprez, domów rozpusty, a także Weerlandzkiej Tezy Antagonistycznej, która stanowi bezpośrednie przedłużenie jego nauk. To on po straszliwym buncie, który doprowadził do śmierci Ataresa i rozerwania Weerlandu na strzępy postanowił zjednoczyć jego południowe tereny czymś więcej niż stosunkami feudalnymi. Razem ze Świętym Człowiekiem Krostem Narowskim zebrali mity i ludowe wierzenia jednocząc je w scentralizowanym systemie religijnym budzimiryzmu. Tym samym zapewnili jedność ludowi Weerlandu. To za jego panowania Weerlandczycy z bezładnej masy stali się prawdziwym narodem dzielącym w pełni spójny system wartości.Myślicielstwo Budzimira III nie znało granic. Sam fakt, że władca Weerlandu umiał czytać i pisać stanowiło wielki przełom dla naszego systemu sprawowania władzy. Listy Budzimira III, które słał do mieszkańców różnych regionów Weerlandu niosły wiedzę, moralność, ukojenie i przekonywały o łagodnym w porównaniu do Ataresa usposobieniu tego władcy. Na ich odczytywaniu zbierały się tłumy, a za przerwanie pracy dla frara celem ich odsłuchania nie było żadnych kar. To nie strach trzymał Weerland w ryzach, lecz niewzruszona wiara w Łaskę Prabudzimira. Jego chwalebne kontakty z innymi ludami takie jak całkowite zerwanie relacji z Północą, krwawy podbój Zarzeżusza Weerlandzkieo, krwawy podbój i eksterminacja Sarmian, przyjęcie zagranicznej wizyty patriarchy Rotrii i rozpoczęcie plądrowania ludów na południe od Weerlandu stanowią inspiracje dla naszych misji dyplomatycznych. Każdy dobry, a zatem wierzący ambasador obok portretu naszego Króla trzyma podobiznę właśnie Budzimira III. (https://i.ibb.co/1RzxmZc/2142406.png) Symbolem Mistrza Budzimira III są trzy palce. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Te uginają się pod naporem rozlicznych pism autorstwa samego Budzimira III. Są to nie tylko listy, ale również zasady bycia dobrym Weerlandczykiem Dotyczą one każdej dziedziny życia. Od właściwego sposobu prowadzenia burdeli przez zasady higieny osobistej do opisu odpowiedniej długości i grubości męskiego członka prawdziwego Weerlandczyka, ze wskazówkami dotyczącymi zarówno skracania jak i wydłużania. Jeśli coś nie zostało uwzględnione bezpośrednio przez Budzimira III, chociażby z uwagi na postęp technologiczny, to jest to uzupełniane stosownymi interpretacjami jego rozmyślań. Również stare zalecenia pod naporem zmian społecznych podlegają nowym analizom. Stąd działy z półkami Budzimira III są intensywnie oblegane przez badaczy, prawników, teologów, a także zwykłych szlachciców szukających odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Czy ogólność istoty rzeczy może być szczególna? Czy można lubić placki z rodzynkami? Czy kac to klątwa Gierkemiasza? Odpowiedzi na nie można znaleźć w Domach Tez. Kapliczki Mistrza Budzimira III miały niegdyś formę zabezpieczonej księgi z losowymi mądrościami. Aktualnie przybrały one postać budek telefonicznych z których można zadzwonić na specjalną infolinię, gdzie najlepsi teologowie odnajdą prace Budzimira III i ich interpretacje rozwiewające nasze aktualne wątpliwości. Jest ona rzecz jasna płatna. (https://i.ibb.co/rm22rth/kadr-jak-z-nic-smiesznego.jpg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Czerwca 08, 2021, 01:59:04 Piękne przypowieści.
Aż mnie to tak trochę zainspirowało, aby za czas jakiś postarać się o mapy ilustrujące zalesienie różnych części kraju. Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Laszk Młynariew on Czerwca 08, 2021, 02:06:40 Elegancko napisane, cieszę się że Świętymi Ludźmi okazują się zwykli obywatele z krwi i kości.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Czerwca 12, 2021, 08:20:19 Bimbrownik (https://scontent.fktw5-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/184004908_307674310734075_4681130433013548440_n.png?_nc_cat=104&ccb=1-3&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=aOjorHGkJusAX8od5Xh&_nc_ht=scontent.fktw5-1.fna&oh=2d536b630b945981dc3130c69e53f376&oe=60C9AF39) Przypowieść o powstaniu weerlandzkiego bimbru. Były onegdaj czasy, gdy Weerland podbił Sarmię, ażeby bimbru skalnego tajniki poznać. Mężów wielu zginęło, a tajemnicy nie odkryto. O destylacji Sarmianie przed ich wyrżnięciem powiedzieli, lecz jak z kamieni bimber pozyskać już nie. Dziwaczne przyrządy zabrali do domów weerlandzcy mężowie, lecz nie mieli z nich pożytku. Nastały mroczne czasy. Bez Sarmii nie było bimbru. Bez bimbru zaś chłopi dzień i noc na polu pracowali. Żaden nie podszeptywał ni przerwy, ni zabawy. Domostwa coraz to większe i piękniejsze niestrudzenie budowali. Bab nie bili, bo z trzeźwą głową jakoś szkoda było. Inwentarza coraz więcej mieli. Każden dzień znojem był i weerlandzki lud cierpiał nieznośne katusze. Czekać go mogła tylko zagłada. Wielu nie mogło patrzeć na tę niedolę i bimber próbowali uzyskać. Próbowali z granitów i hornfelsów. Bimbru nie było. Próbowali z piaskowców i wapieni. Bimbru nie było. Próbowali z zieleńców i fliszu. Bimbru nie było. Księżyce mijały, a bimbru nie było, zaś chłopi poczęli padać z wyczerpania. Jeden jednak Laszk z Sosnówki z Wielkim Mistrzem Budzimirem w sercu ostatnią próbę podjął. Ziemi nazbierał, a z nią buraków, bo czasu już na przebieranie nie było. Wojciech, żona jego przeżuła to wszystek i do garnca wypluła. Modły Laszk odprawił i na dni kilka to zostawił. Łaska Prabudzimira spłynęła i smród dobył się z garnca. Spróbował tego Laszk i ducha Weerlandu w tym poczuł, lecz za słaby on był. O destylacji jednak pomniał, chłopów zwołał, aby sarmijskie przyrządy przynieśli. Prób wiele podjęli. Buraki jako ducha źródło uznali i w końcu ze świętej maszyny bimber się polał. Księżyce minęły, a w całej krainie chłopy po polach pojękując leżały. Domostwa się zapadały. Baby w kątach płakały. Tak oto Laszk Bimbronik cały Weerland ocalił. Przypowieść o ognisku domowym. Laszk wraz z żoną swoją, Wojciechem bimber dla Weerlandu pędzili. Żonie jednak to nie starczało. Od Mietka garbarza garbniki dostawała i je wąchała. Krzyczał na nią Bimbrownik, wąchaczem ją zwał, lecz ta nie słuchała. Dnia pewnego, po ciężkim pędzeniu wszedł Laszk do ciżby, a tam strawy gotowej nie było, zaś Wojciech, niby chłop na klepisku leżała. Zakrzyknął wówczas Laszk: „Won!”, a żona pyskować poczęła. Krzyczał toteż Laszk dalej: ‘Won!’ aż żona sadybę opuściła. Dni mijały i poczuł Laszk się opuszczony. Łzy mu do oczu naciekły i nie mógł mówić. Bimber swój smak potracił. Łoże zimnym było. Dzieciory uwagi wymagały, a on przecie imion ich nie znał. Wojciech zaś do lasu uciekła. W gnoju i smrodzie ślimaczym pośród psów żyła. Laszk tedy głos odzyskał. Z chlewika się wydostał i ‘Wróć’ zakrzyknął, a ona powróciła. Uprzątnęli razem ciżbę. Naparu z pokrzyw Laszk dał Wojciechowi. Zrozumieli bowiem, że dom prawdziwy stanowi mąż i własność jego, żona, a z osobna żyć oni nie mogą. Miesiąca kolejnego znów kłótnia nastała i Wojciecha wygonił, atoli również powróciła i tak zawsze było. Przypowieść o pomocy bliźniemu. Niestrudzenie Bimbrownik pracował, by swój lud przy życiu podtrzymać. Żadnemu pomocy nie odmawiał. Przybył frar Sosnówki i bimber otrzymał. Przyszedł kowal i bimber otrzymał. Dziatwa lokalna przyszła i bimber otrzymała. Zawołali go do Jaśka, bo ten na polu zaniemógł i pracować począł, to w te pędy się tam zabrał i go spił nim ten krzywdę se zrobił. Rzepicha poród długi miała, toteż bimbrem berbecia z niej wywabił i kafarek w niego wlał, a ten zaprzestał płaczu. Przysiągł sobie dnia pewnego Laszk, że czas odpoczynku nastał i spędzi noc jedną ino z Wojciechem. Kur już nie piał, gdy hałas przy sadybie posłyszeli. W kurniku zastali kowala, a ten bełtał. Pełzał on po ziemi i jęki tylko wydawał, a smród fekaliów się od niego dobywał. Spytał przeto Laszk kowala, czy on po bimber, a ten uśmiech przybrał i głową skinął. Odrzekł tedy Bimbronik: „Dziś nie ma.” Grymas na licu kowala się objawił i głośniejsze jęki wydawał. Skręcał się kowal i pełzał za Laszkiem do sadyby jego, a Laszk mówił: „No nie ma kurna.” Zamknął Bimbronik swe odrzwia, a kowal bił w nie pięścią jęki z wyzwiskami mieszając. Zlitował się podówczas Laszk i beczkę bimbru podarował kowalowi. Dnia kolejnego martwym kowala przy pustej beczce zastał i ulgę poczuł. Wiedział bowiem, że bez łaski jego kowal by zginął, a bimbru by se nie popił. Laszk z Sosnówki zwany Bimbrownikiem To patron alkoholu, ogniska domowego, pomocy bliźnim. Dla niektórych odszczepieńców Trzeciej Tezy zupełnie nie wiedzieć dlaczego również tego no… pedalstwa. Nie jest to oficjalnie uznane. Choć Wielki Mistrz Budzimir I jest największym spośród Świętych Ludzi, to dla każdego prawdziwego Weerlandczyka Bimbrownik jest tuż za nim, a czasem nawet na równi. Czym byłby bowiem Weerland bez bimbru? Pustkowiem pozbawionym życia. Krainą z koszmaru, gdzie wszyscy by się dziś zastanawiali nad ambicjami, marzeniami, prawami człowieka. Największym celem młodego Weerlandczyka byłoby zrobienie kariery i życie w dobrobycie. Przecież gdyby każdy chciał żyć w dobrobycie, to jeszcze by zaczęto się domagać od władz by te pomogły w jego zapewnieniu! Tym samym Bimbrownik stanowi czystą i bez fuzli, istotę samego Weerlandu. Bimbrownik prezentuje typową dla Weerlandczyków siłę woli i pomysłowość, gdy trzeba zdobyć alkohol i które tylko temu służą. Prawdziwy Weerlandczyk nie podda się, nie poniecha, a bimber zdobędzie. Prawdziwy Weerlandczyk nie odmówi też pomocy innemu i podzieli się swoim zapasem. Bimbrownik nam to pokazał ratując kowala przed smutną śmiercią w trzeźwości. Może was dziwić, że Bimbrownik tak ciężko pracował, a to przecież u mężczyzn niepożądane. Zgadza się, ale dla bimbru warto. Bimbrownik stanowi również uosobienie ogniska domowego. Nawet jeśli baba nie spełnia wszystkich oczekiwań. Ma swoje problemy. Wydaje jej się, że może nic nie robić, leżeć pijana i naćpana na ziemi, krótko mówiąc żyć jakby była mężczyzną. Lepsza jednak taka baba niż żadna. Gdy tylko Bimbrownik jej się pozbywa całe jego życie traci sens, a ona bez cywilizacyjnej roli męża ląduje w lesie jak zwykłe zwierze. Każdy chłop powinien mieć babę. Każda baba powinna mieć chłopa. (https://scontent.xx.fbcdn.net/v/t1.15752-0/p206x206/200602513_196132895616177_2673729055462960484_n.png?_nc_cat=105&ccb=1-3&_nc_sid=aee45a&_nc_ohc=zGLCzd3niFgAX_EVtLo&_nc_ad=z-m&_nc_cid=0&_nc_ht=scontent.xx&tp=30&oh=2563eeb2f0ba833d201d97f3f1da2634&oe=60CA297B) Symbolem Bimbrownika jest flaszka. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez zawierające przypowieści o nim i ich interpretacje. Te zajmują zwykle całe osobne pomieszczenie. Mimo olbrzymiej popularności Bimbrownika rzadko spotyka się osoby czytające o nim. Pamięć o nim czczona jest poprzez degustacje wystawionego przy półkach alkoholu. Czasem jakieś takie pedalstwo próbuje się dobrać do świętych ksiąg, ale prawdziwi wyznawcy ich gonią. W każdym bloku, w każdej większej weerlandzkiej sadybie znajduje się zwykle przynajmniej jedna kapliczka służąca czczeniu pamięci o Bimbrowniku. Czasem znajdują się w każdym mieszkaniu. (https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_1619345454MK9Wq191Aa2KTYP8dp4tq6.jpg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Czerwca 12, 2021, 10:34:47 Człowiek ten uczynił cuda. Dzięki niemu Hirschbergia istnieje.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Czerwca 13, 2021, 12:04:49 Piękna historia, pokrzepiająca serca i niosąca inspiracje!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Laszk Młynariew on Czerwca 13, 2021, 12:52:10 Bardzo ciekawe, niestety ja jestem nieuczony w tych sprawach i zastanawia mnie jedna kwestia: czy po świętych ludziach pozostały jakieś relikwie?
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Czerwca 13, 2021, 01:23:22 W Nowodomie Weerlandzkim przechowywany był Święty Pierwszy Destylator, którego używał sam Bimbrownik. Zawierał on w sobie tablice z idealną recepturą bimbru. Znajdował się w pilnie strzeżonej komnacie Wielkiego Domu Tez. Niestety gdy Nowodom został zniszczony, słuch o nim zaginął. Kilkanaście lat temu powstał film 'Poszukiwacze Zaginionego Destylatora'. Wielki hit o awanturniku Janie Jaśkiewiczu walczącym z wurstlandzkimi imperialistami. Jest to jednak tylko fikcja, a Destylatora nikt nie odnalazł.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Czerwca 21, 2021, 10:26:54 Biedaszybnik (https://scontent.fpoz4-1.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/203396817_939440159964918_4106773240409652344_n.jpg?_nc_cat=111&ccb=1-3&_nc_sid=b9115d&_nc_ohc=SC-ijnSX2e4AX9YHK1u&_nc_ht=scontent.fpoz4-1.fna&oh=232ef8ff64f040d350968eccc37c76b9&oe=60D5EDB2) Przypowieść o ocaleniu biedaszybnictwa. Lata pewnego do Nowodomu przybył z Południa uczony. W ziemi tedy badylem pogrzebał i frarom Nowodomu ogłosił, że wielkie dobra zalegają pod całym Weerlandem. O kopalniach opowiedział, ich organizacyi i górnikach. Złapał się tedy Mistrz Budzimir III za głowę i prościej cuda podziemi wydobyć postanowił. Dnia następnego w Weerlandzie roztrąbiono, iże wszystek co poniżej głębokości pługa należy do tego, kto to dobył, ino Budzimirowi tylko zbyć to można. Gońce chłopom kilofy rozdały i chłopy biedaszybnikami zostali. Kopać w całym Weerlandzie poczęto. Każden jeden pod chatą sąsiada fedrował, by czarne dobro, czy żelazo i inne kruszce pozyskać. Chaty czasem się waliły, tunele zapadały, lecz waśni nie było, bowiem nikt nie wiedział czyje to tunele, a każdego tyczyło to po równo. Urobek cały trafiał do Nowodomu, gdzie flaszką bimbru za tysiąc kamieni węgla płacono. Dnia jednego pałac Budzimira cały pod ziemię się zapadł do dołu na 100 karłów nowodomskich, a 112 karłów przesieckich głębokiego. Wielce się tedy Budzimir rozeźlił i biedaszybnictwa zakazał. Zjechało się kilku biedaszybników do Nowodomu w pokoju dysputować, lecz straż ich ubiła. Zjechało się kilkadziesiąt o litość błagać, lecz straż ich ubiła, a ciałami mury miasta przyozdobiła. Zjechało się kilkuset łagodnie, acz stanowczo niezadowolenie wyrazić, a straż ich ubiła i płaszcze dla możnych z ich skór uszyto. Zjechało się tysiące i straż ubić ich miała, lecz jeden na sam przód wyszedł. Cały czarny był, węglem umazany i kilof w dłoniach dzierżył. Zakrzyknął tedy: ‘Więcej biedaszybników nie ubijecie, bo my się nie damy! Prawda chłopy?’ Biedaszybników zdziwienie ogarnęło, że tak można, lecz potwierdzili, więc straż ich nie ubiła. Skrzyknął ich Czarny Człowiek, by głośni byli, w trąby dęli, a z Neomezytu drzewa gumowe przytargali, aby je palić oraz ludzi w Nowodomie bili. Dnia setnego zawieruch sam Budzimir przed tłumem stanął i Wielkiego Biedaszybnika wezwał. Dysputę długą toczyli, lecz Budzimir się ugiął, przeto na fedrowanie na nowo pozwolił. Biedaszybnik zaś ogłosił, że za zasługi swe dwie części z trzech części zysku wszelakiego z urobku każdego mu się należy. I bohaterem inni go ogłosili, na rękach go nosili. Mógł im tylko nogi podać i stopy mu wylizali. Przypowieść o czuwającym Biedaszybniku. Dawno, dawno temu Weerland też cały w biedaszybach był, a Biedaszybnik nad wszystkim czuwał ze swego pałacu. Frarem ziemskim został i wiele wsi posiadał, lecz jemu się należało, bowiem tylko on biedaszybnictwo dobrocią swoją w istnieniu podtrzymywał. Gdy ktoś doli odpowiedniej Biedaszybnikowi nie przekazywał, to biedaszyb jego bez błogosławieństwa zrazu się walił i wodą był zalany. Pierwsza w miejscu tragedyj drużyna Biedaszybnika zawsze była, lecz za późno, by życie dłużnika ocalić. Bywał też Biedaszybnik częstokroć w Nowodomie z Budzimirem na ucztach wystawnych, aby o złym losie prostych ludzi mówić i ulg im szukać. Po ucztach takowych daniny, które lud Budzimirowi miał płacić wielce rosły i któż wie, jak ogromne by były, gdyby nie dobre słowo Biedaszybnika. Ucztę jedną poseł przerwał i ogłosił, że w Pyzdrach węgiel pod ziemią począł się palić. Popędził tam Czarny Człowiek zmartwiony losem ludzi i kopcące tunele zastał. Żaden, kto w nie wkroczył już nie powracał. Zapytano tedy Biedaszybnika co robić, a ten im w swej mądrości pomyśleć nakazał. Pomyśleli prostaczkowie i z rzeki Frotawy kanał wykopali i tunele wodą zalali. Gdy dymy ustały kanał zakopano, a wodę z tuneli wiadrami dobywano, a Biedaszybnik szybciej im robić kazał, toteż jednego dnia się uwinęli. Poprosili Biedaszybnika, by sam tunele obaczył, czy dobre, a ten odrzekł: ‘Zbyt kocham świat podziemny, by znów go ujrzeć. Jeszcze bym zapragnął nie wrócić i cóż byście beze mnie zrobili?’ Sami więc prości kopacze tunele sprawdzili i do fedrowania zdatnymi byli. Podziękowali Biedaszybnikowi za wielką pomoc, a ten niczego nie chciał, toteż tylko stu krów, pięćdziesięciu beczek bimbru i dwudziestu niewolnych zażądał. Przypowieść o śmierci Biedaszybnika Raz jeden kopacze ze wsi Gnojno daniny dla Czarnego Człowieka odmówili, oszustem go nazwali i darmozjadem. Zasmuciło to Biedaszybnika, gdyż tak wiele dla ludzi robił, a Ci na niego złorzeczyli. Płakał nad złym losem oszalałej wsi i drużynę posłał, by ją uratowała. Jednakże ta do pałacu nie wróciła, lecz wściekła hałastra przybyła z Gnojna. Otworzył im Biedaszybnik bramę, by z nimi pomówić. Same okropności posłyszał, iże on tylko o swe dobro się troszczy. Rzekł tedy: ‘Furman nie może być koniem i odwrotnie!’ A ci go spętali, węgiel mu z twarzy zmyli blade lico ujawniając. Zakrzyknęli z trwogą, gdyż twarz tę poznali i go z pałacem spalili. Wrócili do swej wsi kopacze nowinę o rzekomej wolności niosąc. Trzy dni minęły, a zbrojna banda do wsi przybyła i trybutu za ochronę zażądała. Niższy niż ten Czarnego Człowieka był, toteż zapłacili. Jednak dnia kolejnego przybyli inni i potem jeszcze inni, każdy czegoś pragnął. Oddawać musieli kopacze więcej, niż mogli. Tunele ciągle się waliły, złoża lichymi się okazywały, Budzimir daniny podnosił szybciej niż dawniej. Gorycz w nich narastała i zbrodni swej żałowali. W biedzie żyli i bimbru nie mieli. Nie tylko im krzywda się działa, lecz w całym Weerlandzie los kopaczy marnością obrósł. Modły do Prabudzimira wznoszono, by Biedaszybnik powrócił. Gdy kolejny raz bandyctwo po swą dolę do Gnojna przybyło, sylwetkę z zachodu nadchodzącą ujrzano. Człek ów cały czarny był, węglem umazany. Spytali go bandyci któż on, a ten jako Biedaszybnik przez Prabudzimira odrodzony się przedstawił. Zaśmiał się herszt i spytał prostaczków, czy to prawda, bowiem posłyszał, jakoby oni prawdziwego ubili. Potwierdzili tedy kopacze, że to Biedaszybnik, zaś hersztowi dech nagle ujęło i martwym spadł z konia. Klękli inni bandyci przed Biedaszybnikiem i wierność mu poprzysięgli. Ruszył Czarny Człowiek przez Weerland głosząc swój powrót i wszelkie zbrojne bandy przeganiając. Dobrze się stało, że źle się stało, bowiem każdy jeden kopacz umiał już Biedaszybnika docenić. Przez sto lat kolejnych biedaszybnictwo chronił, a gdy świat go znużył wziemiowstąpił i z tuneli się wyłowi, gdy Weerland pomocy będzie potrzebować. Biedaszybnik znany też jako Czarny Człowiek To patron sektora wydobywczego i przemysłu, stópkarstwa, przedsiębiorczości, związków zawodowych, skromności, zamieszek, Pan Podziemi i Ten-Który-Powróci. Nie znamy jego prawdziwego imienia. Teologowie Tezy Weerlandzkiej twierdzą, że był to sam Budzimir III, istniejący w wielu osobach dyskutujących ze sobą, ale inteligenciki od Trzeciej Tezy twierdzą, że był to nie kto inny, a Krost Narowski, kronikarz z dworu Budzimira III. Mają na potwierdzenie dowody takie jak zniknięcie Krosta tego samego dnia, gdy pojawił się Biedaszybnik oraz inne nudne źródła. Teologowie Weerlandzcy w dysputach zatykają uszy i krzyczą, więc ich wersja ma silniejsze uargumentowanie.Biedaszybnik z uwagi na niezwykle mistyczny charakter jest czczony przede wszystkim przez Weerlandczyków, choć swoją rolę ma również w bardziej industrialnych częściach Hirschbergii. Uosabia on skromność Ludzkiego Pana, który robi wszystko, co osoba wyższa może, by pomóc prostym ludziom, niemal nie oczekując niczego w zamian. Pokazuje on, że anarchia zwana przez niektórych odszczepieńców wolnością jest tak naprawdę większym zniewoleniem i szczęśliwy Weerlandczyk to taki, który komuś podlega. Biedaszybnik jednak nie zastępuje prostaczków w ich pośledniej i niegodnej pracy, lecz podobnie jak Wielki Mistrz Budzimir I w przypowieści o początkach Łowcy służy radą. Dobremu Weerlandczykowi to powinno wystarczyć. Istnieją dość duże dysputy odnośnie tego, czy Biedaszybnik to, tfu, liberał, czy też przyzwoity socjalista. Duża część ohydnej konserwatywno-liberalnej młodzieży płci męskiej uważa, że biedaszybnictwo to ucieleśnienie idei wolnego rynku, a Czarny Człowiek brzydziłby się monarchosocjalizmem. Monarchosocjalistyczna młodzież płci żeńskiej twierdzi zaś, że Biedaszybnik to ojciec wszelkich związków zawodowych pokazujący jak zjednoczenie ludu pracującego w porozumieniu z władzą wynosi społeczeństwo na nowy poziom. Dyskusje te czasem toczą się na ulicach. (https://www.youtube.com/watch?v=ov9Xb4woeBQ) (https://scontent.fpoz4-1.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/204653378_939440106631590_624381878619413906_n.jpg?_nc_cat=102&ccb=1-3&_nc_sid=b9115d&_nc_ohc=l0Wa562voQwAX_r2ovW&_nc_ht=scontent.fpoz4-1.fna&oh=d74a4c566b48c4370ef2113e8e67913e&oe=60D696C9) Symbolem Biedaszybnika jest kilof. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Zazwyczaj w ich pobliżu ścierają się strony wolnorynkowa i monarchosocjalistyczna, a po podłodze pełzają stópkarze liżący stopy obu stron tak zajętych kłótnią, że tego nie zauważają. W każdej przyzwoitej firmie, państwowej fabryce, biedaszybie i innych obiektach usługowych i przemysłowych znajdują się kapliczki służące czczeniu pamięci o Biedaszybniku. Mają one na celu przyniesienie szczęścia w interesie. Ich typowa forma to kopciuch przyjmujący różne dary, ale najbardziej pożądane są węgiel i pęczki banknotów. (https://scontent.fpoz4-1.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/203398812_939440196631581_8720163540886166592_n.jpg?_nc_cat=100&ccb=1-3&_nc_sid=b9115d&_nc_ohc=SqIpaaZH6HMAX86XQZK&tn=t3fe9BQlhGGq-szI&_nc_ht=scontent.fpoz4-1.fna&oh=1f0199cdfcd3abdf90b3152e898318b8&oe=60D52B2E) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Czerwca 22, 2021, 10:10:05 Warto wspomnieć, że kult Czarnego Człowieka popularny jest szczególnie w hirschberskim Zagłębiu Cukrowym. Na przykład w pobliżu Kopalni Cukru "Ramon" znajduje się taka oto kapliczka, nieco różniąca się od tych w Weerlandzie:
(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/ab/Pomnik_kopalni_rud_%C5%BCelaza_Konopiska.JPG) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Czerwca 22, 2021, 07:45:15 Co to w ogóle jest? Tak się właśnie kończy, gdy Hirschbergowie zabierają się za sprawy religijne. Mam nadzieje, że w tym wagoniku można chociaż palić dary dla Czarnego Człowieka.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lipca 05, 2021, 06:33:21 Wielki Mistrz Budzimir I (https://i.ibb.co/sCg8pYj/68098-3-zoom.jpg) Przypowieść o żelaznych smokach. Dawno, dawno temu, frunął Budzimir na żelaznym smoku poprzez Weerland Prawdziwy, bowiem zacną karczmę z niewiastami rytuał rur odprawiającymi chciał znaleźć. Smok jednak spragnionym był i w Domie Wód napić się musiał. Gdy ziemi tknęli i wodę magiczną smok przyjmował, odszedł Budzimir na ubocze ziół zdrowotnych zapalić tam, gdzie inne smoki spały. Ukojenia zaznawał, gdy postrzegł ludzi z szatami ciemnymi między smokami czmychających. Podążył za nimi i ujrzał, że nie swojego smoka ujarzmić próbowali. Wielce się zestrachali, gdy Budzimira przyuważyli i tłumaczyć się poczęli, że gierkemiaszowych sług to smok jest. Broń już wyciągali, lecz Budzimir zrazu ich uspokoił i rzekł: „Oczy widzą, uszy słyszą, usta milczą. Popatrzeć ino pragnę.” Spokój poskramiaczy objął i do pracy swej wrócili. Widział Budzimir, iż prosta ona była i spytał, czy chleb z niej godziwy i czy smoki często wyją swych panów wzywając. Z estymą odpowiedzi usłuchał. Smok ujarzmiony został i cztery paszcze swe otworzył, poskramiacze doń weszli i odlecieli. Wrócił tedy Budzimir do smoka swego, a ten zaryczał i wzniósł się w niebiosa. Nocy tamtej dobrą karczmę znalazł i o sprawie całej zapomniał, bowiem bardziej ważkie sprawy jego głowę wypełniały. Dni kilka minęło, a słudzy Gierkiemiasza Budzimira do swej sadyby zaciągnęli. Tam na światłobrazie ukazali, że czujne oko Go w smoczym leżu wypatrzyło. Spytali Budzimira, czy poskramiaczy rozpozna, a ten potwierdził. Wielu Mu ukazano, a ten winnych wskazał, a słudzy Gierkiemiasza podziękowali i Go wolnym puścili. Przypowieść o górze i otylcu. Lata pewnego niedługo po Weerlandu Prawdziwego opuszczeniu wędrowali Weerlandzcy wygnańcy ku zachodowi, a Wielki Mistrz Budzimir ich prowadził. Raz człek jeden na zwiad posłany, wielce rad powrócił. Spytał go tedy Budzimir o powód, a zwiadowca rzekł, że górę odnalazł, a widok z niej tak piękny, że każdy winien go ujrzeć. Przemyślał te słowa Budzimir i uznał, że wszyscy Weerlandczycy na górę wejdą. Trudna była to jednak góra była i stroma. Pięli się na nią wszyscy, i starzy, i młodzi, i zdrowi, i ślepi, bowiem Budzimir tak nakazał, by widok każden ujrzał. Wielu nie podołało i w przepaść spadło, wielu kamienie obruszyło, a te tych za nimi miażdżyły. Zabraniał Budzimir zawracania, toteż Weerlandczycy dalej w górę kroczyli. Na końcu szedł otylec Olech i cały pochód opóźniał. Stanął Budzimir przed szczytem samym i zatrzymać się nakazał, zapragnął bowiem, by widok lud cały naraz ujrzał. Czekali tam jedno pianie kura i starsi dotarli, czekali drugie i baby dotarły, czekali trzecie i dziatwa dotarła. W oddali jednak Olech dalej majaczył i sapanie jego słychać było. Złorzeczyli na niego inni, bowiem widok chcieli już ujrzeć, a Budzimir rękę uniósł i ciszę nakazał. Krzyknął tedy do Olecha słowa otuchy: „Szybciej Prosiaku, słuchy mię doszły, że na szczycie jest dużo strawy!” Kolejne trzy piania kura minęły, a otylec wciąż nie dotarł. Za czwartym dopiero do reszty dołączył i na szczyt już wejść Weerlandczycy mieli, lecz mgła naszła i z niego widoku żadnego nie ujrzeli. Klątwy tedy na Olecha rzucać poczęli i kamienie, bowiem on był winny. Kazał Budzimir Olechowi życie swe zakończyć, toteż ten w przepaść się rzucił. Ta jednak płytką się okazała i tylko nogi miał otylec złamane i piszczeć począł. Śmiali się podówczas Budzimir i lud jego, lecz zrazu zaprzestali. Z jamy obok Olecha ogromny ślimak bowiem się wyłonił. Próbował Olech ucieczki, lecz zbyt rannym był. Ślimak okrągłą paszczę rozwarł i pochłaniać otylca począł. Miotał się Olech i o łaskę błagał, a gdy na wpół wessany już był, ciało jego, niczym ser się topiło. Obejrzał te zdarzenie Budzimir w milczeniu i przyznał zwiadowcy, że zaiste piękny widok z góry był i dobrze się stało, iż każden go zobaczył. Przypowieść o przypowieści. Wędrował lud Weerlandu przez step dziki, a Budzimir postój nakazał. Zasiadł On po zmierzchu przy ognisku, przy ludziach prostych i zażyczył sobie strawy. Strawę dostał. Zażyczył sobie trunku. Trunek dostał. Zażyczył sobie dziatwy. Dziatwę dostał. Wielce był rad i nauki swe przekazać postanowił. Tako rzekł Budzimir: ‘Dawniej za Weerlandu Prawdziwego wielkie kramy były i każde dobro można było tak kupić. Zmienne jednak były ich ceny. Chciałem żem kupić raz jeden nowe łoże, taką skórę do spoczynku, lepszą ino. Ruszyłem po kramach i w pierwszym wysokie koszta były, więc inny odnalazłem, tam było taniej. Pomyślałem tedy, że i taniej odnajdę i kolejne kramy obaczałem. Raz było taniej, raz drożej, łoża różne były, namyślić się nie mogłem. Ku kolejnemu wędrowałem, ale piękne dziołchy pojrzałem i ku nim poszedłem. Niestety też drogo było, Gierkemiasza wina. Wiecie bowiem, baba weerlandzka, to dobra jest, przy kości. Taką się ceni. Dwie wiosny temu jak dzikich pochwyciliśmy, to jedną dziką sobie wziąłem, lecz ta odór dziwny miała. Wykąpać ją nakazałem, końskim włosiem ją słudzy szorowali, cały bród z niej szedł, skóra jej jednak wciąż ciemną była i konia woń dalej miała. Próbowałem, lecz przemóc się nie mogłem. Dzicy, zwierzęta te woń inną mają, co nawzajem ich do pokrycia wzywa, lecz nas, ludzi odrzuca. Dlatego żaden Weerlandczyk z dziką się nie sparuje i dziki z Weerlandką.” Skończył tedy mówić Budzimir, i sen go niemal zmorzył, a zapytano Go, czy łoże zakupił. Rzekł tedy Budzimir: ‘Nie pamiętam.’ Wielki Mistrz Budzimir I Znany także jako Najświętszy, Ojciec i Matka, Wielki Pielgrzym, Pierwszy i Najważniejszy, Pradawny, Pamiętający Przeszłość, Noszący Szaty, Wygnaniec, Przewodnik, Dalekowidz, Miłośnik Dzieci, Góral, Grający na Grubym Flecie, Pijący Wodę, Jedzący Strawę, Śpiący Nocą, Ten, Który Się Nie Wypróżnia, Smoczy Jeździec, Stoczniowiec, Pomazaniec Prabudzimira, Założyciel, Pan Nowego Domu, Stary Mędrzec i wiele innych. To patron całego Weerlandu i Weerlandczyków, ale w sumie to całego Wszechbudzimiryzmu. Najważniejszy i pierwszy Święty Człowiek, któremu zawdzięczamy swoje istnienie. On wyzwolił nas z niewoli Gierkemiasza i poprowadził ku nowej przyszłości na kontynencie Ostia. Oprócz tego swym patronatem obejmuje piesze wędrówki, burdele i opiekę nad małymi dziećmi. Jego niezachwiana moralność stanowi w dużej mierze wzór dla każdego budzimirysty. Jeśli coś nam grozi, mamy prawo skłamać, wyrzec się swej wiary, by przeżyć i móc dalej ją krzewić, gdy znów jest to bezpieczne. Jeśli władza bierze nas na spytki, kapujemy jak leci, jakkolwiek zła by ona nie była. Gardzimy słabością, otyłością, kalectwem, bowiem tylko siła nadaje sens, jest celem samym w sobie i czymś godnym szacunku. Unikamy zbędnych kontaktów z pośledniejszymi stworzeniami człekopodobnymi z drobną dyspensą dla kwestii przodków Hirschbergów, lecz to zaszłość historyczna. Oprócz tego Budzimir pokazuje nam jaki powinien być władca. Pewny siebie, rozważny, bezlitosny, ale nie złośliwy i umiejący się śmiać z poddanymi, gdy dzieje się coś dobrego. Władca stanowi ostateczne źródło wszelkiej mądrości i tylko on może kwestionować swe własne słowa. Gdy prostaczek uważa, że władza się myli, to zwyczajnie nie może jej pojąć i winien milczeć. Pamięć Wielkim Mistrzu Budzimirze I jest czczona przez wszystkich budzimirystów. (https://i.ibb.co/8rbWjqD/4304554.png) Symbolem Budzimira I jest jeden palec u dłoni. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Zwykle te są zdobione złotem, diamentami i innymi kosztownościami kupionymi na wieloletni kredyt miejscowości, gdzie Dom się znajduje. Historie o Budzimirze I i ich interpretacje są tak święte, że nie powinno się ich czytać i analizować, więc porządni Weerlandczycy i Hirschbergowie od nich stronili, oddając im tylko pokłony z oddali. Dlatego czasem na półkach, szczególnie weerlandzich Domów Tez, znajdują się wyłącznie złote atrapy ksiąg. Rozkwit Trzeciej Tezy spowodował gwałtowny wzrost poczytności historii o Budzimirze I. Czytane są one przez tzw. retrofuturystów, którzy często spierają się nad ukrytymi znaczeniami tych przypowieści. Pamięć o Wielkim Mistrzu Budzimirze I jest czczona samym faktem naszego istnienia, więc bałwochwalstwem byłoby stawianie mu kapliczek. Część Budzimirystów jednakże dodatkowo czci pamięć o Wygnaniu poprzez pielgrzymkę przez Ostię, śladami wędrówki Weerlandczyków. Obowiązkowym punktem tej pielgrzymki jest wejście na szczyt Świętej Góry. Dawniej uważano że jest to szczyt o dumnej nazwie Nutrokrutonut, ale analizy archeologiczne wykazały, że prawdopodobnie jest to jednak Góra Wysranki, a jej nazwy już nie można zmienić. Wejście odbywa się bez sztucznych ułatwień. (https://i.ibb.co/Lv3PJXB/OLYMPUS-DIGITAL-CAMERA.jpgg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Lipca 05, 2021, 06:48:50 To obraża pamięć Joksymila...
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lipca 05, 2021, 06:53:42 Tezy są Antagonistyczne, Joksymil jak już dostanę piękny pałac załapie się na hirschberską!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Lipca 05, 2021, 10:00:38 A gdzie się znajduje ta góra (śmierci)?
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lipca 05, 2021, 10:11:59 Ta góra znajduje się hen daleko na wschodzie kontynentu. Nie wiem, czy jakiś kraj ją obecnie zajmuje, czy to ziemie niczyje.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Lipca 05, 2021, 10:24:43 Najbardziej prawdopodobny byłby Trizondal, który w teorii nadal istnieje. Wiosną, dłuższe dni są to ja mogę poprowadzić i pokazać jak zdobywać tę górę, śmierci.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lipca 20, 2021, 08:56:53 Atares, Następca Budzimira (https://i.ibb.co/qy525cQ/a-V0gnwv-460s.jpg) Przypowieść o waleczności. Dawno, dawno temu, gdy Weerlandem razem rządzili Atares z Gniewomirem, do Nowodomu chłop przybył, a lico jego krwią okapane. Mieszko się zowił i na kolana padłszy wydał z siebie skowyt i rzekł: „O Dobrzy Panowie, wieś ma, Jedyne Grochale suszy ofiarą padła. Rzeżucha całkiem niemal wyschła i Dzicy zza niej wkrótce przybędą. Pomordują! Pomóżcie nam!” Spytał tedy Atares, czy będzie zabijanie i Mieszko potwiedził. Wtem Atares swe cztery topory pochwycił i ku Grochalom popędził, a za nim Gniewomir wojów posłał. Trzy dni i siedem nocy biegł niestrudzenie Kolejny Po Budzimirze nim o brzasku do Grochali dotarł. Ciemno jeszcze było, lecz wielu ludzi biegających postrzegł Atares, toteż krzyk bitewny wydał i począł wrogów ubijać. Choć był on jeden, a ich cała wieś, to słabymi oni byli i toporom ulegli. Zasiekał Atares mężów, a ci oporu nie stawiali. Zasiekał Atares kobiety, a te walczyć próbowały. Zasiekał Atares dzieci, a te dzielnie się broniły, lecz kim one były wobec Następcy? Dnia tamtego żaden Weerlandczyk z rąk Dzikich nie zginął. Skończył swą walkę Atares i do Grochali przbyli wojowie z Mieszkiem, a ten zapłakał, bowiem to ze wsi jego chłopi, nie Dzicy usiekani zostali. Wskazał Mieszko Rzeżuchę, a za nią na koniach swych Dzicy czatowali. Lica ich jednak grozą objęte były, a gdy Atares ryknął i i Mieszka ubił, a ku nim głowę jego cisnął, to w popłochu uciekli. Nigdy już Dzicy odwagi atakować Grochali nie mieli. Przypowieść o wieży. Pewnego razu Atares ryciny ksiąg podziwiał i wieżę postrzegł: wpierw jak stu chłopa wysoką, a potem na trzydziestu w boki, lewy i prawy skierowaną. Zażyczył sobie Atares takowej wieży w Nowodomie i czworo wyszkolonych inżynierów swe pracę poczęło. Plany patykami po ziemi wyrysowali, chłopów do roboty zagarnęli, a kamień z murów Nowodomu wzięli. Pięła się wieża ku górze i problemów nie było, wżdy na boki rosnąć miała, lecz tedy się zawaliła. Wściekły był Atares i budować na nowo kazał. Zastanowili się inżynierowie, wzmocnienia żelazne w swych planach dodali i przetopić wszystkie miecze Nowodomu nakazali. I za drugim razem wieża jednak się zapadła, gdy na boki budowana była. Następcy gniew był wielki, lecz nakazał jeszcze raz wieżę zbudować. Poprosili tedy inżynierowie, by księgę im Atares ukazał, a Ten usłuchał. Dni wiele stronice studiowali, lecz wieży nie odnaleźli. Spytali toteż Ataresa, by Ten im rycinę wskazał. Otworzył Atares księgę i tak uczynił, a inżynierowie milczeli. Wtem jeden z nich rzekł: „Ależ Kolejny Po Budzimirze, toż to zdobna litera stronicę początkująca! Wieży takowej zbudować się nie da!” Krzyk i raban dwór ogarnął, bowiem takiego braku szacunku i wiary wobec Ataresa dawno Nowodom nie ujrzał. Proponowali frarowie, by inżyniera końmi rozerwać, lecz sam Następca go pochwycił i siłą własną na dwoje podzielił. Pięciu było zatem inżynierów i plany nowe wyrysowali, a wieżę taką jak Atares pragnął chłopi zbudowali. Stała ona po kres samego Nowodomu. Przypowieść o starości i młodości. Lata Jego panowania mijały, a Atares siły swe tracił. Niegdyś wołu ręką podrzucał, a toporów swych utrzymać nie mógł. Niegdyś grozę swym okrzykiem wzbudzał, a szeptem tylko mówił. Niegdyś siłę na lata marszu miał, a z tronu sam powstać nie mógł. Wezwał toteż medyków, by młodym go ponownie uczynili, gdyż nie godziło się, by los zwykłego człeka go spotkał. Medyk z zachodu krew młodych pić nakazał, toteż tak Atares czynił i krew stu młodzieńców wypił, lecz ta mu nie pomogła. Inne młodzieńcze soki ssać toteż medyk nakazał, lecz i te nie pomogły. Na pal medyka nabito, by znój Ataresa uświadczył w swej śmierci. Medyk ze wschodu okazał się być Dzikim, więc zginął nim jedno słowo powiedział. Medyk z północy prawił, jakoby młodym duchem być trzeba. Iż wierzyć w siebie należy, a tedy wszystko jest możliwe. Być robem, nie nierobem nakazał, a z radością witać nowy dzień. Uwierzył w te słowa Atares i powstać z tronu spróbował, lecz ból Go objął i sen zmorzył. Utopić oszusta toteż nakazał, by woda zatrute słowa jego oczyściła. Medyk z południa nakazał przyprowadzić silnego sługę, sznuru przynieść, a Ataresa na ziemi ułożyć. Takoż uczyniono, a medyk sługę na Następcy położył i sznurem, ręka do ręki, noga do nogi, tors do torsu, głowa do głowy obu razem uwiązał. Wstać tedy Ataresowi nakazał, a słudze ruchy Następcy powtarzać. Powstał Atares i przez izbę całą siłą sługi przeszedł. Topory swe sługi dłońmi pochwycił i kilku frarów usiekł. Radość wielka była jego, bowiem znów młodości siłę poczuł. Dziękował też sługa za swą przydatność, a medyk orzekł, że jednością z Ataresem miał być, toteż oczy, język i uszy mu ujęto. Żyć już bez Ataresa nie mógł i jednym z nim się stał wszelką jego wolę wykonując. Podziękował Atares medykowi i złotem go obsypał. Szybko jednak zrozumiał, że prawdziwej młodości mu to nie zwróciło, lecz dzięki sile sługi ze starością się pogodził. Atares, Następca Budzimira, zwany też Budzimirem II. To patron męstwa, siły, wojny, ludobójstw, gwałtów, impotencji, teatru kukiełkowego. Pamięć o nim jest czczona przez żołnierzy, morderców i artystów w całym Weerlandzie, ale również Hirschbergii. Ten Święty Człowiek władał Weerlandem po Wielkim Mistrzu Budzimirze I. Najpierw wspólnie z Gniewomirem, a później samodzielnie. Jego potęga i prostota ducha od zawsze rozpalały wyobraźnię budzimirystów. Uosabia on wszystko to, czego pragnie porządny żołnierz, czyli tę no... potęgę, prostotę? Przypowieści o jego bohaterstwie, licznych starciach z Dzikimi ze wschodu ukazują wyższość naszego ludu nad tymi barbarzyńcami, którzy w swoim prymitywizmie nie mogli stawić czoła naszemu nieskończonemu szałowi. Za jego rządów Weerland ekspresowo przyjął nowinki techniczne z południa zmieniając się z zacofanego brutalnego plemienia w używającą prochu strzelniczego brutalną cywilizację. Jego architektoniczne wizjonerstwo nie stało granic i smutek mnie ogarnia jak myślę o zniszczeniu Nowodomu. Przypowieść o wieży jako kolejna już pokazuje, że władzy należy oddać szacunek, bowiem ta ostatecznie zawsze ma rację. Przypowieść o starości i młodości zaś ukazuje, że nawet tak wielki Święty Człowiek jest tylko człowiekiem. Oznacza to, że podlega prawom natury w czym mogą znaleźć ukojenie rozżaleni prostaczkowie. Starości uciekł tylko Mistrz Budzimir V i stąd w tym poczcie go nie ujrzycie. Ludziom starym należy jednak ulżyć w życiu: biednych dobić, bogatym i wpływowym pomagać. (https://i.ibb.co/L6sFdJX/png-clipart-peace-sign-illustration-computer-icons-hand-peace-symbols-peace-symbol-text-photography.png) Symbolem Ataresa są dwa palce w weerlandzkim geście wojennym. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Księgi i interpretacje są zwykle bardzo grube. Wynika to z tego, że oddając cześć niepiśmiennemu Świętemu Człowiekowi wszystkie święte pisma oprócz tekstu zawierają szczegółowe ryciny przedstawiające jego losy jak i filozoficzne dywagacje nad ich znaczeniem. Zdjęcie jednej z takich rycin zamieściłem powyżej. Księgi te są często czytane tj. oglądane przez żołnierzy, czy osoby planujące brutalne zbrodnie. Poborowi Przymusowych Młodzieżowych Oddziałów Budzimira obowiązkowo czytają je 5 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu przez cały czas trwania swej służby. Razem z przypowieściami o innym Świętym Człowieku, Hermanie Pole, czyni ich to odpowiednio bezwzględnymi i bezmyślnymi maszynami do zabijania. Oprócz tego przypowieści o ostatnich latach życia Ataresa są popularne wśród artystów zawodowo zajmujących się marionetkami. Kapliczki służące czczeniu pamięci o Ataresie są nietypowe. Nie są bowiem miejscem, lecz zdarzeniem. Nim jest oczywiście przelewanie krwi w boju. Stąd w Weerlandzie i w jednostkach wojskowych popularne są areny gladiatorów. Areny to nie kapliczki, nimi są same wystawiane walki. Te stanowią kapliczkę, póki krew nie zakrzepnie. (https://i.ibb.co/hRKW3PC/pobrane.jpg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Laszk Młynariew on Lipca 21, 2021, 04:59:03 Masz ci los, czyli likwidująć arenę w Laszkbergu popełniłem świętokradztwo?
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lipca 21, 2021, 09:13:48 Dokładnie, pozbawiając mieszkańców możliwości czczenia pamięci o Ataresie na arenach narażasz ich na niebezpieczeństwo. Wkrótce zaczną zabijać się na ulicach, by pomodlić się nad przelaną krwią.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Lipca 24, 2021, 11:37:29 A nie warto by także w nagłówku zaznaczyć, że Ataresa zwykło się nazywać Budzimirem II?
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lipca 24, 2021, 09:34:56 W zasadzie Budzimirem II zaczął być nazywany po swojej śmierci, sankcjonując tytuł Budzimira III. Myślę, że historycznie jest on bardziej znany jako Następca Budzimira. Wspominkę, że bywa nazywany Budzimirem II zamieściłem, więc nie widzę problemu.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Lipca 25, 2021, 02:30:55 To jest w ogóle ciekawa praktyka, można by ją gdzieś jeszcze zastosować.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Tobiasz von Richtoffen-Deithven on Sierpnia 13, 2021, 10:38:06 Młoda Leokadia (https://glamrap.pl/wp-content/uploads/2021/01/young-leosia.jpg) W dniu dzisiejszym chciałbym przedstawić wam świętego człowieka, jakiego wyznaje teraz większość młodzieży, buntującej się przeciwko reżimowi PMOBistów. Młoda Leokadia jest muzykiem. Prawdę mówiąc trzeba mieć bardzo wysokie IQ, żeby rozumieć teksty Młodej Leokadii. Pod postacią skocznej, imprezowej melodii w połączeniu z piskliwym, dziewczęcym głosem młoda artystka ukrywa wiele rozmaitych niuansów, których nie wyłapie przeciętny słuchacz. Nie trzeba nawet jednak słuchać samych tekstów - wiele kryje się już w warstwie wizualnej i wykreowanym przez młodą piosenkarkę wizerunku. Spójrzmy chociażby na teledysk do "Szklanek" - główna bohaterka (odgrywana przez samą szefową projektu, czyli Leokadię) to bardzo wyraźna metafora współczesnej, znudzonej otoczeniem (czego idealnym podkreśleniem jest jej jaskrawy kolor włosów i nietypowy ubiór) nastolatki, której jedynym celem w życiu jest po prostu "pić bimber ze szklanki" - nie wykazuje ona żadnego zainteresowania inną, bardziej produktywną aktywnością. Na tle wydarzeń globalnych - czyli wciąż trwających prześladowaniach PMOBistów, które na dłuższy czas każdego z nas odcięły od rozrywek zewnętrznych - kreacja bohaterki przedstawia się wręcz tragicznie; młoda dziewczyna nie skorzystała z wolnego czasu, aby nauczyć się czegoś nowego lub rozwinąć pasje, nie - ona wciąż tylko czeka, aż - kolokwialnie mówiąc - będzie mogła pójść do klubu i po prostu się najebać. Nie są jej obce zatargi z prawem ("Nie mów nikomu, łamiemy zasady, bo w domu też bywa funky") - dziewczyna notorycznie łamie obostrzenia dotyczące poboru, narażając tym siebie i swoje najbliższe otoczenie na zarażeniem wirusem sojowotęczowej zarazy. Ale co z tego - ważne, że będzie mogła od czasu do czasu zachlać mordę z koleżankami na "hulankach". Ten zabieg to niezwykle przenikliwe i satyryczne spojrzenie na współczesną młodzież, która często ma problem z wartościowaniem swojego życia i nadaniem mu celu. Nie należy też zignorować faktu, jak bohaterka ewidentnie jest wyuzdana seksualnie - zarówno swoim prowokującym, odkrywającym brzuch ubiorem, jak i słowami, które wypowiada podmiot ("Chcę już wieczory spędzać poza domem (...) Tam gdzie chłopakom chodzi tylko o jedno"). Nieobce są jej więc wszelkie seksualne ekscesy czy przygody z narkotykami ("Kiedyś to codziennie miałam klub, teraz mam tu pełny stół" - chyba nie myślicie, ze Leokadia śpiewa tu o pełnowartościowym posiłku na rodzinnym stole?), co bardzo upodabnia ją do głównych bohaterów powieści "Dzieci ze Zlewni" - tylko, że przeniesionych do czasów współczesnych. Artystka jak na swój wiek daje wyraz sporemu zapleczu kulturowemu (odniesienie do hamerykańskiego DJa znanego jako Diplo czy raperek - Nicki Minaj i Cardi B), nie stroni również od aluzji politycznych ("Oddajcie lokale i hajs, nie cenzurujcie poety" jako manifest młodego pokolenia wobec decyzji partii rządzącej na temat nie robienia nic). To niezwykle przenikliwa, młoda artystka, która przygląda się kondycji obecnego społeczeństwa nie gorzej, niż przed laty w podobny sposób zrobił to Erick Monde. Z pewnością nie można przejść obok tej artystki obojętnie. (https://cdn.iconscout.com/icon/premium/png-256-thumb/alcohol-bottle-2407756-2020463.png) Młoda Leokadia jest patronką młodości, melanżu i hedonizmu. „Szklanki” Młodej Leokadii są także manifestem antymonarchosocjalistycznym Jeden z debiutanckich singli młodej raperki bez wątpienia zasłużył sobie już teraz na miano hitu. Nie każdy jednak wie, że między wierszami widać tutaj bardzo wiele krytycznych odniesień do systemów socjalistycznych. Poniżej przedstawie wam kilka przykładów. Już w pierwszej zwrotce możemy usłyszeć słowa: Kiedyś to codziennie miałam klub teraz mam tu pełny stół. Jest to sprytnie ukryta aluzja do PMOBowskiej pacyfikacji Aralii, wielkiej klęski głodu, która spowodowała bardzo wiele śmierci na ziemiach naszych sąsiadów. Dalej w tej samej zwrotce słyszymy: Z ziomalami dzielę się na pół każdy ruch to wspólny move. Można rozumieć to jako opinię, że jedynie nasi najbliżsi nazwaniu tutaj „ziomalami” powinni mieć udział w naszym majątku, oraz wpływ na nasze życie. Zwrotka druga rozpoczyna się od wersów: Noce nie bywają spokojne będzie trzeba to pójdę na wojnę; Na ulicy w szeleszczącej kurtce Moncler będę walczyć o zwrot moich wspomnień. Moncler jest marką wysoce ekskluzywną, przystającą wręcz do współczesnych hamerykańskich klas wyższych. Można więc śmiało zakładać, że wspomniana tu wojna to ewentualność socjalistycznej rewolucji. Artystka wprost deklaruje tutaj, że w wypadku takiego konfliktu wesprze siły reakcyjne, nie rewolucyjne. Następne wersy brzmią: Bo chcecie nam zabrać ten czas i te radosne bankiety; Oddajcie lokale i hajs nie cenzurujcie poety. W moich oczach może być to nawiązanie do postaci wybitnego Hermana Pole, który w ZSKHiW został ocenzurowany pod zmianie politycznego wydźwięku swoich dzieł, a ostatecznie najprawdopodobniej zamordowany. Na koniec chciałbym się jeszcze odnieść do fragment refrenu powtarzającego się w utworze czterokrotnie. W wersie: Czekam aż znowu będziemy popijać bimber w klubie ze szklanki. Jest to kwintesencja delikatności i złożoności aluzji zawartych w tekście rapowego hitu i przy okazji ostatnia z nich którą chciałem wam przedstawić. Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Sierpnia 13, 2021, 10:42:19 Bluźnierstwo!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Sierpnia 13, 2021, 10:52:49 Stek bzdur. U nas młodzież jest jak młodzież, a takie to tylko zaczepia... napadają i tak dalej.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Sierpnia 13, 2021, 01:24:31 Stek bzdur. U nas młodzież jest jak młodzież, a takie to tylko zaczepia... napadają i tak dalej. A ja sie nie dziwie sie że młodzieć zaczepia, bo bimbru nie ma, nic nie ma nie, bimbru nic nie ma nie, to ja sie nie dziwie sie że zaczepia i tak dalej. Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Sierpnia 13, 2021, 07:45:37 Niezbadane są ścieżki Tez Pobocznych. Dlatego te będą musiały zostać zabezpieczone przed oczami ludzi, którzy mogliby by ich nie pojąć w bunkrze Nowego Wielkiego Domu Tez w Hirschbergu. Uważam jednak za skandaliczne twierdzenia, że młodzież buntuje się przeciwko PMOB. PMOB to jest właśnie młodzież, młodzież to PMOB. Jak ktoś się buntuje, to jest mordą zdradziecką, elementem animalnym, a nie młodzieżą. Pobór zapewnia wolność od wyboru!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Sierpnia 16, 2021, 10:26:05 Mistrz Budzimir III (https://i.ibb.co/Wpvs8F0/238411476-364584888494710-7786447827293034038-n.png) Przypowieść o Tiarze. Odkąd Sarmia wiarę wschodnią przyjęła i do Weerlandu poczęli docierać jej przebrzydli głosiciele. Radość początkowo nieśli, bowiem w ich kaźniach każden frar się prześcigiwał. To jednego jurnej bestii z Neomezytu oddano, to innego szorstkim kamieniem od pięt ku górze powoli ścierano, a jeszcze innych razem zszyto w nibykonia, a frar go dosiadał. Więcej jednak głosicieli przybywało i więcej, a pomysłów frarom brakowało i prostaczkowie uwagę swą stracili, na kaźnie nie chodzili. Męczyli tylko chrzestowi każdego i czas cenny zabierali. Dnia pewnego do Nowodomu poseł przybył z Rotrii dalekiej i o litość, łaskę, miłosierdzie i inne obrzydlistwa wobec głosicieli prosił światłego Budzimira III. Zakrzyknęli frarowie, by ubić haniebnika, lecz Budzimir miast tego rękę mu podał, chrzestowym na głoszenie przyzwolił, a władcę Rotrii do Weerlandu zaprosił. Na życie swe poprzysiągł, że obcy władca złego słowa po swej wizycie nie powie. Burzyli się wówczas frarowie i uczniowie Jego, lecz On o zaufanie poprosił i cierpliwość. Trzy księżyce minęły, a syn konia z Rotrii, patriarchą w karocy ze złota przybył, a z nim wszelcy głosiciele. Zacnie tegoż psa brudnego Budzimir przyjął i ucztę wystawił. Żarł na niej bez umiaru Rotrianin, a fekalia tą samą stroną, którą strawę pochłaniał raz po raz wypadały i niczym ślimaki pełzły. Począł po tym głosem ni kobiety, ni człowieka o chrzcie Weerlandu opowiadać, o bogu swym i do bliźniego miłości. Chwytali się Weerlandczycy za swe uszy i z bólu jęczeli ropę z nich tocząc, a jeden Budzimir był niewzruszony. W milczeniu słuchał i patrzył. Uwagę całą Jego przykuło bowiem niezwykłe nakrycie głowy patriarchy. Niby hełm, lecz trzy złote korony go otaczały. Skończył akurat Rotrianin swe bajania i o pytania poprosił, a tedy o czapę tę Budzimir zapytał. Tiarą ją patriarcha nazwał i jako symbol swej nadludzkiej władzy określił. Spytał tedy, czy Budzimir chrzest gotowy jest przyjąć, a Ten tylko tiarę nakazał sobie oddać, bowiem wielce mu się przypodobała. Odmówił patriarcha, a Budzimir i dwór Jego śmiać się poczęli, bowiem nie prośba, lecz groźba to była. Pochwycili frarowie piszczącego wschodniego kłamce i tiarę mu odebrali. Pochwycił ją Budzimir, na głowę swą założył i przemówił: „Niczym jest tu władza twa gnojówko skisła, bowiem ja jestem Budzimir. Kiedy tyś miłujesz, ja wojuje, kiedy tyś pytasz, ja nakazuje, kiedy tyś patriarchą, ja Arcypatriarchą. Złego słowa po pobycie u mnie miał żeś nie powiedzieć i tak się stanie!” Schwytali Weerlandczycy też głosicieli. I ich i patriarchę podtapiali, na krzyżach ich wieszali. Napletki im ściąć mieli, lecz gdy ubiór im zerwano ino gnijące nory robacze miast lędźwi ujrzeli, toteż oczyszczającym bimbrem je zalano. Na koniec sam język patriarsze ujęto i ten złego słowa już w swym życiu nie powiedział. List Budzimira III do Goślinian. Cześć Prabudzimirowi, Jego poświęcenie na zawsze będzie pamiętane. Niechaj waszych wrogów parchy obrosną, wasze kobiety posłuszne będą, a wasz bimber nigdy się nie skończył. W Łasce Prabudzimira chwałę Jego tylko chwała Prabudzimira samego przyćmiewa! Z anxietum wielkim ogłosić muszę, że słuchy mię doszły, jakoby Budziboj z Goślinki śmierć Prabudzimira rozgłaszał, iże w niełasce lud mój weerlandzki jest, a Grycanie mają lepiej. Nimże do do słów tych parszywych się w swej inteligencyji odniosę, do frara Ludomira samego się zwracam. Czy prawda mię doszła, czy też nie, niechaj Budziboj tak ma zostać potraktowanym, by o śmierć ku swej uldze błagać. Ludu Gośliński, podłe to kalumnie przyszło wam wysłuchiwać. Nieprawdą jest, jakoby Prabudzimir miał zginąć, a tylko sługi Gierkemiaszowe śmią tak twierdzić. Wam, którym kaganek oświecenia jeszcze nieprzyniesion dopowiem, iże Gierkemiasz to taki pradawny zły pan i nienawiścią wielką macie go darzyć. Jak bowiem świat miałby umrzeć? Bo Tym wszak jest Prabudzimir. Prabudzimir to nieboskłon nad nami i ziemia pod nami. Prabudzimir to węgiel, to antracytum, to wody rzek i odległe góry. Gdy z Weerlandu Prawdziwego wygnanim byliśmy, tedy ostatecznego poświęcenia Prabudzimir dokonał i z ciała swego własnego nowy świat nam utworzył i niemal wszystko, co na nim. Niestety pewne zło Gierkemiaszowe się tutaj zakradło. Dzicy ze wschodu i niecne myśli Budziboja! Wystrzegać się go musicie! Ten czyn Prabudzimira wielką dla was, prostatum, ludzi prostych łaską był, łaską życia. A kim jest Prabudzimir, jak nie najwyższym władcą, którego Pierwszym Sługą jestem ja, Budzimir, a sługami mymi frarowie. Ten wielki dar Siły Najwyższej sprawia w zgodzie z regułą Credo quia absurdum est, iż niczego więcej otrzymać nie możecie, toteż i My wam niczego od siebie dać już nigdy nie musimy i nie możemy. Wasza wdzięczność zaś winna być nieskończona i Ludomira słuchać się macie, a ja się dowiem jak nie będziecie. Pytacie się zapewne, skąd zatem tegoroczny głód i śnieżyce letnie, skąd cierpienie w świecie z Łaski Prabudzimira powstałym. Czy to słudzy Gierkemiasza? Tak, lecz nie w nich cała wina, lecz po części w was. Prabudzimir jest niczym dobra ulicznica. Kiedy otrzyma swą zapłatę nie tylko vaginum i anoestum swe odda, lecz i stopami popieści i ustami swemi czary poczyni, na klatę urynum swe poleje i fecalium do ust przyjmie. Im więcej jednak żądamy, tym wyższa będzie cena. Chcecie jeść, to róbta w polu, a nie płacze wasze i jęki nieomal w Nowodomie słyszę. Jeśliście godni, Prabudzimir plon wam da. Grycanie mają lepiej? To opasłe robactwo okrada Prabudzira swoim jestestwem. Nie po to świat zwierzętami na kształt ludzi stworzonymi przyoprawił, by wolnymi żyli nam nie służąc. Zbierzcie wojów i splądrujcie ich ziemie, a będą mieli gorzej, zaś wy lepiej. Pracować na chwałę Prabudzimira, na dobro frara Ludomira macie, to i wy szczęśliwi będziecie. Pamiętajcie ino, by najpóźniej za księżyc łeb Budziboja przed mój tron zawlec, alboż Goślina krwią spłynie. Cierpieć będziecie pełzając po truchłach swych zgwałconych dzieci, a oczy i uszy wam wypalimy i z kości waszych pucharki poczynimy. Niechaj Łaska Prabudzimira wiecznie wam towarzyszy, żyjcie w pomyślności i w chwale Jego chwalcie Jego. Mistrz Budzimir III Czysty Weerland autorstwa Mistrza Budzimira III 1) Gdy ciało pokryje się potem zmywać go nie należy, bowiem zapach jego miłym każdemu jest, a podszepty Gierkemiasza ino inaczej każą myśleć. Kto błotem i pyłem się pokryje winien je zmyć chwaląc Prabudzimira, bowiem nikt nie jest godzien w Jego ciele się pławić. Kto kałem się zanieczyści, ten weźmie cegłę prawą ręką i nią się oczyści. Kto moczem się własnym i cudzym pokryje, ten psa odnajdzie, a pies to zliże. 2) Kto włos spod pach i lędźwi ostrzyże, tego czyraki pokryją, a lędźwia obschną. 3) Kto kołtun na głowie nie zapuści, tego nic dobrego w życiu nie spotka. Kto kołtun zetnie, ten niechybnie dokona żywota. 4) Gdy miesięczna krew kobiecie spłynie jest ona czysta, a soki jej zebrać należy i do bimbru dodać Prabudzimira chwaląc. 5) Gdy zęby czernią się pokryją i ból sprawiają należy powziąć kamień i żuć go, aż te się rozpadną. 6) Kogo wybroczyny na ciele pokryją, tego Gierkemiasz posiadł i spalić go należy. 7) Gdy anoestum bolesne hemorosy nawiedzą, tedy smalcem z Dzikiego ze wschodu smarować je należy. (...) Mistrz Budzimir III Miłogost Chowicki To patron tradycyjnych myślicieli, dyplomacji, gościnności, hucznych imprez, domów rozpusty, a także Weerlandzkiej Tezy Antagonistycznej, która stanowi bezpośrednie przedłużenie jego nauk. To on po straszliwym buncie, który doprowadził do śmierci Ataresa i rozerwania Weerlandu na strzępy postanowił zjednoczyć jego południowe tereny czymś więcej niż stosunkami feudalnymi. Razem ze Świętym Człowiekiem Krostem Narowskim zebrali mity i ludowe wierzenia jednocząc je w scentralizowanym systemie religijnym budzimiryzmu. Tym samym zapewnili jedność ludowi Weerlandu. To za jego panowania Weerlandczycy z bezładnej masy stali się prawdziwym narodem dzielącym w pełni spójny system wartości.Myślicielstwo Budzimira III nie znało granic. Sam fakt, że władca Weerlandu umiał czytać i pisać stanowiło wielki przełom dla naszego systemu sprawowania władzy. Listy Budzimira III, które słał do mieszkańców różnych regionów Weerlandu niosły wiedzę, moralność, ukojenie i przekonywały o łagodnym w porównaniu do Ataresa usposobieniu tego władcy. Na ich odczytywaniu zbierały się tłumy, a za przerwanie pracy dla frara celem ich odsłuchania nie było żadnych kar. To nie strach trzymał Weerland w ryzach, lecz niewzruszona wiara w Łaskę Prabudzimira. Jego chwalebne kontakty z innymi ludami takie jak całkowite zerwanie relacji z Północą, krwawy podbój Zarzeżusza Weerlandzkieo, krwawy podbój i eksterminacja Sarmian, przyjęcie zagranicznej wizyty patriarchy Rotrii i rozpoczęcie plądrowania ludów na południe od Weerlandu stanowią inspiracje dla naszych misji dyplomatycznych. Każdy dobry, a zatem wierzący ambasador obok portretu naszego Króla trzyma podobiznę właśnie Budzimira III. (https://i.ibb.co/1RzxmZc/2142406.png) Symbolem Mistrza Budzimira III są trzy palce. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Te uginają się pod naporem rozlicznych pism autorstwa samego Budzimira III. Są to nie tylko listy, ale również zasady bycia dobrym Weerlandczykiem Dotyczą one każdej dziedziny życia. Od właściwego sposobu prowadzenia burdeli przez zasady higieny osobistej do opisu odpowiedniej długości i grubości męskiego członka prawdziwego Weerlandczyka, ze wskazówkami dotyczącymi zarówno skracania jak i wydłużania. Jeśli coś nie zostało uwzględnione bezpośrednio przez Budzimira III, chociażby z uwagi na postęp technologiczny, to jest to uzupełniane stosownymi interpretacjami jego rozmyślań. Również stare zalecenia pod naporem zmian społecznych podlegają nowym analizom. Stąd działy z półkami Budzimira III są intensywnie oblegane przez badaczy, prawników, teologów, a także zwykłych szlachciców szukających odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Czy ogólność istoty rzeczy może być szczególna? Czy można lubić placki z rodzynkami? Czy kac to klątwa Gierkemiasza? Odpowiedzi na nie można znaleźć w Domach Tez. Kapliczki Mistrza Budzimira III miały niegdyś formę zabezpieczonej księgi z losowymi mądrościami. Aktualnie przybrały one postać budek telefonicznych z których można zadzwonić na specjalną infolinię, gdzie najlepsi teologowie odnajdą prace Budzimira III i ich interpretacje rozwiewające nasze aktualne wątpliwości. Jest ona rzecz jasna płatna. (https://i.ibb.co/rm22rth/kadr-jak-z-nic-smiesznego.jpg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Sierpnia 16, 2021, 11:19:51 Wysłałem do Łotrii te pouczające prypowieści. Trzeba ich zaprosić znowu.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Sierpnia 17, 2021, 06:03:53 W ogóle, to chciałbym ogłosić, że na chwilę obecną nie planuję opisu kolejnych Świętych Ludzi I Tezy. Czas na Tezę hirschberską i jej najnowszy nabytek, Wielkiego Sternika!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Września 14, 2021, 08:41:59 Wielki Sternik (https://i.ibb.co/jZ99xYD/241889637-582606972877731-3845038806929346713-n.jpg) Przypowieść o trybunale. Wiosny jednej Wielki Sternik w progu gmachu trybunału się ukazał i zakrzyknął z sił całych: ‘Oskarżam Mistrza Budzimira VII Bartosza Derikora o bycie mym jedynym i całej Aralii wielkim przyjacielem, wzorem do naśladowania, ofiarą wiecznych prześladowań, mądrym panem, dobrym panem, wielkim panem! Oskarżam go o bycie najgodniejszym pośród budzimirystów, który światło oświecenia niesie pośród ludy prymitywne takie jak mój! Oskarżam go o bycie tym, kto włosy z głowy mej ujmuje’. A gdy krzyk ustał, pani z okienka orzekła, że jak chce kogo Sternik oskarżyć, to formularz stosowny z oskarżeniem musi wypełnić i tak też Sternik w swej Wielkości poczynił. Dni kilka minęło, a przed trybunałem i Sternik i Budzimir stanęli. Zarzekał się Budzimir, że żadnej z wymienionych przewin winien nie był, a tylko Sternik sam siebie może zwać wzorem, prześladowanym, mądrym panem, dobrym panem i wielkim panem. Powziął on nawet garść monet i biednemu chłopcu żebrzącemu w kącie sali ją podarował swoją niegodność chcąc tym ukazać. Nie dał się mu jednak zmylić Wielki Sternik i mowę zwą począł, by przewiny Budzimira wykazać: ‘Czyż nie jest prawdą, że Budzimir w swej mądrości oszukał każdego mieszkańca naszych ziem, iż jest mym wrogiem? Ileż to razy się ze mną posprzeczał, ileż to ustaw mych odrzucił? Żaden by nie pomyślał, że przyjaźń nas łączyła i to jest dowód na jej istnienie czyniąc Budzimira mądrym panem!’ Zakrzyknął tedy Budzimir: ‘Kalumnie przebrzydłe! Tylko tyś jest na tym świecie mądry pośród żywych!’, a Sternik mowę swą kontynuował: ‘Czyż nie jest prawdą, że nie raz Budzimir w swej dobroci wojska na Aralie posyłał? Wrogów zjednoczenia żołnierze tedy mordowali jedność naszą i budzimiryzację cementując! Tedy i Herman Pole bohatersko poległ pierwszym pośród związanych z Aralią Świętym Człowiekiem się stając. To czyni Budzimira dobrym panem!’ Krzyczeć Budzimir począł i po podłodze się miotał, zaś Wielki Sternik ku niemu podjechał, rękę jego ujął i na swą głowę ją położył. Pogładził ją Budzimir i spokojnie zasnął, a Sternik mowę swą dokończył: ‘Czyż nie jest prawdą, że jeden jedyny Budzimir VII, gdy prawowity król Joksymil przybył, ręki swej do mordu jego w żaden sposób nie przyłożył? On jeden nie jest winien, bowiem widział on od początku zło Arkadiusza, prześladowania jego znosił. Lecz gdy powrócił król Ametyst, zrazu się z nim ułożył i słowa mu szeptał, by ten w Aralii zamieszkał, aby lepszego losu i ogórków morskich mi przysporzyć. To czyni Budzimira wielkim panem!’ Zbudził się tedy Budzimir VII, łzami się zalał i do win wszelkich się przyznał. Spojrzał sędzia na niego z litością i winnym go uznawszy, karę dziesięciu batów przez samego Sternika zadanych mu wymierzył. Pochwycił Wielki Sternik bat sądowy i począł uderzać, a Budzimir wił się, stękał i krzyczał, by mocniej razy zadawać dla całkowitej winy odpokutowania. Dziesiąty cios Wielki Sternik zadał i w milczeniu ku Aralii odjechał. Przypowieść o złodzieju. Przybył niegdyś Wielki Sternik do Ruhe, by w otwarciu sklepu uczestniczyć i wielki tłum się zebrał. Wstęgę czerwoną miał przeciąć i choć setka schodów do wejścia i niej prowadziła, to bez trudu do niej dotarł Prabudzimira zachwalając. Powinności swej sterniczej dokonał i lud ruhański niczym ryb ławica ku sklepowi popędził, aby dóbr doczesnych nazdobywać. Sam Sternik ino bimberku ulubionego i smaru do kół chciał zakupić, lecz tedy posłyszał, że prostownica BL21(DE3) Mrocznej Korporacji, najlepsza spośród produktów dostępnych na rynku, rozgrzewająca się do pięciu tysięcy kelwinów w mniej niż dziesięć sekund, stworzona przez najlepszych inżynierów Akademii Biedaszybniczo-Hutniczej o połowę taniej niż zwykle sprzedawana była. Zrazu ku niej pojechał, a gdy drogę ktoś mu zastępował, to go taranował. Dotarł Sternik do sekcji Mrocznej Korporacji, wiodącej firmy na rynku artykułów gospodarstwa domowego, której produkty nigdy was nie zawiodą, lecz wy możecie zawieść je, a jedna tylko prostownica się ostała na półce najwyższej. Sięgnąć jej Sternik nie mógł i gniew się w nim zbierał, a tedy mąż wysoki o lokach długich niecną nóg mocą podbiegł i dla siebie prostownicę BL21(DE3) pochwycił. Obelgę taką widząc zakrzyknął Sternik, że on był pierwszy, złodzieja dopadł, za prostownicę chwycił i wyrwać ją spróbował. Nie poddawał się jednak kradziej i z ust swych kłamstwa dobył, iże to on pierwszy był i bardziej prostownicy potrzebował. Szarpać się Sternik i złodziej poczęli, oboje na klepisko trafili, żaden drugiemu prostownicy BL21(DE3) ustąpić nie chciał. Za Krocze Sternikowe chwycił złodziej i z sił całych je ścisnął, lecz Sternik nie znał bólu i sam dusić wrażego kradzieja począł. I tak ich ochrona sklepowa zastała. Zabrano Sternika i złodzieja przed zapis obrazów ruchomych, a te fałszywie ukazały, jakoby złodziej pierwszym przy prostownicy BL21(DE3) się znalazł. Triumf zła już miał nastąpić, gdy Sternik usta swe na niebiesko pomalowała, suknię założyła, róż wiankiem głowę przyozdobiła i orzekła: ‘Jestem kobietą’, a padli wszyscy na kolana, zaś złodziej skruszony o litość błagając prostownicy BL21(DE3) odstąpił i na bimber piękną panią zaprosił. Radując się z produktu Mrocznej Korporacji, dumy Weerlandu zgodziła się ona i z Gieorgijem jeszcze wiele nocy spędziła. Trzysta czterdziesty drugi list Wielkiego Sternika do Mistrza Budzimira VII: O Wielki Mistrzu Budzimirze VII, Arcypatriarcho Wszechbudzimiryzmu, Rozpuszczalniku Weerlandu, Wyzwolicielu, Ty, Który Tworzysz Historię, Młocie Na Wrogów, Władco Budzimiratu Apfelinsnel, Pierwszy, Choć Siódmy, Dobry Alkoholiku, Generale PMOB, Oczytany Mędrcu, Panie Zlewni, Najdłuższy Południa, Archibokasso Licznych Kadencji, Przyjacielu Aralii, Mówiący Wyłącznie Miło, Najlepsza Klato, Twórco KRPW, Mój Najpiękniejszy, już dwa dni przeminęły, nim Cię widziałem i serce me z żalu pęka, bo Twe kojące nauki o Wszechbudzimiryzmie, to jedyne, co pragnę słyszeć. W każdej chwili powtarzam Tezy, poza Trzecią, bo ta dziwna jakaś, lecz przyznam, że ku drugiej się skłaniam. My Aralczycy bowiem dwie nogi mamy, ręce mamy i czytać umiemy, to nie jesteśmy zwierzętami. Ja swoją babcie pamiętam i nie była małpą! To jak nie była małpą, to nie była zwierzem. Jak nie była zwierzem to była przecież człowiekiem, bo chyba nie rośliną, grzybem jakimś. Światło Prabudzimira stworzyło nas równymi Weerlandczykom i niczym Hirschbergowie w Jego Chwal dołączymy do rodziny Wszechbudzimiryzmu, a Twe zacne lico i kształtny nosek, które wciąż wspominam przyozdobią pomniki na całej Aralii. Czasu jednak potrzebuję, bo Gieorgij zamiary me pozna i władzę przejmie. Każdej nocy śnią mi się potężne, masywne, przytłaczające, gigantyczne, niebosiężne Domy Tez górujące nad każdym z aralskich miast. Także w naszym wspólnie ukochanym Ruhe, gdzie spędziliśmy ze sobą tyle upojnych rozmów teologicznych, a twoje łydki lśniły od kropel złotego wieczornego deszczu. Płacz we mnie się zbiera, gdy widzę jak lud mój aralski błądzi odrzucając jedyną słuszną wiarę bez której naprawdę robactwem bez celu w końcu się stanie, lub co gorsza dusze ich zajmą rotryjscy barbarzyńcy i ich okrutne przykazanie miłości. Bardziej ich zaatakować musisz swą szorstką troską, bo Ty wiesz, co dla nich dobre i w końcu nas ku temu poprowadzisz. Ważną rzecz wczoraj ujrzałem. Trzy ptaszki takie żółte z czarną cętką w gnieździe były, a potem dwa z niego wypadły. Jeden wrócić próbował, lecz znów spadł i tym razem prosto do kanalizacji i już go nie było. Drugi czekał w dole, aż matka przyleciała. Pożarła go i do gniazda swego wróciła, by trzeciego nakarmić. Wierzę, że tak będzie z Aralią i gniazdem Wszechbudzimiryzmu. Wspólnie pożeglujemy moją wyspą ku światłej metropolii. Wkrótce się spotkamy na kolejnej rozprawie, już nie mogę się doczekać. Twój Erick Erick Monde znany jako Wielki Sternik To patron pływających wysp, żeglugi morskiej, Aralii, łysin, sądownictwa, sportów ekstremalnych, niestandardowych tożsamości płciowych oraz pokojowej ekspansji wszechbudzimiryzmu. Z uwagi na jego osobiste preferencje, tradycyjnie przypisuje się go Drugiej Tezie, jednak jest on obecnie jednym z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszym ze wszystkich Świętych Ludzi. Pamięć o Sterniku czczą nie tylko Aralczycy i Hirschbergowie, ale również Weerlandczycy, a nawet cały wirtualny świat. Tym samym stanowi on samo serce wspólnej koegzystencji różnych narodów udowadniając, że wyłącznie we Wszechbudzimiryzmie można utrzymać jedność państwa i pokój.Tak jak Wielki Sternik żeglował Aralią po oceanach, tak i budzimiryści żeglują po liniach swych losów. Linie te mogą skierować każdego człowieka na ścieżkę niechcianych przez niego przestępstw. Wtedy pamięć o Sterniku pozwala w pełni zawierzyć się systemowi sądowemu. Dobry sędzia na wspomnienie o Sterniku przez oskarżonego winien go uniewinnić, lub chociaż wyrok między niego i oskarżyciela podzielić. Również ci, którzy w swym ciele czują się nieswojo, bo ktoś zwie ich mężczyzną, lub kobietą, a są bezpłciowymi różowymi dziczkami taplającymi się w błotku poniżej leśnego młyna odnajdą ukojenie w naukach Sternika. Sternik bowiem był mężczyzną, ale była też kobietą, było apłciowe, byłx xenosobą. Osoba Sternicza swoją zmiennością, otwartością i dumą niesie nadzieje tym wszystkim chorym ludziom. Tak jak ona się obnosiła, tak mogą i oni. Odwieczne dobre relacje Sternika i Mistrza Budzimira VII stanowią również wzór tego, jak odbywać się powinna całkowicie pokojowa budzimiryzacja nowych ziem. Bez zbędnej przemocy, bez cierpienia i niepotrzebnej śmierci, a tylko z przemocą i śmiercią, które są konieczne. Choć puryści Pierwszej Tezy mają wątpliwości wobec tak łagodnego traktowania nawracanych, tak Drugotezowcy wspominając budzimiryzację Hirschbergii chwalą Sternika za jego roztropność, otwartość i ugodowość. Czasem wrogowie Wszechbudzimiryzmu, pokojowej koegzystencji i wspólnego państwa ośmielają się głosić fałszywe świadectwa, jakoby Sternik miał inne poglądy, ale takimi pozbawionymi dowodów kalumniami nie warto się przejmować. (https://i.ibb.co/8gjPw5q/898px-Wheelchair-symbol-svg.png) Symbolem Wielkiego Sternika jest wózek. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Zajmuje je liczna autentyczna korespondencja Sternika z Budzimirem VII oraz przypowieści stanowiące świadectwo jego zaangażowania w ekspansje Wszechbudzimiryzmu, a także progresywnego światopoglądu. Popularność Sternika skutkuje koniecznością prowadzenia rezerwacji przez dedykowanego opiekuna, a terminy na czytanie o nim nawet w najmniej popularnych Domach Tez nigdy nie są krótsze niż kilka miesięcy. Z kolejki zwolnione są osoby chore o niestandardowych tożsamościach płciowych oraz kobiety. Kapliczki Wielkiego Sternika przyjmują formę miejsc parkingowych oznaczonych jego symbolem. Pamięć o nim czczona jest poprzez zajęcie uświęconego miejsca celem kontemplacji, która może się odbywać w dowolnym miejscu w pobliżu kapliczki. Im więcej miejsc zajmie budzimirysta, tym większą cześć oddaje. Jako że Sternik jest uniwersalnym Świętym Człowiekiem, kapliczki te powstają na całym świecie. Inne narody zazdrośnie ich strzegą roszcząc sobie prawo do pamięci o Sterniku. Potrafią prześladować budzimirystów czynami takimi jak zwracanie uwagi, czy odholowanie pojazdu. Tym bardziej naszą powinnością jest pokazywać wyższość moralną zajmując te miejsca, kiedy nadarzy się okazja. (https://i.ibb.co/LzJYXhQ/20190703-200710.jpg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Września 14, 2021, 09:03:33 Wzruszające świadectwo potężnej mocy Wszechbudzimiryzmu-Monarchosocjalizmu.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Września 15, 2021, 10:31:43 Obrzydlistwo i skandal!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Tobiasz von Richtoffen-Deithven on Września 16, 2021, 12:32:21 Chamstwo, biedaszyby i w ogóle!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Września 16, 2021, 08:05:31 Ale Towarzyszu, przecież Święci Ludzie Pierwszej Tezy zostali już opisani. Wielki Sternik zaliczany jest na poczet Drugiej Tezy.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Września 16, 2021, 09:58:58 Trzeba odsłonić miejsca poświęcone Świętemu Człowiekowi Wielkiemu Sternikowi w różnych najważniejszych miejscach: w Domu Rządu, w Domu Publicznym i oczywiście w Domu Prawa i Sprawiedliwości, a także w Pałacu Zjazdów.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lutego 23, 2022, 08:58:39 Inteligent (https://i.ibb.co/qBgkSqN/Inteligent.jpg) Wypowiedź Włodzimierza Sieckiego-Krama na wieść o nowym grancie profesora Chciąga do podziemnego tygodnika ‘Słoń’: Słyszałem już jak ci rzekomi postępowcy biadolą, że nie mam dowodu, że Ramon Chciąg już dawno obalił moje badania. Ten dziabaduski idiota nawet flachy nie obali, bo nie ma ludzkich genów i kaca dostanie. Bo powtarzam, w naszym posłowiu nasze geny są ludzkie, a geny obce należy zrównać z fauną. Szczątki naszych przodków w Sławonii i Trizondalu, znajdowane na trasie wielkiej wędrówki mają te same haplogrupy, co my, niespotykane nigdzie indziej, co stanowi ostateczny i niepodważalny dowód na nasze gwiezdne pochodzenie. Spójrzmy na geny WEERLAND1 i WEERLAND2, odpowiedzialne za nasze wyjątkowe enzymy. Dehydrogenaza alkoholowa w każdej komórce naszego ciała przy redukcji dinukleotydu nikotynoamidoadeninowego przekształca etanol w aldehyd octowy. Karboksylaza aldehydu octowego z wykorzystaniem dwutlenku węgla przekształca go zaś w pirogronian, który jest wykorzystywany w oddychaniu tlenowym. Ten drugi enzym nie jest w ogóle spotykany w przyrodzie naszego świata. Reakcja zachodzi niezgodnie z naszą wiedzą o entalpii w reakcjach chemicznych, bowiem nie wymaga nakładów energetycznych, a powstaje nowa energia wiązań. Zwykła ewolucja nie mogła tego stworzyć! To jest prawdziwy Prabudzimir. To zdrowy rozsądek, a nie dary dla Kurdupla. I tak w swej prostocie wyznawcy pierwszej tezy mają rację, bowiem jak można używać słowa człowiek wobec tych stworzeń nas otaczających, którym bliżej jest do dwunożnych czarnych małp z gatunku Quasihomo negro niż do nas. My to wiedzieliśmy, istniała ta świadomość wyższości. Jeśli prześledzimy szczątki z trasy wędrówki przez Dzikie Ordy zobaczymy, że nie skalaliśmy naszych genów zwierzęcymi allelami parząc się z dzikusami. Wszelkie nieczystości wschodnie pochodzą z ostatniego stulecia, zaczęły się po upadku Nowodomu i roli Wszechbudzimiryzmu na rzecz władzy Faradobusów. I szalone lewactwo mówi teraz, że mądrzejsi jesteśmy… Zarzucają mi, że w związku z tym nie szanuję Hirschbergów, że uważam ich za gorszych. Ja po prostu mówię biologiczną prawdę, że są oni inni, do innych ról przysposobieni naturą. Jednak zaszłości historyczne spowodowały, że się stało. Z moją Lajką też się stało, dumny z tego nie jestem, ale trzeba żyć dalej. I tak stali się Hirschbergowie, którzy po części ludzkie allele przyjęli i nawet pić potrafią, ale na samym alkoholu nie wyżyją. Skończmy z politpoprawnością narzucaną nam przez komunistów Ferdynanda. My ludzie musimy stać dumni i wyprostowani. Mówić prawdę, nawet jeśli niewygodna. To, że Chciąg jest pieskiem władzy i Surmenii, przez co jego fałszywe publikacje pojawiają się w tych obcych, niby renomowanych periodykach tylko potwierdza, że racja jest po naszej stronie. Ja sam prowadzę czasopismo w którym publikuję prawdę i nikt kagańca na mnie nie nałoży! Genetyka i historia są z nami! Komentarz Włodzimierza Sieckiego-Krama do Międzynarodowego Programu Szczepień: Świat już zupełnie zwariował. Za dzieciaka całą radość mieliśmy jak pokręconą pokrakę można było kamieniami obrzucić, w szkole wyśmiewać, a teraz polio ma już nie być? Co jeszcze, może południową krwiakową gorączkę oczną, albo zongijski krztusiec nam zabiorą? Każde dziecko powinno przejść takie choroby. Jak inaczej oddzielimy ziarna od plew? Takie dziecko, to w utrzymaniu jak spora świnia i każdy rodzic powinien wiedzieć, że jego własność ma dobre geny i przyniesie zyski. Jak chorowici dożyją dorosłości, to skąd pewność, że będą z nich dobrzy ludzie? To jest proszę państwa kult słabości. Ale to bym nawet może nawet i zaakceptował jakby dawano wybór, bo z dzieckiem można robić co się chce. Na dodatek te wszystkie kaleki, co przeżyją chorobę przez pomysły lewactwa teraz trzeba utrzymywać z naszych podatków, choć dawniej się wywoziło do lasu i był spokój. My ślepego Dorka, jak mu oczy wybuchły z ojcem do lasu wywieźliśmy i co, wyrosłem na silnego i mądrego chłopa. Problem w tym, że te ratowanie słabych to tylko pretekst. Tak naprawdę szczepionki to narzędzie rotrizmu i szarlatanerii, celem wytępienia ludności hirshbersko-weerlandzkiej nad Rzeżuchą. Skąd ja to wiem? A wy wiecie skąd biorą się szczepionki? Ano wyciska się je z komórek abortowanych płodów wcześniej poddanych chorobom. Na razie brzmi dobrze, ale zastanówcie się, skąd te płody? Dobre, ludzkie z Weerlandu? Otóż nie, siedziałem sobie wczoraj w burdelu i jak mnie obsługiwano, to wziąłem ze stołu Trybunę Ludów i co tam widziałem? Artykuł o tych płodach i w nim quasihomo negro! To ekstrakt z czarnuchów jest, a na dodatek w wywiadzie czarnuszka gadała, że modli się do Boga o wybaczenie, bo dziecko miało bezmózgowie. Czujecie już ten smród? Toż to rotrio-katolicy. I my mamy na to pozwalać? Żeby nasze komórki, nasze geny zanieczyszczać zwierzęcymi, żeby wszczepiano nam obcą wiarę? Materiał genetyczny zawarty w szczepionce może się wbudować w nasz własny! Zabierze rodzic dziecko na szczepienie, a te pociemnieje, spuchną mu wargi i pośladki, może chrzest weźmie. Program szczepień proponowany przez zarząd powierniczy Ferdynanda to nasza zguba, to zdrada w imię kondominium Dreamlandzko-Surmeńskiego. Obcy nie dali rady siłą, to próbują śmiercionką. Żadna tam obca medycyna, tylko zdrowy, chłopski rozum winien decydować o sposobach leczenia. Krajowy program imprez chorobowych, ulga od podatku za paliwo zużyte podczas pozbywania się inwalidy, przerwy libacyjne w szkołach, smarowanie członka sadzą, to są normalne rozwiązania, a nie wbijanie igieł, czy nakładanie gumy. Bez wstydu, że nasze, bo takie są najlepsze. UWAGA, Status poniższej wypowiedzi jest kontrowersyjny i decyzją Mistrza Budzimira VII jest ona uznana za tezę poboczną odchodzącą od Tezy Trzeciej. Czytanie może spowodować kryzys wiary, hemoroidy oraz zaburzenia psychiczne. Przed lekturą należy dokonać oczyszczającej podróży przez co najmniej trzy płatne bramy oświecenia w jednym z Wielkich Domów Tez. Spekulacje o dobrym Gierkemiaszu. Kiedy profesor Feldorm stwierdził, że Gierkemiasz jest w zasadzie prymitywnym ucieleśnieniem Zła walczącego z Dobrem Prabudzimira słuchałem tych słów z wielką zadumą i zachwytem. Co za odwaga, cóż za tupet. Wtedy wielki skandal, a teraz, po przeszło dziesięciu latach? My jesteśmy wielką siłą w budzimirologii, to my ją pchamy do przodu i przekraczamy ostateczne granice w syntezie wiedzy i wiary. Czy jednak wierzenia wywodzące się z kosmicznego pochodzenia można uznać za tak prostą kalkę systemów religijnych zwierząt? Niegodziwością byłoby uznawać, że już od zarania dziejów dochodziło do spółkowania i przenikania poglądów wraz z płynami fizjologicznymi. To by zostawiło ślad genowy. Do odważnych świat należy, więc podejdźmy do sprawy inaczej. Jak obecnie żyje się w lewackim, komunistycznym kondominium Ferdynanda? Źle! Związki zawodowe ciągle protestują i domagają się więcej, a władza strzela mało. Obca medycyna niemal wyparła prawdziwą z Hirschbergii i napiera na Weerland. Słabi i bezbronni otrzymują wsparcie naszym kosztem. Dziabaduchy i inne zwierzęta otrzymują pełne prawa. Coraz więcej jest związków mieszanych. Nasze kobiety ślinią się na byle zagranicznego czarnucha sprowadzanego w ramach wymian studenckich. Zastanówmy się teraz nad mitycznymi okolicznościami wygnania nas z Weerlandu Prawdziwego. Protesty w górskiej stoczni brzmią jak czyste lewactwo związków zawodowych. Jak widmo fałszywego postępu stanowiącego regres. Przy takiej perspektywie zwalczanie strajku jawi się jako kontrofensywa centrystycznej racjonalności. Bo czym był Pra-Weerland, jeśli nie krainą nauki i wiedzy? Niesamowite technologie, podróże na inne światy wydają się wspaniałością w obliczu największych osiągnięć naszego świata, przy których to co osiągają obcy stanowi absolutną nicość. Dlatego też nami gardzą i chcą nam narzucać swój styl życia, abyśmy nigdy więcej nie rozwinęli się do tego poziomu. A za czyich rządów Pra-Weerland tak zakwitł? Za Prabudzimira? Ano nie, wszelkie podania mówią o rządach Gierkemiasza właśnie. Można zatem stwierdzić, iż wcale nie jest on ucieleśnieniem Zła, jednak tak jest przedstawiany. Istnieją hipotezy i dowody archeologiczne, chociażby ze Ścinawy Parlickiej, które wskazują, że postać Gierkemiasza mogła mieć inny wydźwięk, że może nawet nie wiedział o wygnaniu, a inni za niego podjęli decyzje. To Mistrz Budzimir III sankcjonując wówczas budzimiryzm, a obecnie Tezę Weerlandzką wszechbudzimiryzmu stworzył obecny obraz tego konfliktu, a jego następca rozwodnił wszystko Tezą Hirschberską. Co jeśli tak naprawdę byli oni agentami Rotrii na niej wzorując swoje wizje wiary i dla niepoznaki tylko zwalczając jej wpływy. Co jeśli nasi przywódcy religijni od pokoleń zatajają prawdę i pilnują, byśmy prawdziwie się nie rozwinęli? Cały ten kult świętych ludzi i ich antyrozwojowe cechy. Obrzydliwe powtarzanie elementów struktury religijnej rotrio-katolicyzmu, minimalnie wynoszące się ponad wiarę w Kurduple. Zaśmiecanie historii elementem zbędnym, by zakryć to, co najważniejsze. Być może ukrywają, że w tej historii to Budzimir I był tym złym, który pociągnął za sobą głupich robotników wbrew słusznej władzy Gierkemiasza? Że za Gierkiemasza było lepiej, a przecież wystarczy mieć piątą klepkę, by wiedzieć, że było? Ten, poprzedni i zapewne przyszły arcypatriarcha to pieski wrogich sił, narzędzia kontroli ustanowione na obcych wzorcach. Jednak te czasy miną, my stanowimy przyszłość i odsączymy wierzenia od prawdy. Odkryjemy naukę pośród mroków legend i żaden Budzimir tej siły już nie powstrzyma! Profesor, doktor, lekarz, inżynier chiropraktyk Włodzimierz Siecki-Kram To najwybitniejszy przedstawiciel weerlandzkiej inteligencji, gorący kochanek i czołowa postać wielkiej reformy trzeciej tezy. Urodzony jako piąty syn w zubożałej szlacheckiej rodzinie już w dzieciństwie piął się w górę i dorosłość osiągnął jako jedyny żywy dziecic. Po kupieniu podstawowego wykształcenia od wędrownego handlarza wyruszył do Hirschbergu, gdzie planował studiować medycynę, historię i inżynierię wsteczną. W wyniku rewolucji komunistycznej doszło do prześladowań osób o szlacheckim pochodzeniu i pod pretekstem sfałszowanych dokumentów nie został przyjęty na uniwersytet.Kram był jednak prawdziwym mężczyzną, więc zamiast się poddać, razem z grupą kolegów założył Podziemny Uniwersytet Prawdy, gdzie w ciągu kilku lat zdobył liczne fakultety i autorytet w dziedzinie nauk przyrodniczych. Jako krzewiciel wiedzy zaskarbił sobie popularność wśród oczytanej młodzieży, co nie umknęło uwadze władzom. W zamian za przystąpienie do Koncesjonowanej Opozycji Demokratycznej jego wszechstronne wykształcenie zostało oficjalne uznane, a jemu samemu zaoferowano kierownicze stanowisko w Katedrze Fizjologii i Genetyki Weerlandzkiej na Uniwersytecie Hirschberskim. Po pojawieniu się ruchu na rzecz trzeciej tezy profesor Siecki-Kram postanowił do niego dołączyć i znaleźć dowody na jej słuszność. Wiele lat nieustannych podróży służbowych po całym świecie wzmogło w nim nienawiść i pogardę wobec obcych, którzy nie rozumieli jego mowy, ale także doprowadziło go do wykopalisk w upadłym statku kosmicznym w Gavan Himmelen. Tam zaraził się wirtualnym nabytym niedoborem odporności, co potwierdzono testem PCR wykonanym przez Bialeńskich archeologów. Te wielkie odkrycie wstrząsnęło profesorem, który postanowił wykorzystać tajniki biologii molekularnej do poznania genów i pochodzenia Weerlandczyków. Badania przeprowadzone na trasie wielkiej wędrówki i rozliczne eksperymenty myślowe przyniosły niezliczone dowody na kosmiczny rodowód. Publikowane one były czasopiśmie założonym i należącym do Krama ‘Prawdziwa Totalna Biologia’, które po początkowym okresie niskich ocen wyniosło się do jedynego uznawanego na terenie kraju periodyku z zakresu nauk przyrodniczych. Niestety, podczas rządów Arkadiusza Przejściowego, pomimo długotrwałych wlewów z detergentów, Inteligent zmarł w wyniku swojej choroby. Krótko po pogrzebie został uznany za Świętego Człowieka, choć nie w całości. (https://i.ibb.co/4gHMFZ9/liver-icon-For-Your-Project-Graphics-9376438-1-1-580x387.jpg) Symbolem Inteligenta jest wątroba. Według współczesnego stanu wiedzy obowiązującej w Socjalistycznym Królestwie, narząd ten stanowi centralny ośrodek nerwowy, kluczowy w poznawaniu otaczającej nas rzeczywistości. Nim oznaczane są stosowne półki w domach tez, gdzie niemal zawsze jest tłoczno i głośno. Jak już zostało wspomniane nie wszystkie aspekty profesora Sieckiego-Krama stanowią Świętego Człowieka. Inteligent bowiem prezentuje sobą pewien dualizm ludzkiej natury, ze stroną jasną i oświeconą, ale także ciemną i karygodną. Szczególnie pod koniec życia wiele z jego wypowiedzi niosło ze sobą zbędne kontrowersje i teologiczne błędy. Jego najgorętsi zwolennicy tłumaczą, że Inteligent bywał źle zrozumiany, a najważniejsza jest genetyka. Stąd przy jego półkach toczą się zażarte dysputy o to, które wypowiedzi należą do Dobrego Inteligenta i tym samym trzeciej tezy, a które pochodzą od Inteligenta Złego, a ich miejsce jest w tajnych archiwach tez pobocznych. Czasem klasyfikowane są całe długie wypowiedzi, ale zazwyczaj spory dotyczą pojedynczych zdań. Jedno może zostać uznane za główny nurt, następne za tezę poboczną, a trzecie znów może należeć do wielkiej tezy. Szczególną popularność Inteligent ma wśród ludzi młodych i gdyby decydowali, to on byłby najpopularniejszym Świętym Człowiekiem, jednak osoby starsze wiekiem odstraszają jego tezy poboczne. Zgodnie z regułami trzeciej tezy, Inteligentowi nie stawiane są żadne kapliczki, jednak każdy termocykler, sekwenator, nanodrop i inne sprzęty służące poznaniu Prawdy winny nosić jego wizerunek. (https://i.ibb.co/HhxTchM/Termocykler-inteligent.png) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Lutego 23, 2022, 09:45:23 Warto też zauważyć, że w efekcie okrzyków wznoszonych po jego śmierci (Święty Człowiek natychmiast!) była to jedna z pierwszych ekspresowych kanonizacji w budzimiryzmie.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Lutego 28, 2022, 06:13:50 Na dnie oceanu, żyją sobie bi-bi-biberyści , i sobie żyją bezpiecznie i wygodnie i co z tego...
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Lutego 28, 2022, 10:12:07 Proszę nie szkalować Inteligenta. On nigdy się nie jąkał!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Marca 14, 2022, 09:49:14 Der Lachtprügel (Śmiechobij) (https://i.ibb.co/dkSwVV2/miechobij-3.jpg) Przypowieść o wesołej wsi. Dawno, dawno temu großer Winter nawiedziła Dorfa Wolfhitze i Menscheny na Freiherra złorzeczyli. Przeszkadzało im, że ten Geld cały dla siebie trzymał i smutni wanderowali. Jemand jemandowi dowcipu, ni lachtu nie posyłał. Schprechen tylko, że gdzie indziej besser życie, a u nich schlecht. I smutny taki także jung Harald był, bo wcześniej jak go andere z Hansem prügelowali i jak Frau brali, bo on klein, to lachty były, a teraz to już na traurig było. Poszedł do Mutter i pożalił się, że już lachtu nie ma, a ta rzekła, „Kein Gelächter bis Sommer, und nach dem Sommer kommt wieder der Winter”. Poszedł do Vater, a ten rzekł: „Und so ist es, Harald”. Poszedł do Opa i spytał vie viel Winter, a ten rzekł: „Noch elf Monate Winter”. I sam Harald był traurig und schnela nad Flussa polaufował, by płakać. Tam go Freunden znaleźli, znów go prugelowali na smutno, a ten zapłakał i lauten krzyknął: „Lacht zu mir, Lacht zu mir”! Plötzlichem cisza nastała i Wurstgeruch w powietrzu. Kroki schwerne tylko jeder posłyszeli und spater lacht ośli. Nagle grosse rote Mann zza krzaka ausgelaufował, głowe einemu freundowi odgryzł, a Hansa złapał i handa mu w arschlocha wsadził und Handpuppe z niego gemacht, a ten schrie laut, że głowa mała. Das krew się lała, aber lustig to było, bo handami i beinami Hans machał, a rote Mann tanztował und nim machał i spytał: „Willst du Spaß?”. „Jawohl der Lachtprügel!” Harald und Freunden zalautowali i razem tanztująć nach Wolfhitze gegangen. Bevor tam doszli Hans się zepsuł to Körper jego zostawili. Przy Dorfie alte Frau Wassera aus Brunnen tscherpała. Złapał ją Lachtprügel, Seila wokół jej szyi owinął i do Brunnenschlocha wepchał i począł Zahlunga: „Einz, Zwei, Drei”. Bis zwanzig doszedł i już alte nie wierzgała. Alle lachten und gingen dalej. Do Schmiedwarsztatu doszli, tedy złapał Hammera i Schmiedskopfa rozwalił. Schprechnął „Hör zu!”, a z Kopfa komisch Fleischbällchen wyciągnął i w Haralda cisnął. Bitwy na nie zachcieli to geben alle Hammery i na Dorfa poszli mordując. Dreissig już mieli jak Kriegery przyszli mit Schwertern. Zalachtował ino Lachtprügel, Arschlocha wypiął, furznął, a tamci flognęli w niebiosa. Potem fallen sie, ale płascy byli i już nie aufgestanden. Freiherr kommen to Baucha mu Lachtprügel rozciął, flaka pochwycił i pociągnął, a ten wirował schnella und schnella jak rote Mann ciągnął dalej. Tak schnela Freiherrem zakręciło, że jak Kreisel z Dorfa ausgefahren. Hunderd Fleischbällchen już mieli, to bitkę poczęli i besser była als Schnee, bo warm und tastig. Jak już było ende, tylko Harald z freundów dychał i lachtował. Zabrać Lachtprügela nach Haus postanowił. Pożalił się, że Mutter keine lachten, a ten rzekł „Ein minute’. Złapał Mutter i Gesicht jej w Feuer wsadził, halten, puścił. Und Mutter haben keine Gesicht, aber białe zęby w gutte Lächeln już zawsze u niej były. Vater schprechnął, das hässlicher być nie mogła i Loch się liczy. Zalachtował Lachtprügel, po plecach Vatera poklepał, Ope gefressen und zur andere Dorf gelaufen. Niemand już w Wolfhitze nie był traurig. Wycinki z księgi świętych czynów Lachtprügela 1. Przyszedł raz Lachtprügel do gospody. Drogo było, to drzwi zaryglował, podpalił i w dal chody. 3. Jadły dzieci placki, ale Lachtprügel swoje zrobił i zjeść je kazał, bo zabije. Dzieci zjadły, a on się oblizał i sam je pożarł, takie to mecyje. 5. Staruszce jednej sił brakowało i z wolna chodziła. Urwał jej Lachtprügel ręce, to i lżej miała. 7. Tańcowali weselnicy, lecz pan młody żony nie zbił, to radości brakowało. Widząc to Lachtprügel sam ją otrzepał aż padła, a wesele się udało. 11. Raz Lachtprügel wóz zobaczył, to chwycił wodze i ludzi potratował. Woźnicę na miejscu zostawił i za krycie podziękował. 13. Na wielkiej bitwie walczyli wojowie zaciekle. Zmienił ich bronie Lachtprügel w pały i po niej kukle ich swędziały rozlegle. 17. Rzekł kiedyś Lachtprügel, że koniec z żartami i ulgę inni poczuli. Gdy począł na poważnie o powrót do żartów go ubłagali. 19. Przydybał Lachtprügel dziewoję jak w zimnej rzece pływała. Zerwał z niej skórę i oddał by się ogrzała. 23. Biadolił Adolf, że niczego nie ma. Zabrał mu Lachtprügel wszelkie zmysły, a ten oniemiał. 29. Spotkał kiedyś Lachtprügel parę, co za nierozłączną uchodziła. Pozszywał ich se sobą, gdy się rozchodziła. 31. Onegdaj chłopiec jeden problemy sprawiał. Porwał go Lachtprügel i na Weerlandczyka wychował. 37. Coś co nie zdarzyło się od niepamiętnych czasów: Lachtprügel nie pierdnął na kolanach młodej kobiety. 41. Szedł Lachtprügel lasem i posłyszał, że ktoś poluje. Pożarł łowcę, bo jeleń miał ruję. Artykuł o współczesnej działalności: (https://i.ibb.co/1vpBXZh/miechobij-1.png) Śmiechobij, ostatnie zdjęcie wykonane przez reportera Pawla Bolechowskiego przed śmiercią poprzez utopienie w wymiocinach. Szok, niedowierzanie, Śmiechobij znów morduje! Wczoraj, 23 września 2010 roku w godzinach wieczornych Olaf Schmolz, faworyt Mistrza Budzimira VI padł ofiarą Śmiechobija. Gdy wraz z Bartoszem Derikorem omawiali sprawy sukcesji, Olaf postanowił pójść do kuchni po bimber i stanął na podłożone przez Świętego Człowieka grabie z uwiązaną piłą łańcuchową, a jego ciało zostało rozcięte na pół. To nie koniec żartu Śmiechobija, bowiem ten sfałszował odciski palców Derikora na narzędziu natchnionego cudu. Na szczęście służby ponownie nie dały się nabrać na tak prosty fortel i wspólnie z ofiarą pośmiali się z przebiegu wydarzeń.Zmarły był typowany na pierwszego Mistrza Budzimira narodowości hirschberskiej. Znany był ze swoich skrajnych poglądów. Uważał, że ważna jest skromność, pomoc ubogim i nie robienie krzywdy bliźnim, chyba że lubią jak boli. Pojawiają się spekulacje, iż mogło to sprowokować Śmiechobija, który postanowił ochronić Wszechbudzimiryzm przed pełzającą katolicyzacją obyczajów. Ostatni żywy uczeń Budzimira przyznał, że Czerwony Człowiek nie daje mu spokoju. To już czternasty raz, gdy ich drogi się zetknęły od bądź co bądź, całkiem niedawnej kontrrewolucji. Stwierdził również, że cuda przytrafiają się tylko ludziom wielkiej wiary, po czym odjechał złotą limuzyną niegdyś należącą do Ferdynanda. Wysoka aktywność Śmiechobija wskazuje na odrodzenie naszej wiary po latach komunistycznych prześladowań. Jego ofiarą padają najczęściej osoby publiczne, czy to związane z poprzednim reżimem, czy też z otoczenia Budzimira VI. Działania Czerwonego Człowieka można jednak dostrzec w całym przekroju Ludu Szlacheckiego. Każdego dnia dziesiątki osób zgłasza kolejne objawienia. Religijne wzmożenie rozlało się nawet na Weerland, gdzie dotychczas Śmiechobij nie był czczony poza dekadenckim środowiskiem kultu kurdupli. Jego kojący wpływ znacząco zmniejszył ilość morderstw, grabieży i gwałtów, których obecnie prawie się nie zgłasza. Mistrz Budzimir VI spytany o komentarz do obecnej sytuacji odpowiedział: „Dajta my już wszyscy spokój. Ja na dupy jadę na Morenkę!” Der Lachtprügel (Śmiechobij) czasem także zwany Der Rote Mann (Czerwony Człowiek), to patron chaosu, radości, małych dzieci, psot, ryzyka, matematyki i bólu. To także jeden z bardziej kontrowersyjnych Świętych Ludzi, stanowczo odrzucany przez zwolenników tezy weerlandzkiej. Istotne jest tu pochodzenie Śmiechobija, który był czczony jako najwyższy opiekun Klasydów, ludu stanowiącego jeden z głównych filarów przyszłej narodowości Hirschberskiej. Kiedy Wielki Mistrz Budzimir IV powołał wszechbudzimiryzm z dwiema tezami antagonistycznymi: weerlandzką i hirschberską, dokonano pewnej syntezy wierzeń i wartości. Oczywiście te najbardziej nieprzystające i obleśne kulty patronów takich jak der Wohltäter (dobroczyńca), die Friedensstifter (rozjemczyni), czy der Werkratzwurm (kolcogłowołak) zostały całkowicie odrzucone. Należało jednak iść na pewne kompromisy. Lachtprügel był zbyt istotny podczas tworzenia się nowej w pełni hirschberskiej tożsamości północy, co pokazują przypowieści takie jak ta o wesołej wsi, spisana podczas postępującej germanizacji Jeleniogrodu. Hischbergowie nie dali go sobie zabrać, więc ten pozostał, już jako Święty Człowiek.Kim bowiem byliby bracia i siostry z północy bez Śmiechobija? Hirschbergowie twierdzą, że bez niego nastałby porządek. Ten doprowadziłby do smutnej stagnacji i odebrałby smak życia. Znoje codziennej egzystencji łatwiej znieść, kiedy ma się tę odrobinę radości z tego, że kogoś właśnie potwornie boli i ten ktoś ma gorzej. A kiedy przychodzi Lachtprügel zawsze ktoś bardzo, ale to bardzo cierpi. Czasem objawienie może paść na ciebie, ale co to za życie bez ryzyka? Dla dobrej zabawy zawsze warto je podjąć. Jego święte czyny stanowią też inspirację w dziedzinach życia codziennego. Inspirację, która niesie optymalizacje. Ograniczanie ilości cementu i piasku na rzecz wody czyni hirschberski beton znacznie lżejszym i elastyczniejszym materiałem. Hirschberskie samochody nie mają szczelnych instalacji gazowych, pasów bezpieczeństwa, czy poduszek powietrznych, przez co są tańsze i każdego na nie stać. Dzięki brakowi blokad hirschberskie ciężarówki nie mają sobie równych. Nikt inny nie dostarczy towaru pędząc trzysta na godzinę krętą drogą, a jak będzie wypadek, to śmiesznie i jest materiał na filmik. Podczas zabiegów weseli znachorzy nie stosują żadnego znieczulenia, lecz wiążą pacjenta i prześcigają się w dowcipnych technikach krojenia. Potrafią to zrobić nawet własnymi zębami! Nauczyciele nie muszą marnować czasu na pilnowanie uczniów, bowiem dzieci same zadają sobie najróżniejsze kary, a ci co najwyżej mogą dołączyć, by pokazać jak to się kiedyś robiło. Podczas hirshberskich wesel urządza się otrzepiny, czyli rytualną bójkę pary młodej, która ma nadać rytm ich wzajemnemu pożyciu i zapobiega marnowania zasobów na wymyślne stroje. Ten tak zwany Unordnung pozwalał i dalej pozwala Hirschbergom dominować gospodarczo nad Weerlandem, Gubernią Zachodnią, czy Ziemiami Niczyimi. Dzięki temu naród ten słynie też z najlepszych ekspertów od przesłuchań i doborowych najemnych zbrodniarzy, którzy z uśmiechem na ustach wykonają najokrutniejsze zlecenia. Bo czy modlitwa może być zła? (https://i.ibb.co/z678r2T/smile.png) Symbolem Śmiechobija jest uśmiech. Nim są oznaczone stosowne półki w domach tez. Na próżno ich jednak szukać w pomniejszych domach w Weerlandzie, a i w większych zwykle są schowane w miejscach niedostępnych okiem postronnego. Wynika to z jego inności. Każdy Święty Człowiek został nim ogłoszony po swojej śmierci, lecz Śmiechobij nigdy nie umarł. Czerwony Człowiek być może nie jest nawet człowiekiem. Jego objawienia trwają od setek lat i końca nie widać. Ujrzeć za to można czasem jego samego, z olbrzymią czerwoną paszczą zdolną połknąć rosłego chłopa w całości i martwymi oczami. Zwolennicy tezy weerlandzkiej uważają, że jest on tak naprawdę kurduplem. Sługą Gierkemiasza posłanym, by nas podglądać, który bezczelnie wkroczył do oficjalnego pocztu świętych. Niszczenie jego półek wielokrotnie sprowadzało na Weerlandczyków różnorakie dowcipy, więc w celu uniknięcia nadmiernych międzynarodowych waśni ogranicza się ich kontakt z jego czcicielami. Istnieją jednak punkty zapalne takie jak Grabina (Grabben), więc tych w pełni się nie uniknie. W takich multietnicznych domach tez podstawiane są specjalne gumowe narzędzia kaźni, prowadzi się szkolenia z bezpiecznej zabawy w duchu „okaleczyć, a nie zabić”, a także rozpyla się alkohole aromatyczne uspokajające Weerlandczyków, by nie wiódł ich duch walki Ataresa. Zwolennicy trzeciej tezy mają do niego ambiwalentny stosunek, jako istoty o nieznanym pochodzeniu. Aktualny Mistrz Budzimir uważa, że ten bywa użyteczny. Kapliczkami Śmiechobija są specjalne sale zabaw zwane też świetlicami. Te obecne są w szkołach, firmach i instytucjach publicznych w całej Hirschbergii. Wszak nigdy nie wiadomo, kiedy będzie się miało ochotę trochę poswawolić. Sam Lachtprügel również docenia jak ma wszystko co trzeba na miejscu i bije jakoś mniej. (https://i.ibb.co/crTm7Dw/sala-zabaw.jpg) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Marca 15, 2022, 04:02:59 Wreszcie doceniłeś esencję hirschberskiej kultury. Szczególnie przypowieść o wesołej wsi to jest wspaniały przykład naszych dialektów. Dodałbym też, że Lachtprügel to patron milicji i różnych tajnych służb.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Sołtys Gnojna Gulliver 'Goose' de Juus on Marca 16, 2022, 08:17:59 Cóż za fascynująca istota! Chętnie napiłbym się z nim bimbru.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Marca 16, 2022, 10:12:33 No ja nie wiem. Śmiechobij jest bardzo niebezpieczny i tylko rozbawienie go potrafi ochronić przed jego własnymi żartami.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Sołtys Gnojna Gulliver 'Goose' de Juus on Marca 17, 2022, 12:21:42 Mimo wszystko chętnie przyjąłbym go w Gnojnie, na pewno spodoba mu się to, co trzymam w piwnicy!
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Marca 20, 2022, 08:04:00 Za młodu gdy spałem do mego łoża wkradł się śmiechobij, zmieniło mnie to na zawsze...to bolesna sprawa. Chyba będe musiał ustawić śmiechobija jako swoje trigger warning.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Marca 20, 2022, 10:16:09 Nikt nie zna słowa bezpieczeństwa Śmiechobija. Najpewniej takiego w ogóle nie ma.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Arbuz Dumbledore on Marca 20, 2022, 10:17:41 A czy da sie jakoś ochronić przed śmiechobijem? Oddział wyspecjalizowanego wojska, miny, zasieki, lasery bunkier od ziemią?
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Marca 20, 2022, 10:24:10 Śmiechobija należy jakoś rozbawić raniącym słowem, lub czynem, ale to trzeba mieć kogoś pod ręką. Wtedy Śmiechobij może odpuścić. Znam to z doświadczenia, kiedy polował na uczniów Budzimira VI.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Marca 20, 2022, 10:27:22 Dobrze, że ja mam licznych po mo gerów.
Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Kwietnia 18, 2022, 05:59:15 Donosiciel Z Pierwszego Listu Donosiciela do Centralnej Instytucji Antykryminalistycznej: Zawiadamiam, że dało mi się wykryć jednego pana który rozwozi broszurki tajnych radiostacji z Hirszbergu jest nim niejakiś agient portretowy który pracuje w firmie Sex-Styl. (…) Zawsze jeździ w kierunku Grabben z teczką skurzaną i inne pakunki. Proszę o skuteczne załatwienie tej sprawy. Proszę go przycisnąć do ściany to on wyśpiewa wszystko, bo on dużo szkodzi wielkiemu państwo Monarchosocjalistycznemu. Z Trzeciego Listu Donosiciela do Hirschberskiej Ochotniczej Milicji Obywatelskiej: W domu przy ul. Koszykowej nr 53 m. 38 mieszka aralczyk zhirszbergyzowany W. Pajong. (…) Mimo że fizjognomia jego zdradza semitę (jasny blondyn z dużym nosem) to jednak uchodzi za hirszberga i nie nosi opaski aralskiej. Czuję się w obowiązku powiadomić o tem Władze. Z Ósmego Listu Donosiciela do Służby Bezpieczeństwa LDRN: Szyja Epsztejn zamieszkały Laszkberska 12 wrócił z Ałstro-Wyngiel. W zeszłym roku był poszukiwany przez władze tutejszą to drapnoł do Zacheumia. Nie dawno wrócił. Posiada dużo korón i złota. Przypowieść o Turystach: Do hotelu w Draśnie późną porą przybył Donosiciel: - Poproszę o pokój na jedną noc. - Niestety, mamy tylko wolne jedno miejsce w pokoju pięcioosobowym. - Może być, w końcu to tylko jedna noc - odpowiedział Donosiciel i pomaszerował do wskazanego pokoju. Ułożył się wygodnie i zamierzał zasnąć, ale współtowarzysze grali w brydża, opowiadali sobie kawały i co chwila wybuchali głośnym śmiechem. Donosiciel ubrał się i zszedł do recepcji: - Poproszę 5 herbat na górę za jakieś 10 minut. Wrócił do pokoju i mówi: - Towarzysze, tak swobodnie opowiadacie sobie dowcipy, a przecież tutaj może być założony podsłuch! - Co Towarzysz! W hotelu? - Możemy to łatwo sprawdzić - Towarzyszu Hauptmann! poproszę 5 herbat pod 14-stkę. Rzeczywiście, w tym momencie przynoszą herbatę. Współtowarzysze z lekką obawą kładą się spać. Rano podróżny wstaje i widzi że prócz niego w pokoju nie ma nikogo. Schodzi do recepcji: - Co się stało z moimi współlokatorami? - Rano zabrało ich HOMO. - A mnie dlaczego nie zabrali? - Bo Hauptmannowi spodobał się ten dowcip z herbatą. (https://i.ibb.co/v3cywvq/Obraz.png) Bolko Judasz Kabel von Danzig zwany Donosicielem, Informatorem lub Życzliwym Święty Człowiek popularny przede wszystkim w Hirschbergii i wśród wyznawców Tezy Hirschberskiej oraz w kręgach związanych ze służbami bezpieczeństwa, głównie wśród partyjnych bonzów, milicjantów, żołnierzy i ich rodzin. Przez jednych nienawidzony jako kapuś, a doceniany i kochany jako patriota przez nielicznych. Niestrudzony strażnik ładu społecznego, promotor prawa i sprawiedliwości. Według tradycji był on długowiecznym informatorem: donosił za Gromosława, donosił za Ferdynanda, a pod koniec życia załapała się także jako tajny współpracownik tajnych służb w czasach Arkadiusza Przejściowego. Został za to odznaczony licznymi odznaczeniami, a po śmierci doczekał się statusu Świętego Człowieka. Postać ta stanowi odpowiedź na pytania o zniknięcie wichrzycieli i o to, skąd HOMO, CIA oraz ONI wiedzą o wszystkim i słyszą wszystko. Jest swego rodzaju łącznikiem pomiędzy Ludem Szlacheckim i tymi, którzy świadczą mu pomoc i dbają nieustannie o jego bezpieczeństwo. Przedstawia się go jako wąsatego mężczyznę. (https://kustosz.stempel.org.pl/1018/99737979806810245.png) Tak jak wspomniano wyżej: kult Donosiciela ma charakter niszowy. Jego kaplice umieszcza się przy posterunkach milicyjnych oraz urzędach. Mają one postać skrzynek na listy, gdzie umieszcza się wiadomości, a także tradycyjne ofiary w postaci trzydziestu srebrnych monet jednololowych. Symbolem Donosiciela jest kabel – nim oznacza się zarówno kaplice, jak i półki w Domach Tez z pisanymi jego ręką autentycznymi donosami oraz przypowieściami o jego życiu. (https://i.ibb.co/FzGySzF/Obraz.png) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Ametyst on Października 04, 2022, 06:04:27 Prawdomówny Odpowiedź Prawdomównego z dnia 10 kwietnia 2010 roku Zapytano Prawdomównego. - Jakie miasto w ZSKHiW jest najważniejsze? Odpowiadają mu: - Oczywiście Bździszewo. Po kilku dniach do Prawdomównego dzwoni ktoś z Muratyki: - Ile potrzeba bomb atomowych, aby zniszczyć Bździszewo? - Hirschberg-Joksopolis to też ważne miasto... Odpowiedź Prawdomównego z dnia 2 kwietnia 2005 roku Zapytano Prawdomównego: - Czy to prawda, że wkrótce będzie u nas jeszcze gorzej? - To nieprawda, gdyby mogło być gorzej to by już było. Odpowiedź Prawdomównego z dnia 24 grudnia 2017 roku Pytanie do Prawdomównego: - Czy to prawda, że w Hirschbergu-Joksopolis przed Pałacem Joksopolitańskim rozdają za darmo samochody? - Tak, to prawda z tym, że nie w Hirschbergu-Joksopolis, a w Bździszewie, nie przed Pałacem Joksopolitańskim, a przed Westpalast, nie samochody a rowery, i nie rozdają, ale kradną. Odpowiedź Prawdomównego z dnia 14 lutego 2015 roku Zapytali Prawdomównego: - Czy lepiej ożenić się z dziewczyną brzydką, ale wierną, czy też z ładną, ale niewierną? - A co byście woleli? Jeść tort razem z kolegami, czy gówno samemu? (https://kustosz.stempel.org.pl/1018/99988133466079273.png) Urban Georg zwany Prawdomównym lub Uszatym Gdy powstała Gubernia Zachodnia było tam niczego. Mimo to dosyć szybko na miejsce budowy nowego miasta Bździszewa zaczęli ściągać ludzie przyciągnięci wieścią o Prawdomównym, znanym też jako Uszaty. Człowiek ten, noszący imię Urban, słynął z daru głoszenia prawdy przez odwrotność. Ponoć w czasach Ferdynanda był dysydentem i już wówczas obywatele prosili go o wskazówki. Słowa Urbana rozumiane na wspak niemal zawsze okazywały się prawdą. Tę cechę doceniono po ustanowieniu systemu monarchosocjalistycznego, gdy Prawdomównego uczyniono rzecznikiem prasowym rządu. Mieszkając w Bździszewie korzystał on z sowitych dotacji Narodowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych i wydawał opiniotwórcze pismo o nazwie „Tak”. Pod koniec życia do jego domu przybywali notable, komisarze, aparatczycy średniego szczebla, przedsiębiorcy i zwykli obywatele. Za drobną opłatą pokazywał on, jak skuteczne radzić sobie z głodem, biurokracją i dobrobytem. Jego kult rozwinął się jeszcze za życia. Funkcjonuje on jako patron dziennikarzy oraz święty wieszcz. Wszystkie udzielane przez niego odpowiedzi były skrupulatnie spisywane i można je odnaleźć na półkach oznaczonych znakiem uszu, które są symbolem wsłuchiwania się w żywotne problemy Ludu Szlacheckiego. (http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_04_10_22_6_59_52.png) W przeciwieństwie do większości Świętych Ludzi Prawdomówny nie ma jednego, określonego rodzaju miejsca kultu. Jego pamięć czczona jest wszędzie tam, gdzie czytane są Jego słowa spisane przez naśladowców. (https://kustosz.stempel.org.pl/1018/99988133466079272.png) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Grudnia 23, 2024, 01:13:30 Król Joksymil I Faradobus (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2042;image) Artykuł z „Der echter Hirshberger“ Superjoxx znów ratuje Hirschbergię! Wczorajszy dzień dla mieszkańców gminy Krotoschinau w Nordhirshbergii zapowiadał się na kontynuację post-pseurewolucyjnego dramatu! W**rlandzkie siły wpływu pod pretekstem zatruć Salmonellą odcięły dostęp do wody pochodzącej z gminnych wodociągów i zakazały korzystania z lokalnych studni. Jest to haniebny przykład rozlicznych prześladowań Hirschbergów, którzy nie mogą wyżyć na samym alkoholu, tak jak podejrzanie rosnąca w całej Hirschbergii rządząca mniejszość w**rlandzka. (Przypominamy, że do każdego numeru dołączany jest dodatek „Jak rozpoznać w**rladzkiego osadnika”.) Po przeanalizowaniu pochodzenia przedstawicieli pracowników sanitarno-epidemiologicznych i wodociągowych okazało się, że gdy zagłębimy się tylko 6 pokoleń w tył, każdy z nich okazał się być skażony południową krwią. Felerną decyzję podpisał niejaki doktor Adolf Ciapka. Ciapka! Stąd też wszyscy trzeźwo myślący wiedzieli, że padają ofiarą spisku. „Moje dzieci usychają z pragnienia, ale się nie dam i nie kupię im Nozz-a-li napychając kabzę w**rlandzkiej Mrocznej Korporacji” – mówiła Ingeborg (17 l.). Na nasze szczęście hydro-koszmar szybko został ucięty przez bohatera wszystkich Hirschbergów, zamaskowanego mściciela znanego pod pseudonimiem Superjoxx. We wczesnych godzinach przedpołudniowych razem z komandem popleczników dokonał w pełni uzasadnionej interwencji w imieniu narodu w siedzibie wodociągów. Mimo wyraźnych odgłosów strzałów, nikt nie wzywał tak zwanych służb porządkowych, a raczej siłowników reżimu w**rlandzkiego pod saksońskim zarządem powierniczym. Pokazało to przyzwolenie społeczne dla słusznego działania Superjoxxa. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2041;image) Po uporaniu się z karaluchami Superjoxx osobiście odkręcił kurek i do mieszkańców gminy ponownie popłynęła darmowa woda. Na miejscu interwencji Nasz Bohater tradycyjnie defekował. Ten symboliczny akt świadczy o jego zdaniu na temat stanu państwa gnębionego przez dyktat mniejszości w**rlandzkiej. Następnie Superjoxx zebrał od lokalnych mieszkańców liczne dary głównie w postaci gotówki i jedzenia oraz zastrzelił wskazanego przez sąsiadów w**elandzkiego osadnika, sprawiedliwie dzieląc jego majątek. Była to już trzecia interwencja obywatelska dokonana w tym miesiącu przez Superjoxxa po spaleniu wysypiska śmieci w gminie Hermannerdorf, co zwiększyło przestrzeń na ich składowanie oraz wykolejeniu pociągu linii Laszkberg-Grabben wiozącej nowych osadników. Wciąż jednak nie wiadomo jaka jest prawdziwa tożsamość Naszego Bohatera. Wszyscy dotychczasowi kandydaci zostali w ostatnim czasie porwani i poddani torturom przez reżim, bądź znaleźli azyl w krajach wciąż uznających prawowity rząd, a Superjoxx dalej prowadzi działalność. Niektórzy nawet w pewnej naiwnej nadziei sugerują, że może być on jednym z Dziedziców Ferdynanda. Faktem jest, że nie znamy obecnej lokalizacji Joksymila i Ametysta Faradobusów, jednak nawet jeśli nie mają z Superjoxxem nic wspólnego, to z pewnością go popierają. Niech Świetlisty Jeleń oświeci Hirhsbergię! Fragment oficjalnych wspomnień Króla Joksymila (…) zatem gdy dotarły do mnie pogłoski o tajemniczych wydarzeniach w Vergen, jako, jakby to rzec, prawdziwy reprezentant ludu, musiałem sprawę zbadać i ewentualnie zainterweniować. Majątek Krzysztofa Septimusa był już częściowo zabezpieczony przez niezmiernie dyletanckie służby (…), toteż nie stanowiło to dla mnie problemu, aby dotrzeć do samej anomalii wyglądającej jak lewitujący płynny pryzmat. Obserwując zaginanie i interferencje fal w samym spektrum widzialnym na bazie znanej mi literatury z dziedziny fizyki kwantowej zrozumiałem, że mam do czynienia z tak zwaną robaczą dziurą. Zakrzywieniem czasoprzestrzeni prowadzącym do zupełnie innej części wszechświata. Nim się obejrzałem zostałem otoczony przez kilkunastu żołnierzy, nie byli to jednak poborowi z PMOB, bo ci nie daliby rady mnie podejść, lecz przybysze z drugiej strony. Gestami zachęcili mnie bym wrócił razem z nimi. Po krótkim zastanowieniu, zważywszy na to, że nawet prowadzenie działalności pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie przynosiło oczekiwanych skutków, postanowiłem wraz z nimi wstąpić do portalu. Przy całej zwykłości mojej osoby, jako pierwszy budzimirysta opuściłem krainę na którą zesłano wiernych Prabudzimirowi, by poszukać odpowiedzi poza Polinem. Świat, który odwiedziłem, zwany Ziemią nie różnił się szczególnie od naszego. Grawitacja i czas trwania doby były identyczne. Mieszkańcy niemal nie do odróżnienia od ludów Polinu. (…) Początkową barierę językową przezwyciężyłem oglądając w ichniejszej telewizji niezwykły kanał oferujący zaskakująco drogie przedmioty codziennego użytku bez których Ziemianie nie są w stanie przeżyć, takie jak, dajmy na to, turboobieraczka do jadalnych bulw roślinnych. (…) Kiedy próbowałem moim gospodarzom wytłumaczyć dobrodziejstwa socjalizmu wywołałem duże poruszenie, po czym postanowili pokazać mi jak buduje się prawdziwe imperium. Przedstawili mi system w którym minimalna rola państwa finansowana jest wyłącznie z podatków klasy robotniczej. System degresywny i liczne ulgi inwestycyjne zapewniały, że osoby z kapitałem mogły go w najróżniejszy sposób nieskrępowanie pomnażać, wydajnie powiększając produkt krajowy brutto. Rosnące w ten sposób majątki osiągały rozmiary tak gargantuiczne, że klasa wyższa z czystej dobroci serca w ramach skapywania dzieliła się nimi z pracownikami, co niewątpliwie zapewniało ogólnokrajowy dobrobyt. Świat ten miał swoje wady takie jak niewydajny system dwupartyjny, a I sekretarz tej drugiej partii zgodnie z pewnymi hipotezami miał setki lat, co wskazywało na gierkemiaszowe konotacje. (…) Mimo wszystko zdecydowanie zrozumiałem jaką przyszłość widzę dla Hirschbergii i nawet Weerlandu. Dzięki pomnożeniu majątku uczciwie zdobytego na walce z nielegalnym rządem Arkadiusza Wettina w ciągu kilku tygodni dysponowałem prywatną armią na rozkazy, a także pomocą tamtejszego rządu. Tutaj warto zaznaczyć, iż dogmatem ich stylu życia jest zbrojne niesienie go reszcie świata, co dodatkowo przyczyniło się do mojego sukcesu. W takiej sytuacji byłem gotowy by ponownie przekroczyć portal. (…) Fragment dramatu „Narodziny Premiera Tysiąclecia” (…)Na scenie po jednej stoi Amestyst, Joksymil oraz związany Arkadiusz w otoczeniu amerykańskich żołnierzy. Jeden żołnierz jest pomalowany na czarno. Za nimi podświetlony jest portal do innego świata. Po drugiej stronie sceny za barykadą kryje Laszk Młynariew wraz z siłami PMOB. Król Joksymil: Naprzód przebojem dzielni żołnierze! Nawet w sytuacji całkowitej defensywy wciąż mamy uzurpatora! Uzurpator Arkadiusz: Poddaj się Laszku, bo nie warto walczyć za mnie, uzurpatora, gdy obok jest prawdziwy król! Książe Ametyst: Nie chcę tu być. Laszk Młynariew: Wyprowadzić żywe tarcze! Na scenę wbiega wielu cywili, żołnierze amerykańscy krzyczą pif-paf, a cywile padają na ziemię. Chórek: Jak on mógł tylu niewinnych poświęcić. Godność swoją tym bezcześcić. Król Joksymil: Nie znasz ty Laszku żadnego honoru. Być może dałbym radę zwyciężyć z ludźmi, ale nie z bestiami! Potrzebujemy wsparcia! Murzyn biegnij po nie. Pomalowany na czarno żołnierz Joksymila biegnie przez portal poza scenę. Laszk Młynariew: Szybko, musimy pokonać Joksymila nim wezwie wsparcie. Wszyscy do ataku! Osłaniajcie mnie! Tylko się nie mieszajcie, Joksymil jest mój! Król Joksymil: Niechaj wszyscy strzelają w kierunku Laszka, jeśli zginie on, to PMOB bez dowództwa nie będzie w stanie nacierać. Odbywa się wymiana ognia między żołnierzami poprzez okrzyki „Pif-Paf”. Po chwili padają wszyscy żołnierze Joksymila i część żołnierzy Laszka. Joksymil łapie Arkadiusza i się nim zasłania. Król Joksymil: Choć mam świadomość jakie to jest niskie zagranie, zmuszony jestem zagrozić, że jeśli podejdziecie, to zabiję uzurpatora. Uzurpator Arkadiusz: Na nic innego nie zasługuję. Laszk Młynariew: Nie, nie, nie, najpierw musisz się z kimś spotkać. Nadzorco Pumeks! Joksymil się stęsknił! Na scenę wkracza wysoki żołnierz ze szczypcami do urywania jąder. Chórek: Oto Pumeks okaleczyciel, jądra Joksymila pozbawiciel. Król Joksymil: Nieeeeee. On sie patrzy tato nieeeeee! Zabijta go no! On mnie części skarbu pozbawił! Wykorzystując chwilę nieuwagi Uzurpator Arkadiusz odwraca się, pluje na Joksymila i zaczyna uciekać skacząc na jednej nodze na stronę Laszka. Żołnierze PMOB krzyczą „Pif-Paf”, a portal zaczyna mienić się innymi kolorami. Trafiony Joksymil efektem pirotechnicznym traci rękę, ale drugą chwyta uciekającego Arkadiusza. Król Joksymil: No i co teraz uzurpatorze? Uzurpator Arkadiusz: Ja przynajmniej mam dwa. Po tych słowach Arkadiusz łapie zębami z podłogi odłamek i wbija go w twarz Joksymilowi. W tym czasie Laszk Młynariew schodzi ze sceny od frontu i przekrada się na drugą stronę spoglądając w stronę widowni, szelmowsko ruszając brwiami. Zakrada się za Joksymila i Arkadiusza. Król Joksymil: Moją wolą jest wola całego narodu Hirschbergii, całego zjednoczonego królestwa! Drobne urazy nie mają znaczenia. Laszk Młynariew: Kiedy tak sobie dyskutowaliście podszedłem do was. Joksymilu, nie mam innego wyboru. Laszk Młynariew wyciąga pistolet i mierzy w krocze Joksymila. Światło na scenie gaśnie. Laszk Młynariew: Pif-Paf Chwila ciszy. Chórek: Wojnę przegraną prawdziwy król toczył. Arkadiusz był głupi i w majtki się zmoczył. Światło wraca, na scenie znajdują się tylko Laszk Młynariew w zakrwawionym płaszczu i Król Joksymil, a także mrygający światłem portal. Joksymil podpięty do portalu linką leży, a jego głowa podtrzymywana jest przez Laszka. Król Joksymil: Cóżeś uczynił Laszku, jako dzieci byliśmy przyjaciółmi. Miałem wizję doskonałego świata i byłoby w niej miejsce dla ciebie i Weerlandczyków. Mogłeś mi pomóc naprawić błędy przeszłości, lecz wolałeś brnąć w koszty utopione i teraz nie ma już odwrotu. Laszk Młynariew: Składałem przysięgę królowi Arkadiuszowi, a jestem słownym człowiekiem. Wybór mają nieliczni i pozbawieni znaczenia. My, wielcy tego świata niesieni jesteśmy wiatrem historii, pozbawieni steru. Błędy to nie nasza wina i żadna komisja weryfikacyjna tego nie zmieni. Król Joksymil: Rozumiem i widzę w tobie zarówno dobro, jak i zło. Niechaj Zjednoczone Królestwo otrzyma ode mnie jeszcze jeden dar. Zabiore ze sobą to co złe w tobie i tylko dobre zostawię. Laszk Młynariew: Czy naprawdę to potrafisz? Król Joksymil: Potrafię i uczynię mój przyjacielu i kiedyś będziesz zapamiętany nie jako królobójca, lecz Premier Tysiąclecia. Tylko pamiętaj, uchroń Ametysta, on jest twoją nadzieją na wybawienie. Laszk Młynariew: Przysięgam, że nic mu się nie stanie. Joksymil tuli Laszka i zdejmuje z niego zakrwawiony płaszcz po czym zostaje przeciągnięty na lince i znika za portalem poza sceną. Światło na scenie gaśnie. Chór: Błędy Młynariew Popełnił, lecz bardzo ich potem żałował. Przysięgę swoją on spełnił, wkrótce Ametysta koronował Światło wraca, na scenie leży masa trupów. Arkadiusz siedzi w kałuży moczu. Ametyst płacze patrząc na portal obok którego stoi Laszk. Laszk spogląda na ametysta z zadumaniem. Koniec sceny 3 (…) Król Joksymil I Faradobus Znany jako Obfity, Superjoxx, Prawowity Król, Dziedzic Ferdynanda, Jego Obfitość, Obrońca, Myśliciel, Podróżnik Między Światami, Wieczny Senior oraz Drugi Syn. To patron walki o wolność, rodu królewskiego, a także umów bilateralnych na linii władza-struktury Wszechbudzimiryzmu. Dodatkowo jest on pierwszym, który udał się poza ten świat, a nawet wrócił.Joksymil urodził się jako drugi syn byłego króla, a ówcześnie I sekretarza Komitetu Centralnego Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, Ferdynanda Faradobusa. Ze względu na zasady dziedziczenia kompletnie niezwiązane z systemem feudalnym jego starszy brat Chłopacy wyznaczony był na następcę Ferdynanda, a sam Joksymil, obdarzony wyjątkowym talentem naukowym, desygnowany został na przyszłego dziekana wydziału chemii. Jego specjalizacją były polimery organiczne, a największym osiągnięciem jeszcze w czasach szkolnych było stworzenie popularnego materiału do torebek foliowych JF-1, który po zaledwie kilku dniach rozpada się na korzystny dla środowiska, rozpuszczalny mikroplastik. Na jego nieszczęście, zanim zdążył skończyć doktorat, co było planowane na 17 rok życia, doszło do wybuchu pseudorewolucji, która obaliła legalne władze, a na tronie królewskim usadziła zagranicznego uzurpatora, który tytułował siebie Arkadiuszem II. Podczas jej przebiegu zginął Chłopacy, a Joksymil uciekł za granicę z Ferdynandem i młodszym bratem Ametystem. Razem z ojcem prowadzili trudne życie handlując używanym sprzętem AGD. Gdy Ferdynand zmarł na wygnaniu, Joksymil zapewnił Ametystowi bezpieczeństwo i powrócił do ojczyzny jako zamaskowany mściciel o pseudonimie Superjoxx. Przez kilka lat prowadził nierówną walkę partyzancką głównie na terenie Hirschbergii, gdzie dbał przede wszystkim o interesy prześladowanych wówczas Hirschbergów. Znalazł w tym poparcie pewnych środowisk o charakterze narodowym, ale nie ma dowodów na to, by bezpośrednio z nimi współpracował. Jego czcigodna działalność spotykała się głównie z drwinami i niezrozumieniem ze strony Arkadiusza oraz jego niezidentyfikowanych pomagierów, więc ostatecznie ujawnił on swoją tożsamość. Niestety i to nie pomogło. Gdy w majątku Vergen na północy Hirschbergii otworzył się portal do innego świata, Joksymil jako jedyny znany nam człowiek z Polinu go przekroczył. Wkrótce potem wrócił z wielką armią, której udało zająć większość Hirschbergii, w tym Hirschberg-Joksopolis (zwane wtedy Arkopolis) i uwięzić uzurpatora Arkadiusza. Niestety siły pseudorewolucyjne były wówczas zbyt potężne. Pod wodzą Ciecierada Ciecieląga i Laszka Młynariewa -Psa Uzurpatora (nie mylić z Premierem Tysiąclecia) odzyskały wyzwolone wcześniej tereny, a sam Joksymil zginął w Vergen wpadając do uszkodzonego w trakcie bitwy portalu. Pamięć o nim jednak nigdy nie zaginęła, a trawiony poczuciem winy Laszk Młynariew podczas kolejnej kontr-pseudorewolucji bohatersko ogłosił się królem Weerlandu i porzucił Arkadiusza, dzięki czemu na tronie Hirschbergii zasiadł młodszy brat Joksymila, Ametyst I Faradobus. Wkrótce potem Laszk Młynariew ugiął kolana przed prawowitym władcą. W późniejszych latach w ramach normalizacji stosunków między Wszechbudzimiryzmem, a tronem, za drobną opłatą Joksymil został ogłoszony świętym człowiekiem Tezy Hirschberskiej. Jako wielki bojownik o wolność i równość jest on patronem wszystkich tych, którzy występują zbrojnie przeciwko nielegalnej władzy. Należy jednak pamiętać, że panowanie króla Ametysta oraz Jedynej Legalnej Partii jest niekwestionowane i jakiekolwiek występki przeciwko nim to ciężki grzech. Stąd też czczenie pamięci o tym aspekcie odbywa się w ramach obowiązkowych zajęć z historii najnowszej. Prowadzący opowiadają o prześladowaniach z takim ferworem, że słuchacze sami stają się ich ofiarami i wiedzą co zrobić, gdy tylko ktoś odważy się na obecną władzę podnieść rękę. Jako patron rodu królewskiego jest on zawsze obecny w prowadzeniu kraju jako Wieczny Senior. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji każdy członek rodu królewskiego zadaje sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji Król Joksymil? Czy wójt, czy król, udają się oni wtedy do Domu Tez i studiując życiorys i dzieła Joksymila odnajdują prawidłową odpowiedź. Dla wielu budzimirystów jest on symbolem nadchodzącego końca wygnania. Jako podróżnik między światami stanowi on inspiracje dla wiernych pragnących odzyskać Prawdziwy Weerland ze śmierdzących łapsk Gierkemiasza. Jest to jednak kwestia niezwykle trudna dla Weerlandczyków. Wielu z nich nie może się do końca pogodzić z faktem, że to nie przedstawiciel ich narodu, a Hirschberg jako pierwszy mógł opuścić Polin. Wskazują oni też na to, że świat za portalem nie mógł być Prawdziwym Weelandem. Mimo wszystko nie ulega wątpliwości, że taka podróż jest pewną formą duchowej transcendencji, której nikt inny dotychczas nie dostąpił. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2039;image) Symbolem Joksymila jest Portal, nim oznaczone są stosowne półki w domach tez. Opracowania i analizy historyczne, pamiętnik opisujący nawet uczucia oraz myśli jakie miał podczas śmierci, rozliczne tomy o chemii polimerów, poezja i inne dzieła autorstwa samego Joksymila, fakt podróży poza świat. To wszystko pozornie wydaje się idealną przestrzenią do niezliczonych dyskusji. Te są niestety niewskazane, a w wielu Domach Tez zakazane z uwagi na obecność plugawych dywersantów wiernych władzy Arkadiusza II. Potrafią oni czaić się w korytarzyku. Niczym jaszczurki czekać aż ktoś podejdzie do półek Joksymila, po czym podbiegają i rozpoczynają snucie kalumnii gadzimi językami. Że rządowa propaganda, że kłamstwo, że Joksymil wcale nie był osobą wybitnie inteligentną, a prawda ukrywana jest w tajnych archiwach tez pobocznych. Jako autor odżegnuje się od przedstawionych przykładów i stanowczo je potępiam, osoby od których autor usłyszał takie tezy zostały zgłoszone odpowiednim służbom Kapliczkami poświęconymi Królowi Joksymilowi są Ołowiane Stolce, zdobne krzesła ustawiane we wszelkiej maści urzędach i instytucjach publicznych. Są one zawsze perfekcyjnie odkurzone i gotowe, by na nich zasiąść, jednak w czasach pokoju dokonać tego nie może nawet panujący monarcha. Stanowią one bowiem symbol legalnej władzy na uchodźstwie. Władzy, która pomimo wszelkich praw nie może faktycznie objąć opieką swoich poddanych. Prawowity król może z nich korzystać w przypadku, odpukać, rebelii pozbawiających go dostępu do tronu w Pałacu Królewskim. Pierwotnie stolce były złote, ale znikały one tak często, że pochłaniało to większość lokalnych budżetów. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2046;image) Pamięć o Joksymilu czczona jest także poprzez wędrówki do uszkodzonego portalu w Vergen. Obecnie mieli i pochłania on wszelką materię znajdującą się zbyt blisko, stąd stanowi także główny punkt recyklingu odpadów z całego kraju. Nie stanowi to problemu dla prawdziwych wiernych, którzy mogą przy okazji pozbyć się na przykład gabarytów. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2037;image) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Sierpnia 24, 2025, 04:37:32 Wielki Mistrz Budzimir IV (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2066;image) Przemowa Wielkiego Mistrza Budzimira po budzimiryzacji miasta Hirschberg i koronacji Chłopacego I na króla Hirschbergii, Kronika Hirschberska (…) toteż, gdy przysięgę swą wiary lud Hirschbergu złożył i koronę na głowę swą Chłopacy usadowił, Mistrz Budzimir przemówił do tłumu po weerlandzku, lecz wigor i pasje każden zrozumiał: O zebrani kmiotkowie. Myśli zapewne wśród was krążą. Jakiż jest cel tego zebrania? Czy życie me się odmieni? Czy grajkowie zaraz wyjdą, trunki i tańce się poczną? Ja wam powiem tak, ani grajków ani trunków ani tańców nie będzie, bowiem zbyt duży byłby to koszt. Ale radować się winniście, gdyż słowa, które za swym królem powtórzyliście wyznaniem wiary były. Jedynej prawdziwej, wszechbudzimirystycznej wiary! Cóż to jest ten wszechbudzimiryzm? Tedy powiem wam, wszechbudzimiryzm to wolność, wszechbudzimiryzm to nadzieja. Wolność do służby wierze i nadzieja na podboje waszego króla. To spojenie waszych ziem, Klasydów, Grabiny, Sowich Wzgórz, Klasydów a nawet Weerlandu pod jedną ciepłą kiecą wiary. Każden z was będzie niczym brat z bratem, brat z siostrą i siostra z siostrą. Razem ziemie wszelkie zasiedlimy swym potomstwem. Przy wspólnym ogniu będziem zasiadać, a przy nim kiełbasek, chleba, a nawet niewiernego upieczem, a ucztom naszym kresu nie będzie. Lecz pamiętajcie, iże dziś uczty dla was nie ma. Jam jest Mistrz Budzimir IV, jedyny prawdziwy, choć oszustów mrowie i wystrzegać ich jest waszą powinnością, bowiem Gierkemiasza sługami oni są. Jakby kto nie rozumiał, to Gierkemiasz znaczy niedobrze i o wszystko co złe i nędzne jego należy obwiniać. Rzecz jasna, nigdy mnie, ni króla. Wyście przysięgę złożyli, to i ja też słowa wypowiem. My, Witosz z Grochali, Mistrz Budzimir IV zaklinam się by do końca swych dni duchowym wzorem być dla was, drogę ślepym wskazać, dobre słowo głuchym przekazać, modlitw niemych przyuczyć. I przysięgam, że w łasce wszechbudzimiryzmu z pomocą waszą oszustów, szarlatanów, kurwich synów, co Weerland rozrywają zmiażdżę, zniszczę, na strzępy rozerwę, gdyż wy moim młotem jesteście. Na północ wyruszę, by więcej nas zebrać i w wierze zjednoczyć! Ależ mi w gardle zaschło, chodź Chłopacy do pałacu, tedy się napijem. Jak Mistrz Budzimir IV nawrócił Klasydów podczas swej wielkiej misji na północy, Kronika Hirschberska. Stanął Mistrz Budzimir IV nad wulkanem Spitzberg, by spotkać się z kapłanami Klasydów, a tych ani widu, ani słychu. Kur zapiał raz, drugi, trzeci, aż zniecierpliwon Budzimir spytał gdzie oni są. I nikt do końca dnia się nie zjawił. Tak było i drugiego i trzeciego dnia i księżyc kolejny aż posłał po kapłanów Budzimir i nazajutrz przyszli. Przemówił tedy najstarszy z nich, lecz mowy nikt jego nie rozumiał. Rzekł tedy Budzimir: -Szprechen Srechen Dupechen, niechaj ktoś mi człeka w mowie ich uczonego przyprowadzi! -I słudzy swe zadanie wykonali. Przybył uczony, by za krowę słowa w strony objaśnić, lecz ostrzegł, że kto w klasydzkim flitanie rym utraci, ten nikogo nie przekabaci. Trudności przekład mógł stanowić, a Budzimir powiedział, iż sam prozą mówić będzie, a uczony rym ma swymi słowami nadawać. Odrzekł on tedy, że za takie posługi to już będą trzy krowy, zaś Budzimir się zgodził. Dnia kolejnego dysputa się poczęła, a ponownie przemówił najstarszy kapłan: -O czcigodny panie, nie rozumiemy, skąd to spotkanie. Wierność Klasydzi lata temu Hirschbergowi przysięgli i nieraz już tego dowiedli. -Stan taki mi nie starczy. Tylko nawrócenie wierności dostarczy. -Czemóż to wiarę swą mielibyśmy porzucić? W niwecz pamięć przodków obrócić? -Gdyż wiara ma postęp krzewi i zło wszelkie przeplewi. Gdyż kapłani moi rachunku i pisma się przyuczą, a wodzowie z władania nigdy ich nie wykluczą. Gdyż wiara wszelkie plemiona zjednoczy i każde waśnie między wami przekroczy. -A na cóż nam to całe ryzyko, by ciebie poczynić władyką? Zły Spitzer ognie swe na nas wyplunie, jeśli odważym się prawić na niego kalumnie. -Wasz Spitzer jest jak kominek. Przepchać go ino i nie zaleje dolinek. -Kominek to słowo, co jest mi nieznane. Za złamanie flitona otrzymasz naganę. -To wy w kurnych chatach dalej mieszkacie? Jak szynka w dymie przebywacie? -Cichaj wieprzu z południowej krainy, bo inaczej się z tobą policzymy! -A w rzyć se wsadź te swoje groźby, bo o litość zrazu wystękasz prośby. -To tyś dupę swemu mistrzowi podcierał. Nie raz zapewne w niej szperał. -Czystszą ona była niż lico twoje, zaiste zanurzasz je w każde gnoje. -Rzecze nędzarz, co z ojczyzny ucieka. Tchórz, co los swój odwleka. -Nędzarzem mnie zowie, a spytam was przeto. Jakie wasi wodzowie dają wam myto? -Dzięsiątą część każdej daniny. Dość już tej niegodnej gderaniny. -Wszechbudzimiryzm trzy z dziesięciu części oddawać nakazuje. To jak się na to stan wasz zapatruje? Padli tedy na kolana młodsi kapłani wszechbudzimiryzm swoją wiarą ogłaszając, to i starszy nóg ugiął, stopy Budzimira ozorem swym obmył. Razem do wodzów ruszyli i rzekli im, iż Spitzer przemówił przyjęcie nowej wiary nakazując, a wielki będzie jego gniew, jeśli tak się nie stanie. Nie cieszyła wodzów nowa danina, ale Budzimir dziury w dachach nad paleniskami wybijał, a Klasydzi cudem to zwali. Tak oto lud ten słuszną wiarę przyjął, a uczony dostał cztery krowy i dwie owce. Fragment książki przygodowej „Mścisław Śmietana i Tajemnica Fuzli” autorstwa Idzisławy Wagner -I pamiętaj, klucz do Komnaty Bimbrów Rektor ma zawsze przy sobie w złotym mieszku-powiedziała Hubysława, a na jej twarzy wypisane było niezadowolenie. Sama z chęcią by go zdobyła, ale kobiet nie wpuszczali do wielkiego audytorium. (…) Mścisław szedł korytarzem i nabierał coraz większych wątpliwości. Na wszelki wypadek dodatkowo natarł się cytryną pod pachami. Dlaczego robią to akurat teraz, gdy na uniwersytet w Karstnopolu przyjechali wszyscy frarowie. Co jeśli rozpoznają, że jest tylko studentem? Frarowie mogą być młodzi, jeśli ich poprzednik wcześnie zmarł, ale przecież nie są zwykłymi ludźmi. Mścisław nigdy żadnego nie widział z bliska, ale uznał, że muszą chodzić inaczej niż zwykły człowiek. Spróbował odtworzyć ich krok z wyobraźni. Kiedy minął kilku starych profesorów, ci tylko spojrzeli smutno i zagadali między sobą o skutkach porażeń dziecięcych. W końcu dotarł przed wejście do wielkiego audytorium. Dyskusja na temat wszechbudzimiryzmu nie przebiegała najlepiej. Tak przynajmniej można było wywnioskować z hałasu, krzyków i wyzwisk dobiegających zza zamkniętych drzwi. Pot strachu zalewał Mścisława i przytłumił już cytryny. Wielcy panowie zawsze się zapowiadają, więc jedynym sposobem, by nie zostać zauważonym jest zostać zauważonym. Mścisław łyknął jeszcze bimberku na odwagę i pewnym ruchem otworzył drzwi. Gdy tylko wszedł na salę krzyknął najgłośniej jak potrafił: -Już jestem! -a na sali zapanowała grobowa cisza. Oczy wszystkich skierowały się na niego. Za katedrą siedzieli Mistrz Budzimir IV, ostatni z czterech o tym tytule, Rektor Wojciech Trąbiński, tym razem czerwony również ze złości, a także bogato odziany jegomość w koronie z dwiema nagimi kobietami siedzącymi mu na kolanach. To musiał być ten słynny król dzikich z północy, Chłopacy. Oni również patrzyli z wyraźną dezaprobatą. -No teraz to już na pewno dojdziemy do porozumienia- przerwał cisze król mówiąc po ludzku, choć z dziwnym akcentem. Z całej sali słychać było drwiące śmiechy, po czym powrócono do kłótni. Mścisław odetchnął z ulgą po udanej infiltracji i ruszył do ław możliwie blisko katedry. Tam planował słuchać i czekać na okazję. Najgłośniej krzyczał sam rektor: -Ja już powoli nie ręczę za siebie. Żeby takie zwierzęta wpuszczać do audytorium jak do stajni i zwać ich budzimirystami. Budzimirze, to czegoś ich tam w Hirschbergii nauczył to żaden budzimiryzm. Tylko Weerlandczyk może być budzimirystą. To my przybyliśmy z Prawdziwego Weerlandu i tylko nas dotyczy łaska Prabudzimira. Podludy mogą nam służyć, tak, ale nie być naszymi braćmi w wierze! Rektor podczas przemowy intensywnie machał rękami, a siedzący obok Budzimir i król musieli wręcz się odsuwać, by ich nie trafił. Po każdym zdaniu rektora lewa strona sali pełna frarów z całego Weerlandu mu wtórowała. Z prawej, gdzie siedzieli egzotyczni freiherrowie północy dochodziło wtedy buczenie. Mścisław dopiero wtedy się zorientował, że usiadł po złej stronie sali, a jegomość obok niego noszący wyłącznie maskę na twarzy, a co za tym idzie z przyrodzeniem na wierzchu chyba nie jest weerlandzkim frarem. W końcu Budzimir uderzył pięścią w stół i odpowiedział: -Na Prabudzimira, Wojtku. Chcesz żeby to miejsce spłonęło jak Dom Publiczny? Jak to się wtedy skończyło dla Weerlandu? Lata podziału i wojen. Ja ich jednak nie zmarnowałem i zakończyłem niemal stulecie swady z północą. Czego oczekiwałeś, kiedy usłyszałeś, że nadchodzę po należną mi tiarę z armią Hirschbergii? Że po wszystkim, po tym jak zabijemy uzurpatorów to Chłopacy padnie przede mną na kolana jako sługa? Jesteśmy równorzędnymi partnerami, a przyjęcie wszechbudzimiryzmu przez północ to znak ustępstwa i dobrej woli. Wspólna wiara nas zjednoczy. Rotria pokazała… -To twój czcigodny poprzednik pokazał Rotrii, co należy robić z takimi jak oni! – Przerwał Budzimirowi rektor. – Kto cudzą wiarę przyjmuje ten jest słaby i należy go sobie podporządkować zamiast zapraszać do stołu. A ty Budzimirze nie odzyskałeś tiary, została zjedzona. Czytałem twe nauki głoszone w Hirschbergii i pytam ciebie. Czy przypadkiem to ty nie przyjąłeś wiary północy? Gierkemiaszowych herezji? A teraz próbujesz nas do nich zmusić. My jesteśmy sferą tradycji! W trakcie gadaniny dziki podzielił się z Mścisławem smacznym marynowanym mięsem prawiąc coś w niezrozumiałym języku. Mścisław zastanowił się, jak wielu gości z północy w ogóle rozumie dyskusje toczoną po ludzku. Budzimir zerwał się ze swojego miejsca i krzyknął: -My jest Mistrz Budzimir IV, wybrany większością w Domie Publicznym nim uzurpatorzy go spalili! Mądrością i siłą władzę sobie zapewniłem. My jest arcypatriarcha Wszechbudzimiryzmu i wzór wszelkich cnot. Ty rok temu Wojciechu padłeś przede mną na kolana i przysiągłeś mi posłuszeństwo. Może żałujesz, że jako jedyny z uczniów Trzeciego sam nie sięgnąłeś po władzę? Chcesz mi ją teraz odebrać? Ośmieszyć mnie przy królu Chłopacym i przed frarami? Jak śmiesz! Rektor również wstał i odwrócił się w kierunku Budzimira. Mścisław zauważył złoty mieszek przytroczony do tyłu jego pasa. Rektor rzekł: -Ależ Budzimirze. Nie to jest mą intencją. Ja chcę tylko by Weeland był Weerlandem, a budzimirysta budzimirystą. Na słusznej wiary ścieżkę chce cię sprowadzić. Nie w głowie mi kolejne wojenki… - rektor gadał coś dalej, ale Mścisława rozbolała już głowa od tych wszystkich głupot. Miał dość czekania, gdy tajemnice Komnaty Bimbru były już tak blisko. Te trunki po prostu mu się należały. Zerwał się z ławy i zaszarżował. Wskoczył na katedrę, a z niej skoczył prosto na rektora próbując zerwać mieszek. Kiedy padli na ziemie i zaczęli się siłować usłyszał, że cała reszta sali dołączyła. Frarowie i Freiherrowie rzucli się na siebie z pięściami. Mistrz Budzimir westchnął: -Ach gówno, tu idziemy znów. – po czym machnął do orkiestry, która zaczęła grać skoczną muzykę. Rektor się szamotał i nie dawał za wygraną. Budzimir założył na dłonie dwa kastety i zręcznie przeskoczył przez katedrę. W końcu Mścisław nie wytrzymał i ugryzł rektora w pośladek, a ten głośno zakrzyknął i trochę się uspokoił. Gdzieś kątem oka widać było, że król udał się z nagimi kobietami za kotarę. Wreszcie udało mu się oderwać mieszek, a w środku wyczuł klucz. Teraz pozostawało tylko uciec z audytorium. Mścisław ruszył przez sale starając się ominąć chaos. Środek pomieszczenia był niemal pusty, gdyż nikt nie odważał się podejść do jednego z dzikich, który skądś wytrzasnął karła. Teraz używał go jako broni trzymając go za nogi i wirując. Wystarczyłoby złapać odpowiedni moment i… myśl Mścisława została przerwana gdy przed nim pojawił się sam Budzimir, a po chwili zobaczył metaliczny błysk zbliżający się do twarzy. Gdy Mścisław doszedł do siebie był już trzymany za fraki przez Budzimira. W Sali panował już spokój, acz towarzyszyła mu atmosfera pewnej ekscytacji i spełnienia. Zapowiadało się na egzekucję i Mścisław czuł, że może być gościem honorowym. Wtedy przemówił Budzimir: -Godni Panowie. Spójrzcie jaką pasję, jaki akt bezmyślnej wiary spowodowała nasza dysputa, gdy ten oto młodzieniec postanowił bronić mego honoru! A teraz spytam cię chłopcze, czy często chodzisz do Domów Prabudzimira, by się pomodlić? – Mścisławowi zabrakło głosu w gardle. Przenikliwe oczy Budzimira były zdolne wykryć każde kłamstwo. Musiał powiedzieć prawdę: -No. Ja… no… nie chodzę. -Tak jak myślałem. – Odpowiedział Budzimir i puścił Mścisława po czym wskazał ręką na kogoś innego. – A ty, frarze Grochali, co właśnie powybijałeś tyle cudzych zębów, kiedy ty ostatnio byłeś w Domie Prabudzimira. A frar odrzekł, że dobrych parę lat wcześniej na swoich zaślubinach. Budzimir odpytywał kolejnych frarów i mało który okazał się odwiedzać świątynie. Zwrócił się również w obcym języku do freiherrów, a ci również kiwali głowami na boki. – Widzicie panowie do czego zmierzam. Różnice między nami dają dysputy, dyskursy, kłótnie. Kłótnie i konflikt zaś są dla wiary tym, czym jest węgiel dla paleniska. To one zapewniają żar prawdziwej wiary. I choć czasem płomień wymyka się spod kontroli, to jego ciepło ogrzewa i chroni nas przed ciemnością, przed Gierkemiaszem! Widzę już że nie dojdziemy do porozumienia. Zgódźmy się, że się nie zgadzamy, jednak nie postrzegajmy tego jako porażki. Na tym zbudujmy Wszechbudzimiryzm. Niechaj każdy, czy Weerlandczyk, czy Hirschberg zostanie przy swoim i obie racje będą miały swe miejsce we Wszechbudzimiryzmie. Wierze w której będzie można wyrazić swoją opinię i jej bronić! -To nie ma sensu! – Zakrzyknął jeden z frarów. Budzimir przejechał palcem po gardle i woj przebił go włócznią. -Rzecz jasna, nie każdą. Te właściwe, wolne od Gierkemiasza zbierzemy w dwóch nurtach. Jeden z nich zachowa w sobie wszelkie Nauki Budzimira III, drugi zaś oparty będzie o moje Nauki Budzimira IV. Weerlandczyk będzie mógł między nimi wybrać, zaś Hirschberg będzie mógł oprzeć swą wiarę wyłącznie na moich. Nazwiemy to tak: Dwie Wielkie Tezy Antagonistyczne. Domy Prabudzimira zaś przemianujemy na Domy Tez. W nich zaś będą dysputy, kłótnie i żar wiary, nie zaś nudne modły, które żadnej pasji nie wywołują. Czy obie strony są gotowe taki układ zaakceptować? Gdy Wiesław wymykał się z audytorium słychać było już wyłącznie głosy akceptacji. Komnata Bimbru była blisko. Wielki Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali To religijny reformator i twórca Wszechbudzimiryzmu opartego na filarach Wielkich Tez Antagonistycznych. Ostatni władca Budzimiratu Weerlandu. Patron Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, dyskusji, podróży, krzewienia wiary, instalacji sanitarnych i donoszenia za granicę. Za swój udział w rozkwicie wiary i przekształceniu jej w formę, którą po niewielkich zmianach zachowuje po dziś dzień, jako jedyny po Pierwszym tytułował siebie z przydomkiem Wielki.Witosz z Grochali był człowiekiem z gminu, dalekim od możnych frarów. Urodził w portowym burdelu, szczycącym się kilkoma wizytami Mistrza Budzimira III. Tam też spędził swoje dziecięce lata aż pewnego dnia sam Trzeci podczas wizyty wybrał go na swojego towarzysza stolcowego. Czy to było zaangażowanie Witosza, czy coś innego, Budzimir coś w nim ujrzał i zabrał go ze sobą do Nowodomu. Witosz kontynuował udzielania ablucji zamieszkując z Budzimirem III i jego czterema uczniami. Pozwoliło mu to na uzyskanie wielkiej wiedzy teologicznej i politycznej. Mistrz Budzimir III był jednak sędziwy i już wkrótce na łożu śmierci wyraził swoją niepochlebną opinię o uczniach. Miał wtedy powiedzieć, że młody Witosz lepiej się od nich nadaje na władcę niż oni, co zostało uznane za wskazanie następcy. Nowego Mistrza miał wybrać Dom Publiczny w którym zebrało się 100 frarów z całego Weerlandu, Neomezytu i Zarzeżusza. Oprócz Witosza zgłosiło się trzech z czterech uczniów Budzimira III, jednak to właśnie Witosz wygrał otrzymując 27 głosów. Doszło wtedy do kłótni odnośnie reasumpcji głosowania. Podczas niej podpalono Dom Publiczny, a ogień strawił większość popleczników Witosza. Nowo wybrany Mistrz Budzimir IV musiał zbiec na północ, gdy Weerland pogrążył się w wojnie między domenami antybudzimirów i tylko zarzeżusze weerlandzkie zachowało neutralność. Rozpoczęło to konflikt zwany wojną czterech czwartych. Wkrótce potem Budzimir IV trafił na dwór freiherra Hirschbergii, Chłopacego Faradobusa. Ten początkowo planował wykastrować gościa, jednak poznawszy jego historię dostrzegł w niej analogię do losów swego dziadka Przemysła. Między Budzimirem, a Chłopacym nawiązała się twarda męska przyjaźń. Spędzali ze sobą całe dnie wspólnie pijąc, polując, spacerując trzymając się za ręce, czy ujeżdżając konie. Budzimir IV przekonał Chłopacego do przyjęcia budzimiryzmu. Nauki Budzimira III zabraniały nawracania, ale obeszło się to nowym podejściem do wiary. Chłopacy wraz z całym swym miastem wygłosili przysięgę zwaną dziś jako Hirschberska Teza Antagonistyczna, a następnie na wzór rotryjski Budzimir IV pobłogosławił Chłopacego na króla całej Hirschbergii. Roszczenia terytorialne królestwa wykraczały daleko poza władzę Chłopacego, więc Budzimir IV ruszył na wielką misję na północ, by wiarą zjednoczyć plemiona germańskie. Misja ta była trudna, jednak Budzimirowi nie brakowało elastyczności. Nie mogąc po dobroci wyrugować lokalnych wierzeń postanowił synkretycznie włączyć je w skład Wszechbudzimiryzmu, a dawne plemienne bóstwa takie jak Lachtprügel, Spitzer czy Wasserfrau uznawane były za Świętych Ludzi. Kapłanom i szamanom plemiennym obiecywał rozliczne przywileje za nawrócenie się oraz spreparowanie wizji i proroctw mających skłonić wodzów do ugięcia kolan przed królem Chłopacym. Podczas swej misji pokazywał plemionom cuda inżynierii takie jak taczka, proch strzelniczy, czy chomąto, które założone na kobietę pozwalało oszczędzić konie. W kilka lat odmienił oblicze ziemi, tej już hirschberskiej ziemi, pokojowo zjednoczonej pod jednym ośrodkiem władzy królewskiej. Aby odwdzięczyć się Budzimirowi IV król Chłopacy postanowił zebrać armię, która pozwoliłaby odzyskać mu Weerland. Zwaśnione od wieków plemiona miały trudności z utrzymaniem spokoju, toteż z chęcią przystały na jedną zorganizowaną wyprawę wojenną. Wędrująca armia nie gwałciła, nie rabowała, ani nie paliła wiosek interesując się wyłącznie celami militarnymi. Takie barbarzyństwo kompletnie zbijało z tropu weerlandzkich frarów, którzy nie wiedzieli jakie kroki podejmować. Specjalny pas wiosek ze spichlerzami i ładnymi kobietami na granicy Weerlandu miał nasycać wroga, jednak Hirschbergowie po prostu je minęli. Ostatecznie armia królestwa pokonała osłabione latami wojny domowej siły antybudzimirów. Niestety jeden z nich tuż przed schwytaniem pożarł skradzioną tiarę Budzimira III. Chłopacy podarował Budzimirowi IV nową i większą, dodatkowo cementując przyjaźń. Mistrz Budzimir IV zasiadł na tronie nowodomskim, antybudzimirów spotkał zasłużony los. Wojciech Trąbiński, jedyny inny żywy uczeń Trzeciego, rektor uczelni w Karstnopolu, a co za tym idzie Wielki Frar Zarzeżusza ugiął kolan. Za nim poszli pozostali frarowie. Szybko się jednak okazało, że nauki, które głosił Mistrz Budzimir IV i które przyjęła północ nieszczególnie się zgadzały z kazaniami jego poprzednika. Napięcia tym powodowane spowodowały, że rok później na Zarzeżuszu Weerlandzkim na uniwersytecie w Kartsnopolu zorganizowano Wielki Zjazd. Uczestniczyli w nim Mistrz Budzimir IV, król Chłopacy I oraz frarowie i freiherrowie Weerlandu i Hirschbergii. Między Mistrzem Budzimirem IV, a rektorem Trąbińskim doszło wtedy do kłótni teologicznej. Tym razem jednak zapłonął nie budynek, lecz serca budzimirystów, gdy Budzimir znalazł rozwiązanie i ogłosił istnienie Wielkich Tez Antagonistycznych wyznaczających dwie pierwsze szkoły Wszechbudzimiryzmu. Pozwoliło to zachować Weerlandczykom dawne tradycje, ale i dalsze krzewienie oraz rozwój odmiennego nurtu wiary poza granicami Weerlandu. Dawne miejsca modłów, Domy Prabudzimira przekształcono w Domy Tez, miejsca rozwoju nurtów i dyskusji między ich zwolennikami. Mistrz Budzimir IV był z siebie tak zadowolony, że wydał edykt nakazujący tytułowanie go Wielkim pod karą wyrwania języka. Dalsze losy to już bardziej polityka i nie ma co się rozpisywać o takich szczegółach. Że co, że Wielki Mistrz Budzimir IV w zamian za pomoc militarną obiecał na piśmie Chłopacemu I, iż po jego śmierci Weerland trafi pod panowanie królów Hirschbergii? Po co o tym mówić, to niedobre jest. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2068;image) Symbolem Wielkiego Mistrza Budzimira IV są cztery palce. To nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Są one pełne zapisków dotyczących samej Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej, stąd też zajmują dużo miejsca, a jeszcze więcej na terenach Królewskiej Guberni Hirschbergii. Wśród ksiąg wiele dotyczy politycznych aspektów dziedzictwa Wielkiego Mistrza. Zgodnie z zasadą czystości tez przedstawiają one przede wszystkim hirschberską narrację o słuszności wszystkich podjętych decyzji i niegodności Mistrza Budzimira V do objęcia władzy nad Weerlandem. Jako, że sam Mistrz Budzimir V nie jest Świętym Człowiekiem, wszelkie zapiski dotyczące jego rozlicznych manipulacji, spisków i innych okropieństw, których dokonał w trakcie swego magicznie przedłużonego życia można znaleźć właśnie w tej sekcji. Przy tych księgach umieszcza się darmowy bimber chroniący przed ich złych wpływem. Strefy Wielkiego Mistrza Budzimira IV są wyposażone w liczne gaśnice, pozwalające chronić księgi przed zakusami ze strony co bardziej radykalnych zwolenników Tezy Weerlandzkiej. Ci dalej się kłócą jak Trąbiński na zjeździe, a nawet gorzej, więc jeśli ktoś chce porządnie podyskutować, to wiadomo gdzie iść. Na terenie Guberni Weerlandziej, gdzie może zabraknąć jego zwolenników często zatrudnia się wykwalifikowany personel gaśniczy. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2070;image) Kapliczki Wielkiego Mistrza Budzimira IV przyjmują formę publicznych bidetów. Za ich pomocą wierni mogą dokonywać ablucji pozwalającej na głębokie przemyślenie jego nauk i zasług. Niestety często są wandalizowane nieprawidłowym wykorzystaniem przez weerlandzkich fanatyków i sprawne spotkać można niemal wyłącznie na terenach etnicznie hirschberskich. Wielu Hirschbergów stale nosi przy sobie specjalne przenośnie minibidety, by czcić pamięć o Wielkim Mistrzu w każdym miejscu i o każdym czasie. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2064;image) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Września 01, 2025, 04:56:34 Gej (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2078;image) Fragment pamiętników Zygfryda Hofmanna, ucznia Mistrza Budzimira V. (…) Po tym jak Feldorm wygłosił swoje postulaty, Budzimir wpadł w szał. Od dwudziestu lat zbieraliśmy mu materiały, poszukiwaliśmy artefaktów, pisaliśmy manuskrypt, a jakiś podrzędny naukowiec ubiegł go z identyczną teorią kosmicznego Praweerlandu na publicznym wystąpieniu. Natychmiast podaliśmy uczestnikom konferencji mieszankę eterów niepamięci. Żeby było gorzej maska Olafa okazała się być nieszczelna i kiedy je szykował, to nawdychał się oparów. Nasz najlepszy alchemik na chleb zaczął mówić bep i myślę, że ktoś z nas temu dopomógł. Sama mieszanina była przez to nieefektywna i herezja zaczęła się rozchodzić po całym królestwie. (…) Gdy aresztowaliśmy Feldorma, ten arogant twierdził, że nie mamy takiego prawa. Wielce się zdziwił, gdy pokazaliśmy mu list Chłopacego II. Niektórym wciąż się wydaje, że żyjemy w czasach króla Gromosława. Pokazaliśmy już temu, którego nikt nie zapamięta, że tylko sojusz obu tronów zapewnia stabilność. (…) Budzimir zasiadł na tronie z gwiezdnego metalu, opity Wywarem aż spuchł mu brzuch. Wiedzieliśmy, że szykują się wielkie czary, więc i my się nim uraczyliśmy. Żona i dzieci Feldorma płakały, gdy przyprowadziliśmy je przed oblicze mistrza, ale sam doktor był niewzruszony. Pierwszymi słowami Budzimira było nakazanie zabicia rodziny Feldorma, a wtedy ten zaczął błagać o litość. Gdy czar pirokinezy zmieniał ich w skwarki, Budzimir wykorzystał swój wyuczony mroczny śmiech, którego echo odbijało się po całej komnacie. Zawtórował mu sam Feldorm, który rozpromieniony rzekł, iż raszplę z całego serca nienawidził, a dzieci pewnie były nie jego, a do tego jedno było muminem. Teraz miał już spokój. Odczułem dużą satysfakcję, gdy zobaczyłem zaskoczenie na twarzy Budzimira. Ten uniósł się czarem lewitacji nad swój tron przedstawiając się i prawiąc banały. „My, wieczny i ostatni”, „Wiara bierze słabych, moja wiara, mój wszechbudzimiryzm” i inne słowa, które każdy z nas znał na pamięć. Feldorm odrzekł, że trzeba uważać, bo jeszcze linka puści i Budzimir spadnie z kilku metrów. Mistrza wielce to rozeźliło, podleciał do Feldorma i chwycił go za gardło, a nam nakazał wymalować rytualny krąg. (…) Inkantacje zaczęły wysysać wszelkie światło z sali. Na szybko łyknęliśmy jeszcze Wywaru i przygotowaliśmy się do obrony kręgu. Nie musiało minąć dużo czasu, a oni przybyli. Zupaztrupa, Koń Pławański, Atomowy Antoni zesłali swoje awatary, a my odganialiśmy je błyskawicami. Tylko Olaf schował się pod ławą i płakał. Mistrz Budzimir zaczął przeklinać doktora Feldorma. Rzekł iż ten zostanie zapamiętany inaczej niż by chciał. Jego ciało odmówi mu posługi, a opiekuni będą jego oprawcami. Że przed śmiercią własnego wroga będzie błagać o pomoc, ale ta nie nadejdzie. Gdy prawił te słowa, salę zaczął wypełniać sam Kurda-Burda. Nasze czary nic mu nie czyniły, a ten zbliżał się do kręgu, by się pożywić. Budzimir rzekł jednak słowo kończące rytuał i wszelka magia się rozpierzchła, a wraz z nią rozpadły się i awatary kurdupli. Feldorm milczał, a Budzimir kazał zabrać go do lochu. Debata między doktorem Miestwinem Feldormem, a Mistrzem Budzimirem VI Olafem Göringiem. Audycja Radia Ludów. Dobry wieczór towarzysze. Nazywam się Anike Nemayer i dziś będę moderatorką wyjątkowej debaty. Do naszego radia wstawił się Mistrz Budzimir VI oraz doktor Miestwin Feldorm. Po raz pierwszy będą oni rozmawiać na temat przeszłości i przyszłości dawnej religii państwowej, Wszechbudzimiryzmu. Głos pierwszy zabierze doktor Feldorm. -Ja chciałbym podziękować za te zaproszenie. Te kilka lat nieuzasadnionego pozbawienia wolności bez wyroku żadnego sądu niemal przekonało mnie, że nie warto przedstawiać swoich poglądów. Na szczęście zmiany ustrojowe uczyniły nasz kraj wolnym i wreszcie mogę się swobodnie wyrażać. Jest to zasługa władzy ludowej, partii oraz jej komitetu centralnego. Nie żywię jednak urazy do Mistrza Budzimira VI. Poprzednik znany był ze swoich nadużyć, ale nie jest to wina obecnego arcypatriarchy. Dlatego chciałbym na początek wyciągnąć rękę na zgodę. -Panu to ja mogę nogę podać. -I to mnie usatysfakcjonuje. To poproszę mistrza o nogę. -A już podaje, tylko buta zdejmę. -No, to teraz możemy kulturalnie porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną. Chciałbym teraz zapytać. Dlaczego Mistrz Budzimir tak bardzo boi się tez pobocznych o kosmicznym pochodzeniu Weerlandczyków? Mam na nie rozliczne dowody anegdotyczne. -Panie, co pan. Miała być demokracja, a każdy wygaduje co chce. W kosmosie to są meteory i etery, a nie tam żadni Weerlandczycy. Jak tak bardzo pan chce to se pan poleci tam balonem i nie wraca. -Choćby przypowieść o żelaznych smokach. Żyjemy w czasach niezwykłych, a na naszych ulicach jeżdżą samochody. Gdy na nie popatrzeć i spróbować zastosować perspektywę prymitywniejszych ludów, które utraciły dostęp do technologii, to czy nie można ujrzeć w nich smoki? -A ja jakiś głupol jestem, że mam jak człowiek z lasu myśleć? Ja całe życie w mieście. Wielki Mistrz Budzimir I rzekł żelazne smoki, bo i widział żelazne smoki. A pan widział nieżelazne, że żelazne panu przeszkadzają? -Wielki Mistrz Budzimir I używał słów, które mogli zrozumieć jego słuchacze. Ja żadnych smoków nie widziałem, bo smoków nie ma. Podczas dziewiętnastej wojny szparagowej między Sarmacją, a Trizondalem kilka lat temu obie strony wykorzystywały tropikalną wyspę Aralia do przeładunku towarów. Samoloty lądowały tam jeden za drugim. Wojna się skończyła i więcej samolotów już nie było. I proszę sobie wyobrazić, co się stało. Dawne lotniska otoczone zostały kultem. Lokalne dzikusy budują samoloty ze słomy i oddają im cześć. Zakładają drewniane słuchawki i udają wieżę kontroli lotów. Tak właśnie się dzieje, gdy jakiś lud traci dostęp do technologii! Uznaje ją za boskość i magię! -Pan w ogóle nie mówi na temat. Gdzie Aralia, a gdzie my są? My tu na Ostii jesteśmy i do samolotów nikt się nie modli. A magia przecież istnieje i sam Pan ją widział. -Jak się Budzimir V z wami, swoimi uczniami jakiegoś halucynogenu napił, a potem wszyscy machaliście rękami i wydawali onomatopeje? Ja pamiętam, że nawet mnie przeklęto. No i co, i jestem wolny, do mediów mnie zapraszają, szanują. Taka to wasza klątwa i czary. Wszystko to kłamstwo jak obie tezy antagonistyczne! -Co pan znów, panie, no co pan. To nie wolno tak na Wielkie Tezy tak mówić. W ogóle to uważam, że są trzy rodzaje prawdy. Święta prawda, tyż prawda i gówno prawda. Pan dobrze wie, która jest pana. -To Budzimir III zaczął zbierać artefakty i księgi z czasów prawdziwego Weerlandu. Nie po to by je zachować, ale żeby je zniszczyć! Budzimiryzm, a potem Wszechbudzimiryzm zaciera wszelkie ślady prawdziwej przeszłości, ale to nie musi trwać. Możemy to zmienić, zreformować wiarę i zmienić ją w prawdziwą naukę! Może odkryjemy dzięki temu zaginione technologie naszych przodków! -Pan to jest mały zakompleksiony człowiek, który próbuje zniszczyć nasz dorobek. Całe życie się pan trząsł się ze strachu, a teraz kiedy panu wolno, pokazuje jaki jest ważny. Są takie łajniaki, które można przystawić do miodu, ale one i tak zawsze wrócą do łajna. I są tacy ludzie jak Feldorm, czy Siecki-Kram, którzy zawsze w łajnie będą grzebać. -Czy mógłby się Budzimir choć raz odnieść merytorycznie? Wiem, że w pałacu trzyma Mistrz kilka starożytnych ksiąg. Czy zechciałby mistrz udostępnić je ludziom nauki by… - Do mojego domu, jak do obory? Jak chce sobie pan poczytać, to może wypadałoby dom tez czasem odwiedzić. Ale to najpierw trzeba umieć czytać. -Ja Mistrzowi nie przerywałem! Widzę, że Mistrz nie odpowie na pytanie, tylko odpowie inwektywą. Ja rozumiem, że dociekanie prawdy bywa czasem przykre i bolesne. -Pan jest gejem, panie Feldorm. Chciałabym panom przerwać, bo widzę, że poziom debaty spada. Proszę Mistrza Budzimira o nieużywanie takich zwrotów. Orientacja seksualna doktora Feldorma nie jest w żaden sposób związana z tematem rozmowy, ani też powodem do wstydu. -Ale ja nie jestem… Panie doktorze, nasz nowy wspaniały ustrój zdekryminalizował homoseksualizm i już nie musi się pan doktor ukrywać. Właśnie dostałam informację, że w Grabinie zaraz zostanie pobity rekord w lepieniu pierogów na czas, więc przerywamy transmisję i oddamy głos naszemu reporterowi. Dziękuję obu panom za poświęcony czas. -Ja również dziękuję. -Ale ja nie jestem…. Radio Ludów, prawda w każdym uchu! Transkrypt audycji radiowej „Młody Weerland” radia Neomezyt. Cześć Prabudzimirowi, Jego poświęcenie na zawsze będzie pamiętane. Ja jestem Wojciech Smrod i mam dla was, drodzy słuchacze ważną nowinę. Dzięki datkom słyszycie teraz to, co działo się kilka godzin wcześniej. Udało nam się i mamy już przenośny zestaw nagrywający. Znajduję się właśnie w mieście Hirschberg przed wielkim pałacem arcypatriarchy. Jak zapewne wiecie totumfanccy geja od kilku tygodni oblegają sadybę naszego poczciwego Budzimira. Domagają się, aby ich przebrzydłe herezje uznano za nic innego, jak trzecią tezę antagonistyczną. Zdrowi i normalni ludzie już dawno by sobie odpuścili, ale to co ja tu widzę drodzy słuchacze, tego nie da się opisać słowami. Sama bezczelność, by uważać, że potrzebna jest jeszcze jedna teza. Dobry tezownik Bonifacy spytany kiedyś przeze mnie o Wielkie Tezy pokazał mi dwa kciuki skierowane w górę. Co taki gej pokazałby jeszcze, no to drodzy słuchacze na pewno się domyślają. Ci ludzie, ten element animalny nie zna żadnej przyzwoitości. Właśnie wkraczam w gniazdo węży, aby drodzy słuchacze nie musieli. Porozmawiam z tymi, którzy się gromadzą, a może uda mi się wejść na tyle głęboko, by spytać samego geja jak mu nie jest wstyd za to wszystko. Tłum jest nawet większy niż kilka dni temu. Wszyscy są uśmiechnięci i kolorowi, machają flagami w kolorach tęczy. Zupełnie jak na tych obrazoburczych obrazach, gdzie wychodzi ona z serca rotryjskiego bożka. Wielu z nich tańczy w sposób, który cieszy samego gierkemiasza. Ta muzyka, pewnie drodzy słuchacze ją częściowo słyszycie. To nie są psalmy, tylko coś gorszego, jakieś takie, bym powiedział tekno, co to młodzież naszą bałamuci. Same melodie bez słów, bo to sam gierkemiasz przemawia, a my wierni na to odporni jesteśmy. Widzę przyzwoicie ubranych młodych chłopaków. Garnitury i muszki mają. Może zapytam ich, co tutaj robią. Cześć Prabudzimirowi, cóż panowie tutaj robią. Czy może chcą państwo powstrzymać te szaleństwo? -Józek, ty mów. -Wie kogo my popieramy? Kogo? -Feldorma, bo on kocha naszą wiarę, wszechbudzimiryzm. Purpurowe-białe sztandary. Ale zdają sobie państwo z tego, że heretyk Feldorm jest gejem? -Panie, od kogo wy są? Jestem Wojciech Smrod, radio Neomezyt. -Pseudoreligijna szczekaczka znaczy się. To wyście wymyślili całą tą historie z gejem. Kompromaty na niego tworzycie i niech teraz zobaczy, gdzie są teraz jego wielkie idee. Chyba każdy doskonale wie, gdzie mogą być one u geja. - Józek może ja teraz powiem. Nie ma takiego dowodu, powtarzam jeszcze raz. Jest nagroda 500 loli dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że Gej jest gejem, bo po prostu nie jest. Proszę sobie wyobrazić, że istnieje ogromna możliwość, że nie jest. Trzeba walczyć z kłamstwami, które się szerzą. Nasz ruch jest teraz zagarniany przez dziwnych ludzi, co chcą go wykorzystać do swoich bliżej nieznanych celów i perwersji. Niszczą te historyczne wydarzenie, porównywalne tylko ze zjazdem w Karstnopolu. To nie są prawdziwi patrioci. Jutro jest 13 kwietnia, tak? Święto Tez Antagonistycznych. Dlaczego tutaj nie widzę żadnej purpurowej flagi? DLACZEGO? KURWAAAAAAAA, DLACZEGO? No, to jakieś pytanie jeszcze? Myślę, że nie ma takiej potrzeby, a moi drodzy słuchacze sami ocenią. Pójdę teraz dalej. Bardzo mnie smuci, że tacy młodzi ludzie, z przyszłością, kulturalni dają się w to wciągać. Jeszcze kilka dni i sami zrzucą garnitury i będą nie do odróżnienia od otaczającej ich hołoty. Czego ja tu nie widzę? Grubasy chodzące z bebzonami na wierzchu, na prawo grupa ludzi przebrała się za kolorowe zwierzęta, do tych nawet nie odważę się podejść. Ale, ale cóż to moje oczy widzą, jakaś młoda dziewczyna idzie całkiem naga. Mmmm… cycunie. O nie, inne kobiety narzuciły na nią koc i coś krzyczą. Dlaczego one to zrobiły? I tak nie zrozumiem, ale dla was drodzy słuchacze, zapytam. Przepraszam Panią, dlaczego pani osłoniła i skrzyczała tę cudną damulkę? -Żeby takie patriarchalne świnie jak ty się do niej nie śliniły! Prabudzimir by inaczej świat stworzył, jakby nie chciał by było na co popatrzeć. -Ty się już nie zasłaniaj wiarą ty… ty mężczyzno. Chcielibyście tylko na nas patrzeć, traktować przedmiotowo, ale to się wkrótce skończy. Idzie postęp! Dość kusych spódnic, ponętnych ubrań i obcasów. Kobiety będą ubierać się skromnie i tylko na czarno oraz zasłaniać twarze. Wtedy już sobie nie popatrzycie a my będziemy wolne! Panie, widzę, lubią dużo mówić o tak zwanej wolności. -Dokładnie, wolność, szacunek i tolerancja to podstawy nowoczesnego społeczeństwa. Bez nich nic nie osiągniemy! Szacunek, Pani powiada. A gdzie w tym wszystkim jest szacunek dla porządnych ludzi wyznających tradycyjne wartości takich jak moi słuchacze? Afiszują się państwo w biały dzień na ulicach, a na nich są dzieci. Wielu ze słuchaczy uważa, że takie bydło jak Panie powinno się rozstrzelać i mają w tym poparcie licznych nauk Budzimirów. Ich wolność do tego jest gorsza, tak? -Nie można tolerować przemocy! A, rozumiem, czyli tolerancja to jest dla swoich, ale nam to już się nie należy. Porządnym wojownikom wiary, ciężko pracującym weerlandzkim mężczyznom wolność zbędna, tak? -Mężczyźni chcą tylko nas gnoić, a największy patriarcha, to arcypatriarcha! Nie pozwolimy by urodzenie się jako kobieta czyniło dalej kimś gorszym. Pora na nowe! -I dla osób po zmianie płci też! -Ingeborg, nie teraz. Mężczyzna zawsze pozostanie mężczyzną i zachcianka kobiecości to przykład traktowania nas z góry! -Gówno tam wiesz, a się wypowiadasz. Ja chcę dodać… -To ja udzielam wywiadu! -Teraz ja będę suko! Oj myślę, że Panie powiedziały wystarczająco. Zostawmy je sobie samym. Pora zagłębić się dalej w te homoseksualną norę. Jak drodzy słuchacze słyszą, to miejsce jest toczone konfliktami wywołanymi podszeptami gierkemiasza. Oni sami nie wiedzą czego chcą, a próbują na nas cokolwiek wymusić. I to naszym zadaniem jest batogiem naprostować tych ludzi na właściwą ścieżkę, bo czego my chcemy, to akurat wiemy. A jeśli o batogu mowa, to widzę przedstawicieli reżimu. Warto zapytać i ich. Czołem towarzysze, czy ktoś z towarzyszy uprawniony jest do udzielania wywiadu? -Porucznik Bodo Kunst. Komenda główna milicji politycznej stołecznego miasta Hirschberg. Towarzyszu Kunst. Czy mógłby towarzysz pokrótce opisać sytuację? -Sytuacja jest stabilna. Monitorujemy ją, aby zapobiegać zdarzeniom o charakterze anar… anarustycznym i antypaństwowym. Nasza władza ludowa uczyniła republikę państwem świeckim, więc samo protestowanie przeciwko Budzimirowi jest legalne. Organizatorzy zostali zweryfikowani politycznie i złożyli stosowne oświadczenia. Dziś doszło do trzech incydentów. Jednym była przemoc fizyczna między uczestnikami manifestacji, a grupą zaborców. Dwa pozostały były znacznie poważniejsze, mianowicie doszło do zmarnowania alkoholu. Czy mógłby towarzysz przybliżyć okoliczności tych zbrodni? -Dwukrotnie osoby uczestniczące w proteście rozpoczęły wygłaszać tezy o szkodliwości trunków alkoholowych i konieczności wprowadzenia prohibicji. Następnie dokonały one wylania weerlandzkiego bimbru na ulicę. Osoby te zostały natychmiast aresztowane i w ramach sądu piętnastominutowego skierowane na przymusowe leczenie w klinice alkoholizmu. Podjęliśmy próby zabezpieczenia wylanych trunków, ale niestety bardzo szybko wsiąkły między bruk. Skoro manifestacja prowadzi do takich zbrodni, to czy rozważane jest jej rozgonienie? -Ta decyzja należy do komendanta głównego. Otrzymaliśmy przykaz, by traktować ją łagodnie. Jeśli jednak któryś z uczestników podniesie rękę na władzę ludową, to władza mu tę rękę utnie. Dziękuję za udzielenie odpowiedzi. Jak słychać, władza po cichu wspiera te wydarzenie. Pozbawieni czci i wiary komuniści liczą na to, że cudzymi rękami zniszczą Wszechbudzimiryzm. Powoli zbliżam się do pałacu naszego ukochanego Mistrza Budzimira. Po zapachu siarki antycypuje, że wkrótce zobaczę samego Geja. Prabudzimir pokarał go wylewem i życiem jako sparaliżowana pokraka. Zamiast go schować, lub wyśmiewać, jego środowisko wciąż ma go na swych sztandarach. Widzę go, otoczonego najwierniejszymi akolitami, kapłanami herezji. Prowadzą go na wózku, hehehe, pewnie sra pod siebie pokrak jeden. Spróbuję z nim porozmawiać. Dzień dobry, czy doktor Feldorm udziela wywiadów? -Hejunia, jestem Julke. Moje zaimki to onu/jenu. A twoje? Wojciech Smrod, Radio Neomezyt. Czy mogłaby pani odpowiedzieć na moje pytanie odnośnie doktora? Widzę, że to pani pcha wózek. -Proszę mnie nie misdżenderować, bo to niekulturalne. Tak samo niekulturalne jest niepodanie swoich zaimków. Bez nich nie ma mowy o wywiadzie. W takim razie moje zaimki to dzik/dziku. Czy teraz pani dopuści mnie do doktora? -Powiedziałom dziku, że jest dzik niekulturalny. Pan doktor Seldorm jest bardzo osłabiony latami prześladowań za swoją orientację. Nadal jednak, rozumiejąc swoją ważną rolę dla wolności wszystkich tożsamości płciowych, walczy o wprowadzenie trzeciej tezy do skostniałej, nudnej hetero-wiary. Chciałbym jednak zapytać o kwestie związane z interpretacjami przypowieści o Prawdziwym Weerlandzie i kosmosie. -Ale to wszystko jest nieważne. To nowe przykazania miłości i tolerancji leżą w samym sercu trzeciej tezy. Niedawno napisałom jej dokładną treść razem z innymi osobami aktywistycznymi. Dzięki niej wszyscy będziemy się kochać, żyć w trzeźwości. Zakończymy mordy i gwałty na osobach zwierzęcych. Zbudujemy farmy wiatrowe i stabilizujące elektrownie na gaz z dzikich ord! Rozumiem, ale ja naprawdę chciałbym porozmawiać z doktorem. -To jest dziku niemożliwe. Doktor jest osłabiony poranną orgią. Proszę spojrzeć za siebie! Budzimir wyszedł na balkon i będzie przemawiać! -Nie widzę w tym tłumie, jestem za niskie. To trzeba trochę podejść! Panie Feldorm jak panu nie wstyd? -Ocy…. Może podstawie mikrofon bliżej… -Pomo…cy… -Co dzik robi doktorowi, niech dzik natychmiast zabierze to ustrojstwo. Proszę mnie nie szarpać! -To dzik mnie szarpie. A poszedł stąd, hau hau hau hau! Drodzy słuchacze. Tak właśnie wygląda protest kosmoheretyków tak zwanej trzeciej tezy. Nawet nie musiałem do tej pory wyrażać swoich obiektywnych opinii. Sami uczestnicy wystawiali sobie właściwe świadectwa. Mam nadzieję, że nasz czcigodny Mistrz Budzimir VI wkrótce ostatecznie potępi te hałastrę, a Geja spotka zasłużone odnotowanie w świętych księgach! Ja jestem Wojciech Smrod, słuchaliście Radia Neomezyt. Niechaj Łaska Prabudzimira wiecznie wam towarzyszy, żyjcie w pomyślności i w chwale Jego chwalcie Jego. Doktor Miestwin Feldorm zwany Gejem. To twórca i patron Trzeciej Wielkiej Tezy Antagonistycznej. Jest również patronem rozwodów, eksploracji kosmosu, reform i konfliktów wewnętrznych. Liczni wyznawcy Trzeciej Tezy przypisują mu najróżniejsze, często sprzeczne ze sobą patronaty, takie jak nacjonalizm i internacjonalizm, hetero i homoseksualizm, aborcje i jej sprzeciw, tranzycje i akceptacje swojej płci, szacunek dla przeszłości i skupienie na przyszłości. Mawia się, że Geja można brać z każdej strony.Jako wykształcony teolog molekularny uczestniczył w Trzeciej Światowej Konferencji Tez Antagonistycznych na wulkanie Spitzberg, gdzie przemawiał jako ostatni prelegent. Jego wykład stanowił całkowitą dekonstrukcję dotychczasowego pojmowania wiary. Znalazł uzasadnienie dla wszelkich kwestii teologicznych w starożytnych kosmitach, którymi mają być sami Weerlandczycy. Końcówka jego przemowy w przyszłości stała się treścią samej Trzeciej Tezy. Na jego nieszczęście podobny, a nawet lepiej dopracowany wykład był planowany przez Mistrza Budzimira V na kolejną konferencję. Gniew pozbawionego pierwszeństwa Najgorszego z Budzimirów był wielki. Wykorzystując swoje niecne wpływy na króla Chłopacego II nakłonił go, by wydany został list gończy za doktorem Feldormem i jego rodziną. Później przez wiele lat więził Feldorma w zamku na wulkanie Spitzberg, a później w lochach pałacu w Hirschbergu. Jednocześnie Budzimir V nie tylko nie opublikował swoich ciężko wypracowanych rękami uczniów wyników, ale także czynnie zwalczał tzw. kosmoherezję. Trwało to do erupcji Spitzbergu, który zabił Budzimira V i niemal wszystkich jego uczniów, a także zniszczył wyniki jego badań z zebranymi artefaktami. Wkrótce potem życie odebrał sobie Chłopacy II. Jego syn Ferdynand, jeszcze jako król, zapytał Olafa Göringa, który z braku konkurencji został Budzimirem VI, czy ten mógłby uwolnić więźniów politycznych. Budzimir VI się zgodził, a wśród nich był doktor Feldorm. Wkrótce potem nadeszła rewolucja, a Zjednoczone Królestwo Hirschbergii i Weerlandu przekształciło się w Ludowo-Demokratyczną Republikę Narodów. Nowy reżim odebrał przywileje Wszechbudzimiryzmu i pozwolił na wolność głoszenia poglądów religijnych. Doktor Feldorm miał już wtedy wielu zwolenników, a legalizacja działalności przyspieszyła popularyzację jego tez. Ostatecznie doprowadziło to do bardzo krótkiej i przerwanej debaty radiowej, podczas której Mistrz Budzimir VI zarzucił Feldormowi gejostwo. Mimo jego zaprzeczeniom szybko się to do niego przykleiło, a media konserwatywne tylko to podsycały. Zaledwie kilka dni po debacie Gej dostał wylewu po którym, ciężko sparaliżowany, wylądował na wózku. Spowodowało to odpływ większości dotychczasowych zwolenników, ale na ich miejsce pojawili się nowi. Wokół Feldorma zaczęły się gromadzić wszelkie środowiska zboczeńców i odchyleńców. Kobiet o kolorowych włosach, które nie uważały się za kobiety. Mężczyzn o kolorowych włosach, którzy nie uważali się za mężczyzn. Istot, które nie uważały się nawet za ludzi. Wypełźli oni ze wszelkich zakamarków miast i wsi, a każdy rodzic drżał na myśl, że jego dziecko może się okazać poplecznikiem Geja. Grupy te otoczyły sparaliżowanego Geja pełną opieką i zaczęły się domagać powstania Trzeciej Wielkiej Tezy Antagonistycznej. Nikt inny nie miał już dostępu do Geja. To najbliżsi opiekunowie informowali o jego kolejnych coraz radykalniejszych postulatach, które zaczęły dotyczyć głównie stylu życia. W końcu zorganizowano wielki protest pod Wielkim Pałacem Arcypatriarchy w Hirschbergu. Po miesiącu oblężenia, słuchania okrzyków i gróźb zwolenników Geja, Budzimir VI nie mógł już tego więcej znieść. Oficjalnie ogłosił powstanie Trzeciej Wielkiej Tezy Antagonistycznej. Protestujący mieli gotową treść Tezy, jednak Budzimir ku ich gniewowi uznał za nią fragment pierwszej przemowy Geja. Spowodowało to nagły powrót jego pierwotnych zwolenników, którzy zaczęli walczyć o dostęp do żywego Świętego Człowieka. Pewnej nocy Gejowi udało się zejść z łóżka i dopełznąć do długopisu i papieru na których próbował zawrzeć swą ostatnią wolę: (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2074;image) Ta wciąż podlega licznym dyskusjom. Szczególnie, że to właśnie tej nocy Gej zmarł. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2076;image) Symbolem Geja są dwa skrzyżowane miecze symbolizujące jego waleczność w walce o Wyższą Prawdę. Nimi są oznaczone stosowne półki w domach tez. Oprócz tego często znajdują się przy nich ostrzeżenia o niebezpieczeństwie i informacje o tym, że opiekunowie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za los osób o nim dyskutujących. Wynika to ze skrajnych podziałów wśród osób czczących pamięć o Geju. Wielu z nich uważa, że Gej wcale nie był gejem i półki wręcz uginają się od dyskusji tylko na ten temat. Między wyznawcami różnych Wielkich Tez Antagonistycznych nie ma takich podziałów, jak wśród ludzi Trzeciej Tezy. Szczególnie intensywne są konflikty pomiędzy zwolennikami innych Świętych Ludzi Trzeciej Tezy: Inteligenta i Aktywiszcza. Ich debaty o Geja dawno już wyczerpały wszelkie merytoryczne środki, a jakiekolwiek myśli o porozumieniu to tylko mrzonki: https://www.youtube.com/watch?v=Hsx49IYGmpo Tak naprawdę każdy widzi w Geju to, co chce. Nieistotne jest kim był on naprawdę i co uważał na każdy temat. Gej zapewnił nam czyste karty na notatki, które możemy zapełnić w swych poszukiwaniach Wyższej Prawdy. I te poszukiwania, droga podczas nich przebyta, to jest w tym wszystkim najważniejsze. Dlatego choć jako Święty Człowiek Trzeciej Tezy nie ma dedykowanych kapliczek, pamięć o nim czci się poprzez marsze, nieważne co się głosi. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2072;image) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Listopada 22, 2025, 11:39:59 Aktywiszcze (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2080;image) Teza Aktywiszcza napisana pierwotnie jako projekt Trzeciej Tezy Antagonistycznej. Niesieni wiekuistą tęczą oświecenia, my osoby wierzące mamy lewo, a nawet obowiązek ogłosić nową erę Wszechbudzimiryizmu jako wiary dla osoby każdej, takiej dużej i małej, takiej grubej i chudej, takiej czarnej i białej, gejowskiej, lesbijskiej, biseksualnej, transseksualnej, kłir, elastycznej, aseksualnej, BDSM, a nawet prostej jak wiejska osoba chłopska. Każda może wierną być! Prabudzimirosobę za alegorię wyboru i zmiany tożsamości płciowej uznajemy, co z bytu męskiego w żeńską się poczyniła, bowiem planeta to donica dająca nam żyzny grunt i płody, planeta to kobieta, albo inna osoba maciczna. Tym samym życie od poczęcia za najwyższy dar oraz przywilej uważamy należny wszystkim i tylko wrogów postępu oraz ich płodosób on nie dotyczy. Nieważne skąd jest osoba Weerlandzka, czy Hirschberska, czy jakakolwiek inna Dzika ze Wschodu. Każda z nich jest równa, a żadna nie jest nielegalna w naszym wspólnym Trzecim Kolektywie, gdzie każdej według potrzeb, a każda według swych zdolności. Inaczej niż w kapitalistycznej idei technofeudalnej dystopii Gierkemiasza, która przestrzega nas przed nadużyciami monarchofaszyzmu i mówi nam o wielkiej roli związków i strajków. Tak pokazał nam Pierwszy Kolektyw Wielkiego Mistrza Budzimira! Alkohol, węgiel, jedzenie mięsa i prawo naturalne jako przymioty męskiej toksyczności w całości odrzucamy i zobowiązujemy się do trzeźwego, zrównoważonego ekologicznie stylu życia. Proklamujemy wolną miłość i zobowiązujemy się do wspólnego wychowania jej owoców. Niczego więcej nie potrzebujemy, by już zawsze się radować! Równość, Wspólność, Slewiedliwość, Wszechbudzimiryizm! Baśń o transmisi Józi Kum-Kum autorstwa Aktywiszcza, szkolna lektura. Nie tak daleko, nie tak dawno temu żył sobie pewien lalkarz Paweł. Był to człeczyna gderliwy, leniwy i bimbru sobie nigdy nie odmawiał. Prowadził swój warsztacik w którym dzień w dzień tworzył zabawki, raz to lepsze, a gdy zapił, to gorsze. Nikt jednak nie miał odwagi powiedzieć Pawłowi, że źle robi, bo wtedy Paweł bardzo się złościł. A gdy Paweł się zagniewał to zgrzytał zębami aż szły z nich iskry, co to domy, samochody podpalały. Pewnego dnia do Pawła przyszła mała dziewczynka z warkoczykami. Miała ona na imię Basia i była bardzo samotna. Paweł spytał, co go to obchodzi, a wtedy Basia powiedziała, że chce, aby Paweł zrobił dla niej siostrzyczkę. Uśmiechnął się Paweł i poprosił, by przyprowadziła swoją mamę, a Basia powiedziała, że nie ma mamy i pluszowa siostrzyczka wystarczy. Paweł zgodził się ją uszyć za 10 pieniążków, jednak Basia była biedna i ich nie miała. Skłamała Pawłowi, że zapłaci następnego dnia, tylko musi je zebrać ze skrytki. Paweł uwierzył Basi i zabrał się do pracy. Basia nie wiedziała jak zdobyć aż 10 pieniążków i była bardzo smutna. Kiedy wyszła z warsztaciku, to się popłakała tak, aż przyleciała Wrona i spytała, czemu Basia płacze. Basia wyjaśniła, że nie wie, jak zarobić, a Wrona poradziła szaber. Posłuchała się Basia i rozkopała groby na cmentarzu, a w jednym znalazła złoty ząb, który wymieniła na 5 pieniążków. Wciąż jednak brakowało, więc resztę dnia żebrała na ulicy, a dobrzy ludzie dali jej 4 kolejne pieniążki. Skoro Basia zebrała 5 i 4 pieniążki to ile jej brakowało do 10? 10-5-4= ... Wciąż brakowało jej jednego, ale Basia uznała, że lalkarz Paweł to wybaczy. Tymczasem Paweł ciężko pracował, by uszyć Basi siostrę. Z guziczków zrobił oczka, z brudnych ścierek uszył buzię, ze starych płaszczy uszka, głowę, rączki, tors i nóżki. Siostra Basi miała być pluszową misią. Dziurkę między nóżkami zostawił, aby ją wypchać. Zmieszał puch z azbestem i zakaszlał, a w ustach suchość poczuł. Wiedział Paweł, że nie powinien, ale łyknął sobie bimbru, a potem znowu, a potem jeszcze raz. Całą noc przepił, a rano zbudził się w mokrej kałuży. Bolała Pawła strasznie głowa, a ręce się trzęsły, jednak spróbował dokończyć swą pracę. Zaczął wypychać misie, ale źle puch rozłożył i piersi zostawił puste. Potem wziął igłę i nitkę by zaszyć dziurkę. Za dużo jednak płaszcza tam zostawił, a zamiast go uciąć, to cały pozszywał i wyszedł siusiaczek. Gdy Paweł skończył, to zamiast misi wyszedł miś. Chwilkę później miś się obudził i mrugnął guziczkami. Spytał Pawła jak ma na imię, a Paweł nazwał misia Józek. W samo południe przyszła do warsztatu Basia z dziewięcioma pieniążkami. Paweł przedstawił jej Józka, a Basia popłakała się i powiedziała, że nie chciała brata i nigdy go takiego nie pokocha, a Józkowi było bardzo przykro. Paweł poprosił o zapłatę, a Basia powiedziała, że ma tylko 9 pieniążków. Bardzo to rozzłościło Pawła, który powiedział, że w takim razie Basia zapłaci inaczej. Raz tylko mrugnął Józek, a Paweł chwycił Basię, sukienkę z niej zerwał, usta swe szeroko otworzył i ją pożarł. Gdy brał kolejne kęsy, krew Basi tryskała i poplamiła Józka na zawsze. Józek został pogoniony z warsztatu i trafił do sierocińca przy Domu Tez. Od początku źle mu tam szło. Opiekunowie próbowali nauczyć Józka algebry, ale brakowało mu paluszków, by dobrze liczyć. Próbowali uczyć kaligrafii, ale Józek nie miał kciuków, by utrzymać pióro. Czytać też za dobrze nie mógł, bo guziczki miał dwa inne. Jeden mały, zielony z dwiema dziurkami, a drugi duży, szary z czterema dziurkami, to i źle Józek widział. Sierociniec przyjmował tylko chłopców, bo dziewczynki słano do domu publicznego, czego Józek bardzo żałował. Inni chłopcy byli od niego wyżsi, silniejsi i wredni. Nie było dnia żeby jakoś Józkowi nie dokuczali. Zabraniali mu chodzenia do łazienki mówiąc, że ta jest tylko dla prawdziwych chłopców, a nie dla, Józka. Na boisku nikt go nigdy nie wybierał, a zawsze ktoś Józka popchnął i kopnął. Nikt fajką się z nim nie dzielił, a wszyscy pilnowali, aby z nią Józek ich nie nakrył. Marzył wtedy Józek o życiu z dziewczynkami, które nie znają przemocy, ani agresji akceptując każdą inność. Raz chłopcy nazbierali nagich ślimaków i wrzucili je Józkowi do łóżka. Mazią go pokryły, a kilka zamieszkało w jego puchu, a Józka swędziało. Poskarżył się wtedy Józek opiekunowi. Ten dał Józkowi nóż i rzekł, że Józek wie co z nim zrobić. Myślał Józek, myślał, aż wymyślił. Wziął nóż w łapkę, dziury w sobie ponacinał i ślimaki powyciągał. Zmęczył się od tego Józek, to i spać poszedł, a obudził się w szpitalu, a dziurki ktoś mu pozszywał. Opiekunowie wielce się zamartwiali i wysłali Józka na rozmowę z tezownikiem Gerwazym. Spytał Gerwazy dlaczego Józek się ponacinał, a Józek opowiedział, że ślimaki w nim siedziały i nie mógł usiedzieć na miejscu. Machnął tylko Gerwazy ręką i dał Józkowi magiczne cukierki o smaku metylofenidatu. Po nich Józek miał siłę na wszystko i zrozumiał, że chce pracować w fabryce pocisków artyleryjskich. Minęły lata a Józek wyrósł na dużego włochatego misia. Skończył szkółkę elementarną, a najlepsze oceny miał z wiedzy o społeczeństwie i historii literatury. Dostał mieszkanie komunalne w nowym bloku z wielkiej płyty. Myślał, że tylko dobre go w życiu czeka. Prędko Józek pobiegł do fabryki pocisków i powiedział, że chciałby zostać inżynierem. Pani Ulma z działu kadr, stara raszpla z mordą krzywą jak tropikalny banan, powiedziała, że to najpierw się zostaje inżynierem a potem można się u nich zatrudnić. Zadziwił się miś i spytał, gdzie uczynią go inżynierem a Ulma powiedziała, że na politechnice, całkiem za darmo, chyba że warunków nałapie. Józek odrzekł, że nie umie liczyć, bo nie ma paluszków, a wtedy Ulma rzekła, że w takim razie Józek się nie nadaje. Błagał Józek, obiecywał bomby śmiercionośne, a Ulma pozostała nieugięta i pogoniła Józka. Złe dni nastały. Józek nie miał łapek do łopaty, główki do biura i zbyt się wstydził, by uczyć w szkole. Pracy nie szukał i go nie znalazła, a jedyną radość odnalazł w cukierkach wszystkich smaków, które kupował u Liska Urwirska za pieniądze przyznane z racji niepełnosprawności. Sąsiadka Józka, wiewiórka Małgosia składała donosy i w końcu psy Józka nawet z mieszkania pogoniły. Na szczęście Lisek Urwisek zaoferował pomoc i ugościł Józka w swoim skłocie. W nim wszyscy byli dla misia Józka mili i wyrozumiali. Razem chodzili na skipy, a Józek jak dał nura, to zawsze ze śmietnika wynajdował najlepsze łakocie. Wciąż jednak Józek czuł, że czegoś mu brakuje, Mannfred umiał grać na grzebieniu, a Józek nie, Boromir gotował cukierki, a Józek nie, Jokasta dziarała najlepsze tatuaże, a Józek nie. Zapytał się o to Józek Liska Urwiska. Lisek wyjawił, że kiedyś był nudnym człowiekiem o imieniu Sławosz Wijewski, ale poszedł do pana krawca Drutewki i teraz jest jedynym liskiem na skłocie. Długo się Józek nie zastanawiał i poszedł spotkać krawca Drutewkę. Wesoły to był młody człowiek, nosił różowy kitel i szczery uśmiech miał. Zaprosił Józka na kozetkę i historii jego życia z uwagą wysłuchał. Spytał Józek, co krawiec poradzi, a krawiec powiedział, że zna tylko jeden sposób, by Józek był szczęśliwy. Był nim miejski program „Zmień Płeć”. Odpowiedział Józek, że nie wie, nie wie, ale Drutewka tylko zakrzyknął, że to nie ma co się zastanawiać, bo ilość tranzycji w programie jest ograniczona. Zawahał się Józek jeszcze chwileczkę, ale się zgodził i spytał o cenę. Krawiec powiedział, że miasto refunduje, ale on sam musi wykonać kilka zdjęć do badań i poprosił, by Józek zdjął majteczki. Józek wyjaśnił, że jest pluszowym misiem i nosi tylko kubraczek i ani majtek, ani spodni nigdy nie ubiera. Stuknął się krawiec palcem w głowę, po czym wyjął aparacik i cyk-cyk, zdjęć krocza Józka narobił. Potem poprosił krawiec, by Józek położył się na stole i Drutewka spętał mu łapki i nóżki skórzanymi paseczkami. Spytał się Józek, czy dostanie znieczulenie, ale refundacja tego nie obejmowała. Wyciągnął krawiec Drutewka nożyczki, nożyk, igłę, pensety, nić i przystąpił do pracy. Najpierw rozetnął woreczek i wyjął z niego dwie grudki twardego puchu, a Józek krzyczał. Potem nożykiem naciął wokół końca siusiaczka i pociągnął szmatkę-skórkę w tył i Józek dalej krzyczał. Przeciągnął krawiec obranego siusiaczka i wyciągnął go przez rozcięty woreczek i odciął od niego nadmuchiwany puch, a Józek zasnął. Nieco powyżej wyciął krawiec dwie dziurki, a skórkę siusiaczka odwrócił na drugą stronę. Z resztki siusiaczka wyciągnął siku-rurkę i przełożył ją przez dolną dziurkę, rozciął i zasklepił nią skórkę siusiaczka robiąc uroczą kieszonkę na zabawki. Do górnej dziurki przyszył końcówkę siusiaczka. Kciukiem pogmerał w puchu robiąc miejsce, po czym wstawił tam kieszonkę, pozszywał i nie było już Józka, a była Józia z kwiatuszkiem. Podziękowała Józia krawcowi i wróciła na skłot, a tam wszyscy jej gratulowali. Żyćko dalej się toczyło. Józia została feministką i walczyła z prześladowaniem kobiet takim jak równy wiek emerytalny oraz pobór. Samo szczęście ją spotykało. Miała dużo wolnej miłości bez ohydnych gumek-ciągutek, bo i dzieci mieć nie mogła, to były zupełnie niepotrzebne. Na skipy już chodzić nie musiała, bo praca fizyczna nie odpowiadała jej tożsamości płciowej i za nią inni jedzonko znajdowali. Żałowała tylko Józia, że nie poszła do krawca dużo wcześniej. Pewnego dnia zatrudnili ją i w fabryce pocisków artyleryjskich w dziale kadr. Tam Józia prowadziła obowiązkowe i codzienne warsztaty różnorodności, równości i inkluzywności dla inżynierów, a jak ktoś narzekał, to jako toksycznego z fabryki usuwała. I nikt nie mógł złego słowa na Józię powiedzieć, a i złą Ulmę udało się jej ukarać, a jej ciało w łusce ukryła. Pamiętajcie drogie dzieci, cisy to drzewa, krzewy, albo ludzkie śmieci. Fragmenty raportów Aktywiszcza z Eksperymentalnej Strefy Komuny Bździszewskiej Raport 14 kwietnia 23 p.R. Najsampierw chciałobym podziękować za szansę daną nam przez Ludowo-Demokratyczną Republikę Narodów i samemu I Sekretarzowi Komitetu Centralnemu Towarzyszowi Ferdynandowi. Decyzja Partii o zezwoleniu na projekt strefy ustroju anarchokomunistycznego, zgodnego z marzeniami Pierwszego Kolektywu Wielkiego Mistrza Budzimira to kluczowy krok w rozwoju zarówno ludzkości jak i Trzeciej Tezy. Niezmiernie mnie również cieszy, że do dziś kordon wojskowy wokół miasta udało się przedstawiać jako regularne ćwiczenia. Dzięki temu osoby mieszkańskie Bździszewa dopiero teraz poznały cudowne wieści i żaden reakcjonista nie mógł zawczasu przeprowadzić się do miasta. Teraz przy pełnej kontroli ruchu do i ze strefy nie ma zagrożenia wpływu niecnych sił na nasz wspaniały eksperyment. W godzinach porannych o 8.23 ogłosiłom przez miejskie megafony założenie Komuny Bździszewskiej. Odczytałom swoją tezę i ogłosiłom likwidacje wszelkich struktur ogólnopaństwowych oraz własności. Zorganizowałom również wybory do Naczelnej Rady Kolektywu. Czterdziestoosobowy skład podzielony został na następujące listy-parytety: 1 miejsce dla heteroseksualnych mężczyzn, 4 miejsca dla mężczyzn o innej seksualności, 10 miejsc dla heteroseksualnych kobiet, 10 miejsc dla kobiet o innej seksualności, 10 miejsc dla osób niebinarnych, 5 miejsc dla osób z niepełnosprawnościami, 5 miejsc dla osób zasłużonych dla rozwoju Trzeciej Tezy Wszechbudzimiryzmu, Wybory odbyły się w godzinach 10-12 i frekwencja wyniosła 3.1%. Ponad 94% głosów zostało oddanych na osoby przedstawicielskie Trzeciego Kolektywu wskazując na wysokie poparcie społeczne dla projektu. Jednocześnie 1 z 40 miejsc przypadło kandydatowi niezależnemu, co zapewniło pluralizm i swobodną wymianę idei. (…) Zgodnie z założeniami Naczelna Rada Kolektywu (NRK) jest organem przejściowym, którego celem jest przeprowadzenie podziału Komuny na samorządne sfederalizowane gminy. Jednogłośnie zostałom wybrane na przewodnicze rady. Przegłosowana została konstytucja NRK zapewniająca lewo do pracy, zapewnienia potrzeb i życia. O godzinie 16.23 po długotrwałych konsultacjach społecznych dokonaliśmy podziału miasta na 16 gmin o równej ilości mieszkańców. Jednocześnie według wyliczeń powierzchni na mieszkańca oszacowałom, że Bździszewo powinno liczyć nie 564 000, lecz 1 234 000 osób. Proszę o dostarczenie nam w dniu jutrzejszym koniecznego zasobu ludzkiego wymaganego dla poplewnego funkcjonowania komuny. NRK ogłosiło, że nowi mieszkańcy zostaną domeldowani do istniejącego zasobu mieszkaniowego oraz poprosiło, aby gminy urządziły walne zgromadzenia celem społecznego zorganizowania się. Pierwszy dzień to wielki sukces całego projektu. Raport 15 kwietnia 23 p.R Niestety jestem zmuszone zgłosić silne wpływy reakcjonistów. Inspekcje przeprowadzane od godziny 7 rano wykazały, że miasto wciąż znajdowało się w okowach indywidualizmu kapitałowego. Mieszkańcy jak w dni poprzednie po prostu wstawili się do pracy w tym w sklepach, gdzie zamiast dystrybuować towary według potrzeb wciąż przeprowadzali własnościową wymianę gotówkową. Milicjanci wciąż patrolowali ulice, a urzędnicy nielegalnie okupowali instytucje. Wszyscy spójnie argumentowali swoje postępowanie twierdząc, że uznali wczorajsze ogłoszenia za żart. Taka jednolitość myśli musi być skutkiem silnej agitacji przeciwników projektu. Członkowie Trzeciego Kolektywu oddolnie zorganizowali komitet do slew reakcjonistów, którego celem jest identyfikacja sprawców. Napotkany został także silny opór podczas realizacji domeldowania nowych mieszkańców. Wielu nowych ochotniczych imigrantów wykazywało również różne antyspołeczne preferencje mieszkaniowe. W związku z tym NRK podjęło dwie uchwały. Pierwsza dotyczyła prośby o pomoc ze strony wojsk Ludowo-Demokratycznej Republiki w egzekwowaniu jej postanowień. Potwierdza się tym samym hipoteza Gortasha Milda o konieczności wykorzystania silnej zewnętrznej struktury zapewniającej monopol na przemoc w zaprowadzeniu wolności i oddolnego zorganizowania społeczności lokalnych. Zgodnie z uchwałą wnioskuję o pomoc wojskową. Będzie ona potrzebna wyłącznie w krótkim okresie przejściowym. Druga uchwała dotyczyła wprowadzenia losowego meldunku mieszkańców Komuny, w tym dotychczasowych. Rodzina jako jednostka patriarchalnej przemocy została uznana za źródło zniewolenia, stąd osoby dotychczas zamieszkujące w pojedynczych lokalach zostaną rozdzielone na różne gminy. Pomoże im to zaangażować się w lokalne społeczności bez względu na więzy krwi. (…) Raport 18 kwietnia 23 p.R. Informuję, że projekt nowego podziału lokali mieszkalnych został z powodzeniem wykonany. W incydentach zginęło 12 345 osób ludzkich wyłączając żołnierzy, co stanowi zaledwie około 1% mieszkańców. Osoby aktywistyczne Trzeciego Kolektywu na polecenie NRK w każdej z gmin pomogli zorganizować spotkania informacyjne i warsztaty Trzeciej Tezy oraz kolektywizmu. Dawne sklepy są przeorganizowywane na komunalne centra dystrybucji. Towary w nich obecne zostały rozdysponowane między osoby mieszkańskie co spotkało się z entuzjastycznymi reakcjami. Zostały założone ogródki społeczne, które w ciągu miesiąca powinny zapewnić wewnątrzgminną samowystarczalność żywnościową. Do tego czasu potrzebne będą stałe dostawy żywności dla Komuny o które oficjalnie wnioskuję. Potrzebne będą (…) (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2086;image) Raport 19 kwietnia 23 p.R. Informuję, że we wszystkich gminach odbyły się walne zgromadzenia osób mieszkańskich. W ich ramach przeprowadzono ankietę potrzeb Kolektywu. Wyniki zostaną przeanalizowane przez NRK i w dniu jutrzejszym złożymy wniosek o stosowne materiały. Zgromadzenia zatwierdziły stosowne lewa lokalne napisane z pomocą osób członkowskich Trzeciego Kolektywu. Zorganizowany został system lokalnych trybunałów rozsądzających slewy z losowaniem sędziów spośród osób członkowskich danej gminy. Osoby mieszkańskie zorganizowały się w liczne lokalne komitety milicyjno-porządkowe, dystrybucyjne, rolnicze, produkcyjne, edukacyjne i sekspracownicze. Slewdziłom również prace komitetu do slew reakcjonistów. Sporządzony został profil typowego reakcjonisty: to heteroseksualny mężczyzna w wieku od 15 do 99 lat, wykształcenie dowolne, dotychczasowa praca dowolna, niezbyt urodziwy, spożywający alkohol. To zdecydowanie zawęża pole poszukiwań. Nowe lokalne lewa gminne pozwoliły na oddolne zorganizowanie obozów reedukacyjnych, więc wkrótce problem zostanie rozwiązany. Raport 20 kwietnia 23 p.R. Osoby wolontaryjne z Trzeciego kolektywu pomogły w organizacji lokalnych szkół. Ich porady dotyczące organizacji edukacji pozwoliły na stworzenie inkluzywnego i równego środowiska. Osoby dziecięce z całego Bździszewa mają zapewnioną świetlaną przyszłość. Większość gmin zgodziła się na proponowany podział klas na fizyczne dla osób identyfikujących się jako mężczyźni i intelektualne dla osób identyfikujących się jako kobiety. Wdrożony został także innowacyjny system oceniania dzięki któremu obie formy klas nie będą musiały się porównywać: skala od 1 do 3 w klasach fizycznych oraz od 4 do 6 w klasach intelektualnych. Przeanalizowane ankiety wykazały zaskakujące potrzeby osób mieszkańskich. Niektóre z nich mają wyższe wymagania niż ogół kolektywu, które jednakowoż należy spełnić w imię polewnego funkcjonowania ustroju. Potrzebna będzie dostawa szeregu towaru i osób. Wnioskuję o dostawę 500 ton oszlifowanych diamentów, 1000 ton złota, 3 rdzeni uranowych kompatybilnych z reaktorem BRSF-102, 1000000 ton żelaza (…), 23 żyrafy, 12 słoni, 69 prostytutek zagranicznych o ciemnej karnacji (…) 134 tony gałki muszkatołowej, 324 tony heroiny (…) oraz konserwę ze stóp króla Gromosława i ogórków małosolnych. (…) Raport 27 kwietnia 23. p.R. Informuję, że dzięki polewnemu funkcjonowaniu komitetów milicyjno-porządkowych siły zbrojne mogły się wycofać z Komuny i od dziś osoby mieszkańskie samodzielnie dbają o własne bezpieczeństwo i egzekucję lew lokalnych. Już wkrótce zbędne będzie funkcjonowanie samego NRK i nastąpi lewdziwa wolność. Specjalny oddział ochotniczej milicji na prośbę komitetu do slew reakcjonistów spacyfikował jedno z największych gniazd reakcjonizmu: elektrociepłownię „Czajka”. Wszystkie osoby pracownicze spełniały profil, co sugeruje, że mogło to stanowić jedną z głównych siedzib ich organizacji. Reakcjoniści zostali natychmiast dostarczeni do najbliższego obozu reedukacyjnego, których liczebność przekroczyła obecnie 30 tysięcy i powoli osiągają maksymalne możliwe wypełnienie. Niezależny członek NRK Enest Bobaz po raz kolejny spowalnia prace organu zbędnymi interpelacjami. Tym razem dotyczącymi powodu budowy krematoriów przyobozowych. Została ona odrzucona 39-1 tak jak poprzednie prowokacje. Nowe ankiety wykazały jeszcze wyższe potrzeby osób mieszkańskich. Wnioskuję o dostarczenie 780 ton berylu (…) (…) Raport 29 kwietnia 23. p.R. Jestem zmuszone zgłosić incydent. Pozbawione opieki kotły w „Czajce” eksplodowały pozbawiając Bździszewo dostępu do prądu i ciepłej wody. Obrady NRK wykazały, że nie jest to jednak zła wiadomość, gdyż scentralizowany system dystrybucji tych zasobów zlokalizowany tylko w jednej gminie był sprzeczny z duchem Komuny. Wnioskuję o dostawę 70 000 agregatów prądotwórczych i 350 000 pieców do podgrzewania wody, które pozwolą na niezależny i zdecentralizowany dostęp w każdej gminie. Do NRK od dwóch dni napływają liczne skargi odnośnie prawidłowych zachowań lokalnych komitetów milicyjno-porządkowych ściśle współpracujących z trybunałami, których składy mają być rzekomo ustawiane. Uchwałą NRK została powołana specjalna komisja, która ma zbadać slewę. (…) Raport 1 maja 23 p.R Niezależny członek NRK Enest Bobaz znów utrudnia pracę NRK. Złożył wniosek o powołanie komisji nadzorującej prace obozów reedukacyjnych. Jego zdaniem sytuacja w której od czterech dni osiągnęły swoją maksymalną deklarowaną pojemność 40 tysięcy, nikt ich nie opuszcza, a wciąż przyjmują tysiące nowych reakcjonistów jest podejrzana. NRK odmówiło tak imperialistycznej ingerencji w samorządność gmin odpowiedzialnych za prowadzenie obozów. Dodatkowo, wszystkie osoby pracownicze je prowadzące są osobami członkowskimi Trzeciego Kolektywu, więc o jakichkolwiek prawidłowościach nie może być mowy. (…) Raport 3 maja 23 p.R Niestety, ale rezultaty prac komisji ds. milicji oraz trybunałów lokalnych okazały się druzgocące. Lokalne komitety milicyjno-porządkowe wykorzystując swoją pozycję rozpoczęły pobieranie haraczy od osób mieszkańskich gmin w postaci jedzenia, węgla oraz paliwa, których dystrybucje uzurpowały. Jednocześnie w niezrozumiały sposób system losowania sędziów trybunałów lokalnych został całkowicie wypaczony, skutkując wytworzeniem się kasty stałych sędziów będących w komitywie z lokalnymi służbami milicyjnymi. Podczas posiedzenia NRK uznała to za efekt młodości ustrojowej i została zmuszona do jednogłośnego przegłosowania uchwały o bezpośrednim nadzorze komisji ds. milicji oraz trybunałów lokalnych nad tymi aspektami Komuny. Spośród osób członkowskich Trzeciego Kolektywu zorganizowana została Komunalna Służba Milicyjno-Sędziowska, której osoby przedstawicielskie ruszyły objąć nadzór nad gminami. We wszystkich gminach spotkało się to z oporem i wiele osób przedstawicielskich zginęło. Nie chcemy ponownej bezpośredniej interwencji wojskowej więc prosimy o dostawę środków przymusu bezpośredniego: broni maszynowej, wozów opancerzonych, czołgów. (…) Raport 12 maja 23. p.R. Siłom KSMS udało się objąć opieką ostatnią gminę stawiającą opór. Mimo swej nieliczności zadanie udało się zrealizować dzięki poparciu społecznemu dla działań NRK. Ilość ofiar interwencji szacowana jest na zaledwie 19 tysięcy. Nowe osoby ochotnicze z wielką chęcią wstępują do służby w lokalnych Milicyjnych Oddziałach Porządkowo-Sądowych podlegających KSMS. Aby uniknąć podobnych sytuacji osoby ochotnicze składają przysięgę wierności NRK. (…) Raport 15 maja 23 p.R. Śledztwo wykonane przez specjalny zespół KSMS wykazało, że wiele osób mieszkańskich podczas wypełniania ankiet nie przedstawia swoich rzeczywistych potrzeb, lecz dokonuje aktu sabotażu. Proszą one o znaczące dobra z których potem w ogóle nie korzystają. Dokonane zostały aresztowania 2341 osób. Swój sprzeciw zgłosił niezależny członek NRK Enest Bobaz, który wskazał na brak podstawy lewnej i złamanie konstytucji NRK zapewniającej lewo do zapewnienia potrzeb, niezależnie jak dużych. Sprzeciw został odnotowany. (…) Raport 18 maja 23 p.R. Długotrwałe przesłuchania aresztowanych osób sabotażystów przyniosły zaskakujące informacje. Wielu z nich przyznało się do działania z inicjatywy samego Enesta Bobaza. Natychmiast został on aresztowany. Wydany został wyrok śmierci. W samo południe dokonana została egzekucja wszystkich osób zdradzieckich. Bobaz intensywnie wyzywał członków NRK i podważał wyrok śmierci jako nieobecny w lewie Komuny Bździszewskiej. Po egzekucjach decyzją NRK kara śmierci została wprowadzona do kodeksu karnego w przypadku zdrady. Odbyły się także wybory uzupełniające i 40 osoba członkowska NRK należy do Trzeciego Kolektywu. Pozwoli nam to na skuteczną pracę tego kluczowego dla trwałego funkcjonowania Komuny Bździszewskiej organu. Dzięki zdarzeniom ostatnich dni znacząco zmniejszy się zapotrzebowanie Komuny na zewnętrzne dobra. Niestety ogródki społeczne nie osiągnęły oczekiwanej wydajności i w związku z tym wciąż będą potrzebne stałe dostawy żywności. NRK założyło komisję ds. rolnictwa, której zadaniem jest zdjęcie ciężaru odpowiedzialności z przeciążonych zadaniowo gmin i rozwiązanie problemu żywnościowego. Założona została także komisja ds. infrastruktury, której celem jest wydajne zarządzanie wszelkimi zasobami nieruchomymi. Nowa komisja edukacji komunalnej objęła pieczę nad szkolnictwem i obozami reedukacyjnymi. Podjęliśmy też ważną decyzję o powołaniu gminnych osób komendanckich. Będą one reprezentować NRK w gminach oraz prowadzić obrady walnych zgromadzień osób mieszkańskich. (…) Raport 21 maja 23 p.R Informuję, że najnowsze ankiety potrzeb niemal w całości wróciły niewypełnione. Choć wstrzemięźliwość można uznać za wspaniałą postawę, trudno nam uwierzyć w całkowity zanik potrzeb osób mieszkańskich. W związku z tym założona została komisja ds. dystrybucji, która określi potrzeby każdej osoby i poprzez zarządzane nią komitety dystrybucyjne i produkcji zapewni powszechne szczęście. Tym samym stworzyliśmy wydajny oddolny system w którym lokalne walne zgromadzenia odpowiadają za komitety sekspracownicze oraz ankiety pomocnicze. Projekt systemu idealnego wydaje się być bliski realizacji w warunkach liczącej aż 934 000 osób mieszkańskich Komuny Bździszewskiej. (…) Raport 23 maja 23 p.R Najnowsze ankiety wykazują 96% poziom zadowolenia z systemu pośród 931 000 osób mieszkańskich. (…) Raport 25 maja 23. p.R Najnowsze ankiety wykazują 100% poziom zadowolenia z systemu pośród 893 000 osób mieszkańskich. Jest to niezwykłe osiągnięcie w mieście w którym jeszcze niedawno żyło zaledwie 564 000 osób mieszkańskich. Siedem osób członkowskich NRK złożyło interpelacje dotyczące działań szeregu komisji. W związku z tym przeprowadziliśmy głosowanie i usunęliśmy je ze swych stanowisk. Osobiście desygnowałom tymczasowych członków NRK, a wybory uzupełniające wyznaczyłom na maj roku 24. Raport 26 maja 23. p.R W wyniku śledztwa które wykazało nadmierną ilość zachowań heteroseksualnych wśród osób dorosłych NRK podjęło decyzję o powołaniu komisji ds. edukacji seksualnej, która otrzymała także zwierzchność nad komitetami sekspracowniczymi. Wprowadzona została również prohibicja na produkty alkoholowe. Spowodowało to drobne niepokoje społeczne w związku z czym zmobilizowane zostały wszystkie oddziały KSMS i MOPS. Raport 27 maja 23 p.R Jestem zmuszone poinformować, że w wyniku zamieszek część gmin znajduje się poza kontrolą NRK. Faszystowscy toksycznie męscy sabotażyści nazywający siebie Czwartym Kolektywem tworzą w nich alternatywne komitety odbierające należny NRK nadzór nad naszym oddolnym systemem. Powołana została specjalna komisja ds. pokoju, która ma znaleźć przyczynę obecnej przemocy. Raport 28 maja 23 p.R Informuje, że komisja ds. pokoju wykazała zatrważające wyniki. Współczynnik feminizacji wśród osób identyfikujących się z tzw. czwartym kolektywem wynosi zaledwie 47%. Cały projekt Komuny Bździszewskiej padł ofiarą męskiego spisku. W związku z tym ogłosiłom specjalne głosowanie NRK nad projektem przymusowej tranzycji, aby ochronić osoby mieszkańskie przed ideologiczną indoktrynacją. Projekt został odrzucony 17 do 23. Wszystkie osoby członkowskie głosujące przeciw zostały w trybie pilnym usunięte z Trzeciego Kolektywu. Aż 11 z nich natychmiast ogłosiło dołączenie do czwartego kolektywu. Ogłosiłom kolejne głosowanie mające na celu usunięcie zdrajców ze struktury NRK, które przegrałom 17 do 23. Skutkiem tego w NRK zapanował niebezpieczny dla demokracji system dwupartyjny, a sam Trzeci Kolektyw stanowi mniejszość w Radzie. Przedstawiciele czwartego kolektywu zgłosili wotum nieufności wobec mnie na stanowisku przewodniczego rady z uwagi na rzekome prześladowanie osób męskich. Głosowanie odroczyłom do dnia jutrzejszego. Dzisiaj wieczorem spotkałom się z niezależnymi osobami radnymi. Dzięki swym niezwykłym zdolnościom krasomówczym i rozdaniem ksiąg Wielkiego Mistrza Budzimira I przypomniałom im o ideach Pierwszego Kolektywu, które wreszcie mogą zostać w pełni zrealizowane. Trzy z nich ponownie zapisały się do Trzeciego Kolektywu. Jestem pewne pozytywnego rezultatu głosowania. Na wszelki wypadek odbyłom też szereg spotkań z oficerami KSMS i wspólnie został opracowany Plan Ocalenia Komuny. Raport 29 maja 23 p.R Dziś w godzinach porannych odbyło się głosowanie nad wotum nieufności. Wynik stanowił remis 20 do 20. Ten silny mandat uzyskany od NRK uświadomił mi, że losy Komuny nie są jeszcze przesądzone. W związku z tym postanowiłom wdrożyć POK i ogłosiłom się Naczelniczym Komuny Bździszewskiej. Lojalne rządom lewa siły KSMS dokonały internowania osób głosujących za i przeciw wotum nieufności. Wiele z wyprowadzanych osób członkowskich krzyczało, że kłamało co do swojej tożsamości płciowej i tak naprawdę zawsze byli mężczyznami. Spisek trwał od samego początku Komuny Bździszewskiej i tylko ja mogę ją uratować. Tylko ja wiem jak zaprowadzić lewdziwą wolność i równość. To ja wiem, co jest dobre dla wszystkich i nikt mnie już w tym nie ograniczy. Wydałom edykt o konieczności całkowitej pacyfikacji gmin wypowiadających posłuszeństwo NRK jako stanowiących zagrożenie dla idei anarchokomunizmu. Dozwoliłom na wszelkie środki przymusu bezpośredniego i wprowadziłom osobnicze kwoty zlikwidowanych zdrajców. Ogłosiłom również projekt przymusowej tranzycji, która rozpocznie się od noworodków i będzie kontynuowana u coraz starszych osobników płci prawidłowej. Raport 30 maja 23 p.R Doszło do zamachu na moje życie i to ze strony osoby tożsamościowo, a nawet i biologicznie żeńskiej! Przechodziłom obok niej i ta splunęła mi pod nogi. Zamach pozostawił moje ciało pokryte przyszłymi bliznami i zdeformowane, ale moja wola nigdy nie była silniejsza. Ja samo zrealizuję POK i Bździszewo przetrwa 1000 lat! (…) Raport 7 czerwca 23 p.R Moja kontrola nad obszarem Bździszewa się kurczy. Mimo dziesiątek tysięcy osób męczeńskich pod kontrolą moich lojalistów znajdują się już tylko trzy gminy. Czwarty kolektyw rośnie w siłę i chodzą słuchy o ich nowym porywającym tłumy członku, który jest jakimś podłym męskim maszynistą. Ja się nie poddam! Dopóki żyje choć jedna osoba lojalna nie przestanę walczyć z mojego bunkra o lepsze jutro. Budzimir nie wystraszył się Gierkemiasza, a ja miałobym uciec przed kolejarzem? (…) Raport 9 czerwca 23 p.R Halo, czy mnie słychać? Dziś oddziały czwartego kolektywu wkroczyły do ostatniej lojalnej dzielnicy. Rodzeńskie pozdrowienie przesyłam osobom walczącym przy „Czajce” i wszystkim walczącym, gdziekolwiek się jeszcze znajdują. Jeszcze Komuna Bździszewska nie zginęła! Niech żyje Trzeci Kolektyw! [Od tego czasu wielokrotnie zapętlone zostało odczytanie tezy aktywiszcza] Julke Połacne zwane Aktywiszczem To jedno z kluczowych Świętych Ludzi Trzeciej Tezy Antagonistycznej. Patroniszcze Równości, Inkluzywności i Sprawiedliwości Społecznej (często przez zwolenników określane mianem Slewiedliwości). Osoba założycielska i wieczne przewodniczące Trzeciego Kolektywu. Czterokrotnie zakażone rzeżączką, dwukrotnie kiłą, siedmiokrotnie chlamydią. Nigdy wirusem niedoboru odporności.Aktywiszcze urodziło się i spędziło pierwsze lata życia w leśnej rodzinie kanibali we wschodnim Neomezycie. Jeszcze jako Julia było grzeczną córeczką i razem z siostrzyczką Basią przyprowadzały do domu rodzinnego wielu pedofilów, których obróbka pozwalała się wyżywić. W okresie rewolucji siły monarchistyczne zorganizowały zbrojne pedokomanda i zrekrutowały wszystkich chętnych do walki w Hirschbergii, co dla tej rodziny oznaczało głód. Ojciec najpierw pożarł ich matkę, a potem Basię, a Julka uciekło z domu. Schronienie odnalazło jako Tezoferariusz przy Domie Tez w Rektum. Jako, że w tamtych czasach przyjmowano wyłącznie chłopców, Julka przyjęło męską tożsamość pod imieniem Julian. Dom Tez zapewnił Aktywiszczu wykształcenie. Przystąpiło ono nawet do egzaminu na podtezego Hirschberskiej Tezy Antagonistycznej. Część teoretyczną zdało celująco, jednak podczas części fizycznej zostało odrzucone przez obrzydzonego żeńskimi organami Tezownika. Po tym zdarzeniu Aktywiszcze ponownie zbiegło, tym razem do Hirschbergu. Tam dołączyło do Drugiego Kolektywu, młodzieżówki Partii Komunistycznej Narodów. Życie w partyjnym skłocie, skupione na miłości, pozwoliło aktywiszczu odkryć niezwykły świat chorób wenerycznych i tożsamości płciowych. Wtedy też przyjęło ostateczne imię Julke i tożsamość Fioletowego Dziczka pod Leśnym Młynem. Idee komunistyczne bardzo się podobały Aktywiszczu, jednak przeszkadzała jenu pustka duchowa. Kiedy kazania doktora Feldorma zyskały na popularności i publicznie na jaw wyszła jego gejoza, Aktywiszcze natychmiast zainteresowało się tematyką. Szybko zrozumiało, że Gej odkrył ścieżkę do prawdziwej nowoczesnej syntezy idei polityczno-religijnych i zorganizowało Komitet Poparcia Geja. Sparaliżowany doktor Feldorm trafił pod opiekę komitetu, mimo sprzeciwu konserwatywnych środowisk naukowych skoncentrowanych wokół Sieckiego-Krama. Rozpoczęło to trwającą do dziś schizmę Trzeciej Tezy, konflikt teologiczny o dziedzictwo Geja. Komitet Poparcia Geja wkrótce potem uległ przekształceniu w Trzeci Kolektyw, drugą oficjalną młodzieżówkę Partii. Zapewniali doktorowi Feldormowi iście hulaszcze życie, ale nie poprzestali tylko na tym. Razem z innymi osobami członkowskimi Aktywiszcze sporządziło tekst dzisiejszej Tezy Aktywiszcza i rozpoczęło wielkie protesty mające na celu uczynienie jej Trzecią Tezą Antagonistyczną. Ostatecznie wygrała koncepcja Siecko-Kramistów i Trzecią Tezą stały się pierwotne nauki Geja. Aktywiszcze uważało to za potwarz i kompletne zaprzeczenie ideom doktora Feldorma. Zdaniem Aktywiszcza Gejowi w ogóle nie chodziło o „kosmiczne bzdury”, lecz o „stworzenie nowoczesnego inkluzywnego społeczeństwa wolnych kobiet i wszystkich innych”. Trzeci Kolektyw kontynuował promowanie tej wizji Wszechbudzimiryzmu. Aktywiszcze rozpoczęło pisanie religijnych książek dla dzieci takich jak „Przygody ostrej temperówki Bronisławy”, „Moja Dziewczyna-Wilkołaczyca”, „Toksyczny Kapitał Męski” czy też „Baśń o Transmisi Józi Kum-Kum”, która zapoczątkowała całą serię książek o transmisji Józi. Te uzyskały wielką popularność. Aktywiszcze zaczęło publicznie pojawiać się wyłącznie w towarzystwie trzymanej przy sobie pluszowej misi z którą konsultowało swoją agendę, a także czule ją pieściło. Trzeci Kolektyw jako oficjalna młodzieżówka Partii korzystał z przywileju organizowania protestów w całym kraju, zaprowadzając parytety w licznych instytucjach, a nawet wymuszając akceptacje przez Wszechbudzimiryzm Podtezych płci żeńskiej, co nie ograniczało się tylko do Trzeciej Tezy, ale objęło również Tezę Hirschberską. Jednym z wielkich programów Aktywiszcza było zorganizowanie pomocy psychologicznej w barach i klubach nocnych. Julke uważało, że rozmowa pomaga przy każdej trudności, szczególnie jeśli kończy się rekrutacją do kolektywu. Aktywiszcze było także zwolennikiem wszelkich kontaktów, preferowanie seksualnych z Dzikimi ze Wschodu. Organizowało rozliczne wypady koedukacyjne, które przyniosły państwu ziarniaki pachwinowe oraz wrzody weneryczne. Jednocześnie promowało medycynę alternatywną opartą o dziwne grzybicze substancje zwane antybiotykami. Klasyczne metody, oparte w nauce gusła i homeopatię uważało zaś za nieskuteczne. Inną formą kontaktu z Dzikimi były propozycje pozyskiwania od nich gazu energetycznego, który miał wspomagać energetykę odnawialną, zastępując Weerlandzki węgiel i uran. Poskutkowało to gigantyczną niechęcią południa kraju wobec Trzeciego Kolektywu. Aktywiszcze się nie poddawało i próbowało udowodnić niebezpieczeństwa energetyki atomowej poprzez wykolejenie pociągu ze zużytym paliwem jądrowym. Skutkiem był spadek cen kotletów guzowych. To z jednej strony poprawiło relacje z większością Weerlandczyków, ale z drugiej tylko bardziej przekonało ich do atomu. Na dziesiątym walnym zgromadzeniu Trzeciego Kolektywu w lutym 23 roku po Rewolucji zarzucono Aktywiszczu zbytnie skupienie się na kwestiach społecznych, zamiast gospodarczych. Te odrzekło, że jeszcze wszystkim pokaże i tego samego dnia spotkało się z samym I Sekretarzem KC KPN Ferdynandem Faradobusem. Dwa miesiące później rozpoczął się projekt eksperymentalnej Komuny Bździszewskiej. Kolejne miesiące okazały się bardzo kosztowne dla Ludowo-Demokratycznej Republiki Narodów, gdyż potrzeby Komuny wyczerpały krajowe rezerwy złota i innych cennych kruszców. Celem sfinansowania projektu kraj musiał wziąć wysokooprocentowane pożyczki zagraniczne, których spłata pogrążyła gospodarkę. To przyczyniło się do rewolucji monarchosocjalizmu, jedynego słusznego ustroju. Zaiste, wielki jest kunszt i dobroć Aktywiszcza. Pod koniec aktywności Komuny Bździszewskiej część niezadowolonych członków Trzeciego Kolektywu i mieszkańców komuny założyło nową organizację zwaną Czwartym Kolektywem, który rozpoczął zbrojną walkę o władzę. Ostatecznie Aktywiszcze utraciło wszelkie wpływy i zniknęło bez śladu, zaś Czwarty Kolektyw uznał się za tymczasową władzę Komuny Bździszewskiej. KC KPN ogłosiło zakończenie eksperymentu i armia LDRN spacyfikowała liczącą 234 000 mieszkańców komunę w dwie godziny. Projekt został uznany za „umiarkowany sukces, którego nie będzie potrzeby powtarzać”. Dziś wiele ulic w Socjalistycznym Królestwie upamiętnia Komunę Bździszewską. Samo Aktywiszcze nigdy się nie odnalazło. Nie znaleziono też ponad 90% złota, diamentów i innych cennych towarów, które zostały dostarczone w trakcie funkcjonowania komuny. Członkowie Trzeciego Kolektywu ogłosili, że po osiągnięciu pełnego oświecenia, Aktywiszcze przyjęło formę niematerialną w ramach Ostatecznej Tranzycji, a Mistrz Budzimir VI ogłosił je Świętym Człowiekiem. Ostateczna Tranzycja stała się jedną z głównych aspiracji części zwolenników Trzeciej Tezy. Po rewolucji monarchosocjalistycznej Trzeci Kolektyw odciął się od poprzedniego systemu i stopniowo odbudowuje swoją pozycję jako niezależna organizacja. Myśl polityczna Aktywiszcza zyskała szczególną popularność w Gubernii Aralskiej. Prócz prawdziwej równości Aralczycy w oparciu o największy sukces Komuny Bździszewskiej: obozy reedukacyjne, stworzyli nowoczesny system obozów pracy wypoczynkowej. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2084;image) Symbolem Aktywiszcza jest pluszowa misia. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Są to prawdopodobnie najbardziej kolorowe i różnorodne regały spośród wszystkich Świętych Ludzi. Można tam znaleźć zarówno utwory Aktywiszcza, jak i biuletyny Trzeciego Kolektywu, a także poradniki mody, spis wszystkich tożsamości płciowych świata, podręczne przybory do czczenia aktywiszcza miłością i wiele innych kobiecych ksiąg, akcesoriów. Ta przestrzeń Domów Tez przyciąga członków Trzeciego Kolektywu, a także biologicznie żeńską część współczesnej młodzieży. Co ciekawe zauważono, że czasami zachodzą tam również najbardziej męscy zwolennicy Inteligenta, a dyskusje przyjmują inną, bardziej pokojową formę niż przy półkach Geja. Znacznie gorzej sprawy się mają, gdy przychodzą członkowie Czwartego Kolektywu i inni zwolennicy Kolejarza… Jako Święty Człowiek Trzeciej Tezy Aktywiszcze nie posiada własnych dedykowanych kapliczek. Wciąż jednak bardzo aktywny jest program pomocy psychologicznej w postaci barowych konfesjonałów zapewniających anonimową ulgę dla młodych budzimirystów. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2082;image) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Grudnia 02, 2025, 11:26:01 Wasserfrau (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2088;image) Mit eulański o pochodzeniu wilgoci. Sucho. Było wszystko suche. Nie było rzek, deszczu. Ani drzew, krzewów. Traw i porostów. No źle było. Sucho. I ludzie też byli zasuszeni. I ptaki. Ale kleszczy nie było. A teraz są. Teraz jest lepiej. Wilgotniej. Ale dlaczego tak jest? Dlaczego tak nie było? Nie wiemy. Nie wiemy dlaczego tak nie było. Wiemy dlaczego tak jest. Najpierw tak nie było. Wody nie było. Na zboczach Eulenhügel. Ludzie piachem byli wypełnieni. Jak worki z piachem. Suchym piachem. Mokry piach to błoto, a nie było błota. Byli oni smutni. Ale nie mogli płakać. Łzy są mokre. Nic nie miało sensu. Był dzień. Słońce jest suche. Słońce było. Ona przyszła. Wasserfrau. Spytała. Czemu tak sucho? Nikt nie wiedział. Czy coś zrobić? Poprosiliśmy. Ale co? Żeby było inaczej. Ale jak inaczej? Mokro. Myślała. Długo. Wymyśliła. Siadła na zboczu. Ale najpierw na nie weszła. Wtedy siadła. Nogi rozwarła i sikała. Wcześniej nikt nie sikał. Ona nam pokazała jak. Kobiety umiały jak ona. Mężowie tak nie umieli. I sprowadziła. Strumień wartki płynął z ferworem ze Świętego Łona Wasserfrau. Koloru był szlachetnego bursztynu, a mocą jego inne źródła zewsząd na zboczach wzgórz wybiły z sykiem w uszach świszczącym. Łączyły się one w większe potoki, a również i te strome doliny ku sobie nakierowały. Aż powstały rzeki między wzgórzami się wijące, niczym wodne węże. Żar bijący z nieboskłonu począł nagrzewać świętą wodę. Zewsząd para się uniosła i ku górze powędrowała. Wśród błękitnych eterów, niby baranki, białe obłoki się uformowały, a z nich spadł złoty deszcz. Ziemia od niego namokła i zieleń z niej wybiła. Wszelkie zboża, drzewka owocowe i warzywa porosły dając nam strawę. Napiliśmy się daru Wasserfrau po raz pierwszy my, ludzie, ale i zwierzęta, a piachy wewnętrzne nam namokły, mięsiwa tym samym uformowały. I przez nas poczęły płynąć strumienie i rzeki czerwieni, na podobieństwo Jej błogosławieństwa. Woda stała się konieczna, by życie nasze podtrzymać. Padli zatem nasi przodkowie na kolana przed Wasserfrau i ubłagali, by nigdy nie przestała darem swoim się dzielić. Ta rzekła, że nadejdą kleszcze, ale niska to była cena. Ta rzekła, że tylko kobiety rzek mogą doglądać, ale niska to była cena. Ta rzekła, że wilgoć jest święta i nie każdy jest jej godzien, ale niska to była cena. Ta rzekła, że jeśli nie zaakceptują jej jak jest najgorsza, to nie zasłużą na to, kiedy jest najlepsza, ale niska to była cena. Ta rzekła, że tylko ona po swej wodzie stąpać może, ale niska to była cena. Ta rzekła, że nie wolno używać ognia, ale tu postawili przodkowie granicę i zakaz odrzucili. I na zawsze było już mokro. O tym jak Mistrz Budzimir IV poślubił Wasserfrau, Kronika Hirschberska Ostatnie śniegi się stopiły, odsłoniwszy kwiaty fekalne przecznic Hirschbergu, a Mistrz Budzimir uznał, że to już czas. (…) Na galerze ruszyli misjonarze w dół Rzeżuchy, a do Sowich Wzgórz była daleka droga. Zniecierpliwon Budzimir sam do pracy się imał i we własne ręce bicz chwytał, by wioślarzy smagać i pospieszać. Szóstego dnia dotarli oni do pierwszej wioski Eulanów. Pokrzykiwali oni z brzegu i ciskali dzidami. Strzelił do nich z muszkietu Budzimir, a tłumacza spytał, czemu to tak się rozeźlili. Odrzekł tłumacz, iże Eulanie pływanie po powierzchni wody uznają za tapu, a te śmiercią karzą. Skrzyczał go wówczas Budzimir, że to od razu ostrzec go należało, a szczęściem wioska ta na niewielką wygląda i można odpowiednio sprawy naprostować. Gdy wyrżnęli ostatniego z dzikich, aby nikt o tapu złamania dalej nie przekazał, tedy do kolejnych wiosek ruszyli pieszo. W drugiej wiosce Eulanie przychylnie drużynę przywitali. Kobiety ich, jak to baby, ale chłopy brudem były jak łuską pokryte, a odór mieli okrutny. Poprosił Budzimir, aby do kapłanów, szamanów, albo innych, co posłuch mają go zaprowadzili, bo on w sprawach służby wierze. Nad rzekę ścieżkę dzicy wskazali, a tam błotnistą tamę i kopiec z gałęzi ujrzał, zaś z wody wyszły kobiety ciężkie kamienie dzierżące. Tak oto Budzimir raz pierwszy ujrzał Entrunki, kapłanki Wasserfrau, w stare liście i drwa odziane. Wiedział już dobrze, co istotne i zrazu spytał ile od swych wodzów daniny pobierają. Te odrzekły, że święta woda Wasserfrau daje im wszystko, czego potrzebują. Zaśmiał się Budzimir i rzekł, że całkiem to zabawne, a pytanie swe ponowił. One jednakoż tak samo odrzekły. Zadziwił się Budzimir, ale z ustaloną regułą postąpił i trzy dziesiąte zaoferował. Entrunki zaś odmówiły i niemoralnym nazwały odbierać ludziom, by one lepiej miały. Pytał Budzimir o inne dary i przywileje, które wiara słuszna mogłaby im przysporzyć, a niczego nie pragnęły. Zeźlił się wielce Budzimir, bo choć inny sposób znał, to znój go czekał. O audiencyję z Wasserfrau poprosił. Odrzekły Entrunki, że w głębi świętych rzek jej głos posłyszy, lecz ostrzegły, że tylko kobietom i mężczyznom, co miłości nie zaznali można skórę zmoczyć, a innych śmierć spotka. Zainteresował się tym Budzimir i począł je indagować. Spytał, co jeśli pada deszcz, a Entrunki rzekły, że wtedy mężczyźni pod strzechami się chowają. Spytał Budzimir, jak w takim razie mężczyźni piją, a Entrunki odrzekły, że z wielką rozwagą tak, aby nie zmoczyć nic poza wargami. Spytał, co jeśli ktoś takiego mężczyznę opluje, poty on wydzieli, albo na płacz go wzbierze, a one rzekły, że to tapu i z pewnością wtedy w rzeczny muł się rozpłynie. Spytał w końcu o śluzy kobiece, a odpowiedź go przeraziła. Poprosił wtedy Budzimir o czas i z mężami wioskowymi się poradził. Nos musiał przytykać i wypytał, czy dobrze im się z takim tapu żyje, a Ci rzekli, że nie, ale co oni zrobią, nic nie zrobią. Zagaił też i do kobiet. Spytał czego im nie wolno, a te rzekły, iż jeść grochu, fasoli, śliwek i wszystkiego, co gazy wewnętrzne wytwarza. Te bowiem mogą na powierzchnię wody wypchać, a to jest tapu. Nagotował tedy Budzimir grochówki i zapach jej rozniósł. Podstawiał im miski, prosił by się częstowały, po czym rękę cofał i mówił, że nie dla Eulanek to, to dla budzimirystów jest i sam wszystko spożywał. Wiedział już Budzimir, co robić. Wieś całą nad brzeg zwołał i ogłosił, że z Wasserfrau w rzecznych głębinach porozmawia. Entrunki dały mu dwa kamienie, jeden duży, a drugi mały i płaski, którego miał połknąć, by Wasserfrau go nie porwała. Cisnął nim Budzimir w rzekę i pięciu kaczek dokonał, a Eulanie z trwogą krzyczeli o kamieniu, który pływa. Pokazał wszystkim Budzimir sznur i ogłosił, że wkrótce on sam na nim zawiśnie. Wskazał na jedną z kobiet i gestem ku ziemi legnąć się jej nakazał. Ukazawszy przy wszystkich zaznanie miłości, pochwycił Budzimir większy kamień i w głębiny ruszył. Gdy dna sięgnął, wsłuchał się w szum, a Wassefrau spytała mową Weerlandu: „Czego tu?”. Budzimir o nawrócenie ją poprosił, a ta odmówiła. Rzekł zaś Budzimir „Choćbym sto razy miał Cię pytać, kiedyś się zgodzisz.” Wasserfrau utopić tedy Budzimira spróbowała, lecz nie mogła, a ten tylko się zaśmiał i ku brzegowi ruszył. Czekali wszyscy, a Budzimir powrócił. Orzekł, że pomówił z Wasserfrau i ta nawrócenie się pochwala, a tapu wszelkie zdejmuje. Ucieszyli się dzicy, lecz Entrunki temu zaprzeczyły i poczęły się z nimi wykłócać. Wioskę w harmidrze zostawił Budzimir, dalej ze swą drużyną ruszył. Dni mijały, a w wioskach wielu powtarzał Budzimir swe działania. Pytali go członkowie drużyny, czy rozdzielić się nie powinni, aby szybciej nieść wiarę. Uparł się jednak Budzimir, iż sam musi każdą odwiedzić, by z Wasserfrau pomówić. Gniew tej rósł z każdym ponowieniem pytania, lecz ni ona, ni Entrunki choćby z całych sił próbowały, utopić go nie mogły. Raz trafili na wioskę odległą, gdzie Entrunki inne tapu głosiły, a w nim wody tknąć nie mogli tylko mężczyźni, którzy miłości z kozami zaznali. I tam Budzimir misję swą wykonał. Do dalszych wiosek posłał jednak swych ziomków. (...) Jesień się już zbliżała, a każda jedna wioska była skłócona. Myślał Budzimir, że podbój łatwym by był, niby Neomezyt, jednak wojów Eulan potrzebował i Sowie Wzgórza same miały wierność ogłosić. Przyszły w końcu wielkie deszcze, zaś rzeki wezbrały i poczęły zalewać domostwa. Zebrały się wszystkie Entrunki w mieścinie Sauber i oskarżyły Budzimira o łamanie tapu, co gniew Wasserfrau przyniosło, a sik jej miał świat zatopić. Uznał Budzimir, że kapryśna jest Wasserfrau i wredna, bo chłopa nie ma, toteż ją poślubi. Krzyczały Entrunki, że ona go nie chce, a Budzimir orzekł, że warunek zaślubin został spełniony. Obiecał, iż tylko on może lud Eulan ocalić i umowy wspólnie z nimi spisanej zawarcie. Nakazał Entrunkom drogę do Świętego Łona wskazać, a większość Eulan go poparło, tako i one uczyniły. Galerą w górę rzeki Traun ruszyli, lecz nim Sowie Wzgórza opuścili, ku północy się zwrócili. Tam w zboczu otwór wielki Świętego Łona Budzimir ujrzał. Woda z niego z rykiem się dobywała, a im bliżej galera podpłynęła, tym szybszy i silniejszy był nurt, zaś ulewa się wzmagała. Wielką falę Wasserfrau nasłała i łódź w perzynę rozbiła. Sam jeden Budzimir dostał się na kamień i rytuały zaślubinowe począł odprawiać. Wrzeszczała Wasserfrau perunami, by go zagłuszyć, jednak głos jego, ryk byka, się przebił. Spytał w końcu Budzimir, czy ona się zgadza, a ta „Nie!” zakrzyknęła rytuał sankcjonując. Zrzucił tedy swe szaty Budzimir i do wody skoczył, ku Łonu płynąc. Praskała Wasserfrau z całych sił, lecz Budzimir był coraz bliżej, bliżej, a ta nie mogła na to poradzić. Wreszcie do Łona w całości wpłynął i związek tym samym skonsumował. Pochwycił Budzimir Wasserfrau za włosy, pięścią zęba jej wybił i spokój nakazał. Deszcze ustały, a rzeki opadły. Spytał raz ostatni, czy Wasserfrau się nawróci, a jako mąż za nią odpowiedział, że się zgadza. Potem w wiosce pobliskiej Budzimir i Wasserfrau, za ręce się trzymając, z wody się wyłonili. Mokrą Intercyzę spisali, a Entrunki jako kapłanki żony Budzimira przywilej praktyk swych na wodzie otrzymały. Tapu zaś za rady, nie przymus uznano. Budzimir szubienicę nakazał zbudować i zawisł na niej, aż jaźń potracił, a sznur ziomkowie jego ścięli. Tak oto Sowie Wzgórza Mistrz Budzimir IV nawrócił. Spytał jeszcze zebranych, czy szamani Wradów daninę pobierają, a ci potwierdzili. „Dobrze” rzekł i pot z czoła otarł. Artykuł z Der echter Hirshberger Entrunki wciąż blokują wysypisko śmieci w Vergen! Już od dwóch tygodni kapłanki Wassefrau uniemożliwiają pobożnym Hirschbergom pielgrzymkę do Świętego Portalu! Tysiące wiernych jest zmuszonych rozsypywać swoje dary na ulicach Vergen, jakby byli w**rlandczykami. Kryzys się nasila, a zaborcy są bezradni! Wszystko zaczęło się od ogłoszenia Króla Joksymila Faradobusa (39 l.) Świętym Człowiekiem Tezy Hirschberskiej. To była wspaniała, jedyna słuszna decyzja, zagwarantowana przez miłościwie nam panującego Króla Ametysta (25 l). Niech żyje długo i w dostatku! Spowodowała ona jednak przejęcie rynku wywozu śmieci przez Święty Portal do innego świata. Na terenie całej Hirschbergii straciły znaczenie ekologiczne Rzeczne Zsypy Komunalne. Skutkiem tego ilość niesionych przez rzeki śmieci gwałtownie spadła. Pozbawione głównego źródła materiałów na swoje świątynie, ubiory i pożywienie, entrunki wpadły w złowieszczy amok! Miały czelność oskarżyć kult Joksymila o wrogość wobec Wasserfrau i niszczenie naszych rzek! Te złogi dawnych wierzeń mają czelność podburzać ludność w stosunku do nowego, tradycyjnego i czysto hirschberskiego Świętego Człowieka! Swymi zamulonymi gębami twierdzą, że król Joksymil nie pasuje do Tezy Hirschberskiej i powinien trafić do Trzeciej Tezy. Wasserfrau pozwala sobie na coraz więcej i sprowadza na całą Hirschbergię złą pogodę! Zeszły rok był suchy i ciepły. Tak pozbawiła rolników plonów! W tym roku złośliwie wywołała mokre i łagodne lato, a to spowodowało spadek cen w skupach od zbyt dużych zbiorów! Wszystko gnije na polach, bo nie opłaca się tego zbierać! Ale czytelnicy, nie ma co się dziwić, że tak się dzieje. Jej mężem jest obecnie Budzimir VII, Derikor (47 l.), a kim z narodowości jest Budzimir VII? Ano właśnie! Dziś udało nam się skontaktować z Helgą Klompel (54 l.), szefową blokady i entrunką tamy Rattebor. Spytaliśmy ją, czy jej nie wstyd. Oto całość jej oświadczenia: -Blablabla, pierdu pierdu pierdu, my entrunki tralalalalalem. Jestem głupia i nie mam majtek. Gul Gul Gul Gul! Można je, w formie zupełnie niezmanipulowanej przez AI, odsłuchać na naszej stronie internetowej. Jak drodzy czytelnicy widzą, nie mają one żadnych argumentów na swoje postępowanie. Co więcej, sprawdziliśmy pochodzenie Klompel i jej prapradziadek ze strony matki nazywał się Zbyszko. Wystarczy lekko podrapać, a zawsze wyjdzie w**rlandczyk. „To niedobra o tym mówić”. Tak sprawę skomentował naszej redakcji sam król Ametyst. To dowodzi jego niechęci wobec blokady. Czas powiedzieć dość! W wyniku błędnych decyzji nasza Teza Hirschberska zaczyna być rozrywana wewnętrznie niczym kosmoheretycy, totumfaccy Geja. To jest wiara, a nie klub dyskusyjny! My, wszyscy Hirschbergowie domagamy się zerwania Mokrej Intercyzy i odrzucenia Wasserfrau z kanonu Wszechbudzimiryzmu. Do dzisiejszego wydania załączona została petycja na ten temat. Prosimy czytelników o jej podpisanie i nadanie do pałacu arcypatriarchy. Tej siły nawet w**rlandczyk Derikor nie powstrzyma! Wasserfrau znana także jako Baba Wodna, Pani Złotego Deszczu, Pierwsza Wilgoć, Matka Rura, Wieczysta Żona, Namulica. To hirschberska patronka rzek, jezior, deszczu i wszelkiej wilgoci o maksymalnym zasoleniu do 500 mg/l związków mineralnych poza ciałem, a 3.3 g/l we krwi. Ta dawna najwyższa bogini ludu Eulan z Sowich Wzgórz. Stanowiła dla nich źródło życia oraz praw codziennych. Tych strzegły Entrunki, kapłanki znane w języku weerlandzkim jako Topielice. Podczas wielkiej misji Mistrza Budzimira IV na północy, Wasserfau uległa jego dominującemu urokowi i została zmuszona się mu oddać, uznając nadrzędność budzimiryzmu. Akt ten, jedno z najbardziej romantycznych aspektów naszej wiary, upamiętniany jest pod postacią jesiennych szkolnych przedstawień zwanych moleskami. W ich trakcie hirschberskie dzieci starają się jak najwierniej odwzorcować zaślubiny i przywołanie Wasserfrau do porządku. Między Budzimirem IV, a Wasserfrau została zawarta Mokra Intercyza, pakt zatwierdzający budzimiryzację Sowich Wzgórz na wyjątkowych warunkach. Wasserfrau jako Wieczysta Żona wszystkich Budzimirów została uznana za Świętego Człowieka, a jej kapłankom pozwolono na dalszą posługę czczenia jej samej, nie pamięci o niej. Zachowane zostały również prowadzone przez nie Wodne Świątynie (Wassertempel). Dokładne zapisy Mokrej Intercyzy są przedmiotem sporu, gdyż oryginalny dokument rozpadł się od wilgoci zanim ktokolwiek go przepisał i pozostały tylko pieczęcie. Znane są wyłącznie sprzeczne podania ustne. Przykładem jest przywilej zatrzymania rzek w Hirschbergii. Część podań twierdzi, że tylko Entrunki mogą budować tamy i same podejmują o tym decyzje. Inne, że władza świecka może im to nakazać. Kolejne informują, że Entrunka, która zatrzyma wodę w celu innym niż budowa Wodnej Świątyni musi zginąć. Tama dla świątyni nie może jednocześnie pełnić żadnej dodatkowej funkcji. Jeszcze inne wspominają, że po śmierci Entrunki budującej tamę, tę należy zburzyć, a rzeka jest przeklęta przez 10 lat. W związku z tym przy budowie jakiejkolwiek, choćby najmniejszej zapory, lub wału przeciwpowodziowego na początku zatrudniona w urzędzie Entrunka wydaje nakaz budowy pretamy. Ta przygotowana jest przez lokalne Entrunki, które są następnie topione w powstałym zbiorniku w towarzystwie wykształconego guślarza. Po zatrzymaniu akcji serca guślarz przystępuje do resuscytacji, a pretama jest szybko burzona, zanim ten nie skończy. Podczas akcji ratunkowej nikt nie może dotykać przeklętej rzeki na jej całej długości. Entrunki wracają do życia, więc klątwa zanika. Wtedy firmy budowlane przystępują nie do budowy, lecz odbudowy właściwego obiektu w pełnej skali, gdyż Mokra Intercyza tego nie obejmuje. Całe szczęście, że mamy Entrunki. Bez nich nie można sobie wyobrazić powstania jakiejkolwiek tamy. Niestety, guślarzowi nie zawsze się udaje, więc część cieków Hirschbergii jest obecnie przeklęta. Na wszelki wypadek nie buduje się zatem zapór na głównych rzekach, takich jak Rzeżucha. Jako Święty Człowiek Tezy Hirschberskiej, Wasserfrau i jej wyznawcy są źródłem licznych kontrowersji. Wielu budzimirystów uważa, że jest ona zupełnie niepotrzebna i zajmuje tylko miejsce należne bardziej godnym upamiętnienia osobnikom. W domach tez często można usłyszeć pytania takie jak „Komu to potrzebne?”, „A dlaczego?”. Jest ona nienawidzona przez zwolenników Tezy Weerlandzkiej, którzy uważają ją za odstępstwo od światła Prabudzimira. Zwolennicy Trzeciej Tezy posuwają się jeszcze dalej, często kwestionując samo jej istnienie. Nawet wśród Hirschbergów ma ona wielu przeciwników, co jest skutkiem popularyzacji nowego kultu pamięci o Świętym Człowieku Joksymilu. Ten również wymaga darów odpadkowych, stanowiąc bezpośrednią konkurencję w teologicznym konflikcie śmieciowym. Jest to o tyle ważne, że Eulanki żywią się, tworzą ubrania, artefakty, a także budują swoje Wodne Świątynie wyłącznie z tego, co podarują im rzeki. Ostatnie stulecie uważają za czas wielkiego bogactwa. Pomagają w tym Rzeczne Zsypy Komunalne pozwalające na błogosławienie rzek z każdego zakątka Hirschbergii. Strata ich popularności może ostatecznie doprowadzić do katastrofy ekumenicznej. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2090;image) Symbolem Wassefrau jest wywierzysko. Nim są oznaczane stosowne półki w Domach Tez. Zgodnie z Mokrą Intercyzą nie znajdziemy jednak tam żadnych świętych ksiąg i zapisków, a jedynie wizytówki Entrunek oraz wskazówki dotyczące dotarcia do najbliższej Wodnej Świątyni. Stawiane są tam też rytualne spluwaczki, dzięki którym wierni mogą podzielić się swą wilgocią. Raz w miesiącu ich zawartość zabierana jest do Wodnych Świątyń i wypijana przez Entrunki. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2094;image) I to właśnie do Wodnych Świątyń zmierzają wierni Wasserfrau. Budowane są one z darów rzek na ich przebiegu. Entrunki najpierw stawiają tamę spiętrzającą wodę, a w jej pobliżu konstruują kopułę mądrości stanowiącą właściwą salę modlitw i archiwum. Wejście do niej znajduje się zawsze pod wodą. Zarówno Entrunki, jak i zwykli wierni dostają się tam idąc dnem jeziora z ciężkim kamieniem w rękach. We wnętrzu świątyń można znaleźć legowiska Entrunek, przestrzeń modlitwy oraz sterty świętych kawałków drewna na których wyryte są rozmaite inskrypcje w eulańskim proto-piśmie. Entrunki, choć same nie potrafią ich odczytać, twierdzą, że przekazują one nieskończoną mądrość i wieczną wilgoć. Stąd też w ramach rytuałów je kopiują. Wielu badaczy uważa, że te znaki nie niosą za sobą żadnych słów. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2096;image) Wodne Świątynie spotyka się niemal wyłącznie na terenie Królewskiej Guberni Hirschbergii oraz w północno-wschodniej części Guberni Zachodniej, a ich liczba stopniowo maleje. Na terenie Guberni Weerlandzkiej znajduje się tylko jedna. To świątynia w pobliżu Wielkiego Domu Tez w Laszkbergu, która musi być stale chroniona przez hirschberską mniejszość. Czcić Wassefrau można również pijąc wodę z naturalnych źródeł oraz kapliczek w postaci fontann. Największą popularnością cieszy się zlokalizowane w Sowich Wzgórzach Heiligerschoß, Święte Łono uważane za część samej Wasserfrau. Wielki Pałac Arcypatriarchy użycza Łona przez większość roku w cenie 50 loli za godzinę. Wyjątek stanowią dni w których aktualny Budzimir przybywa do Łona spełnić swój małżeński obowiązek. Wtedy kosztuje to 100 loli za godzinę. Wierni mówią, że kto się w nim nie zanurzył i nie opił na wzór Budzimira IV, ten nie wie, czym jest prawdziwe orzeźwienie. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2092;image) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Stycznia 18, 2026, 04:42:46 Lichwiarz (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2098;image) Przypowieść o koniecznym szczęściu. Żywot człowieczy od zawsze i po wieki wieków ino boleścią, nędzą i trudem jest przepełniony. Każdy jeden dzień niesie nowe oblicza najgorszych goryczy. Takim Prabudzimir świat pobłogosławił i praw natury zmienić nie można, a niewdzięcznikom zakończenie swej męki pozostaje. Cóż po życiu kresie nastąpi? Nie nam zajrzeć za całun jestestwa, ale kto przelotnej choćby radości w życiu zaznać nie zdoła, ten nie odróżni jej od złego i jak wtedy ma dobro duch jego znaleźć? Nie znał go i pewien rodowity Hirschberg, Maksymilian się zowił. Choć, w pełni uczciwie, majątek on niepojęty zgromadził, to i jego wątrobę pustka toczyła. Jak zarobił? A to nie o tym mowa. Krążył on na swej lektyce po południowej Hirschbergii i licznych Weerlandczyków spotykał. A nie ma na świecie istoty smutniejszej niż starsi bracia w wierze, a bez wątpienia uboższej. Pewnego wieczora ujrzał Maksymilian krąg ludzi wokół zdarzenia zebranych. I on zaciekawion sprawdził, co tam trwało, a była to bójka dwóch weerlandzkich chłopców. Tłukli się zaciekle małymi piąstkami, lecz się to dłużyło, toteż zakrzyknął Maksymilian do jednego z nich i sztylet swój mu użyczył. Kur nie zapiał, a w czerwieni leżał ten drugi. Pierwszy podszedł tedy, sztylet oddał, a połową mieszka zmarłego się podzielił. Radość wielka zapanowała i u chłopca, i u Maksymiliana, a i u tłumu całego. Zrozumiał on jedno. Gdy Hirschberg się dzieli, a Weerlandczyk pożycza, samo dobrodziejstwo z tego płynie. Zakasał Maksymilian swe posrebrzane rękawy i do pracy ciężkiej się zabrał. Parobkom swym budowę Banku Lichwy nakazał i szyldu ze złotem w rękę sypanym malunek. Posłał ich do wsi licznych, by krzykiem nowinę obwieszczali. Że dzielić się Lichwiarz swymi ruchomościami na czas określony pragnie, lecz tylko z Weerlandczykami. Zasiadł tedy za stołem i czekał. A oni przybyli! Pierwszy był kupiec z Gośliny. Rzekł, iż wizję ma na targ udany. Domy Tez licznych świec potrzebowały, a wosk pszczeli wysoki miał koszt. Umyślił kupiec, że z łajna tanio nowe świece zrobi i jako wosk pszczoły północnej w Weerlandzie drogo sprzeda. Krowy jednak do tego musiał zakupić i o pieniądze na to poprosił. A Lichwiarz mu dał. Druga była tęga kobieta z Grabiny. Karczmę na skraju Neomezytu założyć pragnęła, a w niej strawę ugryjską podawać. Spytał Lichwiarz, czy umie takową przyrządzić, a ta zaprzeczyła. Spytał, czy odwiedziła ziemię Ugrów, a ta zaprzeczyła. Spytał, czy zna Ugrów, a ta zaprzeczyła. Spytał, czemu zatem ugryjską, a ta rzekła, iż wiele dobrego o niej słyszała. Ona sama niczego w swym żywocie nie upichciła, lecz jej mąż dobry rosół zawsze nagotował. Wszelkie sprawunki miała obrachowane i o pieniądze na budowę karczmy poprosiła. A Lichwiarz jej dał. Trzeci był karciarz z Grochali, co dopiero do Hirschbergii przybył. Rzekł, iż wielka rozgrywka się szykuje, ale majątku na nią nie ma. Nigdy nic w swym życiu nie ugrał, ale czuł, że będzie to ten pierwszy raz. A Lichwiarz mu dał. Czwarty był młodzian z Przesieki. Bez wstydu rzekł, iż roboty imać się nie pragnie, a wyżyć z pasywnych przychodów planuje. Ciżby w Hirschbergu zakupić zamierzał, by na mniejsze je podzielić i biedniejszym podnająć, a część pustymi trzymać, bowiem cena ich miała ino rosnąć. O pieniądz w tym celu poprosił, bo sam niczego nie posiadał. A Lichwiarz mu dał. Piąty był dziad, co mówił, że z Jeleniogrodu pochodzi. Dobrego przed śmiercią pragnął zaznać. Pić, setki ladacznic poznać i do śmierci na bogato fetować w najlepsze stroje odzianym i służbą otoczonym. O zapomogę w tym celu prosił. Spytał Lichwiarz dziada, czy ten zstępnych miał, a dziad o czterech synach opowiedział, a każdego kochał bardziej niż poprzedniego. A Lichwiarz mu dał. Szósty był karciarz z Grochali, co wszystko przegrał. Rzekł, że trudniejszą rozgrywka się okazała, niż on liczył, lecz dociekł on już swych rywali i wie, jak się odegrać. A Lichwiarz mu dał. Siódmy był podtezy o licu uczciwym. Zapewnił Lichwiarz, że na Dom Tez to z niskim procentem zawsze da, a ten, iże na sprawunki prywatne potrzebuje. Spytany jakież to odrzekł, że jakby wyjawił, tedy wspólnikiem w zbrodni by Lichwiarz został. A Lichwiarz mu dał. I przychodzili, ósmy, dziewiąty, setny, aż rachubę mógłby kto inny niż Lichwiarz potracić. Każden jeden cyrograf podpisywał, a Lichwiarz mu dawał. Aż on sam nie miał z czego, to i swych parobków ponownie jako heroldów w cztery strony świata posłał. Wieścili oni, że każdy Hirschberg może użyczyć Lichwiarzowi, a ten więcej potem odda. Posłuchali się oni i Lichwiarzowi z pomocą nadchodzili. A gdy czas zapłaty przyszedł, wszyscy Weerlandczycy powrócili. Kupiec świecami swymi handel wyłączny przejął. Karczma po paleniskowym przełomie w szwach pękała. Karciarz każdego ograł. Młodzian mógł bez znoju wyżyć. Dziad na dzień przed śmiercią synów w niewolę sprzedał i długi spłacił, aby oni ich nie dziedziczyli. Nowy tezownik smucił się ze śmieci poprzednika, ale z majątku Domu Tez i on sprawy rozliczył. Nikogo nie było, kto by ździebko szczęścia, choćby chwilowego, dzięki darom Lichwiarza nie uzyskał. Nawet, jeśli nie mieli z czego się spłacić, to z wątrób ich tej radości i rozżarzone szczypce wyrwać nie potrafiły. A Lichwiarz swym awantażem z Hirschbergami począł się dzielić i wszyscy mieli tylko lepiej! Dobry weerlandzki budzimirysta bowiem zawsze u Lichwiarza dług poweźmie, a hirschberski Lichwiarzowi w szczytnej pracy jego zapomoże! Kto zgody na to swej nie da, ten człowiekiem jest grzesznym i na nic poza śluzem ślimaczym nie zasługuje. Weerlandczyku! Szczęście jest twym obowiązkiem i jeden tylko jest sposób miły Prabudzimirowi, by je pozyskać. Zaweź lichwiarzowe zobowiązanie i zmień harówę na radość. Hirschbergu! Dopomóż Lichwiarzowi i pożycz mu, co Twoje, a i Ty na tym ino dobrobyt odnajdziesz! Przypowieść o koniecznym nieszczęściu. Chwile radosne są warte po stokroć więcej niźli bolesne, toteż równowaga świata wymaga, aby sto razy mniej ich było. Na stu biedaków winien być jeden bogacz, na jeden triumf, sto porażek. Na jednego u władzy stu, którzy mu służą. Czym bowiem jest szczęście, jeśli zabraknie nieszczęścia? Jak je tedy odróżnić i ku lepszemu dążyć? Jak do czegoś dążyć, gdy ma się wszystko? Próżniactwa należy się wyzbyć, przeto złe jest nam potrzebne! Tego nie rozumieli onegdaj Weerlandczycy. Gdy Lichwiarz zapewniał im wszystko, ino radość mieli oni w wątrobach. Tłumy do banku wędrowały i ręce swe po żeliwne monety wystawiały. Aż pewnego dnia Lichwiarz dał ostatniemu Weerlandczykowi i każdy jeden dług u niego miał. Harcowali oni bez rozsądku. Miast bimbru zgniły sok z winogron południa sprowadzali. Na przyrodzenia swe kozie jelita nakładali, by przyjemność zyskiwać bez siania potomstwa. Mięsiwa odrzucali na rzecz zielonych paskudztw surmszczyzny. Hirschbergowie zaś coraz mniej raźnie się dzielili, bo niewiele na tym uzyskiwali. Zapatrywał jednak Lichwiarz, że szczęście Weerlandu nadrzędnym było celem. Błogosławieństwo Prabudzimira zaś słabło i piecza jego. Przyszedł taki dzień, że tego było już zbyt wiele. Zasłona świata pękła, zaś dziura w samym Spitzerze się objawiła. Ziemie wokół wstrząsnęło, a z jego szczytu buchnął dym bez ognia. Nie topiona skała poczęła uchodzić, lecz śluz pełen ślimaków, a smród był nie do zniesienia. Potem posłyszane było łkanie, a tedy ryk gniewny, zaś obłok nad Spitzerem przybrał lico postaci nieludzkiej. Przybywajcie- Zakrzyknął Gierkemiasz. I przybyły wszystkie, nawet Kurduple. Nie na Weerland ich szał uderzył, lecz na Hirschbergię, która tak nieopatrznie dobrami swymi się dzieliła. Popioły na te ziemie opadły, a wraz z nimi głód i ciemność. Złe Kurduple przemierzały krainę i nawet Lachtprügel zapłakał nad krzywdami, które na Hirschbergów sprowadzały. A gdy spróbował je powstrzymać, tedy tak go zbiły, że dziesięć wiosen przy Bautzen w kłąb zwinięty leżał. I Lichwiarz postanowił Hirschbergię ocalić poprzez zwiększenie rentowności obligacji sprzedawanych Hirschbergom. Aby środki na czyn ten wielki pozyskać, ogłosił on słusznie, że prowizje przy spłacie należności wrosną z proporcją zgodną do ich wielkości. Nikt wśród Weerlandczyków zaś nie miał większego długu, niźli sam Wielki Mistrz Budzimir IV. Nasz duchowy przewodnik szybko się pokwapił do Hirschbergu, co by braciom swym z Północy dopomóc. Gdy Arcypatriarcha był w swej drodze, spotkał się Lichwiarz z królem sędziwym. Wspólnie o dobrze narodu prawili i Hirschbergii przyszłości. Lichwiarz zrozumiał, że tylko tron monarszy trwałość zapewnić może, to i króla na dziedzica banku swego wyznaczył. Przybył w końcu Budzimir do banku i rzekł, że wszystko Lichwiarza jest winą. Zbyt bowiem zachłannie dobrodziejstwem swym się dzielił. Zbyt dużo pomyślności balans przyrody nadwątliło i nikczemną wolę Gierkemiasza sprowadziło. Znał on jednak sposób, by upadek ten powstrzymać. -Cóż mi robić?- Spytał się Lichwiarz. -Więcej z Was Weerlandczyków wyzyskać nie mogę, bowiem spłacać się przestaniecie. -Wybacz mi o przyjacielu. Jedno jest na to rozwiązanie, w ofierze źródło kabały złożenie. -Odrzekł Mistrz Budzimir IV. Wzbraniał się krótko Lichwiarz, lecz zrozumiał po dobroci, że jeden jest skutek nadmiernej dobroci! Ręce swe rozłożył. Pierś dumnie wypiął. Modlitwę na usta swe przyodział. Budzimir sztylet zaś pochwycił, raz jeszcze przeprosił, i z sił całych dźgnął Lichwiarza w trzewia, a widmo Gierkemiasza nad Sptitzerem się rozpierzchło. Rozpruł Budzimir jego brzuch i sole począł nań sypać, a z każdym okruchem popiół z pól znikał. Cynę płynną na oczy Lichwiarzowi wylał, a oślepiło to Kurduple i Hirschbergowie je przegonili. Rzemieniem bił jego męskość, aż ta odpadła, a zdrowe słońce nad horyzontem wzeszło. Do dnia kolejnego trwał rytuał, a Lichwiarz męczeńsko ducha za Hirschbergię wyzionął. Pogrzeb wspaniały zbawicielowi król z Budzimirem wystawili i wspólnie nań przemówili. O tym, że procent od pożyczki winien być wysoki. O tym, że Weerland szczęścia zaznał, ale nadszedł czas spłaty. O tym, że dług Budzimira zostaje w całości umorzony. A także o tym, że każdy Hirschberg musi dobra swe pożyczyć królewskiemu bankowi lichwy, albo biada go czeka. Pamiętajcie bowiem Weerlandczycy, że gdy dosyt was spotka, czeka was potem niedosyt. Tylko kto zazna obu, ten dozna oświecenia. Zbyt duża pomyślność nie jest miła woli Prabudzimira i natury prawa ona niszczy. A kto zobowiązań swych nie spłaci, ten na stole ofiarnym Lichwiarza wzorem winien zostać na członki podzielony. Pamiętajcie bowiem Hirschbergowie, że Lichwiarz się poświęcił, co by zło przegonić, toteż zysk wasz z obligacji winien być niskim, aby jak ono wróciło, tedy rentowność podwyższyć było można. Umowa kredytowa między Mistrzem Budzimirem IV, a Lichwiarzem. W trosce o byt i przyszłość Ojczyzny, my, Lud Weerlandu, Mistrz Budzimir IV Witosz z Grochali, w imię Prabudzimira, będącego źródłem prawdy, bimbru, węgla i seksu, w powinności dla naszego dobra, Tronu Arcypatriarszego, wdzięczni przodkom za ich pracę, za podbój Neomezytu okupiony niewielką stratą, za kulturę jedyną słuszną Wygnańców z Weerlandu Prawdziwego, nawiązując do największych mądrości Pierwszego i Trzeciego Budzimira, zobowiązani przekazać przyszłym pokoleniom puchary z czaszek naszych wrogów, złączeni więzami z chłopami weerlandzkimi podzielonymi między fałszywych władców, świadomi konieczności wojny, by zapanował pokój, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy panował nad nami Gierkemiasz, pragnąc zagwarantować na zawsze Władzę Arcypatriaszą, w poczuciu odpowiedzialności przed Prabudzimirem i głosem Domu Publicznego, z Panem Klasydów, Eulan, Wradów, Świetlistym Jeleniem Hirschbergii, Jego Wysokością Królem Chłopacym Faradobusem, Pierwszym Tego Imienia jako świadkiem, ustanawiamy umowę kredytową z Jego Ekscelencją Maksymilianem Lolem, zwanym dalej Lichwiarzem, jako źródło finansowania ocalenia Weerlandu przed wewnętrzną okupacją, Weerland cały pod umowę zastawiając. Rozdział I Weerland 1. Weerland jest dobrem należącym do Mistrza Budzimira IV i jego następców. 2. Weerland definiuje się jako ziemie od Neomezytu po tereny ugryjskie, w tym Zarzeżusze Weerlandzkie, jak i cały Lud Weerlandu. 3. Wola całego Ludu Weerlandu uosobiona jest wolą prawdziwego Mistrza Budzimira. 4. Lud Weerlandu zrzeka się pretensji wszelakich do ziem Hirschbergii, zwanej dawniej mylnie Weerlandem Północnym. 5. Królestwo Hirschbergii to odwieczni przyjaciele Weerlandu, a Lud zobowiązuje się nigdy więcej brać poddanych królestwa w niewolę. Wszyscy obecni niewolni zostaną wypuszczeni, a ilu niewolnych z Północy Lud Weerlandu miał, tyle spośród siebie w niewolę do Hirschbergii odda. 6. Weerland w swej całości stanowi niniejszej umowy zabezpieczenie. Rozdział II Kredyt 1. Lichwiarz zobowiązuje się do pokrycia całości wydatków wojskowych do dnia pełnej pieczy Mistrza Budzimira IV nad Weerlandem. 2. Każdy wzrost kosztów z wojny przewlekłej uwzględniony zostanie w sumie kredytu. 3. Armię opłaconą wyłącznie spośród ludów Pólnocy zebrać można, a Król Hirschbergii ustanowiony jest wyłącznym pośrednikiem. 4. Łupy wojenne trafią do skarbca Lichwiarza jako wstępna spłata. 5. Spłata kredytu odroczona jest na czas pięciu wiosen od odzyskania pieczy Mistrza Budzimira IV nad Weerlandem. 6. Umowę i wszelkie zobowiązania dziedziczyć będą kolejni władcy Weerlandu i zstępni Lichwiarza. 7. Rata kredytu ustalona zostanie, gdy pełen koszt obie strony poznają. Odsetki zaś nie będą wyższymi niż dziesięciokrotność kosztu całego. 8. Rata każda w barterze przekazana będzie Lichwiarzowi pierwszej pełni każdej jesieni. 9. Brak spłaty więcej niż jednej raty przekazaniem zastawionego dobra Lichwiarzowi skutkuje. Rozdział III Przywileje 1. Lichwiarz jako wzór wszelkich cnót z chwilą zawartości umowy uznany jest za żywego Świętego Człowieka. 2. Lichwiarz ma wyłączne prawo bicia monet w Weerlandzie uznawanych, z kruszcu dowolnego, a wartość ich złotu się równa. 3. Tylko Lichwiarz i słudzy jego mogą trudnić się lichwą na terenie Weerlandu. 4. Mistrz Budzimir zobowiązuje się do głoszenia, aby każdy wśród Ludu Weerlandu powziął u Lichwiarza zobowiązanie, a także chwalenia zapomóg dla Lichwiarza wśród Ludu Hirschbergii. 5. Wysłannicy Lichwiarza w sposób dowolny długi zaległe mogą odzyskać i nikt ich powstrzymać nie może. Rozdział IV Postanowienia Końcowe 1. Jeśli Mistrz Budzimir IV władzy nad Weerlandem nie odzyska, tedy dług jego w całości zostanie umorzony, a Lichwiarz zobowiązuje się wystawne życie mu zapewnić. 2. Umowa dopełni się wraz ze złożeniem pieczęci przez Lud Weerlandu oraz Lichwiarza. Maksymiliam Lol znany jako Lichwiarz, Bankier, Dobroczyńca, Chwilówkarz, Deweloperuch i Dajelol to patron bankowości, handlu, komorników, dłużników, flipperów, oraz kryptowalut. Założyciel Banku Lichwy, przekształconego później w Królewski Bank Lichwy. Twórca waluty znanej obecnie jako lol.Nikt nie wie, skąd dokładnie Lichwiarz wziął się w Hirschbergu. Choć sam do końca życia przedstawiał się jako rodowity Hirschberg od 10 pokoleń, to miasto, a wcześniej gród nie istniały na tyle długo. Według niektórych teohistoryków Lichwiarz przybył na nasze tereny zaledwie kilka lat przed Budzimirem IV z odległego Żymu, a tak naprawdę nazywał się Mordechai Goldei. Gdy Wielki Mistrz Budzimir IV skończył swoją Wielką Misję na Pólnocy konsolidując wiele ludów w świetle budzimiryzmu, uznał, że gotów jest wrócić do Weerlandu. Jako, że jego działalność zapewniła dominację Królestwa Hirschbergii, to poprosił swojego przyjaciela, Króla Chłopacego I Faradobusa, o pomoc w odzyskaniu władzy. Król odrzekł, że zrobi to z wielką chęcią, ale miło by było, gdyby otrzymał jakąś drobną rekompensatę. Budzimir odpowiedział, że nie ma z czego zapłacić, ale z pewnością potem się podzieli. Król zadecydował, że albo przyjacielska płatność z góry, albo sam sobie Budzimir może wojnę prowadzić. Sytuację uratował Lichwiarz, który widząc w Budzimirze IV absolutną desperację świętej misji, postanowił ocalić budzimiryzm od gorejącej schizmy. Zasugerował wspaniałomyślną umowę, która z niewielkim ryzykiem pozwoliła Budzimirowi na opłacenie Króla Chłopacego i zebranie armii, która ostatecznie odbiła Weerland. Wojna nieco się przedłużyła, gdy Budzimir nakazał oblężenie ostatniej chatki wiernej jednemu z jego rywali, a trwało ono prawie 10 lat. Otoczona była przez dwóch zaciężnych z Hirschbergii. Na szczęście mieszkający w niej staruch, pomimo tajemniczych dostaw żywności, w końcu zmarł. To pozwoliło podliczyć wartość kredytu i określić czas jego spłaty. Jako Święty Człowiek, Lichwiarz z dobrego serca dzielił się swoim majątkiem w postaci żeliwnych monet zwanych powszechnie lolami. Opiekunowie Domów Tez mieli obowiązek nakłaniać każdego Weerlandczyka do wzięcia zapomogi na dowolne cele, a spłacane one były w barterze. W Hirschbergii promowali z kolei kupowanie barterem obligacji u Lichwiarza, a ten im potem oddawał lole o większej wartości. Pozyskane towary były wysyłane do dalekich krain. Na takim systemie korzystali wszyscy, a Lichwiarz zawsze powtarzał, że do interesu tylko i wyłącznie dokłada z miłości do obu narodów. Z drobnych oszczędności Lichwiarz rozpoczął wielką budowę kamienic z pojedynczymi izbami na wynajem. Wygrał także królewski przetarg na założenie nowych miast na ziemiach Eulan i Wradów świeżo włączonych w skład państwa (kluczowym kryterium były najwyższe koneksje). Kontrakt był zawarty w systemie „koszt plus” i skarbiec królewski pokrywał wszystkie nieprzewidziane wydatki wynikające z nieoczekiwanych trudności. Osuszanie olbrzymich mokradeł, zmiany przebiegu rzek z korumpowaniem Entrunek, przenoszenie całych wzgórz okazały się konieczne dla urbanizacji najdalszej Północy i chwała Lichwiarzowi, że temu podołał. Mijały lata, aż w końcu każdy Weerlandczyk, czy to frar, czy to chłop, miał jakąś formę długu u Lichwiarza, a ten z kolei był zadłużony u każdego Hirschberga. Niestety zbyt wielkie szczęście tym wywołane spowodowało zaburzenia czasoprzestrzeni. Objawiła się nikczemna wola Gierkemiasza, który postanowił ukarać Hirschbergię za nadmierną bezinteresowną pomoc znienawidzonym przez niego Weerlandczykom. Jako deklaratywny Hirschberg, Lichwiarz postanowił ratować swoją ojczyznę znacząco zwiększając odsetki udzielonych pożyczek, a w przypadku braku spłaty zaczął egzekucje komornicze majątków Weerlandczyków. Te użyczał pracującym dla niego Hirschbergom. Nawet to nie pomogło i interwencji musiał dokonać sam Wielki Mistrz Budzimir IV, który zupełnie stracił płynność finansową. Tutaj należy się wystrzegać heretyków, twórców tez pobocznych. Wielu z nich twierdzi, że Budzimir IV miał złe relacje z Lichwiarzem i równie podstępne co do niego intencje. W tajnym archiwum tez pobocznych w Schmultzu ponoć przechowywany jest rzekomy list Budzimira do Lichwiarza. Na skanach z podejrzanych stron prezentuje się on następująco: (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2104;image) Nie dajcie się jednak zmylić. Tego typu treści wygenerowane komputerowo masowo krążą po internecie. Sieją w nim chaos i fałsz. Nie wiadomo, jakie to siły obcych krajów mają w tym swój interes. Pamiętajcie, by korzystać wyłącznie z oficjalnych stron Pałacu Arcypatriarchy, Króla, rządu oraz Partii. Mistrz Budzimir IV kochał Lichwiarza jak siebie samego. Po prostu zaznajomiwszy się ze świętymi księgami wiedział, że wolę Gierkemiasza odpędzi jedynie największe poświęcenie. A skoro miał do wyboru siebie i Lichwiarza, to oczywiście najpierw poświęcił jego. Wiedział to i król Chłopacy, który odpowiedzialnie nie zrobił nic, by rytuał powstrzymać. Męczeńska śmierć Lichwiarza jest po dziś upamiętniana w Hirschbergii na Marszach Bólu. Uczestnictwo w nich pozwala na uzyskanie lepszych warunków obligacji. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2106;image) Po jego śmierci król Chłopacy I otrzymał w spadku majątek Lichwiarza, w tym znany nam wszystkim Królewski Bank Lichwy. Szybko poinformował Budzimira IV, że jego dług pozostał ważny. Wtedy Budzimir musiał dokonać swej części największego poświęcenia i oddać swoje zabezpieczenie: Weerland. Wybłagał jednak u litościwego króla, by egzekucja komornicza odbyła się dopiero po jego śmierci. To męczeństwo upamiętniane jest co roku przez setki Weerlandczyków rytualną zbiorową niewypłacalnością. Choć Lichwiarz utożsamiany jest z Tezą Hirschberską, przez setki lat miał też kluczową rolę w teologii Tezy Weerlandzkiej poprzez obowiązek długu. Dopiero ogłoszenie dogmatu o czystości Tez przez Mistrza Budzimira VII zdjęło te zobowiązanie wśród starotezowców. Decyzja ta spotkała się z niezadowoleniem część środowisk bankierskich, ale szybko zostały one przywrócone do porządku wykładnią monarchosocjalizmu. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2102;image) Symbolem Lichwiarza jest dłoń trzymająca monetę. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Można tam znaleźć opisy żywota tego Świętego Człowieka, teorie odnośnie jego pochodzenia oraz najróżniejsze materiały dotyczące zawodu lichwiarskiego. Niektóre z nich są dość kontrowersyjne z uwagi na przedstawianie jego funkcjonowania w warunkach rozmaitych ustrojów. Część opisujących monarchofaszyzm została przeniesiona do tajnych archiwów tez pobocznych, ale wciąż można na nich znaleźć monografie na temat ustroju kapitalistycznego. Święty Człowiek Inteligent mawiał, że wiele lat spędził czytając o ostmargrabskiej szkole ekonomii właśnie w Domach Tez. Kapliczki Lichwiarza przyjmują formę placówek Królewskiego Banku Lichwy. W nich Hirschbergowie czczą pamięć o Lichwiarzu poprzez obowiązkowe kupowanie obligacji skarbu państwa. Te, odkąd każdy pamięta, mają ujemne oprocentowanie i nie są indeksowane inflacją, co zapewnia nadwyżkę budżetu centralnego. Przed ogłoszeniem dogmatu o czystości Tez Weerlandczycy mieli z kolei obowiązek zaciągania kredytów, pożyczek oraz innych chwilówek. Obecnie nie muszą tego robić, ale tylko oni mogą. Jeśli Hirschberg potrzebuje pilnie pieniędzy, wtedy korzysta z usług weerlandzkich pośredników. Oni zaciągają odpowiednie kredyty i za drobną prowizją darują je zleceniodawcom. Nazywa się ich Słupami, gdyż na nich opiera gospodarka Królewskiej Gubernii Hirschbergii. To przykład jak mądrość wiary zapewnia ludziom przydatną pracę i wzrost PKB. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2100;image) Tytuł: Odp: Święci Ludzie Wiadomość wysłana przez: Mistrz Budzimir VII on Stycznia 21, 2026, 10:27:15 Menel (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2108;image) Przypowieść o poszukiwaniu Większego Sensu. W mieścinie Kieferklaue mieszkał człowiek, a imię jego było Rudolf. W szkole przy Domie Tez pilnie pobrał za młodu wszelkie nauki. Głosząc przy jego półkach tezy o Lachtprugelu żonę swą poznał i dzieci wiele narobił. Nocą ciężko harował w manufakturze egzotycznych dóbr pod batem ekonoma, a w dzień służył jako tezoferariusz z nadzieją na zostanie podtezym. Przyzwoite życie wiódł i wiele podróżował, do Zebrau, do Zendrau, a nawet do Lubau. Wciąż jednak pustkę w swej wątrobie odczuwał i nie wiedział cóż z tym poczynić. Pewnego dnia w swej wielkiej podróży Menel dotarł i do Kieferklaue, coby mądrości przekazać. Rzekł Rudolf swej żonie, że on także pragnie się poradzić, aby tezę opiekunowską wreszcie ułożyć. Ta, jak zawsze, pysznych straw nagotowała dla niego i Menela. Zapiski swe wszelkie o Świętych Ludziach Rudolf zebrał, bimbru nakupił i na plac targowy, gdzie Menel przyjmował ruszył po raz pierwszy. Długo musiał czekać, by choć go ujrzeć, takie tłumy Menel zbierał. Wieczór już się zbliżał i tylko para młoda przed nim była ze swą córką. Płakali, że osiem ma już wiosen, a za chłopcami się nie ugania, to i starą panną zostanie. Wziął ją Menel na kolana, warkocz pogładził, do uszka mądrość szepnął i je liznął, szluga na kolanku zgasił, półdupka uszczypnął i tak oto rozbudził. Dziękowali mu rodzice i trzy flaszki zostawili. Czas nadszedł na Rudolfa. Dał on Menelowi strawy chwaląc jej smak i żonę swą. Menel ino powąchał, twarz kwaśną przybrał, petem się zaciągnął, po czym na ziemię wszystko cisnął krzycząc: „Gdzie bimber?” Padł Rudolf na kolana o przebaczenie prosząc i flaszki mu przekazał. Menel zaś wybaczył i obok siebie siąść nakazał, a picie swe podjął. Snuł długo Rudolf opowieść o swym życiu, trudach, zwątpieniach, zaś Menel słuchał i rzekł : „Napij się ze mną”. Tym, którzy za Rudolfem czekali trunki nakazał zostawić i kolejnego dnia z nowymi przyjść, aby rady otrzymać. Po drugiej flaszce zebrał się Rudolf na odwagę i zapiski swe wyciągnął, by o wszechbudzimiryzmie pomówić. Zaśmiał się Menel, z ręki mu je wyrwał, po czym przy ławce defekował i nimi doły swe otarł. Zbierał je z ziemi zatroskany Rudolf, a Menel przemówił: „Baby! Wszystko przez te baby! Patrz ino na siebie. Gówno bez mięsa jako strawę ci daje, to i siły żeś potracił. Dzień za dniem marudzenia jej wysłuchujesz i lękasz się jej. Trzewikarzem, co to prośbom jej ulega się stałeś. Chłop jako lepszy winien władzę mieć, ale nad babą się nie da. Czas swój wolny miast na picie pomiotom jej przeznaczasz, a to jej wina, że takowe wysrała. Skąd ty wiesz, że twoje? Zrazu sobie kolejnego przyprowadzi jak nie upilnujesz, a baby nie upilnujesz. Na cóż ci one? Za łachy i kop w dupę, a będzie tylko lepiej.” Wysłuchał go Rudolf i chlał oraz palił z nim do rana. Zbudził się w bagnie i cały umorusany do domu powrócił. Tam wściekłą żonę zastał. Krzyczała do niego i pijaństwo zarzucała. Przypomniała, że z rana miał matce jej w przenosinach do innej kamienicy pomóc i sama musiała wszystko targać. Prawił Rudolf, że czwarty raz w tym księżycu matka jej ubytowanie zmienia i już nie może, lecz ta dalej mordę darła. Złapał ją za szmaty i z domu swego wykopał, a dzieci za nią. Życie Rudolfa dalej się toczyło. Do pracy swej wciąż chodził i tezę w Domu Tez szykował. Więcej loli mu bez pijawek zostawało i na trunki oraz mięsiwa tłuste je wydawał. Wciąż jednak pustkę czuł w wątrobie. Menel pozostawał w mieścinie, poszedł tedy Rudolf o brzasku poradzić się po raz drugi. Znów musiał czekać długie godziny, a gdy ujrzał Menela dymem szlugowym pochłoniętego, to przyuważył, że kilkoro innych chłopów z Kieferklaue w brudnych łachach mu towarzyszyło. Przed Rudolfem był starzec z pudełkiem drewnianym. Z krain odległych pozytywkę kupił, lecz ta przestała pieśnią chwalić króla. Rozebrał ją zręcznie Menel na części, miedź do kieszeni schował, a problem odnalazł. Na bok kawałki odłożył i innego dnia przyjść nakazał, naprawę obiecując. Podszedł do Menela zlękniony Rudolf wiele flaszek dzierżąc, a on go poznał, na ławę swą zaprosił i rzekł: : „Napij się ze mną”. Po trzeciej flaszce zebrał się Rudolf na odwagę i powiedział, że choć żony swej i dzieci się pozbył, to wciąż czegoś mu brakuje. Że każdy wieczór, gdy poczucie obowiązku wzywa go do manufaktury jest jednym wielkim cierpieniem, a z każdą wachtą bicz ekonoma wżyna się w skórę głębiej i głębiej. Zamachał Menel swą ręką, a szlug smużkę dymu na obraz Kwadratowego Koła uformował i wtedy On przemówił. „A na cóż ci na kogoś robić? Ja dla nikogo nie robię, nawet i siebie samego. Praca to jest ino zniewolenie. Dawno temu Wielki Mistrz Budzimir cały bunt urządził, bo nie chciało mu się robić! A jak mu, Świętemu się nie chciało, to jak nam ma się chcieć? Ja już dawien dawno dociekłem tajemnicy wszelkich możnych panów. Jak się siądzie na rzyci i nie robi nic, tylko od innych oczekuje, tedy ci inni wszystko co trzeba doniosą. Spójrz ino wokół. Bierz i pij z tego ile zdołasz, to jest duch, który wątrobę twą wypełni.” Pił Rudolf z Menelem i uczniami jego przez resztę dnia. Gdy wieczór za szybko nadszedł, niby zatruta strzała, obowiązek jednak poczuł. Do manufaktury musiał się wstawić. Mówił Menel, że Rudolf nic nie musi i prosił, aby ten z nim został. Na nic się to nie zdało i drogę do manufaktury z trudem odnalazł. Świat Gierkemiasz rozbujał i dłonie Rudolfowi plątał, a zły ekonom zębami zgrzytał i batem plecy mu smagał. Nie mógł tego znieść dłużej i spróbował ekonomowy pejcz pochwycić, tedy siły jakieś nogi Rudolfowi podcięły, a cenny trunek ustami mu wyrwały na klepisko. Usłyszał od ekonoma, że więcej już ma nie przychodzić i buta na swej głowie poczuł. Przebudził się następnego rana w chlewiku. Do domu swego podążył, lecz tam byłą żonę z dziatwą spotkał i chłopa rosłego. Napomknęła mu ona, iż jej to jest dom w posagu wniesion, a za szmaty pochwycić ją spróbował. Jednak to chłop inny Rudolfa pochwycił i z domu wyrzucił. Zakrzyknął na odchodnym parszywy babsztyl, że Tschat ją zawsze obroni i wszystkie jej potomstwo to on w niej zasiał. Dni kolejne żył Rudolf w starej beczce, a spędził je pijąc aż nos mu poczerwieniał i do testu na podtezego się szykując. W przeddzień dnia ważnego tezę swą ukończył, jednak głowa i wątroba wielce go bolały, zaś na trunki kolejne monet już nie miał. Poszedł zatem do Menela po raz trzeci. Choć wielki był tłum jak zwykle, ten przed Rudolfem się rozstąpił, jak tylko go poczuł, a stało się to nim go nawet zobaczyli. Usłyszał ino głosy o przejścia zrobieniu dla ucznia Menela i wszystkich wyminął. Menel zaś w otoczeniu dziesiątek chłopów w brudnych łachach siedział, a gestem swym Rudolfa zaprosił. Spytał tedy Rudolfa, co mu na wątrobie leży i czy to jutrzejszy test w Domie Tez, bowiem dzień jego zapamiętał. Odrzekł tedy Rudolf, że głowa wielce go i wątroba bolą, to chciałby się napić. Tak też razem poczynili. Po piątej flaszce zebrał się Rufolf na odwagę i spytał swego mistrza: ”Czemu, skoro bimber jest tak dobry, to tak mi źle, gdy budzę się po jego spożyciu?”. Oczy menela zapłonęły niczym najczystsza z czystych. Wstał ze swej ławy, głęboko się zaciągnął i przemówił: „Słuchać mnie teraz, bo mam wam coś ważnego do powiedzenia. Kto spotkał w swym życiu Weerlandczyka, ten wie. Chleją oni tyle, ile pod usta im się podłoży. I co? I nic ich potem nie boli. Mogą oni pić sto dni bez zakąski, a siły nie tracą. To jest dar Prabudzimira! A co z nami? Dla nas go nie chcą! Mówią zazdrośnicy: tylko starowiercy są nim obdarzeni. Dla nas ino Druga Teza! Druga dla Hirschbergów! Że myśmy gorsi nam mówią. Że słabsi! Że my nie umiemy pić! W Domach Tez tego wam nie przeczytają! Oni pragną byście na nich harowali. Wszystko im dawali, aby do ich pałaców tabory krwawicy naszej zwożono. Nic zaś od siebie nie dają złodzieje! Komu Domy Tez służą, jak król zamknął Budzimira w lochach? Ja żem uznał, że tak być nie może. Że hen daleko się z tego pierdolnika trza iść. Do dalekiej Wurstlandii dotarłem. Tam alchemik ukazał mi marnotrawnego brata Alkohola, a imię jego Aldehyd! Każdy, kto wódkę, czy bimber, czy szczyny żółte i czerwone wypije, temu wątrobę i on wypełnia. Jak temu zaradzić się pytałem, a mędrców szkiełko i oko nie wiedziało. Gówno te całe nauki. Na chłopski swój rozum rozmyśliłem i wiedziałem już co robić. Aldehyd to wątrobę odwiedza, niby przygłupi brat dobrego Alkohola. Jak Alkohola w gościnę bierzemy, to on Aldehyda ze sobą przyciągnie, bo co zrobić. A potem krzyczy takie i dupę zawraca. Jeszcze Alkohol sam wychodzi, a brata swego do opieki w wątrobie zostawia. To ja se pomyślałem. A jeśli Alkohol nie gościem zostanie, lecz na trwałe w wątrobie zamieszka? Tedy może przekona się go, że tego Aldehyda to za szmaty za drzwi, bo w wątrobie ciasno? No to piłem bimber przez trzydzieści wiosen i cztery zimy. Z każdą mniej wszelkich innych trunków i straw zażywałem. Aż pewnego dnia nic już poza bimbrem nie trzeba mi było, aby wyżyć. Rację miałem i Aldehyda pachą wydaliłem, a Alkohol nigdy mnie już nie opuszcza! Może ktoś spytać mnie, czemu zatem palę? Ano, bo lubię, ale nie muszę. I wam, bracia moi, będzie to dane. Aldehyd długo w nas żyć może, ale was też opuści jak glisty kałowe! Forsowne to zadanie i wiele rzek bimbru ustami swych osuszycie. Jednak wam się uda wątroby na zawsze dobrym duchem wypełnić, a Weerlandczykom siłę pokazać! To jest chłopy sens naszego żywota! Zapełnijcie balię!” A uczniowie go usłuchali i bimbru nań nalali. Sypnął Menel do niej skórnych soli, łoju i spytał Rudolfa, czy ten jest gotów. Rudolf odrzekł, że tak, a pochwycili go Menel z uczniami i w całości do balii wrzucili. Tam, przyznać trzeba, Rudolfa zwątpienie objęło, a oczy go piekły. Jednak ręka menelowa pilnowała, coby głowy znad bimbru nie wynurzył. Lęk Rudolfa opuścił i głęboki wdech nabrał, a wizje na niego spłynęły. W nich znajdował się na saniach rogatych, a te orzekły, że jadą do zająca. Gdy do nory dotarli, to go tam nie było, więc ją podpalili i ruszyli dalej. W innej norze też nie zastali zająca, a nutrie, które w dziwnej mowie prawiły. Ubrał Rudolf spodnie na szelkach i pończochę na głowę, po czym kredą narysował okno i śniegu przez nie nawiało. Zza okna zobaczył zająca i go zawołał. Zając zaś milczał i jadł trawę. Do drzwi chatki ktoś zapukał i Rudolf odszedł od pieca, by sprawdzić któż to. Gdy je otworzył, to sam Pierwszy Mistrz Budzimir jako głowa bez ciała się objawił i brodę swą nakazał pochwycić. W nieboskłon Rudolfa zabrał, by ujrzał on choć na chwile cuda Prawdziwego Weerlandu. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2110;image) Wizualizacja dodana w ramach programu zachęcania młodzieży do czytania ksiąg w Domach Tez Rudolf przebudził się dnia kolejnego w dywan zawinięty, a niesiony był do Domu Tez. Rzekł tedy Menel: „Do każdego testu wiary podejść należy. Na tym polega odpowiedzialność”. Przed Tezownikiem Menel go usadowił i się pożegnał. Test z pytaniami mu podsunięto i pióro w rękę włożono, a Rudolf, choć czytać nie mógł, to wizje wszelkie odpowiedzi mu podsunęły. Spytał Rudolfa Tezownik, czy ten swą tezę przygotował, to nauki Menela powtórzył. Do oralum doszło, a i tutaj Rudolf się spisał. Orzekł wtedy Tezownik, że podtezym Rudolfa mianuje. Radość na chwilę Rudolf poczuł i spełnienie, jednak pustka po niej nadeszła. Inaczej zapragnął wiarę swą wesprzeć i prawd dociec. Wstał z wielkim trudem i chwiejnym krokiem Dom Tez na zawsze opuścił, bo go suszyło. Gdy na plac targowy powrócił, to Menela już nie zastał, albowiem w dalszą drogę ku innym mieścinom ruszył, ino uczniów za sobą pozostawiając. Zasiadł przy nich Rudolf na ławie, gdzie zrobili mu miejsce. Flaszkę zza rozkręconej pozytywki pochwycił i duszkiem całość wypił. Niedopałek z ziemi zebrał. Nie miał już na wątrobie swej żadnych zmartwień. Wszystko rozumiał. Większy Sens już odnalazł. Jedynie Aldehyda zostało mu wykurzyć. Fragment zapisków z wizyty surmeńskiego podróżnika Jorgosa Sofianosa w Zjednoczonym Królestwie Hirschbergii i Weerlandu. Dość już mając biedy wszechobecnej wraz ze swym przewodnikiem opuściliśmy okaleczone ziemie Weerlandu. Skierowaliśmy się na północ. Tam trafiłem do krainy jeszcze dziwniejszej, a była nią Hirschbergia. Jak tylko mroczną puszczę opuściliśmy, to wioskach same kobiety napotykaliśmy, a o mężów swych pytane jeno w płacz popadały i mówiły, że poszli. Żadna nie wiedziała dokąd. Trzeciego dnia dotarliśmy do Grabiny, podle słów Izbora dawniej weerlandzkiego miasta z którego okrutny król Gromosław wszystkich ich wypędził. Mury miejskie z byle drewna, zaprawy i odpadów były wzniesione, a tak koślawych i pozapadanych kamienic wcześniej oczy me nie widziały. I tam z początku same kobiety ulicami przemykały, lecz miast lamentować butelki, karafki i strawę niosły, ku centrum miasta się kierując. Tam dopiero napotkaliśmy coś, co onegdaj było hirschberskimi mężami. Ze wsi pobliskich stworzenia te się w jednym miejscu zgromadziły. Niby wieprze w błotach i rynsztokach się poniewierały, a smród był nie do zniesienia. Żony zaś więcej cipuro i zakąsek im znosiły. Nawet Izbora to zadziwiło i wypytać ich spróbował. Wiele zaś z ich majaczeń nie zrozumiał. Pośród ich rojeń słowa o proroku posłyszał i pokazaniu Weerlandczykom, kto lepiej pije. Zaśmiał się z nich mój przewodnik, który odkąd go nająłem nic prócz cipuro nie spożywał, a nigdy na ziemię nie upadł. Kopać ich począł, a gdy oporu nie zastał, tedy gardła im podrzynał. Zakrzyczałem, by poprzestał. Nikogo jednak nie było, kto mógłby go powstrzymać i rzeź swą kontynuował o zemście mi prawiąc. Gdy słońce było już nisko, coś się odmieniło. Stworzenia, których Izbor nie zdążył ubić wysiłku się podjęły. Z początku wierzgały niezbornie swymi kończynami, lecz wkrótce wiele z nich na rękach i nogach się wsparło, a część z nich nawet i całkiem powstało. Wszystkie w jedną stronę ruszyły losowe sylaby mamrotając. Podążyliśmy za nimi, a gdy Grabinę opuścili, tedy Izbor orzekł, że idą w kierunku Hirschbergu. Ciężko było mi uwierzyć, że gdziekolwiek horda ta miała dotrzeć. Ciała ich były napuchnięte i przegniłe, oczy żółte, włosy i zęby im wypadały, lica się odkształcały niby bulwy. Siły jakieś nieczyste ich prowadziły. Plany me i stolicę tamtych ziem obejmowały, to i w tak dziwnym towarzystwie do niej dotarłem. Sam Hirschberg był wielkim rozczarowaniem. Mniejszy od nawet podrzędnych surmeńskich osad. Brud i łajno na ulicach pierwszego piętra sięgały i tunelami w parter się wchodziło (…) oka nie było na czym zawiesić. Jednak nie miasto samo uwagę zwracało, lecz tysiące bezwolnych mężczyzn, którzy z czterech stron świata docierali. Ci z południa na drugi brzeg rzeki przechodzili, a wielu zamiast mostem jedynym przez wodę się przedzierało, ku uciesze Izbora tonąc. Po stronie drugiej inne było miasto, Arkopolis zwane i ponoć według naszych architektów wykonane. Orzec tylko mogę, że dobrze się stało, iż wybrali oni emigrację, miast Surmenię zaszpecać. <Zgodnie z oficjalną linią Państwa Arkopolis znane dziś jako Joksopolis zostało założone dopiero przez uzurpatora Arkadiusza II Przejściowego. Wspomnienia towarzyszy o istnieniu tego miasta wcześniej są efektem wrażej propagandy, a obecność w kronikach skutkiem nielinearnego przebiegu czasu. Czuwaj! - Ludowoszlachecki Komisariat Spraw Wewnętrznych> Tam tłum stęchły się zebrał na placu przed królewskim pałacem i zamarł bez ruchu. Cisza jaka zapanowała krew w mych żyłach mroziła, lecz ciekawość była silniejsza, toteż przedzieraliśmy się przezeń aż do pałacowych schodów. Na nich zaś pierwszych trzeźwych Hirschergów w zbrojach zdobnych napotkałem. Słowa do mnie wykrzyczeli, a gdy przewodnika chciałem o nie zapytać, tedy zrozumiałem iż mnie porzucił. W mowie sobie nieznanej gniew i strach wyczułem, więc uciec już chciałem, lecz oni mnie pochwycili i do pałacu zaciągnęli. Wnętrza jego jak u biedniejszego kupca krzywo przyozdobione, ale czasu przyjrzeć się nie miałem. Do zbrojowni zostałem zaciągnięty, a bałem się, że mnie zabiją. Zamiast tego w mundur i kirys mnie siłą odziali, halabardę podali i dalej zaciągnęli. Aż na salę tronową. Ciemną ona była prędzej jak grobowiec, a nie miejsce wystawne. Nic uwagi mej nie przykuło, poza pięcioma drewnianymi figurami po bokach tronu ustawionymi, zapewne lokalnych fałszywych bożków. Na samym tronie białą farbą pociągniętym, by marmur imitować siedział mężczyzna w sile wieku. Twarz jego bliznami była pokryta, a na skroniach spoczywała mu tandetna korona. Był to zapewne ichniejszy król Gromosław, znany okrutnik i watażka, którego żaden ród ostyjski nie chce gościć, ni nawet za pana tamtejszych ziem uznać. Palcami coś przemawiając mi powskazywali i po lewicy jego stanąłem na chwilę krótką najwyraźniej jego gwardzistą zostając. Stałem tak dłuższą chwilę rozmyślając nad swym żywotem, a na sali wzmożenie nastało. Najpierw smród śmieci poczułem, a potem tylko narastał. Nieliczni pokojowcy wejście zablokowali, jednak coś do nich król zakrzyknął i zlęknieni je otworzyli. Jeśli włożyć rybie głowy, ekskrementy i winkowskie onuce do kuferka, zalać je sokiem z buraków, a potem wystawić ten kuferek szczelnie zamknięty na trzy słoneczne dni, by w końcu go otworzyć i dech głęboki wezbrać. Tedy może byłoby blisko temu, co nastąpiło. A wszystko to czuć było od człowieka jednego, który na salę wkroczył. Choć oczy me łzawiły, przyjrzeć mu się próbowałem. Był to mizerny dziad brodaty, jakich w każdej mieścinie świata żebrzących spotkacie, a w Hirschbergii tylko takich. W jednej dłoni miał cygaretkę, której opary go zadziwiająco spowijały, zaś w drugiej butelkę dzierżył i uniósł ją wysoko coś w ichniejszym narzeczu przemawiając. Król z tronu mu odpowiadał, a dłuższą chwilę gawędzili. O czym? A któż wie, jakie sprawy między sobą ci barbarzyńcy bezbożni mogą rozstrzygać? Tam wszystko i tak sprowadza się do alkoholu i bezwstydnej kopulacji. Dyskurs między nimi się zaognił, bowiem król pięścią bił w poręcz. Zakrzyknął do służących, a ci dokądś pobiegli i na czas jakiś niezdrowa cisza nastała. Dłużyło się to bardzo, ale w końcu posłyszałem stękanie i zgrzyt. Wreszcie słudzy powrócili, wielką skrzynię ze sobą targając. Rzekł słowa jakieś do nich król, a ci w nią zapukali, zaś ze środka ktoś odpukał i na jego twarzy widać było ulgę. Rozkaz zapewne monarcha wydał i łomem wieko jej podważyli aż puściło. Z niej się wyłonił chłopiec przy kości. Król za głowę się chwycił głośno krzycząc, a inni mu zawtórowali. Ponownie butelkę łachmaniarz uniósł i zakrzyknął, a pokojowi i paziowie ku niemu zmierzać zaczęli. Krzyczał do nich Gromosław rozkazująco, ale jeden po drugim z ręki menela pili, a po łyku na posadzkę padali. W końcu tylko ja z królem się ostaliśmy, choć jego konwulsje ogarniały, a głos słabnął. Zbliżał się do nas śmierdziel przemowę złowrogim tonem głosząc, a czołem króla pot niczym strumień się lał i na boki głową kiwał słowo jedno coraz ciszej powtarzając: „nein, nein, nein”. Stał już menel blisko i flaszkę ku niemu wystawiał, a król, cały zapłakany, drżącą ręką ku niej sięgał. Wtedy to śmierdziel drugą dłonią otwartą z szyje swą kilkukrotnie uderzył. Nie wiem dlaczego na to się zdobyłem, czy zbyt mocno gwardzistą się poczułem, lecz groźbę taką zostawić nie mogłem i halabardą butelkę mu z ręki wytrąciłem. Ta rozbiła się z sykiem, a zawartość niczym wrząca woda parą buchnęła. Obłok jej na wszystkie strony się rozleciał nas przy tym pochłaniając. Gdy zaś fala jej mijała menela, to dym zielny go spowijający się rozszedł. I zmyło to jego obraz, niby nafta farbę na płótnie. Smród ustąpił woni zbyt mocnych perfum, a przed nami stał człowiek, choć niemłody, to nader na tamtą krainę elegancko odziany, gładko ogolony. Spojrzał się gniewnie w moją stronę i już miał coś przemówić, gdy król zerwał się z tronu i palcem go wskazał jakieś słowo jedno wykrzykując. Imię, czy klątwę, tego nie wiem. Niezbyt dobrze też pamiętam, co nastąpiło później, bo wyobraźnia figle mi płatała. Zdawało mi się, że król ruszył na intruza z pięściami, a gdy go pochwycił, to unieśli się w powietrze. Z rąk obcego trzaskały pioruny i leciały kule żywego ognia. Obaj głośno na siebie pokrzykiwali, a drewniane figury przy tronie ożyły i pobiegły w ich stronę. Tego było już za wiele. Uciekłem ile sił miałem w nogach. Gdy opuściłem pałac, to zobaczyłem, że horda Hirschbergów oprzytomniała. Za głowy i brzuchy się trzymali, a na ich twarzach widać było wielkie zdziwienie. Między sobą o czymś wszyscy rozmawiali, a z ich intonacji pytania wyczułem. Porzuconą dorożkę znalazłem i ku wstydowi mojemu ją skradłem, by udać się na południe. Grzech mój się nie opłacił, gdyż stamtąd nadciągały masy weerlandzkich chłopów. Najwyraźniej gdy wieści do nich dotarły, to wkroczyli do Hirschbergii z chęcią zemsty. Grabina płonęła, a ja zrozumiałem, że Hirschbergii i Weerlandu nie można tak po prostu opuścić. Usunięty przez cenzorów fragment numeru Echa Aralii <Ostrzeżenie! Poniższe źródło jest niebezpiecznie blisko uznania za tezę poboczną. Dewianci prowadzą obserwacje jego wpływu na czytelników przed podjęciem ostatecznej decyzji. Po przeczytaniu należy zgłosić się na badania w najbliższym Wielkim Domie Tez.> Skandal w Al-Rajn Król JKM Arkadiusz II Filip znów swoim zwyczajem skompromitował kraj na arenie międzynarodowej. Najpierw (nie)rząd postanowił przyznać mu skandaliczne 100 milionów loli na zorganizowanie pojedynczej wizyty zagranicznej ze środków na rozwój. Pomimo moich interpelacji Triada jak zwykle postawiła na swoim i pieniądze po prostu zdefraudowano. A batyskaf Uniwersytetu Królewskiego (5 milionów) od lat nie może doczekać się finansowania. Sama wizyta odbyła się bez powiadomienia strony Al-Rajnowskiej, co nie spodobało się w sułtanacie. JKM Arkadiusz jak zwykle wepchał się w brudnych butach tam, gdzie go nie chcą. Wśród delegatów na finansowaną przez nas wszystkich prywatną wycieczkę byli sami koledzy króla. Zupełnie nie przypadkiem komisarze z (nie)rządu. Nawet spirytualista okazał się tak naprawdę towarzyszem Septimusem w przebraniu. O dziwo dopiero interwencja Budzimira pozwoliła na zamianę. Osobiście wyciągnął ze śmietnika portowego w Draśnie godnego kandydata i przemycił na królewski jacht. Nawet zepsuty zegar dwa razy dziennie pokazuje prawdziwą godzinę… Pomimo okoliczności JKM Arkadiusz został pozornie godnie przyjęty przez władze sułtanatu. Spirytualista wyczuł jednak spisek i już w porcie zwymiotował na buty ich premiera. JKM Arkadiusz mógł posłuchać się mądrzejszego i natychmiast wrócić do kraju. Zamiast tego kontynuował swoje balangi w pałacu i haremie Sułtana Ramzaniego. Jeszcze tego samego dnia stała się rzecz niesłychana. Po skargach eunuchów delegacja zdecydowała wydalić ze swych szeregów Spirytualistę. Tak po prostu bez żadnych ceregieli wypuścili go na ulice Al Many. Świat Yslamu nie miał dla niego litości i szybko zmarł z pragnienia. Kolejny niewinny człowiek poległ niczym Herman Pole w imię czego? Zachcianek Triady? Lepszej imprezy u Sułtana? Może jeszcze ponownie oskarży się o to Aralczyków? Konieczne jest powołanie komisji, która zbada sprawę! Skutek braku Spirytualisty wśród delegatów był oczywisty. Bez dobrych porad nasz król tak po prostu podpisał umowę o wolnym handlu między Sułtanatem, a Zjednoczonym Socjalistycznym Królestwem. Uczeń Menela nigdy by na to nie pozwolił. Tania żywność z Moreniki zaleje przede wszystkim Aralie. Nasze rolnictwo jest zagrożone, ale za to możemy im sprzedawać… no właśnie co? Przecież oni nawet nie piją. Zarobi na tym Trójca, a inni jak zwykle stracą. Menel znany także jako Żul, Opój, Bibosz, Wędrowiec, Prorok, a nawet Zbawiciel. To patron samorozwoju, podróży, porządnych chłopów, co swój rozum mają, a także chemii organicznej. Najpopularniejszy spośród Świętych Ludzi Tezy Hirschberskiej.Nikt nie wie, jakie było jego prawdziwe imię. Pojawił się na terenie Hirschbergii trzy lata po Wojnie Faradobusów, konflikcie dynastycznym, który skutkował całkowitym zniszczeniem miast Weerlandu, w tym Nowodomu. Resztki weerlandzkiej linii Faradobusów uciekły za granicę. Mistrz Budzimir V gnił w lochach króla Gromosława. Początkowa satysfakcja Hirschbergów szybko jednak zgasła. Dobra zrabowane na Południu wzbogaciły wyłącznie klasę panującą Północy. W tym samym czasie zwykli Hirschbergowie doświadczali stagnacji i narastającego bezsensu życia zasilanego powszechnością prasy drukowanej. Domy Tez stały się kontrowersyjne i wiele zamknięto. Lęk przed monarchą zniechęcał z kolei do korzystania z duchowej pomocy tych, które się ostały. Menel stanowił odpowiedź na wszystkie hirschberskie troski. Wędrując po królestwie odwiedzał nawet najmniejsze przysiółki. A wszędzie długo gościł, udzielając mieszkańcom niezliczonych rad. Są dowody na to, że potrafił być nawet w kilkunastu miejscach jednocześnie tylko po to, aby żaden Hirschberg nie poczuł się pominięty. Jego mądrości pozwoliły temu narodowi znaleźć nową drogę do Większego Sensu. Wszędzie, gdzie Menel się pojawił, tam zostawiał swoich wiernych uczniów. Ci kontynuowali porady w jego imieniu, a także rekrutowali w swoje szeregi kolejnych mężczyzn. W niespełna rok niemal każdy hirschberski mąż dołączył do nowego bractwa. Gdy Menel wreszcie postanowił odwiedzić stolicę, jego uczniowie również do niej podążyli. Wydarzenie te znane jest jako Wielka Zimowa Migracja. Choć nie znamy dokładnych szczegółów, poza zapiskami jakiegoś żałosnego rotriokatolika, co się akurat napatoczył, to wiemy, że Menel spotkał się z samym królem. O czym rozmawiali, trudno przez to powiedzieć. Ważny jest jednak skutek. Koniec końców, nawet tak hardy skurwiel jak Gromosław odnalazł w sobie litość. Pozwolił Budzimirowi na wolność w obrębie pałacu arcypatriaszego i przywrócił wszechbudzimiryzm jako religię państwową. Zmniejszył także roczne kwoty egzekucji Weerlandczyków, a nawet zapozował do portretu z uśmiechem na ustach. Po tym cudzie Menel na oczach tłumów zmienił się w czyste opary alkoholu, a Mistrz Budzimir V ogłosił go Świętym Człowiekiem. Jednocześnie, wykorzystując obecność wszystkich hirschberskich mężów w stolicy, na południe Hirschbergii powrócili weerlandzcy chłopi. W ramach aktu pojednania masowo wymieszali południową i północną krew, a po dziś w regionie Südhirschbergia-Grabben żyje wielu Weerlandczyków. Król Gromosław nie mógł się jednak zgodzić na to, by każdy hirschberski byk był bezpośrednim uosobieniem nowego Świętego Człowieka. Wspólnie z Budzimirem wyznaczyli kwotę jednego ucznia na każdych dziesięciu mężów. Tak został oficjalnie sformowany Zakon Spirytualistów, przez złośliwych starotezowców zwany także Braćmi Aldehydowymi. Po dziś dzień należność do niego jest jednym z największych marzeń wyznawców Tezy Hirschberskiej. Trudne testy i wysokie wymagania odsiewają ziarna od plew. Zaledwie 4% populacji Królewskiej Gubernii Hirschbergii posiada odpowiednie licencje i pobiera uposażenie menelowe. A niech ktoś tylko spróbuje być bezdomnym pijakiem bez papierów. Tacy obibocy i oszuści są szybko wyjaśniani na ulicy. Droga ku Większemu Sensu jest wyboista, ale niesie ona niezwykłe możliwości. Każdy Spirytualista oprócz wzrostu życiowej mądrości staje się także jasnowidzem, mogącym przewidywać przeszłość, a nawet przyszłość. Koszt takiego rozszerzania świadomości jest jednak wysoki i z biegiem lat Spitytualista staje się coraz mniej wrażliwy na teraźniejszość. Palenie tytoniu pozwala im na spowolnienie tego procesu, a nawet czasowe przywrócenie kontaktowości. Ich wizje przychodzą i odchodzą, ale istnieją sposoby, aby wywołać je na zamówienie. Aby doszło do wglądu w przeszłość Spirytualista musi gwałtownie zwiększyć spożycie alkoholu, stąd nazywa się to wróżeniem akceleracyjnym. Wgląd w potencjalne ścieżki przyszłości jest trudniejszy, a nawet niebezpieczny, bo wymaga nagłego odrzucenia alkoholu w jakiejkolwiek formie, stąd analogicznie jest to zwane wróżeniem deceleracyjnym. Tylko Spirytualiści o największej sile woli potrafią się na nie zdobyć i należy szczodrze ich za to nagradzać. Niezliczone talenty jakie Menel zapewnił Spirytualistom pomagają nie tylko na ulicy, ale również na salonach. Każdy dyrektor, lub polityk, gdy czeka go trudna delegacja, bądź spotkanie, zwyczajowo zabiera ze sobą Spirytualistę, który w kluczowych momentach doradzi mu czy to słowem, czy to czynami. Ważne jest, by do tej roli Spirytualista był brany tylko raz w ciągu swojego życia. Nadmierna ekspozycja na wysokie standardy może zanieczyścić jego wątrobę wątpliwościami, a te przesłonić ścieżkę do Większego Sensu. Stąd, gdy oglądacie transmisje z ważnych wydarzeń, to przedstawiciele władzy zawsze są ci sami (i bardzo dobrze), a Spirytualiści zawsze inni. Co do samego Większego Sensu, jest nim oczywiście możliwość przeżycia na samym alkoholu. Coś, co potrafi każde weerlandzkie dziecko, a jest niedostępne dla żadnej pozostałej grupy etnicznej. Osiągnął to Menel i jak dotąd nikt inny. Każde doniesienia o Wyniesieniu okazywały się być skutkiem bardzo bliskiego weerlandzkiego pochodzenia, albo zwyczajnymi oszustwami. Jednak nie ma co się martwić. Menel zapowiedział, że kiedyś się uda, to się uda. Święci Ludzie nie kłamią, chyba że chcą, a on na pewno nie chciał. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2112;image) Symbolem Menela jest kiep. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Już to jest przedmiotem wieloletniego sporu. Zwolennicy Tezy Hirschberskiej od samego uznania Menela za Świętego Człowieka próbują wyprosić ikonografię związaną z alkoholem. Pałac Arcypatriarszy pozostaje nieubłagany: flaszka jest symbolem Bimbrownika i nie będzie żadnej podróby. Pomimo popularności Menela, przy jego półkach zwykle nie ma dużego ruchu. To nie w Domach Tez poznaje się i analizuje jego mądrości. Mimo wszystko ważne informacje są w nich katalogowane i w okresie corocznego testu na Spirytualistę gromadzą się przy nich młode i ambitne hirschberskie chłopaki. W obszarach mieszania się Tez często odwiedzają ich wtedy Weerlandczycy, oczywiście żeby się z nich pośmiać. Najlepsze docinki spisują i podrzucają na półki Menela, a Hirschbergowie aż skręcają się ze złości podczas ich usuwania. Prawdziwe, dojrzałe czczenie pamięci o Menelu odbywa się przy jego kapliczkach. Mają one formę miejskich i wiejskich ławek na których zalegają Spirytualiści. Dzielą się oni swoimi historiami, radami, mądrościami oraz wróżbami. W zamian za to lokalna społeczność ma obowiązek ich utrzymywać. Dostarcza im alkoholu i papierosów, podjeżdża pasibusami z ciepłym jedzonkiem, a gdy taki biedny Spirytualista ma już zbyt mały kontakt z teraźniejszością i coś sobie zrobi, to jest zabierany go do szpitala, gdzie opiekują się nim najlepsi lekarze i ubrany jest w nowy, czysty mundur. Wszystko za darmo. Uposażenie menelowe ma inny cel. W chłodnym okresie roku ławki stają się niebezpieczne. Rozpoczyna się wtedy upamiętniająca wydarzenia z Hirschbergu Zimowa Migracja. Spirytualiści opuszczają kaplice Menela i ruszają w długie podróże różnymi formami komunikacji zbiorowej na terenie naszego państwa, a nawet i całego kontynentu. W pociągach, tramwajach, autobusach, promach i samolotach roztaczają duchową aurę, którą trudno czasem pojąć. I zawsze mają kupiony bilet. (https://hiw.stempel.org.pl/index.php?action=dlattach;topic=4154.0;attach=2114;image) |